Nie rezygnujTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Polecisz mi wtedy kogoś z tego doborowego towarzystwa? – prowokowałam, bo czułam się wspaniale.

– Jasne. – Zaczął się śmiać.

– Dziękuję za wszystko – odezwałam się wreszcie poważnie.

– To była moja praca.

– Wiem, ale bardzo mi pomogłeś. Dziękuję, że nie wydałeś mnie z tabletkami.

– A chociaż wybiłaś sobie z głowy ten głupi pomysł?

– Tak – potwierdziłam szybko.

– To dobrze.

Znowu wszystko w mojej głowie funkcjonowało jak trzeba. Nawet pomyślałam, że nie bałabym się teraz spotkania z Joshem, jednak na myśl o nim poczułam ucisk w gardle. Nie umiałam się wyzbyć uczucia do niego. Chciałam go znienawidzić, ale nie potrafiłam. Starałam się więc o nim nie myśleć, żeby spokojnie żyć, ale zawsze potrafił się wkraść do mojej głowy. Bardzo brakowało mi ramion, którymi mnie obejmował, sprawiając, że zapominałam o wszystkim dookoła. Niestety te ramiona obejmowały inną, kiedy powinny czekać na mnie. Wciąż atakowały mnie sprzeczne emocje. Zamiast wyrzucić go z głowy i serca, pozwalałam, żeby tam pozostał.

Po kawie Owen podwiózł mnie pod dom. Nie mógł wejść do środka, mimo że go zapraszałam. Spieszył się. W sumie i tak poświęcił mi dużo czasu. Zostawił mnie na podjeździe z torbą w rękach. Patrzyłam, jak odjeżdża, i od razu pomyślałam, że pewnie widzieliśmy się po raz ostatni. Zostałam sama i nagle zdałam sobie sprawę, że nikogo nie powiadomiłam, że wracam dzisiaj, a nie miałam kluczy do domu. Popatrzyłam na drzwi i szybkim krokiem ruszyłam w ich stronę. Na szczęście były otwarte. Odetchnąwszy z ulgą, weszłam do salonu. Znowu przypomniałam sobie, jak pierwszy raz tutaj wtargnęłam. Ile od tamtej pory wydarzyło się w moim życiu. Aż nie mogłam uwierzyć, że teraz wracałam tutaj jak do swojego domu. Postawiłam torbę koło sofy i popatrzyłam na schody po prawej stronie. Słyszałam, jak Greg wychodził ze swojego pokoju.

– Cześć – usłyszałam za plecami.

Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam Josha. Zamurowało mnie. Stał w garniturze, z rękami w kieszeniach i patrzył na mnie bez uśmiechu. Wcześniej go nie zauważyłam. Mój braciszek zbiegł właśnie na dół i też stanął jak wryty. Sytuacja była dosyć krępująca. Wydawało mi się, że słyszę bicie swojego serca.

– Co ty tutaj robisz? – zapytał wreszcie Greg.

– Wyszłam z ośrodka. Nie było potrzeby, żebym zostawała do jutra.

– Ale dlaczego nie dałaś znać? Przyjechałbym po ciebie.

– Dałam radę.

Greg popatrzył na Josha, który odpowiedział przyjacielowi dziwnym wzrokiem. Nie ruszyłam się z miejsca, bo to spotkanie całkowicie wybiło mnie z dobrego nastroju i nie wiedziałam, jak mam się zachować. Dopiero co myślałam, że nie będę miała z tym problemu, ale kiedy go zobaczyłam, zastygłam w bezruchu. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to będzie takie trudne. Jego widok był dla mnie kojący, a jednocześnie tak odpychający, dlatego gubiłam się w tych odczuciach. Najgorsze było to, że nie spodziewałam się zobaczyć go tak szybko, i nie podobało mi się to, że mimo tego, co zrobił, miałam teraz ochotę do niego podejść i wykrzyczeć mu wszystko w twarz, a później się przytulić. Nie rozumiałam tylko, dlaczego chciałam się znaleźć w jego ramionach. A może wiedziałam to bardzo dobrze i unikałam spotkania, bo się bałam, że mu ulegnę, zapomnę o wszystkim i znowu go zapragnę, kiedy powinnam być na niego wściekła.

Greg skinął głową i popatrzył na mnie. Uśmiechnął się nagle, przywitał mnie jak należy i wyjaśnił, że właśnie jadą na spotkanie, więc wróci późno. Poinformował mnie również, że Sara zaraz przyjedzie z Amy. Kiwałam głową, ale się nie odzywałam. Wreszcie mój przyjaciel zwrócił się do Josha:

– Będę czekał w samochodzie.

Klepnął go w ramię i wyszedł. Ja natomiast wyprostowałam się i czekałam na to, co miało się wydarzyć. Pierwsza rozmowa od ponad roku. Josh czekał, aż za Gregiem zamkną się drzwi. Nie zrobił w moim kierunku ani jednego kroku, tylko stał w tym samym miejscu z rękami w kieszeniach. Twarz miał zmęczoną albo postarzał się trochę, ale to dodawało mu tylko uroku. Sprawiał teraz wrażenie bardziej dojrzałego, bardziej męskiego i to trochę kolidowało z moim wrogim nastawieniem, bo wydawał mi się jeszcze bardziej atrakcyjny, niż go zapamiętałam.

– Nie mieliśmy wcześniej okazji porozmawiać – odezwał się wreszcie. – Mam nadzieję, że tym razem dasz mi szansę. Mogłabyś wpaść do mnie jutro wieczorem? Mogę po ciebie przyjechać.

Nic nie odpowiedziałam. Nie wiedziałam, czy chcę. Co mógłby mi nowego powiedzieć? Już wszystko wiedziałam i chyba nie potrzebowałam jego tłumaczeń. Lepiej byłoby zostawić to tak, jak jest. Szkoda rozdrapywać tę ranę, która i tak jest mocno poszarpana, sączy się z niej jeszcze gorycz i jest na tyle głęboka, że goić się będzie bardzo długo, a i tak zostanie po niej ślad, który już zawsze będzie mi przypominać, co się stało. Tak jak długa blizna między moimi piersiami pozostała po operacji, żebym nigdy nie zapomniała, dlaczego wszystko straciłam. Nie patrzyłam na niego i wciąż milczałam.

– Zależy mi na tym, żeby z tobą porozmawiać.

– Rozmawiasz.

– Nie. To nie jest coś, co mogę powiedzieć i wyjść na spotkanie. Potrzebuję trochę czasu z tobą. Chcę wytłumaczyć…

– Co ty mi chcesz tłumaczyć? Doskonale wiem, jak się robi dzieci.

Nie wiem, dlaczego tak od razu go zaatakowałam. Nie wiem, dlaczego to powiedziałam. Co za dziecinna zagrywka. Byłam na niego zła i miałam do tego prawo, ale nie chciałam w ten sposób zaogniać sytuacji. Wciągnął głęboko powietrze i zacisnął szczękę. Mój tekst go zdenerwował, ale starał się zachować spokój i ani na moment nie spuścił wzroku. Patrzył na mnie, a w jego oczach widziałam opanowanie, jakby pogodził się z sytuacją.

– Wiem, że nie chcesz mnie już w swoim życiu. Dałaś mi to jasno do zrozumienia, ale chyba mogłabyś się ze mną spotkać ten jeden raz? – nie odpuszczał. – Możemy się umówić gdzieś w restauracji, jeżeli chcesz miejsce publiczne, ale wolałbym, żebyś przyjechała do mnie. Tutaj nie chciałbym rozmawiać. Chyba tyle powinniśmy dla siebie zrobić?

Nie zdążyłam mu odpowiedzieć, bo w tej samej chwili do domu weszła Sara z Amy. Kiedy mała zobaczyła Josha, rozpromieniła się i podbiegła do niego na drobnych nóżkach. Widziałam ją po raz pierwszy od mojego wybudzenia, bo nie wolno było wprowadzać dzieci do centrum, w którym byłam. Jej widok rozczulił mnie do tego stopnia, że ledwie się trzymałam. Sara szybko się zorientowała, że weszła w momencie, kiedy rozmawialiśmy. Widząc moją reakcję, podeszła szybko i mocno mnie przytuliła. Cieszyła się, że wreszcie jestem w domu, a ja jak zahipnotyzowana patrzyłam na Josha, który brał małą na ręce. Śmiała się do niego i mówiła coś, czego nie rozumiałam. On przytrzymał jej bródkę i powiedział:

– Co, malutka księżniczko?

Zachichotała, ja zaś na ten dźwięk ledwie powstrzymałam łzy. Był dla niej taki czuły, a ona w jego objęciach taka szczęśliwa. Pomyślałam, że będzie cudownym ojcem. Szkoda tylko, że nie mojego dziecka. Musiałam wziąć się w garść. Sara przywitała się z Joshem i zabrała mu dziecko z rąk. Tłumaczyła córce, że musi coś zjeść, więc należy umyć ręce. Nim jednak wyszły z salonu, podeszła do mnie z Amy i pokazała na mnie.

– Popatrz, wreszcie przyjechała ciocia, o której ci mówiłam.

– Ocia? – próbowała powtórzyć dziewczynka.

– Tak. Teraz ciocia będzie z nami, więc będziesz miała dużo czasu, żeby się z nią bawić. A teraz chodź do łazienki.

Wyszły, a ja jeszcze stałam oszołomiona. Zobaczyłam, że Josh patrzy teraz na mnie inaczej. Chciał chyba nawet podejść, żeby mnie przytulić, ale nie ruszył się z miejsca, a ja już nie byłam tak bojowo nastawiona, bo zostałam całkowicie rozbrojona ich powitaniem. Musiał tutaj często bywać, skoro mała go tak uwielbiała.

Wreszcie ruszył w stronę drzwi, ale zanim wyszedł, odwrócił się w moją stronę i powiedział:

– Mam nadzieję, że przyjedziesz jutro do mnie. Będę czekał. Od ósmej będę już cały czas w domu. Cześć.

Wyszedł. Odwróciłam się w stronę Sary, która właśnie wróciła z małą do salonu. Amy pobiegła za fotel i usiadłszy na podłodze, wyrzuciła klocki z kolorowego pudła. Zupełnie mnie nie zauważała ani nie była ciekawa mojej osoby. Ukochany wujek wyszedł, więc zajęła się swoimi zabawkami. Strata tego całego czasu uderzyła we mnie ze zdwojoną siłą. Kiedy wylądowałam w szpitalu, Amy miała zaledwie miesiąc. Straciłam ponad rok z jej życia. Ominęły mnie jej pierwsze urodziny. Byłam dla niej zupełnie obcą osobą.

– Porozmawialiście? – zapytała Sara, wyrywając mnie z zamyślenia.

– Josh chce, żebym jutro do niego przyjechała.

– Pojedziesz?

– Nie wiem.

– Ja bym pojechała.

– Sara, a czy jest coś, o czym powinniśmy teraz rozmawiać? Po tym wszystkim, co się stało?

– Właśnie dlatego. Nie dopuszczasz go do siebie, ale dla niego ta sytuacja też jest trudna. Myślę, że to wszystko nie jest takie czarno-białe, jak myślisz. On nie jest tym samym człowiekiem, którym był przy tobie. Zmienił się. I mimo tego, co zrobił, żal mi go, bo widzę, jak go to dręczy.

Usiadłam na podłodze koło Amy i podałam jej klocek, który był poza jej zasięgiem. Uśmiechnęłam się do niej i pogłaskałam ją po głowie. Podniosła na mnie swoje niebieskie oczy, a wtedy moje zaszły łzami. Rano byłam pełna energii, a teraz uszło ze mnie życie. Te kilka minut tutaj, widok Josha z Amy na rękach przywołały wspomnienia o moim synku. On też mógł mieć już skończony roczek.

– Jedź do niego. Porozmawiajcie. Zakończcie to chociaż w normalny sposób. To, że będziesz go unikała, nie zmieni waszej sytuacji – nie dawała za wygraną Sara. – Jak ty to sobie dalej wyobrażasz? Przecież to jest najbliższy przyjaciel Grega i siłą rzeczy będzie obecny w twoim życiu.

 

– Ja nie wiem, co się ze mną dzieje – zaczęłam. – Jak o tym myślę, to czuję gniew. Zostałam zdradzona, porzucona, oszukana. I to wszystko we mnie siedzi. Nie mogę się tego pozbyć. Nie chcę z nim w tym stanie rozmawiać.

– To zrozumiałe, że tak się czujesz.

– Ale ja nie chcę się tak czuć. To zaczyna narastać do jakiejś furii. Wcześniej nigdy nie reagowałam w ten sposób. Nie miałam miłego życia, ale wszystko, co mnie kiedyś spotkało, nie wzbudzało we mnie takiego gniewu. Czułam zupełnie coś innego. Teraz jestem wściekła inaczej.

– Bo wcześniej miałaś do czynienia z obcymi ludźmi, a teraz czujesz, że krzywda przyszła od zaufanej osoby, i to zupełnie co innego.

– Może masz rację. Czuję się upokorzona, że zdradził mnie właśnie z Renee. Z kobietą, która robiła mu takie jazdy, którą dawniej bardzo kochał. Kiedyś żartowała, że jest z nim w ciąży, żeby mnie zranić, a teraz jej się to udało. Jakby wszystko zaplanowała. Dobija mnie to. Jestem wściekła na niego, na siebie. Jestem wściekła na nią.

Sara położyła rękę na mojej dłoni, żeby mnie trochę uspokoić. Amy straciła zainteresowanie klockami i przecierała oczy. Przyjaciółka podniosła małą i powiedziała, że pójdzie ją położyć. Kiedy wyszły, pozbierałam kolorowe zabawki i zarzucając na siebie kurtkę, wyszłam na taras. Nic się tutaj nie zmieniło. Zeszłam do ogrodu i przypomniałam sobie dzień, w którym poznałam wszystkich przyjaciół Grega oraz chwile, kiedy stałam tutaj z Joshem. Wszystko było wtedy takie przyjemne. Greg zakazał mu zbliżania się do mnie i chyba miał rację, ale nie przeżyłabym tych cudownych chwil, które doskonale pamiętam. Już sama nie wiedziałam, co było gorsze. Gdybym posłuchała ostrzeżenia Kate, nie musiałabym teraz tak cierpieć.

Usiadłam na leżaku przy zakrytym basenie i patrzyłam na niewielki plac zabaw, który powstał dla Amy. Mała żółta zjeżdżalnia i drewniany domek z zasłonkami wyglądały uroczo. Uśmiechnęłam się na ten widok, ale zaraz po tym przyszła myśl, że nasze dzieci mogły bawić się tutaj razem, gdyby tylko Nicolas przeżył. Zamknęłam oczy. Wiedziałam, że muszę nauczyć się radzić sobie z tym bólem. To nie było takie proste. Nie chciałam wypierać tego z pamięci, bo to nie byłoby w porządku wobec mojego synka, ale chciałam funkcjonować normalnie, bez cofania się w głąb siebie za każdym razem, kiedy tylko przypomnę sobie owoc mojej miłości z Joshem.

Nawet nie wiedziałam, kiedy Sara podeszła do mnie z kubkiem przepysznej latte. Byłam jej ogromnie wdzięczna, że nie pozostawiała mnie samej sobie, bo wtedy zaczynałam za dużo myśleć, analizować i niepotrzebnie pogrążać się w tej swojej rozpaczy.

– I co zdecydowałaś? – zapytała.

– Na razie nic. Boję się, że powiem mu coś, czego będę później żałować.

– Nicole… – Usiadła na leżaku obok i patrzyła na mnie. – Wiem, że czujesz się z tym wszystkim fatalnie, ale wierz mi, byłam tu i widziałam, co się dzieje. Josh był załamany. Był wrakiem człowieka. Palił chyba milion papierosów dziennie. Nie umiał sobie z tym poradzić. Stracił nadzieję, kiedy lekarze powiedzieli, że z tobą wszystko w porządku, tylko nie wiedzą, dlaczego nie chcesz się obudzić.

– Wy nie straciliście nadziei.

– To zupełnie co innego. My mieliśmy siebie i naszą Amy. Oczywiście, że cały czas mieliśmy nadzieję, ale po przyjściu do domu zajmowaliśmy się naszymi sprawami. Mogliśmy na chwilę oderwać myśli od ciebie leżącej tam, w szpitalu, i skupić się na kąpaniu małej, czytaniu jej bajki czy normalnych czynnościach. On tego nie miał. Wracał do pustego mieszkania, żeby się odświeżyć, ale nie potrafił normalnie funkcjonować. To go zabijało w środku. Przez chwilę pił. Greg mówił, że codziennie. Tak próbował zagłuszyć myśli. Rozmawiałam z nim. On niesamowicie cierpiał. Postanowił uciec. Kupił dom w Richland i prowadził tam oddział. Tutaj wszystko mu przypominało ciebie i Nicolasa. Renee wybrała dobry moment. Wydaje mi się, że faktycznie to zaplanowała. Chciała go złapać na dziecko. Tylko okazało się, że on nie jest nią zainteresowany.

– Josh kupił dom? – Zaskoczyła mnie ta informacja.

– Tak – potwierdziła Sara i ciągnęła: – Chyba nie planował tego zakupu, ale mieszka tam. Byliśmy go kiedyś odwiedzić, ale nic tam nie jest urządzone oprócz jego sypialni, kuchni i łazienki. Totalna surowizna. Nie przejmuje się tym. Powiedział, że traktuje to jako inwestycję.

– Może kupił go dla Renee i ich dziecka – powiedziałam jakby do siebie.

– Nicole, byłam przy tym, jak trzymał ciałko Nicolasa. Płakał. To był okropny widok. – Przerwała na chwilę. – Ja wiem, że to dla ciebie bolesne o tym słuchać, ale musisz. Josh siedział przy tobie i mówił ci o nim. Chciał, żebyś się obudziła. Czekał.

– Ale przestał czekać.

– Nie osądzaj go. Trudno mieć mu za złe, że pękł. Jest tylko człowiekiem. On wtedy czuł, że stracił wszystko.

– Dokładnie wiem, jak to jest. Ja straciłam wszystko.

– Nie. – Zaczęła się denerwować.

– Sara, popatrz na mnie! – Opuszczał mnie spokój. – Jestem sama! Straciłam dziecko! Straciłam kilkanaście miesięcy z życia moich bliskich! Straciłam moje życie! Straciłam faceta, który…

– Jego nie straciłaś.

– Sama w to nie wierzysz.

– Nie, to ty próbujesz przekonać siebie samą, że to koniec, ale dobrze wiesz, że tak nie jest! Co czułaś, gdy był dzisiaj tutaj z tobą?

– Ale jakie to ma znaczenie?

– Pytam, jak się czułaś. Chciałaś go dotknąć? Serce biło ci szybciej? Chciało ci się wyć z tęsknoty za nim? Jedź do niego i wszystko sobie poukładajcie, bo on wciąż cię kocha i ty jego też.

***

Następnego dnia po rozmowie z Sarą postanowiłam jednak pojechać do Josha. Długo nie mogłam spać w nocy, bo rozmyślałam o naszej sytuacji i o tym, co powiedziała mi przyjaciółka. Powinnam przede wszystkim dać sobie szansę na normalne zakończenie tego związku, chociaż sama myśl o tym cholernie mnie bolała. Nie mogłam uciekać od tej rozmowy bez końca, a unikanie jej wcale mi nie pomagało. Myślałam, że jak przemilczę sprawę i będę omijać Josha szerokim łukiem, wszystko jakoś samo się ułoży. Co za głupota. Musiałam stawić temu czoła i zachować się jak dorosła osoba. Nie było mi jednak łatwiej po tym, jak Sara powiedziała mi, że Josh postanowił pochować Nicolasa obok Amy. Przekonał Grega, tłumacząc, że tego właśnie bym chciała. Miał rację. Dobrze mnie znał i dlatego było mi z tym tak bardzo ciężko. Był mi bliski, a równocześnie obcy po tym, co się stało.

Przed wizytą u Josha chciałam pojechać na cmentarz, bo nie mogłam tego odkładać na później, chociaż byłam przerażona na samą myśl, że zobaczę na własne oczy grób mojego dziecka. Ściskało mnie w klatce piersiowej i co chwilę przebiegał mi po plecach zimny dreszcz, ale nie byłam przygotowana na to, co poczułam, stając przed nagrobkiem, na którym wyryte było imię mojego syneczka. Przez chwilę próbowałam powstrzymać drżenie szczęki, i jedyne, co mogłam zrobić, to zacisnąć mocno usta i pozwolić, żeby łzy spływały swobodnie po policzkach. Cała się trzęsłam, nie mogłam już dłużej utrzymać się na nogach, więc osunęłam się na kolana i dotknęłam zimnej płyty w miejscu, gdzie była wyryta litera N. Spuściłam głowę i starałam się uspokoić, ale nie potrafiłam jej ponownie podnieść, więc tylko przysunęłam się bliżej kamienia nagrobnego i oparłam o niego czoło.

– Przepraszam… przepraszam… – powtarzałam, płacząc. – Nie potrafiłam dać ci więcej, żebyś mógł przeżyć… Zawiodłam cię… Przepraszam.

Czułam ogromny wstyd i myślałam tylko o tym, że nie zasługuję na to, żeby żyć. Tak bardzo chciałam go teraz trzymać w ramionach, głaskać po główce i czule kołysać, żeby mógł poczuć, jak bardzo go kocham, ale jedyne, co potrafiłam, to przepraszać. Mimowolnie głaskałam zimną płytę i nadal nie byłam w stanie się od niej odsunąć ani uspokoić płaczu, jednak było mi wszystko jedno. Ktoś przechodził obok, ale nawet nie spojrzałam, bo to była moja chwila z synkiem, którego nigdy nie miałam okazji poznać. Nosiłam go pod sercem, a teraz mogłam jedynie dotykać trawy, która osłaniała go przed całym światem. Amy z matką naturą opiekowały się teraz moim Nicolasem. Ja nie potrafiłam go ocalić.

Po dłuższej chwili się uspokoiłam, ale nie byłam jeszcze gotowa, żeby odejść, więc usiadłam po turecku naprzeciw nagrobka i patrzyłam przed siebie. Było mi zimno, lecz nie ruszyłam się z miejsca. Kilkanaście metrów dalej staruszek zostawiał bukiet kwiatów przy jakimś grobie. Popatrzyłam w prawo i zobaczyłam młodego mężczyznę kucającego przy ciemnym kamieniu nagrobkowym. Pomyślałam, że tak musiał wyglądać Josh, i nagle sobie o nim przypomniałam. Całkowicie straciłam rachubę czasu, nie potrafiłam nawet stwierdzić, jak długo tutaj przesiedziałam.

Wróciłam do domu, żeby się przebrać, bo spodnie prawie całkiem mi przemokły od wilgotnej ziemi, a twarz miałam czerwoną od płaczu, więc kiedy zobaczyłam się w lustrze, nie wierzyłam własnym oczom. Wyglądałam koszmarnie i już wiedziałam, że będzie mi trudno doprowadzić się do względnego porządku. Nie miałam teraz siły jechać do Josha, bo wizyta na cmentarzu doszczętnie mnie umordowała, ale chciałam mieć to już za sobą. Rozkładanie bolesnych doświadczeń w czasie zdecydowanie nie było dobrym wyjściem, więc postanowiłam się z tym zmierzyć jednego dnia. Musiałam sięgnąć dna, żeby się wreszcie od niego odbić, bo na razie tonęłam, dławiąc się swoją bezradnością, żalami i przerażającym strachem, że już nie wiem, jak mam dalej żyć. Wychodząc z ośrodka, czułam się zupełnie inaczej, a w tym momencie nie umiałam znaleźć swojego miejsca na tym świecie.

Kiedy już zdecydowałam, że pora udać się do mojego byłego, spotkałam w salonie Grega. Powiedziałam mu, gdzie wychodzę, a on nawet nie mrugnął, nie zdradził, co o tym myśli. Od jakiegoś czasu niczego nie komentował, jakby zupełnie nie chciał się wtrącać. To było dziwne, bo Greg zawsze musiał coś od siebie dodać. Tym razem milczał i jakby chciał się od tego odciąć. Nie sądziłam, że kiedyś będzie mi brakowało jego docinków. Teraz chyba nawet chciałam, żeby coś powiedział, żeby mnie jakoś nastroił do tej rozmowy, bo szłam jak na ścięcie. Nie czułam się już pewnie, a gniew był mocno stłumiony.

Podjechałam taksówką pod kamienicę Josha i znowu zalała mnie fala emocji. Uwielbiałam to miejsce. Kojarzyło mi się z ciepłem, bezpieczeństwem i miłością. Teraz jednak z trudem wchodziłam po schodach. Miałam jeszcze klucze do bramy, więc ją sobie otworzyłam i powędrowałam na górę. Stanęłam przed mieszkaniem Josha i kiedy już miałam zapukać, moja ręka zawisła w powietrzu. Wzięłam głęboki oddech, zamknęłam oczy. To było trudniejsze, niż mogło się wydawać. Wreszcie zdobyłam się na odwagę, by stuknąć kilka razy w drewniane drzwi. Usłyszałam zbliżające się kroki i nagle stanął przede mną on. Jasne dżinsy, czarny podkoszulek i gołe stopy. Poczułam gęsią skórkę. Odsunął się szybko, jakby nie chciał mnie spłoszyć, a jedynie zachęcić do wejścia. Przeszłam obok niego niepewnie, a on odruchowo podniósł rękę, aby położyć mi ją na plecach i skierować mnie w głąb salonu, ale powstrzymał się w ostatniej chwili i zaciskając dłoń w pięść, cofnął rękę. Zauważyłam ten ruch. Odszedł w stronę wyspy kuchennej, a ja stanęłam na środku, jakbym nie wiedziała, czy chcę usiąść, czy lepiej się nie ruszać i pozostać w jednym miejscu.

– Cieszę się, że jesteś – zaczął pierwszy. – Napijesz się czegoś? Wody? Może whisky?

– Nie, dziękuję.

– Nie możesz? Bierzesz jakieś leki?

– Nie. Jestem zupełnie zdrowa.

– To dobrze.

Kiwnął głową i sam sięgnął po szklankę napełnioną szlachetnym trunkiem. Nic się nie zmieniło. Wziął spory łyk alkoholu, jakby dla dodania sobie odwagi. Chyba też powinnam była to zrobić, ale wolałam mieć trzeźwy umysł. Nie chciałam scen ani dzikiej awantury. Należało wytłumaczyć sobie wszystko i rozstać się w normalnych stosunkach. Cały czas wałkowałam to postanowienie w głowie, ale im dłużej stałam w jego salonie i widziałam go przed sobą, tym bardziej traciłam grunt pod nogami. Czułam jego zapach i z całej siły starałam się opanować, żeby nie wylądować w jego ramionach i nie powiedzieć mu, jak było mi ciężko przez te długie miesiące bez niego i naszego dziecka. Chciałam mu opowiedzieć o swoim załamaniu na cmentarzu, bo wydawało mi się, że on jedyny może mnie tak naprawdę zrozumieć. Niepotrzebnie poddawałam się emocjom, zamiast myśleć logicznie.

– Usiądziesz?

Wskazał mi kanapę, na której tak niedawno tulił mnie w ramionach i dawał mi rozkosz. Dla mnie to było jakby kilka tygodni temu, a dla niego ponad rok. Przespałam z tego okresu osiem miesięcy, więc podchodziłam do tego inaczej. To było dla mnie wciąż takie świeże.

– Sama nie wiem, czy to będzie krótka wizyta, czy… – Zamilkłam.

 

– Mam nadzieję, że nie krótka.

Nadal nie ruszyłam się z miejsca, więc on też nie usiadł, tylko włożył ręce w kieszenie i oparł się o blat. Skrzyżował nogi, rozluźnił ramiona i patrzył na mnie. Denerwowałam się, nie bardzo wiedziałam, co mam mówić. Stwierdziłam, że najpierw poruszę temat, który dotyczył nas obojga, bo i tak w tej chwili myślałam tylko o dzisiejszym popołudniu.

– Dziękuję, że pochowałeś naszego synka obok Amy – odezwałam się wreszcie.

– To wydawało mi się właściwe.

– Tak. Dobrze zrobiłeś. Dziękuję. Byłam tam dzisiaj. – Przełknęłam ślinę i wzięłam głęboki oddech, bo nagle przypomniałam sobie swoje wycie przy grobie Nicolasa i przyjaciółki.

– Mogłaś mi powiedzieć, pojechałbym z tobą.

– Nie. Wolałam pobyć z nimi sama.

– Rozumiem. – Skinął głową.

– Wiem, że to brzmi dziwnie, ale…

– To nie jest dziwne – przerwał mi. – Proszę, usiądź.

– Nie wiem, czy mogę tutaj zostać. Czuję, że nie powinnam.

– Dlaczego?

– Dlaczego? – powtórzyłam za nim zaskoczona. – Bo ta przestrzeń nie należy do mnie. To znaczy nigdy nie należała, ale teraz to już…

– Nicole.

Ruszył w moją stronę, ale kiedy się cofnęłam, zatrzymał się w połowie drogi. Im dłużej trzymałam go na dystans, tym lepiej mogłam kontrolować swoje emocje. Bałam się, że gdy podejdzie i mnie dotknie, rozlecę się na milion kawałków. Ledwie się trzymałam, a chciałam dotrwać do końca tej rozmowy bez rozklejania się, chociaż widząc się z nim sam na sam, nie mogłam być pewna, jak to się wszystko skończy.

– To ty chciałeś się spotkać, więc powiedz to, co masz mi do powiedzenia, i może…

Zakończyłam dziwnym zawieszeniem, bo nawet nie wiedziałam, co chciałam mu zakomunikować. Wszystko miałam poukładane w głowie, zanim tutaj przyszłam, a teraz myśli uleciały, pozostawiając po sobie totalną pustkę. Nie patrzyłam na niego, bo jego widok pozbawiał mnie zdolności racjonalnego myślenia, a teraz musiałam zebrać się w sobie.

– Przykro mi, że nie byłem przy tobie, jak się budziłaś w szpitalu – odezwał się.

– Z tego powodu jest ci przykro? – nie ukrywałam zszokowania. – To chciałeś mi powiedzieć? Nie to, że będziesz miał dziecko z Renee?

– Nicole, lekarze nie dawali ci szansy, bo…

– Ty mi jej nie dałeś – przerwałam mu.

– To niesprawiedliwe.

– Niesprawiedliwe?! – uniosłam się, bo najwidoczniej on czegoś tutaj nie rozumiał. – Niesprawiedliwe jest to, że przez ten cały czas leżałam w łóżku i straciłam tyle z życia małej Amy. Niesprawiedliwe jest to, że straciłam nasze dziecko. Całe moje życie jest niesprawiedliwe, więc wybacz, że ty czujesz się tak źle!

– To były twoje decyzje. – Pomału tracił swój spokój.

– Moje decyzje?! – zdenerwowałam się. – Myślisz, że chciałam być przykuta do łóżka jak jakaś roślina?!

– To były konsekwencje twoich decyzji. Zadecydowałaś o moim życiu, o życiu naszego dziecka. Wspierałem cię, ale cholera, to zmierzało w złym kierunku! Wiedziałaś o tym, ale ryzykowałaś! – Podniósł głos, co mnie rozwścieczyło, i nagle wstąpiły we mnie siły, żeby się bronić.

– Przecież chciałam uratować nasze dziecko! – prawie krzyczałam.

– A ja chciałem ratować ciebie! Myślisz, że było mi łatwo?!

– Ty jesteś na mnie zły?! – Zdumiewało mnie jego zachowanie. – To ja powinnam być na ciebie zła o to, że zostałam sama. Że mnie opuściłeś! Jestem zła! Jestem wściekła!

– To ja musiałem przechodzić przez to sam! Myślisz, że widząc nasze martwe dziecko, czułem się dobrze?! Wtedy, kiedy musiałem patrzyć, jak mała trumna zjeżdża do ziemi?! Co noc mam ten obraz przed oczami! Nagle straciłem obie bliskie mi osoby. Najbliższe!

Słowa, które wypowiedział, trafiły mnie tak głęboko, że przez chwilę nie mogłam złapać oddechu. Nasze krzyki z pewnością nie naprawią tego, co było teraz między nami. Przez parę minut skakaliśmy sobie do oczu. To nie byliśmy my. Nigdy w życiu nie rozmawialiśmy ze sobą w ten sposób.

Podeszłam do kanapy i usiadłam, a raczej opadłam na nią bezwładnie. Nachyliłam się do przodu i zakryłam twarz dłońmi. Przestał mówić, żebym mogła przetrawić to, co usłyszałam, bo zobaczył, jak to na mnie podziałało. Nikt do tej pory nie mówił mi o pogrzebie naszego dziecka. Nagle poczułam, jakbym tam była i musiała oglądać to co on, i wiedziałam, że to musiało być po stokroć gorsze od tego, czego doświadczyłam dzisiaj przy grobie Nicolasa. Zrobiło mi się niedobrze i nie mogłam już powstrzymać łez. Otarłam je jednak szybko i wzięłam głęboki oddech, żeby się uspokoić. Mieliśmy spokojnie rozmawiać, ale emocji było zbyt wiele. Chciałam wyrzucić z głowy obrazy małej trumny, więc musiałam się skupić na czymś innym.

– Zdradziłeś mnie, kiedy ja walczyłam o życie – powiedziałam do niego z goryczą, ale spokojnie.

– Co? – prychnął jakby z kpiną. – Ty wcale nie walczyłaś o swoje życie. Od samego początku miałaś je gdzieś.

– To nieprawda. – Kręciłam głową, zaprzeczając temu, co mówił. – Uciekłam z domu, żeby ratować swoje życie. Zostałam tutaj z wami. Zgodziłam się na operację, żeby ratować swoje życie.

– Ale chyba trochę za późno!

– Przecież żyję! – uniosłam się. – W przeciwieństwie do naszego synka!

Zamknął na kilka sekund oczy i zacisnął szczękę. Wiedziałam, że ta rozmowa była jedną wielką pomyłką. Przyjście tutaj też nie było dobrą decyzją. Rozstaniemy się tylko z wzajemnymi pretensjami i nie będziemy mogli ze sobą przebywać w jednym pomieszczeniu. Każde z nas miało swoje racje, których kurczowo się trzymało, i żadne nie zamierzało odpuścić.

– Kiedy urodził się Nicolas i zrobili ci operację, a później przez trzy kolejne dni monitorowali cię, badali, sprawdzali wszystko i mówili, że jest w porządku, a ty się nie budziłaś, czułem, że coś jest nie tak – mówił bardzo spokojnie. – Wszyscy czekaliśmy, aż otworzysz oczy. Fizycznie było okej. Sprawdzili czynność mózgu, wszelkie odruchy, i wszystko było w jak najlepszym porządku. Cieszyliśmy się, że operacja się udała. Wyglądało na to, że będzie dobrze. Później nadeszła czwarta doba. Ostatnia doba naszego syna.

Znowu zasłoniłam twarz dłońmi, bo kolejna fala rozpaczy wstrząsała moim ciałem. Chciałam go błagać, żeby przestał mówić, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Usłyszałam, jak Josh ruszył w moją stronę, więc szybko wstałam i odsunęłam się w głąb salonu. Nie pozwalałam do siebie podejść, więc znów odpuścił i podszedł do wyspy kuchennej, żeby dolać sobie whisky. Teraz i ja potrzebowałam alkoholu, żeby się zamroczyć i zagłuszyć te wszystkie myśli, obrazy w głowie i rozpaczliwy ryk, który w sobie słyszałam.

– Chciałem być przy tobie, ale nie mogłem go zostawić. Umierał na moich rękach. Jeszcze długo, kiedy jego ciało było całkiem zimne, siedziałem z nim na krześle, bo nie potrafiłem od niego odejść. – Usłyszałam, jak na sekundę załamał mu się głos, ale odchrząknął i szybko się opanował.

– Dlaczego mi to robisz? – Zaczynałam płakać. – Dlaczego mi o tym mówisz?

– Bo chcę, żebyś zrozumiała, co ja czułem. Myślisz, że jesteś jedyną osobą, która przeżyła piekło?

– Ty już wyszedłeś na prostą, a ja nawet nie zaczęłam…

– Gówno prawda – przerwał mi. – We mnie dalej to siedzi.

– Ale jakoś zacząłeś układać sobie życie na nowo – powiedziałam z wyrzutem.

– Tak to widzisz? – Zaskoczyła go moja uwaga.

– A można widzieć inaczej?

– W takim razie powiem ci, jak ja to widzę. Bałem się wrócić do ciebie do pokoju tego dnia, kiedy umarł Nicolas, żebyś nie wyczuła mojego załamania. Przyszedłem na drugi dzień, ale twój stan jakby się pogorszył. Miałaś niestabilne tętno i ciśnienie. Wystąpiły problemy z oddychaniem, więc musieli cię podłączyć do respiratora. Nikt nie wiedział, skąd taka reakcja. A mnie się wydawało, że ty wyczułaś śmierć Nicolasa. Nie wiem dlaczego, ale tak właśnie myślałem. I widziałem, jak się poddajesz. Jakbyś wcale nie chciała się obudzić. A ja musiałem na to patrzeć. Siedziałem przy tobie i błagałem, żebyś do mnie wróciła. Ja też umierałem każdego pieprzonego dnia po trochu, więc przepraszam, że nie radziłem sobie z tą sytuacją! – Coraz bardziej się nakręcał. – Zacząłem pić, piłem codziennie po powrocie ze szpitala od ciebie, bo inaczej nie mogłem usnąć. Chciałem po prostu o tym wszystkim nie myśleć chociaż przez pięć minut! Ale budziłem się rano i jazda zaczynała się od początku. Dlatego kiedy pojawiły się problemy w Richland w oddziale, od razu zaproponowałem, że się tym zajmę, żeby na chwilę uciec. Tak jak ty to zawsze robiłaś. Chciałem się pozbierać. Tylko że praca w oddziale była w dzień, a w nocy ten sam koszmar.

Inne książki tego autora