Pokusa ZłaTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

OSIEM

*B*

– Uwielbiam zachody słońca – wyznałam, patrząc na piękny krajobraz przed sobą, wtulona w ramię Landona. Cały dzień spędziliśmy na plaży tylko we dwoje.

Spojrzał na horyzont, a ja kontynuowałam:

– To tak, jakby świat tuż przed nastaniem nocy na kilka sekund przestał się kręcić. Wraz ze wschodem słońca następuje zupełnie nowy początek, szansa, by spróbować ponownie. Zaczyna się nowy dzień dokonywania zmian i podejmowania decyzji, które mogą wpłynąć nie tylko na ciebie, ale także na wszystkich wokół.

Czułam na sobie jego spojrzenie.

– Jezu… Skarbie…

Uśmiechnęłam się, zerkając na niego spod rzęs.

– Tak?

– To było cholernie głębokie. Chciałbym cofnąć…

– Nie.

– Dlaczego? – Westchnął. – Brooke… Czemu nie możemy o tym porozmawiać?

Odchyliłam się i odsunęłam od niego, ale złapał mnie za ramię, przytrzymując w miejscu.

– Nie ma o czym rozmawiać, a nawet jeśli… – Wzruszyłam ramionami. – To po co? Przecież to nic nie zmieni.

– Może zmieni, jeśli porozmawiasz o tym z nimi? W końcu to twoi rodzice… Nie sądzisz, że mają prawo wiedzieć?

– Mają prawo wiedzieć? – powtórzyłam zirytowana. – To był żart, prawda?

Przewrócił oczami i pochylił się. Wydaje mi się, że zrobił to tylko po to, by nade mną górować.

– Nie, nie tym razem. Jestem śmiertelnie poważny. Duszenie tego w sobie tylko bardziej cię rani. Ledwie cię poznaję, tak bardzo się zmieniłaś przez te dwa lata. Skończysz liceum i co dalej? Hę? Nic się nie zmieni? Wciąż nie będziesz do siebie nikogo dopuszczać? Zwłaszcza mnie… Kocham cię, Brooke. Tak bardzo cię kocham, a najlepsze jest to, że wiem, że ty kochasz mnie! Widzę to za każdym razem, gdy jesteśmy sami, za każdym razem, kiedy się kochamy, zawsze, gdy stracisz czujność, choćby tylko na jedną cholerną minutę, widzę Brooke, którą kiedyś byłaś. Chcę odzyskać tamtą dziewczynę.

Potrząsnęłam głową, nie odwracając wzroku.

– Czy zdajesz sobie sprawę z tego, jak trudno mi teraz mieszkać w tym domu? Z rodzicami wyglądającymi na cholernie zakochanych? To mnie przyprawia o mdłości! Wiedzieć, że za każdym razem, gdy tata mówi, że musi coś załatwić, prawdopodobnie idzie do swojej kochanki, by zobaczyć się z jej dziećmi… Z moim rodzeństwem, o którym nawet nigdy nie słyszałam. Nie masz o tym, kurwa, pojęcia i nie możesz mnie osądzać – wyrzuciłam z siebie, natychmiast tego żałując.

– Brooke…

– Nie! Nie chcę tego słuchać. O niczym nie wiesz, więc łatwo ci rzucać oskarżenia. To nie ma znaczenia, co powiem lub zrobię, Landon, bo mojej mamie nie przeszkadza taki stan rzeczy. Zawsze najbardziej na świecie pragnęłam być taka jak oni, a teraz, patrząc na miłość, wszystko wydaje się popierdolone, męczy mnie to i nie chcę w tym brać udziału. Zależy mi na tobie, Landon, to prawda, ale to nie jest miłość, przykro mi…

– Kłamiesz. Okłamujesz mnie i siebie. Wszystkich wokół.

– Co więcej mogę zrobić? Mam iść pieprzyć się z kimś innym, by udowodnić ci, że cię nie kocham?

Otworzył szerzej oczy.

– Byłeś dla mnie wspaniałym przyjacielem, doceniam czas, który spędziliśmy razem, uwielbiam cię jako osobę i to, co nas łączy, jednak to nie jest miłość. Dlaczego nie możesz tego pojąć?

– Nie mogę już tak dłużej – odpowiedział.

– Wcale tak nie myślisz.

– Dokładnie to mam na myśli. Nie chcę już dłużej grać w twoją grę. Nie mogę być z tobą, nie będąc naprawdę razem. To dla mnie nie fair. Niech to się skończy. Teraz.

Zmarszczyłam brwi.

– Co? – wyszeptałam, próbując zrozumieć, co właśnie powiedział.

– Jeśli nie potrafisz powiedzieć, że mnie kochasz, Brooke, jeśli nie potrafisz dać mi nadziei, że dokądś to zmierza, to nie ma sensu. Nie mogę dalej tego ciągnąć. Skończyłem.

Zaśmiałam się.

– Więc dajesz mi ultimatum?

Pokręcił głową.

– Nazywaj to sobie, jak chcesz, mam to gdzieś.

– Po prostu odejdź. – Odetchnęłam.

– Serio? – Odsunął się zaskoczony. – Tylko tyle?

Skinęłam głową, nie patrząc w jego stronę.

– Nie, skarbie.

Podniosłam głowę.

– Jeśli tego chcesz, będziesz musiała spojrzeć na mnie i powiedzieć, że mnie nie kochasz i że to już koniec. Chcę, żeby to była twoja świadoma decyzja… Nie moja. A kiedy spojrzysz wstecz, zrozumiesz, że mnie odrzuciłaś… A nie na odwrót – powiedział drżącym głosem.

Odgarnęłam włosy z twarzy. Niczego nie pragnęłam tak bardzo, jak wyrwać się stąd, uciec od stojącego przede mną człowieka, a jednocześnie chciałam mu powiedzieć, żeby nie odchodził… Nie mogłam. Nie mogłam oddać mu swojego serca, ponieważ nie należało już do mnie. Zostawiłam je roztrzaskane na podłodze przy drzwiach sypialni moich rodziców. I nigdy nie wróciłam, by pozbierać te kawałki.

Spojrzałam prosto w oczy jedynemu mężczyźnie, który kiedykolwiek obdarzył mnie prawdziwą miłością. Powiedziałam, że go nie kocham, że to, co nas łączyło i w głębi serca tak bardzo sobie ceniłam, nie ma żadnego znaczenia i nigdy nie miało.

Nie zawahałam się.

Nie płakałam.

Nie pokazałam po sobie żadnych emocji.

I wówczas, na moich oczach, jego serce rozpadło się na milion kawałków…

Tak samo jak moje dwa lata wcześniej.

*D*

Dwa lata minęły jak z bicza strzelił. Ledwie mrugnąłem, a skończyłem już dwadzieścia osiem lat. Tak bardzo, jak z początku nie chciałem przejąć baru, tak teraz wiedziałem, że to była najlepsza decyzja w moim życiu. Nie tylko dlatego, że zapewniał zysk, ale też niezłą zabawę. Wiodłem życie, o jakim większość ludzi mogła jedynie marzyć. Imprezowałem, szlajałem się i z dnia na dzień odnosiłem sukcesy. Mój bar został okrzyknięty jednym z najgorętszych miejsc imprezowych w South Beach i nawet nie musiałem się starać. To było proste.

Byłem przystojny, mój personel też wyglądał nieźle. W tym mieście atrakcyjny wygląd to już połowa sukcesu. Eksperymentowałem z narkotykami i piłem do upadłego. Zająłem się rodziną i nigdy nie musiałem się o nic martwić. Moja mama pracowała ledwo na pół etatu. Bardzo mi to odpowiadało, że mogłem się nią opiekować i dzięki mnie cieszyła się życiem.

Zaczęła spotykać się ze Scottem, który był właścicielem sklepu z narzędziami. Zaakceptowałem go ja i moje siostry. Każda z nich także była z kimś związana, na co wcześniej wyraziłem już zgodę. Można powiedzieć, że wszystko układało się jak najlepiej.

Koszmary nigdy się nie skończyły i jeśli miałem szczęście, w nocy spałem od trzech do pięciu godzin. Przez chwilę rozważałem powrót na terapię, lecz zaraz sobie przypomniałem, jak bardzo tego nienawidziłem. Postanowiłem więc radzić sobie z nimi sam, jak zawsze.

Mama wciąż mi truła, żebym poznał ładną dziewczynę i się ustatkował, a ja nie mogłem jej o to winić. Widząc mamę i siostry szczęśliwe, było mi lżej na sercu i duszy. Zawsze tego chciałem, bo na to zasługiwały. Ja miałem inne priorytety. Czułem potrzebę opiekowania się kimś, ale nie związku.

– Hej – przywitała się Liv, wchodząc do mojego biura.

– Hej, Livy – odpowiedziałem, całując ją w policzek. – Co cię tu sprowadza? – spytałem, odchylając się na krześle, podczas gdy ona usiadła naprzeciwko.

– Jestem w ciąży – wyrzuciła z siebie, a ja prawie zakrztusiłem się śliną. – Wiem, co zaraz powiesz, ale nie zamierzam rzucić szkoły, więc już rozmawiałam z mamą, pomoże mi zajmować się dzieckiem. Ale John i ja się kochamy, poprosił mnie o rękę. Wiem, co teraz myślisz, Devon, jednak nie martw się, proszę. Jego rodzice wiedzą i są bardzo pomocni, wszyscy będą pomagać, dopóki nie skończymy szkoły. Już zajęliśmy się przygotowywaniem pokoju dla dziecka i nie wyszło to wcale tak drogo. On się wprowadzi i pomoże mi w wydatkach, a ja zacznę pracę. Ale proszę… Proszę, nie bądź rozczarowany i zły na mnie. Nie zniosłabym tego, gdybyś był.

Przez mój umysł przewijały się setki myśli, ledwie mogłem oddychać.

– Cholera… Liv… Jak to się stało… – Przerwałem, gdy zobaczyłem wzbierające w jej oczach łzy. Wziąłem głęboki oddech i pochyliłem się, opierając łokcie na biurku. – Nie będę na ciebie krzyczeć.

– W porządku… – wychlipała. – Devon, naprawdę chcę, żebyś poprowadził mnie do ołtarza. Jesteś jedynym tatą, jakiego kiedykolwiek miałam. Gdyby się okazało, że mnie nie wspierasz, zabiłoby mnie to chyba. Proszę, nie denerwuj się na mnie. John chciał przyjść i poprosić cię o moją rękę, już spytał mamę, ale obawialiśmy się, że możesz chcieć go zabić, więc mama zasugerowała, żebym powiedziała ci sama. Ale proszę… Nie bądź na niego zły. Byliśmy ostrożni, przysięgam, jednak nic nie jest w stu procentach skuteczne. – Łzy spływały jej po twarzy, dokładnie tak jak wtedy, gdy była dzieckiem.

Natychmiast przypomniał mi się ojciec i chciałem otrzeć jej łzy, tak jak to robiłem, kiedy była malutka.

– Liv, nie jestem zły. Jestem… w szoku. Nie tego dla ciebie chciałem – wyjaśniłem.

– Ale ja jestem szczęśliwa, naprawdę, i wiem, że jeszcze jesteśmy młodzi, ale mama i tata… – przerwała, gdy zobaczyła wyraz mojej twarzy. – To znaczy… Kochamy się i wszystko będzie dobrze, będzie idealnie.

Przytaknąłem, starając się zapanować nad emocjami.

– Nie będziesz pracować, nadal będę płacił na twoje utrzymanie. I nie opuszczasz szkoły, rozumiesz?

Przytaknęła energicznie, uśmiechając się.

– Nawet jeśli będziesz potrzebować do pomocy niani, pamiętaj, że szkoła jest najważniejsza. I nie mogę ci obiecać, że nie skopię za to Johnowi tyłka.

Zachichotała.

– I poprowadzenie cię do ołtarza to będzie dla mnie zaszczyt. Zapłacę za ślub. Będziesz mieć wesele jak ze snów…

– Devon, nie musisz…

– Tam jest mój siostrzeniec albo siostrzenica, Liv. Musi mieć to, co najlepsze. A przyjęcie z okazji narodzin dziecka wyprawimy ci tutaj, w barze. Zarezerwuję go dla ciebie i twoich znajomych na wyłączność.

– O mój Boże, Devon! – zawołała, wstając. Wskoczyła mi na kolana i mocno objęła za szyję. – Tak bardzo cię kocham, dziękuję.

 

Przytuliłem ją z tym samym entuzjazmem, w duchu modląc się, bym zrobił to, co trzeba.

Jedno było pewne…

Liv już nie była dzieckiem.

Ale i tak zawsze będę ją chronił.

DZIEWIĘĆ

*B*

– Gratulujemy absolwentom – ogłosił dyrektor przez mikrofon.

Wszyscy wyrzuciliśmy czapki w górę. To już oficjalne, stałam się absolwentką liceum.

Postanowiłam zostać w mieście i przyjęto mnie na UM. Miami było dla mnie domem i nie chciałam iść nigdzie indziej. Spojrzałam na trybuny, gdzie stali moi rodzice i siostry, lecz jego nigdzie nie było.

– Jesteś gotowa na noc rozpusty, moja pani? – spytała Christine.

– Ależ oczywiście. – Zaśmiałam się.

Przyjechałam po nią rano. Absolwenci musieli przyjść wcześniej niż goście. Nie rozumiem dlaczego, bo przecież to wygląda tak, że stoisz, wyczytują twoje nazwisko, idziesz odebrać dyplom, wyrzucasz czapkę w powietrze, koniec.

– O której wychodzą twoi rodzice? – spytała, kiedy po spotkaniu z rodzinami wracałyśmy do samochodu.

– Upewnią się tylko, że firmy cateringowe i organizatorzy imprez wszystko załatwili, a potem już ich nie ma.

– Gdzie wybierają się tym razem?

– Chyba po prostu gdzieś do Fort Lauderdale. Chcą być blisko, w razie czego – powiedziałam, wyjeżdżając z parkingu.

– Wciąż nie mogę uwierzyć, że pozwalają ci urządzić imprezę bez nich. To jest, kurwa, zajebiste. Moi rodzice nie pozwalają mi nawet ugotować obiadu.

– Tylko dlatego, że omal nie spaliłaś domu.

– Och, zdarzyło się może ze dwa razy.

Pokręciłam głową.

– Rozmawiałaś ze swoim bratem?

– Taak… Powiedział, że nie da rady wpaść na ceremonię, bo musi porozmawiać z profesorem o praktykach wakacyjnych czy innym gównie.

Skinęłam głową.

– A może… po prostu nie chce widzieć twojej bezdusznej dupy po tym, jak go rzuciłaś?

Spojrzałam na nią zaniepokojona.

– No co, wiem. Babska przyjaźń ponad wszystko, ale… Złamałaś mu serce.

– Wiem.

– Ale z ciebie suka, nie mam pojęcia, czemu się jeszcze z tobą zadaję.

Wydęłam wargi.

– Ach tak… Dlatego, że cię kooocham. Totalnie zapomniałam.

Ze śmiechem wywróciłam oczami.

– Może przyjdzie na twoją imprezę?

– Wątpię. Kilka razy próbowałam do niego zadzwonić i zawsze włączała się poczta głosowa.

– Zostawiłaś wiadomość?

– Nie.

– Jak zatem się domyśli, że ma oddzwonić?

– Pisałam też do niego.

– Może jest analfabetą i nie umie czytać? No co, zdarza się. Powinnaś po prostu przyjść do niego naga.

– Nie zrobię tego – odparłam.

– Dlaczego? Widziałam cię nagą i masz fantastyczne ciało. Jestem pewna, że mu się spodoba. W „Cosmo” piszą, że mężczyźni uwielbiają nagie kobiety.

– Czy ty potrafisz być poważna chociaż przez pięć sekund? – Zaśmiałam się.

– Ja tylko chcę, żebyście z moim bratem znowu byli razem… Proszę…

– Christine, my nigdy nie byliśmy razem.

– Tak, a Lance Armstrong nigdy nie był na Księżycu.

– No nie był… Neil Armstrong był.

Przekrzywiła głowę.

– Ach tak… Lance to ten facet bez jaj. Potrafisz sobie wyobrazić, jak to jest nie mieć jaj? Czy wciąż możesz mieć orgazm?

– Nie sądzę.

– A może ci stanąć?

– Czemu w ogóle o tym rozmawiamy? – spytałam zdezorientowana.

– Ponieważ jesteś skurwielką bez serca, która nigdy nie odzyska kutasa mojego brata.

– Christine…

Uśmiechnęła się i poklepała mnie po głowie.

– Tylko się z tobą droczę.

Noc przebiegała spokojnie. Wszyscy świetnie się bawili, tylko nie ja. Nie mogłam przestać myśleć o Landonie.

Impreza dobiegła końca i trzeba było zapłacić firmie cateringowej.

– Przepraszam, ale nie mogę znaleźć czeku, który zostawiła mi mama. Proszę dać mi minutkę. Spróbuję znaleźć w książeczce czekowej taty.

Zgodzili się, więc weszłam do gabinetu taty. Grzebałam w biurku i papierach, ale bez skutku. Szukałam wszędzie i nie mogłam go znaleźć. Już miałam dzwonić do taty, gdy przypomniałam sobie sejf, ukryty za obrazem Picassa. Po kilku próbach odblokowałam go, zgadując kod. Była nim rocznica ślubu moich rodziców.

Jak uroczo…

Otworzyłam go i zaraz na wierzchu znalazłam czeki. Wtem moją uwagę przykuł metaliczny napis. Sięgnęłam w tamtą stronę, wyciągając wizytówkę, której nie znałam. Czarna, ze srebrnym napisem VIP. Na drugiej stronie znalazłam jeszcze numer telefonu i adres, nic więcej.

– Dziwne. – Odłożyłam wszystko na miejsce tak, jak zastałam.

Zapłaciłam firmie i odjechali. Dom wciąż był pełen ludzi i starałam się miło spędzić z nimi ten czas, lecz nic nie mogłam poradzić na to, że moje myśli wciąż wracały do tajemniczej wizytówki. W końcu przeprosiłam wszystkich i wyszłam przed dom, gdzie mogłam pobyć sama w ciszy. Sięgnęłam do tylnej kieszeni po komórkę i wyszukałam w Google: VIP.

To, co znalazłam, na zawsze zmieniło moje życie…

W każdym znaczeniu tego słowa.

Piękne kobiety…

Towarzystwo…

Nocne motyle…

Telefon wyślizgnął mi się z dłoni. Gdy go podniosłam, wpatrywałam się w pęknięty ekran ze zdjęciem mojej rodziny. Ironia nie przestała mnie prześladować.

Pobiegłam.

Chwyciłam kluczyki i odjechałam.

Zostawiłam imprezę.

Zostawiłam przyjaciół.

Zostawiłam rodzinę.

Pojechałam do jedynego miejsca, które mogło mnie ocalić, do jedynej osoby, przy której czułam się bezpiecznie.

Landon.

Było późno i nie chciałam go obudzić. Pragnęłam wślizgnąć się do jego łóżka, w jego ramiona, aby znów mnie objął i wyszeptał, że wszystko będzie dobrze, powiedzieć, że go kocham i chcę z nim być. Że zawsze chciałam. Wszystko się zmieniło, nie musiałam być taka jak moi rodzice, mogłam być szczęśliwa, mieć własne życie, własne doświadczenia i decyzje. Nie pozwolę na to, by ich wybory dłużej wpływały na moje uczucia.

Jechałam z duszą na ramieniu i z żołądkiem podchodzącym do gardła. Znalazłam ukryty pod donicą klucz i weszłam do środka. Przekradłam się cicho po schodach w stronę jego sypialni i wówczas to usłyszałam.

Nie był sam.

Po raz drugi w moim krótkim życiu patrzyłam, jak inny mężczyzna, którego kochałam ponad wszystko – z całego serca – pieprzy na moich oczach inną kobietę. Potrząsnęłam głową, chcąc uwolnić się od wspomnień, lecz nie mogłam.

Wszyscy byli tacy sami.

Nawet Landon.

Jakby mnie wyczuwając, chwilę później spojrzał w moją stronę. Był kompletnie zaskoczony. Przez te kilka sekund na jego twarzy pojawiła się cała gama emocji, dokładnie takich, jakie i ja odczuwałam.

Cofnęłam się.

– Cholera, Brooke! – krzyknął, wyciągając z niej mokrego kutasa.

– Landon! – wrzasnęła na niego. – Kto to jest?

– Ona nie wie, kim jestem? – Uśmiechnęłam się.

– Oczywiście, że nie! Co tu robisz? Jestem jego dziewczyną.

To było niczym kula w serce. Moja miłość do niego rozprysła się po ścianach pokoju, spływając wraz z moją dumą i godnością.

– Przepraszam… Ja nie… Ja nie… Lepiej pójdę. – Uciekłam stamtąd tak szybko, jakby się paliło.

Chwycił mnie w pasie, gdy byłam zaledwie kilka centymetrów od samochodu. Odwróciłam się i uderzyłam go – za wszystko, co tylko mogło przyjść mi na myśl.

Uderzyłam go, jakby był moim ojcem.

Uderzyłam go, jakby był moją matką.

Uderzyłam go, jakby był uosobieniem słów „kocham cię”.

Uderzyłam go tak mocno, jak go nienawidziłam.

Uderzyłam go za każdy ból, jaki widziałam i jakiego byłam świadkiem.

Uderzyłam go za wszystkie emocje wyciekające ze mnie niczym krew.

Uderzyłam go, jakby był moim największym wrogiem.

Uderzyłam go za każde kłamstwo i oszustwo.

Uderzyłam go za każde „kocham cię”.

Uderzyłam…

Uderzyłam Landona.

– Jezu, uspokój się! – ryknął, łapiąc mnie za nadgarstki i unieruchamiając na masce samochodu. Stanął między moimi rozłożonymi dla równowagi nogami, trzymając moje ręce w dole tak, że nie mogłam się ruszyć.

– Pierdol się! Ach, zaraz, już z nią to robiłeś. Landon! Ty cholerny kłamco! Mówiłeś „kocham cię, jesteś jedyna, proszę, bądź ze mną”. Mówiłeś „moja bratnia duszo”. Wszystko to cholerne kłamstwa! Jesteś taki jak mój ojciec. Wiedziałam! Wiedziałam, że nie mogę ci ufać! – Splunęłam z wściekłością.

– To nieprawda. Chciałem być z tobą przez bite dwa lata, dwa lata, Brooke! To ty mi powiedziałaś, żebym odpuścił, to ty mi powiedziałaś, że mnie nie kochasz! Ty! Nie ja! TY!

– Jakoś nie zajęło ci dużo czasu, by znaleźć kogoś innego. Co? Tak łatwo mnie zastąpić? Taką jedyną i wyjątkową? Jesteś pieprzonym kłamcą! Nienawidzę cię! Nienawidzę cię tak bardzo, bo uwierzyłam w ciebie. Sprawiłeś, że ci zaufałam!

– O Boże, Brooke, uspokój się. – Próbował kontrolować moje szamoczące się ciało.

– Odejdź, po prostu idź do swojej dziewczyny. Założę się, że trzymałeś ją na boku przez cały czas, co? Założę się, że zawsze była jakaś druga kobieta! Pieprzony kłamca!

– Jeśli się nie uspokoisz, to zaraz…

– No co? Złamiesz mi serce? Już to zrobiłeś, kłamco!

– Nie zamierzam tu stać i bronić się przed tobą. To nie przeze mnie, tylko przez ciebie. Nie jestem twoją pieprzoną zabawką, Brooke. Żyję swoim życiem, bo tak mi kazałaś. Pamiętasz ten dzień na plaży? Płaszczyłem się u twoich stóp, jak zawsze, a ty, jak zawsze, mnie odrzuciłaś. A teraz przychodzisz do mnie z tym gównem! Ty chyba, kurwa, żartujesz? – Odepchnął mnie i się odsunął.

Zadrżałam od adrenaliny, pochylając głowę w bólu i poczuciu straty.

– Nie wierzę… Nie wierzę… Przyszłam powiedzieć ci, że… – W końcu spojrzałam na niego, wyczerpana. – Ale to już, kurwa, nie ma znaczenia, nic już nie ma.

– Jesteś wrakiem, Brooke. Jesteś wrakiem od tamtej nocy. Nie jestem w stanie pozbierać cię do kupy, nigdy nie potrafiłem i nie mam już sił próbować.

Przełknęłam gulę w gardle.

– Nigdy nie chciałam, żebyś mnie ocalił, nie potrzebuję pomocy.

– Z tym ostatnim masz rację… Nie da się uratować kogoś, jeśli sam nie wie, że jest zgubiony.

Odskoczyłam – zszokowana i oszołomiona.

– Przykro mi, że musiałaś to widzieć. Nigdy bym nie zranił cię celowo, wiesz przecież – stwierdził szczerze i jakaś część mnie chciała mu uwierzyć.

– To nie wszystko, Landon. Tu już nie chodzi tylko o jego kochankę… Jest jeszcze coś – wyrzuciłam z siebie. Musiałam komuś powiedzieć, a on był jedyną osobą, która znała prawdę.

– Co? – zdziwił się.

– Znalazłam jego wizytówkę i jest z jakiejś ekskluzywnej agencji towarzyskiej. Była schowana w sejfie. – Otarłam łzy spływające mi po twarzy. – W sejfie, do którego kodem jest rocznica ich ślubu.

– Jezu Chryste… – Spojrzał ku niebu.

Potrząsnęłam głową, nie chcąc mówić nic więcej.

– Idź już – wyszeptałam. – Po prostu wracaj do swojej dziewczyny, wracaj do swojego życia.

– Brooke – wymamrotał, robiąc krok w moją stronę.

– Nie. – Znów pochyliłam głowę. – Nie utrudniaj tego bardziej… Proszę… – powiedziałam, szlochając.

Płakałam tak długo, że aż rozbolała mnie pierś, a oczy napuchły.

Płakałam, gdy słyszałam odgłos jego oddalających się kroków.

A kiedy już umilkły, rozpłakałam się jeszcze bardziej.

DZIESIĘĆ

*D*

Moja mama i siostry spędziły miesiące na planowaniu ślubu. Były energiczną drużyną i nie minęło dużo czasu, a wszystko dopięły przed wielkim dniem na ostatni guzik. To miało być kameralne wesele na siedemdziesiąt pięć osób, w większości znajomi i jego rodzina.

Wyglądała cudownie w białej jedwabnej sukni i z uwydatnionym brzuszkiem. Była w szóstym miesiącu ciąży i szła do ołtarza w wieku dziewiętnastu lat. Promieniała. Mama, tak jak się tego spodziewałem, płakała niemal przez cały czas trwania ceremonii. A razem z nią moje siostry. Alexis miała dwadzieścia dwa lata i niedługo ukończy pierwszy rok college’u. Lauren, w wieku dwudziestu czterech lat, nieźle radziła sobie na studiach. Chciała zostać psychiatrą i pomagać ludziom. Nie pytałem, dlaczego zdecydowała się akurat na taką ścieżkę kariery, lecz część mnie się domyślała.

Nigdy nie myślałem o tym, że kiedyś dorosną. Dla mnie zawsze były małymi dziewczynkami, domagającymi się mojej uwagi. Przez długi czas, nawet gdy jeszcze żył ojciec, byłem jedynym mężczyzną w ich życiu. To moje siostry, ale traktowałem je zawsze jak córki, a teraz jedna z nich wychodziła za mąż.

Maleństwo, moje maleństwo.

– Jeśli kiedykolwiek ją zranisz… fizycznie albo psychicznie, zabiję cię – oznajmiłem Johnowi, którego twarz mówiła, że wierzy mi z całego serca.

– Kocham ją. Nigdy nie zrobię nic, by ją skrzywdzić.

 

Przytaknąłem i uwierzyłem.

– Nie jest taka silna, na jaką wygląda. Musisz się nią opiekować.

– Wiem, człowieku, wiem. Opowiadała mi o swoim dzieciństwie.

– Dzieciństwie?

– Taak… Mówiła o waszym tacie i tym, co się działo.

– Co dokładnie ci mówiła?

Ona pamięta?

– John, mój drogi – wtrąciła się mama. – Panna młoda cię szuka. Jest na zapleczu.

– Dziękuję, pani Hill.

– Kochanie – uśmiechnęła się – już o tym rozmawialiśmy, mów mi „mamo”.

– Dobrze… mamo.

Uściskała go i wyszedł.

Odwróciła się do mnie.

– Czemu wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha?

– Mamo, czy Liv kiedykolwiek rozmawiała z tobą o ojcu?

– Co masz na myśli? – zapytała zaniepokojona.

– O tym, co zapamiętała.

– Nie, kochanie. Ale nie rozmawiajmy dzisiaj o tym, dobrze? Proszę… Jest wesele twojej siostry, szczęśliwy dzień. Nie pozwólmy go zepsuć.

– Taak… – zgodziłem się. – Masz rację.

– Wszystko w porządku? – Ujęła moją twarz w dłonie.

– Oczywiście. – Uśmiechnąłem się, by ją uspokoić.

– Dobrze się spisałeś, Devon. Jestem dumna, mogąc nazwać cię swoim synem. Nawet nie potrafię wyrazić, jak bardzo cię kocham i jak bardzo doceniam to wszystko, co dla nas robisz i robiłeś. Jesteś aniołem, którego zesłał mi sam Bóg. – Pocałowała mnie w policzek i odeszła.

Pragnąłem ponad wszystko, by mogła zabrać ze sobą moje obawy.

*B*

Obserwowałam ją od miesięcy, z ukrycia. Nauczyłam się jej manier, postawy, tego, czego poszukiwała i czego pragnęła. Poznałam jej klientów, zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Uczyłam się ze wszystkiego, do czego miałam dostęp. Była jedną z najpiękniejszych kobiet, jakie kiedykolwiek widziałam, a gdy po raz pierwszy zobaczyłam jej twarz, czułam się jak zahipnotyzowana. W jednej chwili wiedziałam, że jest moją przyszłością.

Była moim szczęściem.

Prowadziła życie, jakiego łaknęłam. Pragnęłam życia obiecanego na czarnej wizytówce z trzema prostymi literami.

VIP.

Kobiety, którymi się otaczała, były wspaniałe, idealne. Emanowały pewnością siebie. Zna się je tylko z magazynów lub widzi ich wydrukowane w reklamach zdjęcia, nęcące doskonałością.

VIP rzeczywiście istnieje.

Nie byłam stracona, nie potrzebowałam ocalenia ani pomocy. Chciałam kontrolować wszystko, co się wokół mnie działo. Nie chciałam za to już być raniona, nie chciałam płakać, ale równocześnie pragnęłam zachować uczucie, którego zaznałam w ramionach Landona.

Bezpieczeństwa.

Ochrony.

Miłości.

Nieważne, czy to będzie na jeden dzień, na noc, na weekend, na miesiąc. Potrzebowałam tego, co dawał seks: zapewnienia, które towarzyszyło każdemu jękowi, każdemu orgazmowi i każdemu pchnięciu. To pragnienie bycia jedyną dziewczyną na świecie.

Obietnica życia.

Nowy świat, na którego pokład chciałam wskoczyć i który chciałam celebrować.

Nowy początek, gdzie doświadczę piękna wschodu i zachodu słońca.

Mój nowy dzień.

Nowa ja.

Przeszłość, teraźniejszość, Brooke.

Wyszukałam wszelkich informacji o Madam, obkułam się jak na pieprzony egzamin. Nie było tego dużo, ale wszystko, co znalazłam, stanowiło kolejny element układanki, następną wskazówkę w labiryncie, inne wyjście z problemu, który zostanie rozwiązany, gdy tylko złożę swój podpis na wykropkowanej linii.

Seks to jedyny moment, kiedy czułam się kompletna, więc pragnęłam zachować to uczucie. Żyć nim, oddychać, aby stało się nieodłącznym elementem każdego dnia. Nie dbałam już o rodzinę ani o przyjaciół, ani o Landona.

Po raz pierwszy w życiu chciałam zrobić coś dla siebie. Chciałam stać się kimś, w kogo naprawdę wierzyłam.

Zostałam stworzona do życia w rozkoszy.

Zostałam stworzona dla seksu.

Zostałam stworzona, by być przeklętą…

VIP-em.

Landon był jedyną osobą, z którą spałam, i wiedziałam, że jeśli chcę zostać nocnym motylem, muszę wytoczyć ciężkie działa. Musiałam odegrać show i pokazać się jako ktoś, kim rozpaczliwie pragnęłam być.

Posmakować, poczuć to.

Stać się tym.

Wszystko, co muszę zrobić, to pokazać to Madam.

To było przedstawienie mojego życia. W ciągu kilku ostatnich miesięcy znacznie poszerzyłam wiedzę o swojej seksualności, by chłonąć ją niczym gąbka. Nauczyłam się, jak sobą kierować i co powoduje eksplozję. Muszę przyznać, że była to niezła zabawa.

Zapukałam do wykonanych z drewna mahoniowego drzwi jej biura.

– Proszę – usłyszałam odpowiedź i weszłam.

Chyba spodobał jej się mój wygląd, bo wzięła głęboki oddech na widok mojego smukłego i kształtnego ciała. Denerwowałam się piekielnie, lecz za wszelką cenę nie chciałam dać tego po sobie poznać. Wiedziałam, że to była jedyna szansa. Nie będzie drugiej, na pewno nie z nią.

Miałam na sobie czarną halkę i szpilki mówiące „pieprz mnie”. Ich stukot naśladował bicie mojego serca, gdy szłam w stronę jej biurka.

– Cześć. – Przekrzywiła głowę na bok.

Uśmiechnęłam się i usiadłam naprzeciwko niej.

– W czym mogę pomóc? – spytała, nie odrywając oczu od mojej twarzy.

Jej uroda zapierała dech w piersiach. Przyciągała niczym światło ćmy, wciągając coraz głębiej, wypalając i odnawiając.

– Nie tak bardzo, jak ja mogę pomóc tobie – odpowiedziałam.

– Powiedz, proszę, jak chcesz mi pomóc.

Nawet jej głos miał moc magnetycznego przyciągania. Nie mogłam zmarnować tej szansy. W dłoni trzymałam czarną wizytówkę. Tak miało być.

Zaczęłam rozpinać halkę od samej góry, guzik za guzikiem, odkrywając jasną, kremową i nagą skórę. Jej oczy podążały za moimi palcami. Kiedy dotarłam do podbrzusza, rozłożyłam nogi.

– Chcę zostać VIP-em – powiedziałam, oblizując usta.

Zachichotała, widząc moją gotowość. Wiedziałam, jak działa. VIP nie przychodzi do niej, lecz ona do niego.

Złożyła ręce na biurku jak do modlitwy.

– To ja wybieram, a nie na odwrót – poinformowała, chociaż już o tym wiedziałam.

– Wiem. – Wydęłam dolną wargę i zebrałam się w sobie. Następne słowa, gdy tylko wyjdą z moich ust, przesądzą o wszystkim, już ich nie cofnę. – Pieprz mnie. Jeśli ci się nie spodoba, odejdę, ale gwarantuję, że będzie inaczej.

– Wstań. – Jej uśmiech był szeroki, a oczy się rozjaśniły.

Tak zrobiłam.

Zakręciła palcem, dając mi znak, bym się odwróciła.

– Stop – poleciła, kiedy stałam odwrócona do niej plecami. – Pochyl się.

Przełknęłam ślinę, modląc się, by nie wyczuła, jak bardzo jestem zestresowana. Testowała mnie i nie chciałam tego zawalić. Jeszcze nigdy przed nikim się tak nie obnażałam, nawet przed Landonem, ale pochyliłam się, pozwalając jej obejrzeć moją cipkę.

– Obróć się – zachęciła mnie zmysłowym głosem.

Obróciłam się, unosząc brwi i czekając na aprobatę, modląc się o nią.

– Dlaczego myślisz, że wzięłabym kogoś, kto mi się sam narzuca? To nie jest znak dobrej jakości, kochanie. VIP-em nie można się stać… Nim się trzeba urodzić. Ty wydajesz się zwykłą zdzirą, która chce sobie dorobić. Mogę dać ci kartę ekskluzywnego klubu ze striptizem. Pokochają cię tam. Tu jest elitarna agencja towarzyska, a nie klub nocny.

– Ale ja chcę pracować dla ciebie. – Nie zgodziłam się. – Jestem VIP-em.

Nadszedł czas, by udowodnić to sobie i jej. Sięgnęłam do kieszeni, wyciągnęłam dildo i od razu wiedziałam, że ją zaintrygowałam.

Znowu usiadłam i rozchyliłam szeroko nogi, opierając obcasy o boki krzesła. Uwodzicielsko na nią spojrzałam, w milczeniu prosząc o zgodę. Jej oczy zaświeciły jaśniej. Wiedziałam, kto tu rządzi, i nie wstydziłam się do tego przyznać.

Skinęła głową, pozwalając mi kontynuować.

Wsunęłam imponujących rozmiarów zabawkę do ust, głęboko do gardła, nie krztusząc się.

Dzięki, Landon.

Ssałam sztucznego kutasa, jakby przede mną stał prawdziwy mężczyzna. Moja ręka i głowa wykonywały ruchy jak podczas seksu oralnego. Kiedy był już przyjemnie mokry, powoli i uwodzicielsko przesunęłam nim w dół po ciele.

Pieściłam łechtaczkę tak długo, aż byłam gotowa. Wówczas wsunęłam w siebie fiuta. Moja druga dłoń pieściła i ugniatała pierś, a ja pieprzyłam się zabawką, ani razu nie odrywając oczu od Madame. Miesiące przygotowań do tego momentu nie mogły pójść na marne.

Nie wytrzymała i wstała z krzesła, by przede mną uklęknąć.

– Chcesz być VIP-em? – spytała, a ja ochoczo przytaknęłam. – Pierwsza lekcja: to ja ustalam zasady, nie ty. – Położyła dłoń na mojej łechtaczce i nacisnęła. – Ja ci powiem, kiedy masz dojść – wyszeptała mi do ucha, doprowadzając mnie do obłędu, a drugą ręką wpychając głębiej dildo. Nie minęło dużo czasu, bym zaczęła jęczeć. Jej język wślizgnął się do moich ust, ssała moją dolną wargę, gdy dochodziłam.

To był pierwszy raz, kiedy całowałam się z kobietą.

To był pierwszy raz, kiedy sama dałam sobie przed kimś rozkosz.

To był pierwszy raz, kiedy kogoś dopuściłam.

Do mojego życia, do mojego serca.

Już wtedy wiedziałam, że nigdy nie będę tą samą osobą. Byłam pewna, że dołączę do jej ulubienic.

A wszystko zaczęło się od tego, że odkryłam kolejny z występków mojego taty.

W końcu poczułam się jak w domu.