Zakochać się w BarcelonieTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Maisey Yates
Zakochać się w Barcelonie

Tłumaczenie:

Agnieszka Baranowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Hannah Weston przeklęła paskudnie i zadarła do góry brzeg sukni ślubnej, która plątała jej się pod nogami i uniemożliwiała szybkie poruszanie się i jednoczesne sprawdzanie mejli na telefonie. Miała dzisiaj nie pracować, ale nie mogła przecież zlekceważyć klientów zawierzających jej swoje miliony, tylko dlatego że postanowiła wyjść za mąż. Dotarła w końcu do zaparkowanej przed hotelem limuzyny i z ulgą opadła na tylne siedzenie. Zanim zatrzasnęła za sobą drzwi pojazdu, upchnęła wokół nóg metry białej satyny, które skutecznie ograniczały jej ruchy.

– Wybieramy się do kościoła?

Hannah zamarła. Limuzyna ruszyła, powoli przedzierając się pomiędzy innymi pojazdami zapełniającymi główną ulicę San Francisco, a ona, sparaliżowana dźwiękiem znanego jej z przeszłości głosu, nie potrafiła nawet spojrzeć na kierowcę. Ściskała mocno telefon i modliła się, by okazało się, że słuch spłatał jej figla. Powoli, ostrożnie podniosła wzrok i we wstecznym lusterku ujrzała znajome ciemnobrązowe oczy. Straciła resztki nadziei – nikt inny nie miał tak intensywnego, przenikliwego spojrzenia, bezczelnego, a jednocześnie zalotnego. Jego oczy nadal śledziły ją w snach i sprawiały, że budziła się nad ranem zlana zimnym potem, z mocno bijącym sercem. Eduardo Vega. Jeden z wielu sekretów przeszłości, które z determinacją spychała w ciemne zakątki zapomnienia. Jak widać, nieskutecznie.

– Wychodzę za mąż – wysyczała przez zaciśnięte zęby. Nie zamierzała pozwolić, by ją onieśmielił. Na nowojorskiej giełdzie słynęła z żelaznych nerwów i odwagi imponującej nawet najtwardszym graczom. Dzięki swemu charakterowi oswoiła Wall Street i zbudowała sobie pozycję w zdominowanym przez mężczyzn świecie inwestycji finansowych. Nie bała się niczego.

– Nie sądzę, Hannah, nie dzisiaj. Chyba że nie obawiasz się oskarżeń o bigamię.

Otworzyła usta, ale zaskoczenie odebrało jej mowę.

– Nie jesteś wolna – wyjaśnił uprzejmie Eduardo i uśmiechnął się tryumfalnie.

– Jestem, rozwiedliśmy się, wysłałam ci papiery…

– Niestety.

– Jak to niestety?! – Z trudem powstrzymała się przed podniesieniem głosu.

Nigdy go do końca nie rozumiała. Jej były mąż pozostał dla niej obcym człowiekiem, mimo że przez sześć miesięcy mieszkali we wspólnym domu. Mieli osobne pokoje i sypialnie, nawet posiłki jedli oddzielnie. Jedynie w weekendy, gdy wybierali się na cotygodniowe obiady do rodziców Eduarda, udawali zgodną, zakochaną parę. Rozmawiali tylko przy obcych, gdy wychodzili na przyjęcia i kolacje, podczas których Eduardo obejmował ją niczym troskliwy mąż. W rzeczywistości był bogatym, inteligentnym i bezlitośnie skutecznym biznesmenem, kompletnie pozbawionym empatii i skrupułów. Użył szantażu, żeby zmusić ją do małżeństwa, i nigdy nie dał jej odczuć, że ma jakiekolwiek wyrzuty sumienia z tego powodu. Nic dziwnego, że nigdy nie zdołała o nim zapomnieć.

– Gdybyś zostawiła jakiś adres, wiedziałabyś, że rozwód nie został sfinalizowany, ale ty wolałaś zniknąć bez śladu, Hannah, prawda? Uciekłaś. – Posłał jej kolejny cyniczny, śnieżnobiały uśmiech.

– Co znowu wymyśliłeś? – zapytała lodowatym tonem i jęknęła w duchu. Nie musiała mu się tłumaczyć i nie zamierzała dać się sprowokować mało subtelnym aluzjom. Spojrzała dumnie we wsteczne lusterko i wytrzymała jego wzrok bez mrugnięcia okiem. Za godzinę wychodziła za mąż za Zacka, szanowanego miliardera, który nie wymagał od niej miłości i traktował ich małżeństwo jak dobrą inwestycję. Dzięki niemu jej imponująca kariera miała nabrać jeszcze większego tempa.

– Ja? Nic. Rozwód to skomplikowany proces, może pojawiły się jakieś komplikacje? – Zrobił niewinną minę, na którą oczywiście nie dała się nabrać. Ledwie wyczuwalny hiszpański akcent sprawiał, że nawet najokrutniejsze słowa w zmysłowych ustach Eduarda brzmiały jak pieszczota.

– Ty draniu!

Hannah zamknęła skrzynkę poczty elektronicznej w telefonie i ostentacyjnie zaczęła wybierać numer.

– Dzwonisz do kogoś?

– Na policję!

– I co im powiesz? Przyznasz się do wszystkiego? Opowiesz o swojej przeszłości? – Tym razem nie uśmiechał się, jego ciemne oczy wpatrywały się w nią złowieszczo. Hannah rzuciła telefon na siedzenie. Jej umysł pracował na pełnych obrotach. Eduardo doskonale wiedział, że nie może sobie pozwolić na interwencję policji, musiała więc szybko coś wymyślić, by jej starannie obmyślony plan zamążpójścia nie legł w gruzach.

– Czego chcesz, żeby zostawić mnie w spokoju? – rzuciła tonem wytrawnego negocjatora, który doskonale wie, że nie ma nic za darmo.

– Niestety, to nie wchodzi w grę. Jedziemy do mojego hotelu.

– W takim razie dzwonię na policję – blefowała, ale bez przekonania. Jakby na potwierdzenie jej złego przeczucia Eduardo, nie odwracając nawet głowy, zapytał niskim złowieszczym głosem:

– Przedstawisz się jako Hannah Mae Hackett?

W samochodzie zapadła cisza. Jej prawdziwe nazwisko nadal przyprawiało ją o nerwowy skurcz żołądka, zwłaszcza że nie słyszała go od dawna.

– Zmieniłam nazwisko i w świetle prawa teraz nazywam się Hannah Weston – warknęła.

– Ale twoje świadectwo maturalne w świetle prawa to zaledwie bezwartościowy papier. Fałszowanie dokumentów to, zdaje się, przestępstwo? Dodajmy do tego wyłudzenie uniwersyteckiego stypendium…

– Pięć lat temu odbyliśmy podobną rozmowę. Wtedy zmusiłeś mnie do małżeństwa, grożąc, że wszystko wyjawisz. O co chodzi tym razem? – Nie miała zamiaru przeciągać tej absurdalnej sytuacji i pozwolić, by błędy przeszłości zagroziły przyszłości. Musiała tylko wybrnąć z tego lepiej niż poprzednim razem. Eduardo milczał. Samochód zwolnił i stanął na krawężniku naprzeciwko wejścia do luksusowego hotelu. Marmur, złocenia i eleganccy portierzy w liberii – wszystko to wydawało jej się kiedyś nieosiągalnym marzeniem. Dzięki sprytowi, determinacji i ciężkiej pracy, a przede wszystkim odwadze, by wziąć swój los we własne ręce, dzisiaj sama mogła pozwolić sobie na wynajmowanie pokoju w najlepszych hotelach w kraju. Wielkie apartamenty z pachnącą jedwabną pościelą nadal wprawiały ją w euforię i sprawiały, że niczym mała dziewczynka skakała po wielkim łóżku i tarzała się wśród puszystych poduszek. Jednak dzisiaj widok majestatycznego budynku nie wprawił jej w radosną ekscytację. Eduardo wysiadł z limuzyny i otworzył drzwi po jej stronie. Odruchowo cofnęła się w głąb samochodu.

– Mój szofer na pewno czeka na zwrot samochodu.

– Zapłaciłem mu tyle, że zapomniał nie tylko o limuzynie, ale i o tobie, moja droga.

Hannah parsknęła gniewnie i zebrawszy poły sukni, zaczęła z trudem wysiadać.

– Świat jest pełen chciwych niegodziwców, nieprawdaż, droga żono? – Eduardo uśmiechnął się złośliwie i zatrzasnął drzwiczki.

– Ty wiesz najlepiej, ilu was jest, mój drogi mężu – odgryzła się natychmiast i strzepnęła pogniecioną suknię. Zauważyła, że jej zgryźliwość nadal nie robi na nim najmniejszego wrażenia. Tak jak przed laty lekceważył jej fochy i zachowywał pobłażliwy dystans, podczas gdy ona aż wrzała w środku, i to nie tylko z wściekłości. Niestety, ku szczerej rozpaczy Hannah, męski magnetyzm postawnego, ciemnookiego, zawsze nienagannie eleganckiego Latynosa, działał na nią mocniej, niżby tego chciała. Zawsze zachowywał się jak pan i władca, co sprawiało, że traciła poczucie kontroli nad własnym życiem, a tego zawsze obawiała się najbardziej.

Wzruszyła ramionami, uniosła wysoko głowę i ruszyła do wejścia, starając się zignorować ciepły, kuszący zapach jego wody kolońskiej. Zdecydowanym krokiem weszła do lobby i zatrzymała się przy recepcji. Wyglądała na pewną siebie kobietę sukcesu, ale jej rozgorączkowany umysł miotał się w poszukiwaniu wyjścia z koszmarnej sytuacji, w której właśnie się znalazła. Recepcjonistka rozpromieniła się na widok Eduarda, który stanął tuż za Hannah i objął ją w talii. Przez sekundę pragnęła oprzeć się o jego szeroką pierś i schronić w silnych męskich ramionach, ale szybko się opanowała. Odpowiedziała recepcjonistce równie szerokim i równie sztucznym uśmiechem.

– Pan Vega! Szampan już czeka na państwa w apartamencie dla nowożeńców. – Młoda pracownica hotelu wręczyła Eduardowi kartę magnetyczną.

– Tylko jeden?! – Hannah wyzwoliła się z objęć męża i ujęła się pod boki. – Potrzebuję co najmniej trzech, żeby za szybko nie wytrzeźwieć!

Szok malujący się na twarzy recepcjonistki sprawił jej satysfakcję.

– Żona żartuje, oczywiście. – Chwycił ją za łokieć i poprowadził w stronę windy, cały czas uśmiechając się szeroko. Gdy drzwi windy zamknęły się, spoważniał natychmiast i wycedził przez zaciśnięte zęby: – To było kiepskie, Hannah.

Uśmiechnęła się tryumfalnie i odrzuciła włosy zmysłowym, prowokacyjnym gestem. Nie sprawiało jej to żadnej przyjemności, ale za nic w świecie nie zamierzała okazać słabości, zwłaszcza przed Eduardem.

– Żartujesz chyba? W udawaniu nie mam sobie równych.

– To akurat prawda. – Rzucił jej ponure spojrzenie i Hannah poczuła, jak uchodzi z niej powietrze.

– Ciekawe, dlaczego nie próbujesz nawet udawać, że jesteś zrozpaczona. Twój ukochany czeka na ciebie przed ołtarzem. – Przyglądał jej się ciekawie.

– Nie masz pojęcia o moim związku z Zackiem, więc nie próbuj mi mówić, jak powinnam się zachowywać. Cały czas mam nadzieję, że się opamiętasz i odwieziesz mnie na czas do kaplicy. – Wyobraziła sobie Zacka nerwowo przestępującego z nogi na nogę, uśmiechającego się niepewnie do zgromadzonych w kaplicy gości i zrobiło jej się słabo na myśl o upokorzeniu, jakie mu zafundowała.

 

– Wasz ślub i tak nie byłby legalny. Już ci tłumaczyłem.

– Proszę cię, nie mówisz chyba poważnie? Sądzisz, że ci uwierzę? Co się stało? Może jeszcze powiesz, że zapomniałeś odesłać papiery rozwodowe?! – prawie krzyczała. Jedynie Eduardo potrafił ją sprowokować do tak emocjonalnej reakcji.

– Dlaczego tak trudno w to uwierzyć, moja droga?

Mówił cicho i powoli, a wokół jego oczu widniało kilka zmarszczek, których wcześniej nie zauważyła. Nie wyglądał jak dawny Eduardo – zawsze skory do wygłupów i nietraktujący niczego poważnie. Nawet odkrycie jej sekretu potraktował jako niezły pretekst do sprawienia psikusa ojcu nalegającemu, żeby się ustatkował. Zaaranżował małżeństwo z młodziutką, ubogą amerykańską studentką bez koneksji. Świetnie się przy tym bawił.

Teraz w jego oczach nie widziała już rozbawienia, jedynie ponury błysk i żelazną determinację. Spoważniał, posmutniał i, paradoksalnie, wydawał jej się o wiele bardziej interesujący niż pięć lat temu. Zegar na ścianie wskazywał godzinę ślubu. Zack na pewno zaczynał się niepokoić. Przyszłość, po której tyle sobie obiecywała, nagle wydawała się bardzo odległa, a przeszłość znów wdarła się w jej życie.

– Dla ciebie to tylko zabawa, prawda? Tak jak nasze małżeństwo. Bawił cię fakt, że zrobiłeś ojcu na złość, żeniąc się z kimś takim jak ja, i nie obchodziło cię, co czuję.

– Miałaś oddzielną sypialnię i całe skrzydło domu do swojej dyspozycji. Ani razu nie spróbowałem wykorzystać sytuacji ani cię do niczego zmusić. Po sześciu miesiącach, tak jak się umówiliśmy, pozwoliłem ci odejść. Zapominasz też chyba, że na odchodne dostałaś okrągłą sumkę.

Zacisnęła mocno zęby.

– Nie tknęłam twoich pieniędzy – syknęła. Uciekając, po raz pierwszy faktycznie czuła się jak oszustka. Rodzina Eduarda, wbrew wszystkiemu, okazała jej wiele serca i przyjęła bez zastrzeżeń, choć na to nie zasługiwała. – Możesz dostać z powrotem swoje dziesięć tysięcy dolarów, co do grosza. I tak nie zauważę różnicy w stanie konta.

– Tak, podobno jesteś w tym dobra.

Zauważyła, że spoważniał. Przyglądał jej się intensywnie, aż poczuła się nieswojo.

– W czym?

– W finansach. Inwestowanie, zarządzanie, planowanie, takie tam.

– Istotnie, takie tam to teraz moja specjalność – parsknęła, zagniewana lekceważącym opisem dziedziny, w której nie miała sobie równych.

– To dobrze, bo właśnie do tego cię potrzebuję.

– Potrzebujesz konsultacji finansowej? – Hannah spojrzała na niego podejrzliwie.

– Mój ojciec zmarł dwa lata temu. – Eduardo wyglądał przez okno i unikał jej wzroku. Natychmiast przypomniała sobie wspaniałego, charyzmatycznego seniora rodu Vega. Wymagający jako szef i jako ojciec posiadał jednak wyjątkowo cenną cechę: nie było mu wszystko jedno. Z równym zaangażowaniem dbał o firmę, jak i o rodzinę, a zwłaszcza o najstarszego syna, który, w przeciwieństwie do ojca, niczego nie traktował poważnie. Jej ojciec ledwie pamiętał, że ma córkę, więc Hannah potrafiła docenić autentyczną troskę surowego Miguela Vegi. Podczas swego krótkiego epizodu jako członka rodziny przywiązała się bardzo zarówno do seniora rodu, jak i do jego dystyngowanej żony Carmeli, oraz ich przemiłej córki, młodszej siostry Eduarda, ukochanej przez wszystkich Seleny. Musiało im być bardzo ciężko po śmierci męża i ojca, pomyślała z wielkim żalem.

– Przykro mi – wykrztusiła.

– Mnie też – powiedział Eduardo. – Teraz ja muszę zarządzać Vega Communications.

Przez chwilę milczała zaskoczona – dla Eduarda przewodzenie wielkiej firmie telekomunikacyjnej nie powinno stanowić najmniejszego problemu. Jeszcze za życia ojca, mimo młodego wieku i reputacji niefrasobliwego playboya, wykazywał się niezwykłą zdolnością podejmowania trafnych decyzji i wielkim talentem strategicznym.

– Masz jakieś problemy? – spytała ostrożnie.

– Można tak powiedzieć. – Posępny wyraz twarzy Eduarda dowodził, że przeszli w końcu do sedna sprawy i powodu, dla którego zamiast w kaplicy, znajdowała się teraz w hotelu z mężczyzną, o którym od pięciu lat bezskutecznie próbowała zapomnieć.

– Mogę przejrzeć stan finansów po ślubie – zaproponowała z nadzieją w głosie.

Eduardo potrząsnął zdecydowanie głową.

– Nie ma mowy, moja droga, to niemożliwe – odparł smutno.

– Dlaczego? – Nadzieja ustąpiła miejsca desperacji. Hannah zerknęła na zegar i uświadomiła sobie, że od co najmniej kilkunastu minut Zack znosi pełne politowania spojrzenia gości i zastanawia się, co się stało. Mimo że nie połączyła ich miłość, mieli dla siebie wiele szacunku i sympatii, co dla Hannah stanowiło szczyt marzeń. Przez upartego playboya, który już raz zabawił się jej kosztem, marzenie o ślubie i w miarę normalnym życiu legło w gruzach.

– Przykro mi, Hannah, ale musisz wrócić ze mną do Hiszpanii.

– Jesteś skończonym draniem, wiesz? – nie wytrzymała.

– Powtarzasz się – odpowiedział i skrzywił się z niesmakiem.

Mimo że trzymał ją w garści, nie wyglądał na rozbawionego. Pięć lat temu w jego oczach widać było przekorne rozbawienie, teraz uśmiech nie docierał do ciemnych, smutnych oczu. Może zmieniła go śmierć ojca, pomyślała ze współczuciem, ale szybko się zreflektowała. Nie mogła sobie pozwolić na ludzkie odruchy w stosunku do szantażysty.

– Dlaczego muszę wrócić z tobą do Hiszpanii? – zapytała lodowatym tonem.

– Nikt nie może się zorientować, że w Vega Communications coś nie gra, ani konkurencja, ani moja rodzina. Nikt.

Rozumiała tę potrzebę zachowania choćby pozorów panowania nad sytuacją. Powoli zaczynała się domyślać, czego od niej oczekiwał.

– Nie chcesz zatrudnić zewnętrznego konsultanta, więc mam wrócić niczym żona marnotrawna i udawać, że się pogodziliśmy, by w sekrecie zdiagnozować stan finansów twojej firmy i znaleźć rozwiązanie ewentualnych problemów? – upewniła się.

– Coś w tym stylu – burknął niechętnie.

Powoli na twarzy Hannah pojawił się pełen satysfakcji uśmiech. Eduardo miał kłopoty i potrzebował jej pomocy, a więc teraz to ona miała przewagę. Poczuła przyjemny przypływ adrenaliny.

– Potrzebujesz mnie, przyznaj.

– Hannah…

– Nie! Jeśli mam ci pomóc, musisz przyznać, że mnie potrzebujesz. Nie jestem już wystraszoną studentką, która zrobi wszystko, by nie wylecieć ze studiów.

Spojrzał jej prosto w oczy.

– Nigdy nie byłaś wystraszona, co najwyżej wściekła, może zdesperowana – odgryzł się.

– Za to teraz ty wyglądasz na zdesperowanego – zauważyła z mściwą satysfakcją. – Przynajmniej poproś – zażądała.

Eduardo zacisnął mocno pieści. Najwyraźniej stwierdził, że nie ma innego wyjścia, bo po chwili pełnego napięcia milczenia, wycedził przez zaciśnięte zęby:

– Proszę.

Hannah uniosła wysoko głowę i uśmiechnęła się tryumfalnie.

– Grzeczny chłopiec – pochwaliła.

Eduardo zamarł i przez dłuższy czas stał całkowicie nieruchomo. Tylko jego gorejące oczy zdradzały, że gorączkowo rozważa swój następny ruch. Napięte mięśnie przedramion drgały nerwowo i Hannah wpatrywała się jak zahipnotyzowana w śniadą, gładką skórę i duże, silne dłonie zaciśnięte w pięści. Wiedziała, że pod wpływem napięcia gorącokrwisty Hiszpan może zrobić coś niespodziewanego, ale nie czuła strachu. Eduardo, cokolwiek by o nim powiedzieć, nigdy nie uderzyłby kobiety. Mógłby natomiast zaznaczyć swoją dominację namiętnym, pożądliwym pocałunkiem, pomyślała z rozmarzeniem, a jej serce zabiło szybciej. Nagle Eduardo rozluźnił się.

– Hardo sobie poczynasz jak na osobę, która może wszystko stracić, jeśli prawda wyjdzie na jaw.

Wzruszyła ramionami, ale w głębi duszy musiała przyznać mu rację. Utrata dyplomów, pracy i majątku oznaczałby powrót do Arkansas i mieszkanie w przyczepie, powrót do wegetacji bez żadnych perspektyw na poprawę losu. Nie zamierzała aż tak ryzykować.

– Widzę, że z mojego ślubu nici – westchnęła ciężko. – Dlaczego mnie to spotyka? Przecież nigdy nie zrobiłam nikomu żadnej krzywdy.

Eduardo spojrzał na wysoką, szczupłą blondynkę w sukni ślubnej, swoją żonę, która wyglądała dokładnie tak, jak ją zapamiętał. Wiele rzeczy zatarło się w jego szwankującej pamięci, ale obraz tej pięknej kobiety pozostał równie wyraźny, jak w dniu, gdy zobaczył ją po raz pierwszy. Mimo że nigdy nie była jego prawdziwą żoną, stanowiła część przeszłości, którą z wielkim wysiłkiem próbował odtworzyć, by dowiedzieć się, kim był. Miał nadzieję, być może nierozsądną, że widok Hannah w magiczny sposób pomoże mu poskładać rozrzucone fragmenty układanki. I nawet jeśli się mylił, musiał sprawdzić dlaczego. Mimo że z jego pamięci ulotniło się wiele, wspomnienie dumnej blondynki nie straciło nic ze swej ostrości. Na szczęście wykazał się refleksem i zdążył na czas – a ostatnio nie zdarzało mu się to często. Szczerze mówiąc, nie dbał o to, jak Hannah osiągnęła swój cel. Podziwiał jej determinację w dążeniu do poprawy swojego losu. Zasługiwała na wszystko, co miała, a nawet więcej.

– Zrobiłaś, co musiałaś, nie przejmując się konwencjonalnymi normami moralności. Teraz ja postępuję tak samo: muszę ratować Vega Communications. – Nie zamierzał jej przepraszać, ale chciał przynajmniej być z nią szczery.

Hannah nadąsała się na moment, ale ciekawość wkrótce wzięła górę nad złością. Nie chciała też przepuścić okazji do małej złośliwości.

– Dlaczego pozwoliłeś, żeby firma popadła w tarapaty?

– Żadne tarapaty. – Nie przyznałby się do słabości, nawet gdyby od tego miało zależeć jego życie. Postanowił zachować twarz i nie wdawać się w szczegóły.

– Ze wszystkim sobie radzę, ale nie jestem ekspertem w dziedzinie finansów.

– Powinieneś zatrudnić specjalistę.

– Nie spisał się najlepiej.

– I nie zauważyłeś tego w porę?

Pomyślał o codziennej walce, jaką musiał stoczyć, by utrzymać jako taki porządek w firmie, o nawracających migrenach i, przede wszystkim, o momentach, gdy wydawało mu się, że już nigdy nie odzyska dawnej łatwości życia i pracy. Narastająca panika dawała o sobie znać metalicznym posmakiem w ustach i szumem w uszach. Czy jeszcze kiedyś będzie jak dawniej? Zamknął oczy i wziął kilka głębokich oddechów. Nie ma czasu, żeby się na sobą użalać.

– Byłem zbyt zajęty – odpowiedział przez zaciśnięte zęby.

– Podrywaniem panienek?

– Jasne, co noc inna – zripostował i sam się skrzywił, słysząc, jak łatwo przychodzi mu kłamstwo. Trzeba przyznać, że Hannah starała się, jak mogła, żeby go rozzłościć, ale niefortunny uraz głowy sprawił, że niewiele rzeczy potrafiło wywołać w nim silne emocje. Nie ekscytował się łatwo, więc wielu znajomych uznawało go teraz za nudziarza. I co najdziwniejsze, wcale go to nie martwiło. Wraz z bólami głowy, utratą pamięci i zdolności koncentracji dostał także podarunek od losu: wieloma rzeczami przestał się przejmować. Wzruszył ramionami i dodał:

– Żadnej nie obiecywałem małżeństwa.

Zaważył, że Hannah ledwo powstrzymała się przed obrzuceniem go wyzwiskami.

– Kochasz go? – zapytał. Wyrzuty sumienia nie powstrzymały go wprawdzie przed zrealizowaniem planu, ale wolałby, jak dawniej, nie czuć ich w ogóle.

Zaprzeczyła ruchem głowy.

– On zresztą mnie też nie kocha – dodała po chwili milczenia. – Żadne z nas nie ma czasu na porywy serca, ale lubimy się. I nie bawi mnie wystawianie go na pośmiewisko. – Na jej twarzy odmalował się szczery smutek. Najwyraźniej miała jednak jakieś uczucia, stwierdził z przekąsem Eduardo. Szybko jednak na twarz Hannah powróciła maska bezdusznej kobiety sukcesu.

– Muszę wykonać jeden telefon.

– Do Zacka? – uśmiechnął się bezczelnie.

– Do mojej asystentki.

Po krótkiej wymianie zdań policzki Hannah płonęły, a oczy świeciły się niezdrowo.

– Mam nadzieję, że jesteś z siebie dumny. Właśnie wysłałam asystentkę do kaplicy z wiadomością dla Zacka.

– Nie jestem, ale postaram się wynagrodzić ci wszystkie… niedogodności.

– Ciekawe jak?

– Jeśli pomożesz mi postawić firmę na nogi, będziesz mogła ogłosić swój sukces i zapisać go na swoje konto. Dam ci też rozwód. – Zamilkł nagle, bo nie zamierzał iść na takie ustępstwa. Spontaniczna obietnica wymknęła mu się niepostrzeżenie. Sam nie rozumiał, dlaczego czuł potrzebę odwdzięczenia się Hannah.

– Mówisz poważnie? – Przyglądała się mu z niedowierzaniem.

– Oczywiście. Będziesz też mogła mnie publicznie sponiewierać i zmieszać z błotem. Trudno, moje ego jakoś to przeboleje. – Od wypadku jego poczucie własnej wartości i tak wystawione było na ciągłą próbę, więc jedno upokorzenie mniej lub więcej nie robiło wielkiej różnicy.

 

– I na pewno dasz mi rozwód? Wybacz, ale nie dziwisz się chyba, że ci nie ufam.

– Nie dziwię się. – Nie przyznał jej się, że zapomniał odesłać papiery, a kiedy już się zorientował, uznał ten błąd wynikający z powypadkowej amnezji za prawdziwe zrządzenie losu.

– W porządku. Umowa stoi. – Wyciągnęła do niego szczupłą, delikatną dłoń. Wydawała się taka krucha! On jednak wiedział, że w drobnym ciele kryje się wola ze stali.

Uśmiechnął się i mruknął z błyskiem w oku:

– Grzeczna dziewczynka!