Urodzony zwycięzca

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Lucy Monroe
Urodzony zwycięzca

Tłumaczenie: Alina Patkowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Wściekłość walczyła w niej z cierpieniem i poczuciem, że została zdradzona. Romi Grayson ostrożnie odłożyła telefon na stół, choć miała ochotę rzucić nim przez pokój.

Ten manipulant i kłamca, Maxwell Black, dał jej kiedyś wyraźnie do zrozumienia, że nie szuka stałego związku, co nie znaczy, że kobiety zupełnie go nie interesują. Już od lat krążyły plotki, że był bardzo hojny wobec swoich kochanek i rozstawał się z nimi w przyjaźni. Obiecywał jej rozkosze, jakich nie potrafiła sobie nawet wyobrazić, a także to, że dopóki będzie z nią, nie zainteresuje się żadną inną kobietą. Ten playboy i tytan biznesu proponował jej absolutną wierność w określonych ramach czasowych.

Ale ona nie skorzystała z okazji, bo była pewna, że skończyłoby się to dla niej złamanym sercem.

Spotkali się tylko kilka razy, ale Max od pierwszej chwili budził w niej głębokie, przerażająco intensywne emocje. Ich związek był krótki i niemal platoniczny, a i tak cierpiała, gdy się skończył. Słowo „niemal” było tu kluczowe, bo to przy Maksie po raz pierwszy zaznała przyjemności seksualnej z partnerem. Porażona siłą własnych reakcji, omal nie przystała na propozycję, w końcu jednak okazało się, że w gruncie rzeczy nie ma wyboru. Warunki, jakimi ta propozycja była obwarowana, były dla niej nie do przyjęcia. Romi kochała niezależność, ale w głębi serca była tradycjonalistką. Chciała mieć dom, rodzinę i mężczyznę, z którym mogłaby wspólnie patrzeć w przyszłość, a nie wyczekiwać końca związku.

A teraz Max przygotowywał się do ślubu z przybraną siostrą Romi, Madison Archer. W zamian miał otrzymać udziały w Archer International Holdings i perspektywę przejęcia firmy, gdy Jeremy Archer odejdzie na emeryturę. To wystarczyło, żeby Maxwell Black zapomniał o swojej zasadzie niewiązania się z nikim na stałe. Przekupny łajdak! To staroświeckie słowo bardzo do niego pasowało.

– Ramona! – zawołał ojciec z sypialni, w której ostatnio spędzał prawie cały czas. Chodził do biura tylko dwa razy w tygodniu, a zarządzaniem firmą zajmował się doświadczony dyrektor operacyjny. Inni ojcowie może oczekiwaliby, że Romi przejmie rodzinny interes, ale Harry Grayson zawsze uważał, że jego córka powinna podążać za własnymi pragnieniami.

Promienie słońca wpadające przez jedyne okno po północnej stronie spowijały pokój ojca szarym światłem. Siedział na sofie przed wielkim, ciemnym ekranem wiszącego na ścianie telewizora. W wysokiej szklance, którą trzymał w ręku, pozostało tylko kilka kostek lodu. Przekrwione oczy z czerwonymi obwódkami świadczyły o tym, że szklanka w ciągu ostatnich godzin rzadko bywała pusta.

Romi podeszła bliżej i wyjęła mu szklankę spomiędzy palców.

– Tato, jest dopiero popołudnie. Nie potrzebujesz tego.

Kiedyś nie tykał alkoholu przed porą koktajlu. Potem pił przez cały wieczór i gdy kładł się spać, był już tak pijany, że nie był w stanie wejść na górę po schodach. Ale w każdym razie nie pił w ciągu dnia. Sytuacja pogorszyła się, gdy Romi kończyła szkołę. Zaczynał przy lunchu, od kieliszka wina, który często zmieniał się w całą butelkę. Jednak to, że tak wcześnie pił wysokoprocentowy alkohol, to była nowość.

Podniósł wzrok i dopiero po dłuższej chwili w jego oczach błysnęła świadomość.

– Ramona.

– Tak, tato. Wołałeś mnie. – Nigdy by jej nie zawołał, gdyby był trzeźwy. Graysonowie nie zachowywali się tak pospolicie. Nie krzyczeli do siebie przez cały dom. Używali interkomów. Ale Harry Grayson nie był teraz w stanie przejść przez pokój do interkomu.

Ściągnął brwi, próbując skupić myśli.

– Wołałem cię?

– Tak, tato.

Rozejrzał się dookoła nieprzytomnym wzrokiem.

– Chyba zgubiłem pilota.

Romi schyliła się i podniosła go z podłogi.

– Proszę, tu jest.

– Och, dziękuję. – Zmarszczył czoło. – Nie działa.

Przesunęła ręką po ekranie i głosem wydała komendę włączenia telewizora. Z głośników rozmieszczonych w całym pokoju popłynął dźwięk popołudniowych wiadomości.

– Wszystko działa.

– Ja nie mogłem włączyć – wymamrotał ojciec.

Nie dziwiło jej to. Pilot przyjmował komendy wypowiedziane wyraźnie, a nie głosem zatartym przez alkohol.

– Wydajesz się zdenerwowana, kotku.

To właśnie był jej ojciec. Nawet po dużej dawce alkoholu troszczył się o nią i zwracał uwagę na jej nastrój. Nawet pijany był dwa razy lepszym człowiekiem niż ojciec Maddie.

– Ze mną wszystko w porządku.

– Nie – powiedział. Bardzo się starał wyraźnie wymawiać każde słowo. Romi zebrało się na płacz.

– To nic takiego.

– Widzę, że coś ci jest. – Ojciec w tej chwili przestał być pijakiem, który uparł się zniszczyć sobie wątrobę, a stał się mężczyzną, jakim był kiedyś – mężczyzną, który kochał jej matkę tak bardzo, że ożenił się z nią wbrew woli rodziny, a po jej śmierci zajął się wychowaniem trzyletniej córki, zamiast pójść na łatwiznę i oddać ją pod opiekę rodzinie.

– Historia stara jak świat.

– Powiedz.

– Zakochałam się.

– Nic mi o tym nie wspominałaś.

– Mówił, że z nikim nie wiąże się na dłużej.

– I okazało się, że jest żonaty? – oburzył się ojciec.

– Nie, ale dowiedziałam się, że chce się ożenić. Za odpowiednią cenę.

– Co za łajdak!

Musiała się uśmiechnąć. Wcześniej to samo słowo przyszło jej na myśl.

– No właśnie.

– Lepiej ci będzie bez niego.

– Oczywiście. – Gdyby tylko potrafiła przekonać o tym własne serce.

Maxwell Black nudził się. Przyjęcia nie sprawiały mu żadnej przyjemności – kilka godzin nudy przerywanych tylko krótkimi chwilami, kiedy zawierał użyteczne znajomości.

Co prawda, tym razem cierpiał dla dobrej sprawy. Na balu zbierano fundusze dla głodnych dzieci, dlatego miał nadzieję, że będzie mógł się oddać jednemu ze swych ulubionych zajęć – obserwacji Romi Grayson. Wolałby ją dotykać niż tylko patrzeć, ale kiedyś już bardzo stanowczo odrzuciła propozycję romansu, a Maxwell wykazał się rzadką u siebie powściągliwością i nie naciskał.

W tej dziedziczce starych pieniędzy z San Francisco było coś wyjątkowego, jakaś niezwykła wrażliwość, której nie miał ochoty wykorzystywać. Był to pierwszy taki przypadek w jego życiu. Trzymał się od Romi z daleka przede wszystkim dla własnego dobra. Wzbudzała w nim opiekuńcze uczucia, czego nie był w stanie zrozumieć. Gdyby się o tym dowiedziała, mogłaby nim manipulować.

Mimo wszystko po jakimś czasie doszedł do wniosku, że zaczął myśleć, że może ich związek miałby jakąś przyszłość, o ile to on dyktowałby warunki.

Delikatny zapach jaśminu i wanilii, który już na zawsze skojarzył mu się z Romi, dotarł do niego wcześniej niż ona sama.

– No, no, kogóż my tu widzimy? Maxwell Black, największy z tytanów biznesu.

Obrócił się powoli i popatrzył na nią. Czarne jedwabiste włosy sięgające podbródka otaczały drobną twarz, mocny makijaż podkreślał błękit oczu. Usta w kształcie łuku Amora miała mocno zaciśnięte, a w oczach błyszczało niezrozumiałe dla niego oskarżenie.

– Dobry wieczór, Romi. Uroczo wyglądasz.

Elegancka jaskrawobłękitna suknia podkreślała jej drobne kształty. Romi była delikatna i bardzo kobieca. Jej wygląd kontrastował z pewnym siebie sposobem bycia i podejściem do życia. Nikomu nie pozwalała się onieśmielić. Miała niecałe metr sześćdziesiąt wzrostu, ale jej osobowość aż nadto rekompensowała ten niedostatek. Maxwell od pierwszej chwili był nią zaintrygowany.

– Dziękuję. – Zmarszczyła czoło i dodała niechętnie: – Ty też doskonale dzisiaj wyglądasz. Chyba nie znam projektanta, od którego pochodzi twoje ubranie. Czy ten frak uszył krawiec z Savile Row?

Uśmiechnął się, zaskoczony jej spostrzegawczością.

– Miejscowy krawiec, który terminował u mistrza z Savile Row.

– Widzę, że wolisz nie podawać jego nazwiska.

– Szukasz krawca dla swojego ojca? – Maxwell był pewien, że jego krawiec nie przyjąłby Graysona do grona swoich klientów. Był drogi i bardzo wybredny. Alkoholik, który omal nie pociągnął za sobą w dół całej swojej firmy, nie miał u niego żadnych szans.

– Nie. – Romi skrzywiła się lekko.

– U niego czeka się rok w kolejce – powiedział Maxwell, chcąc oszczędzić uczucia dziewczyny.

– Założę się, że ty nie czekałeś.

Maxwell uśmiechnął się.

– Przegrałabyś zakład. Ten człowiek nie stosuje żadnych kompromisów, gdy chodzi o grafik pracy i standardy dotyczące klientów.

– Mimo wszystko jestem zdziwiona.

– Dlaczego?

– Bo jesteś wielkim oportunistą – odrzekła ostro. Zbyt ostro.

Nie próbował zaprzeczać, bo to właśnie umiejętność dostrzeżenia i wykorzystania okazji pozwoliła mu zbudować Black Information Technologies, firmę wartą wiele milionów dolarów. Całkiem nieźle jak na trzydziestodwulatka, który w odróżnieniu od Romi niczego nie odziedziczył po przodkach. Ale widział jasno, że Romi jest czymś zirytowana, a ponieważ nie mogła wiedzieć o planach dotyczących firmy jej ojca; musiało to być coś innego. Wrócił myślami do wydarzeń ostatniego tygodnia.

– Rozmawiałaś z Madison Archer? – odgadł.

– Rozmawiam z Maddie codziennie. – W jej głosie zabrzmiała jeszcze większa irytacja i Maxwell zdobył pewność, że jest na właściwym tropie, chociaż nadal nie rozumiał, dlaczego miałoby ją zdenerwować to, że Jeremy Archer zaproponował mu biznesowe małżeństwo.

 

– Nie mogę odpowiadać za to, co robi jej ojciec.

Romi skrzyżowała ramiona na piersiach i odrzuciła głowę do tyłu.

– Ale mogę cię winić za chęć, z jaką przyjąłeś jego propozycję.

Przez chwilę podziwiał rowek między jej piersiami, podkreślony przez pozycję, w jakiej stała. Wszystko w niej było podniecające. Szczupła i pozbawiona nadmiernych krągłości, była jednak stuprocentową, kuszącą kobietą.

– Poszedłem na spotkanie, na którym Jeremy Archer zaproponował mi bardzo korzystny kontrakt, ale twoja tak zwana siostra z wyboru doskonale potrafiła o siebie zadbać. – Nie był jeszcze gotów, żeby opowiedzieć Romi, w jaki sposób Madison przyhamowała zapędy ojca. Miał pewne plany związane z tą informacją. O ile wiedział, Madison Archer nie opowiedziała o swoich dokonaniach przyjaciółce. Dzięki temu Maxwell miał przewagę w rozmowie z Romi, która gotowa była zrobić wszystko, by uchronić przybraną siostrę od jakiejkolwiek krzywdy, nawet takiej, która mogła wyniknąć z jej własnych pochopnych działań.

– Zgodziłeś się złamać swoje zasady za odpowiednią cenę – parsknęła Romi.

Teraz dopiero zrozumiał, o co jej chodzi. A zatem Romi wiedziała. Prawdę mówiąc, był trochę zdziwiony, że Madison powiedziała przyjaciółce o jego propozycji. Dziedziczka fortuny Archerów nawet przez chwilę nie traktowała tej oferty poważnie, zresztą Maxwell nie oczekiwał tego. Chciał tylko zasiać wątpliwości w umyśle Viktora Becka. Viktor i Maxwell przyjaźnili się i zarazem rywalizowali ze sobą od dzieciństwa.

Mimo wszystko Romi była wytrącona z równowagi. To dobrze wróżyło jego planom.

– I tą ceną nie była miłość – stwierdził z ironią. Nadmiernie emocjonalna i nieprawdopodobnie naiwna Romi uważała to uczucie za jedyną godną uwagi motywację w życiu, choć utrata miłości niemal zniszczyła jej ojca i to, co pozostało z ich rodziny.

– Raczej trzydzieści srebrników – parsknęła z ogniem w oczach.

– Mówisz tak, jakbym kogoś zdradził. Nikogo nie zdradziłem. – Minął już rok, odkąd każde z nich poszło w swoją stronę.

– Może zdradziłeś siebie.

– A co jest nieuczciwego w układzie, w którym warunki są jasne dla wszystkich zainteresowanych?

– To znaczy, że twoja zasada o unikaniu zobowiązań dotyczyła tylko mnie? – W głosie Romi zabrzmiało bolesne rozczarowanie.

– Nie obiecywałem Madison takiego zaangażowania, jakiego ty byś ode mnie zapewne wymagała.

– Ale proponowałeś, że się z nią ożenisz.

– To miał być tylko układ biznesowy. Bez gwarancji wierności.

– To okropne – powiedziała poważnie.

Ujął ją za łokieć i poprowadził w stronę drzwi balkonowych. Wieczór był chłodny i Maxwell miał nadzieję, że balkon jest pusty.

– Dokąd idziemy? – zapytała, ale nie stawiała oporu.

– W jakieś spokojniejsze miejsce.

Balkon rzeczywiście był pusty. Na drugim końcu stała tylko jedna para, ale na tyle daleko, że nie mogła usłyszeć prowadzonej niezbyt głośno rozmowy.

Romi zadrżała na chłodnym powietrzu. Maxwell poprowadził ją do kąta, gdzie rośliny w dużych donicach chroniły przed wiatrem i ciekawskimi oczami. Zdjął marynarkę i narzucił jej na ramiona.

– Tak lepiej?

Skinęła głową, przygryzając usta.

– Nie musiałeś oddawać mi swojej marynarki – stwierdziła, ale jednak ściągnęła poły mocniej. – Nie zostaniemy tu długo. W ogóle nie rozumiem, dlaczego tu z tobą przyszłam.

– Bo jesteś zła, że rozważałem propozycję Archera, i musimy o tym porozmawiać.

– Nie rozumiem dlaczego.

Czekał w milczeniu. Po chwili Romi westchnęła głośno. Nie potrafił przeniknąć emocji kłębiących się w jej wzroku.

– Maddie zasługuje na prawdziwe małżeństwo, a nie na biznesowy układ. Ty też.

– Nie uważam Madison za szczególnie atrakcyjną dziewczynę. Wyrzeczenie się praw małżeńskich nie byłoby dla mnie wielkim poświęceniem.

– Jest piękna.

– Ja widzę piękno gdzie indziej. – Rudowłosa dziedziczka fortuny Archerów niewątpliwie była ładna, ale zupełnie nie poruszała Maxwella. Lubił bardzo szczupłe dziewczyny, a ponieważ sam był wysoki, przeważnie wybierał wysokie partnerki. Romi była od niego o trzydzieści centymetrów niższa, ale wyjątkowo mu odpowiadała. Podobały mu się ciemnowłose kobiety i choć wcześniej nie przepadał za niebieskimi oczami, to jej oczy były tak uderzające i wyraziste, że nie potrafił ich zapomnieć. Lubił wiedzieć, co myślą i czują jego partnerki, a w oczach Romi odbijały się wszystkie emocje, nawet te, których nie chciała wyrażać słowami. I w odróżnieniu od przyjaciółki, która rzadko się rumieniła, Romi w jego obecności często miała zaróżowione policzki.

– Po prostu nie mogę zrozumieć, dlaczego chciałeś się z nią ożenić – westchnęła z frustracją i zaraz zakryła usta dłonią.

– Powiedziałem, że się zastanowię, ale wiedziałem, że Madison nie widzi we mnie przyszłego męża, i dlatego zaproponowałem małżeństwo tylko z nazwy.

– Skąd mogłeś o tym wiedzieć?

– Madison lepiej ukrywa emocje niż ty, ale nie ma żadnych wątpliwości, że tylko jeden z obecnych tu mężczyzn jest w stanie spełnić warunki, które postawił jej ojciec.

Romi uśmiechnęła się lekko.

– Pasują do siebie.

– Miejmy nadzieję. – Ogłoszono już zaręczyny Viktora i Madison, a także bliską datę ślubu. Maxwell nie znał Madison Archer zbyt dobrze, ale lubił ją i szanował, a Viktor, również rosyjskiego pochodzenia, był jednym z nielicznych jego przyjaciół. Obydwoje podchodzili do tego związku z romantycznymi nadziejami i chcieli spędzić razem całe życie. Maxwell miał nadzieję, że się nie rozczarują. On sam nie wierzył w trwałość romantycznych więzi. Małżeństwo było dla niego kontraktem jak każdy inny – należało je podtrzymywać, dopóki przynosiło korzyści obu stronom. Matka uczyła go od dzieciństwa, że romantyczne związki są tylko środkiem prowadzącym do celu. Natalia Black zawsze powtarzała synowi, że miłość jest tylko bajką. Wierzyła w Maxwella i wpajała mu, że może osiągnąć wszystko, co tylko zechce, o ile nie podda się tak zwanej miłości, która osłabia i odbiera koncentrację.

Maxwell nie wiedział, jakie było źródło tych przekonań matki, ale bardzo szybko przekonał się, że miała rację. Porzuciła Rosję i krewnych, by rozpocząć nowe życie w Ameryce, i wyścieliła sobie gniazdko złotym puchem, starannie wybierając kolejnych partnerów do łóżka. Mężczyźni pojawiali się w jej życiu tylko przelotnie. Maxwella nauczyło to, że nic nie trwa wiecznie i tylko głupcy sądzą inaczej.

Tylko przy jednym z tych mężczyzn Natalia promieniała niezwykłym blaskiem. Ten człowiek traktował Maxwella jak ojciec. Żaden z innych partnerów matki tego nie robił ani żadnemu na to nie pozwalano. Przez trzy lata Maxwell miał zastępczego ojca, który poświęcał mu czas i uczył, co to znaczy być chłopcem wychowywanym w Ameryce. A potem na scenie pojawiła się porzucona żona Carlyle’a razem z jego prawdziwym synem i córką i Maxwell nigdy więcej go nie zobaczył. Natalia straciła blask, ale nie straciła determinacji, by dać Maxwellowi wszelkie szanse, jakie niosło ze sobą życie w Ameryce.

– Madison odniosła wrażenie, że zaintrygowało cię coś w żądaniach Perry’ego. – Romi zmarszczyła brwi i popatrzyła na niego badawczo.

Wyrwany z zamyślenia Maxwell dopiero po chwili skupił się na jej słowach.

– Wiesz, że lubię mieć kontrolę w łóżku.

– Domyśliłam się tego.

– Nie miałem ochoty zabierać Madison do łóżka, a zatem powodem mojego zaciekawienia nie była chęć kontroli nad sytuacją.

Na twarzy Romi odbiło się zaskoczenie.

– W takim razie o co ci chodziło?

– Ciekaw byłem, dlaczego Perry postawił właśnie takie żądania.

– Im bardziej pikantna historyjka, tym więcej pieniędzy za nią zapłacą – stwierdziła cynicznie urocza dziedziczka fortuny.

– Perry Timwater nie jest w stanie odgrywać dominującej roli w seksie – stwierdził Maxwell lekceważąco.

– Skąd wiesz?

– Poznałem go. – Timwater nie wywarł na Maxwellu większego wrażenia ani nie wzbudził w nim chęci pogłębienia znajomości. – Do takiej roli trzeba być pewnym siebie i zauważać potrzeby innych. Jemu brakuje obu tych cech.

– Jestem pewna, że jest samolubnym kochankiem – odrzekła Romi, jak zwykle bezpośrednio i szczerze. – Był bardzo samolubnym przyjacielem.

– Pewnie masz rację. – Usta Maxwella zadrgały. Romi Grayson zawsze potrafiła go rozbawić, nawet niechcący. Była zupełnie inna od niego i nie potrafił jej zrozumieć, ale to zapewne stanowiło część jej atrakcyjności.

Niewielu było ludzi, których Maxwell nie rozumiał. Zwykle motywacje innych były dla niego jasne i dlatego tak dobrze radził sobie w biznesie. Zauważał potrzeby innych i umiejętnie je wykorzystywał, nie tracąc przy tym honoru. Owszem, miał poczucie honoru, choć nie było ono może tak mocne i nieskazitelne jak u Viktora.

Romi, obdarzona żywym charakterem, pozostawała jednak dla niego zagadką. Był pewien, że zgodzi się na propozycję monogamicznego związku z określonym z góry terminem zakończenia, ona jednak odmówiła, a w dodatku poczuła się zraniona. Nie spodziewał się tego i nie czuł się z tym dobrze.

– Dlaczego poczułeś się zaintrygowany?

– A jak myślisz? – Ciekaw był, na ile udało jej się go poznać w tym krótkim czasie, gdy się spotykali.

Nie odpowiedziała od razu. Sprawiała wrażenie osoby, która najpierw działa, a dopiero potem myśli, ale Maxwell przekonał się już, że to tylko pozory.

– Nie znam żadnego mężczyzny, który miałby w sobie tyle ciekawości co ty – oświadczyła w końcu. – Ta sytuacja wydawała ci się bezsensowna i dlatego chciałeś ją zrozumieć.

Skinął głową. Nie zdziwiło go to, że Romi z taką łatwością rozszyfrowała jego motywację. Zauważył, że poświęcała mu równie wiele uwagi, jak on swoim partnerom w biznesie.

– Te historyjki były zagadkowe – zgodził się. – Obydwie z Madison lubicie błyszczeć w mediach, ale żadna z was nie słynęła z seksualnych podbojów.

Pomyślał, że powinno mu to przyjść do głowy, zanim przedstawił jej swoją propozycję. Powinien sobie uświadomić, że media nie opisywały jej życia seksualnego, bo takie po prostu nie istniało. Romi ze swoją niewinnością nie nadawała się do związku, jaki proponował jej Maxwell, a to z kolei znaczyło, że jeśli chciał ją mieć, to musiał wymyślić coś innego, układ, który byłby do przyjęcia dla nich obojga.

Jego honor nie domagał się jednak zupełnie czystej gry. Najważniejsza była wygrana.

ROZDZIAŁ DRUGI

– I uznałeś, że to intrygujące? – zapytała Romi.

A zatem Maksa bawiło to, że ani ona, ani Madison nie były znane z rozwiązłości seksualnej. Niewątpliwie doszedł do właściwych wniosków. Większość doświadczeń w tej dziedzinie Romi zebrała właśnie z nim.

– Nie, raczej nie. – Udało mu się zrobić zawstydzoną minę. – Ale uświadomiłem sobie kilka rzeczy. To wszystko.

– Na przykład co? – zapytała, chociaż dobrze wiedziała, co to mogło być. Gdyby dało się cokolwiek powiedzieć na temat życia seksualnego jej albo Madison, to sępy z mediów już dawno by to zrobiły. Wniosek był tylko jeden: nie było o czym pisać.

Na przystojnej twarzy Maksa ukazał się cyniczny uśmiech.

– Naprawdę muszę to powiedzieć głośno i wyraźnie?

– Chyba nie.

Romi stłumiła westchnienie. Nie miała ochoty rozmawiać o tym, dlaczego media nie piszą o jej nieistniejących kochankach, tak samo jak nie miała ochoty rozmawiać o stale pogarszającym się stanie ojca. Nie rozmawiała o tym nawet z Maddie. Miała nadzieję, że jeśli będzie udawać, że wszystko jest w porządku, to może rzeczywiście tak będzie. Choć poświęcała prawie cały swój czas na próby naprawienia niesprawiedliwości i nadużyć tego świata, to nie potrafiła sobie poradzić z rozpadem własnej rodziny.

– O co chodzi? – zapytał Max tonem, który u każdego innego świadczyłby o trosce, ale w jego ustach oznaczał tylko tyle, że rekin wyczuł krew.

– O nic.

– Nieprawda.

– A jakie to ma znaczenie? – mruknęła sceptycznie.

– Ma. – Przysunął się bliżej. Stali na tarasie. W zasięgu wzroku nie było żadnego wroga ani fotoreportera, a jednak Romi miała wrażenie, że jego wielkie, atrakcyjne ciało odgradza ją od całego świata jak tarcza. To była jedna z najbardziej niebezpiecznych cech Maxwella Blacka: w jego obecności czuła się bezpiecznie. Był drapieżnikiem, ale miała wrażenie, że będzie ją chronił. To była czysta fantazja.

– Dlaczego? – Dlaczego jej uczucia miałyby mieć dla niego znaczenie? Przecież ona sama zupełnie nic dla niego nie znaczyła.

Pochwycił jej spojrzenie.

 

– Bo ty jesteś dla mnie ważna.

– Nie wierzę ci. – Może miała dla niego jakąś wartość jako potencjalna partnerka do łóżka, ale nigdy nie byli przyjaciółmi.

– Uwierzysz.

– O czym ty mówisz?

– Wydajesz się speszona, moja mała aktywistko.

– Nie jestem twoja.

– Nie?

– Nie.

– To znaczy, że z kimś się spotykasz.

Otworzyła usta, ale nie była w stanie skłamać. Doskonale potrafiła unikać niewygodnych odpowiedzi, ale jawne kłamstwo po prostu nie chciało jej przejść przez usta.

– Moje prywatne życie to nie twoja sprawa.

– Bo nie masz prywatnego życia.

– To ty tak twierdzisz. – Znów udało jej się niczego nie potwierdzić ani nie zaprzeczyć. Byłaby dobrym dyplomatą.

– Ja tak twierdzę. Podaj mi nazwisko chociaż jednego mężczyzny, z którym się spotykałaś, odkąd odrzuciłaś moją propozycję.

Popatrzyła na niego gniewnie. Bardzo by chciała wymienić jakieś nazwisko, jakiekolwiek, ale nie była w stanie. Po prostu nie potrafiła kłamać. Ojciec twierdził, że odziedziczyła tę cechę po matce. Niestety, Romi nie pamiętała Jenny Grayson. Miała zaledwie trzy lata, gdy matka zmarła.

– Ty na pewno potrafiłbyś wymienić setkę kobiet, z którymi się spotykałeś. – W typowy dla siebie sposób spróbowała odwrócić tor rozmowy.

– Nawet nie pół tuzina.

– Widocznie za dużo pracujesz.

– Tak sądzisz?

– Wiem. – Doszła do tego wniosku, kiedy się spotykali.

Max nie poruszył się, ale nagle znalazł się bliżej niej, jakby zaczął zajmować więcej miejsca w przestrzeni.

– Firmy takiej jak BIT nie da się prowadzić, pracując czterdzieści godzin tygodniowo.

– Dałoby się, gdybyś się tak nie upierał, żeby być królem całego świata.

Śmiech Maksa otoczył ją jak miękki kokon.

– Daję ci słowo, że nie próbuję być królem świata.

– Tylko kontynentu.

– No cóż, mam konkurencję.

Chyba sam w to nie wierzył. Maxwell miał w sobie żyłkę bezwzględności. Zawsze próbował być najważniejszy, nawet jeśli musiał w tym celu stoczyć brudną i krwawą bitwę.

– Przez ostatni rok nie spotkałem żadnej kobiety, która zasługiwałaby na drugie podejście.

– Biedne dziewczyny.

Na jego twarzy pojawił się drapieżny uśmiech.

– Tak sądzisz?

Była tego pewna. Odejście od niego było jedną z najtrudniejszych decyzji w jej życiu, ale nie miała zamiaru oddawać mu serca tylko po to, żeby je złamał.

– Lubiłam się z tobą spotykać.

– Ja też dobrze się czułem w twoim towarzystwie.

Poczuła, że się rumieni.

– Chociaż właściwie „dobrze” to nie jest odpowiednie słowo. Odrzuciłaś mnie.

– Pragnęliśmy zupełnie innych rzeczy. Szkoda, że mojemu ojcu nie przyszło do głowy, żeby sprzedać mnie w pakiecie z firmą.

Max przyciągnął ją do siebie.

– Właśnie pomyślałem to samo.

– Ty idioto! – zawołała ze śmiechem i nieoczekiwanie poczuła jego usta na swoich. Natychmiast zrobiło jej się gorąco i poczuła się tak, jakby jej zmysły od roku nie miały żadnej pożywki. Oparła dłonie na jego piersi i gdy przycisnął się do niej całym ciałem, zarzuciła mu ramiona na szyję. Marynarka Maksa zsunęła się na posadzkę.

Pocałunek trwał długo. Był jak powtórka wszystkich snów, o których Romi starała się zapomnieć zaraz po obudzeniu. Miała wrażenie, że gdy ten płomień w końcu zgaśnie, zostanie po niej tylko kupka popiołu.

W końcu Max oderwał się od niej i odsunął ją na odległość ramienia.

– Dlaczego? – wymamrotała z zażenowaniem.

– Następnym razem, kiedy przyjdzie nam ochota na seks, zrobimy to w łóżku i wtedy nie będę się powstrzymywał – odrzekł, ciężko dysząc.

Miała wielką ochotę zapytać, kiedy to będzie, ale to nie był najlepszy pomysł.

– To się nigdy nie zdarzy.

– To kłamstwo, a ty przecież nigdy nie kłamiesz.

Otworzyła usta, żeby zaprzeczyć, ale pomyślała, że Maxwell ma rację.

– Proszę, Max, nie rób mi tego.

– Czego mam ci nie robić, moja słodka dziewico? Mam cię nie podniecać? Jeszcze przed chwilą nie narzekałaś.

Temu również nie mogła zaprzeczyć.

– Ty też nie narzekałeś.

– Nie, i nie mam takiego zamiaru.

Dlaczego musiał mówić jej rzeczy, które rozbudzały w niej niestosowne nadzieje?

– Mimo wszystko każde z nas pragnie czego innego.

– Jesteś pewna? Przed chwilą mogłem cię wziąć tu i teraz.

On mówił o seksie, a ona o związku.

– Czy czujesz jakieś niezdrowe podniecenie, manipulując moimi słabościami?

– To nie jest słabość, miłaja.

– To ty tak mówisz – powiedziała bez przekonania. Dobrze wiedział, jak na nią wpływa dźwięk rosyjskich słów. Kiedyś prosiła go, by ich nie używał, bo sądziła, że Max zwraca się tak do każdej kobiety, którą ma w łóżku. On jednak wyznał wtedy, że nigdy nie mówił po rosyjsku do innych kobiet. Nie zapytała dlaczego i teraz tego żałowała.

– Wiem, co mówię – odrzekł z wielką pewnością siebie. – Jesteś zdumiewająco namiętna.

– Ale teraz przerwałeś.

– Bo chcę, żeby twój pierwszy raz wyglądał lepiej.

– Nie za wiele sobie wyobrażasz?

– Chcesz zaprzeczyć, że jesteś niewinna?

– Nie. I nie zamierzam przeżywać swojego pierwszego razu z człowiekiem, który kończy każdy związek, zanim jeszcze go zacznie.

– A jednak przeżyjesz swój pierwszy raz ze mną.

– Mówiłam właśnie o tobie – rzuciła sarkastycznie.

– Nie. Mówiłaś o okolicznościach, a nie o mężczyźnie.

Odsunęła się od niego.

– Próbujesz mi zamącić w głowie?

– Nie, miłaja. Wcale nie. Mówię tylko prawdę.

– I jak wygląda ta prawda?

– Że bardzo niedługo znajdziesz się w moim łóżku.

– A ty już wtedy będziesz planował, kiedy mnie porzucisz? – Miała odrobinę nadziei, że on zaprzeczy.

– Nie jako moja dziewczyna.

– Tylko jako kto? – Czy chciał jej powiedzieć, że w ogóle nie zamierza się angażować? Że będzie to tylko jedna noc? Tylko utrata dziewictwa? I dlaczego ta myśl mimo wszystko wydawała jej się kusząca?

Maxwell nie odpowiedział. Podniósł z posadzki swoją marynarkę, strzepnął ją i nałożył. Sama nie wiedziała, kiedy znów znaleźli się w środku i zaczęli ze sobą tańczyć. Ignorując zazdrosne spojrzenia rzucane w jej kierunku, próbowała opanować reakcje swojego ciała.

Max uwodził ją i czarował na tyle skutecznie, że pozwoliła mu odwieźć się do domu. Nadal jeździł maserati, ale w odróżnieniu od zeszłorocznego, ten model miał siedzenie z tyłu.

– Nadal mieszkasz z ojcem? – zapytał, zatrzymując się przed jej domem.

– Tak.

– Nie masz ochoty zamieszkać sama?

– On mnie potrzebuje. – Rosyjskie korzenie Maksa były na tyle mocne, że potrafił to zrozumieć. Romi nie rozmawiała nawet z Maddie o tym, jak źle jest z jej ojcem, ale przed rokiem zwierzyła się Maxwellowi. Zrobiła to na ich drugim spotkaniu. Może dlatego rzucił ją po trzecim.

– Jesteś dobrą córką. – W jego głosie zabrzmiała szczerość, a w oczach pojawił się ciepły blask.

– Jak to? Nie próbujesz mnie przekonać, że powinnam go zostawić, żeby sam sobie poradził ze swoim problemem?

Popatrzył na nią z urazą.

– Czy kiedykolwiek dałem ci powody, żebyś myślała, że nie traktuję poważnie rodzinnych zobowiązań?

– Nie – przyznała. Wiedziała, że Maxwell bardzo troszczył się o matkę i pomagał jej finansowo. Mieszkali osobno, ale Romi nie miała wątpliwości, że gdyby zaszła taka potrzeba, bez wahania zamieszkałby z Natalią.

– Obydwoje jesteśmy oddani rodzinie.

– Przynajmniej tym resztkom, które nam zostały – zgodziła się. Nie wiedziała, dlaczego Maxwell i jego matka nie utrzymują kontaktu z rodziną, która pozostała w Rosji. Max nigdy nie wspominał o swoim ojcu ani o jego rodzinie, toteż Romi przypuszczała, że albo już nie żyją, albo są podobni do rodziny jej ojca. – Ja widuję się z rodziną matki raz w roku.

Inaczej niż Graysonowie, którzy odwrócili się plecami do Harry’ego, gdy ten wbrew ich woli ożenił się z kobietą z klasy średniej, Lawtonowie pozostali w życiu swojej córki, a potem w życiu jej męża i dziecka, choć Romi chętnie widywałaby ich częściej.

– Dlaczego tylko raz w roku? – zapytał Max, jakby czytał w jej myślach.

Wzruszyła ramionami i odwróciła wzrok.

– Po śmierci mamy przestali nas odwiedzać. Od tamtej pory każdego lata spędzam u nich kilka tygodni.

Nigdy jednak nie zaprosili jej ani ojca do siebie na święta. Romi nie wiedziała, czy wynikało to z decyzji ojca, czy dziadków, i nigdy o to nie pytała. Wystarczało jej to, że poznała rodzinę, w której wychowała się jej matka. Podobało jej się ich życie, tak inne od jej własnego. Podczas wizyt u dziadków dzieliła pokój z maszyną do szycia i robótkami babci i spała na podłodze w pokoju dziennym razem z kuzynami, którzy przyjeżdżali w odwiedziny. Nie było tu służby, samochodów z szoferami, zakupów w ekskluzywnych butikach. Za to były letnie grille i zabawy w ogrodzie, który jej dziadek utrzymywał w lepszym stanie niż ogrodnicy zatrudniani przez jej ojca.