Ostatnia iskra nadziei

Tekst
Z serii: Za zakrętem #2
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Copyright © Magdalena Wala, 2020

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2020

Redaktor prowadzący: Bogumił Twardowski

Redakcja: Kinga Gąska

Korekta: Anna Królak, Paulina Jeske-Choińska

Projekt typograficzny, skład i łamanie: Klaudia Kumala

Projekt okładki i stron tytułowych: Magda Bloch

Fotografie na okładce:

© CollaborationJS/Trevillion Images

© Sebastian Duda/shutterstock.com

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

Zdjęcie na trzeciej stronie okładki ze zbiorów autorki

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

eISBN 978-83-66431-94-2

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

redakcja@czwartastrona.pl

www.czwartastrona.pl

Ci, którzy nie pamiętają przeszłości,

skazani są na jej powtarzanie.

George Santayana

Rozdział pierwszy

Twarze.

Niezmiennie tego szczególnego dnia obserwowała otaczające ją te same znajome twarze. Wraz z biegiem lat pojawiały się na nich oznaki wieku, bruzdy i zmarszczki, a także w jednym wypadku młodzieńczy trądzik. Prezentowały także całą paletę emocji od zadowolenia do złości. Ich właściciele siedzieli, dyskutując przy stole, niektórzy roześmiani, lecz dostrzegła również parę skwaszonych oblicz. W tym jej teściowej. Jedyne, czego nie widziała, to uczuć, które upływające godziny wypisały na jej twarzy.

Rozgoryczenie? Zapewne.

Wyczerpanie? Prawdopodobnie.

Wściekłość? Mimo wszystko żywiła nadzieję, że jednak nie!

Na pewno nie mogło to być szczęście, chociaż okazja należała do radosnych. Ostatecznie zebrali się, aby świętować kolejne urodziny Stefana. Jednak pomimo późnej pory wśród zgromadzonych przy stole osób kogoś brakowało. Z każdą upływającą godziną stawało się jasne, że sam solenizant raczej do nich nie dołączy.

Aby uniknąć serii niewygodnych pytań, zamknęła się w kuchni i skupiła na przygotowywaniu potraw. Do gości wychodziła tylko po to, by położyć kolejne salaterki i talerze na przykrytym nowym obrusem stole. Musiała też podawać następne butelki alkoholu, czym zazwyczaj zajmował się Stefan. I oczywiście zabierać puste naczynia oraz brudne sztućce. Zachowywała się zatem dokładnie tak, jak podczas poprzednich urodzin Stefana, chociaż planowała je spędzić zupełnie inaczej. Tym razem w ramach próby polepszenia swoich stosunków małżeńskich chciała posiedzieć z gośćmi przy stole. Poczuć się nareszcie częścią tej rodziny, a nie tylko kuchtą i sprzątaczką w jednym. Powinna być przyzwyczajona do faktu, że zazwyczaj miała problem z realizacją swoich zamierzeń. Nie inaczej stało się tym razem. A wszystko przez nieobecność męża.

W tym roku jego urodziny wypadały w sobotę. Jak zwykle niewielkie przyjęcie, które przygotowywała od rana, organizowała dla rodziny Stefana. Gościła teściową Martę Różańską, jej rozwiedzioną młodszą siostrę z nastoletnim synem i dwóch braci nieżyjącego ojca Stefana z rodzinami. W sumie czternaście osób w różnym wieku. Po trwających kilka popołudni generalnych porządkach, podczas których przygotowała do inspekcji teściowej wszystkie zakamarki, nadeszła pora na sprawunki. W piątek po pracy udała się do pobliskiego marketu. Bez słowa skargi wkładała do koszyka kolejne produkty potrzebne jej do przygotowania potraw, które zawsze życzył sobie na urodziny Stefan. Obiecał odebrać ją wraz z zakupami ze sklepu. Cierpliwie czekała na niego na parkingu, a z każdą mijającą minutą coraz bardziej przypominała śniegowego bałwanka. Po półgodzinie postanowiła zadzwonić do męża.

Okazało się, że w ostatniej chwili coś mu wypadło i zapomniał ją o tym poinformować. Mogła się tego spodziewać. Obciążona ważącymi chyba tonę siatami powlokła się na przystanek, gdzie kolejne paręnaście minut spędziła, obserwując zapadający nad Quick Parkiem mrok. Przemarznięta ledwo dowiozła zakupy z Bończyka do domu. Gdy poczuła ból w przeciążonych rękach, zamarzyła, by po drodze zapodziać przynajmniej jedną z reklamówek. Z trudem stłumiła w sobie tę pokusę.

W sobotę rano czekała ją kolejna niespodzianka. Jeśli liczyła, że często wygłaszane przez nią w ostatnim czasie monologi wpłyną na Stefana, musiała srodze się zawieść. Mąż wczesnym rankiem ewakuował się z mieszkania. Odrobinę ją to zdziwiło, ponieważ w swoje święto lubił pospać dłużej. Widocznie wizja drobnych porządków i ostatnich przygotowań do imprezy skłoniła go do zmiany przyzwyczajeń. Gdy Adriana uciszyła terkoczący budzik, odkryła, że po Stefanie pozostał jedynie bałagan do posprzątania. Widocznie najnowsza opanowana przez niego zdolność polegała na wyprawieniu się po cichu z domu. I to bez jej asysty! Szkoda tylko, gorzko dumała, że ta cudowna umiejętność nie pojawiła się wcześniej. Na przykład przy nielicznych okazjach, kiedy mogła dłużej pospać, a mąż i tak urządzał jej wczesną pobudkę. Prawdopodobnie jedynie tak mógł zaspokoić swoje pragnienie odegrania się na niej, gdy kategorycznie odmówiła robienia mu rano śniadań.

Widząc plamy herbaty na zaledwie dzień wcześniej wyszorowanych na wysoki połysk kuchennych płytkach, rozsypane wszędzie okruszki chleba oraz zaschnięte plamy z pasty do zębów rozbryźnięte na lustrze, pomyślała, że może egoizm Stefana należy do skrycie przez niego hołubionych wad wrodzonych. Albo co bardziej prawdopodobne – mąż po prostu czekał, aż znudzą się jej, jak to określił, fanaberie. O ile tak można nazwać nalegania Adriany, by zaczął choć odrobinę pomagać w pracach domowych. Z przykrością uzmysłowiła sobie, że przed przyjściem gości będzie musiała po raz kolejny posprzątać.

Spoglądając nerwowo na zegarek, śpieszyła się, aby ze wszystkim zdążyć. Dzień minął jej błyskawicznie. Usiadła dosłownie na pięć minut przed przybyciem pierwszych gości. Stefan nadal nie wrócił, a ona nie chciała nękać go telefonami. I tak zrobiło jej się przykro, bo przespała jego wyjście, przez co nie zdążyła mu złożyć życzeń i wręczyć kupionego z tej okazji skromnego upominku. Nie żywiła złudzeń, że pomoże jej przy podawaniu dań czy zbieraniu naczyń, ale mógłby przynajmniej przydać się do nalewania alkoholu i zabawiania zgromadzonego towarzystwa. Ostatecznie przyszli tu dla niego.

A to ona musiała odpowiadać na powtarzające się pytanie:

– Gdzie Stefan?

– Zaraz wróci – odpowiadała niezmiennie, za plecami kurczowo ściskając kciuki, aby jej słowa rychło okazały się prawdą.

Godzinę po przybyciu ostatniego gościa solenizant nadal nie wrócił, a jego rodzina wyraźnie straciła cierpliwość. Zaczęły się docinki, które z upływem czasu były coraz trudniejsze do zniesienia.

– Uciekł od ciebie?

– Co takiego zrobiłaś biednemu mężowi, że w dniu urodzin postanowił zwiać z domu?

– Pobiłaś swojego chłopa i teraz ze wstydu się ukrywa?

– Rzucił cię w końcu?

Oświadczenie teściowej wywołało pijackie chichoty i toast.

– Wypijmy za to – oświadczył jeden ze stryjów Stefana.

– Taki stary, a taki głupi – skwitowała jego żona. – Wybacz, Adriana, popił sobie i bzdury plecie! Tylko gdzie się podziewa Stefan?

Sama chciałaby to wiedzieć. Gości zaprosił na osiemnastą, tymczasem minęła już dwudziesta. Buzująca w Adrianie wściekłość została zastąpiona przez narastający z każdą chwilą niepokój. Obserwowała początkowe zdziwienie gości, nie zamierzając wymyślać żadnych wymówek czy usprawiedliwień. Widziała kpinę oraz oburzenie wypisane na ich twarzach. Tylko Artur był w ogóle niezainteresowany nieobecnością kuzyna, ponieważ całą uwagę poświęcał swojemu smartfonowi.

– Odłóż już ten pieprzony telefon – syknęła w pewnym momencie do niego matka.

Nastolatek zamiast odpowiedzieć, wyciągnął z kieszeni słuchawki i demonstracyjnie włożył je sobie do uszu. Adriana pomyślała, że chętnie w ten sam sposób odcięłaby się od podejrzliwych spojrzeń gości i ich sarkastycznych komentarzy. Niestety, nie wypadało jej tak zrobić, więc znowu uciekła do swojego azylu pod pretekstem podgrzania kolejnych potraw.

– Coś ty zrobiła mojemu synkowi? – Teściowa zmaterializowała się przy kuchence, o mało nie przyprawiając Adriany o zawał. Marta Różańska nigdy nie odwiedzała tego pomieszczenia. Zaskakujący był sam fakt, że matka Stefana wiedziała, w którym kierunku się udać!

– Nic – wyszeptała zmęczona Adriana i przysiadła na krześle.

– Jak to nic? Przecież go nie ma!

– Wyobraź sobie, że widzę – warknęła gospodyni, tracąc cierpliwość.

– I nic z tym nie robisz? Przyznaj się, ukrywasz coś! Gdzie jest Stefan? On nigdy się tak nie zachowuje.

Adriana miała serdecznie dość. Ciągle nieobecnego męża, jego obojętności i kompletnego braku wrażliwości. Teściowej z jej wiecznymi fumami i pretensjami. Życia, które ułożyło jej się w taki beznadziejny sposób.

– Właśnie, że tak. Stefan dokładnie tak się zachowuje. Wychowałaś skończonego egoistę! – bluzgnęła, nie czując dłużej potrzeby trzymania języka za zębami. Miała dość zachowywania pozorów. To małżeństwo, pomimo jej starań, okazało się jedną wielką katastrofą!

Oburzona teściowa głośno wciągnęła powietrze.

 

– Wulgarna prostaczka – zasyczała.

Wulgarna? Przecież nie padło ani jedno przekleństwo. Przynajmniej z jej strony. Rodzice wpoili jej, że starszym należy okazywać szacunek, nawet wtedy, kiedy na niego nie zasługują. Policzyła w myślach do dziesięciu, po czym spytała, siląc się na spokój:

– Wysłał może mamie jakąś wiadomość?

Marta zastanowiła się przez chwilę.

– Nie – burknęła. – Dzwoniłam, ale włącza się poczta głosowa – dodała obrażonym tonem.

Adriana pomyślała, nawet ze współczuciem, że pewnie dla teściowej ta sytuacja była zupełnie nowa. Do tej pory Stefan przybiegał na każde zawołanie mamusi.

Wzdychając ciężko, pośpieszyła do sypialni, gdzie zostawiła swoją komórkę. Wybrała numer Stefana i z bijącym sercem czekała na połączenie. Nie wiedziała, co mu powiedzieć, gdy odbierze.

Jeśli odbierze, skorygowała.

Po kilku sygnałach włączyła się poczta głosowa, więc przerwała połączenie i ponownie wybrała jego numer. Z podobnym skutkiem. Gdy zadzwoniła po raz trzeci, zwróciła uwagę na lekkie bzyczenie. Czyżby…?

Nie przerywając połączenia, podeszła do nocnego stolika i gwałtownym ruchem szarpnęła za uchwyt szuflady. Oderwała komórkę od ucha i uderzyła palcem w czerwoną słuchawkę. Podejmowanie kolejnych prób skontaktowania się z solenizantem było bezsensowne. Mąż specjalnie zostawił w domu wyciszony telefon. Ten sam, z którym przecież ani na moment się nie rozstawał. Najwidoczniej nie życzył sobie, aby mu ktokolwiek przeszkadzał. Wyraźnie zasygnalizował, że wróci, kiedy będzie miał ochotę. Za minutę albo dopiero późno w nocy, gdy już wyjdą ostatni goście.

Co ty właściwie zaplanowałeś? – pomyślała Adriana.

Niewiele z tego wszystkiego rozumiała. Uzmysłowiła jednak sobie, że od paru miesięcy w nagrodę za jej wysiłki mąż próbował ją karać. Tylko dlaczego sprawił przykrość także swojej matce?

– Gdzie ty jesteś, Stefan? – wyszeptała.

*

Gdy wróciła do gości, ciotka Zuza właśnie szykowała się do wyjścia. Na twarzy wkładającego puchową kurtkę Artura malowała się ulga. Możliwość opuszczenia geriatrycznego towarzystwa tak go uradowała, że Adriana po raz pierwszy tego dnia poczuła nieznaczną chęć, aby się roześmiać.

– Życz od nas Stefanowi wszystkiego najlepszego – rzuciła ciotka i nie przedłużając pożegnania, przekroczyła próg mieszkania.

– No… – stwierdził Artur i znowu włączył telefon, po czym wpatrzony w ekran ruszył za matką.

– Wyłącz w końcu tę cholerną komórkę – upomniała go Zuza.

– No…

Adriana zamknęła za nimi drzwi i poskromiła w sobie chęć, aby się o nie oprzeć. Nieobecność Stefana nie przeszkadzała gościom w dalszym biesiadowaniu. Kobieta uświadomiła sobie, że nie wyjdą stąd, dopóki znajdą coś dobrego na półmiskach oraz w butelkach. Co prawda w lodówce czekały kolejne przysmaki, ale w tym momencie postanowiła, że nie zaniesie ich na stół. Planowała podać na koniec ciepłe dania, więc przygotowane do podgrzania potrawy mogły równie dobrze wylądować w zamrażalniku zamiast w kuchence mikrofalowej. W ten sposób stryjkowie Stefana wcześniej wyjdą, zwłaszcza kiedy w butelce skończy się wódka. Wyciągnęła ze zmywarki czyste naczynia i poukładała je w szafkach. Gdy wyjdą goście, posprząta w pokoju i ponownie włączy zmywanie, zanim położy się spać. Niedzielę zamierzała spędzić, odpoczywając po wyczerpującym tygodniu. Potoczyła wzrokiem po kuchni, w której znowu panował porządek i stwierdziła, że nie ma już powodu, by dłużej odwlekać powrót do pokoju, w którym goście nadal czekali na solenizanta. Zabrała taboret z kuchni i postawiła go na rogu pomiędzy stryjem Robertem a jego synem Michałem, który jako jedyny przesunął się ze swoim krzesłem, robiąc jej w ten sposób miejsce. Porwała ze stołu czysty, przygotowany dla Stefana kieliszek i nalała sobie wódki.

– Zdrowie mojego nieobecnego męża. – Wzniosła toast i nie czekając, aż inni goście do niej dołączą, wychyliła go jednym stanowczym ruchem.

Wydała z siebie ni to westchnienie, ni to charczenie, gdy poczuła, jak płyn pali jej przełyk, a wódka rozgrzewa. Nawet nie wiedziała, że przez długie godziny pocąc się w biegu, jednocześnie zamarzała od środka. Bez wahania ponownie napełniła kieliszek i szybko przełknęła jego zawartość. Kiedy go odkładała, zarejestrowała zdumione spojrzenia gości i panującą przy stole ciszę.

– Pijaczka – wyrzuciła z pogardą teściowa.

– Po drugim kieliszku? Naprawdę?

Adrianie nagle przestało zależeć, co rodzina Stefana sobie o niej pomyśli. Faktycznie miała bardzo słabą głowę, ale w tych okolicznościach niewiele ją to obchodziło. Wszelkie próby zdobycia przychylności teściowej były z góry skazane na porażkę. A skoro tak… Może nareszcie wyrzucić z siebie wszystko, co narastało przez lata i odkładało się, zatruwając ją i ostatecznie zmieniając w rozgoryczoną kobietę, którą zaczęła powoli pogardzać.

Utkwiła wymowny wzrok w stojących w rogu opróżnionych przez gości butelkach. Doliczyła się sześciu. W tym samym momencie stryj Janusz zachwiał się na krześle.

– Ale… o co… chodzi…? – wybełkotał.

Jego żona lekko zarumieniła się. Była najwyraźniej zakłopotana.

– O nic. I o wszystko – stwierdziła Adriana.

– Nie powinnaś przypadkiem gdzieś pójść? Zamiast bezczelnie się upijać? – zapytała niezrażona Marta, widząc, że synowa ponownie napełnia swój kieliszek.

Adriana otrząsnęła się. O co tym razem chodziło teściowej? Zdolność młodej kobiety do przetwarzania humorów i pomysłów Różańskiej najwyraźniej zanikała.

– Niby gdzie? – bąknęła i uniosła szkło.

– Na policję zgłosić zaginięcie męża!

Adriana zamarła z kieliszkiem przytkniętym do ust, po czym powoli odłożyła go na stół, jednocześnie wbijając zdziwione spojrzenie w teściową.

– Zdaję sobie sprawę, że uważa mnie mama za durną prostaczkę, ale nawet ja wiem, że nie ma sensu iść na policję przed upływem dwudziestu czterech godzin. Nie przyjmą zgłoszenia.

– Nie martwisz się ani trochę o męża? – spytała żona Michała.

– Czy ty w ogóle nie masz sumienia? – zaatakowała teściowa. – To zachowanie jest zupełnie do niego niepodobne.

– Wręcz przeciwnie – powiedziała ze stoickim spokojem. – To dokładnie w stylu Stefana. Zostawić mnie samą z masą obowiązków i wyjść, żeby poza domem przeczekać trwające zamieszanie. Jedyne, co odrobinę mnie dziwi, to fakt, że nie wrócił do tej pory. Zostawił w domu komórkę, więc na razie nie mogę zrobić nic poza zabawianiem jego gości.

– Jesteś mało zabawna – mruknął stryj Robert.

– Zazwyczaj jestem zbyt zmęczona, aby być duszą towarzystwa. I to również zawdzięczam Stefanowi – warknęła.

Stryj urażony odchrząknął i podniósł się, sygnalizując, że właśnie zakończył wizytę.

– Przekaż Stefanowi, żeby do nas zadzwonił, gdy wróci – powiedziała ciotka Krysia, delikatnie obejmując Adrianę.

– Jeśli w ogóle wróci… – sarknęła Marta.

Adriana natychmiast zwróciła się w stronę teściowej.

– Co mama ma na myśli?

– Przecież ty nie okazujesz żadnego zaniepokojenia z powodu jego nieobecności! Jestem pewna, że coś ukrywasz.

– Przesadzasz, Marto… – mitygowała ją ciotka Beata.

– Coś, czyli zwłoki Stefana w szafie? – zakpiła wyprowadzona z równowagi insynuacjami teściowej Adriana.

– Wiedziałam! – wykrzyknęła Marta i załamała dłonie. – Trzeba zadzwonić na policję…

– Histeryzujesz! – W dyskusję włączył się stryj Robert, który jak gdyby nagle wytrzeźwiał. – Chłopak wpadł pewnie na jakichś znajomych i stracił rachubę czasu. Nie może zawiadomić Ady, bo zapomniał telefonu.

– Zadzwoniłby do mnie z numeru kolegi. Przecież teraz wszyscy mają komórki – upierała się teściowa.

– Może tak, ale to wcale nie oznacza, że znają numery. Pamiętasz numer Stefana? – spytała pojednawczo Krysia.

– Oczywiście! I jestem pewna, że on doskonale zna mój!

– Pewnie dlatego, że Stefan to jedynak. Ja nie pamiętam numerów telefonów własnych dzieci. Przecież jeśli coś wypił, może zapomnieć nie tylko, jak do ciebie zadzwonić. Niepotrzebnie nie panikuj. Pewnie szybko wróci – uspokajała Beata.

Marta jednak upierała się przy swoim. Zaniepokojona czuła, że to przez Adrianę nie zdołała złożyć synkowi życzeń. Nawet jeśli synowa bezpośrednio nie przyłożyła ręki do jego zniknięcia, na pewno w jakiś sposób za nie odpowiadała. Wcale nie doceniła szczęścia, jakie ją spotkało, gdy Stefan postanowił się z nią ożenić. Dziewczynę przecież odepchnęli wszyscy i gdyby nie wielkoduszny Stefek, zostałaby zupełnie sama.

Od początku Marta sprzeciwiała się temu związkowi i uważała, że taka perfidna kokietka jak Adriana na pewno unieszczęśliwi jej jedynaka. Teraz mogła powtarzać jedynie „a nie mówiłam”, ponieważ przebywanie pod jednym dachem z tą kobietą i jej nieznośnymi żądaniami stało się dla synka nie do wytrzymania. Swoim zachowaniem wygnała nieszczęśnika z domu. Nie raz skarżył się matce, co wyrabia jego zołzowata żona. A teraz zrezygnował ze świętowania swoich urodzin. W głębi matczynego serca sądziła jednak, że wina Adriany była zdecydowanie większa. Mogło go spotkać coś złego, a synowa pozostała niewzruszona jak głaz.

– Nie panikuję – odparła więc z godnością. – Jednak zastanawia mnie, dlaczego Ada zachowuje taki spokój. Nie bierze pod uwagę, że może Stefan leży gdzieś pobity na mrozie. Albo martwy. – Pociągnęła nosem i przeszedł ją dreszcz. – Dlaczego nie dzwoni po szpitalach, na policję?

– Ponieważ Stefan ostatnio nie raz wychodził z domu, nie informując mnie, gdzie się wybiera. Wracał późno w nocy albo dopiero rano. A gdy dzwoniłam, odrzucał połączenia. – Adriana postanowiła wreszcie poinformować Martę o zwyczajach jej syna. Robił tak od czasu wrześniowej choroby żony i wizyty u Agnes, podczas której nie odbierała od niego telefonów. – Dzisiaj zabrał ze sobą dokumenty, więc gdyby wylądował w szpitalu, ktoś pewnie już skontaktowałby się ze mną – uspakajała Adriana, ale słowa Marty wywołały w niej pierwsze iskierki niepokoju. Dzisiejsze zachowanie było zbyt perfidne nawet jak na możliwości Stefana. O kogo jak o kogo, ale o matkę dbał. A jeśli faktycznie przydarzyło mu się coś złego?

– Dobrze, że ktoś w tym towarzystwie trzeźwo myśli – pochwalił Michał. Zawsze lubił żonę kuzyna. – Wy, kobiety, macie skłonność do wpadania w panikę z byle powodu. Niech ciocia pójdzie spać, a rano zadzwoni. Pewnie do tej pory nasz Włóczykij się odnajdzie. Potem mu ciocia może nagadać. Prawdę mówiąc, nie chciałbym być w jego skórze, gdy wróci i żona go dorwie. Nawet ja nigdy tak sobie nie nagrabiłem u Baśki.

– Na następne urodziny dostanie od nas zegarek – oświadczyła Beata. – Lanie się huncwotowi należy za to zamieszanie i tyle.

Marta pożegnała się z kolejnymi krewnymi, aż w końcu została sama z synową, którą zmierzyła wrogim spojrzeniem.

– Chcesz zostać na noc i poczekać na niego? Mogę ci pościelić w pokoju – zaproponowała wbrew sobie Adriana.

– Bez łaski. Skoro nie ma mojego syna, noc spędzę we własnym łóżku. Oczywiście nie zdołam zmrużyć oka w tej sytuacji – oznajmiła, zapinając na szczupłych łydkach kozaki.

– Masz teraz autobus? Szkoda, że nie zabrałaś się z którymś ze stryjów.

– Autobus? – Marta spojrzała z góry na Adrianę. – Wezwałam taksówkę! Zadzwoń, jak tylko wróci Stefan. Jeśli się nie znajdzie, z samego rana zgłoszę zaginięcie na policji – oświadczyła, po czym wyszła, zatrzaskując za sobą drzwi.

Adriana zaczęła sprzątać po gościach. Skończyła dopiero po godzinie. Całkowicie opadała z sił. Stefan w dalszym ciągu nie dawał znaku życia i sama już nie wiedziała, co robić. Zgłosić to na policję? Dzwonić po szpitalach? Tylko po jakich? Nie wiedziała nawet, czy przebywa w Mysłowicach, czy może pojechał do jakiegoś sąsiedniego miasta. Zerknęła na zegarek i stwierdziła, że minęła już dwudziesta trzecia. Najchętniej poradziłaby się Agnes, ale nie mogła przecież o tej porze zawracać głowy starszej pani.

Dzwonić?

A jeśli? Jeśli ma rację i Stefan w najlepsze gdzieś imprezuje, a ona zawiadomi służby, jego docinkom nie będzie końca. Może też wpaść we wściekłość.

W końcu postanowiła nie panikować. Jeśli Stefan nie wróci do niedzielnego wieczoru, a ona wcześniej nie otrzyma żadnych informacji o nim, przejdzie się na policję i zgłosi zaginięcie męża. Jeśli nie ubiegnie jej Marta.

Mąż ostatnio narzekał na nudę. Nic więc dziwnego, że zapewnił swoim gościom nie lada emocje.

Zupełnie tak, jak podczas swojej pamiętnej osiemnastki.