Siostra Słońca

Tekst
Z serii: Siedem sióstr #6
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Siostra Słońca
Siostra Słońca
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 82,90  66,32 
Siostra Słońca
Siostra Słońca
Audiobook
Czyta Anna Kutkowska, Anna Rusiecka, Małgorzata Lewińska
42,90  30,46 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Ktoś zapukał do drzwi.

– Elektro? Jesteś tam?

To była Ally.

– Tak, proszę.

Weszła z Bearem na rękach.

– Przykro mi. Powiedziałam coś, co cię uraziło, przepraszam – odezwała się, stojąc w progu.

– Słuchaj, nie masz się czym martwić. Nie chodzi o ciebie, ale o mnie.

– Wszystko jedno, przepraszam. Tak dobrze znów cię widzieć i tak się cieszę z twojego przyjazdu. Mogę usiąść? On waży chyba tonę.

– Jasne.

Westchnęłam. Ostatnie, czego mi było trzeba, to dać się osaczyć dociekliwej Ally w mojej własnej sypialni.

– Chciałam z tobą o czymś porozmawiać, Elektro. Tiggy mówiła mi, że powinnyśmy coś sprawdzić.

– Co?

– Wiesz, była tu w zeszłym miesiącu i trafiła do piwnicy. Zjeżdża się tam ukrytą windą.

– O… jasne. I?

– Powiedziała, że trzymano tam wina, ale za jedną z półek wypatrzyła jakieś drzwi. Może powinnyśmy sprawdzić, dokąd prowadzą.

– Pewnie. A czemu po prostu nie spytać mamy?

– Możemy, ale Tiggy miała wrażenie, że ona nie chce o tym mówić.

– Jezu, Ally! To nasz dom. Mama dla nas pracuje! Przecież mamy prawo pytać, o co chcemy, i robić tu, co nam się podoba, nie?

– Niby tak, ale… no wiesz… – Westchnęła ciężko. – Może jednak zróbmy to delikatnie, przez szacunek dla niej. Mama jest tu od dawna… Prowadziła dom z Claudią, opiekowała się nami, nie chcę, żeby odczuła, że nie liczymy się z nią teraz, kiedy… jest inaczej.

– Sugerujesz, żebyśmy zakradły się tam w środku nocy i zobaczyły, dokąd prowadzą te drzwi? – Uniosłam brew. – Nadal nie rozumiem, dlaczego mamy bawić się w jakieś gówniane podchody, kiedy mogłybyśmy po prostu zapytać?

– Daj spokój, Elektro, nie wkurzaj się tak. Tu jest ta piwnica i tajna winda. Pa Salt nie zrobił ich bez powodu. Cokolwiek o nim myślisz, był człowiekiem praktycznym. Ja w każdym razie i tak budzę się w nocy przez Beara i zamierzam zbadać tę sprawę. Po prostu zastanawiałam się, czy nie chciałabyś tam zejść ze mną? Tiggy mówiła, że musimy być przynajmniej we dwie, żeby przesunąć półkę, za którą są te drzwi. Powiedziała mi też, gdzie jest klucz. – Ally przerwała na chwilę. – Potrzymałabyś Beara? Skoczę do łazienki.

Wstała i położyła mi dziecko na kolanach. Żeby się nie sturlał, musiałam go przytrzymać obiema dłońmi. W efekcie solidnie beknął.

– Cudownie! – rzuciła Ally od drzwi. – Od pół godziny próbowałam to z niego wydobyć!

Zamknęła się w łazience. Zostaliśmy z Bearem sami.

Popatrzyłam na niego, a on na mnie.

– Cześć – powiedziałam, modląc się, żeby mnie nie obsikał czy coś w tym rodzaju. Pierwszy raz w życiu trzymałam takie małe dziecko.

Dostał czkawki i dalej się na mnie gapił.

– Co ty tam sobie myślisz, mały? Zastanawiasz się pewnie, czemu twoja ciocia jest zupełnie innego koloru niż mama? Nigdy go nie poznałeś, ale miałeś nieźle szurniętego dziadka – ciągnęłam, bo wydawało mi się, że podoba mu się ta rozmowa. – Oczywiście był wspaniały, wiadomo, bardzo mądry i tak dalej, ale myślę, że mnóstwo przed nami ukrywał. Nie sądzisz?

Nagle poczułam, jak to małe ciałko się odpręża i nim wróciła jego mama, Bear zamknął oczka i mocno zasnął.

– Ale masz rękę do dzieci. – Ally uśmiechnęła się do mnie. – Zwykle muszę go kołysać godzinami, żeby się poddał.

– Pewnie się znudził. – Wzruszyłam ramionami, gdy ostrożnie brała go ode mnie.

– Położę go do łóżeczka i trochę odsapnę, póki mam okazję – szepnęła. – Do zobaczenia.

*

Przed kolacją zadbałam, by zaaplikować sobie profilaktyczną dawkę wódki na uspokojenie, a potem nalałam sobie sporego drinka z zapasów w spiżarni na dole. Na szczęście rozmowa skupiała się głównie na zachwytach nad kuchnią Claudii – podała swój słynny sznycel i zjadłam do ostatniego kawałeczka – oraz planach naszej wyprawy do Grecji, podczas której miałyśmy złożyć na falach wieniec w rocznicę śmierci Pa Salta.

– Myślałam, że powinnyśmy popłynąć same, ale Maja tydzień wcześniej przyleci z Florianem, którego od dawna chcę poznać, i jego córką Valentiną – powiedziała Ally. – Star, jej chłopak i jego syn Rory też dolecą, podobnie jak Tiggy ze swoim Charliem i jego córką Zarą…

– Ho, ho! – rzuciłam. – To Maja, Star i Tiggy są macochami dzieci partnerów?

– No tak – potwierdziła Ally.

– I jako twoja przybrana matka ręczę ci, że będą je kochać nie mniej, niż gdyby były ich własne – wtrąciła stanowczo Marina.

– Czy przyjedzie też CeCe?

– Tak mówiła. Ma nadzieję, że jej dziadek i przyjaciółka też będą mogli.

– Jej partnerka Chrissie?

I mama, i Ally gapiły się na mnie oniemiałe. Zastanawiałam się, dlaczego ja jedna w rodzinie walę wszystko prosto z mostu?

– One są w związku, tak? – zapytałam.

– Nie wiem – wybąkała Ally. – Ale mam wrażenie, że CeCe jest szczęśliwa, i tylko to się liczy.

– Przecież od samego początku było jasne, że CeCe jest lesbijką. Że kocha się w Star.

– Elektro, nie należy się wtrącać w sprawy intymne innych – zwróciła mi uwagę mama.

– Ale CeCe to nie jacyś „inni”. A poza tym w czym problem? Cieszę się, jeśli znalazła kogoś, na kim jej zależy.

– Naprawdę będzie ciężko się pomieścić – ciągnęła Marina, nie dając się wciągnąć w te dywagacje.

– Skoro już wszyscy odnaleźli swoje rodziny i tylko ja jedna jestem sama jak palec, to jeśli brakuje miejsca, może po prostu nie powinnam przyjeżdżać.

– Och, Elektro, nawet tak nie mów! Musisz przyjechać, obiecałaś. – Ally miała autentycznie zmartwioną minę.

– No dobra, to może prześpię się w tajemnej piwnicy, którą odkryła tu Tiggy podczas ostatniego pobytu – wypaliłam, odwracając się twarzą do Mariny.

Ally spiorunowała mnie wzrokiem zza stołu, ale byłam zbyt pijana, by się przejąć.

– Ach, piwnica… – Mama popatrzyła na nas obie. – Tak, mówiłam Tiggy, że tu jest i nie ma w tym żadnej tajemnicy. Kiedy skończymy ten cudowny apfelstrudel Claudii, zabiorę was na dół, żeby wam pokazać.

Rzuciłam Ally spojrzenie mówiące „A widzisz!”, na co ona tylko uniosła bezradnie brwi. Kiedy dojadłyśmy deser, mama wstała i wyjęła klucz ze skrzynki na ścianie.

– No dobrze, idziemy?

Nie trzeba było odpowiadać, bo od razu wyszła z kuchni, a my z Ally rzuciłyśmy się w ślad za nią. W korytarzu mama chwyciła za mosiężną wypustkę, odsunęła mahoniowy panel i ukazała się miniaturowa winda.

– Po co to zamontowano? – spytałam.

– Jak wyjaśniałam Tiggy, wasz ojciec nie robił się coraz młodszy, a chciał mieć łatwy dostęp na wszystkie piętra domu. – Marina otworzyła drzwi windy i wcisnęłyśmy się do kabiny.

Od razu poczułam się klaustrofobicznie. Wzięłam kilka oddechów, gdy mama naciskała mosiężny guzik i drzwi zasunęły się za nami.

– No tak, pojmuję, ale czemu ją ukrywał? – spytałam, gdy winda ruszyła.

– Elektro, przymknij się, dobrze? – syknęła Ally, wkurzona już mną na maksa. – Na pewno mama sama nam to wyjaśni.

Jazda trwała cztery sekundy. Szarpnęło, gdy dotarłyśmy na dół. Drzwi rozsunęły się i weszłyśmy do zwyczajnej piwnicy, która, tak jak mówiła Ally, była ze wszystkich stron obstawiona półkami na butelki wina.

– No proszę. – Marina poszła krok naprzód i wskazała rękami na pomieszczenie. – Piwnica na wino waszego ojca. – Odwróciła się do mnie i uśmiechnęła. – Przykro mi, Elektro, lecz nie ma w tym żadnej wielkiej tajemnicy.

– Ale…

Stojąca za nią Ally spojrzała na mnie tak, że nawet ja nie odważyłam się tego zlekceważyć.

– No… rzeczywiście bardzo tu ładnie… – Zaczęłam rozglądać się po półkach, ciekawa, co też zgromadził na nich Pa Salt. Wyciągnęłam jedną butelkę. – Ho, ho, Château Margaux, rocznik tysiąc dziewięćset pięćdziesiąty siódmy. W najlepszych restauracjach w Nowym Jorku można je zamówić za ponad dwa tysiące. Szkoda, że wolę wódkę.

– Możemy już wracać? Muszę sprawdzić, co u Beara – powiedziała Ally, mierząc mnie kolejnym ostrzegawczym spojrzeniem.

– Daj mi jeszcze parę minut – odparłam, dalej penetrując półki. Wyciągałam to tu, to tam butelkę i udawałam, że studiuję etykiety, ale cały czas starałam się wypatrzeć ukryte drzwi, o których mówiła Ally. Po prawej stronie przyjrzałam się burgundowi Rothschild 1972 i dostrzegłam ledwie zauważalną rysę w ścianie za półką.

– Dobrze – rzuciłam, podchodząc do mamy i Ally. – Wracajmy.

Kiedy zbliżałam się do windy, zorientowałam się, że jest obwiedziona stalowym zabezpieczeniem.

– A to na co? – Pokazałam palcem.

– Jeśli wciśniesz ten przycisk – Marina dotknęła miejsca z boku – drzwi windy znikną pod stalowym panelem.

– Więc gdybyśmy go teraz wcisnęły, zostałybyśmy odcięte od świata? – spytałam, czując, jak ogarnia mnie panika.

– Nie, skąd! Ale gdyby ktoś próbował się tu dostać z góry, to nie wejdzie. To skarbiec – wyjaśniła mama, kiedy wciskałyśmy się do windy. – Nic niezwykłego w domu bogatej rodziny mieszkającej na odludziu. Gdyby, Boże, uchowaj, Atlantis stało się celem ataku złodziei albo zdarzyło się coś jeszcze gorszego, moglibyśmy się schować i wezwać pomoc. Tak, chérie.Marina uśmiechnęła się do mnie leciutko, gdy wjeżdżałyśmy piętro wyżej. – Na dole jest sygnał wi-fi.

Wysiadłyśmy z windy i wróciłyśmy do kuchni, a ja zanotowałam w pamięci, gdzie odkłada klucz.

– Wybaczcie mi, ale jestem już zmęczona – powiedziała. – Muszę się położyć.

– To przez Beara, nie dał ci spać od piątej. Jutro z rana ja się nim zajmę.

– Nie, Ally. Jak się teraz prześpię, dam sobie doskonale radę. I tak ostatnio wcześnie się budzę. Dobranoc.

Skinęła nam obu głową i wyszła z kuchni.

– Skoczę sprawdzić, jak tam Bear – rzuciła Ally i już miała pędzić za mamą, ale trąciłam ją w ramię.

– Czemu nie wjedziesz na górę windą? – Zdjęłam klucz z haczyka i pomachałam jej nim przed nosem. – Winda wjeżdża aż na mansardę. Widziałam przycisk.

– Nie, Elektro. Wejdę piechotą, dzięki.

– Jak sobie życzysz. – Wzruszyłam ramionami, gdy zniknęła.

 

Nalałam sobie trochę wódki z colą i przeszłam korytarzem pod gabinet ojca. Popchnęłam drzwi. Pokój wyglądał jak żywe muzeum, jakby Pa Salt był tu przed chwilą i zaraz miał wrócić. Jego pióro i notes nadal leżały pośrodku biurka. Wszędzie panował jak zwykle nienaganny porządek. Nie to co u jego najmłodszej córki, pomyślałam, uśmiechając się krzywo. Usiadłam w jego starym obrotowym skórzanym fotelu i przez chwilę przypatrywałam się półkom z książkami ustawionym pod jedną ze ścian. Podeszłam i wyjęłam wielki oksfordzki słownik języka angielskiego. Często go używałam jako dziewczynka. Pewnego razu zastałam Pa Salta przy rozwiązywaniu krzyżówki w angielskiej gazecie.

– Witaj, Elektro. – Uśmiechnął się, podnosząc na mnie wzrok. – Nie potrafię tego zgadnąć.

Przeczytałam hasło: Opadają, kiedy śpisz (7). Zastanowiłam się chwilę.

– Może powieki?

– Tak, oczywiście, masz rację! Ale z ciebie mądra dziewczynka.

Od tamtej pory podczas wakacji, jeśli był w domu, wołał mnie do siebie i siadaliśmy razem, by rozwiązywać krzyżówki. Lubiłam te chwile. Do tej pory łapię często gazetę, czekając w sali dla VIP-ów na lot, i bawię się tymi łamigłówkami. To bardzo wzbogaciło moje angielskie słownictwo. Wiem, że zadziwiam tym przeprowadzających ze mną wywiady dziennikarzy. Wszyscy myślą, że jestem tak tępa jak tapeta na mojej twarzy.

Odłożyłam słownik i miałam wyjść, gdy poczułam wyraźnie zapach wody kolońskiej Pa Salta. Stanęłam jak wryta. Poznałabym ten świeży cytrynowy aromat na końcu świata. Przebiegł mnie dreszcz. Przypomniałam sobie, co wcześniej mówiła Ally o wrażeniu, że Theo nadal jest przy niej…

Roztrzęsiona, opuściłam gabinet i zatrzasnęłam za sobą drzwi.

Ally była w kuchni. Szykowała butelki.

– Co to za mleko w dzbanku? – spytałam. – Myślałam, że karmisz Beara piersią?

– Tak, ale ściągnęłam trochę, żeby mama miała mu co dać jutro rano.

– Błe! – Skrzywiłam się, patrząc, jak nalewa mleko do butelki. – Jeśli kiedyś będę miała dziecko, w co wątpię, nie dam sobie z tym wszystkim rady.

– Nigdy nie mów nigdy. – Ally uśmiechnęła się do mnie. – A przy okazji, kilka tygodni temu widziałam w gazecie twoje zdjęcie z Zedem Eszu. Jesteście parą?

– O Chryste, nie! – Wetknęłam palce do puszki z herbatnikami i wyciągnęłam maślane ciasteczko. – Czasami chodzimy razem zabawić się gdzieś w Nowym Jorku. Albo dokładniej, żeby zabawić się ze sobą.

– Mówisz, że jesteście kochankami?

– Tak, a co? Masz z tym jakiś problem?

– Nie, skąd, ale… – Popatrzyła na mnie z niepokojem. – Tylko…

– Co takiego?

– Nie, nic. W każdym razie kładę się spać, póki mogę. A ty?

– Ja też.

Dopiero po wypiciu wódki z mojego tajnego zapasu, którą napełniłam kubek do mycia zębów, kiedy umościłam się w swoim łóżku z lat dziecinnych i poczułam się przyjemnie zamroczona, przypomniałam sobie o rysie na ścianie za półką w piwnicy. Może powinnam tam teraz zejść i sprawdzić…

– Jutro – obiecałam sobie, gdy zamknęły mi się oczy.

4

Następnego ranka obudził mnie wrzask Beara. Sięgnęłam po zatyczki do uszu w nadziei, że uda mi się pospać jeszcze parę godzin, ale było za późno. Nie mogłam już zasnąć. Wrzuciłam na siebie stary szlafrok, który nadal wisiał na drzwiach, i poczłapałam w poszukiwaniu jakiegoś towarzystwa. Płacz dobiegał z końca korytarza, gdzie były pokoje mamy. Zapukałam delikatnie do drzwi.

– Entrez.

Weszłam i zobaczyłam ją nadal jeszcze w szlafroku, co było bardzo rzadkim widokiem.

– Zamknij za sobą, Elektro. Nie chcę, żeby obudził Ally.

– No – patrzyłam, jak Marina chodzi po pokoju z kapryszącym dzieckiem w ramionach – mnie dał radę poderwać na nogi, to pewne.

– To teraz wiesz, jak to było dla starszych dziewczynek, kiedy co noc budził je twój krzyk.

Uśmiechnęła się do mnie.

– Co mu jest? – spytałam, obserwując, jak rytmicznie poklepuje go po pleckach.

– Gazy, nic takiego. Jest w złym humorze, jak się budzi.

– Ja też się darłam z tego powodu?

– Nie, z gazami świetnie sobie radziłaś. Po prostu lubiłaś dźwięk swojego głosu.

– Naprawdę byłam takim okropnym dzieckiem?

– Skądże. Tylko nie lubiłaś być sama. Zasypiałaś mi na rękach, ale kiedy tylko odkładałam cię do łóżeczka, budziłaś się i płakałaś, póki znów nie wzięłam cię na ręce. Mogłabyś dać mi ten muślin? – Wskazała kwadratowy kawałek białego materiału leżący na stoliku.

– Pewnie – powiedziałam i podałam jej.

Popatrzyłam dokoła, na ładne zasłony w kwiatowy wzór, kanapę obitą kremowym adamaszkiem, zdjęcia na mahoniowym biurku i rozstawionych w różnych miejscach stolikach. Na jednym z nich zobaczyłam wazon z różowymi różami. Pomyślałam, jak bardzo ten pokój przypomina samą Marinę. Elegancki, skromny, bez śladu bałaganu. Podeszłam i wzięłam oprawioną fotografię, na której w perłach i wieczorowej sukni stała obok Pa Salta w smokingu z muszką.

– Gdzie to było?

– W paryskiej operze. Kiri Te Kanawa śpiewała jako Mimi w Cyganerii. To był wyjątkowy wieczór. – Nadal krążyła z Bearem w ramionach po miękkim jasnym dywanie.

– Często dokądś chodziliście?

– Nie. Ale oboje uwielbialiśmy operę, zwłaszcza Pucciniego.

– Mamo…

– Tak, Elektro?

Nawet teraz, mając dwadzieścia sześć lat, nie byłam pewna, czy mam śmiałość zadać jej to nurtujące mnie, od kiedy byłam mała, pytanie.

– Czy ty i Pa Salt… no, czy mieliście romans?

– Nie, chérie. Wiesz, teraz mam prawie sześćdziesiąt pięć lat. Twój tata był ode mnie na tyle starszy, że mógłby być moim ojcem.

– W moim środowisku bogaci mężczyźni często wybierają sobie partnerki w wieku swoich córek.

– Możliwe, Elektro, ale twój ojciec nigdy by się do czegoś takiego nie posunął. Był dżentelmenem w każdym calu. A poza tym…

– Co?

– Nie… nic.

– Proszę, powiedz, co zaczęłaś.

– On zawsze miał kogoś innego.

– Naprawdę? Kogo?

– Daj spokój, Elektro. Powiedziałam już dość.

Bear solidnie beknął i mama błyskawicznie złapała tryskający mu z buzi biały płyn muślinową chustką.

– Bien, bien, mon petit chéri – szepnęła, ocierając go. – Czy on nie jest słodki?

– Jeśli coś może być słodkie o piątej nad ranem, w dodatku wymiotując, to na pewno on.

– Pamiętam dobrze, jak i ciebie nosiłam, żebyś przestała płakać. – Marina usiadła w fotelu, tuląc do siebie Beara. Teraz wyglądał tak, jakby wypił za dużo wódki, oczka mu się kleiły. – Wydaje się, jakby to było wczoraj. A tu mamy już drugie pokolenie. Twój ojciec tak by się cieszył, gdyby wiedział o wnuku, zanim umarł. Ale widać nie było mu to pisane.

– No tak. Mamo…

– Tak, Elektro?

– Czy byłaś z nim, kiedy mnie znalazł i zabierał tutaj?

– Nie, zajmowałam się twoimi siostrami w domu.

– Więc nie wiesz, skąd się wzięłam?

– Przecież na pewno napisał ci o tym w liście?

– Zgubiłam go. – Wzruszyłam ramionami i wstałam, nim mogła mnie zbesztać. – Idę na dół. Zrobię sobie kawę. Przynieść ci coś?

– Nie, dziękuję. Położę małego do łóżeczka i zejdę do ciebie, kiedy się ubiorę.

– Dobrze. No to do zobaczenia.

*

Kiedy o ósmej zbudziła się Ally, ja byłam już po drugiej wódce i żałowałam, że nie zamówiłam samolotu na wcześniejszą godzinę. Miałam całe czternaście godzin do wyjazdu. Naprawdę nie wiedziałam, czym zabić czas. Próg nudy był u mnie tak niski, jakby w ogóle nie istniał.

– Miałabyś ochotę popływać po jeziorze, Elektro? – spytała Ally, kiedy siedziałyśmy nad naleśnikami przyrządzonymi przez Claudię.

– Twoim Laserem?

– Tak. Pogoda piękna, warunki idealne, dość wiatru, ale nie tyle, żeby było niemiło.

– Wiesz, że sporty ekstremalne to nie moja bajka.

– Oj, Elektro, naprawdę, mała wyprawa żaglówką po jeziorze, kiedy będziesz tylko spokojnie siedzieć i nic nie musisz robić, to niezbyt „ekstremalna” przygoda. – Ally przewróciła oczami. – W każdym razie ja i Bear płyniemy, więc do zobaczenia.

Wyszła, a ja westchnęłam ciężko i zjadłam świeżo upieczoną muffinkę, tylko dlatego, że wyglądała na taką samotną w koszyczku. Po dziesięciu minutach Ally wróciła z synem w nosidełku. Mały miał na sobie najsłodszy kapok na świecie.

– Jesteś pewna, że nie masz ochoty? Może jednak popłyniesz z nami?

– Nie, dziękuję – powiedziałam, po czym poszłam do salonu, żeby pooglądać filmy.

Włączyłam telewizor, przejrzałam sterty płyt DVD, ale nie znalazłam nic, co by mnie zainteresowało.

– Cholera – jęknęłam, patrząc na zegarek. Co ja tu robiłam w dzieciństwie, kiedy nudziłam się i wściekałam?

Biegałaś, Elektro…

– Prawda – mruknęłam do siebie.

Jeśli byłam w złym humorze albo ktoś się na mnie gniewał (a zwykle zdarzało się i jedno, i drugie), po prostu uciekałam w góry za domem. Znalazłam tam krętą ścieżkę, którą się wdrapywałam – choć nie była to jakaś pionowa ściana – i biegłam, żeby uciec przed wszystkim tym, co kłębiło mi się w głowie.

Poszłam po schodach do swojego pokoju i wygrzebałam z dolnej szuflady komody stare legginsy z lycry i koszulkę z wulgarnym nadrukiem, którą mama kazała mi przewracać na lewą stronę, kiedy ją nosiłam. Pod ubraniami dostrzegłam blok, w którym bazgrałam jako dziecko. Wyciągnęłam go i przerzuciłam kartki. Połowa z nich była pełna szkiców sukni z dziko udrapowanymi kołnierzami, dżinsów z pęknięciem od uda do kostki i bluzek, które z przodu wyglądały grzecznie, ale nie miały pleców…

– Dobre… – mruknęłam, przypominając sobie bluzkę, którą miałam na sobie podczas ostatniej sesji, niemal identyczną jak te z moich projektów.

Do kartek podoczepiałam nawet próbki znalezionych materiałów, wszystkie w jaskrawych kolorach. Uwielbiałam jaskrawe barwy, kiedy byłam młodsza. Wsunęłam blok do kieszeni przy torbie, myśląc, że te rysunki to jedyne, co w pewien sposób łączy tamtą dawną mnie z obecną. Potem poszukałam butów do biegania w głębi szafy, przebrałam się i wyszłam z domu przez kuchnię. Minęłam warzywniak i otworzyłam tylną furtkę, za którą zaczynały się góry.

Ruszyłam ścieżką, którą ostatnio pokonywałam dziesięć lat temu. Choć regularnie bywałam teraz w siłowni, nogi mnie bolały i przebycie ostatnich kilku metrów przyszło mi z trudem. Jeszcze parę głazów i ślizgając się na mokrych, twardych poroślach, wreszcie dotarłam na miejsce.

Ciężko dysząc, stanęłam na półce skalnej, która znajdowała się zaledwie u stóp prawdziwych gór wznoszących się za mną, ale stąd widok na jezioro był najwspanialszy. Spojrzałam w dół na dachy Atlantis i dzięki terapiom, które przechodziłam, zdałam sobie sprawę, dlaczego ten obraz wydawał mi się dawniej tak wyjątkowy – Atlantis było wtedy całym moim światem, obejmowało wszystko, a jednak stąd robiło wrażenie domku dla lalek, malutkiego i mało ważnego.

To pozwalało się zdystansować, patrzeć z perspektywy, powiedziałam sobie, kiedy siedziałam na półce, machając nogami nad urwiskiem. Tu nawet ja czułam się malutka.

Zostałam tam jakiś czas, ciesząc się pogodnym, pięknym dniem. Na jeziorze dostrzegłam łódź. Stąd wyglądała jak zabawka. Żagielek wydymał się na wietrze. Płynęła gładko po wodzie. I nagle poczułam, że nie chcę wracać na dół, do rzeczywistości. Chciałabym zostać na górze, gdzie nikt by mnie nie znalazł. Byłam tu wolna, a na myśl o powrocie do Nowego Jorku, między góry zbudowane przez człowieka, aż mnie skręcało w brzuchu. W tym zachłannym mieście wszystko było sztuczne, pozbawione znaczenia, a tu prawdziwe, dziewicze i czyste.

– Jezu, Elektro, zaczynasz gadać jak Tiggy – skarciłam się.

Ale jeśli nawet, to co? Wiedziałam jedno: że jestem okropnie nieszczęśliwa i że zazdroszczę każdej z sióstr nowego spełnionego życia. Kiedy Ally opowiadała, jak to przywiozą do Atlantis swoich nowych partnerów, przyjaciół i członków rodzin, poczułam się jeszcze bardziej samotna, bo nie miałam żadnego pomysłu, kogo mogłabym tu zaprosić.

Wstałam, zdając sobie sprawę, że jednak muszę wracać, choćby z tego głupiego powodu, że zapomniałam wziąć butelkę wody, a chciało mi się pić. Jeszcze raz spojrzałam na rozciągający się w dole widok.

– Jak to jest, że niby mam wszystko, a czuję się tak, jakbym nie miała nic? – spytałam gór.

Zeskakując z półki, uświadomiłam sobie, że potrzebuję prawdziwego życia i… trochę miłości. Ale gdzie mam tego szukać, to chyba tylko jeden Pan Bóg wie… no, może jeszcze Pa Salt, tam w niebie.