Szkoła żon

Tekst
Z serii: Szkoła żon #1
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Szofer po panią.

– Szofer po panią.

– O matko, to się dzieje naprawdę – powiedziała z niedowierzaniem Julia. Już się nawet nie uśmiechała. – Szofer po mnie. Tego jeszcze w żadnym kinie nie grali.

Narzuciła lekki sweter na ramiona, bo mimo lata popołudnie było chłodne, sprawdziła, czy gaz jest wyłączony, czy światło nigdzie nie zostało zapalone, wzięła małą walizeczkę w rękę i wyszła z domu.

Przed klatką stała limuzyna. Biała limuzyna, nie z tych największych, ale całkiem spora. I szofer, który otworzył drzwi i gestem zaprosił Julię do środka. W ciemnym wnętrzu, lekko rozświetlonym lampkami siedziała młoda kobieta w jasnej sukience, bardzo podobnej do tej, którą Ewelina miała na spotkaniu organizacyjnym. Ich strój roboczy. Mundurek. Julia się uśmiechnęła.

– Dzień dobry. – Kobieta wyciągnęła dłoń. – Jestem Arleta. – Będę się tobą opiekowała podczas pierwszych dni w Szkole Żon. Możesz się czuć nieco onieśmielona tym wszystkim – wskazała na wnętrze limuzyny – ale czuj się jak u siebie. Odpręż się i zacznij się cieszyć wspaniałą przygodą. – Pocałowała Julię delikatnie w policzek.

– Dzień dobry pani... – wyjąkała zaskoczona Julia.

– W szkole mówimy sobie wszyscy na „ty”, Julio. – Arleta się uśmiechnęła. – To pomaga przełamać liczne bariery, które będziemy i tak łamać. Czego się napijesz? – zapytała.

– Może wody... – wydukała Julia.

– Wodę proponujemy w postaci lodu do czegoś mocniejszego – odpowiedziała Arleta i roześmiała się. – Martini? Wiem, że lubisz.

– Tak, poproszę. – Julia usiadła na miękkim skórzanym fotelu. Wzięła do ręki szklaneczkę z martini. Zanurzyła usta. W tym luksusowym wnętrzu jej jasne dżinsy, zwykła bluzka i sweter były zupełnie nie na miejscu. Kierowca ruszył.

– Ja... Ja chyba jestem niewłaściwie ubrana. – Spojrzała na obcisłą jak druga skóra sukienkę Arlety, jej wypielęgnowane bose stopy i doskonałą fryzurę.

– Wszystko jest w najlepszym porządku – odrzekła Arleta. – Może zdejmij buty, będzie ci wygodniej. Jak zrobi ci się zimno, okryję cię kocem.

„Matko, jak w bajce z panną służącą” – pomyślała Julia. Zdjęła buty i podkurczyła nogi, siadając dokładnie tak, jak lubiła. Sączyła alkohol, zastanawiając się, o co zapytać najpierw. Wszystko, co się działo, było takie dziwne. Wielka limuzyna, szofer, panna służąca. Poczuła się jak w bajce. To było aż niemożliwe. Są dwa wyjścia: albo została porwana do luksusowego domu uciech, albo faktycznie wygrała los na loterii...

– Może chciałabyś o coś zapytać? – Arleta czytała w jej myślach. – Czy ja mam po prostu zacząć opowiadać?

– Może opowiedz. – Julia straciła cały swój dotychczasowy animusz.

– Opowiem, bo jako jedyna z uczestniczek obecnego turnusu wygrałaś pobyt w naszej szkole, tak naprawdę nie wiedząc, czego się po niej spodziewać. Wszystkie pozostałe uczestniczki, a jest ich tym razem chyba dziesięć, dokładnie wiedzą, po co przyjechały. Jest to bardzo ekskluzywna i droga szkoła. Trzytygodniowy pobyt u nas kosztuje tyle, ile wakacje na Dominikanie czy Mauritiusie... Nieważne. Ty nic nie płacisz. Wszystko pokrywamy my. Ty masz tylko czerpać przyjemności... I naukę...

– A czego będą dotyczyły szkolenia? – zapytała Julia, widząc już siebie w fartuszku, z czepkiem kuchennym na głowie, mieszającą w wielkim garze bigos dla swojego męża, którego nie miała i – co gorsza (albo lepsza) – nie zamierzała mieć.

– Szczegółów dowiesz się na miejscu. Na pewno będzie część kulinarna, część związana z domem, część związana z rozrywkami i duża część dotycząca seksualności. Twojej i twojego partnera.

Julia była coraz bardziej zaskoczona.

– Tylko ja nie mam partnera... – wyjaśniła z westchnieniem. – Poszedł sobie z własną sekretarką.

– I właśnie, kochanie, po to jest ta szkoła. Gdy ją ukończysz, już żaden facet cię nie zostawi. A co najważniejsze, to ty będziesz wybierać. W tych najlepszych.

***

Podczas podróży Julia wypiła jeszcze dwie szklaneczki martini, Arleta poczęstowała ją także lekką, przepyszną sałatką, która pojawiła się znikąd.

Podróż minęła szybko. Wieczorem zajechały przed olbrzymią bramę w samym środku sosnowego lasu. Na mapie hotel był widoczny jako mała biała plamka wśród zieleni.

Szofer trzy razy zatrąbił, brama się otworzyła i limuzyna wjechała do parku. Już zmierzchało, drogę oświetlały małe latarenki. Najwyraźniej samochód jechał przez całkiem spory park. Szkoda, że słońce już zaszło, bo Julia chętnie by wszystko obejrzała.

Po chwili zobaczyła dobrze oświetlony dworek. Nie było wokół niego żadnych ludzi. Limuzyna zatrzymała się niemalże przed samymi drzwiami. Szofer otworzył drzwi i wyciągnął dłoń. Najpierw wysiadła Julia, a potem Arleta.

– Witaj na miejscu – powiedziała Arleta, otwierając szklane drzwi. – Zapraszam do środka.

Otwarcie drzwi uruchomiło mały dzwoneczek. Ze schodów na wprost zbiegła Ewelina.

– Czekamy już tylko na ciebie, kochanie. – Ewelina pocałowała Julię w usta. Może trochę zbyt wylewnie jak na pocałunek powitalny. Julii przypomniał się sen.

– Źle się czujesz? – zapytała Ewelina.

– Nie, nie. Po prostu moc wrażeń – odparła Julka.

– Moc wrażeń to dopiero będzie – powiedziała właścicielka i objęła jedną ręką Julię, a drugą Arletę. – Arletko, zaprowadź naszą nową uczennicę do pokoju.

Poszły do windy. Winda była cała przeszklona, tak by każdy mógł oglądać przepych dworku. Dużo zieleni, jasnokremowe ściany, drewniane wykończenia i kryształowe lampy.

– Pięknie tutaj – szepnęła Julka.

– Trzymamy standardy hotelu pięciogwiazdkowego – odpowiedziała Arleta. – Gdy się już odświeżysz po podróży, zejdziesz na dół i poznasz inne uczennice, oprowadzimy was po całej szkole. To plan na dziś. Powtórzę, chociaż będę cały czas z tobą. Idziemy do twojego pokoju, ja przygotuję ci odświeżającą kąpiel, następnie przebierasz się w sukienkę – taki nasz szkolny mundurek – i schodzimy na dół. Tam będzie czekać Ewelina wraz z pozostałymi uczestniczkami. Oprowadzi was po szkole, zjemy lekką kolację, a na koniec będzie niespodzianka.

Julia po raz kolejny tego dnia zastanawiała się, czy nie uciec z tego dziwnego miejsca, no, ale jak ma mieć „przygotowaną kąpiel” – cokolwiek to znaczy – to chyba warto poczekać. Chociaż do jutra...

– Swoją kartę dostaniesz na dole. Na razie korzystamy z mojej. – Arleta przysunęła się biodrem do czytnika. – Mam ją w kieszonce – wyjaśniła i uśmiechnęła się.

Otworzyła drzwi. Znalazły się w pięknym, całkiem dużym apartamencie. Olbrzymie okna ukazywały rozświetlony park. Na środku stało wielkie łóżko, posłane bordową narzutą z aksamitu. Pod samym oknem znajdował się biały stoliczek i dwa fotele wyściełane takim samym aksamitem jak kapa na łóżko. Na ścianach wisiały obrazy i lustra. Wszędzie widać było małe świeczki, przygotowane by je zapalić.

– Mam nadzieję, że ci się podoba – powiedziała Arleta, zapalając świeczki.

– Podoba to za mało powiedziane. – Julia westchnęła. Jeszcze czegoś takiego nie widziała. Raz była w jakimś SPA w hotelu pięciogwiazdkowym, ale jeżeli chodzi o podróże, zawsze była zmuszona do wyboru wariantu ekonomicznego... Tutaj było zupełnie inaczej. Miała wrażenie, że nawet powietrze pachnie luksusem. Otworzyła szafę. Na równych wieszakach wisiały sukienki. Wszystkie lekko przezroczyste, białe jak śnieg. Różnej długości. Na każdym z wieszaków był napis: poniedziałek, wtorek, środa...

– To takie nasze mundurki – objaśniła Arleta. – Nasza Szkoła jest mundurowa. Nietypowo, ale mundurowa. Każda uczennica jest tak samo ubrana. Personel od jutra będzie na błękitno, trenerki na liliowo. Taki podział, by każdy czuł się komfortowo. Ale za dużo mówię, a ty jesteś zmęczona. Usiądź na chwilkę, a ja przygotuję kąpiel.

– Ale ja sama mogę się wykąpać. – Julia podniosła się z fotela.

– Spokojnie. Ty tu jesteś po to, by wrócić do domu szczęśliwsza. A ja tu jestem po to, by ci w tym pomóc. To nie kłopot. To przyjemność. Ewelina doskonale motywuje... – Mrugnęła okiem, zakołysała biodrami i zniknęła za drzwiami łazienki.

Po chwili wróciła.

– Gotowe – powiedziała. – Chodź ze mną.

Wzięła Julię za rękę i zaprowadziła do łazienki.

– O matko! – wyszeptała Julia, gdy zobaczyła to, czego z pewnością nie można było nazwać tylko łazienką. To był najpiękniejszy pokój kąpielowy, jaki w życiu widziała. Oglądała katalogi, programy o luksusowych domach sławnych ludzi... To wszystko było niczym w porównaniu z pięknem tej łazienki.

Arleta się uśmiechnęła.

– Widzę, że ci się podoba.

– Jestem zachwycona! – zawołała Julia.

Pokój kąpielowy był dość duży. Dwie jego ściany były oszklone, widać było niebo, ciemne już chmury i ostatnie promienie słońca, które skryło się za horyzontem. Na środku znajdowała się wanna, taka jak na starych fotografiach. Na pozłacanych, ślicznie wygiętych nóżkach. Pod ścianą stała toaletka, wygodny fotel i mała leżanka. Po drugiej stronie zlew i kremowozłota rzeźbiona szafa.

– Pomogę ci się rozebrać – powiedziała Arleta i zaczęła rozpinać guziki swetra Julii.

– Ale... Ja... sama... – Julia nie zdążyła dokończyć, gdy Arleta położyła jej palec na ustach.

– Ciii – szepnęła.

Julia stała jakby wbita w ziemię. Nie wiedziała, jak zareagować. Arleta zdjęła jej sweter, położyła go na fotelu. Podeszła, rozpięła rozporek dżinsów i miękkim ruchem zsunęła je z bioder Julii. Uklękła przed dziewczyną i pomogła jej zdjąć spodnie. Po chwili Julia stała już w samej bieliźnie. Arleta stanęła z tyłu, rozpięła stanik, po czym zsunęła go z ramion Julii. Po drodze delikatnie przesuwając dłońmi po piersiach.

 

Ponownie uklękła przed nią, zsuwając białe, koronkowe stringi. Julia stała naga, zawstydzona. Starała się ukryć swoje ciało.

– Jesteś piękna – szepnęła Arleta. – Poczekaj, zepnę ci włosy.

Julia chciała jak najszybciej schować się do wody, stała przecież naga, a ta dziwna pokojówka czesała jej włosy.

– Kochanie, trzeba oswoić wstyd. To pierwszy krok w Szkole Żon. O tym też Ewelina wam dzisiaj opowie. Nie myśl o tym, że jesteś naga. Myśl o tym, że jesteś piękna.

Julia nigdy nie myślała o tym, że jest piękna. Nie była brzydka. Miała długie zgrabne nogi, dość duży biust, który gdy chciała, umiała wyeksponować, ale żeby zaraz piękna? Długie włosy koloru... mysiego, które latem pretendowały do miana blondu. Prosty nos, niebieskie oczy – ot, wydawałoby się, przeciętna. Nie to, co sekretarka jej męża... Seksbomba o powłóczystym spojrzeniu.

– Możesz już wejść do wody. – Arleta delikatnie dotknęła jej dłonią.

Julia weszła do wanny, która pachniała różami. Nic dziwnego, oprócz piany, były tam płatki róż.

– Zaraz umyjemy ci plecy – oświadczyła – tylko jeszcze na kogoś czekamy.

– Czekamy? Tutaj? – zapytała Julia.

– Jasne, że tutaj. A gdzie chciałabyś myć plecy? Nie denerwuj się. Najlepiej zamknij oczy.

Po chwili do łazienki wszedł wysoki mężczyzna. Ciemne włosy, lekki zarost. Ubrany był w jasnoniebieskie dżinsy. Marzenie kobiety. Umięśniony, prawie nagi, bo dżinsy w tym przypadku były nic nieznaczącym kawałkiem materiału. Arleta rzuciła mu się na szyję. Pocałował ją w usta, niekoniecznie po przyjacielsku.

– Witaj. – Usiadł na skraju wanny. – Przyszedłem tu po to, by ci sprawić przyjemność.

– O! To zabrzmiało dwuznacznie. – Julia próbowała zażartować. Zsunęła się niżej, by mieć pewność, że cała jest przykryta pianą.

– Bo to jest dwuznaczne. – Mężczyzna się uśmiechnął, mrużąc oczy. – Moim zadaniem jest umilić ci czas. I zrobię to z wielką przyjemnością. Nie czuj się skrępowana.

Stanął u wezgłowia wanny.

„No, łatwo powiedzieć. Jak tu, do cholery, nie czuć się skrępowaną? Siedzę goła w wannie, obok mnie ideał męskości i perspektywa tego, że będzie mył mi plecy” – pomyślała przerażona Julia.

– A... Nie mogę sama? – wyszeptała.

Arleta zapaliła świeczki, włączyła romantyczną muzykę.

– Możesz. Ale spróbuj się zrelaksować. W każdym momencie mogę odejść. – Pogłaskał ją po włosach. – Zamknij oczy, proszę. Poczujesz się bardziej komfortowo. – Zanurzył dłonie w wodzie i zaczął delikatnie rysować kółka na twarzy Julii. Na czole, w okolicach oczu, głaskał policzki. Bała się, co będzie dalej, ale była bardzo ciekawa. Jego dłonie schodziły coraz niżej. Zadrżała.

– Nie bój się. Powtarzam, że jedną z zasad szkoły jest to, że nie robimy niczego, na co uczennica nie ma ochoty. – Musnął palcem jej twardniejący sutek, który wystawał nad powierzchnię wody. – Ty masz ochotę, musisz tylko za bramą szkoły zostawić skromność, skrupuły, opory i konwenanse. Tutaj bądź sobą i chłoń przyjemność. Najważniejsza tutaj jesteś ty. A o tym, co dzieje się w tym pokoju, nikt się nie dowie.

Julia spojrzała na niego przerażona.

– Mogę cię zatem umyć? – zapytał.

„Zostawić konwenanse, skrupuły, opory...” – zastanawiała się Julia, próbując uporządkować myśli. Kiwnęła głową nieśmiało.

Mężczyzna zamoczył ponownie dłonie w wannie. Dotknął delikatnie ramion Julii. Dziewczyna zamknęła oczy. Wolała nie myśleć, że to się dzieje naprawdę, wolała sobie wyobrażać, że to kolejny sen, który jej się przyśnił w najmniej oczekiwanym momencie.

– Uklęknij, proszę – powiedział.

Zdziwiona spojrzała na niego, ale wykonała polecenie. Uklękła w wannie, piana okrywała jej ciało. Woda spływała po mokrych włosach, spłukując pianę z piersi. Miała zamknięte oczy. Nic się nie działo. Czuła na sobie wzrok mężczyzny. Otworzyła oczy. Wpatrywał się w nią.

– Jesteś piękna – powiedział. – Dzisiejsza praca będzie dla mnie przyjemnością. Wielką przyjemnością. – Zauważyła wybrzuszenie w jego spodniach.

Siedziała pośladkami na stopach, wstydliwie zakrywając piersi. Chwycił jej dłonie i odsunął je.

– Chcę na ciebie patrzeć. – Lekko się uśmiechnął.

Podniosła głowę, przymrużyła oczy, ale po chwili spojrzała wyzywająco na mężczyznę. Czuła się piękna. I nie czuła się już naga. Mężczyzna dotknął szyi, muskał delikatnie ramiona. Zanurzył opuszki palców w wodzie, by po chwili dotknąć jej twardych już sutków. Zataczał najpierw małe kółeczka, a potem coraz większe i większe. Złapał ją nagle pod ręce i uniósł w górę. Stanęła w wannie, naga. Dłonią przykryła swoją kobiecość.

– Pamiętaj. W tej szkole niczego nie musisz. Ale możesz. I nie warto nie korzystać – powiedział. – Odsunęła powoli dłoń, ukazując paseczek włosów, lekko oprószony białą pianą. Jego twarz znajdowała się niemal na wysokości jej kobiecości. Lekko dmuchnął. Piana znikła. Uśmiechnął się. Nalał sobie na dłoń pachnący żel do mycia. – Odwróć się.

Posłusznie odwróciła się tyłem. Mydlił jej pośladki, coraz głębiej zanurzając dłoń i palce.

– Pochyl się. Chcę cię dokładnie umyć. – Mył okolice jej muszelki. Julia drżała. Pocałował ją w pośladek. I odwrócił do siebie. Ujął jej stopę w dłoń i postawił na krawędzi wanny. Julia dłońmi wsparła się na jego ramionach.

Mężczyzna zaczął od palców u stóp, potem przesuwał swe namydlone dłonie wyżej. Po łydkach, pod kolanami, po udach. Masował wewnętrzną stronę ud, głaskał i pieścił. Potem zrobił to z kolejną nogą.

Julia czuła, że pragnie, by jej wreszcie dotknął w miejsce, które do tej pory omijał.

Zamknęła oczy i czekała w napięciu. Mężczyzna dotykał jej podbrzusza, leciutko, ledwo muskając palcami. Potem jakby bawił się włoskami rosnącymi na jej wzgórku łonowym. Lekko przesuwał palcami coraz niżej i niżej. Delikatnie musnął palcem jej łechtaczkę. Głośno westchnęła.

– Mam przerwać? – zapytał.

– Nie – wyszeptała cicho. – Nie przerywaj.

– To tylko kąpiel. Pamiętaj, że tutaj ilekroć będziesz chciała wziąć taką kąpiel, wystarczy powiedzieć Arlecie. A przyjdę.

Julia pokiwała głową.

– Dotkniesz mnie? – zapytała.

Mężczyzna ponownie nalał sobie kilka kropel żelu na dłoń. Pełną dłonią zakrył wzgórek Julii. Powolnymi, ale dość silnymi ruchami zaczął ją masować. Po chwili zanurzył palec w jej kobiecość. Julia zadrżała. Potem poczuła dotyk wilgotnego palca na łechtaczce. Zaczął bawić się nią, głaszcząc ją naokoło, małymi kółeczkami. Zanurzył dwa palce w jej kobiecość i nim dobrze poczuła go w środku, zaraz je wyjął.

Julia otworzyła szeroko oczy. Nie chciała, by przestawał.

– Poczekaj chwilkę. – Uśmiechnął się. – Wyjdziesz z wanny i dokończymy naszą zabawę.

Julia pokiwała głową. Doprowadził ją do takiego stanu, że zgodziłaby się na wszystko. Pocałował ją delikatnie, po czym uniósł ją i wyjął z wanny. Postawił ją na puszystym dywanie, a po chwili zjawiła się Arleta, by ją wytrzeć. Julia drżała przy każdym dotyku miękkiego ręcznika.

– Spokojnie – powiedziała Arleta. – To dopiero początek. Jesteś tutaj pierwszy dzień, a już taka niecierpliwa. – Szybkimi ruchami wycierała Julię. Dokładnie, każdy centymetr jej ciała.

– Gotowa? – Zza drzwi, które Julia dopiero teraz dostrzegła, wyjrzał mężczyzna. Ten sam, który zaledwie przed chwilą doprowadził ją do granic eksplozji.

Julia owinęła się w prześcieradło, które podała jej Arleta.

– Nie musisz się okrywać. Wiesz, że jesteś piękna. Podeszła do drzwi. Za nimi stał stół do masażu, intensywny zapach orientalnego kadzidła roznosił się w powietrzu, migotało delikatne światło świec.

Julia położyła się na brzuchu. Jej ciężkie piersi oparły się o łóżko. Mężczyzna zaczął masować jej kark i ramiona. Śliska oliwka błyszczała się na jej nagim ciele. Julia nie wiedziała, czy zapach kadzidła ją tak otumanił, nie poznawała swoich marzeń, pragnień. Pożądała dotyku tego nieznajomego mężczyzny jak dawno niczego. Masował jej plecy, pośladki. Delikatnie klepał, ugniatał i pieścił.

Stanowczym ruchem rozszerzył jej uda.

– Mocniej, chcę widzieć twoją szparkę. Bym mógł się nią doskonale zająć. – Rozchylił jej nogi szerzej. – Czy wiesz o tym, że jeśli mężczyźnie przerwiesz wędrówkę na szczyt, to potem będzie mu dużo trudniej tam dojść... Jeżeli zawrócisz z tej drogi kobietę, to potem jest dużo lepiej... Mimo że wymaga to od mężczyzny znacznie więcej cierpliwości. – Głaskał ją między udami. – Ale ja jestem bardzo cierpliwy...

W pokoju było słychać tylko przyspieszony oddech Julii. Mężczyzna dotykał wnętrza jej ud, delikatnie masował i poklepywał. Julia marzyła, by wreszcie jej dotknął. On lekko, niby mimochodem pogłaskał ją między udami.

Julia jęknęła.

– Odwróć się na plecy – szepnął. – Obiecuję, już niedługo będziesz miała to, czego pragniesz.

Julia zapomniała o wstydzie. Położyła się na wznak, ukazując krągłe piersi, płaski brzuch oraz całą swoją kobiecość, która zdawała się płonąć.

Mężczyzna zaczął od stóp. Masował każdy palec z osobna, potem stopy, łydki, uda. Im bardziej zbliżał się do TEGO miejsca, tym bardziej Julia drżała. Już nawet nie starała się tego ukrywać.

Przerwał zabawę, by dotknąć piersi. Tym razem zaczynał od głaskania, naokoło, nie dotykając sztywnych kamyczków na ich czubku. Po chwili ścisnął sutki. Julia zagryzła wargi. Przez chwilę masował piersi. Julia zamknęła oczy.

Nagle, zupełnie bez ostrzeżenia, masażysta włożył dwa palce pomiędzy płatki jej kobiecości i poruszał nimi intensywnie. Pochylił się, rozszerzył jej nogi i językiem odnalazł nabrzmiałą łechtaczkę, którą jego język i usta planowały już zaopiekować się do końca.

– Już za chwilę – jęknęła Julia.

Mężczyzna przerwał.

– Proszę – wzdychała ciężko. – Proszę.

Mężczyzna spojrzał na jej zamglone oczy i delikatnie lizał to miejsce, które najbardziej się tego domagało. Potem coraz szybciej i szybciej. Świat wirował. Julia krzyknęła. Przed oczami zobaczyła wszystkie kolory świata, a z jej oczu pociekły łzy.

– Chodź tu, mała – powiedział mężczyzna. – Przytul się.

Julia zwinęła się w kłębek i przytuliła do jego nagiej klatki piersiowej. On głaskał ją po plecach i pośladkach. A ona łkała, drżąc...

***

Obudziła się w pokoju hotelowym, w łóżku, przykryta lekką kołdrą.

– Witaj ponownie. – Arleta się uśmiechnęła. – Już miałam cię budzić. Idziemy na kolację, a potem odbędzie się gala powitalna dla wszystkich nowych uczennic.

– Jestem głodna – powiedziała Julia.

– Nie dziwię ci się. Po takich atrakcjach!

Julia wstydliwie spuściła oczy.

– Przywyknij, kochanie – powiedziała Arleta. – Jeśli będziesz potrzebowała takiej kąpieli, daj tylko znać. Oskar jest najlepszy. Wielokrotnie korzystałam z jego usług... Gdy chciał sprawdzić swoje umiejętności... Cieszymy się, że ci się podobało. Pierwszy raz jest najtrudniejszy. Potem już z górki. Ubieramy się szybko. Tu masz sukienkę. – Z szafy wyjęła pierwszą z brzegu. Kremową, lekko przezroczystą, bardziej podobną do halki.

Julia zaczęła się rozglądać po pokoju.

– Bielizny nie nosimy – przypomniała Arleta.

Julia wysunęła się spod kołdry. Arleta dotknęła jej nagiego uda.

– Masz cudną skórę – powiedziała. – Taką miękką i gładką. Jak stąd wyjedziesz, będziesz jeszcze piękniejsza.

Julia włożyła sukienkę i uczesała włosy. Złapała kosmetyczkę, chcąc się umalować. Arleta powstrzymała ją dłonią.

– Macie być sauté – wyjaśniła z uśmiechem. – Czyli wolne, piękne i naturalne. Po to, byście poczuły na końcu waszą metamorfozę. Ale za dużo gadam. Idziemy.

Wyszły z pokoju. Julia stąpała boso po ciepłym dywanie. W każdym pomieszczeniu chyba była podgrzewana podłoga, bo z każdym krokiem czuła miłe, rozchodzące się po całym ciele ciepło.

Zjechały windą na dół i poszły do wielkiej sali, zwanej aulą. Stało tam w półokręgu dwanaście wygodnych foteli. Na niektórych siedziały już kobiety. W różnym wieku. Blondynki, brunetki, piękne i te brzydsze. Jedna była pełniejszych kształtów i starała się obciągać sukienkę ukazującą pulchne kolana ku rozpaczy ich właścicielki.

Julia usiadła na wskazanym przez Arletę miejscu. Założyła jedną zgrabną nogę na drugą i wpatrywała się w swoje stopy.

W miarę upływu czasu fotele się zaludniały. Gdy już wszystkie poza jednym się zapełniły, do auli weszła Ewelina.

– Witajcie, kochane. To nasze pierwsze spotkanie w takim gronie. Wiele z was teraz siedzi zawstydzona. Nie ma się czego wstydzić! Wszystkie zdałyście ten pierwszy egzamin. Chcieliśmy was lepiej poznać. Znamy już mniej więcej wasze oczekiwania, znamy wasze pragnienia... Kilka kobiet przeżyło rozkosz, innym wystarczył masaż relaksacyjny. Mam nadzieję, że po tym miłym przywitaniu żadna z was się nie zniechęciła. Chcielibyśmy, by wszystkie z was z nami pozostały. Pewnie podczas naszego trzytygodniowego kursu będzie trochę śmiechu, trochę płaczu... Jak to zwykle w szkole bywa. Każda nauka wymaga spojrzenia w głąb siebie i odkrycia, w jaki sposób walczyć ze swoimi słabościami i jak uwypuklać zalety. A tyle tu pięknych kobiet, że, moje drogie – zrobimy z was gwiazdy. I wszyscy wam w tym po kolei będziemy pomagać. Masażystów już poznałyście. – Skinęła ręką w stronę drzwi.

 

Do auli weszło dwunastu bardzo przystojnych mężczyzn. Julia rozpoznała Oskara, który puścił do niej oczko.

„Co za wstyd...” – pomyślała. Sądząc po reakcji kobiet, każda z nich myślała to samo.

– Będziecie miały okazję się im zrewanżować. Podczas ćwiczeń. Ale to później – powiedziała Ewelina i uśmiechnęła się w stronę kobiet stojących tam, gdzie Arleta. – Dziewczyny też już poznałyście. Każda z nich to wasza prawa ręka. Ich zadaniem jest spełniać wasze zachcianki. Nawet te najdziwniejsze! Rozważamy wszystkie marzenia i na wiele się zgadzamy. – Ewelina usiadła w fotelu. Pochyliła się, ukazując obfite piersi. – Która z was mi powie, dlaczego tu wszystkie jesteśmy? – zapytała.

Niewysoka opalona dziewczyna z zadartym nosem, długimi czerwonymi paznokciami i tatuażem na kostce podniosła rękę.

– Ja bym chciała, by mój Misiu był zadowolony! – Uśmiechnęła się. – Jestem tu dla niego!

– Misiu na pewno będzie zadowolony – odrzekła Ewelina – ale nie o to tu chodzi. Może Julia nam powie?

– Ja? – Julia się zdziwiła.

– Dlaczego tutaj jesteś?

– Sama nie wiem. Nie mam żadnego misia, by się starać. Jestem sama. Pobyt tutaj wygrałam i... Po prostu potrzebowałam odskoczni. Musiałam zrobić coś dla siebie.

– Dla siebie! – krzyknęła Ewelina. – Właśnie! Moje drogie, przede wszystkim jesteście tutaj dla siebie. Od tej pory będziecie się uczyć, jak zapanować nad mężczyzną. Jak go rozkochać w sobie i jak sprawić, by nigdy was nie zostawił. Los i wszystkie damsko-męskie decyzje w waszych rękach. Wasi mężowie, partnerzy myślą, że nauczycie się tutaj, jak im sprawiać rozkosz. Ale pamiętajcie – nie chodzi o samą rozkosz. Chodzi o to, by te umiejętności powodowały, by facet nosił was na rękach, wielbił, obsypywał komplementami i prezentami. I nigdy, przenigdy was nie zostawił. To jest sekret naszej szkoły. Robicie wszystko dla siebie. By czuć się pięknymi, pożądanymi i wielbionymi. Cały czas. Nauczymy was też, jak z mężczyzną zrywać. Mamy swoje sposoby... Przejdźmy teraz do restauracji. Na pewno jesteście głodne. Potem was zostawiam. Możecie zejść na dół na drinka, przekąskę czy po prostu pogadać z innymi uczennicami. Będzie wam łatwiej, gdy się poznacie. Życzę wam wszystkim smacznego. Zapomniałabym o niespodziance. Każda z was może do woli korzystać z naszego salonu kosmetycznego. Jesteśmy do waszej dyspozycji. – Ewelina uniosła się z fotela. W ślad za nią poszły prawie wszystkie uczennice. Jako pierwsza wystartowała Marta, nieduża kobieta w bardzo dużym rozmiarze. Była bardzo spięta. Potrzebowała coś zjeść, by poprawić sobie humor. Masaż jej wcale nie rozluźnił. Leżała na tym stole, szczelnie okutana ręcznikiem i nie pozwoliła go z siebie zdjąć. Masażysta, nawet nie pamiętała imienia, próbował ją bezskutecznie przekonać do chwili relaksu. Na nic.

– A jak będziesz gotowa, to mi powiesz? – zapytał.

– Powiem – odparła, myśląc, że to koniec.

– Dobrze, to pomasuję ci stopy. Na to się chyba zgodzisz...

Zgodziła się, delikatnie kiwając głową.

Gdy masażysta jej dotykał, zamknęła oczy. Przypomniał jej się mąż. Jedno z ich pierwszych spotkań, gorące lato, pojechali nad jezioro. Najpierw siedzieli na pomoście, chlapiąc się jak dzieci, a potem Jacek masował jej stopy. To był niby zwykły delikatny masaż. A dla niej tyle znaczył. Był początkiem czegoś zupełnie nowego.

Głaskanie, delikatne pieszczoty. Jej stopy były spragnione pocałunków. Jacek delikatnie dotykał każdego palca z osobna, gładząc czerwonokrwiste paznokcie.

Po chwili czuła jego język, delikatnie i subtelnie całujący wierzch pachnących słońcem palców...

Potem już bardziej odważnie, jego usta całowały jej kostkę, łydkę, wrażliwe miejsce pod kolanem. Wtedy na tym poprzestali. Ale dwa lata później spotkali się na tym samym pomoście i Jacek poprosił, by została jego żoną.

Przez chwilę była tam znowu. Razem z Jackiem. Była młodą, beztroską dziewczyną, która mogłaby zostać na tych mokrych deskach pomostu choćby całą noc. Byleby on był z nią.

***

Jadwiga siedziała w restauracji w miejscu najbardziej oddalonym od drzwi. W samym rogu wielkiej i przecudnej sali. Kończyła właśnie ciastko z kremem toffi. I chyba z prażonym słonecznikiem. Cudo. Tak, zdecydowanie powinna sobie odmówić tego ciastka. Rozejrzała się wokół. Same młode, piękne dziewczyny. Gdzie tu ona? Niemal staruszka. Kiedyś, dawno temu przeczytała w książce coś o „pięćdziesięcioletniej staruszce”. I nim spostrzegła, sama miała te pięćdziesiąt trzy lata. Ale staruszką się nie czuła. Absolutnie. Czasem w wystawach sklepowych migało jej własne odbicie. Zastanawiała się wtedy ze zdziwieniem, kim jest ta kobieta z przyklepanymi włosami, wystającym tyłkiem, brzuchem, która idzie, zamaszyście wymachując torebką... Cóż z tego, że czuła się na dokładnie tyle lat, ile miały te wszystkie dziewczyny, które w Szkole Żon siedziały roześmiane, popijając czerwone wino z błyszczących kieliszków.

Westchnęła.

„Kilka kobiet przeżyło rozkosz” – ciekawe jak. Fakt, gdy brała kąpiel, do łazienki wszedł mężczyzna, ale grzecznie go wyprosiła. Potem do masażu założyła bieliznę. Nigdy wcześniej nikt jej nie masował. Nie potrafiła się odprężyć. Do tej pory dotykał jej tylko jej mąż. A czy on właściwie jej dotykał? Ostatnio coraz rzadziej. Odkąd „Pomyłka” nosiła szafiry, prawie wcale. Zresztą może i dobrze... Przecież dotykanie jej ciała nie mogło być takie przyjemne jak masowanie skóry dwudziestolatki...

– Pani jest bardzo spięta. – Usłyszała od masażysty.

Wiedziała, że jest spięta. Była zdenerwowana wszystkim, była zdenerwowana życiem. I zastanawiała się, czy naprawdę dobrze spożytkowała swoje oszczędności, jadąc do Szkoły Żon. Po co? Żoną była już prawie trzydzieści lat i jeżeli nie było dobrze do tej pory, to czy stanie się cud i te trzy tygodnie to zmienią? Nie ma szans na zamianę w połowę młodszą i dwadzieścia kilo chudszą dziewczynę, za którą jej mąż pójdzie na koniec świata.

Nie potrafiła się wyłączyć podczas masażu. Wiedziała, że ten młody chłopak dwoi się i troi, by poruszyć każdy jej napięty mięsień, ale odnosiło to zupełnie inny skutek. Marzyła, aby skończył.

W pewnym momencie wydawało jej się nawet, że mężczyzna masował ją nie tak, jak powinien, jego ruchy stawały się bardziej delikatne i... nieprzyzwoite... Wtedy właśnie powiedziała, że już nie chce. Że nie może. Że czuje się niekomfortowo i chce pobyć trochę sama. Masażysta, nawet zapomniała imienia, próbował ją przekonać, że jest tam dla niej, że chce, by było jej dobrze, ale ona odrzucała jego wszystkie propozycje, odpędzała go niczym natrętnego akwizytora, który zwykle chce sprzedać coś, co popsuje się w ciągu kilku chwil od zakupu.

„Pani jest bardzo spięta”.

Jasne, jest spięta, bo mąż nawet nie zainteresował się, gdzie wyjeżdża, zdawkowo zapytał, kiedy wróci, ale chyba tylko i wyłącznie dla informacji, jak długo może bezpiecznie prowadzać się ze swoją „Pomyłką” – jak zawsze nazywała Elżbietę.

Nawet nie wiedziała, kiedy sięgnęła po drugie ciastko. Tym razem krem budyniowy. Ugryzła biszkoptowe ciasto i na języku poczuła wisienkę zanurzoną w kremie. Ta wisienka była dopełnieniem całości. Jak w życiu. Kolczyki z szafirem też.

– Co ta Ewelina plecie. Ja tam nie miałam orgazmu. – Do jej stolika dosiadła się młoda dziewczyna. Długimi sztucznymi paznokciami bębniła nerwowo w stół. – A pani? – zapytała. – Ojej, nie przedstawiłam się. Michalina jestem.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?