Mariaż marzeń

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Lucy Monroe
Mariaż marzeń

Tłumaczenie:

Agnieszka Baranowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Madison Archer prawie upuściła kubek z gorącą kawą na widok porannych tytułów w większości internetowych portali. Krzykliwe nagłówki oznajmiały całemu światu, że łączyła ją intymna i perwersyjna relacja z Perrym Timwaterem. Przeraziła ją jednak nie tyle sama treść obraźliwych insynuacji, ale ich źródło: jej wieloletni przyjaciel Perry. W przytaczanym przez dziennikarzy wywiadzie twierdził rzekomo, że Madison lubiła być zdominowana w sypialni i poszukiwała mocnych wrażeń z wieloma parterami. Zdrajca posunął się nawet do tego, że przedstawił się jako ofiara jej notorycznej niewierności, która zmusiła go do zakończenia ich niezdrowego związku. Madison zacisnęła dłonie w pięści ‒ najchętniej przyłożyłaby teraz podłemu Perry’emu prosto w nos. Jak mógł?! Uważała go za swojego przyjaciela! Poznali się na pierwszym roku studiów, kiedy złamane przez Viktora Becka serce Madison krwawiło po odrzuceniu, jakie zafundował jej pierwszy mężczyzna, który rozpalił jej nastoletnie serce. Zabawny, beztroski Perry pomógł jej odzyskać radość życia, a ona zrewanżowała mu się wsparciem przy zaliczaniu kolejnych kursów z ekonomii i księgowości. Towarzyszył jej podczas wyjść, a ona przedstawiała go wpływowym znajomym z wyższych sfer, do których sam nigdy nie uzyskałby dostępu. I nigdy, nawet przez chwilę ich związek nie wykroczył poza sferę czysto platonicznej przyjaźni.

Usłyszała walenie do drzwi i otrząsnęła się z szoku.

‒ Maddie, to ja, otwórz!

Madison otworzyła pospiesznie drzwi i wpuściła do środka czarnowłosą Romi Grayson dzierżącą w dłoni apetycznie pachnącą torbę z ich ulubionej piekarni.

‒ Przybywam z lekarstwem na wszystkie bolączki – oznajmiła, potrząsając energicznie grzywką.

‒ Dzisiaj chyba nawet croissanty z czekoladą nie pomogą. ‒ Maddie opadła bez siły na krzesło.

Oczy Romi połyskiwały gniewnie.

‒ Perry oszalał, co?

‒ Widziałaś nagłówki?

‒ Tak, zajrzałam do internetu po tym, jak odebrałam telefon od dziennikarza domagającego się komentarza na temat perwersyjnych upodobań seksualnych mojej najbliższej przyjaciółki. ‒ Romi uśmiechnęła się kwaśno. ‒ Miałam ogromną ochotę powiedzieć mu, że jesteś dziewicą, ale oczywiście nie zniżyłam się do dyskutowania o twoim życiu intymnym z pismakami.

‒ Dziękuję, przynajmniej tobie mogę ufać. Swoją drogą, wiadomość, że w wieku dwudziestu czterech lat pozostaję dziewicą, pewnie okazałaby się jeszcze większą sensacją niż te obrzydliwe kłamstwa Perry’ego.

Romi pokiwała głową.

‒ Obie wiemy, kto cię tak opętał, że nie dostrzegasz nawet innych mężczyzn…

‒ Romi! ‒ Maddie zgromiła przyjaciółkę wzrokiem. Nie chciała nawet myśleć, co na widok artykułów pomyślał sobie jej niedościgniony ideał mężczyzny.

‒ Myślisz, że Viktor uwierzy w te brednie?

Jeśli zacznę się nad tym zastanawiać, na pewno zwariuję, pomyślała. Wolała skupić się na reakcji innych, poczynając od jej wiecznie zajętego interesami ojca, którego akceptację desperacko próbowała sobie zaskarbić, przeważnie bez skutku. Jednak ten skandal na pewno nim wstrząśnie.

‒ Ojciec mnie zabije.

Po nagłej śmierci młodej i niepokornej żony, pan Archer umieścił swą jedyną córkę w szkole z internatem. Żeby zwrócić na siebie uwagę nieobecnego ojca, Maddie realizowała coraz bardziej ryzykowne pomysły, a goniący za zyskiem paparazzi dokumentowali każdy jej krok. Nie minęło wiele czasu, a dziewczyna już zapracowała sobie na przydomek Szalonej Maddie. Przez kolejne dziewięć lat ojciec, zamiast poświęcić zagubionej córce więcej czasu, odsuwał się od niej coraz bardziej, jedynie od czasu do czasu wyrażając swą dezaprobatę dla jej zachowania.

‒ Jeśli sam nie zejdzie najpierw na zawał ‒ zauważyła przytomnie Romi i wetknęła przyjaciółce w dłoń pachnący czekoladą rogalik.

‒ Nawet tak nie mów! ‒ Madison zgromiła wzrokiem przyjaciółkę i odłożyła croissanta, nie tknąwszy go.

‒ Przepraszam, ale sama przyznasz, że przy jego trybie życia…

Maddie pokiwała głową ze zrozumieniem.

‒ Tym razem gadulstwo Perry’ego wpędziło mnie w prawdziwe tarapaty ‒ westchnęła. ‒ Gdzie on miał rozum?

Romi rzuciła przyjaciółce spojrzenie pełne niedowierzania.

‒ Przecież w końcu się odważyłaś i odmówiłaś udzielenia mu kolejnej pożyczki, czego się więc spodziewałaś? Brukowce świetnie płacą za takie wyssane z palca rewelacje, a on jak zawsze potrzebuje pieniędzy. Idiota ‒ dodała, parskając pogardliwie.

Madison zazwyczaj broniła Perry’ego przed surowo go oceniającą przyjaciółką, ale tym razem musiała jej przyznać rację. Westchnęła ciężko.

‒ I co ja teraz zrobię?

‒ Pozwiesz go!

‒ Jego słowo przeciw mojemu. ‒ Maddie nie miała złudzeń; pozowali przecież do zdjęć, udając parę i świetnie się przy tym bawiąc. Ufała mu bezgranicznie, aż do dziś…

‒ Pasożyt ‒ warknęła Romi i zatopiła zęby w słodkiej bułeczce.

‒ Nie mogę w to uwierzyć ‒ jęknęła Maddie.

Romi wzniosła oczy do nieba i pogłaskała zdruzgotaną przyjaciółkę po dłoni.

‒ Zawsze możesz napuścić na niego ludzi ojca. Ten spec od mediów zje go na śniadanie. Tylko że ty pewnie nadal uważasz Perry’ego za swojego przyjaciela?

Maddie unikała wzroku przyjaciółki, która przyglądała jej się podejrzliwie.

‒ Nie ‒ bąknęła. ‒ Już nie.

Romi podeszła do niej i objęła ją mocno.

‒ Kochana, tak mi przykro.

Maddie z trudem opanowała łzy.

‒ Ufałam mu.

‒ Rozumiem, ale niestety okazał się wydmuszką. Piękny z zewnątrz, pusty wewnątrz. ‒ Ton głosu Romi zdradzał jej własne rozczarowanie napotkanymi w życiu fałszywymi przyjaciółmi.

‒ Dobre porównanie. ‒ Maddie zaśmiała się gorzko.

Przerwał im krótki dźwięk szczekającego groźnie psa dobiegający z leżącego na stole telefonu. Maddie zerknęła na wyświetlacz.

‒ Asystentka ojca ‒ wyjaśniła zdziwionej przyjaciółce. Romi roześmiała się głośno.

Wiadomość zawierała zaledwie kilka słów.

‒ Ojciec chce się ze mną spotkać dzisiaj przed jedenastą.

W myślach już zaczęła gorączkowo reorganizować swoje plany, ale w porę otrzeźwiała.

‒ Myśli, że wszystko rzucę i stawię się na jego wezwanie. ‒ Maddie wiedziała, że nawet posłuszeństwo nie załagodzi gniewu surowego ojca, nie zamierzała więc stawać na głowie, żeby mu się przypodobać. „Mogę być po dwunastej” odpisała i rzuciła telefon na stół. Piętnaście minut później, gdy Romi już wyszła, telefon znów się rozdzwonił. Tym razem potężny prezes Archer postanowił osobiście porozmawiać z wyrodną latoroślą. Maddie parsknęła pogardliwe, ale odebrała.

‒ Oczekuję cię o dziesiątej czterdzieści pięć ‒ oznajmił ojciec bez słowa powitania. ‒ Nie spóźnij się.

‒ Przecież wiesz, że przed południem jestem zajęta.

Kiedyś próbowała mu opowiedzieć o swojej pracy charytatywnej z dziećmi w publicznej szkole podstawowej, ale wyśmiał ją już po kilku słowach. Dał jej jasno do zrozumienia, co myśli o angażowaniu się w niedochodowe przedsięwzięcia, dlatego od tamtej pory dbała o to, by jej dwa życia nigdy ze sobą nie kolidowały: w ciemnej peruce i brązowych szkłach kontaktowych jako Maddie Grace pomagała co rano maluchom z biednych rodzin w nauce, a wieczorami jako rudowłosa celebrytka Maddie Archer pozowała dla paparazzich w klubach i restauracjach.

‒ Dziesiąta czterdzieści pięć ‒ powtórzył lodowatym tonem Jeremy Archer i rozłączył się.

Dokładnie za dwadzieścia jedenasta ubrana w mundurek bogatej dziedziczki Madison wysiadła z windy na dwudziestym dziewiątym piętrze zlokalizowanego w samym centrum finansowej dzielnicy San Francisco budynku należącego do imperium Archera. Na jej kamiennej twarzy nie widać było nawet cienia targających nią uczuć. Delikatny, nieskazitelny makijaż podkreślający błękit jej oczu i idealnie ułożone fale ognistorudych włosów sięgających za ucho dopełniały wizerunku konkretnej i opanowanej młodej kobiety, diametralnie różnego od odmalowanego przez Perry’ego obrazu rozpieszczonej i rozpustnej córki miliardera. Nawet jej stonowana torebka, buty i odziedziczony po matce zegarek, pochodzące z najbardziej luksusowych domów mody, nie drażniły ostentacyjnym przepychem. Bez pukania, zdecydowanym krokiem weszła do sali konferencyjnej. Przystanęła w drzwiach i z wysoko uniesioną głową stawiła czoło mężczyznom zebranym przy owalnym stole. Przy okazji szybko się zorientowała w swoim położeniu. U szczytu stołu, tak jak się spodziewała, siedział jej ojciec, na przeciwko jego spec od kontaktów z mediami, a po prawej stronie prezesa…Viktor Beck.

Romi miała rację, twierdząc, że przystojny brunet, prawa ręka ojca, opętał ją. Zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia dziesięć lat wcześniej, gdy zaczął pracę w korporacji Archera. Jej nastoletnie zadurzenie z czasem przekształciło się w coś o wiele poważniejszego. Dlatego żaden mężczyzna nigdy nie wydawał jej się wart uwagi. Żaden nie dorastał Viktorowi, do pięt. Fakt, że miał być świadkiem jej upokorzenia, przyprawił Maddie o natychmiastowy ból brzucha, choć od początku wiedziała, że jego zaangażowanie było nieuniknione.

Mniej oczywista wydała jej się obecność dwóch innych mężczyzn, wysokiego szczebla menedżerów z firmy ojca, oraz trzeciego, charyzmatycznego gościa, którego przystojna twarz wydawała jej się znajoma, choć nie mogła sobie przypomnieć skąd. Na stole, przed każdą ze zgromadzonych osób leżał plik dokumentów, a na wierzchu każdego znajdował się egzemplarz brukowca, któremu postanowił się zwierzyć Perry. Tylko przed Viktorem zauważyła dodatkowy komplet dokumentów wyglądający na umowę. Powitała ojca uśmiechem, którym od lat maskowała smutek i cierpienie.

 

‒ Widzę, że nie przyszło ci nawet do głowy, żeby omówić tę sprawę ze mną w cztery oczy.

‒ Siadaj, Madison ‒ rzucił sucho.

Po tylu latach nie powinna się przejmować jego zachowaniem, a jednak nadal ojciec potrafił jej sprawić przykrość jednym słowem. Po chwili ociągania spełniła jego polecenie.

‒ Rozumiem, że wystosowaliście już list z żądaniem sprostowania?

Ponieważ ojciec uparcie milczał, Maddie spojrzała pytająco na jego speca od mediów.

‒ Czy istnieje szansa, że twój były kochanek zdementuje swoje rewelacje? ‒ zapytał spec beznamiętnie.

‒ Po pierwsze, nigdy nie był moim kochankiem. Po drugie, nawet jeśli tego nie zrobi, i tak możemy pozwać brukowiec o zniesławienie ‒ odpowiedziała natychmiast, choć wiedziała, że szanse na wygraną były marne.

‒ Nie zwykłem marnować czasu i środków na słabo rokujące przedsięwzięcia ‒ przerwał dyskusję Jeremy.

‒ Chyba nie wierzysz w te bzdury?! ‒ Maddie nie zdołała ukryć niedowierzania.

Ojciec spojrzał na nią lodowatym wzrokiem i oświadczył:

‒ W co ja wierzę, nie ma teraz znaczenia.

‒ Dla mnie ma.

W sali konferencyjnej znajdowały się dwie osoby, na których aprobacie jej zależało: ojciec i Viktor. Zerknęła na tego drugiego, ale z jego zasępionej miny niewiele dało się wyczytać. Ciemnobrązowe oczy patrzyły na nią poważnie. Kiedyś, dawno temu, zapewne uśmiechnąłby się do niej albo nawet mrugnął figlarnie, ale od czasu, gdy po pierwszym roku studiów przyjechała do domu na wakacje, ich relacja zmieniła się diametralnie. I mimo że sama była temu winna, i tak nie potrafiła się pogodzić z dystansem, jaki ich teraz dzielił.

Jeremy Archer chrząknął.

‒ Ta haniebna afera przyspieszyła jedynie realizację planu, nad którym pracowałem już od jakiegoś czasu. Nie zamierzam dłużej tolerować twoich wyskoków, Madison.

Kierowana złym przeczuciem, spojrzała uważniej na ojca. Jej zdaniem przesadzał. Maddie i Romi brały udział w demonstracjach w obronie zamykanych szkół, wieszały dla Green Peace bannery na mostach, z których następnie Maddie skakała na bungee, żeby zwrócić uwagę mediów na ważkie kwestie społeczne i ekologiczne. Niestety najwięcej uwagi brukowce zawsze poświęcały jej życiu prywatnemu i bardziej ekscytowały się ryzykownymi wyprawami snowboardowymi dziedziczki niż jej politycznymi manifestacjami. Jednak pół roku temu, gdy po skoku ze spadochronem wylądowała w szpitalu z pękniętą miednicą, uspokoiła się, tak jakby ostatecznie zrozumiała, że w ten sposób nigdy nie zdobędzie upragnionej uwagi ojca. Nie tylko nie odwiedził jej wtedy w szpitalu, nie zaprosił jej także do rodzinnego domu na czas rehabilitacji.

‒ Co masz na myśli? ‒ zapytała podejrzliwie.

Zanim Jeremy zdążył odpowiedzieć, Viktor odezwał się po raz pierwszy.

‒ Mam rozumieć, że Madison nie zapoznała się z treścią kontraktu? Zakładasz z góry, że się zgodzi? ‒ W jego głębokim, miękkim głosie wyraźnie pobrzmiewało niezadowolenie.

‒ Oczywiście, że się zgodzi. ‒ Ojciec spiorunował córkę wzrokiem. ‒ W przeciwnym wypadku zerwę z nią wszelkie kontakty.

Same słowa ojca wydawały się okrutne, ale bezlitosne przekonanie, z jakim je wygłosił, zmroziły Maddie. Mimo że zadał jej straszliwy cios, starała się zachować kamienną twarz.

‒ A wszystko przez to? ‒ Machnęła ręką w kierunku leżącej na stole gazety. ‒ Przecież to nieprawda!

‒ Nie pozwolę, żebyś szargała dobre imię moje i mojej firmy!

‒ Ja? ‒ Naprawdę nie rozumiała reakcji ojca, żaden z jej dotychczasowych wybryków nie zasługiwał nawet na miano skandalu, a kłamstwa Perry’ego były jedynie stekiem bzdur i oszczerstw.

Jeremy zaczął czytać na głos nagłówki, a Maddie z trudem powstrzymywała palące łzy upokorzenia. Żałowała, że nie odziedziczyła po ojcu zimnej obojętności, z jaką zawsze traktował bliskich.

‒ Mówiłam już przecież, że Perry kłamał ‒ powtórzyła bezsilnie.

‒ Dlaczego? ‒ zainteresował się nagle spec od mediów.

Maddie wzruszyła ramionami.

‒ Dla pieniędzy? Żeby się zemścić? ‒ Odrzucała jego zaloty, odmówiła mu kolejnej pożyczki, ponieważ od lat brał od niej pieniądze i nigdy ich nie zwracał. To wystarczyło. Tylko dlaczego nikt jej nie wierzył? ‒ W każdym razie to kłamstwa ‒ oświadczyła z godnością.

‒ Musimy podjąć zdecydowane działania ‒ zawyrokował Jeremy, ignorując zapewnienia córki.

‒ Przynajmniej co do tego się zgadzamy. Zacznijmy od żądania dementi i przeprosin. Mogę też udzielić wywiadu i opowiedzieć prawdę ‒ zgodziła się niechętnie, bo nie znosiła kontaktów z dziennikarzami. W zaistniałej sytuacji nie miała jednak wyjścia, skłonna była nawet ujawnić istnienie Maddie Grace, żeby podreperować swój wizerunek.

Ojciec machnął niecierpliwie ręką.

‒ Wydawało mi się, że wyrażam się jasno: nie chodzi mi o chwilowe zażegnanie ostatniego skandalu.

‒ O co ci więc chodzi? ‒ zapytała ponownie zdezorientowana Maddie.

‒ O twój styl życia, który rujnuje reputację mojego nazwiska.

‒ Czego oczekujesz? Chcesz, żebym podjęła pracę w AIH? ‒ spytała, ale nie spodziewała się odpowiedzi twierdzącej. Wielokrotnie podkreślała, że nie zamierza angażować się w pracę w międzynarodowym holdingu ojca i nie przejmie po nim schedy. Zdawało jej się nawet, że się ucieszył i wszystkie swoje nadzieje ulokował w Viktorze. ‒ W jakiejś innej firmie? ‒ dodała, kiedy nie odpowiedział.

Jej ojciec wydął pogardliwie usta.

‒ Żadna szanująca się firma cię nie zatrudni ‒ rozwiał jej złudzenia i roześmiał się chrapliwie.

Maddie, która dawno temu nauczyła się ukrywać uczucia, tym razem oblała się ognistym rumieńcem zawstydzenia. Okrutne słowa ojca uświadomiły jej, że jeśli prawdziwa tożsamość Maddie Grace wyjdzie na jaw, szkoła zapewne zmuszona będzie zerwać z nią współpracę! A wszystko to przez podłego oportunistę, którego uważała za przyjaciela.

‒ Ojciec chce, żebyś wyszła za mąż ‒ wyjaśnił w końcu Viktor.

W pierwszej chwili chciała parsknąć śmiechem, ale poważna mina Viktora zmroziła ją. Ojciec nie zaprzeczył. Rozejrzała się dookoła; pozostali uczestnicy spotkania udawali szalenie zajętych stukaniem w swoje telefony i tablety.

‒ Chcesz, żebym wyszła za mąż? ‒ upewniła się.

‒ Tak ‒ potwierdził beznamiętnie Jeremy.

‒ Za kogo?

‒ Za jednego z czterech kandydatów. ‒ Ojciec wskazał ręką na siedzących przy stole mężczyzn.

Maddie czuła, że opuszczają ją siły, cała scena wydawała jej się absurdalna, ale Jeremy Archer kontynuował bez mrugnięcia okiem:

‒ Vika już oczywiście znasz, myślę, że pamiętasz też Stevena Whitleya. ‒ Ruchem głowy wskazał menedżera co najmniej dwa razy starszego od Maddie. ‒ To Brian Jones. ‒ Maddie kiwnęła głową trzeciemu mężczyźnie, który uśmiechnął się do niej obleśnie. To jakiś absurd, chory żart, myślała cały czas, zaraz wszyscy wybuchną śmiechem…

‒ Myślałam, że pan jest zaręczony. ‒ Przypomniała sobie hałaśliwą pannicę, która podczas ubiegłorocznego przyjęcia firmowego zanudzała wszystkich historią romantycznych oświadczyn i kłuła pozostałe kobiety w oczy pokaźnym, choć mało gustownym pierścionkiem.

‒ Czy to prawda? ‒ wyraźnie zdenerwowany Jeremy zwrócił się ostro do swojego podwładnego.

Brian Jones skinął głową.

‒ Ale… ‒ zaczął i natychmiast zamilkł, uciszony jednym gestem szefa.

‒ Możesz już wracać do pracy. ‒ Jeremy spojrzał wymownie na Jonesa. Mężczyzna nadąsał się, ale spełnił polecenie i wyszedł z sali konferencyjnej, z brukowcem pod pachą.

‒ Maxwell Black, dyrektor zarządzający BIT. ‒ Ciszę przerwał głos ostatniego z kandydatów. ‒ Miło cię znów widzieć, Madison ‒ dodał ze zniewalającym uśmiechem. Jego pewność siebie i przeciągłe spojrzenie wprawiły ją w zakłopotanie. Najwyraźniej przystojny blondyn cenił sobie wrażenie, jakie robił na kobietach.

‒ Znów? ‒ zapytała, natychmiast się usztywniając.

‒ Zeszłoroczny bal charytatywny na rzecz badań serca ‒ przypomniał jej.

Madison zmarszczyła czoło, próbując przywołać w pamięci okoliczności ich pierwszego spotkania.

‒ Nie zostaliśmy sobie wtedy przedstawieni. ‒ Maxwell Black uraczył ją kolejnym zabójczym uśmiechem i spojrzał jej głęboko w oczy.

‒ Aha. ‒ Madison nie była w stanie wykrztusić nic więcej. Czuła, że sytuacja zaczyna ją przerastać.

ROZDZIAŁ DRUGI

Dotąd wszystko układało się po myśli Viktora, ale błysk desperacji w oczach Madison zaniepokoił go. Obawiał się, że opryskliwość Jeremy’ego w stosunku do córki doprowadzi do katastrofy. Z drugiej strony, powinien był to przewidzieć. Przecież gdyby łączyła ich normalna ciepła relacja, nie musiałby się uciekać do stosowania żadnych forteli.

‒ Wiesz, nie łudziłam się nawet, że się ze mną spotykasz, by zaproponować mi pomoc, choć raz stanąć po mojej stronie, chronić, jak kogoś dla siebie ważnego.

Viktor wiedział, że kłamała, ale podziwiał jej opanowanie i pokerową twarz. Gdyby w to nie wierzyła, nie przyszłaby na spotkanie.

‒ Nawet jako dziecko nie przepadałaś za bajkami ‒ odpowiedział ojciec.

Viktor nie mógł uwierzyć, że jego mądry szef i mentor potrafił się zachowywać tak bezmyślnie wobec własnej córki. W oczach Madison dostrzegł cień bólu, ale szybko nad sobą zapanowała.

‒ Nie, to była domena mamy, ona wbrew wszystkiemu wierzyła, że nas kochasz. Ja nie mam złudzeń ‒ powiedziała opanowanym, prawie znudzonym głosem.

Tym razem to twarz Jeremy’ego się zachmurzyła. Najwyraźniej był w szoku ‒ Viktor wiedział, że Madison nigdy wcześniej nie używała matki jako argumentu w kłótniach z ojcem. Pobladła twarz młodej kobiety nie zdradzała żadnych emocji. Podejrzewał, że miała ochotę wstać i wyjść, ale pozostawała na miejscu, co najlepiej świadczyło o jej rozsądku i inteligencji. Zdawała sobie zapewne sprawę, że Jeremy mógł jej skutecznie uprzykrzyć życie.

‒ Masz pięć minut ‒ stwierdziła zimno.

Viktor uśmiechnął się do siebie w myślach. Tak jak podejrzewał, Maddie świetnie znała ojca i jego metody działania.

‒ Słucham? ‒ Jeremy udawał, że nie rozumie.

‒ Przedstaw jej pozostałe opcje ‒ wtrącił się Viktor.

‒ Opcje? ‒ zapytał Black.

Viktor nie odwrócił nawet głowy w jego kierunku. W jego interesie leżało zmarginalizowanie pozostałych kandydatów do ręki Maddie. Ta jednak pospieszyła z uprzejmym wyjaśnieniem, cały czas wpatrując się nieruchomym wzrokiem w ojca.

‒ Jeremy nigdy nie przystępuje do negocjacji bez trzech wersji wydarzeń, z których każda kolejna jest gorsza od poprzedniej.

‒ Mówisz do ojca po imieniu? ‒ zdziwił się młody biznesmen. Dopiero teraz córka miliardera spojrzała na niego wymownie.

‒ Słyszałeś przecież, że nie jestem sentymentalna.

Viktor wiedział jednak, że było inaczej. Mimo braku ciepła w ich relacji, Madison zawsze nazywała Archera tatą, aż do dziś. Viktor miał przeczucie, że konfrontacja, do której doprowadził Jeremy w obecności obcych ludzi i bez uprzedniego przedstawienia córce swojego planu, doprowadzi do poważnego kryzysu w rodzinie Archerów. Sam nigdy nie postawiłby Maddie w tak niekomfortowym położeniu. Zasługiwała na więcej szacunku! Oczywiście Viktor nie wątpił, że Jeremy postawi na swoim, w dużej mierze dzięki jego pomocy, ale obawiał się, że prezes AIH zapłaci za to cenę wyższą, niż się spodziewał.

Madison zerknęła wymownie na swój zegarek.

‒ Czas ucieka, Jeremy ‒ przypomniała mu.

‒ Szkoła podstawowa Golden Chances ‒ odpowiedział ojciec, powoli i wyraźnie wymawiając każde słowo.

W masce obojętności, za którą skryła się Madison, w końcu pojawiło się pęknięcie.

‒ Tak?

‒ Przez ostatnie trzy lata dofinansowywałaś ją z pieniędzy zgromadzonych na twoim funduszu powierniczym.

‒ Wiem przecież.

Viktor zauważył, że Maddie nie spodziewała się takiego obrotu rozmowy. Zapewne wydawało jej się, że ojciec nie ma pojęcia o jej działalności charytatywnej. On sam był zaskoczony. Zaczął się zastanawiać, czego jeszcze nie wiedział o Madison.

‒ Lokalne władze mogą się zacząć zastanawiać, czy szkoła nie powinna być zamknięta. To bardzo biedna okolica, ma wiele innych potrzeb…

‒ Masz jeszcze dwie minuty. ‒ Maddie nie drgnęła nawet powieka. Viktor był pod wrażeniem jej opanowania.

‒ Ramona Grayson.

Córka spojrzała na ojca tak nienawistnie, że Viktor poczuł ciarki na plecach. Archer kontynuował jednak, niezrażony.

 

‒ Jej ojciec to pijak ‒ wycedził, doskonale zdając sobie sprawę, że obraża mężczyznę, którego jego córka uważa za swojego drugiego, zapewne lepszego, ojca.

‒ A mój to bezlitosny drań! Chyba żadna z nas nie wygrała losu na loterii, jeśli chodzi o ojców, ale gdybym mogła wybierać, wolałabym Harry’ego. Może i zapija smutki, ale przynajmniej ma ludzkie uczucia.

Viktor widział już wcześniej Maddie w napadzie złości, zawstydzoną czy rozczarowaną, ale nigdy wcześniej nie był świadkiem jej zimnej furii. W wyniosłej kobiecie nie poznawał dziewczyny, którą znał od blisko dziesięciu lat. Kochała ojca, co do tego Viktor nie miał wątpliwości, ale nie rozumiała, że za bardzo przypominała Jeremy’emu tragicznie zmarłą ukochaną żonę, by jej obecność nie sprawiała mu bólu. Strach, że jego jedyne dziecko podzieli los matki, paraliżował go i sprawiał, że każdy wybryk młodej Madison wydawał mu się prowokowaniem nieszczęścia.

‒ Niestety nałogowcom często zdarza się przepić cały majątek. Bankructwo ojca na pewno dotknęłoby i Ramonę, nie sądzisz?

Madison spojrzała na zegarek i wycedziła przez mocno zaciśnięte zęby:

‒ Masz dokładnie piętnaście sekund, żeby odwołać swoje ostatnie słowa.

‒ Bo?

‒ Dziesięć.

I wtedy, po raz pierwszy odkąd Viktor go poznał, Jeremy Archer popełnił błąd podczas negocjacji. Nie wycofał się. Prawdopodobnie wydawało mu się, że jego córka nie była równie twarda i okrutna jak on. Viktor wiedział jednak, że dzieci i rodziców, nawet jeśli dokonywali różnych wyborów życiowych, łączyło znacznie więcej niż tylko nazwisko.

Madison wyjęła z torebki telefon, wybrała numer i przyłożyła aparat do ucha.

‒ Nie, Maddie, proszę.

‒ Przykro mi, Viktor, nie mam wyboru.

Zrozumiał, że cokolwiek zamierzała zrobić, odbije się to na firmie ojca, a w konsekwencji na jego własnej karierze i przyszłości nierozerwalnie związanej z AIH.

‒ Panie Bellingham, za chwilę prześlę panu instrukcję esemesem ‒ poinformowała Maddie prawnika opiekującego się jej funduszem powierniczym.

Rozłączyła się i po kilku sekundach wysłała wiadomość. Natychmiast jej telefon się rozdzwonił. Ze słuchawki dobiegał dźwięk głosu rozgorączkowanego prawnika.

‒ Tak, tak się składa, że siedzimy z Jeremym przy jednym stole. Chciałam panu przypomnieć, że za dwa miesiące fundusz przechodzi pod moją kontrolę, więc jeśli chce pan zachować pracę, proszę przygotować te papiery na dzisiejsze popołudnie. ‒ Madison nie czekała nawet na odpowiedź. Rozłączyła się i schowała telefon do torebki. Spojrzała ojcu w oczy, czekając, aż ten zapyta, co kazała zrobić przestraszonemu prawnikowi. Jednak Jeremy milczał. Viktor nie wiedział, czy przemawiał przez niego słynny upór Archerów, czy po prostu był w szoku.

‒ Jakie instrukcje? ‒ zapytał w końcu Viktor.

‒ Jak wiesz, dziadek zawarł z Jeremym umowę, gdy wydawał za niego swą jedyną córkę. Dwadzieścia pięć procent udziałów w AIH należało do mojej matki, a ja dziedziczę je za dwa miesiące.

‒ Postanowiłaś oddać Romi część swoich udziałów? ‒ Viktor czuł, że Maddie zamierzała zrobić coś o wiele gorszego.

‒ Wszystkie ‒ odpowiedziała spokojnie Maddie.

‒ To szaleństwo! ‒ wykrzyknął Jeremy.

‒ Jeśli zostawisz firmę jej ojca w spokoju, Romi dostanie jedynie połowę. ‒ Madison uśmiechnęła się tryumfalnie.

‒ Nie możesz tego zrobić! ‒ Starszy pan gwałtownie wstał z miejsca, dłonie zacisnął w pięści, a jego twarz poczerwieniała ze złości.

‒ Mogę. Dałam ci szansę, mogłeś się wycofać, ale wolałeś szantażować mnie groźbą zniszczenia życia mojej najlepszej przyjaciółce. Czego się spodziewałeś? ‒ Madison rozluźniła się, rozsiadła wygodnie i spoglądała kpiąco na ojca.

‒ Nie pozwolę ci zrujnować mojej firmy!

Viktor ciekaw był, czy jego szef zdawał sobie sprawę, że właśnie wycofał się z groźby doprowadzenia Harry’ego Graysona do bankructwa. Musiał przyznać, że Madison poradziła sobie lepiej niż niejeden bezwzględny biznesmen. Nie pierwszy raz zauważył, że zarówno ojciec jak i córka nie wahali się podjąć najbardziej nawet odważnych decyzji, gdy im na czymś zależało. Jedyną różnicę stanowiły ich priorytety: dla Maddie najważniejsi byli zawsze ludzie, dla Jeremy’ego ‒ jego firma. Viktor uznał, że jeżeli natychmiast nie interweniuje, za chwilę sprawy wymkną się spod kontroli.

‒ Jeremy, usiądź, proszę ‒ zwrócił się do swojego przyjaciela i przełożonego.

Starszy mężczyzna zmierzył wzrokiem córkę i usiadł.

‒ To spotkanie zmierza w złym kierunku. Trzeba je sprowadzić na właściwe tory ‒ zaczął Viktor.

Jeremy pokiwał twierdząco głową, na co Viktor wstał, poprawił marynarkę i podszedł do Madison.

‒ Madison, chodź ze mną, proszę. ‒ Wyciągnął do niej rękę. ‒ Musimy porozmawiać.

Jeremy nie odezwał się. Z zachmurzonym obliczem obserwował poczynania swojego najlepszego podwładnego i potencjalnego następcy.

Steven ożywił się niespodziewanie.

‒ Viktor, nie jesteś tu jedynym kandydatem!

‒ Jedynym, który się liczy ‒ zgasił go Viktor.

Jeremy uśmiechnął się pod nosem. Doskonale wiedział, że jego protegowany ma rację, ale mimo to odezwał się.

‒ To zależy od Madison.

Jego córka parsknęła pogardliwe.

‒ Jeden zaręczony, jeden dwa razy starszy ode mnie i jeden obcy. Nie wysiliłeś się, poszukując konkurencji dla Viktora.

‒ Maxwell to niezła partia ‒ zauważył jej ojciec.

Viktor nastroszył się. Znali się z Maxwellem od dziecka, chodzili do tych samych szkół, choć po ukończeniu studiów znaleźli pracę w różnych firmach i ich drogi się rozeszły. Mimo że łączyła ich przyjaźń, zawsze ze sobą konkurowali. Na szczęście, zauważył Viktor, Maddie nie wyglądała na zainteresowaną. Zwróciła się jednak w stronę młodego menedżera z uprzejmym uśmiechem.

‒ Zapewniam pana, panie Black, że nic z tego, co piszą brukowce, nie jest prawdą.

‒ Wierzę pani ‒ zapewnił Maxwell i posłał jej jeden ze swoich czarujących uśmiechów. ‒ Wygląda pani na interesującą osobę i niezależnie od wszystkiego chętnie poznałbym panią bliżej.

Viktor posłał koledze mordercze spojrzenie, ale ten zrobił minę niewiniątka.

‒ Dziękuję, ale…

Viktor chciał jej przerwać, uciszyła go jednak ruchem dłoni.

‒ Sądzę, że zawarcie małżeństwa, nawet aranżowanego, wymaga jeśli nie miłości, to przynajmniej zaufania. Ja niestety nie ufam ani panu, ani żadnemu innemu mężczyźnie, dla którego zarabianie pieniędzy stanowi najwyższy priorytet.

Viktor wiedział, że Madison pogardzała biznesem, ale nie przejął się jej oświadczeniem, bo wierzył niezachwianie, że stanowił wyjątek. Jemu ufała bezgranicznie. I słusznie ‒ miał zamiar ją chronić, niezależnie od wszystkiego.

‒ Zwłaszcza że kontrakt, z którym jeszcze się nie zapoznałaś, zastrzega konieczność spłodzenia potomka. ‒ Viktor postanowił ostatecznie wyeliminować Maxwella.

‒ Istnieje zapłodnienie in vitro ‒ rzucił Black, chyba tylko po to, by podrażnić się z przyjacielem.

Jeremy Archer wydął wargi z niezadowoleniem.

‒ Tego typu małżeństwo nie stanowi gwarancji bezpiecznej sukcesji i przyszłości AIH – oświadczył, ucinając dalsze spekulacje. ‒ Nie zgodzę się na in vitro.

Madison siedziała teraz ze spuszczoną głową i wpatrywała się w leżący przed nią plik dokumentów niewidzącym wzrokiem.

‒ Ja też nie. Myślałeś, że wyszłabym za obcego człowieka i poczęła dziecko z probówki? ‒ wycedziła przez zęby, podnosząc głowę. W jej oczach tliła się nienawiść i… ból.

Viktor przeklął w myślach brak taktu Jeremy’ego.

‒ Właściwie nie powinnam się dziwić, przecież uwierzyłeś w kłamstwa Perry’ego. Nie przyszło ci nawet do głowy, żeby wystąpić w mojej obronie.

Viktor czuł, że żadne z nich nie ustąpi, a dyskusja zmierza w kierunku awantury, postanowił więc interweniować.

‒ Conrad zamieści w prasie oświadczenie dotyczące pomówień Timwatera.

Spec od mediów ożywił się i oderwał wzrok od tabletu.

‒ Tak? ‒ zapytał bez entuzjazmu.

‒ Tak, do diabła! Gdybyś wykonywał swoją pracę jak należy, to zapobiegłbyś temu kryzysowi.

‒ Wyciąganie panny Archer z kłopotów nie należy do moich obowiązków ‒ odpowiedział urażony młodzieniec.

‒ Jesteś pewien? Czyżbyś nie zauważył, jak często w dzisiejszych artykułach pojawiła się nazwa naszej firmy, nie muszę chyba zaznaczać, że nie w pochlebnym kontekście? Czekasz, aż nasi kontrahenci zaczną dzwonić, żeby się upewnić, że mamy wszystko pod kontrolą?