W oliwnym gaju

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Okładka


Strona tytułowa
Maggie Cox
W oliwnym gaju

Tłumaczenie:

Joanna Żywina

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Co masz na myśli, mówiąc, że najemca potrzebuje więcej czasu? Chcesz powiedzieć, że nie zamierza podpisać umowy?

Bastian Carrera nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. Przez ostatnie miesiące roztaczał przed inwestorami bajkowe wizje, które miały zwiększyć w ich oczach wartość jego rodzinnej firmy, zajmującej się produkcją organicznej oliwy z oliwek. Pojutrze zamierzał wyjechać z kraju, wrócić na chwilę do Włoch, a potem ruszyć do Brazylii.

Miał tam zaplanowaną serię wykładów. Rodzinna firma była liderem na rynku i wiele osób chciało wiedzieć, w czym tkwił ich sukces. Rodzinny biznes kwitł od pokoleń, rodzina Carrera była zamożna, więc Bastian mógł sobie pozwolić na beztroskie życie, korzystając z pieniędzy rodziców, on jednak nie spoczywał na laurach – zamierzał brać czynny udział w rozwoju firmy.

Smutek na ogorzałej, pokrytej siateczką zmarszczek twarzy ojca zaniepokoił go. Mężczyzna był wyraźnie zmartwiony, że nie miał dla syna lepszych wiadomości.

Bastian wręczył niedawno lokatorom kamiennych domów, których był właścicielem, informację o tym, że mają opuścić lokale, ponieważ ziemia ma zostać zamieniona na pola uprawne. Taka konwersja trwała zwykle około trzech lat, firma planowała zwiększyć produkcję organicznej oliwy, więc potrzebowali więcej gruntu pod pola uprawne. Ich rodzina ugruntowała sobie pozycję jednego z najlepszych producentów oliwy, ale nigdy nie chodziło tu tylko o pieniądze. Założeniem firmy było dostarczanie ludziom najlepszych produktów, a Bastian robił wszystko, żeby wprowadzić nowe ulepszenia.

Ojciec westchnął.

– Nie… nie do końca odmawia, ale…

– Dałeś jej jasno do zrozumienia, że nie ma wyboru? Potrzebujemy tej ziemi pod pola uprawne.

Alberto Carrera wzruszył ramionami, czerwieniąc się lekko.

– Tak. Ale ta kobieta nie chce odejść. Niedawno się rozwiodła i marzy o tym, żeby znów zacząć pracować. Światło w wiosce jest idealne, to doskonałe miejsce do pracy. Ustawiła sztalugi na poddaszu.

– A kto to w ogóle jest? Jakaś studentka malarstwa, miłośniczka sztuki? – jęknął syn, a w jego głosie nie słychać było nawet cienia współczucia.

– Nic z tych rzeczy. Lily jest ilustratorką książek dla dzieci i mówi, że ma prawo tu zostać, ponieważ podpisała umowę na dwa lata, a minęło zaledwie sześć miesięcy.

Bastian skrzywił się i zaklął siarczyście. Pomimo grymasu gniewu trzeba przyznać, że był bardzo przystojny – wysoki, postawny i niezwykłej urody. Alberto często opowiadał ludziom, że urodę syn odziedziczył po matce, która była wyjątkowo piękną kobietą. Bastian był jedyną furtką do przeszłości, wspomnieniem po Annalisie, cudownej dziewczynie, dla której Alberto stracił głowę lata temu, i którą los tak szybko mu odebrał – zmarła, wydając na świat jedynego syna.

– Zaoferowałeś tej kobiecie rekompensatę, o której rozmawialiśmy? Powiedziałeś jej, że znajdziemy jej odpowiednie lokum?

– Tak, synu. Odniosłem jednak wrażenie, że nie będzie łatwo ją przekonać. W sumie wcale się jej nie dziwię.

– Co masz na myśli? – Bastian spojrzał na ojca z irytacją, a w jego czarnych oczach zapalił się niebezpieczny płomień. – Rzuciła na ciebie jakiś urok? Za dwa dni wyjeżdżam w interesach i do tego czasu muszę mieć pewność, że wszystko jest zapięte na ostatni guzik. Nieważne… Sam z nią porozmawiam.

Wyszedł z domu rodzinnego i odetchnął. Był wściekły na tę kobietę – ośmieliła się manipulować jego ojcem. Co za bezczelność! Wykorzystała nieobecność Bastiana i postanowiła urobić Alberta! Już on jej wytłumaczy, kto tu rządzi.

W drodze do kamiennego domku, wybudowanego przez jego przodków, rozmyślał o jego upartej mieszkance.

Nie znał jej, nie widział jej nigdy na oczy – te sprawy zostawiał ojcu.

Rok temu Alberto miał atak serca i Bastian pilnował, żeby ojciec się oszczędzał. Mieli zaufanych pracowników, którzy troszczyli się o ziemię i doglądali plantacji oliwnej; Bastian sam często pomagał, uwielbiał pracę fizyczną i bliski kontakt z ziemią.

Ojciec nie narzekał za bardzo na nowe obowiązki i Bastian podejrzewał, że sam zdawał sobie sprawę z upływającego czasu. Całe życie ciężko pracował, a atak serca bardzo go przestraszył…

Dotarł do niewielkiego domku, skrytego w cieniu drzew oliwnych, i szybko pokonał wąskie kamienne schodki. Przystanął na chwilę, spojrzał na dwa balkoniki o żelaznych balustradach, spomiędzy których wylewały się purpurowe pąki wonnych bugenwilli, i odetchnął głęboko, rozkoszując się ich słodkim zapachem.

Napięcie powoli ustępowało. Dobrze było być w domu, choćby na chwilę.

Przypomniał sobie jednak powód wizyty i zapukał gwałtownie do drzwi. Od razu musi pokazać, kto rozdaje karty w tej rozgrywce. Nie zamierzał jej niczego ułatwiać.

Drzwi się otworzyły i stanął twarzą w twarz z zielonooką pięknością, bosą, z rozwianymi włosami, ubraną w kolorową sukienkę bez rękawów, która podkreślała kruchą, delikatną sylwetkę – spokojnie mogła być baletnicą. Miał wrażenie, że nagle wszystkie jego plany spaliły na panewce…

– W czym mogę pomóc? – spytała, a jej śliczne usta nie mogły się zdecydować, czy pora na uśmiech.

Od czego powinien zacząć? Nagle ogarnęło go pożądanie, pragnienie tak silne, że nie mógł wydusić z siebie słowa. Miał wrażenie, że ogień trawi go od środka i obawiał się, że spłonie…

Z trudem pozbierał myśli i powiedział:

– Signora Alexander? Jestem Bastian Carrera… właściciel tego domu.

– Czyli jest pan synem Alberta?

Teraz się uśmiechnęła. Czy jakakolwiek kobieta potrafiła się oprzeć urokowi jego ojca? Bastian nie mógł uwierzyć, że stojąca przed nim dziewczyna była rozwódką. Było w niej coś tak niewinnego… jakby dziewiczego.

– Zgadza się. Czy mogę wejść? Chciałbym zamienić z panią słowo.

Wiedział, że zabrzmiało to dość chłodno. Przyszedł tutaj, żeby wypowiedzieć jej umowę najmu, niezależnie od tego, jak była atrakcyjna. Biznes to biznes, nie zamierzał kierować się w interesach własnym libido…

– Chodźmy do salonu, tam będziemy mogli porozmawiać – zaproponowała – ale może najpierw zaproponuję coś do picia?

– Nie trzeba. Wolałbym przejść do rzeczy.

Lily Alexander poprowadziła go do salonu. Musiała przyznać, że przystojny Włoch przyprawił ją o nieco szybsze bicie serca.

Młody Carrera wydawał się trochę ponury, ale nikt nie zaprzeczy, że był naprawdę przystojny… Ciemne włosy opadały na ramiona, miał mocne kości policzkowe i uwodzicielskie brązowe oczy, w których chyba każda kobieta chętnie by utonęła… Biała koszula i jasne dżinsy podkreślały jego szczupłą, wysportowaną sylwetkę. Była pewna, że nie musiał się długo zastanawiać nad strojem; we wszystkim wyglądał znakomicie.

Złapała się na tym, że od dawna nie patrzyła na żadnego mężczyznę w ten sposób – z lekką tęsknotą. W końcu spędziła trochę czasu z mężem, którego kontakt fizyczny w ogóle nie interesował. Tak czy inaczej, nie zamierzała dać się omamić tym uczuciom – jej celem było pozostanie w wynajmowanym domku. Przyjazd tutaj pozwolił jej odzyskać wolność i był przepustką do lepszego życia.

Zawsze cieszyła się, że może zarabiać na swoich rysunkach, choć jej praca bawiła pragmatycznego i twardo stąpającego po ziemi byłego męża.

– Naprawdę nie rozumiem, dlaczego tak się upierasz przy tych rysunkach, skoro mogłabyś mieć dużo lepiej płatną pracę – powtarzał na każdym kroku.

Marc poświęcił życie karierze finansowej w City i pieniądze były dla niego wartością nadrzędną. Lily powinna się wcześniej zorientować, jak różne mają priorytety, ale chęć stabilizacji i spokoju u boku dobrze sytuowanego mężczyzny wywiodła ją w pole. To prawda, Marc był przystojny, błyskotliwy i inteligentny. Gdy zaczęli się spotykać, wciąż powtarzał, jak dobrze się czuje w jej towarzystwie i że nigdy nie poznał takiej kobiety. Uczucie przyjaźni nie przerodziło się jednak w pożądanie.

W pewnym momencie w ogóle zwątpiła, czy jest zdolna do większych uniesień.

Choć na początku wszystko zapowiadało się dobrze, to ta znajomość zdecydowanie nie powinna skończyć się na ślubnym kobiercu. Po ślubie ich związek zaczął się psuć, a Lily miała dosyć pretensjonalnego i snobistycznego londyńskiego światka, w którym obracał się jej mąż. Nie była w stanie dogadać się z jego znajomymi, dla których najważniejsze były pieniądze i dobra materialne.

Nie o takim życiu marzyła; rozwód okazał się nieunikniony. Gdy rok temu w końcu było po wszystkim, obiecała sobie, że już nigdy nie zrobi niczego równie głupiego. Następnym razem będzie dużo ostrożniejsza.

Miała oszczędności, a poza tym mogła wrócić do pracy; dzięki temu nie będzie musiała polegać na alimentach, choć Marc nalegał, żeby przyjęła czek na całkiem okazałą sumę – na nowy początek. Zależało mu na tym, żeby ich stosunki pozostały przyjacielskie.

Stara, urokliwa włoska chatka była miejscem, jakiego szukała – idealnym na pracę nad nową książką. Miała nadzieję, że dzięki nowemu otoczeniu uda jej się odzyskać wiarę i pewność siebie, zachwiane po małżeństwie z mężczyzną, który nigdy jej nie pożądał.

Może po prostu nie miała w sobie tego czegoś?

– Może usiądziemy? – zaproponowała, wskazując na trochę zużytą sofę koloru wina. Sama usiadła w fotelu obitym perkalem.

Bastian przysiadł na kanapie i Lily miała wrażenie, że był gotowy w każdej chwili zerwać się na równe nogi. Najwyraźniej ten mężczyzna nie potrafił się odprężyć. Wiedziała, że chciał jak najszybciej przejść do rzeczy i miała nadzieję, że jego zniecierpliwienie nie wytrąci jej z równowagi.

 

– Dwa tygodnie temu otrzymała pani wypowiedzenie umowy najmu, prawda? – zaczął.

– Zgadza się. Poinformowano mnie, że potrzebujecie tej ziemi pod uprawę.

– Ojciec powiedział mi dzisiaj, że zmieniła pani zdanie co do wyprowadzki.

– Od początku nie zgadzałam się na wypowiedzenie i powiedziałam mu o tym. Umowa najmu gwarantuje mi dwa lata, a mieszkam tu od sześciu miesięcy.

– Wiem o tym, signora, ale miałem nadzieję, że odszkodowanie pokryje ewentualne niedogodności.

Lily westchnęła i wyprostowała się.

– Nie chodzi o pieniądze. Przywiązałam się do tego miejsca. Odnalazłam tu inspirację, której od dawna poszukiwałam.

Bastian uniósł brew i skrzyżował ramiona na piersi.

– A gdzie indziej nie mogła jej pani odnaleźć?

– Miałam trudny okres. Podjęłam trochę złych decyzji, a życie potoczyło się inaczej, niż tego oczekiwałam. W konsekwencji straciłam wiarę we własne możliwości.

Zadrżała lekko i przycisnęła dłonie do siebie, żeby powstrzymać ich drżenie, ale wiedział, że nie umknęło to uważnym oczom jej gościa. Dlaczego była z nim taka szczera? Powinna pomyśleć, zanim coś powie! Teraz on może wykorzystać jej słabość. Jego przenikliwe brązowe oczy lustrowały ją i miała wrażenie, że przeszywają ją na wylot.

– Ale prawdopodobnie wydawcy nadal chcą z panią pracować?

– Tak. Tworzę ilustracje do opowiadań znanego autora książek dla dzieci i do tej pory nie mogłam narzekać. Książki świetnie się sprzedają.

– Nie ma pani ochoty napisać czegoś własnego i to zilustrować?

Zabawne, że o to zapytał. To było jedno z jej najskrytszych marzeń.

Bastian uśmiechnął się i teraz zadrżała z innego powodu… Gdyby pracował dla wywiadu, byłby w stanie zmusić do mówienia chyba każdą agentkę.

– Myślałam o tym. Już napisałam kilka opowiadań, ale… Cóż, nie jest to łatwa branża i trudno się przebić.

– Więc lepiej trzymać się tego, co się zna?

– Nie o to mi chodziło? – poczuła, że się rumieni. – Uważam, że lepiej skupić się na jednej rzeczy naraz.

– Boi się pani ryzyka, prawda?

– Przyszedł pan porozmawiać o umowie najmu, signor Carrera… Może powinniśmy wrócić do tematu? – starała się, żeby jej głos zabrzmiał ostro; nie mogła znieść myśli, że przejrzał ją na wylot i dostrzegł wszystkie słabości.

Bastian z rozkoszą błądził wzrokiem po jej uroczej twarzy i nagle zdał sobie sprawę, że załatwienie tej sprawy może się dla niego okazać trudniejsze, niż powinno. Zastanawiał się, co miała na myśli, mówiąc o trudnym okresie i utracie wiary w siebie. Czy chodziło o żałobę, a może dochodziła do zdrowia po jakimś wypadku lub chorobie? Albo straciła pieniądze w jakiejś szemranej inwestycji?

Nagle go oświeciło. Ojciec wspominał, że niedawno się rozwiodła. Najwyraźniej to nieudane małżeństwo podkopało jej wiarę w siebie. Pewnie było jej jeszcze trudniej, jeśli kochała tamtego mężczyznę. Ta myśl okazała się zaskakująco przykra, więc szybko wrócił do rzeczy.

– Bardzo dobrze. Niestety musimy odzyskać nieruchomość jak najszybciej i chętnie wynagrodzimy pani niedogodności i ewentualne straty. Jesteśmy skłonni poszukać dla pani podobnego miejsca w okolicy.

Lily potarła dłońmi ramiona, jakby było jej zimno. Poczuł, jak serce zaczyna mu bić mocniej na myśl, co najlepiej mogłoby ją rozgrzać. Dawno żadna kobieta nie wzbudziła w nim takiego pożądania, a fakt, że padło akurat na tę, był mu wyjątkowo nie na rękę.

– Naprawdę myśli pan, że zgodzę się odejść, ot tak? – zapytała, zakładając za ucho pasmo złotych włosów. – Mam swoje prawa.

– Oczywiście. Dlatego też przygotowaliśmy dla pani bardzo dobrą ofertę. Nie zostawimy pani na lodzie. – Bastian wziął głęboki oddech; poczuł lekkie mdłości na myśl o tym, co za chwilę powie. – Obawiam się, że jeśli nie przystanie pani na naszą umowę, będziemy musieli panią eksmitować.

Lily poderwała się z fotela. Basitan widział, że broda drżała jej lekko, a policzki się zaróżowiły.

Czuł się podle, że doprowadził ją do takiego stanu. Nigdy nie miał wyrzutów sumienia, jeśli chodzi o interesy. Już dawno się nauczył, że nie da się wszystkim dogodzić, gdy się dąży do celu. Z jakiegoś powodu nie chciał jej jednak zawieźć.

– Naprawdę zamierzacie to zrobić? Uważa pan, że to jest sprawiedliwe?

– Daliśmy pani znać dużo wcześniej – powiedział, wstając. – Czy to nie wystarczy?

– Nie… nie wystarczy.

Lily zamierzała mu pokazać, że nie jest popychadłem. Bastian Carrera nie będzie traktować jej jak kruchego jagniątka, którego potrzeby są bez znaczenia – doświadczyła już tego ze strony innych ludzi i nie zamierzała dłużej tolerować.

Powróciły wspomnienia z czasów szkolnych, kiedy wyszydzano ją, bo była nieśmiała i zagubiona, nie chciała należeć do żadnej z grup i tym samym stała się celem ataków najsilniejszych uczniów, którzy znęcali się nad nią. Ich okrutne żarty i próby wykluczenia jej z życia szkoły sprawiły, że czuła się jeszcze bardziej odizolowana i samotna niż w domu, który nie był przepełniony miłością i bliskością. Tamte przeżycia sprawiły jednak, że teraz czuła palącą potrzebę, żeby postawić się swojemu najemcy.

– Jakby się pan czuł, gdyby to pana wyrzucano z domu, jak bezużyteczny śmieć? Jakby pana potrzeby nie były ważne? – Głos drżał jej z gniewu. – Ludzie tacy jak ja w ogóle się dla pana nie liczą, dopóki dostaje pan to, czego chce, prawda?

– Co ma pani na myśli?

– Dobrze pan wie, co. Jest pan przekonany, że moje interesy nie są nawet w połowie tak ważne, jak pańskie. Jestem zwykłą kobietą, która stara się zarobić na życie najlepiej, jak potrafi, i nie zamierzam słuchać rozkazów człowieka, który czuje się lepszy tylko dlatego, że odziedziczył ziemię i majątek i nie musi się martwić o tak podstawowe sprawy jak… dach nad głową!

– Myśli pani, że nie doceniam tego, co mam? Że uważam, że to wszystko mi się należy? – Bastian spojrzał na nią chłodno. – Bardzo się pani myli. Pracuję tak samo ciężko, jeśli nie ciężej od moich pracowników, ponieważ tego nauczył mnie ojciec. Pokazał mi, że sukces firmy zależy od sukcesów pracujących w niej ludzi, musimy doceniać pracowników i pokazywać im, jak ważny jest ich wkład w nasz wspólny sukces.

Pasja w jego głosie dała jej jasno do zrozumienia, jak bardzo dotknęła go jej uwaga. Wiedziała, że wyglądało to tak, jakby przemawiała przez nią zawiść o jego sukces, a nie o to jej chodziło. Chciała jedynie, żeby traktowano ją z szacunkiem.

– Nie to miałam na myśli. Bardzo cenię ciężką pracę. Tylko…

Stali teraz twarzą w twarz i Lily z trudem starała się zapanować nad sobą, choć jego bliskość działała na nią hipnotyzująco.

– Nie może pan zaczekać z tą inwestycją? Przynajmniej do czasu wygaśnięcia mojej umowy najmu? Może chociaż pan to przemyśli?

Oddychała z trudem, było bardzo gorąco i czuła, że zaczynała się pocić – choć powodem była nie tylko wysoka temperatura…

Milczał, więc dodała niezdarnie:

– Naprawdę… wyprowadził mnie pan z równowagi.

Uśmiechnął się kwaśno. Wściekłość ustępowała czemuś dużo bardziej niebezpiecznemu. Jego ciemne, urzekające oczy były bezczelnie uwodzicielskie.

– Zabrzmiało to jak uwaga wypowiedziana do kochanka.

– O czym pan mówi?

Była zbyt poruszona, żeby zrozumieć nagłą zmianę tematu, choć w głębi duszy wiedziała, o co chodzi. Napięcie pomiędzy nimi były namacalne. Nagle jego dłoń znalazła się na jej szyi, przyciągnął ją lekko do siebie. Nie było czasu na myślenie, opanowało ją pragnienie, by poznać go z tej najbardziej intymnej strony, dotykać go, smakować, zaspokoić palący głód.

Pocałował ją zachłannie i poczuła, że krew zaczyna gęstnieć w jej żyłach, zamieniając się w płynną lawę. Położyła drżące dłonie na jego ramionach, Bastian wyszeptał coś po włosku i po chwili poczuła w ustach jego jedwabisty język. Jęknęła z rozkoszy. Pocałunki były coraz bardziej namiętne i miała wrażenie, że z tej drogi nie ma już odwrotu…

Ugięły się pod nią kolana, z trudem łapała oddech. Bastian instynktownie objął ją w talii, podniósł i ostrożnie położył na sofie. Serce Lily waliło jak oszalałe, ale ani przez chwilę nie miała wątpliwości, że tego właśnie pragnie. Była jak zahipnotyzowana. Patrzyła, jak pospiesznie zdejmuje koszulę, i zobaczyła jego gładką, muskularną pierś, zanim znów się do niej zbliżył. Miał silne ramiona, czuła pod palcami twarde mięśnie bicepsów, a pierś pokrywały kruczoczarne, kręcone włosy. Brązowe oczy o przeszywającym spojrzeniu i niezwykła charyzma sprawiały, że nie można mu się było oprzeć.

Zobaczyła, że wyciągnął coś z tylnej kieszeni spodni i rozpiął rozporek. Pomyślała, że to na pewno zabezpieczenie i sama powinna była o tym pomyśleć – ale przecież nie miała zbyt dużego doświadczenia w tym względzie.

Położył się na niej, przygniatając ciężarem idealnego ciała. Spojrzała w górę, nie mogła oderwać od niego wzroku. Słowa jej umykały, a czas zatrzymał się w miejscu. Bastian całował jej usta, czoło, policzki i powieki, potem podciągnął jej sukienkę i zaczął pieścić jej drobne ciało. Jęknęła, gdy rozpiął jej kremowy stanik, uwalniając drobne piersi. Powietrze muskające jej nagą skórę sprawiło, że poczuła się zupełnie inną kobietą.

Lily nigdy nie działała tak impulsywnie; wiedziała, że tylko wyjątkowy mężczyzna byłby w stanie rozbudzić w niej namiętność – taki, który nie będzie się bał wyjść naprzeciw własnym pragnieniom.

Bastian schylił się i wziął do ust jej nabrzmiały sutek. Dotyk jego zębów na wrażliwej skórze był najintensywniejszą mieszanką rozkoszy i bólu, jakiej kiedykolwiek zaznała, i marzyła, żeby to się nigdy nie skończyło.

Uniósł głowę, a pukiel włosów opadł mu na czoło. Patrząc jej w oczy, spytał ochrypłym głosem:

– Czy mogę cię wziąć, signora?

– Tak… och tak… – jęknęła.

Zsunął jej majtki, położył dłonie na jej udach, rozsuwając je, i już po chwili wszedł w nią głęboko. Chwilowy ból sprawił, że straciła dech, ale już po chwili dyskomfort minął. Miała wrażenie, że czekała na niego całe życie. Był twardy i gorący, idealny – ale do końca zdała sobie z tego sprawę dopiero, gdy w nią wszedł.

Niezwykłość i złożoność tego doznania zaskoczyły ją.

Bastian również był poruszony. Patrzył na nią, nie mogąc uwierzyć w to, co się dzieje.

Sei incredible – wyszeptał.

Ich ciała zaczęły się poruszać w pradawnym rytmie kochanków, a Lily instynktownie oplotła szczupłymi nogami jego ciało, żeby lepiej się z nim zespolić. Żadnym wątpliwości czy wyrzutów sumienia. Jak mogłaby żałować czegoś tak cudownego?

Bastian nigdy nie był tak podniecony i nikogo tak nie pragnął; drwił z ojca, że Lily chyba rzuciła na niego urok, a teraz zrobiła z nim dokładnie to samo.

Była niezwykła i zachwycająca, z jej miękką gładką skórą, długimi rzęsami okalającymi rozpalone pożądaniem oczy. Była tak ciasna – na początku zbyt ciasna. Zaskoczyło go to. Może pożycie z byłym mężem nie układało się najlepiej.

Zatrzymał się na chwilę, gdy doszła – żeby mogła w pełni doświadczyć rozkoszy; miał wrażenie, że była zupełnie oszołomiona tym doznaniem, jakby nigdy wcześniej tego nie przeżyła.

Bastian musiał przyznać, że ta myśl napełniła go dumą. Cudowne jęki rozkoszy, do której ją doprowadził, rozbudziła w nim jeszcze większą żądzą. Zapomniał o całym świecie, pogrążając się we wszechogarniającej rozkoszy.

– Spójrz na mnie – powiedział.

Lily posłuchała, jej zielone oczy lśniły jak szlachetne kamienie, a piękne złote włosy rozsypały się na poduszce. Wchodził w nią coraz mocniej i zachłanniej, a gdy jęknął z rozkoszy, przytuliła go do siebie jeszcze mocniej.

Osiągnąwszy spełnienie, opadł na nią. Musiał przyznać, że był to najlepszy seks w jego życiu. Dopiero się poznali, ale więź pomiędzy nimi była niezwykła.

Gdy uniósł głowę, żeby na nią spojrzeć, zobaczył, że jej oczy wypełniły się łzami. Był zszokowany; co to mogło oznaczać?

Podniósł się ostrożnie i przyciągnął ją do siebie. Ich serca waliły jak oszalałe.

– Dlaczego płaczesz, mia dolce? Czy zrobiłem coś nie tak? – zapytał ostrożnie, z lekkim niepokojem.

– Nie, to nie tak… Nie wiem, dlaczego płaczę.

Jej cichy szept był niczym najlżejsza pieszczota; uniosła dłoń i dotknęła jego policzka. Nie mógł się powstrzymać, ujął jej rękę i przycisnął usta do wnętrza dłoni, jakby była najcenniejszym skarbem.

 

Co się z nim działo? Całkiem stracił nad sobą kontrolę i to go zaniepokoiło. Ogień płonący w jej oczach rozpalił w nim namiętność, o której istnieniu nie miał pojęcia…