Nie rezygnujTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Wreszcie przyszedł i stanął w drzwiach. Oparł się o ościeżnicę i patrzył na mnie przez chwilę. Nie odezwałam się. Nerwowo przełknęłam ślinę i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że naprawdę jest mi potrzebny. Tylko on mógł mnie doprowadzić do sprawności.

– Dzisiaj, lalka, idziemy pływać – oświadczył.

Przewróciłam oczami, bo nie cierpiałam, kiedy tak się do mnie zwracał. Podszedł i odsunął koc. Byłam ubrana w dres, ale pod spodem miałam strój kąpielowy. Nawet nie zapytał, czy jestem przygotowana. Pomyślałam wręcz, że musiał poinformować o swojej decyzji Grega i ten załatwił Kate, która już się mną odpowiednio zajęła.

Na basenie było jeszcze dwóch innych pacjentów, i to mnie zaskoczyło. Mimo że również byli niepełnosprawni, wstydziłam się siebie i swojej ułomności, ale to było tylko w mojej głowie, bo oni w ogóle nie zwracali na mnie uwagi. Owen zaparkował mój wózek przy ścianie, ale wystarczająco blisko od łagodnego zjazdu do wody. Gdy się nachylił, żeby pomóc mi wstać, popatrzyłam na niego i zapytałam:

– Naprawdę chcesz mnie wziąć do tego głębokiego basenu?

– Tak. A co ty myślałaś, że przyszłaś tutaj do jacuzzi?

– Nie wejdę tam – oświadczyłam.

– Posłuchaj. Mam dla ciebie propozycję – zaczął, nadal pochylony nade mną. Mówił ściszonym głosem, jakby co najmniej nas ktoś podsłuchiwał. – Ja nikomu nie powiem o tabletkach, a ty dasz z siebie sto procent na rehabilitacji i nie będziesz komentować moich metod, tylko się do nich stosować.

– To nie jest propozycja, tylko szantaż.

– Jak zwał, tak zwał. To jak?

Czekał na moją odpowiedź, więc kiwnęłam głową, bo właściwie nie miałam innego wyjścia. Zsunął mi spodnie i ściągnął bluzę. Przebiegł szybko wzrokiem po moim ciele, a ja w duchu podziękowałam Kate. Już jej nie nienawidziłam za depilację. W tej chwili mogłoby być niezręcznie, ale przyjaciółka przewidziała wszystko. Owen podtrzymywał mnie mocno i pomógł wstać. Bałam się, że się poślizgnę, więc zastygłam i nie mogłam ruszyć nogą. Widział, że się denerwuję, więc wziął mnie na ręce i wszedł do basenu. Byłam w szoku. Nie wiem tylko, czy od zimnej wody, czy od jego stanowczości. Postawił mnie przed sobą. Stałam tyłem do spadu basenu i denerwowałam się coraz bardziej, kiedy popychał mnie lekko, żebym jeszcze się zamoczyła.

– Woda cię utrzymuje. Nie bój się – mówił spokojnie.

– Nie wchodźmy tam dalej. Zostańmy tu.

– Nie. Tu jest za płytko.

– Chcesz mnie utopić? – Nerwowo przełykałam ślinę.

– Uspokój się. Zaufaj mi.

– Po tym, jak zostawiłeś mnie samą i musiałam się czołgać do wózka? – zaatakowałam. – Uderzyłam głową o podłogę.

– A czyja to była wina? Nic ci ze mną nie grozi.

Stanął i położył sobie moje ręce na ramionach. Chwycił mnie za biodra i nadal lekko popychał ku środkowi basenu, wymuszając mój ruch. Woda faktycznie pomagała stawiać kolejne kroki, ale to wcale nie pozwoliło mi się uspokoić. Mocniej zacisnęłam ręce na Owenie i to sprawiło, że popatrzył mi w oczy, ale dalej mnie popychał. Prosiłam, żeby tego nie robił, ale nie przestawał. Zaczęłam mocno się spinać. Groziłam, że będę krzyczeć, ale on tylko się zaśmiał i parł do przodu. Kiedy miałam już wodę prawie po pachy, spanikowałam tak bardzo, że zaczęłam się szamotać. Próbował mnie przytrzymać, ale ja byłam gotowa wyskoczyć z basenu jak poparzona. Nie potrafił mnie uspokoić. Nagle z tego strachu chwyciłam go mocno wokół szyi i podnosząc niezdarnie nogi w wodzie, oplotłam go nimi w pasie. W zasadzie wdrapałam się na niego. Stanął zaskoczony, a ja pożałowałam swojej reakcji. Nie drgnął nawet i nadal trzymał dłonie na moich biodrach, a ja, przyciśnięta do niego, walczyłam o życie. Staliśmy tak przez chwilę, złączeni jak jakaś dziwaczna rzeźba. Po chwili zsunęłam się z niego delikatnie i rozejrzałam dookoła. Nikt na nas nie zwracał uwagi, a Owen starał się powstrzymać śmiech.

– Przepraszam – zaczęłam. – Chciałam się ratować. To był odruch.

– Teraz przynajmniej wiem, że masz więcej siły, niż pokazujesz na treningach.

– Myślałam, że chcesz mnie utopić.

– Tak, właśnie po to cię tu przyprowadziłem – powiedział poważnie, ale po chwili znowu się uśmiechnął.

Chyba do tej pory nie widziałam jego uśmiechu. Po wczorajszym dniu wiele się zmieniło. Był inny, bardziej wyluzowany. A może dałam mu na tyle w kość, że trochę odpuścił. Ja też chyba zmieniłam podejście, jakby większość mojego stresu utopiła się w chlorowanej wodzie zamiast mnie.

Reszta rehabilitacji przebiegła znacznie lepiej, a po pół godzinie nawet zostaliśmy sami na basenie. Kazał mi się położyć na wodzie i starać się tak utrzymać. Asekurował mnie. Było mi bardzo przyjemnie.

Później uczyliśmy się chodzić. To znaczy, ja uczyłam się chodzić. Odpychałam wodę rękami, a kiedy byłam już zmęczona i chwilami brakowało mi oddechu, sadzał mnie przy brzegu na schodkach z kafelków, żebym trochę odpoczęła.

– Woda masuje całe ciało – tłumaczył. – To teraz najlepsze dla ciebie. Po tym treningu będziesz lepiej spała.

– Dziękuję – odezwałam się nagle.

– To moja praca.

– Ale mogłeś mnie zostawić.

– Mogłem. Idziemy teraz do jacuzzi? – zmienił szybko temat.

– Możemy? – ucieszyłam się.

– Jasne. Ulokuję cię tam, a sam popływam chwilę. Okej?

Bąbelki cudownie wibrowały na moim ciele. Przypiął mnie specjalnymi pasami, żebym się nie zsunęła, i pozwolił mi się delektować ciepłą wodą. Sam wskoczył na główkę do basenu i zaczął pokonywać kolejne długości. Patrzyłam na niego i podziwiałam jego zdolności. Potrafiłam pływać, ale nie tak dobrze jak on. W moim wykonaniu jakaś pokręcona żabka, która pozwalała utrzymywać się na wodzie, nie była wybitnie wytrenowanym stylem. Teraz na pewno nie potrafiłabym przepłynąć kilku metrów. Nie miałam tyle siły. Owen za to poruszał się szybko i zdecydowanie. Po raz pierwszy zobaczyłam w nim mężczyznę.

Kiedy skończył swój trening, wrócił do mnie i usiadł naprzeciwko w małej podgrzewanej wannie z masażem. Chwilę mi się przyglądał, a ja czułam, że jestem czerwona od tej ciepłej wody, i zaczynało mi być słabo. Chciałam się położyć, ale stwierdziłam, że pozwolę mu się jeszcze delektować przyjemnymi bąbelkami, zanim poproszę o odwiezienie mnie do pokoju.

– Zrobiłabyś to? – zapytał nagle.

– Co? – Nie wiedziałam, o czym mówi.

– Czy potrafiłabyś się załatwić tymi tabletkami?

– Musimy o tym rozmawiać? – Odwróciłam głowę.

– Lepiej ze mną czy wolisz z psychiatrą?

– Przecież obiecałeś, że nikomu nie powiesz. – Popatrzyłam na niego zdezorientowana.

– To powiedz chociaż, dlaczego do tej pory olewałaś ćwiczenia i udawałaś, że nie masz siły?

– Niczego nie udawałam.

– W basenie wykonałaś gwałtowny ruch i względnie mocno się mnie trzymałaś.

– To było ze strachu. Adrenalina. Ludzie ze strachu wychodzą na sam wierzchołek drzewa.

– Tak, całkowicie zdrowi ludzie. Masz rację. To dlaczego chcesz przeciągać pobyt tutaj?

– Nie przeciągam.

– Lalka, ja nie narzekam, bo Greg płaci mi bardzo dobrze za twoje nastawienie, ale…

– Co? – przerwałam mu. – Co to ma znaczyć?

– Powiedział, że jesteś uparta, że możesz nie współpracować i takie tam. Specjalnie mnie tutaj dla ciebie ściągnął. Naprawdę mu zależało. On płaci za ten ośrodek kupę kasy. Nie głupio ci wykorzystywać brata?

– On nie jest… – Urwałam w połowie zdania, bo nie widziałam sensu w tłumaczeniu moich relacji z Gregiem, szybko więc dodałam: – Jak to specjalnie cię ściągnął? Nie pracujesz tutaj?

– Nie. Tylko z tobą. Tina jest tutaj zatrudniona.

– I w szpitalu też byłeś specjalnie? W sensie, że Greg za to płacił?

– Tak. Ty tu sobie wypoczywasz, a tysiące uciekają.

Nie wiedziałam o tym. Nie zastanawiałam się, dlaczego mam osobny pokój ani dlaczego Owen z takim zaangażowaniem prowadzi moje ćwiczenia. Przyjęłam, że tak to wygląda. Nigdy nie zapytałam Grega, jak załatwił ten ośrodek, a każdy powtarzał, że to najlepsze miejsce do rehabilitacji. Skoro mój fizjoterapeuta też był taki dobry, to musiał kosztować fortunę. Na dodatek przyjeżdżał specjalnie. Jak mogłam być taka głupia? Jak ja teraz oddam Gregowi tyle pieniędzy? Ciągle tylko narażałam go na stres i wydatki. Miał teraz rodzinę i musiał się nią zaopiekować. Nagle okazało się, że nie ma dla mnie lepszej motywacji. Szkoda, że nie wiedziałam o tym wcześniej. A czy chciałam wiedzieć? Czy w ogóle pomyślałam o innych, zatapiając się w swoim smutku?

***

Kolejne dni były lepsze psychicznie i fizycznie. Teraz naprawdę się starałam i ćwiczyłam ciężko, bo myśl, że kolejny dzień będzie kosztował Grega choćby dolara, nie dawała mi spać. Musiałam się pozbierać. Moje stosunki z Owenem również się poprawiły. Robiłam ogromne postępy i oboje się z tego cieszyliśmy. Nikomu nie tłumaczyłam, skąd ta nagła zmiana, po prostu postawiłam sobie cel i parłam do przodu.

Po dwóch tygodniach wzmocniłam ręce i nogi na tyle, że potrafiłam przejść kilka kroków, trzymając się specjalnych barierek, ale bez pomocy mojego trenera. Czułam się silniejsza psychicznie, chociaż co wieczór, kiedy leżałam w łóżku, wracały do mnie wspomnienia. Nie umiałam ich uciszyć. Tęsknota za Joshem nie mijała, ale starałam się przekuwać ją w gniew. Naprawdę byłam na niego wściekła, ale nie mogłam siebie okłamywać – wciąż go kochałam. To nie takie proste, żeby odkochać się w ciągu kilku dni czy tygodni. Wiedziałam, że byłoby mi łatwiej, gdyby teraz przy mnie był i pomógł mi przez to przejść. Byłam tego pewna, ale jego już ze mną nie było. Codziennie rano wmawiałam sobie, że będzie dobrze, i nawet zaczynałam w to wierzyć, bo znowu zapragnęłam towarzystwa. Sara z Kate czasami zakradały się do mnie wieczorem i przynosiły wino. Tak bardzo chciałam wrócić do żywych.

 

Ten poranek zaczął się wyjątkowo dobrze. Obudziłam się w cudownym humorze, czułam, że energia mnie rozpiera. Zjadłam samodzielnie śniadanie i nie mogłam się doczekać treningu. Nawet mój osobisty fizjoterapeuta nie był w stanie uwierzyć, że potrafię się tak dużo śmiać, kiedy już zaczęliśmy na dobre ćwiczenia. To był właśnie dzień, w którym byłam umówiona z dziewczynami na wieczór. Wiedziałam, że do wyjścia z ośrodka jest bliżej niż dalej, i to mnie tak pozytywnie nakręcało. Potrafiłam przejść już dwie długości toru, przytrzymując się od czasu do czasu, i to był powód do dumy. Kiedy prawie kończyliśmy trening, do sali weszła pielęgniarka. Uśmiechnęła się do mojego rehabilitanta, jakby obiecywała spełnienie wszystkich jego zachcianek, i odezwała się ciepłym, zachęcającym głosem:

– Owen, mogę cię na chwilę prosić?

– Za chwilę kończymy. Dasz mi piętnaście minut?

– Masz gościa – nalegała.

– Gościa? – zdziwił się. – Kto to?

Kobieta popatrzyła na mnie i widziałam, że nie chce mówić, co to za tajemniczy osobnik znalazł Owena właśnie tutaj, jednak mój trener nie miał zamiaru nigdzie wychodzić, tylko nalegał, aby zdradziła, kto to. Stał dwa kroki za mną, na wypadek gdybym jednak nie potrafiła się dłużej utrzymać na nogach po intensywnym treningu. Przystanęłam, żeby dokończyli wymianę zdań, bo i tak mnie rozpraszała ich rozmowa.

– Josh Sandler – powiedziała wreszcie.

Na te słowa puściłam obręcz i niezdarnie obróciłam się w stronę Owena. Zrobiwszy krok w jego stronę, stanęłam przed nim, niczego się nie trzymając. Oddychałam szybko. Zdenerwowałam się i nawet nie zauważyłam, że stałam całkiem samodzielnie, natomiast mój rehabilitant zmierzył mnie wzrokiem i nie patrząc na pielęgniarkę, powiedział jej, że zaraz do niego przyjdzie. Zadowolona wyszła z sali, a ja zaczęłam panikować.

– Nie chcę się z nim widzieć. Nie wpuszczaj go tutaj. On nie może tu wejść – mówiłam szybko i nerwowo.

– No nie wiem. Na samo jego imię odwracasz się energicznie i trzymasz równowagę. Może gdyby tu wszedł, to byś stąd uciekła o własnych siłach.

– To nie jest zabawne. Naprawdę nie mogę się z nim widzieć.

– Spokojnie. Zaraz wrócę.

Kiwnęłam głową i dopiero teraz złapałam za metalową barierkę. Chciał pomóc mi podejść do krzesła, ale odmówiłam. Byłam zbyt zdenerwowana, żeby siedzieć. Mój cały dobry nastrój gdzieś wyparował. Kiedy czekałam, wpatrywałam się cały czas w drzwi, bo ciągle obawiałam się, że Josh zdoła go przekonać i wejdzie tu razem z Owenem. Minuty dłużyły się jak godziny, ale wreszcie mój trener wrócił sam. Podszedł do mnie jak gdyby nigdy nic i zamierzał kontynuować trening. Nie chciałam już ćwiczyć. Stanął więc naprzeciw mnie i oparł się o obręcz, krzyżując ramiona. Chwilę patrzyliśmy na siebie, ale żadne z nas się nie ruszyło.

– Co ten gość ci zrobił? – zapytał nagle.

– Nie chcę o tym rozmawiać.

– Chcesz, żebym trzymał go od ciebie z daleka, a nie chcesz mi powiedzieć, o co chodzi?

– To już przeszłość.

– Ale chyba nie dla niego. Zależy mu na tym, żeby z tobą było lepiej i zaoferował mi nawet pracę. Chce płacić za twoją rehabilitację. Pytał, jak się czujesz.

– Powiedziałeś mu coś o mnie?

– Nie. To dla mnie obcy gość. Poza tym, z tego, co zauważyłem, on już dużo wiedział o twoim zdrowiu. Chciał się chyba tylko upewnić. Wiesz, że był już tutaj kilka razy? Podobno nie życzyłaś sobie jego odwiedzin.

– Nie wiedziałam, że próbował. – Zaskoczyło mnie to.

– Na razie chcę usłyszeć od ciebie, co jest grane, bo zareagowałaś dosyć ostro, jak tylko usłyszałaś jego nazwisko. Wszyscy chcą płacić za twoją rehabilitację. Ty to masz szczęście.

– Tak, olbrzymie szczęście – odpowiedziałam sarkastycznie. – Chyba nie przyjmiesz tej propozycji?

– Serio? Mam zrezygnować z ferrari? Na tobie zarobię fortunę. – Zaczął się śmiać.

– Bawi cię ta sytuacja? – zdenerwowałam się na niego. – Ja nie chcę, żeby Greg za to wszystko płacił, a już na pewno nie chcę, żeby miał w tym udział Josh!

– W porządku. Kończymy na dziś?

Kiwnęłam tylko głową, bo chciałam jak najszybciej wrócić do pokoju. Miałam mieć po południu jeszcze jeden trening z Tiną, ale najchętniej bym go odwołała. Ta cała sprawa z Joshem trochę mnie rozstroiła. Mój poranny optymizm się ulotnił.

Wieczorem dziewczyny przyszły z butelką wina, ale do tej pory zdążyłam się już uspokoić. Nawet z Tiną na popołudniowych ćwiczeniach rozmawiałam normalnie. Starałam się zapomnieć o tym, że Josh próbował się do mnie dostać. Nie byłam jeszcze gotowa, żeby się z nim zobaczyć. Bardzo mnie zranił, chociaż był ostatnią osobą, po której mogłam się tego spodziewać. Naprawdę uwierzyłam w to, że mnie kocha i że nigdy mnie nie zdradzi. Teraz jego nigdy nie miało już znaczenia.

– Owen rozmawiał dzisiaj z Gregiem – wyskoczyła Sara po kilku łykach wina, jakby dopiero teraz sobie o tym przypomniała. – Mówił, że jest coraz lepiej i wkrótce będziesz mogła stąd wyjść.

– Chcę wyjść jak najszybciej, bo Greg płaci za to wszystko tyle pieniędzy…

– Nicole, skup się na powrocie do pełnej formy. – Sara uśmiechnęła się, przerywając moje jęki. – Zresztą to pieniądze Amy.

– Amy?

– Tak, Greg już dawno temu założył dla niej fundusz. Trochę się uzbierało, więc teraz nie ma problemu.

– Tak, tak. Pamiętam – wtrąciła się Kate. – Chciał, żeby była wspólnikiem w firmie, ale ona się nie zgodziła i strasznie się pożarli, wtedy on stwierdził, że będzie dla niej odkładał pieniądze, gdyby się jednak rozmyśliła. Więc to jakby Amy płaci za to twoje SPA.

– Widzę, że masz problem ze zrozumieniem znaczenia słowa „SPA” – Przypomniałam sobie depilację w jej wykonaniu.

Kate zaczęła się śmiać. Ta nasza trójca była mi teraz potrzebna. Normalne rozmowy, jak gdyby nic złego się nie stało. Nasze zwyczajne piątkowe spotkanie. Nigdy wcześniej nie miałam takich przyjaciółek. Oprócz Amy nie utrzymywałam z nikim kontaktu w moim poprzednim życiu. Nie miałam znajomych. Moje całe istnienie kręciło się wokół mamy i tego, co nowego wymyśli. Wcześniej jakbym w ogóle nie żyła. Nie chciałam nikogo przyprowadzać do domu i później się tłumaczyć. Unikałam ludzi. Dopiero gdy zamieszkałam u Grega i weszłam w jego życie, uświadomiłam sobie, jak wiele traciłam, zamykając się na wszystko dookoła. Teraz otaczali mnie cudowni przyjaciele, którzy kochali mnie taką, jaka byłam.

– Oczywiście wracasz do nas – oświadczyła Sara. – Greg nie widzi innej opcji na razie. A mała Amy też chciałaby poznać bliżej swoją cioteczkę.

– Już się nie mogę doczekać, kiedy ją zobaczę. Tyle czasu straciłam.

Kate westchnęła głośno, jakby chciała coś powiedzieć. Patrzyłam na nią i czekałam na jakiś komentarz, ale wyglądało na to, że się powstrzymała. Uśmiechnęła się do mnie, a mnie coraz bardziej intrygowało jej zachowanie. Potrafiła być wobec mnie krytyczna i często mówiła to, co myślała, a teraz o dziwo zachowywała swoje uwagi dla siebie. To było do niej niepodobne.

– Kate, chcesz mi coś powiedzieć? – nie wytrzymałam.

– Nie. Dlaczego? – wykręciła się.

– Przecież widzę – prowokowałam.

– Masz rację – zaczęła. – Straciłaś dużo czasu. Nie tylko z dala od Amy, ale od nas wszystkich. A Josh…

– Tak, wiem – przerwałam jej. – Zaraz mi powiesz: a nie mówiłam. Mogłam trzymać się od niego z daleka.

– Akurat wcale tego nie chciałam powiedzieć. W tym przypadku to ty miałaś rację.

– Słucham? – Nie kryłam zdziwienia.

– Myślę, że robisz błąd, nie chcąc się z nim spotkać.

– Żeby to wszystko zakończyć w inny sposób?

– Dlaczego zakończyć? – spytała Kate.

– Przepraszam, czy ona o niczym nie wie? – zwróciłam się do Sary.

Nie bardzo rozumiałam tej zmiany frontu. Wcześniej Kate była absolutnie przeciwna mojemu związkowi z Joshem. Ostrzegała mnie przed nim. Z czasem dała mi spokój, a odkąd się dowiedziała o mojej ciąży, całkiem unikała tematu mojego wyboru partnera. Wiedziałam, że tego nie popiera, ale musiała zaakceptować. A ja musiałam pogodzić się z tym, że ona miała z nim bliski kontakt. Nauczyłyśmy się z tym żyć. Starałam się o tym nie myśleć.

– Dziewczyny – wtrąciła się Sara. – Miałyśmy popijać winko i cieszyć się tym wieczorem. Po co takie poważne tematy?

– W porządku. Kate, możesz mi wyjaśnić, dlaczego miałabym się z nim spotkać? – nie odpuszczałam.

– Bo zasługuje na szansę – odparła.

– Na szansę? – spytałam z niedowierzaniem. – On ma dziecko z inną kobietą. Nie. On ma dziecko z Renee!

– Jaka to różnica, czy z Renee, czy z jakąś inną?

– Wielka! – uniosłam się. – To nie jest jakaś przypadkowa osoba, z którą go poniosło i nagle się okazało, że zaliczył wpadkę. Z obcą osobą mógłby się dogadać co do wspólnego wychowywania czy łożenia na dziecko. Ale to jest Renee! Kobieta, którą kochał. Z którą ma kawał wspólnej historii.

– Ale to przeszłość – broniła go Kate.

– No chyba nie bardzo, skoro będzie miał z nią dziecko!

– Nicole, nie unoś się – uspokajała mnie Sara.

– Ja się nie unoszę. Ja nie rozumiem, dlaczego Kate staje po jego stronie.

– Ponieważ nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie. Ponieważ kocha cię niesamowicie mocno – wymieniała Kate. – Może popełnił błąd, ale na pewno bardzo tego żałuje. Nie wrócił do Renee. Słyszałam, jak rozmawiał z Gregiem…

– Nie chcę tego słyszeć – uciszyłam ją. – Mieliśmy coś cudownego, ale on to spieprzył, bo nie potrafił trzymać rąk przy sobie, więc niech ona go sobie teraz weźmie.

Kate była ostatnią osobą, po której mogłabym się spodziewać obrony Josha. Sara się nie odzywała, ale widziałam, że w pełni ją popiera. Myślałam, że będą po mojej stronie. Byłam ciekawa, co o tym wszystkim myśli Greg, bo kiedy mnie odwiedzał, nie rozmawiał ze mną o Joshu, a z pewnością nie czuł się z tą sytuacją dobrze, bo przecież był zawieszony pomiędzy swoimi przyjaciółmi. Oboje jesteśmy mu bliscy.

– Zrozum – nie dawała za wygraną Kate. – Sytuacja jest mocno skomplikowana, ale wysłuchaj go chociaż.

– Czy on chciał, żebyś mnie przekonała? – oświeciło mnie nagle.

– Nie rozmawiałam z nim na ten temat.

– Więc może lepiej my też nie rozmawiajmy. Dobrze? – skończyłam dyskusję.

Mój pobyt w ośrodku dobiegł końca. Byłam na tyle silna, żeby chodzić, podnosić rzeczy i móc całkiem samodzielnie funkcjonować. Poczułam się jak nowo narodzona. Te pięć miesięcy w ośrodku niesamowicie się ciągnęło, ale dopiero pod koniec wzięłam się tak naprawdę do pracy nad swoim ciałem.

Pakowałam się z poczuciem lekkości. Nie miałam jeszcze planu na resztę życia, ale postanowiłam się tym nie martwić. Nauczyłam się, że planowanie przyszłości zupełnie mi nie wychodziło, bo za każdym razem kończyłam inaczej, niż to sobie wyobrażałam. Teraz wolałam się skupić na każdym dniu, a nie na tygodniach, miesiącach czy latach do przodu. Obrałam nową taktykę. Jestem tu i teraz. Jutro było zbyt odległe.

Wiedziałam, że został mi jeszcze ten ostatni dzień. Nadal nie miałam pojęcia, jak rozliczę się z Gregiem, bo pieniądze jego siostry powinna otrzymać mała Amy, a nie ja. Musiałam to dobrze przemyśleć, ale na razie nie potrafiłam wykrzesać z siebie żadnego pomysłu. Na dodatek to nie mogła być mała suma, więc rzecz nie była taka prosta.

Byłam już praktycznie gotowa do opuszczenia w następnym dniu ośrodka, kiedy do mojego pokoju zapukał Owen. Wszedł, popatrzył na wypchaną po brzegi torbę i uśmiechnął się do mnie. Chyba się cieszył, że będzie mnie miał już z głowy. Polubiłam go. Mimo że nie rozmawialiśmy ani o moim, ani o jego życiu, czułam, jakbyśmy się bardzo dobrze znali. Z pewnością poznał mnie od tej gorszej strony. Widział moje słabości i wszelkie mankamenty charakteru.

Przyszedł wcześniej, więc nie zdążyłam się przygotować na trening. Byłam ubrana w dżinsy i biały obcisły top. Popatrzyłam na zegarek, a później znowu na mojego trenera. Dwie godziny przed czasem? To mu się nigdy nie zdarzyło. Czułam jeszcze śniadanie i nie mogłabym teraz ćwiczyć.

– Cześć, lalka – odezwał się w końcu.

– Ruszam rękami i nogami, więc dlaczego dalej tak do mnie mówisz? – Byłam ciekawa, a nie zła.

– Teraz wyglądasz jak lalka Barbie.

Zaczęłam się śmiać. To było bardzo miłe. Usiadłam na łóżku i już miałam mówić, że nie jestem gotowa na ćwiczenia, ale zauważyłam, że on również nie był w dresie. Oparł się o ścianę i przyglądał mi się przez chwilę. Był jakiś tajemniczy i podejrzanie uśmiechnięty.

 

– Chciałem ci zrobić niespodziankę. Co powiesz na to, żeby już dzisiaj się stąd zmyć?

– Naprawdę? – ucieszyłam się.

– Tak. Odpuścimy sobie dzisiejsze treningi.

– Jestem w szoku. Ty odpuścisz trening? – przekomarzałam się z nim.

– Taki ze mnie luzak. – Rozłożył ręce, żeby się pokazać w całej okazałości.

Miał na sobie czarne spodnie i biały podkoszulek. Wyglądał całkiem inaczej. Niby zwyczajny ubiór, a jednak zawsze widziałam go tylko w dresie. Przyzwyczaiłam się do jego sportowego stylu, a teraz był jakby kimś innym. Znajomym, nie trenerem. Nasze relacje się zmieniły. Nie byłam już od niego zależna. Nie potrzebowałam go i bardzo dobrze się z tym czułam.

– Muszę zadzwonić do Grega – pomyślałam na głos.

– Ja cię odwiozę.

– Nie chcę ci robić kłopotu.

– Taki miałem plan, więc to żaden kłopot. Poza tym mam nadzieję, że zanim cię odstawię do domu, dasz się zaprosić na kawę. Chyba nie zakończymy tego naszego związku bez kawy?

Uśmiechnęłam się szeroko i skinęłam głową na zgodę. To był dobry pomysł. Spędziliśmy ze sobą dobrych kilka miesięcy, a licząc z moim pobytem w szpitalu, był przy mnie ponad rok. Postawił mnie na nogi, tak jak obiecał. Mój powrót do samodzielności nastąpiłby dużo szybciej, gdybym wcześniej zebrała się w sobie. Gdyby nie to, że uświadomił mi, jak dużo Greg traci pieniędzy na moją rehabilitację, pewnie nadal bym wegetowała.

Owen wprawdzie zaparkował samochód koło Starbucksa, ale nie miał zamiaru tam iść. Myślałam, że zabierze mnie do jakiejś przyjemnej, klimatycznej kawiarni. Dlaczego tak pomyślałam? Sama nie wiem. Kiedy stanęłam przy samochodzie zdezorientowana, on z uśmiechem na ustach wskazał mi drugą stronę ulicy. Green Lake Park. Mogłam się domyślić, że to jakiś podstęp.

– Wprawdzie nie było treningu na sali, ale ostatni zrobimy tutaj. Po prostu pospacerujemy razem, a później, obiecuję, będzie kawa.

– Wiedziałam, że nie odpuścisz.

– Chodź.

– Ale jest zimno.

– Wcale nie.

Ruszył pierwszy w stronę parku. Nie było zbyt pięknie. Połowa marca, temperatura nie przekraczała dziesięciu stopni i nie widziałam oszałamiającej zieleni, która zawsze nastrajała mnie pozytywnie. Było dosyć buro i nie miałam ochoty na żadne spacery, chociaż nie chciałam jeszcze żegnać się z Owenem. Towarzyszyło mi dziwne uczucie. Cieszyłam się, że opuściłam ośrodek, ale zdawałam sobie sprawę, że będzie mi brakowało naszych wspólnych treningów, a raczej jego obecności. Zawsze był przy mnie opanowany i stanowczy, a ja tego potrzebowałam. Dzięki niemu oswoiłam się z dotykiem innego mężczyzny i przestałam się krępować swojego ciała. Nie patrzył na mnie jak na obiekt pożądania, więc mogłam się wyluzować i być sobą. Nie był mną zainteresowany, co z jednej strony przyjęłam z ogromną ulgą, ale z drugiej z lekkim rozczarowaniem. Byłam jego klientką, więc podchodził do sprawy bardzo profesjonalnie, a mimo to chyba chciałam mu się podobać. Dlaczego to takie ważne dla kobiet, żeby ktoś nas zauważył? Nie chcemy, żeby mężczyźni rzucali się na nas i od razu obłapiali, ale chodzi o to spojrzenie, które pozwala nam poczuć się przez chwilę dobrze. Ja w każdym razie chyba tego potrzebowałam. Nie chciałam być postrzegana jak coś, co można sobie wziąć, wykorzystać i zniszczyć. Potrzebowałam takiego spojrzenia i zachowania mężczyzny, które sprawiały, że czułam się dobrze w swojej skórze, bezpiecznie; chociaż przez chwilę chciałam być dla kogoś warta uwagi.

Spacerowaliśmy długo. On wspominał nasze początki i porównywał mnie do kilku swoich pacjentów, z którymi też nie od razu się dogadywał. Ja w tej chwili patrzyłam na to inaczej, ale faktycznie nie zaczęliśmy dobrze. Wtedy byłam negatywnie nastawiona do wszystkiego i wszystkich. Nie chciałam żyć. Zawaliły się wszystkie moje plany i nikt nie miał pojęcia, jak się czułam. Teraz było inaczej. Nabrałam większej odwagi i energii do życia. Już nie bałam się zmierzyć z przyszłością.

– Ścigamy się? – zapytałam i ruszyłam do lekkiego biegu.

Nie od razu zaczął biec za mną. Pomyślałam, że dawał mi fory, ale po minucie moje ciało zaczęło się poddawać. Zawroty głowy skutecznie zniechęciły mnie do dalszych gwałtownych ruchów, a nogi odmawiały mi posłuszeństwa, nie wspominając o oddechu. Rozejrzałam się za ławką i kiedy już namierzyłam jedną w odległości paru metrów, zaczęłam powłóczyć nogami w jej kierunku. Opadłam na nią bezwładnie, a Owen stanął naprzeciw mnie, oddychając zupełnie normalnie, i patrzył na mnie z politowaniem. Podniosłam głowę. Stał ze skrzyżowanymi rękami i był chyba trochę zdenerwowany. Zdążyłam go poznać podczas wspólnych treningów. W taki sposób patrzył na mnie, kiedy robiłam coś wbrew jego nakazom.

– Co to miało być? – zapytał wreszcie.

– Chciałam się trochę rozgrzać i pościgać z tobą. – Próbowałam uspokoić oddech i opanować drżenie mięśni.

– Pościgać się ze mną? – zaśmiał się. – Kobieto, wprawdzie chodzisz, ale do biegania jeszcze ci trochę brakuje. Co ci przyszło do głowy?

Usiadł koło mnie i oparł się wygodnie. Zaczynałam panować nad oddechem, ale nic nie mówiłam. Wcale się nie rozgrzałam, a na dodatek się ośmieszyłam. Faktycznie nie wiedziałam, dlaczego zaczęłam nagle biec. Uwierzyłam w swoje siły, bo byłam pewna i czułam się, jakbym mogła biec i biec. Owen nagle zaczął się śmiać, więc popatrzyłam na niego zaskoczona.

– Nie wierzę, że myślałaś o ściganiu się ze mną. – Nie mógł się powstrzymać od śmiechu. – Szkoda, że nie widziałaś się z boku.

– Dobrze, koniec nabijania się ze mnie.

– Przebiegłaś całe dziesięć metrów. – Nadal zanosił się śmiechem. – Zapiszemy cię na maraton, bo najwidoczniej myślisz, że jesteś gotowa.

– Owen – upominałam go, ale samej chciało mi się śmiać, więc też wybuchłam śmiechem.

– Biegałaś wcześniej, przed tym wszystkim? – Zaczynał się uspokajać.

– Nie. Nigdy.

– To dlaczego myślałaś, że będziesz mogła swobodnie biegać?

– Nie wiem. Chyba fajnie tak biegać. Słyszałam, że po bieganiu człowiek czuje się lepiej i że ma się więcej energii.

– Tak, ale trzeba umieć to robić. To, co ty odstawiłaś przed chwilą, trudno nazwać biegiem.

– Dobrze, już dobrze. Więcej nie będę.

– Dlaczego? Mogę ci pokazać, jak się do tego zabrać. Możemy razem trenować.

– Chyba nie stać mnie na ciebie.

– Daj spokój. Sam biegam, więc…

– Ale ja nie biegam – przerwałam mu. – Nie chcę, żebyś zaniedbywał treningi przeze mnie.

– Przecież…

– Płaciłabym ci za godzinę czy za pięć minut biegu? Bo pewnie tyle bym wytrzymała.

– Cholera, dasz mi skończyć mówić? – Zmarszczył czoło. – Masz dar szukania problemów.

– Po prostu nie wiem, jak miałoby to wyglądać.

– To po prostu daj mi powiedzieć – powiedział lekko zirytowany.

Kiwnęłam głową i już się nie odzywałam. Owen zaproponował, żebym z nim trenowała jogging. Nie chciał ode mnie żadnych pieniędzy, a ja nie rozumiałam dlaczego. Był rozchwytywanym fizjoterapeutą i nie bardzo chciało mi się wierzyć, że poświęci mi swój czas zupełnie za darmo. Nie wypadało odmawiać i sama byłam ciekawa, czy dam radę, a jeszcze w ośrodku obiecałam sobie, że będę teraz próbowała nowych rzeczy, więc jogging mógł mi nawet wyjść na zdrowie. Powiedziałam mu jednak, że muszę się zastanowić, ponieważ najpierw należało się zmierzyć z życiem i poskładaniem go na nowo.

Po godzinie w parku poszliśmy wreszcie do Starbucksa. Już dawno nie piłam tak pysznej kawy, dlatego kiedy podał mi moją porcję, zamilkłam na chwilę i delektowałam się cudownym napojem. Ta w ośrodku nie była zła, ale cieszyłam się, że już nie będę musiała jej pić. Owen kupił mi nawet czekoladowe ciacho. Sam zajadał się sernikiem. Było bardzo przyjemnie. Czułam się dobrze w jego towarzystwie. W pewnej chwili wyciągnął białą karteczkę i położył naprzeciwko mnie. Zorientowałam się, że to jego wizytówka.

– Mam nadzieję, że nigdy nie będziesz mnie potrzebować w ten sposób, ale gdybyś kiedyś zdecydowała się pobiegać albo wybrać się na spacer w doborowym towarzystwie, to zadzwoń. – Uśmiechnął się.

Inne książki tego autora