Przekrój przez wszechświat

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

25


Ilustracja 25

Kilkanaście dużych pustek, trochę włókien i garść supergromad

Skala: 1 mld l.św.

25

10 Ym ≈ 1 mld l.św.

Na ilustracji 25 wyraźnie widoczna jest wielkoskalowa struktura Kosmosu opisana pokrótce w poprzednim rozdziale – a więc wielkie bąble pustek oraz połączona siatka supergromad i gromad galaktyk. Określenie „pustka” jest bardzo obrazowe, chociaż dla mieszkańców Kosmosu takich jak my – przyzwyczajonych do stąpania po solidnym, gęstym kawałku materii – praktycznie cały Wszechświat poza naszym własnym planetarnym podwórkiem może wydawać się pusty. Jakiego typu gęstości dominują właściwie we Wszechświecie?

Dogodnym punktem odniesienia jest gęstość wody – 1 g/cm3 lub, inaczej mówiąc, 1 t/m3 – wielkość znana, namacalna i bliska naszemu życiu. Większość otaczających nas rzeczy ma gęstość łatwo porównywalną z gęstością wody: od złota (19 g/cm3) czy żelaza (8 g/cm3), przez ludzkie ciało (1,06 g/cm3), aż po styropian (typowo 0,1 g/cm3). Zostawmy na boku gęstości wyższe, choć Wszechświat potrafi osiągać w tej dziedzinie rekordy wręcz niebywałe (zob. rozdział –13). Poniżej tej gęstości zaczynają być potrzebne inne jednostki i inne punkty odniesienia. Powietrze atmosferyczne na poziomie morza ma gęstość 0,00148 g/cm3, czyli 1 metr sześcienny powietrza waży 1,48 kg – wartość dająca się jeszcze wyobrazić. Na wysokości 30 km nad poziomem morza gęstość spada jednak do zaledwie 10 g/m3, a na wysokości 80 km – do 0,015 g/m3. Tego typu wartości zaczynają się już robić nierealne i aby lepiej docenić malejące gęstości materii w miarę odsuwania się od powierzchni Ziemi, trzeba „przerzucić się” na zupełnie inną skalę – nie masę, lecz ilość cząstek w danej jednostce objętości.

Na powierzchni Ziemi wartości te są bardzo wysokie i znów trudne do wyobrażenia – przykładowo w jednym centymetrze sześciennym powietrza znajduje się około 1022 cząstek powietrza (głównie cząsteczek azotu i tlenu). Krótko mówiąc – w ciągu naszego życia jesteśmy bez przerwy zanurzeni w morzu cząstek, zaś z perspektywy kosmicznej różnica między powietrzem a blokiem żelaza wydaje się drugorzędna. Wystarczy bowiem opuścić naszą planetę i znaleźć się w przestrzeni międzyplanetarnej, aby gęstość materii spadła do zaledwie... 5 cząstek na cm3! Można z łatwością wyobrazić sobie pięć mikroskopijnych punkcików rozłożonych na paznokciu – oto cała „zawartość materialna” centymetra sześciennego materii otaczającej Ziemię. Gdy Słońcu przydarzy się silniejsza „czkawka”, gęstość ta może chwilowo wzrosnąć nawet stukrotnie – ale to wciąż czarna ziejąca pustka w porównaniu z babilońskim przepychem panującym na naszej planetce. W jaki sposób można kreatywniej „zagospodarować” jeden centymetr sześcienny – najlepiej ilustruje rozdział –02 tej książki i wszystkie następne. Ten sam Kosmos posiada więc centymetry sześcienne, w których mieści się jedna mrówka, cała kolonia pierwotniaków i kilometry materiału genetycznego – oraz centymetry sześcienne, w których mieści się kilka protonów... lub nic! Przy tak niskich gęstościach pojawia się zatem dziwne pytanie – co właściwie znajduje się między cząstkami? Odłóżmy ten problem na później i wróćmy do naszej podróży ku kosmicznym pustkom.

Po opuszczeniu Układu Słonecznego sytuacja nie zmienia się radykalnie, jako że gęstość ośrodka międzygwiazdowego to około 0,1–1000 cząstek/cm3. Tego typu gęstości są typowe dla wszystkich galaktyk, a zauważmy przy tym, że każdy „punkcik” na ilustracji 25 reprezentuje galaktykę, a więc miejsce, gdzie – relatywnie rzecz biorąc – „coś się dzieje”. Nawet jeśli gaz galaktyczny jest rzadki, to przecież całe galaktyczne miasto (zob. rozdział 21) tętni życiem gwiazd, pól magnetycznych i promieniowania. Po opuszczeniu galaktyki trafiamy do jeszcze bardziej opustoszałego świata, w którym z rzadka tylko przelatuje wystrzelona z galaktyki gwiazda lub planeta (tak, zdarzają się takie przypadki!). W miarę oddalania się od galaktyk maleje również ilość promieniowania – produkowanego przecież przede wszystkim przez gwiazdy. Zapada całkowita ciemność. W miarę zanurzania się w pustkę utracony zostaje wszelki kontakt ze światem. Gęstość materii w „sercu” wielkich pustek nie jest dokładnie znana, ale w grę wchodzą wartości zbliżające się do zera, prawdopodobnie mniejsze nawet niż jedna cząsteczka na metr sześcienny...

Co to w praktyce oznacza? Wyobraźmy sobie hipotetycznego obserwatora wrzuconego w środek takiej pustki. Utracił on całkowicie kontakt ze światem materii, ograniczony teraz do występujących z rzadka „puknięć” pojedynczych atomów o skafander kosmiczny. Otacza go absolutna cisza i absolutna ciemność, jako że najbliższa gwiazda znajduje się w odległości wielu milionów lat świetlnych. Nie jest mu ani zimno, ani ciepło: temperatura jest przecież właściwością materii, której w pustkach brak. Nie ma żadnego widocznego zjawiska, które mogłoby pomóc w ustaleniu upływu czasu albo położenia w przestrzeni... Co właściwie zostaje, kiedy usuwa się jeden po drugim wszystkie znane nam składniki świata?

Siedemnastowieczny filozof niemiecki Gottfried Wilhelm Leibniz zadał słynne pytanie: „Dlaczego jest coś raczej niż nic?”. Od wieków trwa jednak dyskusja: jak właściwie wyobrazić sobie nic? Czy to pojęcie ma jakikolwiek sens? W XX wieku, dzięki postępom kosmologii, uzyskaliśmy chyba pierwszy realny posmak tego, czym może być nicość.

Fizyka uczy nas jednak raz za razem, że „natura nie znosi próżni”. I rzeczywiście – trochę bardziej skrupulatna analiza tego, co dzieje się nawet w najlepiej „odkurzonych” sercach pustek, szybko likwiduje wszelkie złudzenia na temat „nicości”. Po pierwsze, skoro jesteśmy w stanie odbierać obraz galaktyk z odległości wielu miliardów lat świetlnych, oznacza to, że wyemitowane w tych odległych galaktykach fotony przenikają cały Kosmos, a więc także i największe nawet pustki. Po drugie, produkowane w sercach gwiazd neutrina – ultralekkie, neutralne cząstki prawie w ogóle nieoddziałujące z materią – również przenikają cały Wszechświat. Po trzecie, w gwałtownych eksplozjach termojądrowych, które zdarzają się raz po raz w Kosmosie, wszelkiego typu cząstki, które znajdują się akurat „pod ręką” – nawet jeśli są to całkiem spore jądra żelaza – zostają wystrzelone z tak wysokimi energiami, że osiągają prędkości ocierające się o prędkość światła. Także i te cząstki mogą pokonywać miliardy lat świetlnych. Po czwarte wreszcie, cały Wszechświat jest wypełniony „echem Wielkiego Wybuchu” – mikrofalowym promieniowaniem tła. Jest to prawie jednorodne „morze” fotonów i obecnie ma gęstość około 200 cząstek na centymetr sześcienny.

Tak naprawdę więc nie da się uciec przed światem.

24


Ilustracja 24

Dwie gromady i liczne grupy galaktyk

Skala: 150 mln l.św.

24

1 Ym ≈ 100 mln l.św.

Na ilustracji 24 w końcu widać pojedyncze galaktyki, reprezentowane teraz faktycznie przez poszczególne białe punkciki. Widoczny tu wycinek Wszechświata pokazuje „węzeł” Kosmicznej Sieci: dwie spore gromady galaktyk i dziesiątki luźniejszych grup galaktyk, wepchnięte razem między dwa potężne bąble kosmicznych pustek. Nasza własna galaktyka, Droga Mleczna, znajduje się na peryferiach gromady galaktyk podobnej do tej przedstawionej na ilustracji – Gromady Panny (Virgo Cluster) – i należy do niewielkiej, „luźnej” grupy galaktyk zwanej po prostu Grupą Lokalną. Motyw „peryferii” będzie przewijał się przez całą niniejszą książkę: jesteśmy na niewielkiej planecie wokół niewielkiej gwiazdy leżącej na obrzeżach średniej wielkości galaktyki, leżącej na peryferiach supergromady galaktyk... To nie musi być przypadek. Obszary centralne wszystkich wyżej wymienionych obiektów charakteryzują się wysokimi temperaturami, potworną intensywnością promieniowania, chaotycznymi ruchami gazu... na obrzeżach jest po prostu przytulniej. A życie, przynajmniej „życie typu ziemskiego”, lubi umiejscawiać się w miłym ciepełku, gdzie rzeczy dzieją się powoli, słońce nie świeci ani zbyt słabo, ani zbyt jaskrawo, a najbardziej brutalne zjawiska astrofizyczne zachodzą tak daleko, jak to tylko możliwe. Z kosmologicznego punktu widzenia Ziemianie są raczej hobbitami niż elfami; raczej susłami niż skorpionami pustynnymi.

Każdy punkt na ilustracji to jedna galaktyka; ze względów graficznych „poświata” wokół galaktyk, reprezentująca gaz galaktyczny, rozciąga się nieproporcjonalnie daleko i galaktyki – nawet jako punkciki – są tu trochę zbyt duże. Ilustracja 22 znacznie wierniej pokazuje faktyczny stan rzeczy – galaktyki to „wszechświaty wyspowe” oddzielone potężnymi przestrzeniami wypełnionymi rzadkim gazem. Większości galaktyk tylko z rzadka zdarza się, że zderzy się lub minie z inną galaktyką na tyle blisko, by to „poczuć”. W takich przypadkach – jeśli dwie zderzające się galaktyki są podobnych rozmiarów – wszelkiego typu subtelne elementy struktury galaktycznej, o których będzie mowa w rozdziale 21, zostają „zmiksowane”, większość gazu błyskawicznie zamienia się w gwiazdy i w rezultacie powstaje galaktyka eliptyczna – amorficzna eliptyczna kluska, w której nie powstają już nowe gwiazdy, a te, które istnieją, poruszają się bez ładu i składu jak muchy w roju, orbitując wokół wspólnego środka masy. Jeśli natomiast pozwoli się galaktyce spokojnie ewoluować, powstają złożone, wyrafinowane perełki typu naszej własnej Galaktyki – galaktyki spiralne.

 

Nic więc dziwnego, że w centrach gromad i supergromad, gdzie występuje dość spore zatłoczenie i galaktyki bez przerwy ocierają się o siebie, przeważają galaktyki eliptyczne. Na peryferiach natomiast – w obszarze rzadko rozrzuconych grup galaktyk – gdzie pierwotne chmury gazu mogły osiąść spokojnie w postaci statecznie wirującego dysku i wykształcać wszystkie swoje subtelne struktury, dominują galaktyki spiralne. Jak w ten obraz wpisują się tajemnicze galaktyki soczewkowate – będące gdzieś w połowie drogi między spiralnymi a eliptycznymi – pozostaje do odkrycia.

Spójrzmy teraz na te ogólne zasady dotyczące ewolucji galaktyk z punktu widzenia naszej Drogi Mlecznej. Z obecnego stanu wiedzy (a sporo tu jeszcze luk i niepewności) wyłania się obraz mniej więcej następujący. W pierwszych setkach milionów lat po Wielkim Wybuchu stygnący gaz zaczął zbierać się w „protogalaktyki” o masie kilka rzędów wielkości mniejszej od obecnej masy naszej Galaktyki. Po miliardzie lub kilku miliardach lat owe kłębki gazu zaczęły organizować się w skali milionów i miliardów lat świetlnych w elementarne formy znane już z poprzednich rozdziałów. Procesowi temu towarzyszyło ciągłe zderzanie się protogalaktyk i łączenie ich dziesiątków i setek w zalążki obecnych galaktyk „normalnych” rozmiarów. W tym też okresie prawdopodobnie doszło do powstania większości gwiazd, z których znaczna część świeci do dziś jako „stara gwardia” Galaktyki.

Ponieważ od kilku miliardów lat nie doszło do żadnego spektakularnego zderzenia, Droga Mleczna ewoluuje spokojnie, produkując coraz to nowe gwiazdy na znany nam już sposób, „wykorzystując” do tego celu swoją strukturę spiralną. Około 4,5 miliarda lat temu do kilkuset miliardów gwiazd w naszym galaktycznym dysku dołączyło też Słońce. Do dziś powstają zresztą niespiesznie kolejne gwiazdy z naszego galaktycznego zasobu gazu, co odróżnia Drogę Mleczną od tak wielu galaktyk eliptycznych, które stanowią tylko chaotyczne zbiorowiska starych gwiazd.

Wygląda na to, że Droga Mleczna w ciągu kilku najbliższych miliardów lat zderzy się z Galaktyką Andromedy (zob. ilustracja 22), do której zbliża się z prędkością ponad 100 km/s. Czy powstanie z tego galaktyka eliptyczna, czy też dojdzie do mniej destrukcyjnego w skutkach wzbudzenia struktur tych galaktyk i ich w miarę pokojowego minięcia – nie jest do końca jasne. Wiadomo natomiast, że bez względu na wynik tego starcia przed upływem 10 miliardów lat wyczerpie się zapas gazu galaktycznego i ustanie aktywność gwiazdotwórcza. Dalsze losy galaktyk i całego Wszechświata to już historia na inną okazję.

23


Ilustracja 23

Kilka średniej wielkości grup galaktyk; w środku – Grupa Lokalna.

Każda kropka to galaktyka. Niektóre grupy widać od razu, inne są słabiej wydzielone. Nie każda galaktyka należy do jakiejś grupy

Skala: 20 mln l.św.

23

100 Zm ≈ 10 mln l.św.

Na ilustracji 23 nie tylko widoczne są już wszystkie „normalne” galaktyki – w dodatku zaledwie odrobinę powiększone w celach ilustracyjnych – ale możliwe jest też przedstawienie kolejnej rodziny kosmicznych podróżników: galaktyk karłowatych. Galaktyki te zostaną nieco bliżej przedstawione w następnym rozdziale, jednak w tym momencie możemy zatrzymać się na chwilę w naszym pochodzie przybliżeń i omówić kwestie, powiedzmy, statystyczne.

Pojawia się tu dość interesująca sprawa: powtarzanie się pewnego typu czysto matematycznych prawidłowości na wielu najróżniejszych poziomach budowy świata. Na początku XX wieku włoski ekonomista Vilfredo Pareto zaobserwował, że we Włoszech 20% populacji tego kraju zarządzało 80% jego powierzchni, a następnie rozciągnął tę obserwację na wiele innych sfer życia społecznego, przedstawiając już ogólniejszą zasadę: zasadę 80/20. Na przestrzeni ponad 100 lat, które minęły od tej obserwacji, proponowano – poważnie lub żartobliwie – że między innymi: 80% ruchu drogowego następuje w ciągu 20% dnia, 20% kodu komputerowego zawiera 80% błędów, 80% zysku dowolnej firmy pochodzi ze sprzedaży 20% produktów... i tak dalej. Nawet jeśli istnienie tego typu prawidłowości trudno czasem wykazać ściśle (a jeszcze trudniej wykazać, że przyjęcie nieco innych liczb, np. 85/15, nie dałoby równie skutecznej reguły), reguła Pareto powinna uczulić nas na uniwersalność pewnego typu ogólnych proporcji. Przyjrzyjmy się najpierw statystykom występowania galaktyk i ich grup o różnych rozmiarach.

W pierwszych rozdziałach zostało powiedziane, że elementarną jednostką organizacji Wszechświata w największej skali jest galaktyka. „Normalne”, stosunkowo duże galaktyki należą do trzech podstawowych typów, które zostały już wymienione wyżej: galaktyki eliptyczne, soczewkowate i spiralne. Na ilustracji 23 widać około 50 takich galaktyk, tak więc można powiedzieć, że jedna typowa grupa zawiera około 10 uczciwej wielkości galaktyk, takich jak Droga Mleczna. (Nasza własna grupa galaktyk – opisana w następnym rozdziale Grupa Lokalna – jest dość uboga i zawiera zaledwie trzy „normalne” galaktyki.) Liczbę galaktyk karłowatych można tylko szacować, jednak rozsądnie przypuszcza się na podstawie obserwacji z naszego własnego „ogródka”, że na każdą galaktykę „zwykłą” przypada około 20 galaktyk karłowatych. W Grupie Lokalnej naliczono do dziś około 60 galaktyk karłowatych, a w obszarze przestrzeni obejmowanym przez ilustrację 23 powinniśmy się spodziewać około 3000 takich galaktyk (nie wszystkie zostały oczywiście narysowane).

Zróbmy krok wstecz. Na ilustracji 24 widoczne są dwie gromady galaktyk otoczone przez wianuszek grup – trochę przypomina to układ dwóch dużych galaktyk otoczonych przez galaktyki karłowate (ilustracja 22), prawda? Uczciwych rozmiarów gromada galaktyk zawiera od kilkuset do kilku tysięcy „normalnych” galaktyk. Nie jest do końca jasne, czy intensywne „mieszanie” zachodzące w takich gromadach (odpowiedzialne za opisane w rozdziale 24 rozmycie struktur spiralnych i wynikającą z tego dominację galaktyk eliptycznych i soczewkowatych) prowadzi również do „rozbicia” galaktyk karłowatych. Przypuśćmy jednak, że nie – i że wciąż na każdą „normalną” galaktykę przypada 20 karzełków. Oznacza to około 20 000 galaktyk karłowatych w typowej gromadzie. Po doliczeniu wszystkich grup rozproszonych między gromadami oznacza to, że na ilustracji 24 powinno się zmieścić około 2500 galaktyk „zwykłych” i 50 000 karłowatych.

Kolejne kroki szybko prowadzą do prawdziwie astronomicznych liczb. Na ilustracji 25 przedstawiona została już spora populacja gromad upchniętych na brzegach bąbelkowatych pustek. Jest to więc, jak pamiętamy, elementarny element budowy Wszechświata, podobny przez to trochę do elementarnej komórki sieci krystalicznej. Potraktujmy jedną pustkę wraz z okolicznymi supergromadami, gromadami, grupami i galaktykami „swobodnymi” jako jedną podstawową „jednostkę organizacyjną”. Jednostka taka zawiera:

– kilka supergromad (w tym: kilkadziesiąt gromad),

– kilka tysięcy grup,

– kilkadziesiąt tysięcy dużych galaktyk,

– kilkaset tysięcy galaktyk karłowatych.

Jak sobie unaocznić te liczby? Wyobraźmy sobie niewielkie jezioro (pustkę), na którego obrzeżach rosną drzewa (galaktyki). Jest tam kilka średniej wielkości lasków (supergromad), na które składa się w całości kilka tysięcy dorosłych drzew, oraz kilkadziesiąt nieco mniejszych zadrzewień (gromad) liczących sobie kilkadziesiąt lub kilkaset drzew. Obok nich są też jeszcze mniejsze kępy drzew (grupy), gdzie w każdej kępie drzew rośnie zaledwie kilka dużych, dorosłych drzew (galaktyki „normalne”) oraz kilkadziesiąt młodych drzewek (galaktyki karłowate).

Ta metafora nie jest zła, zwłaszcza że w rozdziale 00 będzie mowa o tym, iż pojedyncze drzewo zawiera w sobie mikrokosmos dorównujący bogactwem temu, co można znaleźć w pojedynczej galaktyce (rozdział 21). Istotniejsze jest jednak to, że można by bez trudu opisać bardzo podobne prawidłowości dotyczące na przykład miast i ich różnego typu skupisk. W biologii przyjmuje się czasem podobne „reguły skalowania” do szacowania, ile występuje, przykładowo, dżdżownic, owadów, pierwotniaków i bakterii w jednym metrze sześciennym gleby (zob. rozdział 01 i następne). Czasem proporcje te, choć pochodzące z zupełnie różnych dyscyplin, są wyrażane wręcz tym samym wzorem matematycznym. Czasem wzór jest inny, lecz inspiracja wspólna. Jest to jeden z powodów, dla których od tysięcy lat przewija się w literaturze filozoficznej i naukowej na pozór proste, ale w rzeczywistości niezwykle subtelne i tajemnicze pytanie: dlaczego matematyka działa?

22


Ilustracja 22

Grupa Lokalna

Skala: 3 mln l.św.

22

10 Zm ≈ 1 mln l.św.

Galaktyki przedstawione na ilustracji 22 są narysowane w odpowiedniej skali, tj. dysk Drogi Mlecznej (którą otacza biały kwadracik) ma taką średnicę, jaką powinien mieć, biorąc pod uwagę rozmiar Grupy Lokalnej. Z prawej strony u góry znajduje się nasza własna Galaktyka – Droga Mleczna – wraz ze swoją świtą kilkunastu galaktyk karłowatych, tutaj ledwo widocznych jako drobne plamki. Z lewej strony u dołu świeci Galaktyka Andromedy (M31) – spora i bardzo regularnie rozwinięta galaktyka spiralna odległa od nas o około 2,5 miliona lat świetlnych, widoczna w ciemne noce z północnej półkuli Ziemi jako delikatna smuga światła. Paręset tysięcy lat świetlnych za nią widnieje Galaktyka Trójkąta (M33) – mniejsza od Andromedy i o trochę mniej wyraźnej strukturze spiralnej. Andromeda wraz z Galaktyką Trójkąta są otoczone własną chmarą około 30 galaktyk karłowatych, tak więc cała Grupa Lokalna liczy sobie trzy galaktyki „normalnej wielkości” oraz około 50–60 dających się rozpoznać galaktyk karłowatych.

Jak dokładnie przedstawia się spis naszych najbliższych pozagalaktycznych towarzyszy – pozostaje do zbadania. Wykrywanie galaktyk karłowatych to trudne, wymagające zadanie, ponieważ przy całym kosmicznym bogactwie galaktyk i gromad stanowiących tło – oraz gwiazd, mgławic i innych chmur gazu leżących między nami a nimi – niepozorne karzełki mogą zginąć w tłumie. Ponadto galaktyki karłowate są nie tylko niewielkie, ale też bardziej od swoich „dużych braci” wrażliwe i podatne na uszkodzenia czy wręcz śmierć.

Ogólną tendencję panującą w Kosmosie świetnie ujął Ewangelista Marek (Mk 4, 24): „Temu bowiem, który ma, będzie mu dane, a temu, który nie ma, zostanie odebrane od niego i to, co ma”. Duże galaktyki rosną w skali miliardów lat kosztem „luźnego” gazu pozagalaktycznego, ale też spadających na nie galaktyk karłowatych – proces ten określa się w astrofizyce po prostu mianem „kanibalizmu galaktycznego” (galactic cannibalism). Galaktyki karłowate okrążające Drogę Mleczną również są zagrożone; dwie największe z nich – Wielki i Mały Obłok Magellana – są w bezpiecznej odległości około 150 tysięcy lat świetlnych, przy której mogą swobodnie krążyć wokół swojej galaktyki macierzystej, zupełnie jak planety wokół „swoich” gwiazd (zob. rozdział 12). Wszelkie mniejsze odległości są już jednak niebezpieczne, o czym przekonała się kilkaset milionów lat temu galaktyka karłowata o mało romantycznej nazwie SagDEG (Sagittarius Dwarf Elliptical Galaxy, czyli „karłowata galaktyka eliptyczna w gwiazdozbiorze Strzelca”), gdy zbliżyła się do naszej galaktyki na odległość zaledwie 50 tysięcy lat świetlnych. Oddziaływanie grawitacyjne dysku Drogi Mlecznej okazało się na tyle silne, że galaktyka ta została rozciągnięta do postaci spiralnego łuku i obecnie ma raczej kształt podłużnej chmury przechodzącej przez dysk Drogi Mlecznej niż zwięzłego, samodzielnego tworu. Uważa się, że po kilku kolejnych okrążeniach zostanie de facto wchłonięta przez Drogę Mleczną.

 

Tego typu procesy zachodzą nieustannie od samego początku istnienia Kosmosu, zatem „pusta” przestrzeń między galaktykami nie jest tak naprawdę „próżna” (była o tym mowa w rozdziale 25), lecz zawiera gazowe strugi wyrwane przelatującym obok siebie galaktykom czy wręcz pojedyncze gwiazdy wybite z ich galaktyk macierzystych. Gdyby więc wykonać bardzo czułą fotografię obszarowi odpowiadającemu grupie galaktyk podobnej do tej z ilustracji 22, okazałoby się, że na obszarze tym roi się od delikatnych gazowych struktur będących zapisem odbywających się tam na przestrzeni ostatnich setek milionów lat zderzeń, bliskich przejść czy wręcz „galaktycznego kanibalizmu”.