Kobiety Valentiego

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ TRZECI

W drodze do willi Renza ogarnął niepokój połączony z irytacją. Zauważył, że kobieta – której imienia dowiedział się z dokumentów – rozgląda się po jego samochodzie włoskiej marki z miną osoby zupełnie nieobytej w świecie. Nie zastanawiał się jednak nad tym zbyt długo, wracając do analizy obecnej sytuacji. Esther Abbot, amerykańska turystka, podróżująca po świecie z plecakiem, nosiła w brzuchu jego dziecko. Oczywiście, musiał to wszystko jeszcze potwierdzić w rozmowie z Ashley, ale czuł się zmuszony wierzyć Esther, choć nie miał ku temu wyraźnego powodu.

Kierował się jedynie intuicją i to go trochę rozbawiło. Rzadko ufał przeczuciom w sprawach osobistych. Jeśli już, to potrafił zawierzyć swoim instynktom seksualnym i bystremu intelektowi, który wydawał się bez zarzutu.

Natomiast w interesach intuicja rzadko go zawodziła. Kiedy się zastanawiał, gdzie inwestować pieniądze i jakie nieruchomości kupić, prawie nigdy się nie mylił. Odziedziczył tę umiejętność po ojcu i kierował się nią w biznesie. Jednak w innych dziedzinach nie potrafił rozeznać się tak dobrze i nie wydawał się taki nieomylny. Jego nieudane małżeństwo z Ashley wyraźnie o tym świadczyło.

Jillian była kolejnym przykładem.

Kobiety. Wydawało się, że postępuje z nimi niemądrze. Choć starał się zbytnio nie angażować, to jednak miał skłonność do wynajdywania sobie kobiet, które w jakiś sposób go wikłały.

Spojrzał z ukosa na Esther, a potem szybko przeniósł wzrok z powrotem na drogę. Z nią nie będzie miał takiego problemu. To prosta dziewczyna. Ładna, co prawda, ale jej duże piwne oczy nie były w żaden sposób podkreślone. Ciemne brwi nieco zbyt gęste jak na jego gust. Oczy miała lekko podkrążone, lecz nie wiedział, czy to z przepracowania, czy też po prostu zawsze tak wyglądała.

Przywykł do kobiet w pełnym makijażu, a ona zupełnie nie była umalowana. Usta miała pełne i kształtne i to wydało mu się w niej najładniejsze. Sylwetkę zgrabną, nieduże piersi, ale pięknie uformowane, i najwyraźniej nie nosiła stanika. Jej biust jednak nie miał znaczenia. Interesowało go jedynie jej łono i to, że znajduje się w nim jego dziecko.

Skręcił ostro na podjazd, zostawiając bramę otwartą. Wysiadł z samochodu, obszedł go dookoła i otworzył drzwi od strony pasażera.

– Witam w domu – powiedział, wiedząc, że jego głos nie brzmi zbyt zapraszająco.

Przygryzła dolną wargę, podnosząc plecak, i wysiadła, przyciskając go do piersi. Rozejrzała się dookoła szeroko otwartymi oczami.

– Byłaś tutaj zaledwie kilka dni temu – powiedział. – Nie musisz się czuć taka onieśmielona.

– Ty mnie onieśmielasz – odparła, spoglądając na niego. – I ten dom… jak pałac. Wiem, że byłam tu wcześniej, ale teraz jest inaczej. Wtedy byłam zaaferowana, żeby powiedzieć ci o dziecku. Nie sądziłam, że tu zostanę.

– Czy nadal chcesz udawać, że wolisz mieszkać w hostelu? Nie musisz przede mną grać. Zgodziłaś się urodzić dziecko za pieniądze. Nie wmówisz mi, że nie interesują cię rzeczy materialne.

Pokręciła głową.

– Nie, nie interesują mnie tak, jak myślisz. Chcę iść na studia…

– Ile masz lat?

– Dwadzieścia trzy.

Była w podobnym wieku, co jego siostra, Allegra. Gdyby był człowiekiem, który potrafi odczuwać współczucie wobec obcych, to pewnie teraz by to poczuł. Ale takie sentymenty opuściły go już dawno temu, a empatię zastąpiło niejasne poczucie troski.

– I nie masz możliwości otrzymania stypendium?

– Nie. Musiałam zapłacić, żeby przystąpić do egzaminu ze szkoły średniej. Właściwie nie chodziłam do liceum, ale wyniki mam wystarczająco dobre, żeby dostać się do kilku uczelni. Muszę tylko zebrać trochę pieniędzy.

– Nie chodziłaś do szkoły średniej?

Zacisnęła usta.

– Nauczano mnie w domu. W każdym razie nie potrzebuję pieniędzy po to, żeby kupić sobie jacht. Poza tym przecież nikt nie godzi się na urodzenie dziecka komuś obcemu za darmo.

– Racja. Chodźmy tędy.

Prowadził ją do willi, nagle zupełnie skołowany. Gosposia poszła już do swojej kwatery, a on pozostał z tą ancymonką, z którą musiał sobie jakoś poradzić.

– Pewnie jesteś zmęczona.

– Raczej głodna – odparła.

Zacisnął zęby.

– Kuchnia jest tam.

Zaprowadził ją korytarzem do kuchni. Dom był stary, z kamienia, i liczył sobie kilka wieków, wewnątrz jednak urządzono go wytwornie i nowocześnie. Renzo otworzył dużą lodówkę w kolorze stali.

– Weź sobie, co chcesz.

Mówiąc to, zdał sobie sprawę, że większość produktów znajdujących się w lodówce to składniki, a nie potrawy gotowe do jedzenia. Przypomniał sobie jednak, że gospodyni często zostawia mu w zamrażalce gotowe porcje na wszelki wypadek.

Nieczęsto jadał w domu i pewnie wyszedłby zaraz coś zjeść, gdyby nie było w pobliżu kogoś ze służby, kto przygotowałby mu jakieś danie. Tego wieczoru jednak akurat nigdzie się nie wybierał.

W końcu znalazł coś, co wyglądało na pojemnik z makaronem.

– Proszę bardzo – powiedział, stawiając go przed zdziwioną Esther.

Nie zamierzał zostawać w kuchni, żeby zobaczyć, co ona z tym zrobi. Poszedł na górę do gabinetu. Przez chwilę chodził po pokoju, a potem usiadł za biurkiem, wziął telefon i wybrał numer byłej żony.

Ashley odebrała już po dwóch sygnałach.

– Renzo – odezwała się znudzonym głosem. – Czemu zawdzięczam tę przyjemność?

– Nie wiem, czy uznasz naszą rozmowę za przyjemność, kiedy usłyszysz, co mam do powiedzenia.

– Już od kilku miesięcy rozmowy z tobą nie są zbyt miłe.

– Byliśmy małżeństwem tylko przez pół roku, więc chyba przesadzasz.

– Raczej nie. Jak myślisz, dlaczego zadawałam się z innymi facetami, żeby mnie zadowolili?

– Jeśli mówisz o zadowoleniu psychicznym, to mam kilka odpowiedzi. Ale jeżeli sugerujesz, że nie zaspokajałem cię fizycznie, to będę musiał zarzucić ci kłamstwo.

– W życiu nie tylko seks się liczy. Jest wiele innych spraw.

– Owszem. W istocie jest pewna sprawa związana z kobietą, która znajduje się obecnie w mojej kuchni.

– Jesteśmy rozwiedzeni – odparła Ashley ostro. – Nie interesuje mnie, kto jest w twojej kuchni czy też w łóżku.

– Ale tu chodzi o Esther Abbott, która twierdzi, że zawarłaś z nią umowę, żeby urodziła nasze dziecko.

Nastała cisza. Niemal poczuł satysfakcję, że zmusza Ashley do milczenia. Niełatwo było to osiągnąć. Nawet gdy przyłapał ją w łóżku z innym mężczyzną, gadała bez końca i wykrzykiwała swoje racje. Nigdy nie dawała za wygrana i nie pozwalała, by ktoś miał ostatnie słowo.

Jej milczenie teraz było bardzo wymowne. Nie wiedział jednak, czy wynika z zaskoczenia, czy też z rozczarowania, że jej postępek wyszedł na jaw.

– Myślałam, że to uratuje nasz związek. Ale to było przed… orzeczeniem rozwodu. Przed tym, jak dowiedziałeś się o innych.

– O pięciu innych mężczyznach, z którymi sypiałaś w trakcie naszego małżeństwa?

– Chyba siedmiu. – Zaśmiała się.

Nie miało to dla niego znaczenia, czy było ich pięciu, czy siedmiu, czy też ten jeden, z którym ją przyłapał. I wydawało się, że Ashley też nie zależy na prawdzie – dla niej liczyły się zdobyte punkty.

– A więc nie zaprzeczasz – stwierdził oschle.

– Nie. – W jej głosie wyczuwało się napięcie.

– Jak to zrobiłaś?

Zaśmiała się, zniecierpliwiona.

– No cóż, kochanie, ostatnim razem, kiedy spaliśmy ze sobą, użyłeś prezerwatywy. Po prostu… wykorzystałam ją po tym, jak ją wyrzuciłeś. Lekarzowi to wystarczyło.

Zaklął.

– Do czego jeszcze potrafisz się zniżyć?

– Pewnie się okaże – odparła twardo. – Mam jeszcze sporo do przeżycia, ale nie martw się, Renzo, nie będziesz miał w tym udziału. Moje długi nie są twoim problemem.

– Ta kobieta nosi w brzuchu nasze dziecko – powtórzył, próbując wrócić do tematu.

– Bo jest uparta. Powiedziałam jej, że może przerwać ciążę, i oświadczyłam, że nie zapłacę jej pozostałej części honorarium.

– Tak, wiem. Rozmawiałem z nią. Dzwonię tylko po to, żeby to potwierdzić.

– Co zamierzasz zrobić?

Dobre pytanie. Oczywiście planował wychować to dziecko, ale jak wytłumaczy to rodzicom i innym? Przecież pojawią się informacje w gazetach, które jego syn lub córka kiedyś przeczytają. Będzie więc musiał albo otwarcie opowiedzieć o podstępie Ashley, albo też wymyślić jakąś historię o matce porzucającej własne dziecko.

Surogactwo nie było jednak dozwolone we Włoszech. Żadna tego rodzaju umowa nie będzie obowiązywać w granicach tego kraju i mógł to wykorzystać z pożytkiem dla siebie.

– Nic nie muszę z tym robić – odparł stanowczo. – Esther Abbott jest w ciąży, a dziecko jest moje i wezmę za nie odpowiedzialność.

– Ale jaki będzie twój następny krok, Renzo?

Wiedział jaki. Nie miał co do tego wątpliwości. Znalazł się kiedyś w podobnym położeniu, lecz wtedy nie panował nad sytuacją. Kobieta, która była w to wplątana, jej mąż i rodzice Renza, wszyscy podejmowali wówczas decyzje za niego. Nierozważny romans z Jillian kosztował go dużo, nie tylko stanowił inicjację w życie seksualne.

W wieku szesnastu lat po raz pierwszy został ojcem. Zakazano mu jednak kontaktów z córką. Starannie obmyślana historia, która miała chronić małżeństwo Jillian, jej rodzinę, dziecko oraz reputację Renza, została przez wszystkich zaakceptowana.

Przez wszystkich oprócz jego samego.

Nie zamierzał pozwolić, by coś takiego wydarzyło się ponownie. Nie da się teraz odsunąć na bok. Nie chciał narażać siebie ani swojego potomka na niepewne jutro. Było więc tylko jedno wyjście z sytuacji.

– Zrobię to, co powinien uczynić w takiej sytuacji każdy odpowiedzialny mężczyzna. Ożenię się z Esther Abbott.

 

Esther nigdy nie widziała takiej kuchni jak ta w domu Renza. Ponad dziesięć minut zastanawiała się, jak włączyć kuchenkę mikrofalową. W końcu jej się to udało, ale w podgrzanym makaronie z sosem nadal były zimne grudki. I tak jednak zjadła go z apetytem.

Pewnie dlatego, że była głodna i zmęczona, a makaron należał do jej ulubionych nowych dań. Co prawda, znała go już wcześniej, ale w innej postaci, nie w takiej, w jakiej podawano go we Włoszech. Jej matka dodawała zwykle kluski do zupy.

Uwielbiała odkrywać nowe rzeczy do jedzenia podczas swoich podróży. Angielskie bułeczki z gęstą śmietaną, makaroniki we Francji. Czasem brakowało jej trochę razowego chleba z gulaszem – prostych potraw, które matka przygotowywała w domu od podstaw.

Poczuła nagłą tęsknotę za rodziną, choć zdarzało się to rzadko. Życie z nimi było trudne. Zupełnie nie takie, jakie chciałaby wieść, tym niemniej wydawało się bezpieczne i przez wiele lat nie znała nic innego.

Zamrugała, nabijając na widelec kolejną porcję makaronu, gdy usłyszała zbliżające się kroki i do kuchni wszedł Renzo.

– Właśnie rozmawiałem z Ashley.

Makaron nagle przestał jej smakować.

– Pewnie powiedziała coś, czego nie chciałeś usłyszeć.

– Masz rację.

– Przykro mi. Ale to prawda, że nie przyszłam tutaj po to, żeby cię wykorzystać lub oszukać. Nie podrobiłam tych dokumentów. Nawet nigdy wcześniej nie byłam u prawdziwego lekarza, dopiero wtedy, jak Ashley zabrała mnie na ten zabieg.

Ściągnął brwi. Wyczuła, że powiedziała coś dziwnego. Często mówiła rzeczy, które świadczyły o jej inności, głównie dlatego, że nie wiedziała, co w świecie uznaje się za normę. Wszędzie jednak występowały jakieś różnice kulturowe i czasem myślała, że ludzie uznają ją za inną, bo jest Amerykanką. A ona różniła się też od innych typowych Amerykanów.

– Mieszkałam w małym miasteczku – skłamała gładko. Często musiała kłamać, na przykład gdy rodzice pytali, czy jest zadowolona i jakie ma plany na przyszłość.

– Tak małym, że nie było tam lekarzy?

– Jeden chodził na wizyty domowe. – Częściowo była to prawda. We wspólnocie mieszkał jeden medyk.

– Bez względu na to, skąd pochodzisz, wydaje się, że mówisz prawdę, jeśli chodzi o dziecko.

– Oczywiście, że tak.

– Znalazłaś się w sytuacji nie do pozazdroszczenia… lub do pozazdroszczenia, w zależności od tego, jak na to spojrzeć. Powiedz mi, Esther, co chciałabyś w życiu robić?

To było dziwne pytanie. Nikt jeszcze jej go nie zadał. Rodzice zawsze tylko mówili, co powinna robić i jakie ma obowiązki. Nikogo nie interesowało, czy jej to pasuje. Renzo jednak pytał o jej plany i ujęło ją to tak bardzo, że musiała odpowiedzieć.

– Chcę podróżować, iść na studia i zdobyć wykształcenie.

– Jakie? Chcesz studiować historię, sztukę czy ekonomię?

– Wszystko. – Wzruszyła ramionami. – Chcę poznać wszystko.

– A czego chcesz się dowiedzieć?

– Wszystkiego, czego dotąd nie znałam.

– To niesamowicie ambitne zadanie, ale z pewnością możliwe. Czy jest na świecie lepsze miasto do uczenia się historii niż Rzym?

– W Paryżu i w Londynie pewnie mieliby inne zdanie. Ale rozumiem, o co ci chodzi. Można nauczyć się całkiem sporo przez samo mieszkanie w Rzymie, ale chciałabym dowiedzieć się więcej.

Zaczął spacerować po kuchni, a w jego ruchach było coś tak władczego i zdecydowanego, że poczuła się przy nim jak mała polna myszka drżąca przed wielkim kotem.

– Nie widzę przeszkód. Dlaczego nie mogłabyś mieć tego wszystkiego? – Wskazał gestem otoczenie. – Jestem człowiekiem, któremu niczego nie brakuje. A dlaczego? Po prostu urodziłem się w bogatej rodzinie. Oczywiście, zrobiłem wszystko, co mogłem, żeby stać się tego godnym. Przejąłem kierownictwo nad rodzinnym biznesem i zajmuję się tym nadal z dużą wprawą.

– To miło – odparła, nie mając pojęcia, co właściwie powinna powiedzieć.

– Tobie też mogłoby być miło. – Spojrzał jej prosto w oczy i poczuła dziwne mrowienie tuż pod skórą.

– Czyżby?

– Nie zamierzam okazywać fałszywej skromności, panno Abbott, jestem miliarderem. Człowiekiem bardzo majętnym. Ashley nie była dla ciebie tak szczodra, jak mogłaby być. Ale ja mogę zapewnić ci wszystko, rzucić pod nogi cały świat.

Poczuła, jak jej twarz ogarnia ciepło. Uniosła rękę i odgarnęła za ucho kosmyk włosów tylko po to, żeby zrobić coś ze wzbierającą w niej energią.

– To bardzo miło, ale ja mam tylko jeden plecak. Nie wiem, czy cały świat się do niego zmieści.

– I tu mamy problem.

– Jaki?

– Będziesz musiała zostawić ten swój plecak.

– Nie bardzo rozumiem.

– Jestem człowiekiem posiadającym wielką władzę. To chyba jasne. Jednak parę spraw mnie wiąże. Jedną z nich jest opinia publiczna, a druga dotyczy skrajnie konserwatywnych poglądów moich rodziców, którzy przyczynili się do tego, że jestem teraz tym, kim jestem. Poślubiając Ashley, przekroczyłem nieco granice przyzwoitości, ale ożeniłem się z nią. Oczekuje się ode mnie, że będę miał żonę i dzieci. Natomiast z pewnością nie mogę wywołać skandalu związanego z surogactwem. Dopuścić do tego, żeby do prasy przeciekły informacje o spiskowaniu mojej żony przeciwko mnie. Nie pozwolę robić z siebie durnia, Esther – wypowiedział jej imię po raz pierwszy. – I szkalować nazwiska Valentich.

– Nie rozumiem, co to ma wspólnego ze mną. Musisz mówić bardziej wprost, bo czasem nie pojmuję aluzji.

Zamyślił się.

– Jak małe jest miasto, z którego pochodzisz?

– Bardzo małe.

– Może jego wielkość nie ma znaczenia. Trzeba przyznać, że znaleźliśmy się w sytuacji dość nietypowej. Niemniej mój pomysł na wyjście z niej jest oczywisty.

– Proszę, oświeć mnie.

Spojrzał na nią w milczeniu. Wcześniej też na nią patrzył, jak to zwykle dzieje się podczas rozmowy. Ale teraz przyglądał jej się inaczej, jakby oceniał ją w inny sposób niż dotąd. Jakby widział w niej coś, co znajduje się głębiej, pod ubraniem. Jak gdyby dostrzegał samą jej istotę.

Omiótł wzrokiem całe jej ciało i poczuła, jak ogarnia ją dziwne obezwładniające ciepło. Próbowała powstrzymać łzy napływające jej do oczu, nie mając pojęcia, dlaczego chce jej się płakać. Wiedziała tylko, że to uczucie jest niezwykle silne, nowe i zupełnie nieznajome.

– Esther Abbott – powiedział łagodnym głosem – zostaniesz moją żoną.

ROZDZIAŁ CZWARTY

Esther miała wrażenie, że śni. Było to dziwne poczucie oderwania od ciała, jakby przyglądała się wszystkiemu z góry, jak gdyby przydarzało się to nie jej, tylko komuś innemu. Niemożliwe, żeby to ona stała w zabytkowej rezydencji przed najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego w życiu spotkała, słuchając, jak się jej oświadcza.

Jego uroda była jedyna w swoim rodzaju, daleka od cukierkowatości. Rysy miał wyraziste, mocno zarysowaną szczękę i kości policzkowe. W spojrzeniu jego ciemnych oczu również nie było łagodności, podobnie jak w całym ciele, kuszącym, lecz groźnym jak ostre krawędzie potłuczonego obsydianu.

I taki człowiek właśnie wyraził chęć, by została jego żoną.

Tego bała się najbardziej: by znowu jakiś mężczyzna nie miał nad nią władzy. Nie wytrzymałaby tego. Owszem, Renzo różnił się od jej ojca. Ta sytuacja z pewnością była inna, ale Esther poczuła się tak samo – jakby zaciskało jej się gardło, a ściany wokół niej zamykały.

– Nie – odparła, wystraszona. – To niemożliwe. Nie mogę tego zrobić. Mam swoje plany. Nie zamierzałam wychodzić za mąż…

– Mogę z łatwością pomóc ci je wszystkie zrealizować i to w stopniu większym, niż ci się wydaje.

Pokręciła głową.

– Ale nie o to chodzi. Nie rozumiesz tego? Nie chcę zostać tutaj, w Rzymie. Chcę poznać świat.

– Właśnie poznawałaś świat, czyż nie? Schroniska dla turystów i brudne puby. Bardzo to romantyczne. Chyba nie masz dużo czasu na zwiedzanie, kiedy jesteś uwiązana jak na łańcuchu do stolików, które obsługujesz.

– Zostaje mi trochę wolnego czasu. Mieszkam w mieście, mam to, czego chcę. Może tego nie rozumiesz, ale, jak sam powiedziałeś, większość z tego, co masz, otrzymałeś od rodziny. Moja scheda nie zawiera nic. Maleńki domek bez żadnych wygód w środku gór. I nawet nie należy do mnie, tylko do ojca. Zresztą nigdy go nie dostanę, bo odziedziczy go jeden z moich sześciu braci. Żadna z trzech sióstr nic nie dostanie, bo u nas kobietom nic się nie należy. Chociaż nie wydaje mi się, żeby w tym środowisku chłopcom rzeczywiście żyło się dużo lepiej. – Westchnęła ciężko. – Ale jestem dumna z tego, co mam. Nie wzbudzisz we mnie poczucia niedostatku.

– Jednak wielu rzeczy ci brakuje, moja droga. Gdyby tak nie było, nie próbowałabyś zmienić swojego życia. Chcesz studiować i poznawać nowe kraje. Wejdź do mojego świata, a zapewniam cię, że jest o wiele bardziej rozległy od wszystkich innych, jakie poznawałabyś na własną rękę.

Te słowa rozbrzmiewały w jej uszach jak echo. Widziała w nich obietnicę, przed którą chciała uciec niemal każdą cząstką ciała. Jednak coś ją intrygowało, coś w niej chciało tu pozostać. Stała w miejscu jak wmurowana, tak samo jak w pubie, gdy Renzo w pewnej chwili ją dostrzegł. Było w nim coś takiego, co na nią działało, co wydawało się silniejsze od lęku skłaniającego do ucieczki.

– To jakieś szaleństwo. Nie potrzebuję cię. Chcę tylko dostać zapłatę za to, na co się zgodziłam, i wtedy stać mnie będzie na poprawę warunków życiowych.

– Ale po co masz dostać tylko drobną część mojego majątku, skoro możesz mieć dostęp do całego?

– Nie miałabym pojęcia, co z nim robić. Prawdę mówiąc, już sama świadomość, że coś jest moje, to dla mnie nowe doświadczenie. To, o czym mówisz, przekracza moje możliwości pojmowania.

– Ale wcale nie musi tak być. – Jego słowa otulały ją jak aksamit. Matka miała rację. Szatan wcale nie jest brzydki. Gdyby był, nie mógłby kusić. Musiał być piękny tak bardzo jak… Renzo Valenti.

– Chyba oszalałeś. Zdaje się, że już wiem, dlaczego żona cię porzuciła.

Zaśmiał się.

– Czy to właśnie ci powiedziała? To jedno z jej wielu kłamstw. To ja wyrzuciłem z domu tę chciwą jędzę, kiedy nakryłem ją w łóżku z innym facetem.

Esther próbowała ukryć zaskoczenie. Starała się nie wyglądać na tak niewinną i nieokrzesaną, jaką była. To, że ktoś mógł z taką łatwością naruszyć śluby małżeńskie, wydawało jej się czymś nie do pomyślenia. W jej otoczeniu małżeństwo uważano za świętość.

– Zdradzała cię?

– Owszem. Ja byłem jej wierny, jak już wcześniej powiedziałem. Nie będę kłamał i mówił, że wybrałem Ashley na żonę z wielkiej miłości, ale na początku nasz związek był przynajmniej zabawny.

Esther zastanawiała się nad tym przez chwilę.

– Zabawny?

– W pewnym sensie tak.

Dokładne znaczenie tego, co mówił, nieco jej umknęło, ale przypuszczała, że miał na myśli coś lubieżnego i nieco się zarumieniła.

– No cóż, nie wydaje mi się… żebym była dla ciebie odpowiednią żoną.

Nigdy nawet się z nikim nie całowała. Być żoną… Może i kiedyś chciałaby się z kimś związać. Znajdowało się to na jej liście życiowych celów, ale dużo dalej.

Seks ją intrygował. Czytała w książkach opisy scen miłosnych i oglądała je na filmach. Sama jednak nie czuła się jeszcze gotowa. Była zajęta odkrywaniem siebie, zastanawianiem się, czego chce od życia. Nigdy nie widziała żadnego małżeństwa, w którym mężczyzna nie miałby pełnej kontroli nad wszystkim i rządził swoją żoną żelazną ręką. Wiedziała też, że nie chce się znaleźć w takim związku.

– Dlaczego? Bo masz jakieś dziecinne przekonanie, że trzeba się żenić z miłości?

– Nie, ani trochę. Raczej już myślałam o tym, żeby w ogóle nie wychodzić za mąż. A jeśli chodzi o miłość, to nie znam czegoś takiego. W moim rodzinnym domu była jedynie zaborczość i dominacja. A to mnie nie interesuje.

– Rozumiem. A więc jesteś taka, na jaką wyglądasz. Zmieniasz się pod wpływem nastroju i robisz to, co chcesz.

Powiedział to z taką pogardą, że aż napełniło ją to goryczą.

– Tak. Nigdy nie udawałam, że jest inaczej. Po co? Nie mam żadnych zobowiązań wobec ciebie ani nikogo innego i to mi się podoba. Ale wpakowałam się w tę sytuację i zamierzam zachowywać się z godnością. Przynajmniej w moim pojęciu. Chciałam się upewnić, czy wiesz o dziecku, i dopilnować, żeby twoje życzenia zostały spełnione.

– A jednak nie uznałaś za słuszne zgłosić się do mnie wcześniej?

 

Westchnęła powoli.

– Wiem, że powinnam. Ale właśnie dlatego postanowiłam cię odnaleźć, kiedy Ashley powiedziała, że nie chce już tego dziecka. Na początku zapewniała mnie, że bardzo go pragniesz, i nie wierzyłam, że tak nagle zmieniłeś zdanie.

– Przekonująco kłamie ta moja była żona.

– Najwyraźniej. Ale nie mam ochoty się w to mieszać. Chcę tylko urodzić dziecko i iść dalej swoją drogą.

– Możemy to przedyskutować. W każdym razie przedstawię cię ludziom jako moją kochankę. Uzgodnimy potem, co stanie się po narodzinach dziecka, ale do tego czasu będziemy się zachowywać tak, jakbyśmy byli zaręczeni.

– Nie rozumiem… Nie chcę…

– Jestem człowiekiem posiadającym wielką władzę. To, że nie zarzuciłem cię na ramię i nie zaniosłem do najbliższego kościoła, gdzie z pewnością udałoby mi się przekonać księdza do swojego pomysłu, świadczy tylko o mojej wielkoduszności. I wcale się nie palę do ponownego małżeństwa po tym, co ostatnio przeszedłem. A więc postanowione. Będziesz udawać moją narzeczoną przynajmniej do czasu porodu, a potem ponegocjujemy nad twoją wolnością i prezentem na pożegnanie.

– Czy będą o nas pisać w gazetach?

Bała się, że rodzice ją z nim zobaczą.

– Z pewnością. W plotkarskich gazetach i działach obyczajowych poważnych czasopism, ale przeważnie europejskich.

– Może więc nie będzie tak źle.

– Ukrywasz się przed kimś? Muszę wiedzieć, czy moje dziecko nie jest narażone na niebezpieczeństwo.

– Nie ukrywam się przed nikim i nic mi nie grozi. To znaczy, trochę się chowam, ale nie dlatego, że ktoś mnie szuka. Moi rodzice byli… nazbyt wymagający. Nie akceptują tego, co robię. Po prostu nie chcę, żeby przeczytali o mnie w gazetach i dowiedzieli się, że spodziewam się dziecka i żyję z kimś bez ślubu.

– A więc są dosyć tradycyjni.

– Bardzo. Nawet nie pozwalali mi się malować ani modnie ubierać.

– No cóż, obawiam się, że tym zakazom też będziesz się musiała przeciwstawić.

– Dlaczego?

Mogła się teraz ubierać tak, jak chciała, ale nie kupiła sobie jeszcze kosmetyków do makijażu. Nie miała okazji.

– Dlatego, że moje kobiety muszą odpowiednio wyglądać.

Pewnie tak jak te, które krytykowała jej matka. Esther z trudem wyobrażała sobie siebie umalowaną, w eleganckim stroju przy boku takiego człowieka jak Renzo Valenti.

– Często chodzisz na przyjęcia, prawda?

– Bardzo często. Tak jak powiedziałem, świat, jaki ci pokażę, zdecydowanie wykracza poza wszystko, co mogłabyś zobaczyć sama. Jeśli naprawdę chcesz coś poznać, to zapewnię ci przeżycia, o jakich nie marzyłaś.

Te słowa wywołały w niej dziwną falę gorąca.

– Dobrze – odparła bez namysłu, bo gdyby zastanawiała się dłużej, pewnie by uciekła. – Zgadzam się na to.

– Czyli na co dokładnie? – spytał, wpatrując się w nią nieruchomo.

– Będę odgrywać rolę twojej narzeczonej tak długo, jak sobie życzysz. A potem… jak dziecko się urodzi… odejdę.

Zbliżył się i ujął ją za podbródek.

– Wspaniale, Esther – powiedział niemal czule. – A więc masz już narzeczonego.

Renzo wiedział, że przez najbliższe tygodnie musi postępować bardzo ostrożnie. Wszystko w jego życiu zostało wywrócone do góry nogami. Miał w jednym z gościnnych pokojów zaniedbaną wędrowniczkę i wkrótce musiał zaprezentować ją światu jako swoją wybrankę. Im szybciej, tym lepiej. Zanim Ashley zdąży nagadać dziennikarzom jakichś bzdur.

Właściwie zadbał już o to, żeby tak się nie stało. Jego prawnik miał zaproponować jej sowitą zapłatę, gdy tylko słońce wzejdzie w Kanadzie. Wtedy nie będzie już chciała występować przeciwko Renzowi. W przeciwnym razie mogłaby, skoro nic nie należało jej się od niego po rozwodzie. Lubiła zwracać na siebie uwagę, ale jeszcze bardziej uwielbiała pieniądze. Tak więc w ten sposób miał ją z głowy.

Pozostawał jeszcze do załatwienia mały problem związany z rodzicami, a z nimi nigdy nie było łatwo. Wyobrażał sobie, że bez względu na okoliczności ucieszą się z wiadomości, że będą mieli wnuka lub wnuczkę, a jeszcze bardziej się uradują, gdy im oznajmi, że Ashley na dobre znikła z widoku.

Jednak największy problem, jaki musiał rozwiązać, dotyczył Esther.

Z ociąganiem wyjął telefon i zadzwonił do matki. Odebrała od razu.

– Renzo, tak rzadko się odzywasz.

– Słyszę to za każdym razem, kiedy dzwonię.

– Bo to prawda. Co się dzieje? Pewnie nie chodzi o to, żeby porozmawiać o pogodzie.

Nie mógł powstrzymać śmiechu. Matka znała go aż za dobrze.

– Zgadza się. Zastanawiam się, czy macie jakieś plany na kolację?

– Dlaczego pytasz? Właściwie codziennie mam jakiś tego rodzaju plan. Dzisiaj będzie jagnięcina z warzywami i risotto.

– Wspaniale, mamo. Macie wolne miejsca przy stole?

– A dla kogo?

– Dla mnie i mojej przyjaciółki.

– Już się z kimś spotykasz? Tak szybko po rozwodzie?

– Tak. Właściwie to nie tylko przyjaciółka, ale ktoś ważniejszy. Chciałbym wam przedstawić swoją narzeczoną Esther Abbott.

Nastąpiła cisza i to zaniepokoiło go bardziej niż wściekła tyrada.

– Abbott? – powtórzyła po chwili matka. – Co to za ród?

Pomyślał o chacie w górach, zamieszkałej przez wielodzietną rodzinę, o której opowiadała Esther, i miał ochotę wybuchnąć śmiechem.

– Żaden z tych, które znasz.

– Chyba nie wybrałeś sobie kolejnej Kanadyjki?

– Nie, możesz być spokojna. To Amerykanka.

Matka omal się nie zakrztusiła, ale wcale się tym nie zdziwił.

– Jeszcze gorzej.

– W każdym razie podjęliśmy już decyzję.

Zastanawiał się, czy powiedzieć matce o ciąży przez telefon, ale uznał, że pewnie wolałaby się o tym dowiedzieć, kiedy się zobaczą.

– To takie typowe dla ciebie. – W jej głosie nie było prawdziwego potępienia ani złośliwości, lecz to krótkie zdanie przypomniało mu dawne czasy, kiedy to inni ludzie wpływali na podejmowane przez niego decyzje. Starał się nie myśleć o Jillian ani o córce wychowywanej przez innego mężczyznę, którą czasem widywał na różnych uroczystościach.

Miał szesnaście lat, kiedy rodzice zadecydowali za niego. Od tamtego czasu całkowicie zmienił sposób postępowania. Nie był na nich zły. Zmusili go do dokonania najlepszego wyboru, jaki wtedy uznali za stosowny. I przez następne lata wiele razy przekonał się, że mieli słuszność. Nie czuł się wtedy gotowy, by zostać ojcem. Teraz jednak był już gotów.

– Typowe jak zawsze. Ale czy chcecie, żebyśmy przyszli dziś wieczorem, czy nie?

– Oczywiście, że tak. Bądźcie o ósmej. I się nie spóźnijcie.

Po tej rozmowie zadzwonił jeszcze do osobistej stylistki, z której usług matka korzystała od lat, i poprosił, by przyszła z ekipą fryzjerów i wizażystów.

Nie był pewien, na ile Esther nadaje się do obróbki. Trudno powiedzieć. Kobiety, z którymi do tej pory się wiązał, miały klasyczną urodę lub wymagały nieco poprawek. Nie miał jednak dotąd do czynienia z koniecznością pełnej metamorfozy.

Esther nie była pozbawiona uroku. Wydawało się więc, że specjaliści dadzą radę wydobyć z niej ukryte piękno, nadając wiarygodny wizerunek. Nosiła w brzuchu jego dziecko. Pewnie będzie musiał zrobić test na potwierdzenie ojcostwa, by rozwiać wątpliwości rodziców, ale przecież nikt nie zażąda badań potwierdzających, kto jest matką. Tak czy siak, chciał, żeby ludziom łatwiej było uwierzyć, że naprawdę związał się z kimś takim jak Esther.

Kiedy zszedł na dół i zobaczył ją, siedzącą na podłodze w jadalni przy oknie balkonowym, z twarzą wystawioną do słońca i miską płatków śniadaniowych w rękach, wiedział, że podjął właściwą decyzję, ściągając do domu cały zespół stylistów.

– Co robisz? – spytał.

Drgnęła i kropla mleka prysnęła z miseczki na podłogę.

– Cieszę się porankiem – odparła.

– Możesz usiąść przy stole. – Wskazał długi bankietowy stół z litego drewna.

– Wiem, ale wolałam usiąść przy oknie. Mogłabym przesunąć krzesło, ale one są bardzo ciężkie i nie chciałam zarysować podłogi. Poza tym tutaj jest miło i ciepło od słońca.

– Idziemy dziś wieczorem na kolację do moich rodziców. Mam nadzieję, że nie usiądziesz tam na podłodze.

Wyobrażając sobie ją przykucniętą w kącie i obgryzającą udziec jagnięcy, niemal się zaśmiał. Jego matka by tego nie zniosła. Chociaż ostrzegł ją już, że Esther jest Amerykanką, więc może wcale nie byłaby zaskoczona takim zachowaniem.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?