Marrakesz. Przewodnik

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Magdalena Nowakowska, Michał Głombiowski

MARRAKESZ - PRZEWODNIK

Wprowadzenie

Marrakesz, choć od dawna nie pełni roli stolicy, jest jednym z bardziej rozpoznawalnych miast Maroko. Rozłożony u progu Sahary, kusi przyjezdnych afrykańską egzotyką, barwną historią, artystycznym nimbem. Przez lata był drugim domem dla ściągających tu z Europy i Ameryki artystów, reporterów, pisarzy. Przyciągał wolne duchy, ekscentryków, ale też twardo stąpających po ziemi handlowców i drobnych przedsiębiorców.

Historią tego miejsca z powodzeniem można by obdarować kilka miast. Rosnące bogactwo, prestiż, zmieniający się władcy, handlowe centrum Maroko, zachwycająca architektura… Ślady czasów świetności miasta można podziwiać do dziś, błąkając się po uliczkach średniowiecznej medyny, odpoczywając w pałacowych ogrodach, zaglądając do dawnych medres, wyszukując kolejne minarety czy śpiąc w oszałamiających zdobieniami riadach – dawnych domach zamożnych mieszkańców, dziś często pełniących rolę hoteli.

Marrakesz pozostał wierny handlowej tradycji. Na sukach – krytych bazarach – od świtu do późnego wieczoru sprzedaje się setki różnego rodzaju artykułów, od tych codziennego użytku, po wyroby skórzane, kunsztownie wykonaną biżuterię czy wysokiej jakości dywany. Dla turysty to prawdziwy zakupowy raj, choć ceną za przebywanie w nim, jest obowiązek wzięcia udziału w niemal niekończącym się rytuale negocjacji cenowych, w których to zwykle sprzedający jest górą.

Wizyta w Marrakeszu to także niepowtarzalna okazja, by spróbować miejscowych specjałów kulinarnych. Kuchnia Maroko uchodzi za najlepszą w Afryce Północnej, a na miłośników egzotycznego jedzenia czekają aromatyczne tadżiny, pikantne hariry, treściwe hummusy czy lepiące się od słodyczy ciasta oraz marokański napój narodowy, miętowa herbata.

Dla podróżujących dobrą wiadomością jest to, że Marrakesz nie jest miejscem specjalnie drogim. Za rozsądne pieniądze można więc znaleźć zarówno dobre jedzenie, wygodny nocleg, jak i zaopatrzyć się w tradycyjne rękodzieło. Odkrywanie Marrakeszu to niekończąca się przygoda.

I. Historia i kultura


Historia

Marrakesz powstał za sprawą Almorawidów, pobożnych i walecznych Berberów z Sahary, zajętych szerzeniem surowego islamu i wojnami z niewiernymi. W połowie XI w. mieli oni już w rękach całą południową część Maroka, brakowało im jednak stolicy, która bardziej odpowiadałaby ich stylowi życia niż ciasne miasta podbitych plemion. Wybór padł na pustynną równinę, położoną u stóp górującego od południa wysokiego Atlasu, kilka kilometrów od rzeki Tensift i w pobliżu rozległych pastwisk, w sam raz dla licznych almorawidzkich stad.

Pierwsi mieszkańcy przybyli w 1062 r. na czele wodza Jusufa ibn Taszfina, a że byli to żołnierze, osada przyjęła formę obozu wojskowego – rozłożonych w koncentrycznych kręgach namiotów. Jedynymi murowanymi budynkami były meczet i kazba, czyli zamek służący do przechowywania skarbu i zapasów. Z czasem zaczęły pojawiać się zabudowania mieszkalne, wznoszone z cegieł błotnych o rdzawym kolorze miejscowej ziemi. Ten budulec i jego kolor na zawsze już przylgnęły do Marrakeszu, nazwanego z tego powodu Medinat el Hamra, czyli Czerwonym Miastem. Pustynne okolice obsadzono palmami daktylowymi, nadającymi miastu wygląd oazy.

W miarę jak rozrastało się państwo Almorawidów – w ciągu kilkudziesięciu lat objęło znaczne tereny Afryki północnej i muzułmańską część Hiszpanii – rósł też Marrakesz, który dzięki bogactwom zagrabionym w Hiszpanii i pochodzącym z niej architektom i artystom nabrał andaluzyjskiego wyrafinowania. Długo natomiast nie myślano o budowie murów obronnych, pierwsze obwarowania wzniesiono dopiero, gdy w powietrzu zawisła groźba ataku ze strony wywodzącego się z gór Atlasu Wysokiego plemienia Masmuda. Jego członkowie, niezadowoleni z odejścia od głoszonej wcześniej ortodoksji islamskiej, założyli własny ruch religijny zdobywający spore poparcie wśród muzułmanów. Przyjęli oni nazwę Al-muwwahhidun (arab. „zjednoczeni z Bogiem”), w źródłach europejskich pojawiającą się jako Almohadzi. Przywódcą religijnym został Muhammad Ibn Tumert, który ogłosił się mahdim, czyli mesjaszem. Pierwszy raz Almohadzi stanęli u bram Marrakeszu w 1128 r., nie udało im się jednak pokonać obwarowań miasta. Dzieła dokonali 23 marca 1147 r., już po śmierci Tumerta, pod wodzą Abd al-Mumina tytułującego się kalifem mahdiego. Po jedenastomiesięcznym oblężeniu zwycięsko weszli do miasta i wybiwszy wszystkich obrońców oraz znaczną część mieszkańców, położyli kres państwu Almorawidów. Bram miasta nie przekroczył jednak al-Mumin twierdząc, że nie może tego zrobić, gdyż wszystkie mihraby w meczetach są źle usytuowane, odchylając się o kilka stopni od kierunku Mekki. Problemowi zaradzono burząc wszystkie świątynie. Oszczędzono jedynie kubbę Ba’adiyin, która dotrwała do naszych czasów jako jedyny przykład architektury Almorawidów w Marrakeszu.

Wojska Almohadów zdobyły znaczną część Andaluzji i posunęły się na wschód aż do Cyrenajki. Zyskał na tym Marrakesz. Jako stolica olbrzymiego imperium pełnił funkcje administracyjne, ale stał się również ośrodkiem rzemieślniczym, głównie dzięki przybyciu licznych emigrantów z Andaluzji. Zasłynął jako miejsce wytwarzania skór safianowych, zwłaszcza kurdybanów.

Almohadzi dysponowali środkami (zasilanymi dodatkowo reformą podatkową przeprowadzoną przez Al-Mumina), by na ruinach, w jakie obrócili dzieła poprzedników wznieść jeszcze bardziej monumentalne budowle. Na miejscu dawnych meczetów zbudowano nowe, z mihrabem ustawionym w prawidłowym kierunku. Wtedy powstał słynny meczet Kutubijja, do dziś największy w Marrakeszu, z imponującym minaretem, który stał się pierwowzorem podobnych budowli w Rabacie i Sewilli. Największą świetność Marrakesz przeżywał za czasów panowania Al-Mansura, wnuka al-Mumina. Wzniesiono ufortyfikowaną kazbę, zbudowano qissariaty (kryte hale targowe), powstawały bogate rezydencje o dekoracyjnych fasadach, brukowano ulice, zakładano ogrody, kwitnące dzięki rozbudowanemu systemowi nawadniającemu. Piękny i dostojny Marrakesz w pełni oddawał potęgę państwa Almohadów.

Nie minęło nawet sto lat, a klęski w Andaluzji, kryzys władzy zakończony wojną domową, susza i plaga szarańczy oraz związany z nią głód połączony z epidemią dżumy znacznie uszczupliły siły imperium. Sytuację wykorzystało berberyjskie plemię koczownicze Beni Merin, które odnosiło coraz większe sukcesy w walce o władzę nad Marokiem, zdobywając Meknes, Fez, Rabat, Salé i Anfę (Casablanka). W 1262 r. Merynidzi oblegli Marrakesz, czyniąc miasto swoim wasalem zobowiązanym do płacenia rocznego trybutu, jednak już siedem lat później pod wodzą Abu Jusufa Jakuba zdobyli miasto i włączyli je do swych posiadłości. Merynidzi przenieśli stolicę do Fezu, określanego wtedy mianem Białego Miasta. Marrakesz stracił rolę centrum administracyjnego, choć pozostał ośrodkiem rzemiosła i handlu. Pod panowaniem Merynidów pozostał przez niemal 200 lat, do 1465 r. gdy bezpotomnie zmarł ostatni władca z dynastii, sułtan Abdulhak II.

Na kilkadziesiąt następnych lat Marrakesz został włączony do terenów będących we władaniu emiratu Hintata, państwa utworzonego w górach Wysokiego Atlasu, znacznie jednak stracił na znaczeniu, wyludnił się i podupadł gospodarczo.

W 1525 r. rosnąca w siłę dynastia Saadytów bez większego wysiłku zajęła Czerwone Miasto, a ponad dwadzieścia lat później objęła swym panowaniem całe Maroko. Za Saadytów Marrakesz ponownie przejął funkcje stolicy dobrze prosperującego kraju i odzyskał pozycję węzła handlowego na szlaku karawan kursujących między Maghrebem a Afryką Subsaharyjską. Zadbano o rozwój rzemiosła – w dawnych zabudowaniach pałacu Almohadów sułtan Abdullah al-Ghalib umieścił fabrykę broni, założono centrum handlowe dla chrześcijan i mellah, dzielnicę żydowską. Za Saatydów powstał ogromny meczet el Muasin, wspaniałe grobowce władców, a za czasów panowania najwybitniejszego sułtana dynastii, Ahmada I al-Mansura, pałac el-Badi (Niezrównany), będący kopią grenadzkiej Alhambry. Koniec dobrej passy przyszedł wraz z epidemią dżumy, szalejąca w całym kraju przez dziesięć lat. Opuszczone pola leżały odłogiem, doprowadzając do klęski głodu, administracja centralna przestała funkcjonować, upadł system podatkowy. Zaraza nie oszczędziła samego al-Mansura. Po jego śmierci rozgorzały walki o władzę między trzema synami, a miasto było wielokrotnie zdobywane i plądrowane. Dynastia ostatecznie straciła władzę w Marrakeszu w 1659 r.

Następcom Saadytów, Alawitom – dynastii panującej w Maroku do dziś – w ciągu kilku lat udało się zjednoczyć kraj podzielony między należące do różnych bractw religijnych państewka. Na stolicę nowi władcy wybrali Meknes, doceniając dobry klimat i strategiczne położenie tego miasta. Drugi sułtan z dynastii, Mulaj Ismail, wniósł niewątpliwe zasługi dla utrzymania jedności państwa, zrestrukturyzował armię, pod jego rządami nastąpił szybki rozwój gospodarczy Maroka. Dla Marrakeszu, który stracił na znaczeniu na rzecz nowej stolicy, były to jednak czasy mniej łaskawe. Mulaj Ismail kazał rozebrać pałac el-Badi i uzyskane elementy przenieść do Meknes, by wykorzystać materiał w budowie nowej rezydencji. Lepiej przysłużył się Marrakeszowi panujący w drugiej połowie XVIII w. wnuk Ismaila, Sidi Muhammad III, który nie szczędził środków na rozbudowę miasta, zakładał nowe ogrody, przebudował i odnowił mury miejskie.

W XIX w. miasto zubożało, głównie za sprawą zastąpienia handlu transsaharyjskiego, od którego zależała gospodarka, handlem morskim, co z kolei rozpoczęło czasy prosperity dla miast portowych, jak Tanger czy Casablanka. Podupadło również rzemiosło, gdyż na rynek zaczęły trafiać produkty z Europy, tańsze i lepszej jakości. Na niewiele zdały się próby reanimacji przemysły fabrycznego w Marrakeszu – rozdawanie rolnikom sadzonek trzciny cukrowej i otwarcie cukrowni, mającej stanowić konkurencję dla sprowadzanego z zagranicy cukru.

 

W tym samym stuleciu Maroko stanęło w obliczu kolonializmu. Coraz silniejsza zależność ekonomiczna od Europy, zwłaszcza Francji i Hiszpanii, połączona z kryzysem władzy, doprowadziła w efekcie do podpisania 30 marca 1912 r. traktatu w Fezie, na mocy którego Maroko zostało objęte protektoratem francuskim. Francuzi wyznaczyli Marrakesz na stolicę jednego z siedmiu regionów, na które podzielili protektorat. W mieście ulokowano koszary Legii Cudzoziemskiej. Powstała nowa dzielnica (ville nouvelle), ożywiono medynę, zbudowano Place de Foucauld.

Po odzyskaniu przez Maroko niepodległości w 1956 r., na stolicę wyznaczono Rabat. Marrakesz, który przestał być ważny z punktu widzenia administracji państwa, a rolę koordynatora międzynarodowego handlu miał już dawno za sobą, musiał odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Pomogły mu w tym dwa atuty – uroda i otoczona nimbem egzotyki bogata historia, na które nie pozostał obojętny rodzący się w tych czasach masowy ruch turystyczny. W latach 60. i 70. Marrakesz stał się mekką poszukujących duchowej strawy hipisów, pielgrzymowali doń po inspirację wszelkiej maści artyści, a wielkie sławy gościły w przemienionych w hotele dawnych rezydencjach. W 1985 r. wpisano medynę Marrakeszu na listę światowego dziedzictwa kulturowego Unesco, budząc kolejne fale żądnych wrażeń przybyszów. Liczba turystów przyjeżdżających do Marrakeszu rośnie z roku na rok, wspierana polityką Mohammeda VI, którego celem jest zwiększenie liczby gości do 20 mln w 2020 r.

Ludzie i obyczaje

W żyłach Marokańczyków płynie krew rdzennych mieszkańców Afryki Północnej zwanych Berberami (choć sami nazywają siebie Amazigh), czarnych Afrykańczyków, przybyłych pod koniec VII w. Arabów oraz Europejczyków, ale lista ludów jakie przewinęły się przez tereny dzisiejszego Maroka jest dużo dłuższa. Arabowie i Berberowie przez wieki stanowili dwie najbardziej wyraziste grupy etniczne, przez wieki mieszały się one jednak ze sobą, stąd postronnemu obserwatorowi trudno niekiedy odróżnić jednych od drugich. Wskazówką może być język – Arabowie nie posługują się żadnym z języków berberyjskich, a część Berberów, zwykle mieszkańców górskich i pustynnych wiosek, nie mówi z kolei po arabsku. Wszystkich natomiast łączy wyznawana religia. Jest nią sunnicki odłam islamu, wzbogacony o cechy wywodzące się z rdzennej tradycji, jak kult marabutów – świętych mędrców, czy zwalczana przez teologów muzułmańskich wiara w dżinny i czary. Silnie zakorzeniony jest też sufizm, mistyczny nurt w islamie.

Marabuci to znawcy Koranu, nauczyciele i przywódcy religijni lub żyjący z jałmużny asceci i pustelnicy, liczący na to, że wyzbycie się doczesnych pragnień zbliży ich do Boga. Pełnią oni rolę duchowych przewodników, do których ludzie zwracają się po radę czy błogosławieństwo. Mają moc wypraszania łask u Boga, samo przebywanie w ich towarzystwie może korzystnie wpłynąć na rozwój duchowy człowieka. Nieobce są im tradycje magiczne, tworzą amulety, zdejmują złe uroki, uzdrawiają, przepowiadają przyszłość. Ze względu na przypisywane im nadprzyrodzone moce, marabuci uważani są za świętych, a po śmierci, ich groby stają się celem pielgrzymek. Najsłynniejsi z nich cieszą się kultem przyciągając tłumy wiernych, inni pozostają w pamięci jedynie lokalnej społeczności. Groby marrakeskich marabutów znajdziemy w każdej niemal dzielnicy miasta, nierzadko w jakimś zacisznym zaułku, ukryte i nie zwracające uwagi.

Z kompetencjami marabutów po części pokrywa się zawodowe poletko czarowników, choć ci, w przeciwieństwie do świątobliwych mędrców, nie wystrzegają się czarnej magii. Potrafią zdjąć z człowieka urok rzucony przez „złe oko”, znają wiele przydatnych w życiu codziennym zaklęć, mających moc utrzymania przy sobie kochanka, zaszkodzenia nieprzyjaciołom czy pozbycia się bezsenności. Zalecą amulet (najpopularniejszy to tzw. „dłoń fatimy”), ukręcą magiczną miksturę (np. „pastę księżycową”) lub podpowiedzą rytuał, który zainteresowany będzie mógł odprawić w domu. Wszystkie potrzebne składniki sprzedawane są na targach, podobnie jak różnego rodzaju talizmany. Chroniące przed nieszczęściem drobiazgi, magiczne symbole i tatuaże przydają się też w obronie przed złośliwością dżinnów, złych duchów, powstających z wody i pary w momencie narodzin człowieka. Wedle tych wierzeń, każdy człowiek posiada więc swego dżinna, tak jak i anioła. Dżinny lubią wilgoć, stąd najchętniej przebywają w łazienkach. Najbardziej niebezpieczne stają się nocą, szczególnie między północą a trzecią nad ranem, dlatego przesądni Marokańczycy unikają w tym czasie korzystania z toalety. O ile kwestia czarów i dżinnów nie zaprząta wszystkich w równym stopniu i nie brakuje osób odnoszących się do tych spraw równie beztrosko, jak my do senników czy horoskopów, to oficjalna religia jest już traktowana niezwykle poważnie. Osoby deklarujące ateizm spotkają się z niezrozumieniem, a nawet wrogością – brak wiary w Boga może zostać uznany za bluźnierstwo.

Bez względu na stopień religijności, mniej lub bardziej liberalne poglądy, wszystkich Marokańczyków łączą podobne, wynikające z islamu obyczaje, które warto poznać i starać się ich przestrzegać, by nie zrażać do siebie miejscowych. Jedną z najbardziej rozczarowujących rzeczy dla turysty nie będącego muzułmaninem jest zakaz wstępu do meczetów, często zabytkowych (jedyny otwarty dla niewiernych to meczet Hassana II w Casablance). Nie najlepiej jest też widziane wchodzenie na teren cmentarzy, sami Marokańczycy unikają zresztą takich wizyt.

Tradycyjnym ubiorem dla kobiet i mężczyzn jest dżelaba, luźny strój do kostek, z kapturem i długimi rękawami. Do tego noszone są skórzane pantofle bez pięt, tzw. babouches, często w kolorze żółtym. Wielu ludzi, zwłaszcza młodych, ubiera się w zachodnim stylu, przestrzegając jednak pewnych zasad, do których również turyście wypada się dostosować, by nie powodować niepotrzebnego zgorszenia. Przyzwoity stój, w mniemaniu miejscowych, to długie spodnie dla mężczyzn oraz zakryte ramiona i nogi u kobiet. Mężczyzna w krótkich spodenkach budzi zwykle pobłażanie, za to zbyt skąpo ubrana kobieta zupełnie nie wzbudza sympatii. Zasady skromnego stroju powinny zwłaszcza wziąć sobie do serca kobiety podróżujące samotnie, w przeciwnym razie narażą się na słowne zaczepki z podtekstem seksualnym, niekiedy również wulgarne.

Samodzielne podróżniczki nie mają w Maroku łatwego życia. Poruszanie się po kraju, w którym kobieta siedząca samotnie w kawiarni czy barze automatycznie zostaje uznana za prostytutkę, bo rzeczywiście, inne się w takich miejscach nie pojawiają, jest dość uciążliwe. Wprawdzie dla „dziwnych” zachowań turystek istnieje więcej przyzwolenia, jednak swobodny styl bycia kobiet zachodu przyciąga nadmierną uwagę miejscowych mężczyzn i naraża je na znoszenie ich uporczywych awansów. Dla bezpieczeństwa lepiej wybierać lokale z pomieszczeniem przeznaczonym dla rodzin, całkowicie unikać typowo męskich barów i nigdy nie chodzić w pojedynkę po zmierzchu. Samotne kobiety często spotykają się z pytaniami o stan cywilny. Może się również zdarzyć propozycja małżeństwa, a ponieważ nikt w Maroku nie wierzy, że kobieta może nie chcieć wyjść za mąż, odrzucenie oferty może zostać odebrane bardzo osobiście, zwłaszcza jeśli była ona hojna i składana z dobrego serca.

Sprawy rodziny i małżeństwa pozostają w orbicie najżywszych zainteresowań Marokańczyków i poznając nową osobę na pewno zostaniemy zasypani pytaniami o męża, żonę, ilość posiadanych dzieci. Nie należy tego brać za wścibskość, lecz wyraz szczerego zainteresowania naszą osobą. Istnieją natomiast tematy, których poruszać nie wolno, jak choćby seks czy niektóre kwestie polityczne, np. sprawa Sahary Zachodniej lub Izraela i Palestyny. Lepiej też nie pytać o rodzinę królewską, w żadnym wypadku jej nie krytykować i nie żartować z jej przedstawicieli. Panujący ród wywodzi swoją linię od samego Mahometa, więc brak należnego szacunku zostanie odebrany jak świętokradztwo. Pomijając drażliwe kwestie, Marokańczycy uwielbiają dyskutować i robią to na tyle żarliwe, że postronny obserwator może niekiedy pomylić gorącą wymianę zdań z poważną kłótnią. Wykrzykiwanie, machanie rękami, energiczne trącanie rozmówcy, wszystko to jest wyrazem ekstrawertyzmu miejscowych mężczyzn. Niekiedy tamy puszczają i spór kończy się bijatyką, ale zwykle jest w tym więcej aktorstwa niż prawdziwie negatywnych emocji.

Uciążliwe dla turysty są natomiast zaczepki handlarzy, którzy potrafią być bardzo nachalni. Jedyną bronią jest zachowanie spokoju i nie tracenie dobrego humoru. Uśmiech i uprzejmość sprawdzają się w każdej szerokości geograficznej. Targowanie się jest nie tylko dobrze widziane, ale wręcz oczekiwane. Klient, który nie negocjuje cen sprawia niepoważne wrażenie. Nie zaczynajmy jednak pertraktacji jeśli nie jesteśmy pewni, czy chcemy towar kupić. Rezygnacja w momencie, gdy sprzedawca obniży cenę i zgodzi się na naszą propozycję, zostanie potraktowana jako zniewaga. Nie ma natomiast zwyczaju targowania się o tanie potrawy z ulicznych straganów, zawsze jednak należy najpierw ustalić cenę, w przeciwnym razie niemal na pewno zostanie ona zawyżona. To samo dotyczy jedzenia w restauracji i każdej sytuacji, kiedy zamawiana jest jakaś usługa.

Spacerując po mieście z aparatem w ręku warto pamiętać, że większość Marokańczyków nie lubi być fotografowana. Niektórzy boją się magicznych konsekwencji utrwalenia ich wizerunku, ale większość, zwłaszcza mieszkańcy turystycznego Marrakeszu, uważa po prostu, że zrobienie zdjęcia to transakcja jak każda inna, nie należy się więc za darmo. Fotografując bez pozwolenia możemy wywołać gniewną reakcję każdego, kto akurat zaplącze się w kadrze, nawet jeśli nie jest wybranym przez nas tematem zdjęcia. Zostaniemy posądzeni o urządzanie zoo lub zarabianie w na jego twarzy. Zapłata często załatwia sprawę, ale takie praktyki nie należą do najsympatyczniejszych i na pewno nie pozostawią miłych wspomnień po powrocie do domu. Często wstępna rozmowa, zapoznanie się, przełamuje lody, a wtedy okazuje się, że ludzie pozują chętnie i z radością. W przypadku ulicznych handlarzy wcześniejsze kupienie jakiegoś drobiazgu otwiera nam również drogę do zrobienia zdjęcia.

Zupełnie inaczej wygląda kontakt z miejscowymi, kiedy w drogę nie wchodzą nam sprawy biznesu. Wtedy dochodzi do głosu niezwykła gościnność Marokańczyków, ich życzliwość i otwartość. Turystom niekiedy zdarza się otrzymać zaproszenie do domu nawet po krótkiej rozmowie i nie należy dopatrywać się w tym jakiegoś podstępu. Przyjąwszy zaproszenie, pamiętajmy o obowiązujących zasadach zachowania się. Wchodząc do domu, w którym jest dywan, powinniśmy zdjąć buty. Witamy się przez podanie ręki, warto nauczyć się pozdrowienia po arabsku, co przysporzy nam wiele sympatii – wystarczy proste salam alejkum, na które odpowiada się alejkum salam. Jeśli przyniesiemy drobny upominek, np. słodycze dla dzieci, podajmy go prawą ręką i tej samej ręki użyjmy gdy przyjdzie nam ochota pogłaskać po głowie pociechy gospodarzy. Lewa ręka jest przeznaczona wyłącznie do czynności higienicznych i posługujemy się nią jedynie wtedy, kiedy użycie tylko prawej nie jest możliwe. Bezwzględnie należy o tym pamiętać podczas jedzenia, zwyczajowo nabierając potrawy ręką. Powinno się sięgać tylko po dania stojące najbliżej nas. Niegrzecznie jest odmawiać, jeśli gospodarz podsuwa nam najlepsze kąski. Tego typu zachowanie może okazać się szczególnie przykre dla ludzi mniej zamożnych, którzy często sami rezygnują z najlepszego jedzenia, by móc je zaoferować gościowi.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?