Nazajutrz cię odnajdęTekst

Z serii: Za zakrętem #3
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Copyright © Magdalena Wala, 2020

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2020

Redaktor prowadzący: Bogumił Twardowski

Marketing i promocja: Katarzyna Schinkel

Redakcja: Kinga Gąska

Korekta: Anna Królak, Agnieszka Czapczyk

Projekt typograficzny, skład i łamanie: Klaudia Kumala

Projekt okładki i stron tytułowych: Magda Bloch

Fotografie na okładce:

© CollaborationJS/Trevillion Images

© Sebastian Duda/shutterstock.com

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

eISBN 978-83-66553-63-7

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

redakcja@czwartastrona.pl

www.czwartastrona.pl

Czasem jest tak, że to, co się liczy, nie da się policzyć,

a to, co daje się policzyć – nie liczy się.

Albert Einstein

Prolog

Czas.

Zdecydowanie kończył jej się czas. Niczym strumień wody przeciekał nieubłaganie pomiędzy palcami. Minął już marzec, wiosenna zieleń zawitała do Mysłowic, a ona nadal nie potrafiła się zmusić do podjęcia ostatecznych decyzji dotyczących swojego małżeństwa.

Wszystko przez to, że była takim cholernym tchórzem.

Opanował ją przeszywający lęk. Zmiany, które musiałaby wcielić w życie, byłyby bardzo duże. Wszystkie argumenty przemawiały za wprowadzeniem radykalnych rozwiązań. W ciągu ostatniego pół roku nareszcie do niej dotarło, że jej małżeństwo to porażka. Jednak zrobienie kroku w nieznane i zbudowanie wszystkiego na nowo wymagało przekroczenia kolejnej granicy. Nie wiedziała, czy w tym momencie potrafi się na to zdobyć. Nawet jeśli zmiany w finalnym rozrachunku byłyby korzystne, i tak ich się bała.

– Bozia ci rączki dała – oznajmiła, kiedy pomachał jej przed nosem swoją ostatnią czystą koszulą. – Albo zaczniesz mi pomagać w domu, albo będziesz zdany wyłącznie na siebie.

Nie obeszło jej to, że zaczął kupować nowe ubrania. Dopiero gdy wykorzystał wszystkie środki z karty kredytowej, zainteresował się pralką.

Odetchnęła z ulgą, ponieważ obawiała się, że weźmie chwilówkę z parabanku. Na szczęście przeważył rozsądek. A może i prosta kalkulacja. W ich cichej wojnie odniosła drobne zwycięstwo.

Gdy odkryła, czym zajmuje się w pracy, nie miała już problemu, aby odmówić wykonania kolejnej analizy czy napisania raportu. Z początku chyba uważał, że zdoła ją przekonać do pomocy, ale szybko zrozumiał, w jak wielkim był w błędzie. Od trzech miesięcy nie wyręczyła go ani razu. W efekcie przestał się do niej odzywać. Przyjęła to z ulgą. Nareszcie miała czas dla siebie.

Jednak te wszystkie rozwiązania były dobre na krótką metę. Stefan mógł w każdej chwili wpędzić ich w spiralę długów. Albo gorzej. Potrzebowała bardziej radykalnych rozwiązań, ale te wiązały się z wizytą u prawnika…

Chyba najbliższa temu, aby odmienić swoje życie, była krótko po odkryciu zdrady Stefana. A jednak nadal przy nim tkwiła. Nie odważyła się poruszyć tego tematu. Jedynym przejawem buntu stały się telefony do rodziców i spotkania z nimi w rodzinnym domu. Po każdej rozmowie miała ochotę spakować walizki. Jednak gdy wracała do domu, iskra zapału gasła i nadal co wieczór kładła się obok męża. A przecież nie potrafiła już z nim żyć. Spoglądać na niego w codziennych sytuacjach, świadoma tego, że jest z nim tak bardzo nieszczęśliwa. Czuła pogardę do samej siebie. Miała dość swojego niezdecydowania i konformizmu.

A wolałaby… no właśnie. Przepełniały ją sprzeczne uczucia. Chciała odejść, a jednocześnie nie potrafiła tego zrobić. Zabrakło jej jednego maleńkiego elementu w całej układance, którą miało się stać jej nowe życie. Fundamentu, bez którego nie potrafiła budować.

Jakże dobrze poznał ją Stefan. Poznał i wytresował, bez wahania uderzał w jej najsłabsze punkty. Zniewolił do tego stopnia, że stała się jak zwierzę, które nawet widząc otwarte drzwi klatki, zbyt obawia się tego, co na zewnątrz, żeby skorzystać z szansy na odzyskanie wolności.

Te odrzwia nadal pozostawały rozwarte, a ona niepokoiła się, że majacząca za nimi wolność może okazać się jedynie iluzją. A za dążenie do niej zostanie ponownie ukarana. Tak jak stało się to lata temu.

Po coraz bardziej niecierpliwych spojrzeniach Stefana wnioskowała, że czas prawie minął, a decyzja może zostać podjęta za nią.

I nadal nie robiła nic.

Jakże była głupia.

Chwiejna.

Słaba!

A przecież wystarczyło tylko wykonać jeden, jedyny telefon.

A potem kolejny i karuzela zmian ruszyłaby sama, pociągając ją za sobą.

Pragnęła przecież wyjaśnić do końca wydarzenia z przeszłości i nareszcie je zrozumieć. Odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak potoczyło się jej życie. Kto właściwie zawinił? Ona? A może jednak nie…

I uzyskania tej odpowiedzi również się bała.

Właśnie w tych dniach szczególnie tęskniła za Agnes. Brakowało jej siły sprawczej, pod wpływem której czuła się zdolna przenosić góry. Albo przynajmniej wypowiedzieć słowo: „żegnaj”. I odejść, nie oglądając się za siebie.

Niestety, Agnes po powrocie ze szpitala chyba zamieszkała gdzie indziej, a Adriana wcześniej nie poprosiła jej o numer telefonu. Przez to straciły kontakt. Znowu została całkiem sama ze sobą i swoimi problemami. Zabrakło osoby, która mogłaby ją wysłuchać. I doradzić.

Miała mamę, ale… mama nienawidziła Stefana. A Adriana pragnęła porozmawiać z kimś, kto potrafiłby ocenić jej sytuację z boku, bez zbędnych emocji. Pragnęła wysłuchać kogoś zupełnie niezaangażowanego, ale zaufanego. Kogoś, kto potwierdziłby, że dobrze robi, i wsparł, kiedy będzie wyrzucać blisko dziesięć lat życia do kosza, bo to w finalnym rozrachunku okaże się dla niej czymś dobrym.

Agnes jednak nie było, a Adrianie właśnie kończył się czas.

Rozdział pierwszy

Dzwonek telefonu wyrwał Adrianę z zamyślenia.

– Tylko mi nie tłumacz, że zapomniałaś… – W głosie Jagody zabrzmiała irytacja.

Przycisnęła mocniej komórkę do ucha i poszukała wzrokiem zegara. Do spotkania zostało dziesięć minut. Nie zapomniała, tylko zamyślona straciła poczucie czasu.

– Już wychodzę – obiecała, po czym przerwała połączenie.

Narzuciła na siebie lekką kurtkę i wzuła nowe buty na niskim obcasie. Nim sięgnęła po leżące w koszyku klucze, spojrzała w lustro. Makijaż, który zrobiła rano, nadal wyglądał dobrze. Z Jagodą umówiły się w Osterii Fenicottero – włoskiej knajpce położonej blisko jej domu. Adrianie odpowiadała panująca tam swobodna atmosfera oraz lokalizacja w centrum Brzęczkowic.

Piętnaście minut później weszła do lokalu i rozglądała się za Jagodą. Po chwili zauważyła ją siedzącą przy stoliku z widokiem na taras. Przyjaciółka uważnie czytała kartę.

– Już jestem – rzuciła Adriana lekko zadyszanym głosem. Kiedy zdejmowała kurtkę pojawiła się przy nich kelnerka z drugą kartą.

– Poproszę latte – rzuciła Jagoda.

– Dla mnie to samo – zdecydowała Adriana, odkładając na stolik menu.

Wymieniły powitalne pocałunki. Odniosła wrażenie, że przyjaciółka uważnie jej się przygląda. Po chwili Jagoda uśmiechnęła się.

– Wyglądasz lepiej niż ostatnio – pochwaliła.

– Zainwestowałam w kosmetyki. I przestałam uczyć się po nocach. Udało mi się pomyślnie zaliczyć sesję, chociaż raz niewiele brakowało i poległabym na drobiazgu.

– Sen to najlepszy kosmetyk – zgodziła się Jagoda. Adrianie daleko jeszcze było do szczytu formy, ale na szczęście przestała przypominać zabiedzoną sierotkę Marysię na narkotykowym głodzie.

Adriana przypatrywała się w milczeniu przyjaciółce. Nie należała do najlepszych obserwatorów, ale dostrzegła w niej coś takiego… Wygodniej umościła się na krześle i zmrużyła odrobinę oczy. Miała pewne podejrzenia.

– Ja jak ja, ale ty… widzę, że promieniejesz. Stało się coś dobrego?

Jagoda zarumieniła się delikatnie i uśmiechnęła do przyjaciółki.

– Tak… Jeszcze za wcześnie o tym mówić, ale spotkaliśmy się parę razy i… zaiskrzyło. Ma na imię Mateusz i jest taki… sama wiesz… słodki. – Zachichotała. – Na razie nie chcę zapeszyć, więc będę siedzieć cicho, ale jeśli to wypali, na pewno cię o tym poinformuję.

Adriana odwzajemniła uśmiech. To cudownie, że u Jagody wydarzyło się coś dobrego. Ostatnio była taka zabiegana i zapracowana. Przyjaciółka będzie miała pretekst, aby odrobinę zwolnić i zadbać o siebie.

– Liczę na to!

– Skusisz się na coś? – spytała Jagoda, przypatrując się kolejnym pozycjom w karcie. – Mają tu naprawdę niezłą kuchnię.

Adriana pokręciła głową. Na kawę raz, góra dwa razy w miesiącu mogła sobie pozwolić, ale posiłki w restauracji nie mieściły się, zwłaszcza ostatnio, w jej budżecie. Niestety, brzuch dał o sobie znać głośnym burczeniem. Usłyszała je Jagoda.

– Zjesz coś – oznajmiła stanowczo. – Nie samym snem żyje człowiek.

– Nie chciałam bardzo się spóźnić i nie zdążyłam nic przegryźć przed wyjściem. Zjem po powrocie do domu.

 

– A tymczasem będziesz handlować głodem? Na dodatek w knajpie? Nie wydaje mi się – ucięła dyskusję.

Adriana unikała wzroku przyjaciółki. Patrzyła na płomień świeczki migoczący w przeźroczystym kielichu.

– Wiesz, że mnie nie stać – przypomniała cicho.

Jagoda spoważniała.

– Ja zapłacę. I nie chcę słyszeć nawet słowa sprzeciwu – rzuciła, widząc, że Adriana otwiera usta, aby zaprotestować. – A ty mi opowiesz, co znowu zrobił ten gnojek.

Adriana nie lubiła się skarżyć, ostatecznie sama dokonała swoich wyborów i nikt ją nie zmuszał do poślubienia Stefana. Jednak miło byłoby komuś się wygadać. Komuś, kto stanie po jej stronie. Nim zaczęła swoją opowieść, poczekała, aż kelnerka postawi na kraciastym obrusie ich kawę i odejdzie na bezpieczną odległość.

– Nie przelał mi w kwietniu żadnych pieniędzy.

Jagoda właśnie słodziła swoją latte i usłyszawszy wyznanie przyjaciółki, prawie rozsypała cukier.

– Mówiłam. Gnojek. Wytłumaczył ci, dlaczego tego nie zrobił? Poza tym, że to oczywiście twoja wina.

– Wyłącznie moja – ironicznie zgodziła się Adriana. – Zastrajkowałam i przestałam mu prać, więc musiał sobie biedaczek kupić nowe koszule. Nie może mi dać kasy na utrzymanie, ponieważ spłaca kartę.

Jagoda energicznie zamieszała kawę i zlizała z łyżeczki piankę.

– I co ty na to? Podkuliłaś ogon czy może nareszcie poszłaś po rozum do głowy?

– Gdy popłaciłam wszystkie rachunki, nie za wiele zostało mi na koncie. To nieekonomiczne, ale zakupy zaczęłam robić tylko dla siebie. Kupuję trochę jedzenia. Akurat tyle, żeby starczyło mi na jeden dzień. Obiady gotuję i mrożę, ponieważ Stefan wciąż nie zdołał zlokalizować zamrażalnika.

Po wielkiej awanturze w niedzielę, podczas której zarzucił jej, że chce go otruć, wyszedł, trzaskając drzwiami. Pewnie pobiegł prosto do Agaty. Domyśliła się tego, ponieważ dwie godziny później z wizytacją wpadła teściowa. Na szczęście nie siedziała długo, zorientowawszy się, że ukochany jedynak gdzieś wybył. I nawet od matki nie odbierał telefonów.

– Wybacz, ale Stefan zdołał jakoś zastąpić twój mózg mopem połączonym z ubijaczką do jajek. Szkoda tylko, że nie potrafisz tym sprzętem wbić mu odrobinę rozumu do głowy. – Jagoda pokręciła z ubolewaniem głową. – Znasz moją opinię…

– Wiem, ale się boję…

– A czego? Życia w pojedynkę? Przecież cały czas tak żyjesz. Nigdy nie mogłaś na niego liczyć. Zostałaś sama z przerośniętym, egoistycznym przedszkolakiem. Dobrze, że przynajmniej z rodzicami rozmawiasz, to już naprawdę postęp. Jeśli chcesz znać moje zdanie, to powinnaś rzucić drania w cholerę.

Nie tylko ty mi to doradzasz, pomyślała Adriana. To samo usłyszała podczas ostatniej wizyty w domu rodzinnym. Po raz pierwszy od lat spotkała się z Szymonem. Brat zmierzył ją wzrokiem i oznajmił, że zna niezłych prawników, którzy z przyjemnością zajmą się jej rozwodem. Powiedział także, że gdyby spotkał Stefana w ciemnej alejce, pobiłby go bez wahania. Brat niby żartował, ale wyczytała z jego oczu, że gotów byłby to zrobić.

– Wiem… I sama zaczynam dojrzewać do tej decyzji. Jeszcze w styczniu chciałam ratować małżeństwo. Teraz przekonałam się, że nie mamy szans… – powiedziała smutno.

– Nigdy nie mieliście – mruknęła Jagoda.

Adriana odsunęła od ust wysoką szklankę i zmierzyła przyjaciółkę wzrokiem.

– Co masz na myśli? – spytała ostrożnie.

Zauważyła, że Jagoda wyraźnie się waha. Przez chwilę milczała, powoli sącząc kawę i najwyraźniej starając się poukładać wszystko, co miała do powiedzenia. W końcu odsunęła od siebie szklankę i uważnie przyjrzała się Adrianie.

– Tak sobie myślę, że jesteś gotowa mnie wysłuchać. Kilka miesięcy temu nie chciałaś, a ja później nie miałam dość odwagi, aby ponownie poruszyć ten temat. Chociaż trzymanie tego w tajemnicy przed tobą zżerało mnie po kawałeczku. Żywcem.

Adriana potrząsnęła głową i uśmiechnęła się.

– Nie ma sensu bez końca roztrząsać przeszłości. Wiem, że żałujesz, a ja już zapomniałam…

– Nie wtedy, kiedy twoja przeszłość do dzisiaj kąsa cię w tyłek. I nie dotyczy mnie osobiście. A właściwie dotyczy tyle, że gdy się dowiedziałam, powinnam od razu iść do ciebie i nie odpuszczać, aż mnie wysłuchasz. Nie postąpiłam w ten sposób i z tego powodu strasznie mi wstyd. I to mnie gryzie.

– Wiem, że to wszystko wina Agaty… – Adriana machnęła ręką. – Sama doszłam do tego wniosku już parę lat temu. Najprawdopodobniej czegoś mi dosypała i liczyła na łut szczęścia. Potem zmontowała ten filmik i umieściła go w sieci.

Jagoda uśmiechnęła się współczująco.

– Kochana, tak naprawdę stoisz na czubku góry lodowej i nie widzisz szlamu, który kryje się pod powierzchnią. Życie zniszczył ci ten cholerny triumwirat.

Adrianie mocniej zabiło serce. Zmarszczyła brwi, nie spuszczając wzroku z twarzy Jagody.

– Triumwirat?

Przyjaciółka potaknęła.

– Agata. Wiktoria. I… – przełknęła nerwowo ślinę – i Stefan.

Obruszyła się nieco, usłyszawszy ostatnie imię. Jej małżeństwo się posypało, ale w licealnych czasach w zasadzie mogła na niego liczyć. W szkole, owszem, unikał jej jak wszyscy, ale przynajmniej odwiedzał ją w domu. Dzwonił. Interesował się.

– Ale… Stefan wtedy został przy mnie. Jako jedyny – upierała się. – I za to jestem mu wdzię…

– Nie kończ, błagam cię – przerwała jej Jagoda. – Nic nie rozumiesz. To Stefan zamieścił ten filmik w sieci – wypaliła i spuściła na chwilę wzrok, ponuro wpatrując się w obrus i mocno zaciskając dłoń na łyżeczce.

Stefan. Filmik.

Adrianie zakręciło się w głowie i ciężko opadła na oparcie krzesła. Nie wiedziała, co powiedzieć, więc w ciszy wpatrywała się w poważną twarz przyjaciółki. To przecież niemożliwe. Dopiero co usłyszane nowiny nie mieściły jej się w głowie.

Jeśli… jeśli Jagoda mówi prawdę, to znaczy, że małżeństwo Adriany zostało zbudowane w całości na kłamstwie. Stefan nie tylko wykorzystał słabość swojej dziewczyny, ale także skrzywdził w najgorszy możliwy sposób. Natychmiast przypomniała sobie śmiech, drwiny, poczucie kompletnego wyobcowania. A potem wszechogarniającą apatię. Stefan dzwonił, pocieszał, pomstował nawet na kolegów. Traktowała go jak kotwicę.

A teraz dowiaduje się od przyjaciółki, że to zachowanie było fałszem, a jej wybawca – oszustem? Przyczyną cierpienia? W takim wypadku miał szansę z bliska obserwować efekty swojego postępowania. Napawać się nimi i dzielić z przyjaciółmi. Zdrada, jakiej dopuścił się z Agatą, przy tej możliwości po prostu była niczym. Ale dlaczego?

Na miłość boską, dlaczego chłopak, który ponoć ją kochał, zrobił jej coś takiego? Przecież powinien ją chronić! Ta dawno pogrzebana, skrzywdzona część niej zaczęła budzić się i zadawać pytania! Zastanawiać się nad motywami jego działania.

Nie pojmowała ich.

Gdy nerwowo zamrugała powiekami, aby zwalczyć cisnące się do oczu łzy i odzyskać panowanie nad sobą, wiedziała, że lada chwila przegra. I zupełnie się rozklei.

W odzyskaniu równowagi pomógł jej wzrok Jagody. Współczucie, które w nim wyczytała. I jej pełne wsparcia milczenie.

Nie będzie płakać przez Stefana. Nigdy więcej nie zamierza z jego powodu wylewać łez. Jeśli Jagoda mówiła prawdę, mąż zdecydowanie nie był tego wart. Wzięła głęboki oddech.

– Już czuję się lepiej. A teraz wyjaśnij mi, skąd wiesz. Nie, lepiej opowiedz wszystko, co wiesz – poleciła z naciskiem.

– Może pojedziemy do mnie? – zaproponowała Jagoda. – Jeszcze nie widziałaś mojego nowego mieszkania. Przy okazji cię nakarmię, skoro masz opory, bym zapłaciła tutaj rachunek.

Przyjaciółka poszukała wzrokiem kelnerki.

– Gotujesz?

– Robię niesamowite sałatki – obiecała.

Jagoda mieszkała na wybudowanym stosunkowo niedawno zamkniętym osiedlu na Mazybergu. Adriana została zaproszona do przestronnego pokoju dziennego z otwartym aneksem kuchennym. Z ciekawością rozglądała się po urządzonym w słonecznych kolorach pomieszczeniu. Wrażenie przestronności potęgowały duże, sięgające podłogi okna. Rzuciła ostrożne spojrzenie przyjaciółce, która właśnie myszkowała w otwartej lodówce. Podczas drogi z restauracji nie odzywały się do siebie, a Adriana w tym czasie częściowo odzyskała równowagę. Była gotowa na wysłuchanie tej opowieści, a jednocześnie zastanawiała się, jak ją zweryfikować.

Och, nie wątpiła, że Jagoda mówi prawdę, albo właściwie to, co uważa za prawdę. Jednak wolałaby uzyskać pewność, nim skonfrontuje się z mężem.

– Zrobić ci kawę?

– A mogłabym dostać herbatę? Tak naprawdę nie przepadam za kawą i piję ją tylko okazjonalnie.

Jagoda uśmiechnęła się, jednocześnie wyciągając z szafki filiżanki.

– Widzę, że ta niechęć nie przeszła ci od czasów szkolnych. Sama nie wiesz, co tracisz… – Otworzyła inną szafkę, w której poukładane miała różne puszeczki. – Czarna? Może zielona? O, już wiem…

Postawiła przed Adrianą parującą filiżankę i wróciła za wysoką ladę, na której zaczęła kroić owoce. Adriana wciągnęła nosem przyjemny aromat naparu.

– Co to takiego?

– Oolong mango cookie. Jedna z moich ulubionych.

Adriana skosztowała gorącego płynu i stwierdziła, że smakował tak samo bosko jak pachniał.

– Widzę, że ty za to nauczyłaś się cenić dobrą herbatę.

Jagoda postawiła przed nią miseczkę z sałatką.

– Wcinaj.

Obie w milczeniu zajęły się jedzeniem, tym samym odwlekając w czasie podjęcie nieprzyjemnego tematu. Lecz on i tak majaczył w pobliżu, niwecząc przyjemność, którą w przeciwnym wypadku czerpałaby z posiłku. Wyraźnie dało się odczuć wiszące w powietrzu napięcie. Kiedy po raz kolejny miała problem, aby przełknąć kawałek owocu, odłożyła łyżeczkę do w połowie opróżnionej salaterki i wygodnie oparła się o żółte poduszki kanapy.

– Po prostu mi to powiedz. Obiecuję nie wyskoczyć przez okno. – Adriana uniosła rękę w geście żartobliwej przysięgi.

– Co najwyżej skręciłabyś sobie nogę, po potknięciu o próg drzwi tarasowych. Ale dobrze… – Jagoda odetchnęła. – Jakiś rok temu mieliśmy spotkanie klasowe. Agata nie pojawiła się, za to przyszła Wiktoria. Zażywałam wtedy antybiotyk, więc nie mogłam pić alkoholu. Dlatego zobowiązałam się odwieźć ją do domu po imprezie. Kompletnie się wtedy spiła, więc puściły wszystkie hamulce. Przejeżdżałyśmy niedaleko naszego liceum i wtedy zebrało jej się na szczerość. Możesz sobie wyobrazić, że gdy padło twoje imię, cała zamieniłam się w słuch. Wiele spraw nagle stało się dla mnie klarownych…

Jagoda przymknęła oczy i starała się przypomnieć sobie dokładne słowa Wiktorii. Nie uczestniczyła w pamiętnej osiemnastce i o wielu faktach usłyszała wtedy po raz pierwszy. Znowu znajdowała się w samochodzie i z dłońmi zaciśniętymi na kierownicy słuchała wynurzeń byłej koleżanki, która z chichotem wspominała dawne czasy.

– Strasznie podobał mi się wtedy Maciek… Lubiłam go, ale wstydziłam się do tego przyznać ze względu na Stefana. Nastolatki są takie duuurne, nie? Stifiego wszyscy uwielbiali, a Maciek… wyglądało na to, że wcale nie dba o to, co inni o nim sądzą. Wydawało mi się to takie ffajneee. I coooo…? Widziałam, jak siedzi z tą cholerną Adrianą i uśmiechają się do siebie, tacy zachwyceeeni sobą. Przy nikim innym się nie śmiał, a Adusia miała przecież cudneeego Stefana, a bezczelnie… bezczelnie podrywała innego. Nakręciłam ich, żeby Stifi wiedział, co z niej za szmata! Miałam ochotę ją zaaabić… – Wiktoria czknęła w ciemnościach. – A potem wszystko potoczyło się nie taaak…! Stefan ich zobaczył przyklejonych i się wściekł. Myślałam… że z nią zerwie, ale tylko, kuuurwa, zaczął lać Maćka. I wtedy wooow! Nie przyyyy… przypuszczałam, że… Maciek w końcu mu odda. A Stefana zamroczy i padnie. Wtedy wszyscy zobaczyli, że z Pływaka wcaaale nie był taki mięczak, jak go opisywał Stifi… Nim chłopcy ocucili Stefana, Maciek zdążył wziąć na ręce kompletnie naćpaną Adusię i gdzieś z nią wyszedł. Tak po prostu… I potem już nieee wrócili. Przynajmniej zdążył ostatni raz w życiu pobzykać, nim… sama wiesz. Miał takie siiiiiiilne ramiona – zamruczała. – Szkodaaa, że został kaleką.

Jagodzie zrobiło się niedobrze. Najchętniej wyrzuciłaby byłą koleżankę z samochodu, jednak chciała usłyszeć wszystko do końca. Całe przyznanie się do winy.

– I dlatego wrzuciłaś to nagranie do netu? Z zazdrości?

Wiktoria zachichotała i znowu czknęła.

– Ja? Nie… Nie wiedziałaś? Naprawdę nie wiedziałaś?! To Stifi wrzucił część nakręconego filmiku z oooosiemnastki… kiedy go odwiedziłam z kaaamerą następnego wieczoru. – Zachichotała. – Zemścił się na tej zdzirze… Chciał ją ukarać za to, że… że stracił twarz przed kumplami. Tak łatwo daaała innemu… Zamierzał z niiią zerwać, ale tak, by żaaaaden facet się nią nie zainteresował. Przesłał Agacie link… a ona…

 

– Co? – warknęła Jagoda, zajeżdżając pod blok byłej koleżanki.

– Zawsze umiała pisać! – Wiktoria wybuchła głośnym pijackim rechotem. – Ada była kompletnie skończona tak z dnia na dzień! I wszystko super by się potoczyło, bo jestem pewna, że dostałabym Maćka, gdyby nie… gdyby nie ten chujowy wypadek! – warknęła. – Nie interesowało mnie potem jakieś tam warzywo. A kiedy zachorował ojciec Stefana… Żadna z nas nie miała tyle kasy co Ada i wszystko szlag trafił. Niedobrze mi…

Jagodzie też zrobiło się niedobrze od towarzystwa Wiktorii.

Teraz siedziała naprzeciwko Adriany, która słuchała zwięzłej relacji z pobladłą twarzą i zagryzionymi wargami. Jej oczy miały taki wyraz… że Jagoda nie potrafiła dłużej w nie patrzeć. Przyjaciółka wyglądała, jak gdyby po raz kolejny zawalił jej się świat.

– Nie wiedziałam, że filmowano całą imprezę – odezwała się Adriana, przełamując trwającą ciszę. – Agata kilka dni wcześniej chwaliła się telefonem z bajerami i do teraz uważałam, że to nim nakręciła zamieszczony w necie fragment osiemnastki. Wtedy… przez jakiś czas nie miałam ochoty tego analizować.

– Wyciągnęłaś słuszny wniosek. Gdy odeszłaś ze szkoły, przypadkowo usłyszałam, jak Agata przechwalała się, że to jej zasługa, a wasze zerwanie jest jedynie kwestią paru dni… Wtedy dopiero przejrzałam na oczy, ale już było za późno…

Jagoda również dołożyła swoją cegłę do nieszczęścia Ady. I to, że obecnie czuła się tak podle, nie stanowiło żadnego zadośćuczynienia za krzywdy wyrządzone w przeszłości. Zwłaszcza że Adriana nadal pokutowała, choćby jeszcze trwającym małżeństwem ze Stefanem.

Jagoda nagle poczuła, że ktoś… Ada delikatnie głaszcze ją po dłoni, więc nabrała odwagi, aby znowu spojrzeć przyjaciółce w oczy.

– Przepraszam…

– To nie ty powinnaś mnie przeprosić. Każdy przechodzi chwilę zwątpienia, a twoja… po prostu wypadła w niekorzystnym dla mnie momencie. – Uśmiechnęła się blado.

– Gdybym tylko…

Adriana potrzasnęła głową. Dokładnie wiedziała, co Jagoda chce powiedzieć.

– Nie. Gdybyś uczestniczyła w imprezie, najprawdopodobniej niczego by to nie zmieniło. Inni wszystko widzieli i bez problemu zostali zamanipulowani przez Agatę. Pijani nie bywają rzetelnymi świadkami. A ona zawsze dążyła do celu po trupach.

Wtedy pragnęła zdobyć Stefana i najwidoczniej teraz historia zatoczyła koło. A Adrianę właśnie ogarnęła wielka chęć spełnienia marzenia dawnej koleżanki. Nawet zawiązałaby mu czerwoną kokardę na szyi. A potem mąż z kochanką mogą się na niej symbolicznie powiesić!

Obecnie musiała zdobyć jeszcze tylko jedną rzecz: potwierdzenie opowieści Jagody. Nie wątpiła, że przyjaciółka mówiła prawdę, ale jej potrzebny był bardziej namacalny dowód niż pijackie zwierzenia Wiktorii.

I chyba nawet wiedziała, gdzie go szukać.