Klub Fanek W.M. AlicjaTekst

Z serii: Klub fanek W. M. #2
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Zaczęłam się zastanawiać nad własnymi wyborami.

Czy ja też będę potrafiła nauczyć się miłości?

I kochać tak mocno?


Copyright © Majka Milejko, 2020

Copyright © Wydawnictwo Mazowieckie, 2020

Redakcja:

Kinga Dolczewska

Korekta:

Kinga Dolczewska, Beata Sawicka

Projekt okładki i stron tytułowych:

PANCZAKIEWICZ_ART.DESIGN

Materiały graficzne:

istock.com, depositphotos.com

Skład i łamanie:

Piotr Kuliga

Skład wersji elektronicznej:

Michał Nakoneczny / hachi.media

ISBN 978-83-954431-7-6

Wydanie I

KSIĄŻKA DOSTĘPNA JAKO E-BOOK

SPIS TREŚCI

Część I Oliwia

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Część II Alicja

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Przypisy

1  Okładka

2  Motto

3  Strona tytułowa

4  Strona redakcyjna

5  Spis treści

6  Część I Oliwia Rozdział 1 Rozdział 2 Rozdział 3 Rozdział 4 Rozdział 5 Rozdział 6

7  Część II Alicja Rozdział 1 Rozdział 2 Rozdział 3 Rozdział 4 Rozdział 5 Rozdział 6 Rozdział 7 Rozdział 8 Rozdział 9 Rozdział 10 Rozdział 11 Rozdział 12 Rozdział 13 Rozdział 14

8  Przypisy

9  Reklamy

CZĘŚĆ I OLIWIA

ROZDZIAŁ 1

Byłam przemoczona.

Trzęsłam się z zimna. I nadmiaru emocji, które wzbierały w moim ciele. Musiałam je z siebie wyrzucić. Wylać. I płakałam.

Nie docierało do mnie, co właśnie miało miejsce. Czy Wiktor faktycznie mnie pocałował? Czy powiedział, że mnie kocha? Czy całowaliśmy się namiętnie, aż deszcz doszczętnie nas przemoczył? Aż go spoliczkowałam…? Ile bym dała, by móc odpowiedzieć Wiktorowi „ja też cię kocham”, ale po tym, co usłyszałam od tamtego faceta, jego agenta… W jaki sposób miałam mu zaufać? Jaką miałam pewność, że nie gra przede mną jednej ze swoich ról? Jak zaufać chłopakowi, który dobrowolnie wdał się w udawany związek ze swoją partnerką z planu, tylko po to, by zwiększyć popularność serialu? Skąd miałam wiedzieć, że właśnie teraz był ze mną szczery?

W domu prześlizgnęłam się przez korytarz, starając się, by nie zauważyli mnie rodzice, którzy oglądali jakiś film w salonie, głośno się przy tym zaśmiewając. W pokoju cicho zamknęłam za sobą drzwi. Położyłam się na łóżku. Ukryłam twarz w poduszce.

Bolało mnie serce. Całe ciało. I usta…

Dlaczego mój pierwszy pocałunek musiał smakować tak gorzko?

Dlaczego jedyne, o czym myślałam, to to, by wymazać go z pamięci?

Dlaczego to tak bolało…?

Moja listonoszka zawibrowała. Zapomniałam, że nadal miałam ją na ramieniu. Podnosząc się na łokciu, jedną ręką otarłam twarz z łez, a drugą wyciągnęłam telefon. Myślałam, że to on i to było dziwne uczucie, bo i miałam nadzieję, i nie chciałam zobaczyć jego inicjałów na wyświetlaczu. Jak pokręcona mogłam być… Przygnębiający zawód wziął górę, gdy zauważyłam, że dzwoniła moja przyjaciółka.

– Milka, to nie jest najlepszy moment…

– Wyjaśnij mi jedno – przerwała mi natychmiast, sapiąc do słuchawki, ostro podjarana. – Dlaczego laska ubrana w sukienkę mojego projektu całuje się w deszczu z Markosem?

Wciągnęłam do płuc lodowate powietrze, a moim ciałem wstrząsnął dreszcz.

– C-co…?

– Całujesz się z nim! Dobrze widzę, że to ty! No po prostu szok! Wisisz mi laptopa, bo przez ciebie zalałam matrycę.

– Ja… Ja…

– W ogóle jak udało ci się go poznać? Przecież to Markos! Ten Markos! Jak i dlaczego się z nim całujesz… Długo się znacie? I dlaczego nic nam nie powiedziałaś?

– Ja… – dukałam przez zaciśnięte gardło. – Nie mogłam. Obiecałam.

Te trzy słowa zaciążyły między nami. Mogłam usłyszeć, jak z Milki ulatuje powietrze. I jeśli chwilę wcześniej była cała w euforii, bo pojawiłam się na plotkarskim portalu, tkwiąc w jakiejś romantycznej pozie w objęciach Markosa, tak teraz jej emocje opadły. Spadły do zera.

– Nie mogłaś? Czy nie chciałaś? – spytała boleśnie wolno. W jej ton wkradła się niepewność.

– Nie mogłam, Milka. Obiecałam, że nikomu o nas nie powiem.

– Nawet mi?

Gorzko pokręciłam głową, a mokre kosmyki przykleiły mi się do policzka.

– Nikomu. Nikt nie mógł o nas wiedzieć. Wiktor miałby problemy, gdyby to przedostało się do prasy – odparłam, a przez głowę przeleciała mi myśl: „Dlaczego go bronię? Dlaczego nadal i mimo wszystko staram się go chronić?”.

– Jestem aż taką paplą? Myślałaś, że obwieszczę na insta, że moja przyjaciółka spotyka się z gorącym aktorem? Albo że będę zazdrosna?

– Co? To nie tak!

– A jak, Oli, jak? Nie rozumiem tego. To może… wstydziłaś się nas? Mnie i Ali?

– Co? Nie! Nawet tak nie myśl! Milka, to naprawdę nie tak. Uwierz mi, wszystko ci wyjaśnię, ale naprawdę, nie teraz. – Powstrzymywałam łzy, żeby nie wyczuła ich w moim głosie.

– Nie teraz, bo co? Bo zaliczyłaś sesję obściskiwania się z Markosem? A może wam w czymś przeszkadzam? Jeśli tak, to spoko, zaraz się rozłączę…

– Milka, weź na wstrzymanie. To serio nie jest tak… To pokręcone. Nie jestem z Wiktorem – dodałam, mając ściśnięte gardło. – Zadzwonię do ciebie, jak się ogarnę. Proszę.

 

– Prosisz? Ty? – pisnęła, z trudem przełykając łzy. – A co ja mam powiedzieć? Oli, ja cię chyba tak naprawdę nie znam. Oliwia, którą miałam za przyjaciółkę, powiedziałaby nam wszystko. Wszystko. A ty się ukrywasz, kłamiesz… Może jeszcze mi powiesz, że nie miałaś żadnych korków, a umawiałaś się w tym czasie z Markosem?

Przycisnęłam do ust dłoń zwiniętą w pięść. Musiałam to zrobić, by nie rozpłakać się na głos. Bo wiedziałam, co się właśnie działo. Traciłam przyjaciółkę. Wszystko zniszczyłam. Wszystko.

– Myślałam, że nasza przyjaźń do czegoś zobowiązuje – powiedziała Milka łamiącym się głosem. Płakała. – Wiesz, co mnie najbardziej boli? Że byłam głupia, ciesząc się, że mam przyjaciółki. Po raz pierwszy w życiu. Tyle że jedna z nich okazała się być świnią.

– Nie, Milka, proszę! – zaprzeczyłam gwałtownie mimo tępego bólu, który rozsadzał mi pierś. – Przepraszam, ja…!

– Wiesz co? Wal się, Oliwia. Poważnie.

– Ale jesteśmy przyjaciółkami! Nadal! Milka!

– Serio? Bo ja myślałam, że przyjaźń to szczerość i lojalność – syknęła jadowicie przez zęby. – I powiedz mi, Oliwia, w czym ty jesteś szczera, co? No powiedz coś! Cokolwiek! Powiedz! Od jakiego czasu robisz z nas idiotki?

Chciałam skłamać, ale… czy był jakikolwiek sens? I co dałoby kolejne kłamstwo?

– Miesiąc – odparłam cicho. – Poznałam Wiktora ponad miesiąc temu.

– Miesiąc… – Przełknęła gorzko. I zaśmiała się. Tak… zimno. – Wiedziałam. Byłam dziecinna. Nie istnieje coś takiego jak przyjaźń.

– Nie, nie, nie! Milka! Milka!

Rozłączyła się.

Wybrałam jej numer, ale mnie odrzuciła. Przy kolejnym razie po prostu wyłączyła telefon. Próbowałam dodzwonić się do Ali, bo pewnie też już o wszystkim wiedziała, ale ta nie odbierała komórki.

To wszystko na nic.

Wszystko…

I to ja byłam temu winna. To wszystko moja wina. To ja wyrzuciłam naszą przyjaźń do kosza, i to w imię czego? Kogo? Chłopaka, który okazał się być playboyem? Przecież wiedziałam, że Ala i Milka również do niego wzdychają. Czy ja zawsze byłam taką egoistką? Czy naprawdę nasza przyjaźń nic nie znaczyła?

Zwinęłam się w kłębek, z trudem łapiąc oddech.

– Oliwia? Słyszałam jakieś krzyki… – Mama uchyliła drzwi mojego pokoju, a gdy mnie zobaczyła, od razu podbiegła, łapiąc mnie mocno za ramiona. – Dziecko! Co się stało, kochanie?!

Nie potrafiłam jej nic powiedzieć. Nie mogłam znaleźć odpowiednich słów. Czułam się tak źle, jak jeszcze nigdy wcześniej.

Dławiłam się palącymi łzami. Brakowało mi tchu. Wczepiłam się w jedyną osobę, która nie wiedząc, co się tak naprawdę stało, głaskała mnie i próbowała uspokoić. Jak miałam to zrobić, kiedy czułam pulsujący, tępy ból w piersi? On promieniował i z każdą chwilą się wzmagał. Wzrastał. Aż stał się żywiołem, nad którym nie potrafiłam zapanować.

Bo w jednej chwili, w jednym momencie straciłam swoje najdroższe przyjaciółki i pierwszą miłość.

Wielką miłość.

Jeśli tak bolała, to ja jej nie chciałam. Chciałam odzyskać Alę i Milkę.

– Mamo…

– Już dobrze, córeczko. – Przygarnęła mnie mocniej, gładząc po plecach. – Jestem przy tobie. Już, cichutko…

Dostałam szlaban. Na całe wakacje.

Po tym, jak się uspokoiłam, opowiedziałam wszystko mamie. O moim zagubionym repetytorium, o spotkaniu się z Markosem w parku i naszej pierwszej randce, na którą pojechaliśmy jego motocyklem zaraz potem, gdy Milka wygrała szkolny konkurs, na którym miało mnie nie być. O tym, że spotykałam się z Wiktorem ukradkiem, nie mówiąc nikomu ani słowa.

I o tym… jak się w nim zakochałam.

I jak bolała mnie jego zdrada, a moja głupota.

Mama słuchała mnie uważnie, ani razu się nie wtrącając i nie przerywając. Tylko od czasu do czasu było widać, jak jej twarz robiła się purpurowa ze złości, a oczy niemal wyskakiwały z orbit, gdy ze szczegółami opisałam jej czwartkowe popołudnie sprzed dwóch tygodni. A gdy doszłam do moich konspiracyjnych randek z Wiktorem… zapłakała razem ze mną. Szczególnie mocno przytuliła mnie, gdy mówiłam jej, jak mocno się w nim zakochałam. Nie w aktorze. Tylko w tym prawdziwym Wiktorze. Tym, który ponoć był ze mną szczery i który mnie kochał.

To był najgorszy dzień mojego życia, a mimo to miałam komu się wypłakać i miałam kogoś, kto tulił mnie do siebie z miłością. Moją mamę.

O szlabanie poinformowała mnie dopiero następnego dnia, gdy z zapuchniętymi oczami zjawiłam się na śniadaniu. A, i powiedziała to przy tacie, więc musiała mu wszystko przekazać. Poczułam się trochę lepiej, wiedząc, że sama nie musiałam tego robić. Bolało mnie, gdy mówiłam o tym mamie, bo na nowo przeżywałam każdą cudowną chwilę, jaką dane mi było spędzić z Wiktorem. To tak, jakbym zdrapała strupek, a z rany na powrót sączyłaby się krew.

Tata był zły, ale, jak się okazało, nie na mnie, tylko na Wiktora, i zapewnił mnie, że jeśli pojawi się w zasięgu jego ręki, to aktor czy nie aktor, ale skopie mu tyłek. Dokładnie tak się wyraził. Musiałam przyznać, że ciutkę, dosłownie odrobinę poprawił mi się humor, bo nawet jeśli zostałam uziemiona na całe wakacje, to wiedziałam, że mam rodziców po swojej stronie. I oni zrobią dla mnie wszystko.

Ignorowałam wszystkie wiadomości od Wiktora. Usuwałam je bez czytania i dodałam jego numer do czarnej listy. Nie potrafiłam wykasować go ani z książki telefonicznej, ani z pamięci. To było takie głupie. Powinnam powiedzieć mu „spadaj!” raz na zawsze, ale nie potrafiłam. Nie wiedziałam, dlaczego. Byłam na niego zła, wściekła, miałam do niego ogromy żal, jednak te dwie literki – WM – były częścią mnie i moich wspomnień. I gorzkiej życiowej lekcji.

Milka i Ala nadal nie odpowiadały na moje sms-y i telefony, aż w końcu Messenger poinformował mnie, że zostałam usunięta z naszej grupy. I obie zablokowały mój numer.

To oznaczało jedno. Definitywny koniec naszej przyjaźni.

ROZDZIAŁ 2

Poniedziałek w szkole to była katorga.

Wszyscy wiedzieli o zdjęciach i pokazywali sobie mnie palcem na korytarzu, szepcząc pośpiesznie zza przytkniętych do ust dłoni. Śmiali się i spekulowali, czy ta dziewczyna całująca się w deszczu z Markosem to na pewno ja. Teraz miałam porównanie. Wolałam być anonimową kujonką niż obiektem kpin całej szkoły. Wlokłam się korytarzem z głową pochyloną tak nisko, że niemal szurałam nosem po ziemi.

– No co ty?! Przecież to nerdzica!

– Nie? To jakiś fejk. To nie może być prawda.

– Przecież on się spotyka z tą Dubieniecką.

– Bankowo to jakaś ściema!

Miałam tego dość. Miałam ochotę odwrócić się do tych chichrających się pierwszoklasistek i dziecinnie huknąć im w twarz, że tak, to ja miałam język Wiktora Markosa w swoich ustach, ale… co by mi to dało? Tylko jeszcze bardziej utwierdziłabym wszystkich w przekonaniu, że jestem totalną naiwniaczką. Z ulgą przywitałam dzwonek kończący ostatnią lekcję i jak strzała wybiegłam ze szkoły, modląc się w myślach, żeby już żaden zgryźliwy komentarz nie doleciał do moich uszu. Pech chciał, że na chodniku przy bramie stał Tomek wraz z całą świtą. Miałam nadzieję przemknąć niezauważona, jednak moje próżne nadzieje zostały pogrzebane w chwili, gdy Tomek zawołał mnie i dogonił w dwóch krokach.

– Ej, Oliwka! Poczekaj!

– Co tam? – Okręciłam się, przyklejając na twarz fałszywy uśmiech.

Kątem oka zauważyłam, że Dominika ze swoimi klonami pokazują sobie coś na telefonie, zaśmiewając się przy tym do łez. Szkoda, że ich makijaż był wodoodporny. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie.

– Co robisz w weekend? – Tym pytaniem Tomek przykuł moją uwagę.

– Ja?

– No pewnie, że ty! Słuchaj, robimy małą bibę z okazji zakończenia roku i obowiązkowo musisz wpaść. Co ja mówię, nasza big mama będzie naszym gościem honorowym!

Wyczułam podstęp na kilometr. W tym przekonaniu utwierdziła mnie szczególnie reakcja dziewczyn, które nagle zamilkły i zaczęły mnie uważnie obserwować.

– No nie wiem… – odparłam, nerwowym ruchem odrzucając włosy za ramię. – Musiałabym zapytać rodziców.

– Okej, nie ma sprawy. Dodam cię do grupy na fejsie i określ się do piątku.

– Jasne. Dam znać.

– A, i jeszcze jedno… – dodał, przygryzając policzek. – Jakbyś chciała, to możesz kogoś zaprosić.

– Kogoś? – powtórzyłam głucho, a moje policzki momentalnie pokryły się szkarłatem. Nie dlatego, że mnie zawstydził, tylko dlatego, że byłam na niego wściekła. O to im chodziło.

– No tak. – Błysnął swoimi idealnymi zębami, odgarniając z czoła przydługą grzywkę. Serio mi to kiedyś imponowało? Podobał mi się ten pozer? – Bo w końcu chodzisz z Wiktorem Markosem, nie?

– Daj spokój, Tomek! – zawyli jego kumple, a klony Dominiki zawtórowały zgodnie: – Widzisz, jaką cegłę spaliła? Mówiłam, że to fejk!

Więc w takiej roli miałam wystąpić na ich sobotniej domówce? Jako darmowa rozrywka, obiekt kpin i żartów?

Tomek, kładąc rękę na moim ramieniu, zasłonił mi widok na stojącą pod bramą grupkę i zaczął nawijać sobie na palec kosmyk moich włosów.

– Nie słuchaj ich. Z nim czy bez… mam nadzieję, że się pojawisz. Postarasz się, prawda?

I mrugnął do mnie zalotnie. Może jeszcze rok temu zemdlałabym na ten widok, ale teraz miałam wszechogarniającą ochotę kopnąć go między nogi. Serio, dawno nie byłam tak wkurzona.

– To chyba nie…

– Zabieraj od niej łapy. Chyba że mam ci pomóc.

Ten głos… Tylko jeden chłopak potrafił mnie nim sparaliżować i roztopić jednocześnie. Ciężar na moich ramionach wyparował w ułamku sekundy, a twarz Tomka wykrzywiła się w ogromnym zdziwieniu.

– O fuck… – sapnął niewyraźnie.

Wystarczyło mi jedno spojrzenie na Dominikę i pozostałych, by utwierdzić się w przekonaniu, kto za mną stał.

Odwróciłam się do Wiktora, piorunując go spojrzeniem. I bądź przeklęte moje serce, które podskoczyło na jego widok.

– Co ty tu robisz? – rzuciłam gardłowo, podczas gdy Wiktor utkwił mrożący krew w żyłach wzrok w Tomku. I gdzie były jego okulary i nieśmiertelna czapka z daszkiem?!

– Chodź. Idziemy – rzucił i nie patrząc na mnie, złapał za rękę, ciągnąc mnie w stronę zaparkowanego przy krawężniku samochodu.

– Oszalałeś? Jakim prawem przychodzisz do mojej szkoły?

– Nie wściekaj się tak. Technicznie nawet nie wszedłem na jej teren. Nadal jestem na chodniku – syknął, otwierając przede mną drzwi samochodu. – Chcę pogadać.

Chyba śnił! Jeśli myślał, że tak po prostu wsiądę z nim do auta, to się grubo mylił!

– Nie mamy o czym – odparłam, splatając ramiona na piersi.

Wiktor zacisnął usta, a jego pociemniałe oczy zmrużyły się niebezpiecznie.

– Wsiadaj – powtórzył groźnie.

– Nie.

– Zaraz sama zrobisz widowisko, więc lepiej wsiadaj – dodał, zaciskając dłonie w pięści.

Tak, właśnie w ten sposób powinieneś na mnie patrzeć. Być wściekły, a ja na ciebie. Poza tym nikt nie będzie mi rozkazywał, szczególnie facet, przez którego miałam roztrzaskane serce.

Zrobiłam krok w jego stronę i wysyczałam przez zęby:

– Wal się, Markos.

Zamrugał zdziwiony, a na jego prawej skroni zaczęła gwałtownie pulsować żyła. Jego szczęki zacisnęły się tak mocno, że aż słyszałam, jak głośno zazgrzytał zębami. Totalnie z siebie zadowolona, odwróciłam się i pognałam w stronę przystanku, ignorując jego wściekłe wołanie.

Właśnie tak powinnam zrobić już na samym początku. Powiedzieć, żeby dał mi spokój, dać do zrozumienia, że nie chcę go widzieć. Mącił mi w głowie – i po co? Przecież to oczywiste, że nigdy nie będę jego prawdziwą dziewczyną. A jeśli myślał, że zasilę zastęp jego panienek jako ta, do której zadzwoni, gdy będzie chciał poudawać normalnego chłopaka, to się grubo mylił.

Prawie godzinę później wysiadłam na przystanku koło znajomych wieżowców. Miałam szlaban i powinnam natychmiast zameldować się w domu, ale… to było silniejsze ode mnie. Był poniedziałek, minęła szesnasta, więc powinny tu być!

Powinny.

Ale gdy stanęłam w drzwiach nieczynnej pralni na piętnastym piętrze, przywitała mnie cisza.

Nikogo nie było.

Klub fanek WM się rozpadł. Definitywnie.

Siedziałam w samotności, napędzona fałszywą nadzieją, że może dziewczyny po prostu się spóźnią. Że Ala wpadnie tu zwyczajowo, narzekając na swoją mamę i ściskając w ręce torbę z McDonaldsa wypchaną trzeba burgerami, powiększonymi frytkami i dużym shake’em truskawkowym, a zaraz za nią wbiegnie Milka objuczona markowymi torbami niczym himalajski jak. Ale… tak się nie stało.

 

Godzinę później zapłakałam głośno, ukrywając twarz w dłoniach. Tęskniłam za nimi. Moimi przyjaciółkami, siostrami. I dniami, gdy na starym materacu przeżywałyśmy każdy moment ulubionego serialu. Kiedy nasze prawie dorosłe życie było znacznie prostsze.

Bez nich już nic nie miało sensu.

Pogrążona w parszywych myślach, wyciągnęłam telefon i napisałam do ostatniej i jedynej osoby, która była mi bliska. Do Patryka.

StandOutFitIn: Jesteś?

Trzymałam telefon, gapiąc się na ikonkę z jego awatarem, jakby magicznym sposobem miało to pomóc ściągnąć go myślami. Ale po kilku minutach przestałam kurczowo ściskać komórkę. Pod ciężarem kolejnej porażki podniosłam z zakurzonej podłogi plecak i już chciałam wyjść, gdy Patryk odpisał na moją wiadomość.

01greenapple01: Jestem. Co tam, Oli?

StandOutFitIn: Źle.

01greenapple01: Co się stało? Opowiedz mi.

Opowiedziałam. Wszystko. O tym, jak zawaliłam przyjaźń z dziewczynami przez głupią miłość. O tym, jak przez kilka dni byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, by później przypłacić to bolesnym upadkiem. Pominęłam tylko imię chłopaka, przez którego tak mocno cierpiałam i co tak naprawdę było przedmiotem mojego zawodu. To, że byłam „tą drugą”. Nawet teraz byłam głupio lojalna wobec Wiktora.

Kurde, bolało mnie samo wymawianie w myślach jego imienia.

Naprawdę byłam beznadziejna.

StandOutFitIn: Zawaliłam?

01greenapple01: Raczej tamten chłopak zawalił. Przez niego pokłóciłaś się z przyjaciółkami.

01greenapple01: Czemu tego z nim nie wyjaśnisz?

01greenapple01: W końcu go kochasz, prawda?

StandOutFitIn: Kocham, ale… To takie trudne. Jak mam mu teraz zaufać? Nie byłam jedyną jego dziewczyną, poza tym miał już tę „oficjalną”.

01greenapple01: Nie dowiesz się, jeśli z nim nie porozmawiasz. Może żałuje, że nie powiedział ci wcześniej, że ma kogoś innego? Może tamta w ogóle się nie liczy?

Sapiąc wściekle, przysiadłam z powrotem na materacu.

StandOutFitIn: Patryk, ja zostałam określona mianem dziewczyny na jedną noc. Jak mam o nim myśleć inaczej?

01greenapple01: A dałaś mu powiedzieć, ile dla niego znaczysz? Może się zmienił? Może chciał pierwszy raz stworzyć normalny związek?

StandOutFitIn: Czemu go tak bronisz?

01greenapple01: Bo każdy zasługuje na drugą szansę, Oli. Nawet świnie, które łamią serce niewinnych dziewczyn.

Wpatrywałam się w wiadomość od Patryka, poddając uważnej analizie każde jego słowo. Bo właśnie w tym momencie uświadomiłam sobie, że robiłam dokładnie to samo, co Ala i Milka. Nie byłam z nimi szczera, mataczyłam, kłamałam i to właśnie Wiktora obwiniałam o całą tę sytuację. I dlatego dziewczyny się ode mnie odcięły. Tak jak ja od Wiktora. On mnie przepraszał, a ja nie chciałam słuchać. A jednocześnie próbowałam uzyskać przebaczenie od przyjaciółek, a te mnie unikały.

Może… Może powinnam poczekać, aż emocje opadną? Może za kilka dni albo tygodni Ala i Milka pozwolą mi jeszcze raz się do siebie zbliżyć? I może powinnam pogadać z Wiktorem i wszystko wyjaśnić? Bo nawet jeśli nie będziemy razem, to jednak takie rozstanie sprawiało, że czułam się jak ostatnia królowa dramy.

StandOutFitIn: Może masz rację.

01greenapple01: Zawsze mam :) To jak? Zadzwonisz do niego?

StandOutFitIn: Chyba nie.

01greenapple01: Nie?!

StandOutFitIn: Co by to dało? Nie ufam mu. Już nie. I nic nie naprawi tego między nami, nawet fakt, że pogodziłabym się z dziewczynami.

Przez chwilę nic nie odpisał, a ja w końcu musiałam zbierać się do wyjścia. Cały czas miałam telefon przy sobie. W autobusie zerkałam na siedzenie naprzeciwko mnie, łapiąc się na tym, co by było, gdyby nagle pojawił się Wiktor i usiadł obok.

Byłam na siebie zła, bo po prostu… tęskniłam za nim.

Dostałam odpowiedź od Patryka i wierzchem dłoni wytarłam z policzków zdradzieckie łzy.

01greenapple01: Mam pomysł, Oli. Może się spotkamy?

StandOutFitIn: My?

01greenapple01: Tak. My :) Akurat jestem w Warszawie, więc możemy się zobaczyć.

01greenapple01: Jutro, co Ty na to? Pogadamy na spokojnie i może znajdziemy jakieś rozwiązanie, okej?

StandOutFitIn: W sumie… Ale nie mogę po południu. Mam szlaban.

01greenapple01: To po szkole? W parku Cietrzewia?

To chyba jakiś żart. Tak kiepski, że parsknęłam zduszonym głosem.

StandOutFitIn: Baaardzo źle mi się kojarzy. Wierz mi, to zła lokalizacja na nasze pierwsze spotkanie.

01greenapple01: Więc tym bardziej trzeba odczarować złe wrażenie ;)

Ostatecznie dałam się namówić na piekielny park i umówiliśmy się koło drugiej przy jednej z mniej uczęszczanych bocznych alejek. Patryk miał mieć ze sobą frezję jako znak rozpoznawczy.

Próbowałam wmówić sobie, że to dobry pomysł, bo potrzebowałam wygadać się komuś, stojąc z nim twarzą w twarz, ale mimo to czułam dziwny uścisk w sercu. Jakby… strach?

I następnego dnia dowiedziałam się, dlaczego tak się czułam.

Bo tam w parku czekał na mnie… ON.