Nie rezygnujTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Byłam twoim koszmarem – powiedziałam jakby do siebie.

– Byłaś moim życiem! – krzyknął wkurzony.

Podskoczyłam, ale nie ze strachu, tylko na dźwięk jego głosu. Niepotrzebnie go prowokowałam. Byłam wkurzona, ale też trochę niesprawiedliwa wobec niego. Przez sekundę nawet chciałam do niego podejść i go uspokoić, ale się powstrzymałam. Czułam teraz nie tylko swój ból, ale jego też. Nie sądziłam, że on tak cierpi, chyba nawet o tym nie pomyślałam, zbyt zaślepiona swoimi żalami. Jak niby mieliśmy to wszystko zostawić poza sobą i poskładać na nowo?

– Chcę tylko, żebyś wiedziała, jak to wyglądało z mojej strony – dodał spokojniejszym głosem. – Straciłem kontrolę nad własnym życiem. Pojawiła się Renee. Widziałem, że chce wykorzystać sytuację, więc się przed nią broniłem. Długo się broniłem. Ciągle byłem na telefonie z Gregiem, przyjeżdżałem do ciebie od czasu do czasu, ale mimo że odłączyli cię od respiratora i wyniki się poprawiły, ty nadal się nie budziłaś. Pękłem. Nie dałem rady. Nie planowałem tego. Stało się. Później już nie potrafiłem nawet spojrzeć na siebie w lustrze. Wracałem do ciebie, ale już coraz rzadziej, bo męczyły mnie wyrzuty sumienia. To mnie zżerało. Cały czas czułem, jakbym się w środku spalał żywcem. Więc nie mów mi, że walczyłaś o życie, bo to ja walczyłem o życie… żebym mógł jakoś funkcjonować. To ty zadecydowałaś, że podejmiesz ryzyko i donosisz ciążę. Od początku miałaś gdzieś swoje życie.

Patrzyłam na niego i nie wiedziałam, co w tej chwili czuję. Kiedy wróciłam myślami do naszego wspólnego życia i ciąży, faktycznie dopiero teraz dostrzegłam, że nie zważałam na nic. Byłam tak zaślepiona chęcią posiadania dziecka z Joshem, że nie chciałam go słuchać. Liczyło się tylko dziecko. Czy to było mądre? Nie wiem, ale nie potrafiłabym postąpić inaczej. Byłam taka pewna, że wszystko się uda.

– Czyli to wszystko moja wina – powiedziałam zrezygnowana.

– Nie obwiniam cię o to, że podjęłaś walkę o nasze dziecko, tylko że nie obchodziła cię cena, którą możesz za to zapłacić. I ja od początku nie czułem się z tym dobrze. Musiałaś to widzieć. Pod sam koniec, kiedy czas płynął i wszystko wydawało się w miarę w porządku, to nawet ja uwierzyłem, że wszystko dobrze się skończy. Straciłem czujność. Zacząłem po cichu się cieszyć i przygotowywać psychicznie na to, że będziemy rodziną. I wtedy wszystko szlag trafił. Nie obwiniam cię, ale był moment, że czułem do ciebie ogromny żal. Jednak uważam, że ty też nie powinnaś obwiniać mnie o to, co się stało między mną a Renee i w jakim miejscu życia właśnie jestem.

Przez dłuższą chwilę nic nie mówiliśmy. Usiadłam znowu na kanapie i oparłam się, jakbym się poddała. Byłam zmęczona. Josh usiadł w fotelu naprzeciwko mnie. Dzielił nas niski stolik kawowy. Patrzyliśmy na siebie. Nasze spojrzenia przekazywały tyle uczuć, jakbyśmy rozmawiali wzrokiem i rozumieli się bez słów. Było jasne, że oboje przeszliśmy piekło. Mogłam udawać i przekonywać samą siebie, że chcę się od niego odciąć, ale tak naprawdę wiedziałam, że trudno mi sobie wyobrazić życie bez niego. Nie potrafiłam jednak zapomnieć o Renee. Wspólne dziecko złączy ich na zawsze. Nas łączył koszmar, który dla mnie jeszcze się nie skończył. Zaczynało do mnie dochodzić, że Josh miał rację. W pełni odpowiadałam za swoje życie i było ono dokładnie takie, na jakie zasłużyłam. Ponoszę konsekwencje swoich decyzji. Nie dość, że straciłam nasze dziecko, to straciłam również miłość mojego życia. Teraz będę się przyglądać, jak on zakłada rodzinę. Będę świadkiem, jak staje się ojcem, i zdecydowanie nie będę umiała sobie z tym poradzić. To dla mnie za wiele.

Nasze milczenie się przeciągało, ale ta cisza wcale mnie nie krępowała. Chciałam się uspokoić i pobyć jeszcze przez chwilę w jego towarzystwie. To mogło być nasze ostatnie spotkanie we dwoje. Patrzyłam na jego twarz i ręce, jakbym chciała go zapamiętać. Wiedziałam, że muszę się usunąć, i to na nowo rozrywało mi serce, chociaż byłam przekonana, że już bardziej cierpieć nie mogę.

Josh wstał, wziął butelkę whisky i zrobił tym razem dwa drinki. Do mojego nalał coli. Podszedł i bez słowa wyciągnął do mnie rękę ze szklanicą pełną naszego ulubionego trunku. Przez kilka sekund zastanawiałam się, czy ją wziąć, ale wreszcie po nią sięgnęłam. Josh wrócił na swoje miejsce w fotelu i obserwując mnie, upił trochę jacka daniel’sa. Nie spuszczał ze mnie wzroku. Sama od razu wypiłam pół szklanki. Zapomniałam już, jakie to dobre i jak skutecznie mogło mnie teraz uwolnić od przerażających myśli.

Josh nadal nic nie mówił i dawał mi dużo przestrzeni. Poczułam, jak alkohol rozchodził się po całym moim ciele, więc odprężałam się stopniowo. Zamknęłam na chwilę oczy i marzyłam o zdolności cofania czasu, bo wtedy mogłabym wymazać te ostatnie miesiące. Często zastanawiałam się, czy ja przeciągałam moją śpiączkę, czy jednak byłam całkowicie nieświadoma. Niczego nie pamiętałam. Żadnych głosów, żadnego dotyku. Popatrzyłam na Josha i wypiłam drinka do końca. Już widziałam, jak chciał wstać, żeby zrobić mi kolejnego, ale zatrzymał się na moje pytanie:

– Jesteś pewny, że to twoje dziecko?

– Nie chcę o tym teraz rozmawiać.

– Ale ja potrzebuję o tym porozmawiać.

– Renee zapewnia mnie, że tak.

– Nie chciałeś zrobić testu?

– Zaproponowałem, ale ona się nie zgodziła, bo obawia się, że to mogłoby teraz zaszkodzić.

– Oboje znamy Renee i wiemy, do czego jest zdolna. A testy są bezpieczne.

– Wiem. Mówiła, że jak się urodzi, to będę wiedział, że jest moje.

– Ale chyba mimo wszystko sprawdzisz. Tak?

– Jasne – przytaknął.

Czyżbym miała jeszcze jakąś nadzieję? Pewnie rozsądnie byłoby nie brnąć w to dalej, pożegnać się i wyjść. W zasadzie taki miałam teraz plan, ale nie mogłam ruszyć się z miejsca. Może się bałam, że jak już wyjdę, to będzie całkowity koniec. Moja złość do niego jakby się ulatniała. Teraz czułam tylko smutek i rozżalenie, że to wszystko ma taki przygnębiający finał.

– Zamieszkacie razem? – Sama nie rozumiałam, dlaczego ciągnęłam ten temat. – Jeżeli to twoje dziecko, to będziecie chcieli się pobrać?

– Teraz w ogóle o tym nie myślę. Dla mnie jest ważne, żeby poukładać wszystko między nami.

– Ale między nami wszystko jest jasne. Chciałam tylko wiedzieć, jakie masz plany wobec Renee.

– Nie chcę o niej rozmawiać. – Tym razem jego głos brzmiał ostrzegająco.

Wstałam i podeszłam do okna. Rozsunęłam zasłonę i zobaczyłam, że na zewnątrz jest już całkiem ciemno. Zasuwając ją z powrotem, zaczęłam się zastanawiać, co ja tu jeszcze robię. Podeszłam do wyspy kuchennej i oparłam się o nią. Za wszelką cenę chciałam wybadać, co jest tak naprawdę między nimi. Może musiałam się ostatecznie dobić, żeby móc wyjść i nie czuć tej ogromnej straty. Josh wodził za mną wzrokiem.

– Zastanawiałeś się nad tym chociaż? Ona będzie na pewno wiele oczekiwać. Masz nadzieję, że dziecko się urodzi i wtedy zdasz sobie sprawę, że chcesz z nią stworzyć rodzinę? Nie wiesz, co czujesz? – Popatrzyłam na niego.

Wstał i podszedł do mnie blisko. Nie uciekłam tym razem, ale wyprostowałam się, bo czułam się nieswojo. Był zdecydowanie za blisko. Staliśmy naprzeciwko siebie i patrzyliśmy sobie prosto w oczy, a ja nie byłam w stanie się odezwać. Jego wzrok całkowicie mnie obezwładniał. Josh był jedyną osobą, z którą potrzebowałam teraz być, a jednocześnie nie potrafiłam go do siebie dopuścić.

– Ja dokładnie wiem, co czuję. Nie muszę się nad tym zastanawiać – powiedział spokojnie. – To, że będę miał dziecko z Renee, jeżeli to jest moje dziecko, nie zmienia mojego stosunku do niej, a na pewno nie zmienia moich uczuć do ciebie.

– Ja nawet nie wiem, co to znaczy.

– Kiedy zaczęliśmy być ze sobą, to całkowicie ci uległem. Nicole, nigdy wcześniej z nikim nie byłem tak blisko. Wydawało mi się, że Renee była tą kobietą, która mną całkowicie zawładnęła, ale dopiero kiedy zacząłem moje życie z tobą, przekonałem się, że z nią to był tylko epizod. Byliśmy wtedy dzieciakami i hormony buzowały. Kochałem ją, ale na pewno nie tak, jak ciebie. Wchodząc w związek z tobą, byłem totalnie świadomy i na tyle dojrzały, żeby wiedzieć, na co się piszę i czego chcę. Więc jeżeli kiedykolwiek wcześniej uważałem, że Renee złamała mi serce, to naprawdę nie wiedziałem, co mnie jeszcze czeka z tobą. Teraz już wiem, jaką pustkę można mieć w sobie. Rozwaliło mnie w środku. Kiedy mi powiedzieli, że się wybudziłaś, to byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, a po sekundzie czułem się jak najgorszy skurwiel za Ziemi. Doszło do mnie, że w którymś momencie się poddałem. Zostawiłem cię, zdradziłem, a później próbowałem sobie to wszystko poukładać, tłumaczyć, usprawiedliwić. Chciałem się z tobą spotkać, żeby wszystko ci wyjaśnić, ale ty nie chciałaś mnie widzieć. Pomyślałem, że wszystko stracone i że to koniec.

Podniósł dłoń, żeby dotknąć mojej twarzy, ale odchyliłam głowę, bo nie chciałam teraz żadnego kontaktu. Cofnął rękę, odsunął się ode mnie o krok i wsadził ręce w kieszenie. Kiedy to wszystko mówił, ulegałam, a nie byłam jeszcze pewna, czy to dobry pomysł. Łączyło nas wiele, lecz jeszcze więcej dzieliło. Tymi słowami wyznawał mi miłość i sprawiał, że moje serce biło coraz szybciej. Powtarzałam sobie w myślach, że to tylko słowa, bo przecież nie sprawią, że Renee zniknie.

– Ja rozumiem, że potrzebujemy trochę czasu. Nie będę cię naciskał. Jeżeli nie będziesz już chciała być ze mną, uszanuję to. Obiecałem ci kiedyś, że jak zechcesz ode mnie uciec, to ja już nie będę cię gonił. Dotrzymam słowa. To jest wyłącznie twoja decyzja. Chciałem tylko, żebyśmy sobie wszystko wytłumaczyli. Nie będę się narzucał, chociaż wydawało mi się, że kto jak kto, ale my powinniśmy dać sobie szansę.

– A ja już niczego nie jestem pewna – odpowiedziałam.

 

– Czyli nie wiesz, co do mnie czujesz?

– Ja wiem, co czuję, ale… to wszystko… ja nawet… nasz… – Nie umiałam znaleźć odpowiednich słów.

Spuściłam głowę i walczyłam ze sobą, żeby nie wybuchnąć płaczem. Jego zapach był taki intensywny i przywoływał tak cudowne wspomnienia, że aż kręciło mi się w głowie. Czułam jego ciepło i znowu zapragnęłam poczuć go blisko siebie. Chciałam przeżywać żałobę po naszym synku tylko z nim. Chciałam wypłakać cały mój ból w jego ramionach. Potrzebowałam go tak bardzo, że aż sama nie umiałam w to uwierzyć. Był tu teraz, ale myśl o Renee przebijała się przez te wszystkie uczucia i mi je odbierała. Miałam z tym ogromny problem.

Przesunęłam się w bok i ruszyłam do wyjścia. Zatrzymałam się w połowie drogi, bo tak naprawdę nie chciałam wychodzić. Coś zmuszało mnie do ucieczki, ale pragnęłam za wszelką cenę to przezwyciężyć. Co miałam robić? Zawahałam się i odwróciłam w stronę Josha. Patrzyłam na niego. Obserwował mnie i widziałam smutek w jego oczach. Chyba właśnie żegnałam go, nic nie mówiąc. Podszedł do mnie, a ja znowu się nie odsunęłam. Objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Wtuliłam się w jego ramiona, a on obejmował mnie tak, jakby nie chciał już nigdy wypuścić. To właśnie tutaj chciałam zostać do końca życia, ale nie potrafiłam zapomnieć o tym, że kiedy go najbardziej potrzebowałam, on mnie zostawił.

– Kochasz mnie jeszcze? – zapytał nagle.

To pytanie całkowicie mnie zaskoczyło. Musiałam być szczera wobec siebie i wobec niego. Nie było sensu zaprzeczać ani miotać się w sobie. Łzy spływały mi po policzkach i już ich nawet nie powstrzymywałam. Nie widziałam dla nas przyszłości, ale mimo to odpowiedziałam:

– Tak.

Wziął głęboki oddech i nie czekając ani sekundy dłużej, odchylił się i podniósł moją głowę jednym palcem, po czym schylił się lekko, żeby mnie pocałować. Nie cofnęłam się, nie broniłam, tylko przywarłam do jego ust i łapczywie spijałam smak jego warg. Nie wiedziałam, że aż tak bardzo będzie mi tego brakowało. Nie mogłam złapać tchu, ale nie chciałam, żeby przestał. Całował mnie namiętnie. Na początku gwałtownie, jakby się nie mógł mną nasycić, a po chwili delikatnie, jakby chciał wyrazić swoje uczucia. Byłam oszołomiona, ale nadal czułam, jak po moich policzkach lecą łzy. Kiedy nasz pocałunek zaczął spowalniać, położyłam obie dłonie na jego torsie i lekko go odsunęłam. Patrzył na mnie i chyba zrozumiał, że z mojej strony to było pożegnanie.

Greg namawiał mnie na powrót do pracy, bo chciał mnie czymś zająć. Zastanawiałam się nad tym i już byłam prawie pewna, że się zgodzę, ale chciałam jeszcze nacieszyć się obecnością Amy. Wiedziałam, że nie mogłam im wiecznie siedzieć na głowie i powinnam zacząć szukać jakiegoś lokum dla siebie, ale najpierw musiałam zarabiać, żeby się samej utrzymać, więc propozycja przyjaciela była w zasadzie jak wybawienie. Mój braciszek nie chciał słyszeć o zwrocie pieniędzy za leczenie ani ośrodek. Nie czułam się z tym najlepiej, ale stwierdziłam, że w takim razie ja będę inwestowała w moją malutką Amy, dlatego obiecałam, że od początku kwietnia wrócę do pracy. Kiedy rano złapałam Grega przed wyjściem do biura, postanowiłam mu przekazać swoją decyzję.

– Świetnie – ucieszył się na tę wiadomość.

– Tylko niech mi wszyscy w biurze nie współczują.

– Dobrze, zakażę empatii w miejscu pracy – rzucił sarkastycznie, wychodząc z domu.

– Zostaniesz dzisiaj z Amy? – zapytała Sara, która właśnie weszła do salonu.

Ubrana w garsonkę, zapinała kolczyk, kierując się do kuchni. Poszłam za nią zaskoczona propozycją, ponieważ mała zawsze była zawożona do żłobka, żeby mogła się bawić z innymi dziećmi. Opiekunka odbierała ją dopiero w południe i przyprowadzała do domu, pozostając z nią do powrotu Sary lub Grega. Chcieli, żeby ich córka miała kontakt z innymi dziećmi, dlatego zdecydowali się na taką opcję. Często proponowałam, że sama się nią zajmę, ale odmawiali, żeby nie zaburzyć rytmu dnia i nie wprowadzać niepotrzebnego chaosu w życie Amy.

– Jasne, ale coś się stało? – odpowiedziałam, robiąc sobie kawę.

– Opiekunka nie może dzisiaj przyjść, a Amy nie spała w nocy zbyt dobrze. Nie chcę jej targać do żłobka.

– Nic się nie martw. Zaopiekuję się nią.

– Dziękuję – powiedziała, ściskając mnie, jakbym co najmniej ocaliła jej życie.

Zabrała swoją kawę z blatu, wypiła kilka łyków, po czym wzięła się do śniadania. Amy jeszcze spała, więc nie chciałyśmy jej budzić. Skorzystałam z okazji i sama zajęłam się tostami. Mój organizm nauczył się w ośrodku regularnego jedzenia i o tej porze byłam już głodna. Sara przyglądała mi się dziwnie, jakby coś nie dawało jej spokoju. Kiedy zaczęłam jeść, odezwała się wreszcie.

– Chcielibyśmy z Gregiem o coś cię poprosić.

– Tak? – Przeżuwałam, słuchając uważnie.

– Chcielibyśmy ochrzcić Amy.

– To jeszcze jej nie chrzciliście? – Byłam zaskoczona.

– Nie. Mieliśmy zamiar ochrzcić ją w urodziny, ale trochę chorowała i się przeciągnęło. Poza tym chciałam poczekać na ciebie. Jak już wiedziałam, że wkrótce wyjdziesz z ośrodka, przełożyłam termin.

– To kiedy to będzie?

– Na początku maja. Powinno być już ciepło i chcielibyśmy zrobić małe przyjęcie tutaj, w domu. W ogrodzie może rozłożymy mały dmuchany zameczek. Przyjdzie parę osób z dziećmi.

– Super.

– Chcielibyśmy, żebyś była matką chrzestną.

Na te słowa przestałam jeść. Odłożyłam tost na talerz i rzuciłam się Sarze na szyję. Byłam wzruszona jej propozycją i oczywiście nie było mowy, żebym odmówiła. Amy była moim oczkiem w głowie. Przelałam na nią matczyną miłość i bardzo się z nią zżyłam. Malutka przyzwyczaiła się, że jestem w ich domu i często wołała na mnie ocia, bo nie potrafiła jeszcze wymówić ciocia, ale w jej wykonaniu było to przesłodkie.

– I świadkową – dodała po chwili Sara.

– Co? – Odsunęłam się od niej. Nie bardzo rozumiałam.

– Wreszcie namówiłam Grega na ślub w kościele. Dla niego ważniejszy był ten formalny i wzięliśmy go, kiedy byłaś w szpitalu, ale to nie był mój wymarzony ślub. Nie potrzebuję wesela, ale chcę poczuć większą moc czuwającą nad naszym małżeństwem.

– Czyli weźmiecie ślub kościelny i ochrzcicie małą tego samego dnia?

– Tak.

– Cudowny pomysł. I później przyjęcie tutaj?

– Tak. Skromne, bez fajerwerków.

– Ale dlaczego mówisz to w taki dziwny sposób? – Widziałam, że moja przyjaciółka trzymała radość w ryzach. – Przecież powinnaś podskakiwać ze szczęścia. To cudownie! Wreszcie coś miłego się wydarzy. Dlaczego masz taką minę?

– Nie wiedziałam, czy dogadasz się z Joshem.

– Aha. – Nagle zrozumiałam.

– Josh będzie ojcem chrzestnym i świadkiem Grega.

– No jasne. – Próbowałam pokazać, że to nic takiego.

– On jest jego najbliższym przyjacielem – tłumaczyła Sara.

– Ależ to oczywiste. Naprawdę, Sara, wszystko w porządku. To wasz dzień. Wyjdzie super – przekonywałam ją, ale sama nie wiedziałam, jak to będzie.

Oczywiście musiałam dla nich odstawić moje uczucia na bok i być najlepszą matką chrzestną i świadkową. Miałam dużo czasu, żeby się do tego przygotować; byłam pewna, że dam radę zachować się tak, jak sobie tego życzą. Cieszyłam się, że będę jeszcze bardziej związana z ich życiem. Stali się dla mnie najbliższą rodziną, którą uwielbiałam. Jakie to szczęście mieć przy sobie takich ludzi. Mówi się, że rodziny sobie nie wybieramy, ale to nieprawda. Ja swoją wybrałam i mam najlepszą na świecie. Ludzie, którzy są przy nas na dobre i na złe, stają się naszą najbliższą rodziną, która czasami ma silniejsze więzy niż te wynikające z krwi.

***

W biurze wszyscy przywitali mnie bardzo serdecznie, więc trochę się wzruszyłam. Od razu ich poprosiłam, żeby się nade mną nie litowali, tylko zarzucili projektami, bo chciałam prędko wrócić do gry. Nie mieli z tym żadnego problemu i szybko postarali się, żebym miała dużo pracy. W zasadzie cały dzień od rana do wieczora siedziałam przy moim biurku i starałam się skupić na dokumentacji, którą co jakiś czas podrzucał mi Tom. Przejął cały dział po Joshu i świetnie wywiązywał się ze swoich zadań. Zdecydowanie odetchnął z ulgą, kiedy wróciłam do zespołu, ponieważ dla niego oznaczało to wcześniejsze powroty do domu. Mogłam go odciążyć i bardzo chętnie to robiłam, bo dzięki temu Sara z Gregiem mieli większą swobodę w domu, kiedy ja siedziałam w biurze. Zaczęłam już szukać mieszkania, ale wszystkie porównywałam ze swoim poprzednim miejscem i trudno było mi znaleźć lokum, gdzie poczułabym się jak u siebie.

Josha nie widziałam od paru tygodni, bo umiejętnie mnie unikał. Nawet byłam mu za to wdzięczna, bo wtedy lepiej sobie radziłam ze swoimi uczuciami. Dzisiaj jednak czekał nas wspólny dzień na uroczystościach Grega, Sary i Amy. Zapewniałam przyjaciółkę, że to nie stanowi dla mnie żadnego problemu, i naprawdę w to wierzyłam. Nie potrafiłam pogodzić się z tym, że będzie miał dziecko z Renee, więc nie chcąc robić sobie większej krzywdy, zdecydowałam, że pożegnanie z Joshem było jedynym wyjściem. Kate kilka razy próbowała mnie przekonać, że między Joshem a Renee nic nie ma, ale ja wiedziałam, że dziecko może to zmienić.

Zebraliśmy się wszyscy w małym kościółku, który wybrała Sara. Greg dał się na to namówić, ale wiedziałam, że dla niego nie ma to tak dużego znaczenia jak dla jego żony. Cieszyłam się, że spełnia się marzenie mojej przyjaciółki. Mała Amy nie bardzo wiedziała, o co chodzi, ale w przepięknej białej sukieneczce z dużą ilością tiulu i koronek siedziała u mnie grzecznie na kolanach, dzielnie znosząc nudne dla niej nabożeństwo. Co jakiś czas wyciągała ręce w stronę Sary, ale za każdym razem udawało mi się odwrócić jej uwagę od mamy siedzącej przed nami przy ołtarzu. Josh co jakiś czas zerkał na małą, a potem podnosił wzrok na mnie. Miałam wszystko pod kontrolą. Nie stresowałam się sytuacją, bo cały czas skupiałam uwagę na bratanicy.

Kiedy podeszliśmy z nią w czwórkę do pastora, aby ją ochrzcić, zaczęła się niepokoić. Nie znała mężczyzny, który co chwila chciał dotykać jej czoła, więc trochę się denerwowała i przez moment próbowała się wyswobodzić z moich ramion. Josh przysunął się bliżej, objął mnie i przytrzymał delikatnie swoją chrześnicę, mówiąc jej coś na ucho. Popatrzyła w górę i się uspokoiła. Nie wiem, co jej powiedział, ale dotrwała do końca ceremonii grzeczna jak aniołek, a Josh nadal nas obejmował. Nie odsunęłam się nawet na centymetr, bo potrzebowałam teraz oparcia. Gdyby mój synek żył, właśnie tak byśmy go chrzcili, stojąc ramię w ramię. Do oczu napłynęły mi łzy. Odruchowo oparłam głowę o ramię Josha, a on w odpowiedzi wzmocnił swój uścisk. Chyba czuł to samo co ja albo tylko tak mi się wydawało. Chciałam dotrwać do końca ceremonii w jednym kawałku. Na szczęście się udało, a kiedy wyszliśmy przed kościół, Greg szybko zarządził zjazd wszystkich w domu, więc nie było czasu na rozczulanie się nad sobą. Sara podeszła do mnie i ścisnęła moją dłoń. Nie musiała nic mówić, wiedziałam, co chciała mi przekazać, a ja byłam jej ogromnie wdzięczna za to wsparcie w dniu, w którym to ona była jedną z najważniejszych osób.

Dmuchany zameczek stał w ogrodzie i wszystkie dzieciaki zebrały się koło niego, żeby sobie poskakać i pozjeżdżać z kolorowych wieżyczek. Animatorzy zajmowali się małymi rozrabiakami, a dorośli mogli zasiąść przy stołach na tarasie. Postarałyśmy się z Kate, żeby dom wyglądał przepięknie, więc po bokach tarasu zwisały białe, na wpół przezroczyste firanki z mnóstwem światełek, stwarzając pozór zamkniętego pomieszczenia. Było ciepło, ale na każdym siedzeniu pozostawiłyśmy przewieszone przez oparcia puszyste koce na wypadek, gdyby komuś zrobiło się chłodno.

Nasza kochana Amy co chwila otrzymywała jakieś prezenty od gości, więc w całym domu można było słyszeć jej radosny pisk. W południe nie chciała zasnąć, przekupiłyśmy ją z Sarą dopiero wizją wspaniałej zabawy i dużą ilością zabawek, jeżeli tylko się zdrzemnie. Udało się. Teraz w najlepsze odbierała swoją nagrodę. Przyszli wszyscy przyjaciele i nawet kilka osób z pracy Sary. Gromadka dzieci bawiła się dmuchanymi zwierzakami. Greg chciał zamówić klauna, ale nie zgodziłyśmy się z Sarą – niektóre maluchy mogłyby się przestraszyć.

Zabawa trwała już w najlepsze, a Josha nadal nie było. Nawet Sara zainteresowała się tym i wypytywała Grega, czy wszystko w porządku. Nie wiem, dlaczego stresowało mnie to, że nie przyjechał zaraz po kościele z wszystkimi. Niby miałam o tym nie myśleć, ale co chwila patrzyłam w stronę drzwi wejściowych.

Wszyscy byliśmy na tarasie, kiedy Sara poprosiła, żebym przyniosła z pokoju Amy jej ulubioną przytulankę. Oczywiście od razu po nią poszłam, ale musiałam się jeszcze przedrzeć przez milion balonów przyczepionych w salonie, które znacznie utrudniały mi przejście. Jedne zwisały jakby z sufitu, a niektóre uwiązane na sznureczkach i wypełnione helem utrzymywały się w powietrzu nad wszystkimi meblami. Greg oszalał na punkcie swojej córki i kiedy się zorientował, że uwielbia balony, postanowił zapełnić nimi całe pomieszczenie.

 

Szybko odnalazłam wielkiego szarego słonia, który schował się za łóżkiem, i ruszyłam jak bohaterka z powrotem na taras. Niestety w salonie zahaczyłam sukienką o mocowanie balonów i część z nich spadła na mnie jakby z nieba. Większość zawisła w połowie drogi, tak że nic nie widziałam. Zaczynałam się szamotać, odbijać balony, ale były przyczepione do siebie i tylko pogarszałam sprawę. Nagle wszystkie te dmuchane kule uniosły się, a ja czując kogoś za sobą, odwróciłam się gwałtownie. Josh stał z ręką w górze. Trzymał całą uprząż, ale niestety ja też już byłam splątana. Podszedł bliżej i zaczął mnie uwalniać. Bez żadnego słowa przywitania po prostu próbował wydostać mnie z tej pułapki. Kiedy wreszcie mnie oswobodził, wyprostował się, popatrzył na moje usta, w moje oczy i bez uśmiechu powiedział:

– Jesteś wolna.

Nie wiedziałam, jak mam rozumieć te słowa, ale poczułam się źle. Nie odezwałam się, tylko obserwowałam, jak wychodzi na taras, pozostawiając mnie samą z balonami. Jeszcze przez chwilę pamiętałam ten jego wzrok. Przeszedł mnie dreszcz na samą myśl, że ten mężczyzna kiedyś był mój, ale straciłam go na własną prośbę. Nie wiem, czy mogłam mieć do niego jakieś pretensje, bo naprawdę próbował i chciał to naprawić, a ja nie dałam mu tej szansy. Oddychałam spokojnie i zapewniałam sama siebie, że dam radę. To była dobra decyzja. Słuszna.

Weszłam na taras, a potem szybko ruszyłam do ogrodu, żeby odnaleźć Amy i wręczyć jej ulubionego słonia. Patrzyłam, jak dzieci bawią się szczęśliwe. Postanowiłam, że dzisiaj nie będę się rozczulać nad sobą i moim Nicolasem. Dzisiaj był dzień mojej bratanicy. Nie chciałam wracać do dorosłych, więc pomagałam animatorom w prowadzeniu zabaw. Jednak po dłuższej chwili Sara zawołała mnie do nich do stołu. Chcieli wznieść toast. Podeszłam posłusznie i zobaczyłam Josha opartego o balustradę ze skrzyżowanymi rękami. Znowu popatrzył w moją stronę tym wzrokiem, za którym tak bardzo tęskniłam. Wzięłam głęboki oddech i starałam się opanować, chociaż zaczęłam drżeć na całym ciele. Sara podała mi mojito, mówiąc, jak bardzo jest szczęśliwa. Uśmiechałam się i słuchałam jej, choć tak naprawdę chciałam się gdzieś na chwilę zaszyć. Starałam się tego nie okazywać, ale zdawałam sobie sprawę, że Josh ma nade mną jakąś dziwną władzę. Potrafił jednym gestem, słowem czy nawet spojrzeniem uświadomić mi, że emocjonalnie jestem od niego uzależniona. Nie mogłam się oszukiwać, że znajdę sobie kogoś innego i znowu będę szczęśliwa, skoro czułam, że tylko on może dać mi to, czego potrzebuję. Musiałam się mocno kontrolować, bo zaczynałam zapominać, dlaczego tu dzisiaj wszyscy jesteśmy.

Zeszłam kolejny raz do ogrodu, ale zamiast podejść do gromadki dzieci, ruszyłam w zupełnie innym kierunku. Z prawej strony domu miałam swoje ulubione zacisze. Szeroka ławka otoczona kolorowymi krzakami i małymi drzewkami dawała dużo prywatności. Teraz zapragnęłam pobyć sama, chociaż powinnam była siedzieć z wszystkimi i cieszyć się życiem, bo przecież żyłam. Chciałam odetchnąć i usłyszeć swoje myśli, bo dziwnie się czułam z tym, że nie byłam już z Joshem, ale doświadczałam jego obecności ze zdwojoną siłą. Nasze spojrzenia ciągle się spotykały i obojgu nam nie było z pewnością łatwo, a świadomość tego powoli skłaniała mnie do wybaczenia, lecz coś jeszcze mnie powstrzymywało. Zastanawiałam się nad naszą sytuacją, a przede wszystkim nad tym, z czym on musiał się zmierzyć. Nie mogłam tego ignorować.

Niestety moje odosobnienie nie trwało długo, bo do mojego zagajnika przyszedł właśnie on. Nic nie mówiąc, usiadł obok mnie i siedzieliśmy w milczeniu, ale wydawało mi się, że energia między nami mówiła sama za siebie. Należałam do niego całkowicie, a mimo to nie potrafiłam się przemóc. Wiedziałam, że nigdy nikogo tak bardzo nie pokocham i z nikim nie będę tak szczęśliwa, jak byłam z nim, a jednak ciągle miałam w głowie jego zdradę. Widziałam oczami wyobraźni, jak dotyka Renee, jak się jej oddaje. Nieważne, że dla niego to był tylko seks. Dla mnie to było coś, czego nie potrafiłam w sobie przetrawić.

– Obiecałem, że nie będę ci się narzucać, ale chciałem tylko zapytać, co zamierzasz zrobić z mieszkaniem.

– Z jakim mieszkaniem? – Nie wiedziałam, o czym on mówi.

– Tym, w którym mieszkałaś.

Odwrócił głowę w moją stronę i patrzył na mnie, a ja uświadomiłam sobie, że nawet nikogo nie zapytałam o miejsce, w którym żyłam sobie spokojnie przed operacją. Moje ubrania były tutaj i przez myśl mi nie przeszło, że to mieszkanie nadal stoi puste. Greg nic nie wspominał, tylko założył, że wracam do niego i tyle. Skąd mogłam wiedzieć, że nikt nie zajął mojego lokum po tak długim czasie.

– Nikomu go nie wynająłeś? – zapytałam wreszcie.

– Oczywiście, że nie. Przychodzi tam kobieta, żeby sprzątać raz na jakiś czas, ale wszystko pozostało na miejscu. To twoje mieszkanie.

– To nie jest moje mieszkanie. Wynajmowałam je od ciebie.

– Jest twoje – oświadczył poważnie. – Co się z nim stanie, to już tylko twoja decyzja.

– Jak mam to rozumieć?

– Należy do ciebie.

– Ale z jakiej okazji? – dopytywałam.

– Nie potrafię zdecydować, co z nim zrobić. Chcę, żebyś to ty je miała.

– Jak po rozwodzie? Należy mi się mieszkanie? – Trochę mnie to wkurzyło.

– To nie tak.

– Ale ja to tak odbieram.

– Nie chcę, żeby stało puste, ale jeżeli tam nie wracasz, to okej. Chcesz je komuś wynająć, to też w porządku. Tak jak powiedziałem. Należy do ciebie.

Wstał i odszedł. Miałam wybór. Oczywiście, że chciałam tam wrócić. Nie mogłam siedzieć dłużej na głowie Gregowi i Sarze. Teraz pracowałam, więc spokojnie mogłam się sama utrzymać i sama ta myśl od razu dała mi nadzieję na rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Wszystko zaczynało się sklejać. Wracałam do dawnego życia z tą samą pracą, z tym samym mieszkaniem, a reszta jakoś może ułoży się sama.

Zebrałam się i wróciłam na imprezę. Jakbym dostała małą dawkę dobrej energii. Uśmiechnęłam się do siebie i chciałam uwierzyć, że będzie dobrze. Wystarczyło trzymać się tego, co sobie postanowiłam, i zadbać o siebie. Ułatwiali mi te początkowe kroki jak wtedy, gdy trafiłam do nich po raz pierwszy. Dali mi pracę, dach nad głową i nowe życie. Znowu zaczynałam wszystko od początku, i to tylko dzięki ich pomocy.

Kiedy wchodziłam na taras, popatrzyłam w stronę Josha, ale był zajęty rozmową z Sarą i nie widział, że znacznie poprawił mi nastrój. Moje mieszkanie. Dał mi mieszkanie. Nie miałam zamiaru unosić się teraz dumą i odrzucić ten ogromny dar, który nie był dla mnie tylko czterema kątami, bo to była moja ostoja, mój dom.

Niestety mój lepszy humor skutecznie zabiła Renee stojąca w drzwiach z ogromnym pudłem zapakowanym w kolorowy papier. Odstawiła prezent na podłogę i zadowolona z siebie paradowała z zaokrąglonym brzuchem w czerwonej sukience. Wyglądała jak zwykle przepięknie. Perfekcyjna cera, zadbane włosy i paznokcie mocno definiowały ją jako kobietę. Zauważyłam, że zrezygnowała z tych ostrych perfum, które zawsze były jej znakiem rozpoznawczym. Teraz pachniała świeżo i nienawidziłam siebie za to, że czułam się od niej gorsza.

– Ja tylko na chwilę. Cześć wszystkim. – Z uśmiechem pomachała ręką na przywitanie. – Wpadłam złożyć życzenia młodej parze i małej Amy.

Inne książki tego autora