Druga podróż poślubna

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ DRUGI

Aryston napił się kawy. Porcelana, z której były wykonane filiżanki, kosztowała zapewne więcej niż obrazy wystawiane przez Chloe w jej galerii.

– Nigdy nie mogłem pojąć twojego upodobania do kawy smakowej – skrzywił się lekko.

– Trzeba było poprosić Jean o mocno paloną arabikę, taką jak lubisz. – Chloe zawsze uważała, że ulubiona kawa Arystona smakuje jak espresso, nawet zrobiona była w ekspresie przelewowym. W jej świecie espresso należało pić z dużą ilością mleka i pysznymi syropami. Na myśl o wypiciu czystego naparu z maleńkiej filiżanki przechodził ją dreszcz.

Zbył tę sugestię.

– To by wymagało przygotowania dwóch dzbanków kawy zamiast jednego. – Dałaby głowę, że w maleńkiej kuchni za biurem Jean ma jeden z tych modnych ekspresów na jedną filiżankę kawy. Dlaczego więc podała mu jej ulubioną kawę? Oto było pytanie.

– Uprzedziłeś ją, żeby zrobiła moją ulubioną? – zgadywała Chloe, zaciekawiona, co chciał przez to osiągnąć.

– Oczywiście, że uprzedziłem. Cała przyjemność po mojej stronie.

– Wszystko jedno… – W tej chwili zdała sobie sprawę, jak nieprzyjemnie musiało to zabrzmieć. – Dziękuję – dodała szybko.

– Wracając do tematu – powiedział, jakby pogawędka o kawie odwiodła ich od głównego celu spotkania. – Zgoda na taki układ bez słowa sprzeciwu nie była chyba zbyt etycznym krokiem? – Dosłyszała wyrzut.

– Etycznym? – Chyba nie mówił tego poważnie?

Chloe poczuła narastające zniecierpliwienie. Zerwała się z fotela i podeszła do okien. Próbowała odzyskać równowagę.

– Myślisz, że byłam zachwycona perspektywą rzucenia studiów i zawarcia fikcyjnego małżeństwa rodem ze średniowiecza?

Było to, jeszcze zanim została mu przedstawiona i zanim zrozumiała, że marzenia także mogą się zmieniać.

– No cóż, Eber tak to przedstawił dziadkowi. – Głos Arystona rozległ się tuż za jej plecami. Nie zauważyła nawet, kiedy podszedł tak blisko.

– I obaj tak chętnie mu uwierzyliście? Nie przyszło ci do głowy, że przestał finansować mi szkołę i wydatki na życie, co de facto oznaczało wyrzucenie z akademika?

Zamiast wielkomiejskiego ruchu, miała teraz przed oczami twarz dziekana, który był zmuszony przekazać jej tę przykrą wiadomość. Było to w połowie roku i sądziła, że ojciec nie będzie mógł zażądać zwrotu czesnego. Ale bogaci najwyraźniej mieli większe prawa niż zwykli śmiertelnicy.

– Pewnie nigdy nie wpadłeś na to, że mógłby zablokować moje konta, ponieważ nawet one były na jego nazwisko? Szczerze wątpię, żebyś kiedykolwiek zastanawiał się nad tym, dlaczego zgodziłam się na ten barbarzyński układ.

– Tego rodzaju małżeństwa są dość powszechne w świecie biznesu i polityki. Nie dramatyzuj. Nikt cię nie sprzedał, nie byłaś średniowieczną niewolnicą i nie zostałaś ubezwłasnowolniona.

Raptownie odwróciła się, patrząc mu prosto w twarz. Dawny gniew i poczucie kompletnej bezradności gotowały się w niej, grożąc wybuchem.

– Czyżby? Miałam dwadzieścia lat i studiowałam. W swoim całym życiu pracowałam tylko jako pomoc w sklepie, zarabiając na kieszonkowe. Nie miałam zielonego pojęcia, jak odzyskać życie, które mi odebrał własny ojciec!

Z twarzy Arystona trudno było cokolwiek wyczytać, ale w jego niebieskich oczach mignęło coś na kształt współczucia.

– Nigdy mi o tym nie mówiłaś.

– Do czasu, kiedy cię poznałam, ojciec i siostra zdążyli mnie już odpowiednio urobić.

Chloe była skłonna wybaczyć Rei, która nie kierowała się wyłącznie interesami. Naprawdę wierzyła, że to małżeństwo może wyjść siostrze na dobre. Ale ojcu tego nie wybaczyła i nie miała najmniejszego zamiaru.

– Gdyby Rea nie była zamężna, poświęciłaby siebie, żeby ratować rodzinę i nasze dziedzictwo. W taki sposób ona i ojciec traktują firmę: jakby to był żywy człowiek zasługujący na każde poświęcenie i każdy wysiłek.

Nie winiła siostry. Obydwie wychowały się na emocjonalnej pustyni i każda znalazła swój sposób, aby sobie z tym radzić. Rea domagała się aprobaty ojca, wchodząc w świat biznesu, i była to jedyna rzecz, którą naprawdę kochała.

– Wiem o tym.

– Potem poznałam ciebie. – Na przekór całej tej trudnej do zaakceptowania sytuacji, na przekór wszystkiemu, co podpowiadał rozum, Chloe zakochała się bez pamięci w greckim biznesmenie, który miał zostać jej mężem.

– I ani jednym słowem nie wspomniałaś o swoich wątpliwościach. – Aryston zacisnął dłonie w pięści, hamując się przed gwałtowniejszą gestykulacją.

– Ani jednym. Ty i ojciec mieliście swoje plany, a ja nadzieję, że przyjęcie planu da mi coś pozytywnego. – Teraz już wiedziała, jak niedorzeczne były fantazje, którymi wypełniała sobie wtedy czas. Opuściła głowę, nie mogąc już znieść wyrzutu w jego spojrzeniu.

– Spójrz na mnie – zażądał, jakby czytając w jej myślach.

Zastanawiała się, czy nie odmówić, ale co by to dało? Musieli w końcu odbyć taką rozmowę, więc równie dobrze mogą to zrobić teraz. Szczęście Rei wisiało na włosku.

Chloe uniosła głowę. Aryston wyglądał na zdziwionego.

– Czego się spodziewałaś po naszym małżeństwie?

– To już nie ma znaczenia. – Dziecinne mrzonki, z którymi nie liczył się ani on, ani tym bardziej jej ojciec.

– Mimo to chciałbym wiedzieć.

– Nie! – powiedziała zdecydowanym głosem.

Przyglądał jej się badawczo.

– Zmieniłaś się.

– To prawda.

Podszedł o krok bliżej.

– Ciekawe, czy pod każdym względem?

Nieco zaczepny ton sprawił, że Chloe zamarła. Była przekonana, że libido umarło w niej razem z małżeństwem, ale reakcja ciała wyprowadziła ją z błędu.

Tak bardzo go pragnęła.

Zrobiła krok do tyłu, ale nic to nie dało. Aryston przyparł ją do okna. Obezwładniona bliskością, ciepłem i znajomym zapachem Chloe zatonęła we wspomnieniach, a stłumione dotąd uczucie pożądania roziskrzyło się w niej niczym noworoczny fajerwerk. Zwinne palce pieszczotliwie okrążały kark, kciuk muskał czuły fragment skóry tuż za uchem.

– Pamiętam, że to uwielbiałaś…

Potrząsnęła głową, ale nie żeby zaprzeczyć. Chciała odzyskać jasność myślenia. Powiedzieć, żeby ją zostawił. Odsunąć się od niego, zanim będzie za późno. Ale słowa nie przyszły jej z pomocą. Pochylił się nad nią.

– Ciekawe, czy twoje usta smakują tak słodko jak kiedyś…

Nie umiała na to odpowiedzieć. Słowa wypowiedziane niemal szeptem przez Arystona rozbrzmiewały echem, wprowadzając w myśli zamęt. Gdy ich usta zetknęły się, nie odtrąciła go. Całował ją tak, jakby się nigdy nie rozstali. Jakby wciąż była jego żoną. Pozwoliła mu na to, zastanawiając się, czy w tej chwili namiętności on także czuł, że wciąż należą do siebie. Jedynym efektem, jakiego nigdy by się nie spodziewała po ich spotkaniu, był ten pocałunek oraz fakt, że jego dotyk na nowo obudził w niej pożądanie. Wolną ręką Aryston objął ją w talii i przytulił tak mocno, że ich ciała przywarły do siebie jak magnes. Z całą wyrazistością ujrzała teraz prawdę, której wcześniej starała się nie dostrzegać. Przez dwa lata pragnęła tylko tego mężczyzny. Równocześnie była przekonana, że pragnienie nigdy się nie spełni. Dlatego robiła wszystko, aby stłumić żądzę i oszczędzić sobie bólu. Teraz, gdy ledwie krok dzielił ją od zaspokojenia długo skrywanych pragnień, ciało dało jej wyraźny sygnał, że czekała zbyt długo.

Po trzech latach małżeństwa, którego stałym elementem był naprawdę świetny seks, przeszła na całkowitą abstynencję. Nie chciała być niewolnicą swojej żądzy, jednak teraz cały opór topniał jak śnieg w promieniach wiosennego słońca. Wiedziała już, że nie przepuści tej okazji za żadną cenę i pogodziła się ze wszystkimi konsekwencjami, które w tej chwili trudno było nawet przewidzieć. Zasługiwała na tych kilka chwil przyjemności, nawet jeśli miało to być ich ostatnie spotkanie, po którym definitywnie się pożegnają. Teraz była wystarczająco silna, by sobie poradzić z każdą stratą. Nie bała się, że namiętność utrudni uporządkowanie uczuć do Arystona albo zniweczy wysiłek, jaki włożyła w budowanie nowego życia. Od chwili, gdy weszła do jego biura, towarzyszyło jej bolesne przekonanie, że nadal go kocha, a jej życie nie posunęło się ani o krok naprzód. Po prostu nauczyła się żyć bez niego i mogła sobie wyobrazić, że żyje tak nadal, ale nie w tej chwili.

Pierwszy raz w życiu pragnęła czegoś dla siebie, zamiast zastanawiać się nad potrzebami innych. Wciąż mogła poprosić go o to, na czym zależało Rei, ale prawdopodobnie odmówiłby. Dlatego odłożyła to na później. Ta chwila należała tylko do nich, a właściwie do niej, chociaż Aryston wyglądał na równie zaangażowanego. Ujął w dłonie jędrne pośladki i podniósł ją do góry. Oplotła go nogami, a on skierował się w stronę kanapy, ani na chwilę nie przerywając namiętnego pocałunku. Ułożył ją wygodnie, a następnie cofnął się. Chloe wyciągnęła rękę, zatrzymując go.

– Muszę zamknąć drzwi. Jean mogłaby tu wejść.

Zabrzmiało to identycznie jak dawniej, kiedy byli małżeństwem i zdarzało im się kochać w gabinecie. Gdy się odwrócił od drzwi, był już bez krawata i rozpinał guziki koszuli. Uśmiechnęła się na ten widok.

– Zapomniałam już, jaki jesteś szybki.

– Naprawdę zapomniałaś? – Brzmiało to tak, jakby nie uwierzył.

– Może nie do końca – przyznała. – Niełatwo o tobie zapomnieć.

– Ani o tobie, yineka mou.

Często tak do niej mówił, kiedy byli razem. W zależności od intencji, mogło to oznaczać „moja kobieto” albo „moja żono”. Żadne nie pasowało do ich obecnej sytuacji, ale nie chciała się z nim sprzeczać, a już na pewno nie podczas seksu.

Kończył się rozbierać, błądząc namiętnym spojrzeniem po jej szczupłej figurze. Chloe czekała, przypatrując się temu trochę niespodziewanemu striptizowi i czując, jak z każdą sekundą staje się coraz bardziej gotowa. Kochała go i nie umiała przestać, ale w tej chwili nad miłością niepodzielnie panowała czysta żądza.

 

– Wyglądasz wspaniale – powiedziała.

– Codziennie ćwiczę: rano cardio, wieczorem sztanga.

– Sporo. – Dawniej poświęcał na to zdecydowanie mniej czasu. Ćwiczył raz dziennie, przez pięć dni w tygodniu.

– Lepiej wtedy śpię.

– Zawsze mi się zdawało, że nie potrzebujesz dużo snu.

Aryston nie odpowiedział, uklęknął za nią i sięgnął dłonią pod żakiet.

– Rozbieranie ciebie jest jak rozpakowywanie prezentu.

To też wiele razy słyszała i po raz kolejny nie znalazła stosownej odpowiedzi. Uśmiechnęła się tylko. Był to pierwszy szczery i naturalny uśmiech, odkąd przyjechała do Nowego Jorku.

– Jestem pewien, że wciąż wyglądasz cudownie – szepnął, całując ją delikatnie od skroni aż po szyję.

– Trochę schudłam.

Przerwał na moment i przyjrzał jej się uważnie.

– Chyba nie byłoby z czego.

Słowa te nieco ją wystraszyły. Nigdy nie miała obfitych, kobiecych kształtów, ale w ostatnich tygodniach była cieniem dawnej siebie. Aryston czytał w niej jak w otwartej księdze. Pocałunki sprawiły, że szybko zapomniała o obawach. Powoli odpinał guziki bluzki, dotykając palcami każdego uwolnionego fragmentu skóry. Usta muskające policzki szeptały gorące wyznania. Kiedy skończył ją rozbierać, Chloe drżała z podniecenia. Celowo omijał główne strefy erogenne, ale i tak udało mu się doprowadzić ją do punktu, w którym gotowa była błagać o więcej.

Uniósł głowę i uśmiechnął się, wiedząc, w jakim jest stanie.

– Strasznie ci się spieszy.

– To może być jedyna taka okazja – powiedziała drżącym z podniecenia głosem.

– Tak myślisz?

– Ty mieszkasz w Nowym Jorku, ja w Oregonie. Raczej nie mamy szans na częste randki.

– Przynajmniej raz się w czymś zgadzamy.

Chloe nie zdążyła spytać, co właściwie miał na myśli, ponieważ w tej samej chwili poczuła palce na swoich piersiach i prawie odpłynęła. Aryston dobrze pamiętał, jaki dotyk sprawiał jej najwięcej przyjemności. Spragnione ciało prężyło się pod czułymi muśnięciami ust i napierającym językiem. Dłoń wsunęła się między uda, lekko je rozchylając i wyczuwając najczulsze miejsce. Niemal krzyknęła, ale on przypieczętował jej usta pocałunkiem, kiedy eksplodowała. Zwolnił tempo, ale nie przestawał jej pieścić, czym wywołał kolejne fale ekstazy.

– Chyba dawno się tak nie kochałaś?

– Nie twój interes – odparła.

– Twoje ciało nie kłamie.

– Myśl, co chcesz. – Odwróciła wzrok, wiedząc, że mimika zdradzi mu prawdę.

W jej głowie zaświtała niepokojąca myśl. Czyżby Aryston użył seksu, by osłabić jej pozycję w grze, której zasady znał tylko on?

Pieszczotliwie pogładził ją po policzku.

– Nie gniewaj się na mnie, przecież jeszcze nie skończyliśmy.

– Żadnych pytań o moje życie prywatne!

– Jeszcze tylko jedno.

Spojrzała na niego wyczekująco, zaciskając niecierpliwie usta.

– Jesteś z kimś związana?

– Jeżeli ktoś pilnuje twoich interesów, na pewno znasz już odpowiedź na to pytanie.

– Nie zatrudniam detektywów i nie węszę w twoim życiu.

Chloe intensywnie myślała, czy mógłby mieć jakiś powód szpiegowania. Coś z tego musiało dać się zauważyć w wyrazie jej twarzy, bo Aryston przyjął śmiertelnie poważny ton:

– Naprawdę niewiele jest rzeczy związanych z moimi interesami, o których bym nie wiedział.

Nie miała pojęcia, o co mogło mu chodzić. Nie była już w centrum jego zainteresowań. Co prawda miał jeszcze pokaźny pakiet akcji Dioletis Industries, ale ona nie miała już nic wspólnego ze spółką, a tym bardziej z nim. Pomijając dzisiejszy, dość niespodziewany incydent.

– Arogancja nie popłaca – rzekła z przekąsem. W głębi ducha jednak zawsze uważała, że jest mu z nią do twarzy.

Aryston jedynie się uśmiechnął.

No cóż, Pan Arogancki najwyraźniej nie wiedział, że Chloe brała pigułki w czasie ich krótkiego małżeństwa, a zatem ta wiedza nie była aż tak kompletna, jak mu się zdawało. Pomijając fakt, że zakochała się w zadufanym w sobie przystojniaku, była szczęśliwa, że nie wplątała ani siebie, ani jego w małżeństwo z powodu ciąży. Nie chciała dziecka, dopóki oboje by go nie pragnęli, a on najwyraźniej nie pragnął.

– Naprawdę myślisz, że zabawiałabym się teraz z tobą na kanapie, gdyby w Oregonie ktoś na mnie czekał? – zapytała, powracając do tematu.

– Nie, ale byłbym zobowiązany, gdybyś to potwierdziła – powiedział prawie pokornym tonem, co samo w sobie było dla niej szokiem.

– Nie jestem z nikim związana.

– To dobrze.

– Rozumiem, że ty też nikogo nie masz? – zapytała, chociaż nie miała pewności, czy na pewno tak samo definiują ten stan.

– Nie mam.

– Możemy więc wrócić do tego, co przerwaliśmy?

Ne. – Greckie „tak” oznaczało, że Aryston nie do końca panuje nad sobą i swoim podnieceniem. Przylgnęli do siebie, szaleńczo całując się i turlając po kanapie, jakby to była ich pierwsza randka. Wreszcie rozsunęła nogi, zapraszając go. Aryston sięgnął do kieszeni spodni leżących na dywanie i wyjął prezerwatywę. Chloe bardzo usilnie starała się nie myśleć, dlaczego nosi je przy sobie.

– Pomóż mi.

Drżącymi palcami rozerwała opakowanie. Na moment zastygł.

– Nie ruszaj się przez chwilę, proszę!

Nigdy nie widziała go w stanie takiego uniesienia. Z zamkniętymi oczami i odchyloną głową głęboko oddychał, wydychając powietrze z każdym razem coraz wolniej. Kiedy opuścił wzrok, jego oczy były po brzegi wypełnione pożądaniem. Wszedł w nią, a jej ciało odpowiedziało spazmem spełnienia i przyjemności, na którą tyle czekała. Aryston nieprzerwanie całował ją i pieścił przy akompaniamencie licznych „tak”, „cudownie” oraz „jeszcze”, wypowiadanych raz po raz. Kiedy skończyli, przeszli do łazienki, żeby się ubrać. Niczego nie żałowała. Pragnęła, aby doszło do zbliżenia i miała z niego znacznie więcej satysfakcji, niż się spodziewała. Spojrzała na Arystona, który zapinał guziki koszuli. Na skupionej twarzy widoczne było zakłopotanie.

– Nie miałem zamiaru rzucać się na ciebie – zaczął niepewnie.

– Nie mam o to pretensji. – Nic nie powiedział, więc kontynuowała: – Oboje jesteśmy dorośli. Niezależnie od wszystkiego, co między nami zaszło, seks był zawsze dobry.

– Nawet lepszy niż dobry.

Chloe uśmiechnęła się zadowolona.

– O wiele lepszy.

– Zjedz dziś ze mną kolację.

Niewiele myśląc, stanęła przed nim i poprawiła mu krawat, jak to robiła często, kiedy byli małżeństwem.

– Zgoda.

Mieli jeszcze do omówienia sprawy firmy i jego udziałów, a także tego, co planował z nimi zrobić.

– Doskonale. Jean poda ci adres i szczegóły rezerwacji. Porozmawiamy o tym, z czym do mnie przyszłaś, bo zdaje się, że teraz nie mamy już na to czasu.

– W takim razie do zobaczenia. – Aryston wyszedł z łazienki i wrócił do pracy. Kiedy kilka minut później Chloe przechodziła przez pokój, prowadził rozmowę przez telefon.

Potrzebowała czasu, żeby ochłonąć. Cisza, jaka zapadła pomiędzy nimi po wybuchu namiętności, nie była wprawdzie niepokojąca, ale też trudno ją było ocenić na pięć gwiazdek.

Aryston upił łyk zimnej już teraz kawy i skrzywił się. Nie chodziło jednak o temperaturę, tylko o smak. Poczuła odrobinę złośliwej satysfakcji, która pomogła jej wrócić do rzeczywistości.

Aryston odłożył słuchawkę. Chloe wyszła i nie musiał już zachowywać pozorów. Czując niepewność, tak obcą jego naturze, klął teraz po grecku, ile wlezie. Była kompletnie nieprzewidywalna. Żaden z motywów, które przypisywał jej w czasie trwania małżeństwa, nie pasował do tego, co dziś usłyszał w gabinecie. I nie miał zamiaru się z nią kochać, niech to szlag. Przynajmniej nie tak szybko. Nienawidził tracić kontroli ani zmieniać planu, a dziś zrobił obie te rzeczy naraz. Odczuwał z tego powodu silną frustrację, a także coś w rodzaju strachu nieprzyjemnie spływającego ciarkami w dół kręgosłupa. Wypił łyk kawy, a nielubiany smak po raz kolejny przypomniał mu o porażce. Zaklął pod nosem i z wściekłością rzucił filiżanką w kuloodporne gigantyczne okno. Dźwięk tłuczonych naczyń był znacznie milszy dla ucha niż przemyślenia.

Jean niemal natychmiast pojawiła się w drzwiach.

– Czy coś się stało?

– Wyszła już? – zapytał Aryston.

– Tak.

– Wytłumaczyłaś jej, gdzie mamy się spotkać? – Aryston zrobił rezerwację, zanim Chloe pojawiła się u niego w biurze.

– Oczywiście. – Jean patrzyła na rozbitą filiżankę i resztki kawy spływającej po szybie.

– Wiem, że nie lubi pan tej kawy, ale czy to było absolutnie konieczne?

– Kiedy wyjdę, wezwij sprzątaczkę – poinstruował ją, nie zważając na ironiczny ton.

Na jej twarzy pojawiło się zatroskanie, którego nie miał ochoty oglądać.

– Czy potrzebuje pan jeszcze czegoś?

– Spokoju. – Odpowiedź zabrzmiała nieco zbyt ostro, ale nie zamierzał się z tego tłumaczyć. Jean zniknęła, bezgłośnie zamykając za sobą drzwi.

Odtwarzał w pamięci fragmenty spotkania z Chloe, nie mogąc w żaden sposób uporządkować tego, co od niej usłyszał, z przekonaniami, w jakich żył przez poprzednie dwa lata. Istniała możliwość, że odeszła od niego z powodu pozwu rozwodowego, który podpisał i o którym dowiedziała się od ojca. Tyle że on podpisał pozew w ataku szału, kiedy dowiedział się, że go oszukuje. Jak inaczej można było określić stosowanie antykoncepcji w sytuacji, gdy głównym powodem ich małżeństwa było spłodzenie potomka i zapewnienie ciągłości rodowi Spiridakou? Wierzył, że poślubienie Chloe, jako część transakcji biznesowej, zdejmie z niego cały ciężar emocji, i da mu dziecko, któremu będzie można przekazać fortunę. Jedyny jak dotąd wypad Arystona w świat romansów zakończył się głębokimi ranami w sercu, nie wspominając o stracie kilku milionów dolarów na interes, z którego ostatecznie nic nie wyszło. Zresztą przykład własnego ojca skutecznie odstraszał go od miłostek. Kiedy dziadek przyszedł z propozycją zawarcia kontraktu małżeńskiego, Aryston, rozważywszy wszelkie za i przeciw, skorzystał z okazji. I jak wspomniał Chloe, nie było to wcale takie rzadkie w ich świecie. Wiedział też, że Eber Dioletis szuka inwestora, który wprowadzi do spółki kapitał. Nie chciał wprawdzie oddać aż tylu akcji, żeby gwarantowało to dobry zwrot z inwestycji, ale było jeszcze małżeństwo, tak więc ostatecznie obie strony były zadowolone.

Z punktu widzenia Arystona miłość oznaczała chaos i niepotrzebne cierpienie. Biznes natomiast był tą częścią życia, nad którą doskonale panował, dlatego pomysł małżeństwa zawartego przy okazji transakcji handlowej przypadł mu do gustu. Był pewny, że tym razem obejdzie się bez komplikacji, których doświadczył dwa razy – raz z powodu pomyłek swoich rodziców, drugi raz z powodu własnych nieudanych wyborów. Dlatego oszustwo doprowadziło go do furii.

Nie tylko zawiodła jego osobiste zaufanie, ale także zdradziła go w biznesie, tak samo jak Shannon. Tylko tym razem dziadek Arystona także był ofiarą, a tego nie mógł darować. Był jedyną osobą w życiu, której ufał i którą chciał chronić, a jego żona wystawiła do wiatru ich obu.

O perfidnych planach dowiedział się dopiero na kilka miesięcy przed ich trzecią rocznicą. Szukał ulubionej pary kolczyków żony, żeby dokupić pasujący naszyjnik i bransoletę na prezent z okazji rocznicy. Miał też nadzieję, że przy tej okazji uda się ją namówić na wykonanie testów płodności. Aryston nic jej nie powiedział, ale był u lekarza i przeszedł badania, z których wynikało, że nie powinien mieć żadnych problemów ze spłodzeniem potomka. Uważał, że Chloe potrzebne jest badanie, a być może leczenie hormonalne. Po trzech latach uprawiania seksu co najmniej raz dziennie, dawno już powinna być w ciąży.

Nie znalazł wtedy kolczyków. Znalazł natomiast częściowo zużyte opakowanie pigułek antykoncepcyjnych, ukryte w górnej szufladce szkatułki na biżuterię. A pamiętał, jak zapewniała i jego, i dziadka, że chce mieć dzieci, jeszcze przed podpisaniem kontraktu wynegocjowanego z Eberem Dioletisem. Dodała wprawdzie „kiedyś”, ale Aryston założył, że odnosi się to do pierwszych trzech lat ich małżeństwa. Najwyraźniej się mylił. Najbardziej jednak gnębiła go teraz możliwość, nie, nie możliwość, lecz prawdopodobieństwo, że mylił się także co do wielu innych rzeczy.

Chloe nie współdziałała z ojcem i nie była skłonna wejść w kolejny fikcyjny związek małżeński, który miał być ratunkiem dla Dioletis Industries. Wiedział, że plany starego Dioletisa spaliły na panewce, ale był przekonany, że sam się do tego przyczynił. W zamian za małżeństwo Aryston obiecał Eberowi pewne profity. Teraz także wyraził swoje niezadowolenie z pomysłu wydania swojej byłej żony za kogoś innego. Taka wiadomość nie mogła przedostać się do świata finansów. A tylko ktoś bardzo odważny lub bardzo głupi zadzierałby z rodziną Spiridakou. Nikt tego jeszcze nie próbował, a przynajmniej tak mu się wydawało. Nie wiedział natomiast, że Chloe mogłaby odmówić ojcu, a w takiej sytuacji groźby były całkowicie zbędne. Teraz, gdy poznał nowe fakty, wyjazd Chloe na Zachodnie Wybrzeże nabrał większego sensu. Zapewnienia, że od dwóch lat nie miała nic wspólnego z ojcem ani spółką, wyglądały na wiarygodne i były łatwe do sprawdzenia, o czym sama też musiała wiedzieć. Powiedział, że nigdy nie kazał jej śledzić, i faktycznie tak było, ale teraz żałował, że tego nie zrobił. Za bardzo się skupił na Eberze i Dioletis Industries. Za wszelką cenę chciał go wmanewrować w sytuację, z której nie miałby innego wyjścia, jak przystać na wszystkie żądania. Zaniedbał przy tym kompletnie sprawę Chloe. W obliczu nowych faktów był w stanie zmienić zdanie o byłej żonie, która do tej pory wydawała mu się zdradziecką wiedźmą, gotową oszukać jego dziadka, aby zdobyć pieniądze na ratowanie firmy ojca. Instynkt podpowiadał mu, że była niewinna, ale rozum analizujący wpadkę z pigułkami przesłonił te przeczucia.

 

To, co usłyszał dziś, rzucało całkowicie nowe światło na plan odwetu i otwierało możliwości, których do tej pory nawet nie rozważał. Nie zaszedłby jednak tak daleko, gdyby ignorował takie okazje. W swoim środowisku słynął z umiejętności błyskawicznej adaptacji do nowych warunków i wysokiej skuteczności. Nie miał innego wyboru, jak uznać, że Chloe faktycznie była w grze Ebera pionkiem, a nie królową.

Przed ich ostatnią podróżą do Grecji Aryston otrzymał informację, że Eber poszukuje dla swej córki kolejnego bogatego męża. Początkowo myślał, że pogłoski dotyczą Rei, której małżeństwa Eber nigdy nie zaakceptował. Związek ten był jedynym przypadkiem nieposłuszeństwa starszej córki, a znając Ebera, uznał, że mógłby zmusić ją do rozwodu. Dopiero po odkryciu, że Chloe bierze pigułki antykoncepcyjne, zrozumiał, że krążące pogłoski są niezbitym dowodem dwulicowości jego żony. Uwierzył, że chciała odejść od niego, gdy tylko Eber wynegocjuje dobre warunki nowego małżeństwa. Zaskoczyło go, że rodzina tak łatwo pozbyłaby się udziałów w spółce. Zgodnie z postanowieniami umowy Aryston miał kontrolować udziały przez pierwsze trzy lata ich małżeństwa. Jeżeli po tym czasie ani on, ani Chloe nie złożyliby pozwu o rozwód, zatrzymałby pokaźny pakiet akcji, wart zainwestowania pięćdziesięciu milionów dolarów. Gdyby rozwiódł się z nią wcześniej, straciłby udziały, podobnie jak w sytuacji, gdyby to ona wystąpiła o separację lub rozwód.

Jednak gdyby mieli dziecko, udziały przeszłyby na nie, natomiast on sprawowałby zarząd nad majątkiem do ukończenia przez syna lub córkę dwudziestego pierwszego roku życia. Dodatkowo, w przypadku poczęcia dziecka, warunki ugody rozwodowej zmieniałyby się znacząco na korzyść Chloe. Tak więc miała wiele powodów, aby zajść w ciążę, i Arystonowi to odpowiadało, szczególnie że argumenty te wystarczyłyby do kontrolowania ich związku. Jak się jednak okazało, był w błędzie i wcale nie podobał mu się nowy obrót wydarzeń. Cokolwiek się za tym kryło, wątpił, by pomysł z antykoncepcją był częścią planu pozbawienia rodziny Spiridakou pięćdziesięciu milionów dolarów. Zgodnie z umową nadal był właścicielem pakietu akcji, a niepewna kondycja Dioletis Industries nie była na głowie Ebera, chociaż być może nie zdawał on sobie z tego sprawy. Eber musiał założyć, że Aryston zakończy to małżeństwo, ponieważ minęły trzy lata, podczas których nie doczekał się potomstwa. Stąd pewnie to całe śledztwo i dokopanie się do feralnego pozwu. Jedynym pocieszeniem w tej całej historii było to, że także Eber nie miał zielonego pojęcia, dlaczego Chloe nie zaszła w ciążę.

Przyjechał do restauracji równo o ósmej. Chloe już na niego czekała. Zmierzając do ulubionego stolika, obserwował jej długie do ramion brązowe włosy ze złotymi lśniącymi pasmami. Przed nią stała duża porcja koktajlu z krewetek, ich ulubionego.

– Chyba się nie spóźniłem? – powiedział i zajął miejsce naprzeciwko.

– Przecież wiesz, że nie. – Spojrzała na niego z pewnym rozbawieniem. – Odkąd się rozwiedliśmy, prowadzę nieco inne życie i zazwyczaj jadam kolację około szóstej, tak więc musisz mi wybaczyć, ale umierałam z głodu.

Aryston był zadowolony, że w ogóle coś zamówiła. Od czasu rozwodu wyraźnie schudła.

– Wygląda smakowicie. Dla mnie też zamówiłaś?

– Myślałam, że nie będziesz chciał – rzekła z przekąsem i skinęła na kelnera, który po chwili wrócił z przekąską dla Arystona.

Przez chwilę wybierali przystawki.

– Nigdy nie drażnij głodnego niedźwiedzia. – Zmarszczył brwi, udając zagniewanego. – Zapomniałem, że uwielbiasz to robić.

– Naprawdę? A mówiłeś, że trudno mnie zapomnieć. – Przez chwilę na ślicznej twarzy zagościł cień, ale zaraz potem uśmiechnęła się, chociaż nie tak jak dawniej. – Miałeś na myśli seks, prawda?

Aryston był za sprytny, żeby przyznać rację. Być może grał rolę głupca w czasie małżeństwa, ale na pewno nim nie był.

– Pamiętam mnóstwo rzeczy związanych z tobą, Chloe. – To przynajmniej była prawda.

Zielone oczy przyjrzały mu się badawczo.

– Mogę to sobie wyobrazić. Byłam pierwszą kobietą, która cię zostawiła, dlatego mnie zapamiętałeś.

– Wyobraźnia to nie to samo co rzeczywistość.

Czyli jakaś inna kobieta także go zostawiła.

– Nie miałam o tym pojęcia.

– Dlaczego nie? Ty tak zrobiłaś.

– Nie miałam wyboru.

– Prawda, bo pragnęliśmy czegoś innego – zakpił. – Być może pamięć mnie zawodzi, ale podczas wideokonferencji z dziadkiem to ty twierdziłaś, że chcesz mieć kiedyś dzieci i że zgadzasz się na małżeństwo.

– To nie ja wystąpiłam o rozwód!

– Ja też bym nie wystąpił, gdybym cię zastał w domu po powrocie z Hongkongu.

Zarówno jej wyraz twarzy, jak i ton głosu powiedziały mu, że nie wierzy w ani jedno słowo.

– Przed tobą Shannon była jedyną moją dziewczyną, z którą byłem w związku.

– Kiedy to było?

– Dawno temu. Byłem młodszy niż ty, kiedy braliśmy ślub.

W szmaragdowych oczach czaiło się zaciekawienie.

– Ile miałeś lat?

– Dziewiętnaście.

– A ona?

– Dwadzieścia siedem. – Miała też o wiele więcej doświadczenia w seksie i relacjach damsko-męskich.

Aryston unikał związków, a doświadczenia rodziców napawały go przerażeniem. Był zupełnie nieprzygotowany na pojawienie się Shannon, która w świecie romansów z pewnością należała do drapieżników.

Chloe zamyśliła się, przerywając jedzenie.

– Jak długo to trwało?

– Wystarczająco długo, żeby wydobyć cenne informacje i przekazać je ojcu, który sprzątnął mi sprzed nosa biznes wart kilka milionów.

Wystarczająco długo, aby Aryston wyznał, że kocha Shannon i chce z nią spędzić resztę życia. Ponieważ był uprzedzony do pomysłu małżeństwa, powiedział, że nie potrzebują papierka, aby wiedzieć, jak wiele dla siebie znaczą. Kiedy już było po wszystkim, dziękował sobie ze tę celną prognozę.

– To zupełnie inaczej niż w naszym przypadku – powiedziała, marszcząc brwi.

– Inaczej?

– Oczywiście! Ja nie załatwiłam ojcu żadnych profitów.

– Poza solidnym zastrzykiem gotówki.

– To był wasz pomysł. Nawet nie wiedziałam, co negocjujecie.

– To prawda. – Lekko zaniepokojony zauważył, że rozmowa znów zaczyna odbiegać od obmyślonego przez niego scenariusza.

– Wtedy w biurze raczej dość spektakularnie przerwaliśmy rozmowę, a nie odpowiedziałaś mi na pytanie.

Wyglądała na zaskoczoną, ale po chwili na jej twarzy zagościło zniecierpliwienie.

– Dalej chcesz udawać, że nie wiesz?

– Niczego nie udaję. Powiedziałaś, że się zmieniłaś, że nie utrzymujesz kontaktu z ojcem, a jednak do mnie przyszłaś.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?