Nie rezygnujTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Sara podniosła się z krzesła i uśmiechając się dziwnie do Renee, ruszyła w jej stronę. W drodze rzuciła mi spojrzenie, które wskazywało na to, że nie miała pojęcia o tej wizycie. Popatrzyłam ukradkiem w stronę Josha, ale nie wyglądał na zaskoczonego. Greg również podszedł do nowo przybyłego gościa i odbierał życzenia, jakby tego właśnie oczekiwał. Poczułam się niezręcznie, więc poszłam do kuchni, omijając znienawidzoną kobietę bez słowa. Nie miałam ochoty jej widzieć i nie miałam zamiaru udawać, że jest inaczej. Kate ruszyła za mną, a ja przez chwilę nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Otworzyłam lodówkę, wyciągnęłam wodę i otworzywszy butelkę, odstawiłam ją na blat. Nie wiedziałam, czy chce mi się pić, czy tylko cisnąć czymś o podłogę.

– Co ona tutaj robi? Wchodzi jak do siebie? – zapytałam przyjaciółkę.

– Musiała usłyszeć o imprezie, jak ostatnio widziała się z Gregiem.

– Ostatnio? – Zatrzymałam się w miejscu. – Oni się widują?

– Oni… – Kate ważyła teraz każde słowo. – Mają… wspólne interesy.

– Co? – Nie mogłam w to uwierzyć.

Nie potrafiłam sobie wyobrazić, że po tym wszystkim Greg mógłby z kimś takim pracować. Nie rozumiałam, co tu się dzieje i dlaczego ja o niczym wcześniej nie wiedziałam. Nie musiałabym się teraz tak czuć, byłabym przygotowana na taki najazd. Chciałam wyjść z kuchni, ale właśnie wtedy natknęłam się na Renee. Sara odprowadzała ją do wyjścia, lecz ta nagle stanęła na mój widok. Popatrzyła na mnie bez emocji, ale wydawało mi się, że jej oczy się śmieją. Wbijałam w nią wrogie spojrzenie, bo już nie potrafiłam nad sobą panować, a ona bardzo skutecznie odbierała mi resztki spokoju tym swoim nieudolnie kamuflowanym tryumfem.

– Przykro mi z powodu twojego dziecka – odezwała się.

– Renee… – Sara próbowała nakłonić ją tonem głosu, żeby nic nie mówiła.

– Gdybym była na twoim miejscu, pewnie bym się zabiła – nie powstrzymała się.

– Dosyć! – warknął Josh, który zjawił się nie wiadomo skąd.

Te słowa mnie zmroziły, poczułam, jakbym została publicznie dźgnięta nożem. Jakim prawem mówiła o moim Nicolasie? Nazwała go moim dzieckiem, a ja, słysząc te słowa, ze wszystkich sił powstrzymywałam łzy. Nie potrafiłam się odezwać, choć nie wiedziałam dlaczego. Była w ciąży i chyba tylko to mnie powstrzymywało, a może strach, że jak zacznę cokolwiek mówić, to się przed nią rozpadnę i dam jej jeszcze większą satysfakcję. Chciałam uciec, biec z wszystkich sił i nie oglądać się za siebie. To jedno przychodziło mi teraz do głowy. Byłam też gotowa zrobić jej krzywdę. Chciałam ją uderzyć, popchnąć, wydrapać jej te perfekcyjnie wymalowane oczy. Nie sądziłam, że mogę znienawidzić ją jeszcze bardziej.

– Nie miałam nic złego na myśli – tłumaczyła się Renee Joshowi. – Nie umiem sobie po prostu wyobrazić takiego bólu. Wiesz – zwróciła się teraz do mnie, kładąc dłoń na brzuchu – jako matka.

– Co tu się dzieje? – Do salonu wszedł Greg.

Popatrzyłam na mojego przyjaciela i ponownie mijając Renee, ruszyłam w stronę swojego pokoju. Bez słowa przeszłam obok Josha, ale spojrzałam na niego z wyrzutem. Zacisnął szczękę, bo widział, że walczę ze łzami. Nie chciałam dać jej większego poczucia wygranej. To miało wyglądać na całkowitą obojętność wobec niej, ale w środku kipiałam z bólu i złości. Ogarniała mnie taka wściekłość, że trudno mi było sobie z tym poradzić.

Weszłam do pokoju i cicho zamknęłam za sobą drzwi, chociaż miałam ochotę nimi trzasnąć z całej siły. Przez chwilę stałam o nie oparta, ale chciało mi się krzyczeć, więc chwyciłam poduszkę i wcisnąwszy w nią twarz, weszłam szybko do łazienki i kucając przy wannie, wydobywałam z siebie rozpaczliwe wycie. Wstałam gwałtowanie na dźwięk kroków w moim pokoju. Wytarłam łzy i wyszłam z łazienki. Greg stał ze skrzyżowanymi rękami.

– Co ty masz wspólnego z tą suką?! – zaatakowałam go od razu, bo akurat był pod ręką.

– Uspokój się – zaczął opanowanym tonem.

– Możesz mi powiedzieć, dlaczego przychodzi do was, jakby co najmniej należała do rodziny?

– Sprzedaję jej oddział w Richland – oświadczył.

– Co?! – Nie wierzyłam w to, co usłyszałam. – Przecież pracowałeś na ten oddział…

– Tak, ale sytuacja się zmieniła – przerwał mi. – Mam teraz rodzinę i nie mam czasu kursować tam i z powrotem. Na dodatek sprawy w Richland się skomplikowały i Josh musiał się tam przenieść. Jej firma będzie się nazywała inaczej. Derek i Mark też nie chcą tam pracować.

– Ale był tam Douglas, który miał się tym wszystkim zająć.

– Ta firma w Seattle mi wystarcza. Wszystko dobrze prosperuje. Odzyskam trochę kasy.

– Akurat jej musiałeś to sprzedać?! Ze wszystkich osób na świecie?!

– Nicole. Dzisiaj jest święto mojej rodziny i chcę się dobrze bawić. Tę rozmowę odłożymy na jutro, jak już ochłoniesz.

Odwrócił się i otworzył drzwi, żeby wyjść, ale ja z powodu tej mojej kipiącej złości nie potrafiłam się opanować. Znowu wszystko zaczęło się pieprzyć. Jeden krok do przodu, a po chwili pięć do tyłu. Nagle zrozumiałam, że nikogo nie obeszła moja sprawa z Joshem.

– Pewnie nie jest wam na rękę, że się obudziłam. Lepiej by było, gdybym zdechła – powiedziałam do siebie, ale na tyle głośno, żeby usłyszał.

Stanął jak wryty i trzasnął drzwiami. Odwrócił się w moją stronę wściekły i oddychał bardzo głośno, jakby dyszał, żeby ochłonąć, ale nie wyglądało na to, żeby to miało szybko nastąpić. Nie bałam się go. Teraz było mi wszystko jedno. Tak się czułam. Zdradzona przez wszystkich.

– Popieprzyło cię?! – rzucił przez zaciśnięte zęby. – Wkurwiasz się i obwiniasz wszystkich dookoła, a może pora wziąć na siebie trochę odpowiedzialności?! Myślałaś, że świat się zatrzyma, bo musiałaś dojść do siebie?! Wiem, że straciłaś dziecko, i wiem, że jest ci cholernie ciężko, ale tak się właśnie dzieje, kiedy nie słuchasz nikogo oprócz siebie. Myślisz, że nam jest łatwo?! Pomyślałaś o tym, jak sobie radziliśmy, kiedy nie wiedzieliśmy, czy kiedykolwiek się obudzisz?

– Dlaczego tak mnie nienawidzicie za to, że chciałam ratować swoje dziecko?! – krzyknęłam, płacząc.

– Nikt cię nie nienawidzi! Ty sama się nienawidzisz za to, co się stało! W tym tkwi problem. Zamiast skupić się na tym, co jest teraz, ty ciągle żyjesz przeszłością. Idź do specjalisty, jeżeli trzeba, ale uporaj się z tym gównem, bo inaczej oszalejesz, a my razem z tobą.

Po ciężkiej nocy i wspomnieniach poprzedniego dnia obu-dziłam się bardzo późno i nie miałam ochoty wstawać z łóżka. Na dodatek było mi wstyd za moje zachowanie. Greg miał rację. Nie wybaczyłam sobie. Winiłam swoje ciało, że nie potrafiło wytrzymać i dać mojemu dziecku wszystkiego, czego potrzebowało, żeby przeżyć. Nie czułam się kobietą. Zawiodłam siebie i mojego Nicolasa. Tak się właśnie czułam. Nie chciałam iść do terapeuty, ale wiedziałam, że muszę sobie z tym jakoś poradzić. Ten gniew, który we mnie narastał, chciał mnie zniszczyć, a ja nie mogłam się temu poddać. Nie poznawałam samej siebie. To nie byłam ja.

Wzięłam ciepły prysznic, ubrałam się i poszłam do kuchni. Była niedziela i nie miałam nic do roboty, ale pomyślałam, że muszę się czymś zająć, żeby zagłuszyć swoje myśli. Sara bawiła się z Amy w ogrodzie, więc poszłam do nich, a kiedy malutka ucieszyła się na mój widok, zrobiło mi się bardzo przyjemnie. Pocałowałam ją w głowę i usiadłam obok na kocu. Przyjaciółka obserwowała mnie, ale nic nie mówiła. Ja sama nie wiedziałam, co mam powiedzieć.

– Greg jest w domu? – zapytałam wreszcie.

– Nie. Pojechał do biura.

– Dzisiaj? Przecież jest niedziela.

– Potrzebował tam pojechać. Powiedział mi o waszej wczorajszej rozmowie.

Spuściłam głowę. Naprawdę było mi wstyd. Zniszczyłam ich dzień, bo byłam tak bardzo zaślepiona swoim bólem. Zachowywałam się, jakby to wszystko tylko mnie dotknęło, ale musiałam wreszcie zdać sobie sprawę, że to spotkało nas wszystkich, nie tylko mnie i Josha. Każdy reagował inaczej, ale ciążyło to nad nami, bo ja ciągle to wspominałam. To ja sprawiałam, że nikt o tym nie mógł zapomnieć. Ja nie chciałam zapomnieć o Nicolasie. Oni go widzieli, mogli pożegnać, a ja nie miałam takiej szansy. Nawet nie wiedziałam, jak wyglądał. Nie mogłam stwierdzić, czy był podobny do mnie, czy bardziej do Josha. Nie mogłam się nim nacieszyć, ale nie musiałam też patrzeć, jak umiera.

– Chciałabyś o tym z kimś porozmawiać? – ciągnęła Sara. – Martwimy się o ciebie.

– Wiem. Dziękuję. Nie chcę rozmawiać o tym z kimś obcym, ale nie chcę też zrzucać tego ciężaru na was.

– Ale musisz o tym z kimś porozmawiać.

– Przepraszam za wczoraj.

– Renee wyszła, Josh wyszedł, ale nikt się niczego nie domyślał, więc impreza trwała.

– Ale Greg zauważył i ty też, a to był wasz dzień. Jestem egoistką.

– Nicole, nie jesteś żadną egoistką. Przestań. Po tych słowach Renee sama miałam ochotę ją udusić i trzymało mnie bardzo długo.

– Muszę jechać do Grega.

– Może daj mu trochę ochłonąć.

– Nie, nie mogę.

Wstałam, uśmiechnęłam się do Sary i pomachałam do Amy. To był najwyższy czas, żeby się stąd wynieść, musiałam jednak najpierw powiedzieć o tym Gregowi, najlepiej jeszcze dzisiaj. Byłam dla niego niesprawiedliwa i do tej pory nie mieliśmy możliwości szczerze porozmawiać, a sądząc po jego wczorajszym wybuchu, wyglądało na to, że w nim też siedzi sporo emocji. Pojechałam więc do firmy i zastałam go w jego biurze. Zapukałam i od razu weszłam, nie czekając na zaproszenie.

– Jesteś bardzo zajęty? – zapytałam i dopiero wtedy podniósł głowę, odrywając wzrok od dokumentów.

– Nie – odpowiedział, odkładając papiery na biurko.

Oparł się wygodnie w fotelu, ale skrzyżował ręce, więc widziałam, że był przygotowany na wszystko z mojej strony. Ja natomiast nie przyszłam się z nim kłócić. Chciałam mu powiedzieć o swoich planach i poważnie porozmawiać. Usiadłam naprzeciw i również skrzyżowałam ręce.

 

– Chcę wrócić jeszcze dzisiaj do mojego mieszkania – powiedziałam odważnie.

– Mogłem się tego spodziewać – odparł z ironią.

– Nie uciekam. Raczej schodzę ci z drogi.

– A czy ja cię o to prosiłem? – Zmarszczył czoło.

– Jest niedziela, a ty przyjechałeś do biura, żeby się ze mną nie widzieć w domu. Greg, wspólne mieszkanie nigdy nie wychodziło nam na dobre. Sam przyznaj.

– Ucieczka to twoja specjalność.

– Renee wyprowadziła mnie z równowagi – broniłam się.

– I jeszcze nie raz będzie próbowała to zrobić – rzekł nieustępliwie. – Josh będzie ojcem jej dziecka i musisz się z tym pogodzić.

– Nie wiadomo, czy to jest jego dziecko.

– Ja na twoim miejscu nie robiłbym sobie nadziei.

Miał rację, a ja, nie wiem dlaczego, wciąż się łudziłam. Nie powinnam już o tym myśleć, bo przecież nie byłam z Joshem, więc należało o wszystkim zapomnieć i zająć się własnym życiem. Wiedziałam o tym, ale łatwiej było to powiedzieć niż zrealizować.

– Wiem, że nie było wam łatwo, ale mieliście trochę więcej czasu, żeby się z tym wszystkim uporać, a ja nadal to przyswajam. Przepraszam, że wniosłam w twoje życie tyle zamieszania. – Patrzyłam na Grega skruszonym wzrokiem.

– Moje życie ma się dobrze – zapewnił mnie.

– Ale żeby miało się lepiej, wracaj do żony i córeczki. Zbiorę szybko swoje rzeczy i wracam do siebie. Muszę to prędko załatwić, żeby mnie noc nie zastała, bo jutro przecież do pracy. – Zaśmiałam się, żeby rozluźnić atmosferę.

– Nicole, uporaj się najpierw ze swoim życiem – powiedział poważnie. – Ja tu potrzebuję skupionych ludzi.

– Greg, nie mów, że mam jutro nie przychodzić do pracy – przestraszyłam się. – To jedyne, co trzyma mnie przy zdrowych zmysłach. Przecież daję z siebie wszystko.

– No właśnie o te zdrowe zmysły mi chodzi.

– Jak ci się coś nie będzie podobało w moim zachowaniu, to będziesz mógł mnie od razu zwolnić, a ja się nawet nie odezwę.

– Ha! – powiedział sarkastycznie. – Chciałbym to widzieć.

– Wiesz dobrze, że potrafię sumiennie pracować.

– A wiesz, że Josh tutaj wraca? – zapytał nagle i naprawdę mnie zaskoczył. – Na razie załatwia wszystko w Richland, ale wraca na swoje miejsce. I co wtedy? Też będziesz umiała sumiennie pracować?

– Wyjaśniliśmy sobie już wszystko z Joshem.

– Ty tak twierdzisz.

– A on mówi co innego? – zdziwiłam się.

Greg odchylił głowę do tyłu i zamknął oczy, jakby się nad czymś zastanawiał albo chciał się odciąć od tego wszystkiego. Wytrzymał w tej pozycji tylko chwilkę, otworzył oczy i wpatrywał się we mnie już innym wzrokiem. Wiedziałam, że dał się przekonać, co bardzo mnie ucieszyło, ale nie zdradziłam się żadnym uśmiechem. Nie umiał się na mnie długo gniewać, bo miał do mnie słabość, a ja wykorzystywałam to za każdym razem. Naprawdę zaczęłam go traktować jak starszego brata. Był moją jedyną rodziną.

– Będę tego żałował? – zapytał jakby sam siebie.

– Obiecuję, że wezmę się w garść.

– Dopiero masz zamiar?

***

Praca naprawdę dobrze na mnie wpływała. Nie myślałam o swoich problemach i nawet zaczęłam przekonywać sama siebie, że nie mam żadnych problemów. Wróciłam do mieszkania, w którym wszystko przypominało mi cudowne chwile. Wmawiałam sobie, że zaczynałam od nowa, szkoda tylko, że za każdym razem, kiedy patrzyłam na kanapę w salonie, przypominałam sobie, jak po raz pierwszy zaprosiłam Josha do swojego łóżka. Każdy kąt w moim mieszkaniu był przez niego naznaczony. Prysznic, pod którym staliśmy razem po oparzeniu kawą. Moje łóżko, w którym kochaliśmy się tyle razy. Kuchnia, gdzie po raz pierwszy poczułam jego usta na szyi i dłonie na moich gołych pośladkach.

Nie chciałam dłużej myśleć o tym, że złamał mi serce. Skupiałam się na tym, że mogłam sama się utrzymać i żyć, jak chciałam. Minęło kilka tygodni i tylko dwa razy spotkałam Josha. Praktycznie cały czas był w Richland. Laura coraz częściej wspominała, że wróci wcześniej, niż planował, ale nie bałam się tego. Poukładałam sobie wszystko w głowie.

Tego dnia w pracy miałam jednak gorszy nastrój. Źle spałam w nocy, a kiedy udało mi się usnąć nad ranem, nawiedził mnie koszmar, który niestety nie zniknął po przebudzeniu. Cały czas miałam wrażenie, że obrazy z dziwnego snu powracają co parę minut, żeby wyryć mi się na stałe w pamięci. Śniło mi się, że mój syn żyje, ale został mi odebrany i nie mogłam go nigdzie znaleźć, i dlatego Josh odszedł ode mnie, myśląc, że to ja pozwoliłam zabrać nasze dziecko. Wyglądało na to, że poczucie winy mnie nie opuszczało i nawiedzało również w snach. Miałam ochotę wszystko zagłuszyć, więc szybko pojechałam do biura, ale nie mogłam się na niczym skupić. Otworzyłam okno w gabinecie na całą szerokość, żeby świeże powietrze wpadło do mojego pokoju i trochę mnie otrzeźwiło. Pomogło na chwilę. Piłam już piątą kawę i chociaż ganiłam się za to w myślach, nie umiałam się jej oprzeć, bo smakowała wyśmienicie.

Wypełniłam parę ważnych dokumentów dotyczących nowego projektu, który został mi przydzielony, ale dobrze wiedziałam, że powinnam była to zrobić w ciągu godziny, a mnie to zajęło prawie trzy. Chciałam iść na lunch, żeby się trochę przewietrzyć, ale zrezygnowałam z wychodzenia z biura, bo musiałam nadgonić zaległości. Na szczęście Tracy z kadr przyniosła mi pyszne danie z naszej ulubionej chińskiej restauracji. Nawet nie jadłam w kuchni, tylko przy małym stoliku w rogu mojego pokoju. Delektowałam się wołowiną z warzywami i zrobiło mi się głupio, że aż tak unikam ludzi, ale dzisiaj miałam kryzys. Zjadłam, wyrzuciłam papierowe opakowania i tylko zapach roznoszący się w całym pomieszczeniu zdradzał, że były tutaj konsumowane takie pyszności.

Wróciłam do biurka i wzięłam się ostro do pracy, odganiając wszystkie dręczące mnie myśli. Laura przyniosła jakiś nowy projekt i położyła go przede mną.

– Dlaczego nie zrobisz sobie przerwy? – zapytała.

– Nie mogę. Muszę wszystko dokończyć. Do powrotu Josha ma nie być żadnych zaległości, a Tom się nie rozdwoi.

– A jak się czujesz? – Widziałam troskę w jej oczach.

– Dobrze – skłamałam. – Nie przejmuj się mną. Praca dobrze mi robi.

– Okej.

Wyszła, a ja zastanowiłam się nad swoimi słowami. Tak, praca zdecydowanie pozwalała mi przetrwać każdy dzień i często zostawałam po godzinach, ale dzisiaj chciałam wrócić do domu wcześniej. Nie nadawałam się do kontaktu z kimkolwiek, potrzebowałam się zaszyć w swoim łóżku z książką, żeby tylko skupić się na innej historii niż moja. Taki miałam plan i co chwila patrzyłam na zegarek, żeby wybiła godzina mojego wyjścia.

Wreszcie skończyłam swoją pracę i nagle przypomniałam sobie o teczce, którą przyniosła Laura. Leżała na biurku pod stertą papierów z przyklejoną na górze żółtą karteczką z napisem PROJEKT TAYLOR. Zajrzałam do środka i okazało się, że to nowe mieszkanie z adaptacją dla rodziny z małym dzieckiem. Patrzyłam na komputerową aranżację dziecinnego pokoju i czułam, jak na gardle zaciska mi się niewidzialna dłoń. Wziąwszy głęboki oddech, starałam się skupić na całości. Kuchnia bardzo nowoczesna, połączona z dużym salonem. Trochę zbyt surowe wnętrze, jak na mój gust, ale to nie był mój projekt i nie bardzo rozumiałam, dlaczego znalazł się u mnie. Poskładałam wszystkie kartki, włożyłam je do teczki, po czym spojrzałam na zegarek. Zostało mi parę minut do wyjścia, ale musiałam zapytać Toma, dlaczego dostałam zakończone wizualizacje.

Podeszłam do jego biura i zapukawszy dwa razy, od razu otworzyłam drzwi. Weszłam do środka, a kiedy mężczyzna siedzący naprzeciw mojego kolegi odwrócił się w moją stronę, poczułam dziwne ukłucie w piersi. James nic się nie zmienił i ten powiew przeszłości rozstroił mnie jeszcze bardziej.

– Cześć, Nicole – odezwał się pierwszy.

– Cześć – odpowiedziałam, ale szybko oderwałam od niego wzrok i przeniosłam go na Toma. – Co mam zrobić z tym projektem? To przecież skończone.

Tom podszedł do mnie, wziął teczkę do ręki, a kiedy przeczytał napis z żółtej karteczki, na jego twarzy pojawiło się napięcie. Popatrzył na mnie przepraszającym wzrokiem, co zupełnie zbiło mnie z tropu. Chyba nie ukrywali przede mną wszystkich realizacji dotyczących rodzin z dziećmi?

– Cholera jasna. To nie miało do ciebie trafić. Prosiłem Laurę, żeby to pilnie wysłała – zaczął się nerwowo tłumaczyć. – Ty miałaś się zająć prezentacją mieszkania dla Davisa.

– Nic takiego nie dostałam.

– Poczekaj, zaraz to wyjaśnię.

Wyszedł pospiesznie z gabinetu, zostawiając za sobą uchylone drzwi. James wstał i podszedł do mnie, mierząc mnie wzrokiem. Milczeliśmy przez chwilę, patrząc na siebie. Dotarła do mnie fala sprzecznych uczuć, jakbym nie była świadoma tego, że tęskniłam za tą znajomą twarzą, a zarazem czułam wstyd, że rozstaliśmy się w takich popapranych okolicznościach. Ile to minęło czasu? Dwa lata? Nagle zapragnęłam przytulić się do niego i opowiedzieć o wszystkich rzeczach, które mnie spotkały, ale wiedziałam, że on nie chciałby tego słuchać. W ogóle od rana czułam tę dziwną potrzebę znalezienia się w czyichś ramionach. Pragnęłam, żeby ktoś zamknął mnie w swoim uścisku i tulił przez dłuższą chwilę.

– Wiem, co się stało – powiedział nagle. – Przykro mi.

– Dziękuję. – Przełknęłam ślinę i powstrzymywałam łzy. Dzisiaj nie był dobry dzień na takie uwagi.

– Miło cię widzieć.

– Ciebie również.

– Wszystko już w porządku? – W jego oczach dostrzegłam troskę, chociaż reszta twarzy nie zdradzała niczego.

Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo do pokoju wrócił Tom i wręczył mi inną teczkę, podpisaną nazwiskiem „Davis”. Podziękowałam skinieniem głowy.

– Zajmę się tym jutro – oświadczyłam. – Zaraz wychodzę.

– Dobrze, ale dasz radę to załatwić do piątku?

– Postaram się.

Wychodząc z pokoju, odwróciłam się jeszcze do Jamesa i pożegnałam się zwykłym „cześć”, chociaż wcale nie chciałam odchodzić. Miałam dzisiaj unikać ludzi, ale on był dla mnie miłym wspomnieniem, które kojarzyło mi się z dobrymi czasami. Doskonale pamiętałam, jak się ze sobą spotykaliśmy. Mogłam dać temu szansę, pozwolić, żeby sytuacja sama się rozwinęła, a nie uparcie lecieć jak ćma do światła, którym wtedy był dla mnie Josh. James był miłym zamiennikiem, ale i to spieprzyłam.

Wróciłam do swojego biura, zabezpieczyłam dokumenty i laptopa, zabrałam swoje rzeczy i pragnęłam już tylko szybko się stąd ewakuować. Zarzuciłam torebkę na ramię i ruszyłam w stronę windy, bo dzisiaj nawet nie miałam siły, żeby zejść schodami. Szybko przyjechała, więc weszłam do środka, a w ostatniej chwili wślizgnął się do niej James. Stanął obok mnie i czekaliśmy, aż drzwi się zasuną i zaczniemy zjeżdżać.

– Przepraszam, że wtedy z tobą nie pojechałam i wystawiłam cię w tak głupi sposób – zaczęłam, bo czułam, że muszę to wyjaśnić.

– Daj spokój. To było dawno temu.

– Tak, wiem, ale mam wyrzuty sumienia. Pewnie się wkurzyłeś? – Popatrzyłam na niego.

– Jakoś dałem radę. Nawet nie płakałem – powiedział poważnie, po czym się uśmiechnął.

– Czyli między nami wszystko w porządku? – wolałam się upewnić.

– Tak, oczywiście. – Nadal się uśmiechał.

Odetchnęłam z ulgą i też pozwoliłam, żeby nieśmiały uśmiech dotarł do moich oczu. James był bardzo wyrozumiały, chociaż wiedziałam, że wtedy mocno się zdenerwował. Miał dość mojego zmiennego nastroju. Nie chciał być dla mnie ciastkiem na pocieszenie i miał całkowitą rację. To ja zachowałam się nie w porządku i zdawałam sobie z tego sprawę.

Wyszliśmy razem przed budynek i stanęliśmy naprzeciw siebie blisko ulicy. Wyglądało na to, że oboje mieliśmy opory przed rozstaniem, chociaż sama nie rozumiałam dlaczego. Był mi w pewien sposób bliski. Jego niebieskie oczy próbowały mnie prześwietlić, a ja, wpatrzona w nie, pozwalałam na to. Chciałam, żeby zobaczył mój ból. Jego ostre rysy twarzy w ogóle nie złagodniały i właściwie zupełnie się nie zmienił od czasu, kiedy widziałam go ostatnim razem. Nie wiedziałam, dlaczego właśnie do niego tak bardzo chciałam teraz przylgnąć i się tulić, aż poczuję się lepiej. Czy dlatego, że potrzebowałam obok siebie mężczyzny, który nigdy mnie nie zawiódł, czy dlatego, że nie byłam już tak zaślepiona miłością do Josha i mogłam obiektywnie spojrzeć na innego faceta.

– Zmierzasz w jakimś określonym kierunku? – zapytał.

– Tak, jadę do domu. Muszę złapać taksówkę. Miło było cię znowu zobaczyć.

 

– Czyli jednak nie zrobiłaś prawa jazdy? – zaśmiał się.

– Widzisz, miałam małą przerwę w życiorysie, więc jakoś się nie złożyło – chciałam to obrócić w żart.

– Może podwieźć cię do domu? – zaproponował.

– Nie, dziękuję. Nie chcę ci zawracać głowy.

– To żaden problem.

– Nie przejmuj się mną, zaraz zresztą będę miała… – Nie dokończyłam, bo odwracając się w stronę ulicy, wyszłam na jezdnię i w tej samej chwili zobaczyłam szybko nadjeżdżający samochód, który stratowałby mnie, gdyby James nie złapał mnie za płaszcz i nie pociągnął do siebie.

Wpadłam na niego i zobaczyłam jego przerażone spojrzenie. Od razu dotarło do mnie, jak bezmyślnie się zachowałam, choć nie zrobiłam tego celowo. Chciałam tylko złapać taksówkę i nie byłam świadoma, że weszłam na ulicę. To całe spotkanie tak mnie rozchwiało, a na dodatek to w ogóle nie był mój najlepszy dzień.

– Co ty, do cholery, robisz?! – wyrzucił z siebie zdenerwowany.

Oddychając szybko, zauważyłam, że mamy to samo tempo wdechu i wydechu. Nie puszczał mnie, tylko kurczowo trzymał, ale po chwili oprzytomniał i uwolnił mnie z uścisku. Wcale nie chciałam, żeby wypuścił mnie ze swoich ramion, bo przez chwilę czułam się dobrze. Nagle wziął mnie za rękę i zaczął prowadzić koło siebie, a ja posłusznie szłam obok, nie zadając żadnych pytań. Podeszliśmy do jego samochodu, a kiedy otworzył mi drzwi, wsiadłam bez słowa. Gdy usiadł za kierownicą, nie ruszył z miejsca, tylko przez chwilę patrzył przed siebie i milczał. Wreszcie spytał już trochę spokojniejszy:

– Mieszkasz tam, gdzie dawniej?

– Tak.

Ruszył, ale już w ogóle się do mnie nie odzywał. Przez całą drogę trwaliśmy w milczeniu, a mnie było głupio, więc nawet nie próbowałam rozpoczynać rozmowy. Poczułam się dobrze z myślą, że zdecydował za mnie, jakby uwalniając mnie od odpowiedzialności za to, że jadę z nim samochodem i nie wiem, jak potoczy się reszta dnia. Wreszcie nie musiałam się zastanawiać, czy powinnam dać się odwieźć, czy mam go unikać. Mogłam się całkowicie wyłączyć, ale kiedy już podjechaliśmy pod dom, miałam ochotę zaprosić go do mieszkania. Powstrzymałam się jednak w ostatniej chwili.

– Dziękuję – powiedziałam, ale wcale nie chciałam wysiadać z samochodu.

– Nie ma sprawy. Uważaj na siebie.

– James… – Ważyłam teraz każde słowo. – Zastanawiałam się, co by było, gdybym wtedy pojechała z tobą do Portland. Może moje życie wyglądałoby teraz inaczej.

– Ale nie wiadomo, czy byłoby lepsze.

– Nie żartuj. – Popatrzyłam na niego. – Co mogłoby być gorszego od tego, co się stało?

Zamilkłam, bo może niepotrzebnie mówiłam na głos o tym, co miałam w głowie. Czasami żałowałam, że nie umarłam razem z Nicolasem. Przecież to ja byłam uszkodzona, więc dlaczego on musiał przypłacić to swoim życiem? Starałam się normalnie funkcjonować, ale bywały chwile, kiedy ból psychiczny był nie do zniesienia. Ostatnio jednak czułam się lepiej i nic nie wskazywało na to, że nadejdzie taki dzień jak ten, który niestety jeszcze nie dobiegł końca. Każda czynność sprawiała mi trudność, nawet oddychanie, ale teraz, kiedy tak siedziałam z Jamesem w samochodzie, mój nastrój trochę się poprawiał. Może miał mi swoją obecnością uświadomić, że nie muszę być sama, bo tak naprawdę tego nie chciałam. Całe poprzednie życie byłam sama i musiałam radzić sobie ze wszystkim bez żadnego wsparcia, ale teraz nie chciałam takiej wegetacji. Potrzebowałam narodzić się na nowo i wydawało mi się, że jestem teraz inna, ale nie byłam pewna, czy podobam się sobie z tymi wszystkimi czarnymi myślami.

– Muszę już iść, bo mam konkretne plany na dzisiaj – powiedziałam z lekkim uśmiechem, bo chciałam rozluźnić tę krępującą atmosferę.

– Tak? – zainteresował się, ale chyba tylko z grzeczności.

– Jestem wyczekiwana w łóżku. – Uśmiechnęłam się.

– Rozumiem. – Kiwał głową, ale widziałam, że był zaskoczony moją odpowiedzią.

– Książka nie może się na mnie doczekać – dodałam po chwili, śmiejąc się.

Uśmiechnął się i popatrzył na mnie w dziwny sposób. Jego niebieskie oczy zatrzymały się na moich ustach, ale zaraz uciekły gdzieś w bok jakby zmieszane, co bardzo mnie zdziwiło, bo James nie należał do osób, które mogłyby się czymś zawstydzić. Odchrząknął tylko i złapał za kierownicę, jakby był gotowy do odjazdu. Uśmiechnęłam się i lekko pocałowałam go w policzek na pożegnanie. Wysiadłam z samochodu, a on szybko odjechał.

***

Nie sądziłam, że kolejne dni będą dla mnie takim koszmarem. Wydawało mi się, że spotkanie z Jamesem dało mi powiew nadziei i energii, ale już następnego poranka miałam problem, żeby chociaż wstać z łóżka. Ogarnęło mnie zmęczenie i przygnębienie, a niepokojące myśli nawiedzały coraz częściej. Z dnia na dzień było coraz gorzej, dopóki nie odkryłam, że whisky wspaniale uśmierza ból i pozwala się skupić na utrzymaniu równowagi, a nie na mojej fatalnej egzystencji. Po dwóch tygodniach złapałam się na tym, że wydaję na alkohol więcej niż na jedzenie. Nie czułam głodu, ale miałam silne pragnienie znieczulenia się na wszystko. Jednego wieczoru wypiłam tyle, że usnęłam w ubraniu na kanapie w salonie. Rano żałowałam, że się w ogóle obudziłam. Już nawet nie miałam siły płakać. A może łzy mi się skończyły? W lustrze widziałam swoje odbicie i nie wierzyłam, że to jestem ja. Starannie się malowałam, żeby zatuszować szarą cerę, i umiejętnie izolowałam się od ludzi. Nie chciałam się tak czuć, ale nie mogłam przywrócić się do porządku. W pracy wszystkie, nawet najdrobniejsze zadania były dla mnie tak ogromnym wyzwaniem, że wykonanie ich zajmowało mi dwa razy więcej czasu niż zwykle. Siedziałam do późna w biurze, a w drodze do domu pragnęłam tylko towarzystwa jacka daniel’sa. Walczyłam ze sobą, żeby nie wstąpić do sklepu, ale za każdym razem przegrywałam.

Pewnego dnia zaczepił mnie dziwny typ. Wracałam z pracy i zorientowałam się, że szedł za mną od jakiegoś czasu, ale dopiero kiedy skręciłam w pustą alejkę, postanowił mnie dopaść. Zażądał pieniędzy. Nie miałam przy sobie gotówki, ale byłam przerażająco spokojna. Było mi wszystko jedno. Nawet pomyślałam przez sekundę, że gdyby mnie teraz zabił, wreszcie zaznałabym spokoju. Jakaś grupka ludzi go spłoszyła, a ja, stojąc tam jak słup, zdałam sobie sprawę, że jest ze mną gorzej, niż myślałam. Przestraszyłam się swoich myśli.

Moje przyjaciółki zorientowały się po jakimś czasie, że dziwnie się zachowuję i unikam towarzystwa, więc obrały dobrą taktykę. W każdy piątek wyciągały mnie na miasto i nawet Greg nie komentował tych naszych wypadów. Nie sądziłam, że będę tak szaleć w klubach. Muzyka była lekarstwem na całe zło, ale dopiero alkohol skutecznie dodawał mi skrzydeł. Nie panowałam nad sobą. Czułam się zupełnie inną osobą i nabrałam złudnej pewności, że po tym, co przeszłam, nic mnie już nie było w stanie złamać. Dziewczyny dziwiły się, że jestem taka otwarta na nowych facetów. Kiedy prosili mnie do tańca, nawet się nie zastanawiałam. Zagłuszałam tym wszystko. Byłam odważna. Zbyt odważna. Nie poznawałam samej siebie. Chyba odkrywałam swoje drugie oblicze, a może na siłę próbowałam być kimś innym, bo nie podobała mi się osoba, która zapadała się w sobie.

Właśnie dzisiaj było takie babskie rodeo. Tym razem miałyśmy się spotkać również z Susan i Megan. Już nie mogłam się doczekać, bo od rana wyjątkowo nastawiłam się na zabijanie swoich myśli. Nie wiedziałam, co we mnie wstąpiło. Umówiłyśmy się na miejscu, w Aston Maner. Przyjechałam pierwsza i usadowiłam się przy zarezerwowanym stoliku, ale nie chciałam zamawiać drinków, zanim przyjadą dziewczyny. Pierwszy raz byłam w tym miejscu, więc rozglądałam się dookoła. Było sporo ludzi, a genialna akustyka i bardzo miła obsługa zapowiadały udany wieczór. To mi się podobało, bo potrzebowałam dobrej zabawy. Nagle z osoby, która ledwie wstawała z łóżka, przeobraziłam się w kobietę w niebezpiecznej euforii.

Na szczęście nie musiałam długo czekać na moje dziewczyny. Weszły wszystkie cztery równocześnie, jakby co najmniej razem przyjechały. Pomachałam do nich szczęśliwa. Czułam, że energia mnie rozsadza.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?

Inne książki tego autora