Seks w wielkim lesie. Botaniczny przewodnik dla kochanków na łonie przyrodyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

O książce

O autorze

Motto

Dedykacja

Dziewczyna

Łąka kwietna

Prywatność

Las

Liście

Nauka chodzenia

Mech

Noc świętojańska

Miłość ludowa

Macierzanka

Zboże i krzaki

Zrobić sobie łóżko

Sromotnik

Robactwo

Przez cipę w świat

Naturalne lubrykanty

Mokre miejsca

Na mrozie

Angkor Wat

Pokrzywy

Leśmian

Ekoseksualność

Zaprojektować ogród miłości

Zakończenie

Przypisy

Łukasz Łuczaj,

Seks w wielkim lesie. Botaniczny przewodnik dla kochanków na łonie przyrody,

Kraków 2020

Copyright © by the Author, 2020

Copyright © for illustrations by Łukasz Łuczaj and Julia Gmosińska

Copyright © for this edition by Korporacja Ha!art, 2020

Redaktor prowadzący Piotr Marecki

Redakcja i korekta Filip Fierek

Ilustracje Julia Gmosińska

Projekt okładki Michalina Mosurek

Autorka obrazu na okładce Katarina Janeckova-Walshe

Fotografia autora na okładce Kim Walker

Projekt typograficzny Marcin Hernas

Skład i łamanie By Mouse | www.bymouse.pl

Wydanie I

ISBN 978-83-66571-14-3

Projekt zrealizowany przy wsparciu finansowym Nagrody Krakowa Miasta Literatury UNESCO, realizowanej przez Krakowskie Biuro Festiwalowe ze środków Gminy Miejskiej Kraków

Korporacja Ha!art

ul. Konarskiego 35/8, 30-049 Kraków

tel. 698 656 756

korporacja@ha.art.pl www.ha.art.pl

Konwersja: eLitera s.c.

.

O książce

Seks w wielkim lesie jest książką na temat uprawiania seksu w naturze. To zarówno praktyczny poradnik, jak i esej odwołujący się do sztuki i etnografii, a także własnych (być może prawdziwych) doświadczeń autora. Język naukowca biologa miesza się z literaturą, humorem i ironią. Łukasz Łuczaj mówi o legalności seksu na łonie przyrody i o jego pięknie. Wnikliwie opowiada o relacji człowieka z aktorami nie-ludzkimi. Opisuje największe w Polsce dziuple, mogące pomieścić ludzi, czy nasiona przenoszone przez włosy łonowe. Czytelnik i czytelniczka dowiedzą się, do jakiego lasu najlepiej zabrać ukochaną/ego, jak położyć ją/jego na omszałej kłodzie drewna oraz jakie owady czyhają na uprawiających miłość w Puszczy Białowieskiej. To literacka pochwała seksu radosnego, pozytywnego i naturalnego.

Tylko Łukasz Łuczaj, profesor nadzwyczajny i erotoman też nadzwyczajny, wszystkojad jedzący łożyska z porodów swoich córek, mógł napisać ten poradnik dla zakochanych w naturze. Bezwstydnie podając miejsca, pory roku i rodzaj podłoża do uprawiania miłości. Zdemaskował niewinne bratki, jako słowiański symbol kazirodczych związków, i maślaki, naturalne lubrykanty dla leśnych ruchadeł. Książka orgazmiczna, łącząca praktykę z erudycją i wrażliwością.

Manuela Gretkowska

Zaczytasz się bez pamięci. A potem zechcesz wprowadzić w życie.

Marcin Fabjański, filozof

.

O autorze

Łukasz Łuczaj jest biologiem, wizjonerem i innowatorem. Pracuje jako profesor na Uniwersytecie Rzeszowskim. Od wielu lat mieszka na Pogórzu Dynowskim i stamtąd wprowadza do Polski nowe trendy: jedzenia owadów (Podręcznik robakożercy, 2005), spożywania dzikich chwastów (Dzikie rośliny jadalne Polski, 2002; Dzika kuchnia, 2012) oraz zakładania łąk kwietnych. Jego obsesją jest eksploracja pojęcia naturalności i dzikości (poświęcił temu książkę W dziką stronę, 2010). Interesuje go, jak człowiek XXI wieku ze smartfonem w ręce może wrócić do natury, co to jest naturalna kuchnia, naturalny seks, naturalne życie. W swoich dziełach często odwołuje się do wiedzy etnograficznej, zarówno z dalekich tropików, jak i z naszego podwórka. Często czerpie ją z własnych doświadczeń badawczych, m.in. z Chin, Laosu czy Dalmacji. Więcej informacji na stronie autorskiej lukaszluczaj.pl.

Zaiste piękny jesteś, miły mój,

o jakże uroczy!

Łoże nasze z zieleni.

Belkami domu naszego są cedry,

a cyprysy ścianami.

(Biblia Tysiąclecia,

Pieśń nad Pieśniami 1,16 – 17)

Książkę dedykuję bogini Artemidzie, Królowej Dzikości

Księżycowi i Słońcu

Dębom i rośnym polanom wesela

Polnym kwiatom

Radości kochanków

Hiacyntom, ukochanym kwiatom Afrodyty

Narcyzom, chłopcom zaklętym w kwiaty

Lubieżnym nimfom i rusałkom

I dziewicom oddającym się swoim ukochanym

Na kwietnych polskich łąkach

Dziewczyna

Kiedyś spotkałem się w pewnym mieście z jedną dziewczyną. Miała trzydzieści kilka lat. Ładna i miła, bardzo delikatna i drobna, miała superpracę, interesowała się jogą i przyrodą. Znaliśmy się z mojego wykładu. Robiła ładne zdjęcia, lubiła kolorowe liście i kolorowe kwiaty. Zawsze perfekcyjnie ubrana. Miły, wysoki głos.

Mieliśmy się umówić na kawę. Weszliśmy do kawiarni. Powiedziała, że jej się nie podoba. Zaproponowałem kawę w moim apartamencie kilometr dalej. Zgodziła się.

Nie podrywałem jej, ale ciągle jakoś opowiadała o saunach i nagości w lesie.

Powiedziałem: „Napijmy się wina, mam dobre portugalskie verde. Mam drugie łóżko. Zostań do rana”.

Powiedziała: „Nie zostanę, wiesz, jak to się skończy, nie znamy się dobrze. Opanuj się. Pogadamy z godzinę i wychodzę”.

Powtórzyła to pięć razy.

Kiedy jednak stanęła w drzwiach do wyjścia, zapytała: „Czy możesz mnie kiedyś zerżnąć, ale dopiero w lecie, nie teraz, zimą?”.

Ja: „Dlaczego w lecie? Mogę cię zerżnąć teraz”.

Ona: „Bo nigdy nie kochałam się w lesie, zerżniesz mnie w lesie, dopiero w lecie, OK? Pewnie wiesz, jak to się robi?”.

Ja: „Zerżnę cię w lesie. Jak jest ciepło, to czasem i w kwietniu się da, na pięknej łące kwietnej”.

Ona: „Dzięki, obiecujesz?”.

Obiecałem, ale już nigdy nie przyjechała. Wtedy jednak wpadłem na pomysł napisania tej książki.

Łąka kwietna

Motyw kwietnej łąki powraca w moim życiu często, bo od wielu lat zajmuję się tworzeniem takich łąk. Opowiem wam teraz historię, która wydarzyła się w roku 1999. Zacząłem wtedy zbierać nasiona do zakładania łąk kwietnych. Miałem finansowy dołek. Był początek września. Chcieliśmy pojechać z dwuletnią córką nad Bałtyk. Dałem ogłoszenie do pism ogrodniczych, że zbieram i sprzedaję takie nasiona. Nasiona zbierałem już od maja, takie dzikie, łąkowe, piękne. Miałem już wielką szufladę nazbieraną. W sierpniu dałem ogłoszenie do gazet (tak, wtedy mało kto miał internet) i dostałem kilka małych zamówień. Puściliśmy piosenkę rapera Fisza Deszcz. Było tam o pieniądzach spadających z nieba, na przykład: „Dziś o godzinie dwunastej pieniądze będą lecieć z nieba. / Wyobraź sobie, lecą dzień cały non stop, prawdziwa ulewa”. I w tej chwili odezwał się telefon. Zadzwonił do mnie wtedy jakiś pan spod Warszawy, o ochrypłym głosie prawie jak Himilsbach, i poinformował, ile nasion potrzebuje. Było to prawie wszystko, co miałem. „Proszę pana, ale to dużo pieniędzy” – powiedziałem. „Z tym nie ma kłopotu” – powiedział klient. „Tylko wie pan, żeby te kwiatki kwitły, bo ja potrzebuję taką łąkę, żeby się laska od razu rozebrała i rozłożyła nogi”. Nie, nie konfabuluję. Tak powiedział! Kupił dużo. No i pojechaliśmy nad Bałtyk, a potem kupiliśmy pierwsze własne auto.

 

Wspomnienie erotycznych zabaw na łonie natury od razu przywodzi na myśl południową Europę i krąg kultury grecko-rzymskiej. Miłosne igraszki greckich bogów z boginiami, nimfami i zwykłymi kobietami odbywają się zwykle na pastwiskach pokrytych dębowymi gajami, przy rzekach i źródłach. Pisząc tę książkę, rozczytuję się w pracy The erotic conception of ancient Greek landscapes and the heterotopia of the symposium Jo Heirmana.

Heirman w swoim artykule podejmuje próbę zdefiniowania pojęcia „łąka miłości” (w oryginale: meadow of love). Jest to częste miejsce aktywności erotycznych w poezji i mitologii greckiej. Pospolitym motywem jest tu postać pięknej dziewicy lub młodzieńca, którzy spacerując wśród kwiatów, zostają uwiedzeni lub porwani. Historie te były często inspiracją dla późniejszych malarzy, od renesansu przez prerafaelitów do współczesności. W poprzednich, bardziej pruderyjnych wiekach sceny mityczne stanowiły pretekst do pokazania nagości lub sugerowały podtekst erotyczny.

Jednym z najbardziej znanych obrazów tego typu jest Hylas i nimfy. To przepiękne malowidło wiktoriańskiego malarza Johna Williama Waterhouse’a powstało w 1896 roku, a obecnie znajduje się w zbiorach Manchester Art Gallery. Obraz ukazuje epizod z życia młodzieńca Hylasa, jednego z bohaterów mitu o Argonautach, którzy poszukiwali złotego runa w Kolchidzie. Podczas ich pobytu w Myzji Hylas oddalił się od obozu, żeby przynieść wodę dla towarzyszy. Przy źródle spotkał najady, wodne nimfy, które uwiodły go i utopiły. Jego ciała nigdy nie odnaleziono. Żeby było ciekawiej, obraz przedstawia grzybienie, rośliny z rodziny... Nymphaeaceae. A więc motyw nimf jest tu silny.

Oczywiście malowidło to nie przedstawia samego aktu seksualnego. Przedstawienia nagości w naturze, w czasach, kiedy je malowano, wywoływały jednak wiele kontrowersji. Pobudzały wyobraźnię na tyle, że warto tu o nich wspomnieć. XIX-wiecznym przedstawieniem z tego nurtu jest słynne Śniadanie na trawie (Le déjeuner sur l’herbe) francuskiego malarza Édouarda Maneta z 1863 roku, obecnie wystawiane w Musée d’Orsay w Paryżu. Obraz przedstawia tylko dwie nagie kobiety i dwóch ubranych mężczyzn na pikniku, ale dla mnie jest przede wszystkim manifestem kontaktu ludzkiego ciała z trawą.

Inna historia uwiedzenia to porwanie Persefony przez Hadesa, o którym opowiada hymn do Demeter.

Można tu także przytoczyć wiersz Anakreona:

Tracka klaczko, spoglądająca na mnie kącikami oczu,

czy uciekasz ode mnie bez litości, zakładając, że nie mam doświadczenia?

Powiem ci coś, mógłbym wbić w ciebie ostrogę i zarzucić na ciebie lejce,

i w moich rękach obracać cię wokół słupa.

Zamiast tego pasiesz się na łące,

bawisz i podskakujesz, bo nie masz jeszcze doświadczonego jeźdźca znającego się na koniach[1].


Grzybienie białe

Miejsce odosobnione, najlepiej kwietna polana w środku lasu lub brzeg potoku, może być przestrzenią świadomej rozkoszy. Może też jednak, jak w przypadku Hylasa, trackiej klaczki czy Czerwonego Kapturka, oznaczać niebezpieczeństwo.

Mówiąc o greckiej mitologii, nie sposób nie wspomnieć bożka Pana. Może wszyscy, którzy chcą powrócić do natury, powinni modlić się do niego? Przedstawia się go z owłosionymi nogami kozy i kozimi rogami, często z członkiem w stanie wzwodu. Towarzysz nimf, symbol witalności, wiosny, życia i seksualności. Jego imię pochodzi od słowa oznaczającego pastwisko. Pan skupia w sobie wiele z tego, co współczesna cywilizacja wyparła, a co leży w naturze człowieka.

Pan o włochatych nogach – ciekawe, czy podnieca, czy raczej odraża kobiety, tak obsesyjnie depilujące nie tylko włosy na swoich nogach i pod pachami, ale nawet najmniejsze ślady owłosienia łonowego. Człowiek dziki to człowiek „trochę owłosiony”. Z drugiej strony już w czasach prehistorycznych mamy do czynienia z walką człowieka z owłosieniem. Indianie z lubością wyrywali resztki swojego skąpego owłosienia ciała, a archeologiczne ślady potwierdzają, że już tysiące lat temu wymyślaliśmy sobie różne fryzury. A Pan, dziki, groźny, wręcz okrutny, jest niejako właśnie tym, co wypieramy, wyobrażając sobie wydepilowanych kochanków leżących na kwietnej łące.


Prywatność

W większości kultur seks jest działaniem intymnym. Oczywiście zdarzają się od tego wyjątki, jak choćby rytualne orgie, jest to jednak zupełna rzadkość, bo zwykle odbywa się on w miejscu, które zapewnia spokój, ciszę i prywatność.

O ile w mieście intymnym miejscem jest zacisze pokoju, dla ludzi wyrastających w tradycyjnych wspólnotach, mieszkających w szałasach czy stłoczonych w ciasnych izbach przestrzeń prywatności, pozwalającą być ze sobą, zapewnia przyroda. Uświadomiłem to sobie, jadąc pociągiem przez Sri Lankę, z Kolombo do Kandy. Powoli pnący się w górę rząd wagonów mijał pola, ale też tunele, zarośla i zagajniki między wioskami. Czaiły się tam całujące się pary, były wszędzie, naliczyłem ich kilkanaście. Pary, dla których jedyne miejsce gwarantujące intymność stanowiły zarośla przy kolejowych torach. Halina Korolec-Bujakowska, która z mężem odbyła w latach 30. dwudziestego wieku podróż motocyklem z Polski do Chin, opisywała, że wśród birmańskich Ików „chłopiec i dziewczyna, gdy się upatrzą, spodobają wzajemnie, idą w dżunglę i tam żyją jak ptaki niebieskie przez miesiąc. Gdy wrócą do wioski, są zaręczeni”[2].

Wygospodarowanie choć skrawka prywatności jest ważne, gdyż organizmowi niespokojnemu, przelęknionemu, bojącemu się zaskoczenia trudno jest odczuwać przyjemność. Dotyczy to oczywiście i kobiet, mających wtedy problem z orgazmem, i mężczyzn, którzy w ciągu jednej sekundy, na przykład z powodu nieoczekiwanego odgłosu, tracą erekcję. Oczywiście można by znaleźć i przypadki odwrotne. Że kogoś podnieca publiczne obnażanie się i robienie czegoś z ryzykiem nakrycia (piszę o tym dalej, opisując tak zwany dogging). W sumie częsta jest też sytuacja mieszana. Ludzi podnieca to, że kochają się na łące, w miejscu otwartym, zwykle jednak nawet wówczas szukają miejsca z dala od innych ludzi, tak żeby nikt ich nie zobaczył.

Jeśli jednak chcecie być sami, a wolelibyście nie zostać nakryci przez przypadkowych przechodniów, po pierwsze unikajcie ścieżek. Jak pokazali badacze psychologii krajobrazu, dziesięć metrów poza ścieżki ludzie się zwykle nie wypuszczają, szczególnie jeśli podszyt sięga wyżej niż do połowy łydek, chyba że są grzybiarzami, kochankami albo ornitologami... Najlepszym miejscem schadzki jest, o dziwo, miejsce otwarte, bo z daleka będzie widać idących ludzi. Najlepiej, jeśli będzie to lekki pagórek, z kępą drzew czy krzewów, wtedy ma się jakby własną intymną warownię. Podobnie może być w lesie, wówczas – z podobnych powodów – lepiej wybrać sobie dużą kępę krzaków otoczoną lasem.

Czy pójdę za to do więzienia? Zarówno nagość, jak i odbywanie aktów seksualnych w „miejscach publicznych” jest w większości krajów nielegalne. Musisz więc dobrze znać prawo swojego kraju. I robić to albo tam, gdzie przepisy na to pozwalają, albo tak, żeby przynajmniej nie urazić innych. W miejscach dzikich, które nie są publiczne, bo są totalnie dzikie albo ogrodzone, albo są twoją własnością. Można też po prostu nie dać się złapać.

Ostatnio odnalazłem informację o parze, która została sfilmowana na uprawianiu miłości w prywatnym lesie innej osoby[3]. Było to pod Zgierzem (woj. łódzkie). Kochanków ukarano grzywną w wysokości 1500 złotych. W należącym do prywatnego właściciela lesie zamontowano fotopułapkę. Miała ona jednak na celu wykrycie sprawcy, który nielegalnie wyrzucał tam śmieci. Sam właściciel zgłosił sprawę na policję, chyba nie dlatego, że był zgorszony, ale dlatego, że para zostawiła po sobie bałagan. Pana Michała zdenerwowało to, że w swoim prywatnym lesie znalazł wyrzucone chusteczki i prezerwatywę. Artykuł 140 Kodeksu wykroczeń mówi: „Kto publicznie dopuszcza się nieobyczajnego wybryku, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności, grzywny do 1500 złotych albo karze nagany”.

W „Życiu Warszawy” ukazał się kiedyś artykuł o seksie w warszawskich parkach z wypowiedzią warszawskiej policjantki:

– W Kodeksie wykroczeń taki czyn jest co prawda przewidziany, ale pociągnięcie do odpowiedzialności osób uprawiających seks publicznie jest w praktyce bardzo trudne – mówi Dorota Tietz z Komendy Stołecznej Policji. – Świadkiem zdarzenia musi być bowiem osoba, która poczuje się tym czynem zgorszona – tłumaczy. Zgłoszenia o osobach kochających się w miejscu publicznym dostaje straż miejska. Od sierpnia strażnicy interweniowali sześć razy[4].

Las

Pisarz Lubiński twierdził, że to odwieczny las czyni mężczyzn bezwolnymi marzycielami, którzy rozczarowują kobiety. Las przytłaczał ludzi swą przepastną głębią, kołysał i usypiał szumem gałęzi, porażał wielkością i odwiecznym trwaniem.

Zbigniew Nienacki, Raz w roku w Skiroławkach

Dla kochanków z Europy Środkowej i Północnej najczęstszym wyborem jest las. Uprawiając seks w różnych zbiorowiskach leśnych Polski, uświadomiłem sobie olbrzymią różnicę, jaką dają poszczególne gatunki budujące drzewostan. Dominującym drzewem polskich lasów jest sosna. Lasy sosnowe najgorzej jednak nadają się do czerpania cielesnych przyjemności i powinieneś/powinnaś ich unikać, chyba że dno boru pokryte jest warstwą mchu bez podszytu. Jedyną ich zaletą jest ładny zapach olejków eterycznych z żywicy i igieł sosny. Poza tym – same wady. Po pierwsze, las taki jest pełen szyszek. Szyszki sosny są twarde. Po polegiwaniu w takim lesie twoje plecy i pośladki będą pełne owalnych, zaczerwienionych śladów. Jeśli po sosnowym lesie będziesz chodzić boso, na pewno do stóp poprzyklejają ci się kawałki żywicy. Na dodatek kora sosnowa jest dosyć szorstka i nieprzyjemnie jest zarówno na niej siedzieć, jak i się o nią ocierać. Lasy sosnowe dają mało cienia. To może być i plus, i minus. Plus, bo pozwolą na złapanie promieni wrześniowego słońca. Minus, bo sosnowe lasy, szczególnie te sztucznie sadzone na żyznych siedliskach, są pełne podszytu z kruszyny, klonów, jeżyn i Bóg wie czego.

Wolę lasy świerkowe, takie jakie spotykamy w Sudetach czy na Mazurach. Mają zwykle czyste dno, na którym leżą drobne igiełki. Tyle tylko, że zimno w nich i ponuro. Są to więc lasy dobre jedynie dla zahartowanych harcerek i harcerzy. Karpackie jedliny są natomiast zwykle porośnięte kożuchem jeżyny gruczołowatej (Rubus hirtus), więc absolutnie ich nie polecam. Wolałbym Mazury, gdyby nie te komary (o nich napiszę gdzie indziej).

A co z lasami liściastymi? Są z reguły lepsze. Szczególnie podobają mi się buczyny i grabiny. Buk i grab dają dużo cienia, stąd też takie lasy mają dosyć skąpe runo i podszyt. Ich runo wyłożone jest listkami, na których siądziesz jak na kołderce. Buk i grab mają śliskie (po deszczu nawet oślizgłe) pnie. Możesz się o nie ocierać, drapać je i przytulać. Są miłe w dotyku. A zwalony bukowy pień to skarb. Jest tak gładki, że nie grozi otarciem pochwy, szczególnie jeśli ty lub twoja partnerka macie zwisające wargi sromowe lub gdy po prostu masz delikatną skórę. Pnie są tak gładkie, że jeśliby wpuścić na nie wpierw parę ślimaków, to kobieta doszłaby, po prostu się o nie ocierając. Niestety drewno bukowe jest bardzo cenne i naprawdę trudno jest znaleźć bukowy pień o dużej średnicy, leżący tak sobie w lesie. A potrzebujesz przecież dużego pnia, grubego. Siedzenie na cienkim drzewie to nie to. Z kolei leżenie zakrawa już na akrobatykę.


Buk

Pisząc o bukach, warto jeszcze dodać, że na Śląsku Cieszyńskim buka używano także do czarów miłosnych: „W tym celu szuka się w lesie buka, który rośnie blisko jodły, tak że przy powiewie wiatru o nią się ociera. Trzeba z tego miejsca, gdzie się te drzewa ocierają, uskrobać trochę, spalić i dać wypić ulubionej osobie, która wkrótce zapłonie wielką miłością”[5].

 

Inaczej jest z dąbrowami, są bardziej szorstkie i świetliste. Coś pomiędzy lasami sosnowymi a bukowymi. Pnie są chropowate, ale faktura dużych liści dębu jest przyjemna. Liście te i cały las ładnie pachną taninami, to trochę jak włożyć głowę do pudełka herbaty. Chropowatość pni dębowych jest jednak inna niż sosnowych. Sosna jest bardziej zadziorna, jak postrzępiony plastik, dąb jest bardziej korkowy. Co zresztą nie dziwi – korek otrzymuje się przecież z jednego z gatunków dębu, mianowicie z dębu korkowego (Quercus suber), rosnącego w południowo-zachodniej Europie i północnej Afryce!

Lipy rzadko stają się dominującymi drzewami w lasach, częściej występują jako domieszka. A jeszcze częściej znajdziemy je w parkach i w przydrożnych alejach. Kiedyś były niezwykle ważnymi drzewami w gospodarce: z pachnącego drewna robiono łyżki i figury świętych, z łyka – łapcie, a kwiat był i jest ważnym pożytkiem pszczelim oraz materiałem na pyszną herbatkę. Na dodatek ich jadalne liście stanowiły zabezpieczenie w czasach głodu. Lipa była tak ważna dla Słowian, że w niektórych językach słowiańskich dała początek nazwie jednego z miesięcy, u Polaków – lipca, a u Chorwatów sierpnia (lipan). Czy znacie słynną niemiecką pieśń Unter den Linden? Napisał ją w średniowiecznym górnoniemieckim poeta Walther von der Vogelweide. Zaczyna się od słów:

Pod lipą

Na wrzosie

Gdzie dzieliliśmy się naszym miejscem odpoczynku

Możesz wciąż znaleźć [...]

Kwiaty zdeptane i trawę zgniecioną

Przy lesie w dolinie,

a w trzeciej zwrotce kochanek „umościł / dla wygody / łoże z kwiatów wszelkich”.

Miejscem schadzek dla kochanków mogły być tak zwane lipy stołowe. W niektórych parkach dworskich sadzono lipy w okrąg. W środku czasem stawiano stół do przeprowadzania pikników. Taki okrąg lip stanowi niezwykłą enklawę.

Czy są lasy, których należy się wystrzegać? Oczywiście, że tak. Choćby kolczaste lub te pełne pokrzyw. Unikaj lasów z robinią akacjową, która ma kolczaste gałęzie, a podszyt jest tu gęsty. Absolutnie unikaj towarzystwa tarniny. Rany od kolców tarniny mają tendencję do długiego gojenia się i ropienia.

Lasy liściaste są szczególnie atrakcyjne dla kochanków wiosną, przed rozwojem liści. Tak jak fotografowie mają swoją złotą godzinę, gdy słońce chyli się już ku zachodowi albo dopiero wschodzi, tak kochankowie leśni mają swój „złoty tydzień”. To, kiedy on przypada, zależy już od roku i miejsca. U nas, w Karpatach, to okres od połowy kwietnia do początku maja. Dni są często słoneczne, trawa nie jest jeszcze wysoka, temperatura wynosi już 15 – 20 stopni, a w lesie wpierw kwitną kwiaty, takie jak zawilec, przylaszczka czy miodunka, a potem i drzewa leśne, na czele z karpacką czereśnią. Japończycy świętują w takich warunkach swoją sakurę, czyli kwitnącą wiśnię. Urządzają pikniki pod drzewami uginającymi się od kwiecia, jedzą i piją sake. Dla nas, miłośników seksu w lesie, koniec kwietnia to właśnie taka karpacka sakura. Nie gryzą cię wtedy komary, muchy i bąki i nie ma grzybiarzy. Możesz ukochanej wetknąć we włosy lub cipkę gałązkę zawilca albo kwitnącej wiśni i zabrać ją w miejsce, gdzie zimowa wichura powaliła wielkiego, starego buka. Weźcie też koszyk z winem, dobrym serem i chlebem, który upiekliście. I sławcie życie w lesie, ale w promieniach słońca. Kolejny piękny czas bez gryzących owadów nastanie dla kochanków dopiero w jesieni, we wrześniu i październiku.

Zdarza się jednak, że „złote dni” przychodzą wcześnie. Kiedyś kochałem się ze swoją ukochaną pod jaworem w środku lutego. W południe temperatura wynosiła 15 stopni w cieniu. A w słońcu, w oparciu o pień dwudziestoletniego jawora, był raj. Drasnęliśmy jego pień siekierą i spijaliśmy pierwszy wiosenny sok drzewa. Po drzewie dosłownie lały się soki, a my ocieraliśmy się o nie w miłosnym uścisku.

Okres, kiedy na przedwiośniu płyną w drzewach soki, jest nasycony szczególną mocą życia. Świetnie oddał to Julian Tuwim w swoim wierszu Brzozy, który zaczyna się od następującej zwrotki:

Brzozom siekierą żyły otworzę,

Ciachnę przez ciało, rąbnę przez korzeń,

Lepkim osoczem brzozy ubroczę,

Na rany białe wargami wskoczę.

Oczywiście co kraj, to inne gatunki. Na południu Europy zachwyciły mnie wprowadzone tam, pięknie pachnące eukaliptusy. Niestety lasy te pokryte są grubą warstwą trudno rozkładającej się, twardej ściółki. Na eukaliptusie potniesz sobie pupę! Najgorsza jest jednak makia. Są to gęste zarośla porastające wybrzeża Morza Śródziemnego. Obfitują w kolczaste krzewy i nie nadają się dla kochanków. Chyba że znajdziesz potajemną ścieżkę i schowacie się pod jakimś przerośniętym krzewem. Makia jednak pięknie pachnie. Rośnie tam często i rozmaryn, i cząber, a nawet lawenda i oregano. Może znajdziesz w niej jakąś polanę ze starym drzewem oliwnym, z kwitnącymi przy ziemi cyklamenami. Kochanie się w gaju oliwnym jest trochę jak kochanie się pod polską wierzbą. Eliptyczne liście lekko wbijają ci się w plecy, ale nie jest to specjalnie nieprzyjemne, bo zarówno drzewa oliwne, jak i nadwiślańskie wierzby mają uroczą, erotyczną, miękką energię. Będziesz mógł za to ukochaną natrzeć tymi śródziemnomorskimi ziołami. I poczujecie się jak para oblubieńców w Pieśni nad Pieśniami:

Ogrodem zamkniętym jesteś, siostro ma, oblubienico,

ogrodem zamkniętym, źródłem zapieczętowanym.

Pędy twe – granatów gaj,

z owocem wybornym kwiaty henny i nardu:

nard i szafran, wonna trzcina i cynamon,

i wszelkie drzewa żywiczne,

mirra i aloes, i wszystkie najprzedniejsze balsamy[6].

Jeśli już jesteśmy w basenie Morza Śródziemnego, to szczególny sentyment mam do sadzonej w Chorwacji sosny alepskiej (Pinus halepensis). Pochodzi z terenów Grecji, Turcji i Bliskiego Wschodu, ale w Chorwacji jest już od starożytności i zarosła wiele nadmorskich zboczy. Czasem podrost jest gęsty, czasem te lasy są zupełnie czyste. Pachnie trochę jak Mazowsze czy nadbałtyckie sosnowe zagajniki. Lubię ją, tylko że znowu, jak z każdą sosną, trzeba uważać na szyszki...

Drzewa są bardzo ważnym elementem leśnego życia erotycznego. Pozwalają wyzwolić się od ziemi, często wilgotnej i pokrytej drapiącymi roślinami oraz biegającymi po niej owadami i pająkami. Mój pierwszy seks na drzewie był seksem takim, wiecie, w oparciu o drzewo. Była końcówka zimy, marzec, wieczór, pamiętam, kwitły kokorycze pełne (Corydalis solida). Naszła nas ochota akurat. Ten seks w oparciu o pień często kojarzy mi się z kłopotami, bo rzeczywiście, jak nie jesteście dopasowani wysokością, to macie problem. No więc dlaczego piszę o drzewach? Bo leżące i pochyłe drzewa to skarb. W zagospodarowanym lesie zwykle ich jednak nie ma. W normalnym, nudnym, porządnym polskim lesie drzewa stoją równie prosto jak żołnierze. Ale przeskanuj las wzrokiem, a gdzieś w końcu takie leżące drzewo znajdziesz.


Możliwości tu wiele. Zarówno mężczyzna, jak i kobieta mogą leżeć na drzewie, a druga osoba może się na partnerze leżącym na drzewie położyć lub usiąść. Jeśli drzewem jest stary, gładki buk, będzie wam komfortowo, prawie jak w łóżku. Będziecie się kochać na bukowym ołtarzu natury.

Są jeszcze drzewa pochyłe. Spotykamy je rzadko, może powstają w miejscu jakichś magnetycznych aberracji albo tak układa je wiatr. Będą okazją do dziwnych, acz często zaskakująco wygodnych pozycji pod kątem 45 stopni.

Wracając do drzew stojących – tutaj oczywiście można jeszcze wypróbować pozycję od tyłu, kiedy to drzewo jest oparciem dla kobiety. Albo próbować się na nie wspiąć. Wtedy jednak możliwe układy zależą od kształtu pnia, konarów i mięśni wspinaczy.

Są jeszcze liany. Pnącza w Polsce są zwykle dość cienkie, ale na obszarach o cieplejszym klimacie jeden z kochanków może jeszcze jak Tarzan zawisnąć na lianie. Pozycja zależy od jej umiejscowienia i wysokości nad ziemią. Oraz siły mięśni kochanków. Filmy z kochankami wiszącymi na lianach można znaleźć dość często w indyjskiej pornosferze.

Kochać się w dziupli drzewa to trochę jak znaleźć pusty namiot. Nikt cię nie widzi, ale może usłyszeć. Dziuple dla par są rzadkie, ale bądź co bądź istnieją. Jedna taka jest w centrum Rzeszowa. Wielki pomnikowy jawor koło zamku. Inna to dąb w parku w Zimnej Wodzie koło Jasła. Dziuple są zwykle wąskie i ciasne. Musicie się kochać na stojąco. Ewentualnie pozostaje seks oralny w kucki. No i żadne z was nie może bać się pająków. Pajęczyny i pająki są tam zawsze. Poza tym śmierdzi butwiną, a może też wylecieć na ciebie nietoperz.


Jak pisze Fischer, klon (do tego rodzaju należy też klon jawor) ogólnie odgrywa często w polskich pieśniach miłosnych rolę drzewa, pod którym odbywają się schadzki zakochanych. Dlatego też pojawia się niejednokrotnie w pieśniach ślubnych. Bardzo często na oczepinach śpiewa się następującą pieśń o klonie jaworze z okolic Lublina: „Okrył się jawor zielonym listeńkiem, młoda Marysia bielonym czepeńkiem”[7].

Miłości sprzyja też czereśnia. W powiecie żywieckim, jak pisze Fischer, „w dniu św. Andrzeja biegną dziewczęta wczas rano nago do ogrodu i zrywają gałązkę z czereśni, którą potem zasadzają w domu, jeśli ta gałązka się przyjmie, jest to znak, że dziewczyna, która ją sobie przyniosła, wyda się i będzie szczęśliwa”[8]. Jako botanik i ogrodnik złośliwie dodam, że czereśnia nie ukorzenia się z gałęzi i z zasady powinna się nie przyjąć.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?