Ile ważą emocje?Tekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes


Tekst: Copyright © Małgorzata Kuberska-Kędzierska

Wydanie polskie: Copyright © 2018 Galaktyka sp. z o.o.


Wszelkie prawa zastrzeżone.


Konsultacja: Katarzyna Szymańska

Redakcja: Bogumiła Widła

Korekta: Monika Ulatowska

Redaktor prowadzący: Marek Janiak

Projekt okładki: Artur Nowakowski

Konwersja do EPUB/MOBI: InkPad.pl


ISBN:

Wydanie drukiem: 978-83-7579-654-4

ePub: 978-83-7579-674-2

Mobi: 978-83-7579-675-9


90-644 Łódź, ul. Żeligowskiego 35/37

tel. +42 639 50 18, 639 50 19, tel./fax 639 50 17

e-mail: info@galaktyka.com.pl; sekretariat@galaktyka.com.pl

www.galaktyka.com.pl


Pełna informacja o ofercie, zapowiedziach i planach wydawniczych

www.galaktyka.com.pl

info@galaktyka.com.pl, sekretariat@galaktyka.com.pl


Choć autorzy i wydawca dołożyli wszelkich starań, aby zawarte w tej książce informacje były rzetelne i kompletne, nie ponoszą oni żadnej odpowiedzialności za mogące pojawić się błędy, nieścisłości, przeoczenia lub niezgodności. Autorzy i wydawca nie mieli też zamiaru nikogo obrazić ani przedstawić w złym świetle miejsc i organizacji.


Wszelkie prawa zastrzeżone. Bez pisemnej zgody wydawcy książka ta nie może być powielana ani w częściach, ani w całości. Nie może też być reprodukowana, przechowywana i przetwarzana z zastosowaniem jakichkolwiek środków elektronicznych, mechanicznych, fotokopiarskich, nagrywających i innych.


Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym,

będzie ono kierowało twoim życiem,

a ty będziesz nazywał to przeznaczeniem.

C.G. JUNG

Książkę dedykuję wszystkim tym,

którzy chcą uczynić swoje życie bardziej świadomym.

M. Kuberska-Kędzierska

Spis treści

WPROWADZENIE Twoje ciało jest twoją podświadomością

ROZDZIAŁ 1 Pani Jadwiga – Ciężar tajemnicy

ROZDZIAŁ 2 Pani Kinga – Zamrożony smutek

ROZDZIAŁ 3 Pan Andrzej – Fałszywe ja

ROZDZIAŁ 4 Pani Barbara – Nieprzeżyta żałoba

ROZDZIAŁ 5 Pani Zofia – Ocalała

EPILOG Wszyscy jesteśmy podobni

WPROWADZENIE
Twoje ciało jest twoją podświadomością

Jeżeli człowiek wmawia sobie, że czuje to, co czuć powinien,

i stara się usilnie nie czuć tego, co uważa za niestosowne, zaczyna chorować... *

ALICE MILLER

W 2008 roku kręgosłup odmówił mi posłuszeństwa. Zostałam przyjęta do szpitala, czekał mnie zabieg operacyjny. Pierwszą osobą, poza neurochirurgiem, która przyszła do mnie na obchód, była... pani psycholog. Mówiła dużo o napięciu w ciele gromadzonym przez lata. Wtedy jeszcze tego nie rozumiałam. Rok później zaczęłam studiować psychoterapię...

Wielu moich pacjentów cierpi z powodu rozmaitych dolegliwości fizycznych, których przyczyną są problemy natury emocjonalnej. Nieokazane, stłumione niegdyś emocje pozostają w organizmie. Żadna emocja i jej energia nie opuszczą nas, nie znikną, nie wyparują. Przyczają się gdzieś w głębi duszy, aby prędzej czy później dać o sobie znać pod postacią jakiegoś objawu „z ciała”. Często po to, byśmy wreszcie się nimi zajęli – tymi wypartymi emocjami, których nie potrafiliśmy bądź nie chcieliśmy wyrazić wcześniej.

Gdybym miała podać przepis na schorzenie psychosomatyczne, składnikami byłyby: specyficzne cechy osobowości (np. osobowość lękowa), długo działający stres lub przeżyta trauma, sposób radzenia sobie ze stresem oraz wewnętrzne konflikty (miotamy się między potrzebami a obowiązkami, między oczekiwaniami a realnymi możliwościami). To, którego narządu lub układu będą dotyczyć schorzenia psychosomatyczne, zależy od ich „wrodzonej podatności na chorobę” (czynnik X Franza Alexandra).

Żyjemy w czasach dużego napięcia, pośpiechu, presji, nie zajmujemy się swoimi uczuciami, nawet jeśli są one przyczyną wewnętrznych konfliktów, nie uświadamiamy sobie własnych potrzeb. Dodatkowo nie pomaga fakt, że pewne emocje są nieakceptowane nie tylko społecznie, ale też w wielu rodzinach nie ma na nie przyzwolenia (np. złość). Nie pozwalamy sobie zatem na nie, na ich czucie, tłumimy je, aby nie przeżywać bólu, nie zostać odrzuconym. To wszystko nieuchronnie prowadzi do tego, że pewnego dnia coś w nas pęka. Niezaspokojone potrzeby czy nierozwiązane konflikty dadzą o sobie znać pod postacią choroby, lęku, uzależnienia.

Ciało często reaguje chorobą somatyczną lub jakimś uzależnieniem na długotrwałe lekceważenie jego potrzeb, na wypieranie, wyciszanie silnych emocji, na odszczepione*, niedopuszczone do świadomości treści.

Ciało pamięta naszą historię, nasze przeżycia, wspomnienia i doświadczenia. Jeśli pewne trudności emocjonalne nie mają dostępu do świadomości człowieka, wówczas odzywa się jego ciało. Z tego powodu tak ważne jest, abyśmy uzmysławiali sobie nasze emocje. Często wykorzystujemy reakcję obronną polegającą na odizolowaniu przykrego doświadczenia i emocji z nim związanych od ciała. Chcemy nie czuć bólu, pragniemy poczuć ulgę – jednak jest ona pozorna i chwilowa.

O tym, że dusza jest nierozerwalnie związana z ciałem, pisał już ojciec medycyny – Hipokrates: „...natura ciała może być zrozumiała tylko w całościowym ujęciu, dlatego błędem naszych czasów jest leczenie ludzkiego ciała, kiedy lekarze oddzielają duszę od ciała”. Ciało i umysł funkcjonują jako całość, reagując i wpływając na siebie nawzajem. Każdy doświadczany fizycznie ból wpływa na nasze emocje, podobnie jak każda emocja ma wpływ na stan ciała.

Oczywiście nikt z nas nie uniknie dramatycznych wydarzeń w życiu, jednak sposób reagowania na stres, radzenia sobie z emocjami jest najważniejszy dla zdrowia psychicznego. I możemy nań wpływać. Mamy wybór – ulec czy nie (np. lękowi), stłumić czy uznać, wyprzeć czy wyrazić.

Najważniejsze jest nastawienie. Nasze myśli mają moc i energię, które oddziałują na ciało. Wielokrotnie spotykałam pacjentów, u których rokowania dotyczące choroby somatycznej teoretycznie były bardzo złe, jednak ich wola walki o życie i wiara okazywały się tak silne, że wychodzili z tego starcia zwycięsko. I odwrotnie, widziałam pacjentów, którzy mieli duże i realne szanse pokonać chorobę somatyczną, jednak ich bierność i bezradność spowodowały, że koniec był niepomyślny.

Ważny jest też stosunek do własnego ciała, uczucia, jakie żywimy do samych siebie. Jeśli nie lubimy i nie szanujemy siebie (a więc i własnego ciała), jeżeli myślimy o sobie negatywnie (jestem brzydka, bezwartościowa, gruba, niegodna miłości), mamy poczucie winy lub poczucie wstydu (często zaszczepione w domu rodzinnym), nasze ciało cierpi i choruje, a my nie potrafimy o nie dbać. Ważne, aby umieć słuchać płynących z niego sygnałów. Istotne są uczciwość i szczerość wobec samego siebie, w stosunku do własnych uczuć oraz całkowite ich akceptowanie takimi, jakie są.

Myśli i emocje warunkują stan fizyczny – to, czy mięśnie są napięte, czy stawy są sztywne, czy czujemy ciężar w klatce piersiowej, kołatania serca, czy możemy oddychać pełną piersią, czy też jest ona zablokowana.

Na ogół stosunek do własnego ciała i jego obraz kształtowane są w domu rodzinnym pod wpływem nieświadomych przekazów. Jesteśmy niemal uczeni tłumienia uczuć i wypierania emocji. Każda dolegliwość, prawie każdy objaw somatyczny w dorosłym życiu stanowi komunikat ciała mówiący, że została zachwiana wewnętrzna równowaga. Dobrze nauczyć się słuchania ciała, wierzyć, że jest mądre, i traktować jego przekaz jak lekcję, która ma nam pomóc w rozwoju, przynieść ulgę, zrozumieć, porzucić stare, niekorzystne schematy myślenia.

Objawy somatyczne mają związek z przeszłością i jeśli wnikliwie zanalizujemy ich przyczyny i skutki oraz uczucia towarzyszące poszczególnym wydarzeniom, stopniowo będą nam odsłaniać się coraz głębsze warstwy, mniej uświadomione powody – a wtedy rozpocznie się proces zdrowienia.

 

Jakże często spychamy nasze uczucie najgłębiej, jak się da, by nie czuć bólu. Idealizujemy rodziców, abyśmy, będąc dziećmi, czuli się bezpiecznie. Często też zaprzeczamy, żeby nie pamiętać dramatycznych przeżyć.

Każdy objaw somatyczny absorbuje uwagę naszą i naszych bliskich, pozwala przekierować energię, aby nie zajmować się tym, co stanowi istotę problemu, ale jest trudne.

Choroba somatyczna jest dobrą okazją do przyjrzenia się swojemu życiu, poznania swoich uczuć, zrozumienia siebie samego. Stanowi okazję do otwarcia się na zmianę, gotowość do porzucenia starych schematów i czynnego udziału we własnym życiu. Nasze ciało daje nam niepowtarzalną szansę na niesamowitą podróż. Warunkiem dotarcia do celu jest aktywność i przyjęcie odpowiedzialności za własne myśli, zachowania, słowa, uczucia i emocje*.

Pragnę podzielić się doświadczeniami, jakie dane było mi przeżyć z udziałem pięciu moich pacjentów. Dzielę się nimi za ich zgodą. Imiona i niektóre fakty nieistotne dla procesu zostały zmienione.

Wybrałam po dziesięć fragmentów sesji każdego z pacjentów, które wydawały mi się najbardziej charakterystyczne dla danego problemu.

Wszyscy opisani pacjenci chorują na cukrzycę i mają powikłania naczyniowe. Wszyscy są otyli. Każdy z nich pragnie schudnąć, jednak żaden nie może. Czemu im się to nie udaje, mimo diet, wyrzeczeń, wysiłku fizycznego i udziału lekarzy? Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie.

* A. Miller, Bunt ciała; przedmowa, tłum. A. Gierlińska, Media Rodzina, 2006.

* Odszczepione emocje to bardzo trudne do przyjęcia, negatywne emocje, które zostają odseparowane tak, aby nie przedostały się do świadomości. Odszczepienie ma służyć jako ochrona przed lękiem, smutkiem i różnymi innymi niechcianymi emocjami, zbyt bolesnymi, aby mogły być po prostu przyjęte.

* W języku potocznym często się nie rozróżnia emocji od uczuć. Dla psychologa różnica jest wyraźna. Emocje są proste, np. strach, gniew, wstręt, radość – informują, czy coś jest korzystne, przyjemne, zagrażające czy neutralne; to coś pierwotnego, wrodzonego i nietrwałego, krótkiego. Emocje na ogół zależą od sytuacji, są jednorodne (przeżywamy jedną z nich), nie wymagają uczenia się. W przypadku emocji impulsywność przeważa nad refleksyjnością. Uczucia zaś są znacznie bardziej złożone, to przeżycia – np. miłość, przyjaźń. Są trwałe, nie zależą od konkretnej sytuacji, są niejednorodne (można przeżywać różne uczucia). Uczuć uczymy się i nabywamy je wraz z doświadczeniami związanymi z kontaktami z innymi ludźmi. W przypadku uczuć refleksyjność przeważa nad impulsywnością.

Nieustannie dąż do emocjonalnej pełni. Kiedy źle się czujesz, próbuj dotrzeć do źródła swoich emocji. Zastanawiaj się, co trawi cię od wnętrza. Zawsze mów sobie prawdę. Znajdź akceptowalne, odpowiednie dla ciebie sposoby wyrażania emocji.

A jeśli to za duże wyzwanie, szukaj pomocy – dla własnego dobra. (...)

Zdrowie to nie tylko brak choroby*.

CANDACE B. PERT

* C.B. Pert, Molekuły emocji, tłum. I. Odorowicz, Studio Astropsychologii, 2014.

ROZDZIAŁ 1
PANI JADWIGA – Ciężar tajemnicy

Najpilniejszym bowiem zadaniem człowieka jest wskrzesić w sobie to, co unicestwił w reakcji obronnej, to znaczy to, co wyparł – odtworzyć; to, co przemieścił – przywrócić na dawne miejsce; to, co rozdzielił – powtórnie połączyć.

ANNA FREUD

Punktem wyjścia w radzeniu sobie z traumą jest uszanowanie jej, uznanie, że miała miejsce i że niesie ze sobą pewne skutki. Dopiero wtedy można uwolnić się z sideł przeszłości, docenić teraźniejszość i ruszyć dalej, ku przyszłości*.

AGNIESZKA CHRZANOWSKA

Pani Jadwiga była moją pierwszą pacjentką. Miała 49 lat, kiedy poznałam ją w klinice kardiologicznej, gdzie trafiła z powodu rozległego zawału serca i świeżo rozpoznanej cukrzycy.

Pani Jadwiga pracowała jako architekt wnętrz. Lubiła swoje zajęcie. Była inteligentną, zmotywowaną i refleksyjną osobą. Cechowały ją rzetelność i dokładność. Nie przywiązywała jednak wagi do wyglądu zewnętrznego, nosiła ciemne ubrania, makijaż miała bardzo dyskretny, skromny, rzadko zakładała biżuterię. Cierpiała z powodu otyłości.

Od czterech lat ponownie była mężatką. Poprzednie małżeństwo, z którego miała dwie córki (27 i 25 lat), zakończyło się rozwodem po 19 latach. Obie córki były już samodzielne – starsza była mężatką, nie miała dzieci, młodsza mieszkała sama w wynajmowanym mieszkaniu. Swojego męża – starszego o siedem lat – pani Jadwiga określiła jako człowieka spokojnego, ciepłego, oddanego, uczciwego, przyjaciela, na którym można polegać, któremu ufa, ale niepewnego siebie, zależnego, nadwrażliwego, czasem nadmiernie wszystko kontrolującego. Mąż przywiązywał dużą wagę do sprawności fizycznej.

Swoją matkę pacjentka opisała jako nerwową, krytyczną, wymagającą, rządzącą w domu, często podnoszącą głos, silną. Trudno było sprzeciwić się matce w jakikolwiek sposób. Ojca określiła jako cichego, zahukanego, spokojnego, niemającego nic do powiedzenia. Przez wiele lat chorował, przebył trzy zawały serca i zmarł z powodu ciężkiej niewydolności serca, gdy pacjentka miała 33 lata. Małżeństwo rodziców uważała za dość zgodne. Miała starszego o trzy lata brata, który mieszkał poza Polską. Od lat nie utrzymywali ze sobą kontaktu.

Panią Jadwigę większość czasu wychowywała babcia, która często piekła rozmaite słodkości, dobrze gotowała. W domu dziadków jedzenie miało duże znaczenie. Pacjentka dobrze wspominała tamte chwile.

Miała wielu przyjaciół – lubiła poświęcać im czas, organizować wspólne wypady, przewidywać ich potrzeby i sprawiać im przyjemności, dawać drobne prezenty. Dużo energii i czasu pochłaniało jej zadowalanie innych, przy czym starała się to robić „perfekcyjnie”. Od kilku miesięcy pani Jadwidze dokuczały jednak smutek, poczucie rezygnacji i zaburzenia snu; nawiązywanie kontaktów z klientami sprawiało jej trudności.

Pani Jadwiga była bardzo sumienna, prowadziła dzienniczki pomiarów cukru, ciśnienia, tętna oraz dziennik terapii, gdzie zapisywała swoje myśli i spostrzeżenia, a także rozmaite pytania.

Wielokrotnie podczas sesji rozmawiałyśmy o tym, że wszystko, co jest ważne i stanowi istotny problem dla człowieka, nie ma pojedynczej przyczyny, ale jest zdeterminowane wieloma czynnikami.

Pacjentka dotychczas nie korzystała z pomocy psychologicznej ani nie uczestniczyła w terapii.

Jako główny cel „medyczny” zgłosiła zrzucenie zbędnych kilogramów, zdając sobie sprawę, że to one są przyczyną jej kłopotów zdrowotnych.

Jednocześnie poprosiła o pomoc w uświadomieniu sobie wszystkich czynników wpływających na problem związany z jej kompulsywnym objadaniem się.

Pani Jadwiga nie mogła schudnąć ani przestać objadać się słodyczami. Miała wyraźne poczucie winy z tego powodu, chciała się temu przyjrzeć i zrozumieć, powiedziała: „Wiem, że to mi szkodzi, nie chcę być gruba, wstydzę się tego, czemu więc to sobie robię?”.

Zapis fragmentu siódmej sesji

PACJENTKA: Nie wiem, o czym miałabym jeszcze dzisiaj mówić. Mam wrażenie, że wszystko już pani opowiedziałam...

TERAPEUTKA: Może spróbuje pani powiedzieć mi, co pani teraz czuje, w tej chwili, w tym miejscu...

P: Nie wiem... chyba jakiś niepokój.

T: Czy bezpieczniej czuła się pani, gdy mogłyśmy więcej rozmawiać o innych sprawach niż pani emocje?

P: Hmm... chyba tak...

T: Będziemy rozmawiały tylko o tym, co zechce pani poruszyć.

P: Ja wiem, wiem... pani przecież o nic nachalnie nie dopytuje... a ja może wolałabym czasem, żeby pani o coś pytała... nie wiem sama.

T: O co chciałaby pani być spytana?

P: Jezu, nie wiem! Myślałam, że pani będzie wiedzieć...

T: Co pani teraz czuje?

P: (Wyraźnie wzburzona) Nie wiem, nie wiem, nie wiem!

T: Czy ja dobrze słyszę w pani głosie złość i irytację?

P: Nic podobnego!

T: To jak zatem nazwałaby pani to, co teraz czuje?

P: O, matko! Nie wiem, czy to takie ważne... Miałabym ochotę zjeść teraz coś dobrego.

T: Na przykład cukierka, tak? Pani Jadwigo, spróbujmy się temu przyjrzeć, proszę. Czy jest tak, że ilekroć spotyka się pani z jakimiś trudnymi uczuciami, sięga pani wtedy po słodycze?

P: Nie, bo pani mnie męczy, a ja myślałam, że tak sobie będziemy dalej rozmawiać o mężu, o znajomych.

T: Pani Jadwigo, chciałabym, aby odpowiedziała pani na moje pytanie. Prosiła pani, żebym je zadawała. Proszę pomyśleć i odpowiedzieć.

P: (Po dość długim milczeniu) Hmm... może coś w tym jest, ale ja tego zupełnie nie rozumiem...

T: Proszę przez chwilę zastanowić się i spróbować wyobrazić sobie tę chwilę, gdy sięga pani po słodycze.

P: (Wzdycha głośno, myśli kilka minut) Ja chyba po nie sięgam, właśnie jeżeli nie chcę myśleć o tej chwili... Czy to ma sens?

T: Tak, pani Jadwigo, to ma sens. Co pani teraz czuje?

P: Hmm... chyba zaczynam rozumieć...

T: Co pani dokładnie ma na myśli?

P: Jem słodycze, żeby nie myśleć?

T: Mhm.

P: No dobrze, tylko ja nie bardzo wiem, o czym nie chcę myśleć, naprawdę.

T: Może wspólnie to odkryjemy.

P: Wie pani, to dziwne, bo przecież nie jestem nieszczęśliwa.

T: Czuje się pani szczęśliwa i zadowolona? Chwilę wcześniej mówiła pani o odczuwaniu pewnego niepokoju.

P: Trochę się w tym wszystkim gubię. (Długa chwila ciszy) Nie wiem, co czuję...

T: Dobrze, wrócimy do tego... A teraz mogłaby pani spróbować wyobrazić sobie, że w takiej chwili zamiast sięgać po słodycze, robi pani sobie ciepłą kąpiel albo dzwoni do przyjaciółki, albo... sama pani może wymyślić różne rzeczy...

P: I już? To takie proste, myśli pani?

T: Ważne jest to, co pani o tym myśli.

P: Ja myślę, że to nie jest takie proste.

T: A co pani robiła, gdy następowały długie, kilkumiesięczne przerwy w jedzeniu słodyczy?

P: Chudłam. (Śmiech) Co robiłam? Wszystko, co dotychczas, prezenty dla znajomych, gotowałam, piekłam, czytałam, nawet czasem ćwiczyłam.

T: A co pani sprawiało szczególną przyjemność?

P: Chyba... czytanie. Tak, uwielbiam czytać. Niestety, mój mąż nie lubi, nie czyta... Czasem oglądałam filmy w telewizji lub w kinie domowym. Mamy sporą kolekcję płyt i często z mężem oglądamy wspólnie.

T: Jak się pani wtedy czuła?

P: Cudownie.

T: Co zatem różni te chwile, kiedy pani czyta, ogląda i nie je słodyczy, od tych, w których objada się pani słodyczami? Co jeszcze było inaczej?

P: Nie mam pojęcia. Po prostu mówię sobie, że nie jem i już.

T: Aha, to brzmi, jakby było bardzo proste... Co zatem musiałoby się wydarzyć, aby te dobre chwile bez objadania się słodyczami pojawiały się w pani życiu częściej?

P: One się pojawiają, kiedy jest... spokój.

T: Rozumiem, że kiedy jest spokój w pani, to nie ma pani potrzeby sięgania po słodycze, a kiedy pani czuje niepokój, sięganie po słodycze pozwala nie myśleć o tym niepokoju i go nie czuć? Czy tak?

P: Tak.

T: Co lub kto powoduje ten niepokój? Kiedy on się pojawia?

P. (Myśli, dość długo milczy) To bardzo różnie... czasem, kiedy ktoś nie ma własnego zdania i oczekuje ode mnie decyzji, a niekiedy, gdy ktoś próbuje mi narzucić swoją opinię i nie liczy się z moim zdaniem, to też czuję ten niepokój.

T: Czy można by to uczucie nazwać złością, gniewem? Ten niepokój, jaki pani wtedy odczuwa?

P: Nigdy tak o tym nie myślałam, ja się raczej nie złoszczę, ale rzeczywiście czuję coś dziwnego, co można by nazwać złością.

T: Czy pamięta pani podobne uczucie z dzieciństwa?

 

P: No nie! W domu nie wolno było się złościć ani nawet mówić, co się myśli.

T. Nie wolno było? A czym to groziło?

P: Matka wpadała w prawdziwy szał, wściekała się, rzucała talerzami i wyzwiskami... (Wzdycha ciężko, milknie na pewien czas)

T: Pani Jadwigo, teraz może się pani złościć i mówić to, na co pani ma ochotę. Tu jest pani bezpieczna.

(Dość długa cisza)

P: Ojciec siedział w takich chwilach jak słup soli, jak pierdoła jakaś cholerna, powinien się był odezwać chociaż, stanąć w naszej obronie, być męski, a nie jak jakiś cholerny mięczak... taki ciapek, taki... taki... dupek.

T: Słyszę teraz dużo złości na tatę i także na mamę. Rozumiem, że obie sytuacje są bardzo trudne: zarówno ta, która nie daje prawa do wyrażania własnego zdania, bo wywołuje gniew bliskiej osoby, pełnej niepohamowanej złości... jak i ta, w której spodziewa się pani, że bliska osoba stanie po pani stronie, broniąc własnego zdania i pani... Czy takie sytuacje wywołują w pani ten niepokój?

P: (Milczy) Muszę to przemyśleć.

T: Dobrze, dzisiaj nasz czas i tak dobiegł końca. Wrócimy do tego na następnym spotkaniu.