Siostra Burzy

Tekst
Z serii: Siedem sióstr #2
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Siostra Burzy
Siostra Burzy
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 70,30  56,24 
Siostra Burzy
Audio
Siostra Burzy
Audiobook
Czyta Aleksandra Zawadzka, Anna Kerth, Joanna Derengowska
38 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Kiedy wróciłam do Atlantis, czułam się już nieco spokojniejsza. Mimo to gnębiło mnie, że opowiadając siostrom, jak zobaczyłam jacht ojca, o czymś nie wspomniałam. Musiałam z kimś się tym podzielić, żeby spróbować poskładać to w jakąś sensowną całość.

Jak we wszystkich dużych rodzinach, także w naszej jedni są sobie bliżsi niż inni. Maja i ja byłyśmy najstarsze, postanowiłam więc właśnie jej powiedzieć o tym, co zobaczyłam.

Przycumowałam żaglówkę do pomostu i wróciłam do zameczku. Ciężar na piersi już mi nieco zelżał. Na trawniku podbiegła do mnie zdyszana Marina. Przywitałam ją smutnym uśmiechem.

– Pływałaś na Laserze, Ally?

– Tak. Musiałam się trochę przewietrzyć.

– Dziewczęta wybrały się na mały rejs po jeziorze – poinformowała mnie.

– Wszystkie?

– Oprócz Mai. Zamknęła się w pawilonie, bo musi trochę popracować.

Wymieniłyśmy między sobą porozumiewawcze spojrzenia. Chociaż widziałam, jak bardzo mama cierpiała z powodu śmierci taty, kochałam ją za to, że zawsze na pierwszym miejscu stawia nasze zmartwienia i troski. Najwyraźniej martwiła się o Maję. Zawsze podejrzewałam, że to ona jest jej ulubienicą.

– Właśnie chciałam z nią pogadać – powiedziałam.

– W takim razie przekaż jej, że niedługo zjawi się tu prawnik waszego ojca, Georg Hoffman. Najpierw chce porozmawiać ze mną, chociaż nie mam pojęcia o czym. Więc niech Maja przyjdzie do zameczku za jakąś godzinę. Ty oczywiście też.

– Dobrze.

Mama czule uścisnęła mi rękę i wróciła do domu.

Kiedy dotarłam do pawilonu, leciutko zapukałam do drzwi, ale nikt nie odpowiedział. Wiedziałam, że Maja nigdy nie zamyka drzwi na klucz, więc weszłam do środka i zawołałam ją. Spała na kanapie w salonie. Jej idealnie piękne rysy rozluźniły się, a błyszczące ciemne włosy rozsypały się w tak przemyślny wzór, jakby ktoś ułożył je do zdjęcia. Kiedy do niej podeszłam, zerwała się zażenowana.

– Przepraszam, że cię obudziłam.

– Nie szkodzi – rzuciła, rumieniąc się.

– Mama powiedziała, że reszta dziewcząt wypłynęła na jezioro, więc pomyślałam, że przyjdę porozmawiać z tobą. Masz coś przeciwko temu?

– Ależ skąd.

Najwyraźniej bardzo mocno zasnęła, więc aby dać jej czas dojść do siebie, zaproponowałam, że zrobię herbatę. Kiedy usiadłyśmy z parującymi filiżankami, zobaczyłam, że drżą mi ręce, i uznałam, że chyba potrzebuję czegoś mocniejszego, żeby jej opowiedzieć, co widziałam.

– W lodówce jest białe wino – powiedziała Maja z wyrozumiałym uśmiechem i poszła do kuchni po kieliszek wina dla mnie.

Upiłam łyk i zebrałam siły, żeby jej powiedzieć, że dwa dni temu obok jachtu Pa Salta widziałam jacht Kreega Eszu. Ku mojemu zdziwieniu, Maja zbladła i choć sama byłam zszokowana, że Olympus znalazł się tak blisko Tytana, zwłaszcza kiedy dowiedziałam się, co się na nim działo, Maja była tym znacznie bardziej wstrząśnięta, niż się spodziewałam. Obserwowałam, jak stara się uspokoić, a potem usiłuje zlekceważyć to, co ode mnie usłyszała, i trochę mnie pocieszyć.

– Ally, bardzo cię proszę, zapomnij, że tam był ten drugi jacht. To nie ma znaczenia. Właściwie dobrze, że wiemy, gdzie ojciec postanowił zostać pochowany. Może w lecie popłyniemy tam razem i złożymy na wodzie wieniec, tak jak zaproponowała Tiggy.

– Najgorzej, że mam straszne poczucie winy! – odezwałam się nagle, bo nie mogłam już dłużej wytrzymać.

– Dlaczego?

– Bo… przez te kilka dni na jachcie przeżyłam coś pięknego. Byłam szczęśliwa, szczęśliwsza niż kiedykolwiek w życiu. No i prawda jest taka, że nie chciałam, żeby ktokolwiek do mnie dzwonił, więc wyłączyłam telefon. A w tym czasie tata umierał! Akurat, kiedy mnie potrzebował, byłam niedostępna!

– Ally, Ally… – Maja usiadła przy mnie i odgarnęła mi włosy z twarzy, a potem objęła mnie i leciutko pokołysała w ramionach. – Naprawdę uważam, że tata chciał, żeby tak było. Zwróć uwagę na to, że tu mieszkam, a nawet ja wyfrunęłam z gniazda, kiedy to się stało. Z tego, co mówiła mama, wynika, że nic nie dało się zrobić. Musimy w to wierzyć.

– Wiem. Ale mam wrażenie, że jest tyle rzeczy, o które chciałam go zapytać, tyle mu powiedzieć, a teraz już go nie ma.

– Chyba wszystkie tak to odczuwamy. Przynajmniej mamy siebie nawzajem.

– Tak, to prawda. Dziękuję ci, Maju. Czy to nie dziwne, że w ciągu kilku godzin życie może zostać postawione na głowie?

– Tak – zgodziła się ze mną i po chwili dodała: – Kiedyś chciałabym się dowiedzieć, dlaczego byłaś taka szczęśliwa.

Pomyślałam o Theo i od razu zrobiło mi się lżej na duszy.

– Przyjdzie taka chwila, że ci opowiem. Obiecuję. Ale jeszcze nie teraz. A tobie jak się żyje, Maju?

– W porządku. – Wzruszyła ramionami. – Nadal jestem w szoku, jak wszyscy.

– Oczywiście. Zawiadamianie nas na pewno nie było łatwe. Przepraszam, że mnie nie było, żeby ci pomóc.

– Ale już przyjechałaś i dzięki temu możemy przynajmniej spotkać się z Georgiem Hoffmanem, a potem jakoś poukładamy sobie życie.

– No tak. – Spojrzałam na zegarek. – Zapomniałam ci powiedzieć, że mama prosiła, żebyśmy gdzieś za godzinę były w zameczku. Lada chwila przypłynie Georg Hoffman, ale podobno najpierw chce porozmawiać z Mariną. Więc skoro musimy czekać, to czy mogę jeszcze prosić o kieliszek wina?

5

O siódmej wieczorem poszłyśmy obie z Mają do zameczku na spotkanie z Georgiem Hoffmanem. Nasze siostry już jakiś czas czekały w wieczornym słońcu na tarasie; były bardzo napięte i niecierpliwe. Elektra jak zwykle skrywała nerwowość za sarkastycznymi uwagami na temat upodobania taty do teatralnych inscenizacji i tajemnic. Wreszcie pojawiła się Marina z Georgiem: wysokim, siwowłosym mężczyzną w nieskazitelnie eleganckim, ciemnoszarym garniturze. Typowy dobry szwajcarski prawnik.

– Przepraszam, że to trwało tak długo, dziewczęta, ale musiałem coś zorganizować – powiedział. – Chciałbym wam wszystkim złożyć kondolencje. – Każdej z nas po kolei podał rękę. – Czy mogę usiąść?

Maja wskazała mu krzesło obok siebie i Georg usiadł. Wyczułam, że jest spięty; cały czas okręcał wokół nadgarstka swój drogi, ale dyskretny zegarek. Marina przeprosiła wszystkich i wróciła do zameczku, zostawiając nas same z prawnikiem.

– No cóż, dziewczęta – zaczął. – Bardzo mi przykro, że nasze pierwsze spotkanie odbywa się w tak tragicznych okolicznościach. Oczywiście mam wrażenie, że każdą z was bardzo dobrze znam z opowieści ojca. Po pierwsze, muszę wam powiedzieć, że was wszystkie bardzo kochał. – Zauważyłam, że na jego twarzy pojawiły się szczere emocje. – Nie tylko kochał, był niezmiernie dumny z tego, kim jesteście. Rozmawiałem z nim tuż przed jego… odejściem i prosił, żebym wam to przekazał.

Miło popatrzył po kolei na każdą z nas, a potem położył na stole teczkę.

– Przede wszystkim musimy omówić sprawę finansów. Pragnę was zapewnić, że w pewnym zakresie będziecie zabezpieczone do końca życia. Niemniej jednak ojciec był niezłomny w swoim postanowieniu, że nie powinnyście prowadzić życia leniwych księżniczek. Tak więc każda z was dostanie comiesięczną pensję, która wystarczy na zabezpieczenie podstawowych potrzeb, ale nie pozwoli jej na życie w luksusie. W rozmowie ze mną ojciec stanowczo podkreślał, że na zbytki każda musi zarobić sama, tak jak on w przeszłości. Majątek waszego ojca znajdzie się w funduszu powierniczym, którym, zgodnie z jego życzeniem, będę miał zaszczyt zarządzać. Od mojej decyzji będzie zależało, czy przyznać dodatkową pomoc finansową, jeśli któraś z was przyjdzie do mnie z jakąś propozycją bądź kłopotem.

Żadna z nas nic nie powiedziała. Słuchałyśmy w skupieniu.

– Zameczek wejdzie w skład funduszu powierniczego. Zarówno Claudia, jak i Marina zgodziły się tu zostać i opiekować się nim. W dniu śmierci ostatniej siostry fundusz powierniczy zostanie rozwiązany, a Atlantis będzie można sprzedać. Dochód ze sprzedaży zostanie rozdzielony między wszystkie dzieci, które może będziecie miały. Jeśli ich nie będzie, pieniądze zostaną przekazane organizacji charytatywnej, którą wyznaczył wasz ojciec. Uważam, że bardzo mądrze to wymyślił – skomentował Georg, nareszcie rezygnując z prawniczych formalności. – Zapewnił, że dopóki żyjecie, będziecie mogły korzystać z rodzinnego domu i zawsze mieć świadomość, że jest bezpieczne miejsce, do którego możecie wrócić. Ale oczywiście największym życzeniem ojca było, aby każda z was wyfrunęła z gniazda i sama uwiła dla siebie przyszłość.

Wymieniłyśmy spojrzenia, zastanawiając się, jakie to wniesie zmiany do naszego życia. Pomyślałam, że na moją przyszłość finansową nie będzie to miało wpływu. Zawsze byłam niezależna i ciężko pracowałam na wszystko, co mam. A moje przeznaczenie… Pomyślałam o Theo i o tym, co miałam nadzieję dalej z nim dzielić.

– Jest jeszcze coś, co ojciec wam zostawił, ale żeby to zobaczyć, muszę poprosić, żebyście poszły ze mną. Proszę, tędy.

Poszłyśmy za nim, niepewne, dokąd chce nas zabrać. Poprowadził nas przez park nieco w bok od zameczku, aż doszłyśmy do tajemnego ogródka Pa Salta ukrytego za idealnie przyciętym cisowym żywopłotem. Przywitała nas feeria kolorów lawendy, lubczyku i aksamitek, które latem zawsze przyciągały motyle. Ulubiona ławeczka taty stała w altance oplecionej krzakami białych róż, które także i dzisiaj leniwie zwisały nad miejscem, gdzie powinien siedzieć. Kiedy byłyśmy małe, uwielbiał przyglądać się naszej zabawie na kamienistej plaży między ogrodem a jeziorem. Ja nieudolnie usiłowałam wiosłować w małej zielonej kanadyjce, którą podarował mi na szóste urodziny.

– Jesteśmy na miejscu. Oto, co chciałem wam pokazać – powiedział Georg i wyrywając mnie z rozmarzenia, wskazał na środek tarasu, gdzie pojawiła się niezwykła rzeźba.

 

Stała na cokole, który sięgał mi mniej więcej do biodra. Zebrałyśmy się dookoła niej, aby dokładnie ją obejrzeć. Pośrodku skomplikowanej konstrukcji znajdowała się przeszyta strzałą złota kula obudowana misternie ułożonymi metalowymi obręczami. Zauważyłam, że na kuli są delikatnie wyryte kontynenty i oceany, więc zrozumiałam, że to globus, a grot strzały wskazuje Gwiazdę Północną. Większa metalowa obręcz okalała równik, na którym wyryto dwanaście astrologicznych znaków zodiaku. Wyglądało to jak stary przyrząd do nawigacji, ale co tata chciał w ten sposób wyrazić?

– Sfera armilarna – odpowiedział Georg na pytanie CeCe, co to takiego. Następnie wytłumaczył nam, że sfery armilarne istniały przez tysiące lat. Starożytni Grecy używali ich, by określić położenie gwiazd i porę dnia.

Kiedy już zrozumiałam, do czego służy ten starożytny przyrząd, zachwyciłam się jego czystym pięknem. Wszystkie wzdychałyśmy z zachwytu, aż przerwała nam zniecierpliwiona Elektra.

– Tak, ale jaki to ma związek z nami?

– Nie zostałem upoważniony, aby to wyjaśniać – przeprosił nas Georg. – Chociaż jeśli przyjrzycie jej się dokładniej, zobaczycie, że na obręczach, które przed chwilą pokazywałem, znajdują się wasze imiona.

I rzeczywiście. Wyraźnie było widać elegancko wygrawerowane litery.

– O, jest twoje imię, Maju. – Wskazałam je palcem. – Dalej widzę jakieś liczby, które wyglądają na współrzędne geograficzne – dodałam, po czym znalazłam swoje imię i też dokładnie przyjrzałam się cyfrom. – Tak, to są na pewno współrzędne.

Obok nich były jeszcze inne napisy. Maja stwierdziła, że są w grece, i obiecała, że później je przetłumaczy.

– No dobrze, bardzo ładna ta rzeźba i stoi na tarasie. Ale w sumie jakie to ma znaczenie? – CeCe zaczęła tracić cierpliwość.

– Jeszcze raz powtarzam: nie mogę wam tego powiedzieć – odparł Georg. – A teraz zgodnie z instrukcjami waszego ojca Marina przygotowała szampana na głównym tarasie. Ojciec chciał, żebyście wzniosły toast na cześć jego odejścia. A potem każdej z was dam od niego kopertę. Mam nadzieję, że znajdziecie w niej znacznie lepsze wyjaśnienie niż to, którym ja jestem wam w stanie służyć.

Zachodziłam w głowę, jakie miejsca mogły oznaczać współrzędne, gdy wraz z innymi wróciłam na taras. Wszystkie głównie milczałyśmy, usiłując zgadnąć, co ojciec chciał nam przekazać. Mama nalewała szampana, a ja zastanawiałam się, jak wiele z dzisiejszego scenariusza znała już przedtem. Jej twarz była jednak nieprzenikniona.

Georg wzniósł kieliszek.

– Uczcijmy wspólnie niezwykłe życie waszego ojca. Powiem tylko tyle: właśnie taki chciał mieć pogrzeb: pragnął, aby wszystkie jego córki zebrały się w Atlantis, w domu, który miał zaszczyt przez tyle lat z wami dzielić.

– Za Pa Salta – powiedziałyśmy, wznosząc kieliszki.

W milczeniu piłyśmy szampana, każda pochłonięta swoimi myślami. Ja rozważałam wszystko, co zobaczyłyśmy, i rozpaczliwie pragnęłam jakiegoś wyjaśnienia.

Czułyśmy się nieswojo, ale łyknęłyśmy nieco szampana. Spojrzałam w niebo, a potem na jezioro i na góry za wodą i powiedziałam tacie, że go kocham.

– Więc kiedy dostaniemy te listy? – zapytałam w końcu.

– Zaraz po nie pójdę. – Georg wstał od stołu.

– To na pewno najdziwniejsza stypa, w jakiej kiedykolwiek brałam udział – odezwała się CeCe.

– Mogę prosić o więcej szampana? – zapytałam Marinę. Zaczęłyśmy zasypywać się nawzajem pytaniami, a Tiggy cichutko łkała.

– Tak bardzo chciałabym, żeby tu był i wszystko sam nam wyjaśnił – szepnęła.

– Ale go nie ma. – Ocknęłam się i zmobilizowałam wszystkie siły, bo uświadomiłam sobie, że poddajemy się smutkowi i rozpaczy. – Ja tam czuję, że wszystko jest tak, jak trzeba. Tata postarał się, żebyśmy przeszły przez to straszne doświadczenie tak łagodnie, jak to tylko możliwe. A teraz musimy się nawzajem wspierać.

Wszystkie siostry kiwnęły głowami na znak, że się ze mną zgadzają, nawet Elektra. Uścisnęła dłoń Tiggy. Tymczasem wrócił Georg i położył na stole sześć grubych kremowych kopert z welinowego papieru.

– Te listy dostałem mniej więcej sześć tygodni temu z poleceniem, że gdyby wasz ojciec umarł, każdej z was mam wręczyć kopertę – oznajmił.

– Czy mamy je otworzyć teraz, czy potem, w samotności? – zapytałam.

– Ojciec nie postawił tu żadnych warunków – wyjaśnił Georg. – Powiedział tylko, żeby każda z was otworzyła swoją kopertę, kiedy poczuje, że jest do tego gotowa i może zrobić to w spokoju.

Popatrzyłam na siostry i zobaczyłam, że każda woli otworzyć list w samotności.

– A więc moja praca jest na dziś skończona – oświadczył prawnik i skinął głową. Dał nam po wizytówce i powiedział, że zawsze jest do naszej dyspozycji. – Chociaż znając waszego ojca, jestem pewny, że przewidział, czego każdej z was potrzeba. A teraz na mnie już czas. Jeszcze raz składam wam, dziewczęta, kondolencje.

Zrozumiałam, że przekazanie nam tajemniczego przesłania ojca musiało być dla niego bardzo trudne. Byłam zadowolona, że Maja podziękowała mu w imieniu nas wszystkich.

– Do widzenia. Jeśli byście mnie potrzebowały, wiecie, gdzie jestem. – Uśmiechnął się z powagą i opuścił taras.

Od stołu wstała także Marina.

– Chyba dobrze by nam zrobiło, gdybyśmy coś zjadły. Powiem Claudii, żeby kolację przyniosła tutaj – powiedziała i zniknęła wewnątrz domu.

Cały dzień nawet przez chwilę nie myślałam o jedzeniu. W tym momencie również bardziej mnie interesowało to, co chciał nam przekazać ojciec.

– Mogłabyś wrócić do sfery armilarnej, Maju, i przetłumaczyć napisy, które są na niej wyryte? – poprosiłam.

– Oczywiście – powiedziała. Tymczasem Marina i Claudia wróciły z talerzami i sztućcami. – Zaraz po kolacji.

Elektra zmierzyła wzrokiem nakrycie i wstała.

– Mam nadzieję, że się nie obrazicie, ale nie jestem głodna.

– Głodna jesteś, Star? – spytała CeCe, gdy Elektra zniknęła.

Star mocno ściskała swoją kopertę.

– Chyba powinnyśmy coś zjeść – odpowiedziała cicho.

Tak nakazywał rozsądek. Kiedy dostałyśmy jedzenie, wmusiłyśmy w siebie domową pizzę i sałatę. Potem jedna po drugiej siostry pomału opuszczały taras, aż zostałam sama z najstarszą z sióstr.

– Nie obrazisz się, Maju, jeśli i ja sobie pójdę? Jestem strasznie zmęczona.

– Ależ skąd – odpowiedziała. – Ostatnia dowiedziałaś się o wszystkim i nie zdążyłaś otrząsnąć się z szoku.

– Pewnie tak. – Wstałam i delikatnie pocałowałam ją w policzek. – Dobranoc, kochana.

– Dobranoc.

Miałam wyrzuty sumienia, że zostawiłam ją przy stole, ale podobnie jak pozostałe siostry, musiałam trochę pobyć sama. W dodatku list, który trzymałam w rękach, jakby parzył mnie w palce. Zastanawiałam się długo, gdzie znajdę spokojne, odosobnione miejsce, i doszłam do wniosku, że największe pocieszenie przyniesie mi mój pokój dziecięcy, więc wspięłam się po schodach na drugie piętro.

Wszystkie nasze sypialnie były na najwyższej kondygnacji zameczku. Kiedy byłyśmy małe, czasem bawiłyśmy się tam z Mają, udając, że jesteśmy księżniczkami uwięzionymi w wieży.

Mój pokój był jasny i prosto urządzony, ze ścianami w kolorze magnolii i biało-niebieskimi zasłonami w oknach. Tiggy powiedziała kiedyś, że wygląda jak kajuta na starym statku. Okrągłe lustro obramowane było kołem ratunkowym z napisem SS Ally. Wiele lat temu dostałam je pod choinkę w prezencie od Star i CeCe.

Usiadłam na łóżku, popatrzyłam na kopertę i zastanawiałam się, czy siostry otwierają swoje listy od razu, czy też boją się, co w nich może być. W moim wyczułam coś wypukłego, co przesunęło się, kiedy go podniosłam. Zawsze jako pierwsza z sióstr otwierałam prezenty gwiazdkowe i urodzinowe. Teraz poczułam tę samą niecierpliwość co przy prezentach. Rozdarłam kopertę, wyjęłam kartkę grubego papieru i aż podskoczyłam z zaskoczenia, kiedy wypadł z niej na kołdrę mały twardy przedmiot. Była to brązowa żabka.

Podniosłam ją i przez chwilę uważnie się jej przypatrywałam. Poczułam się głupio, bo w pierwszej chwili pomyślałam, że jest żywa. Miała żółto nakrapiane plecy i miłe wyraziste oczy. Przesunęłam palcami po powierzchni figurki. Nie miałam najmniejszego pojęcia, dlaczego Pa Salt włożył ją do mojego listu. Nie mogłam sobie przypomnieć, by dla mnie albo dla niego żaby miały jakieś szczególne znaczenie. Być może jest to jeden z ulubionych żarcików Pa Salta, który wyjaśni w liście.

Podniosłam kartkę, rozłożyłam ją i zaczęłam czytać.

Atlantis

Jezioro Genewskie

Szwajcaria

Najdroższa Ally

Kiedy zaczynam pisać ten list, wyobrażam sobie Ciebie – moją piękną, energiczną drugą córkę. Zapewne najpierw skwapliwie pochłoniesz słowo za słowem, aby jak najszybciej dojść do końca, a potem będziesz musiała jeszcze raz powoli przeczytać ten list.

W każdym razie już wiesz, że odszedłem. Dla każdej z Was wiadomość o tym niewątpliwie oznaczała szok. Wiem jednak, że jako największa optymistka spośród sióstr, której pozytywne nastawienie i radość życia udzielały się także i mnie, będziesz mnie opłakiwać, a potem jak zwykle pozbierasz się i pójdziesz swoją drogą. Tak właśnie powinno być.

Ze wszystkich moich córek jesteś chyba najbardziej do mnie podobna. Mogę tylko powiedzieć, że zawsze byłem z Ciebie niezwykle dumny. Mam nadzieję i modlę się o to, żebyś taka pozostała, nawet kiedy mnie już nie będzie, by Cię chronić. Najpotężniejszy wróg człowieka to strach, a to, że jesteś go pozbawiona, trzeba uznać za ogromny dar od Boga. Proszę, nie trać tego skarbu, najdroższa Ally, nawet w żałobie.

Piszę do Ciebie nie tylko dlatego, żeby się z Tobą pożegnać. Jakiś czas temu uznałem, że każdej z Was powinienem dać wskazówki na temat waszego pochodzenia. Nie chodzi mi o to, żebyście natychmiast wszystko rzuciły i zaczęły szukać swoich korzeni, ale nigdy nie wiemy, co się wydarzy w przyszłości. Kiedyś być może będziecie musiały – albo chciały – się tego dowiedzieć.

Już widziałaś sferę armilarną z wyrytymi na obręczach współrzędnymi. Wskazują one miejsce, z którego dobrze będzie rozpocząć poszukiwania. Oprócz tego w moim gabinecie na półce jest książka napisana przez dawno zmarłego Jensa Halvorsena. Wiele z niej się dowiesz, a po lekturze podejmiesz decyzję, czy chcesz szukać dalej. Jeśli tak, to jesteś na tyle zaradna, że będziesz wiedziała, jak to zrobić.

Kochana córeczko, urodziłaś się z wieloma talentami. Czasem miałem wrażenie, że jest ich zbyt dużo, a nadmiar bywa równie trudny jak brak czegoś. Obawiam się, że w ferworze naszej wspólnej pasji związanej z morzem wpłynąłem na Ciebie, kiedy miałaś przed sobą jeszcze inną ścieżkę rozwoju. Jesteś przecież bardzo utalentowanym muzykiem. Uwielbiałem słuchać, jak grasz na flecie. Wybacz mi, jeśli tak było, ale wiedz, że nasze wspólne wyprawy po jeziorze to najszczęśliwsze chwile w całym moim życiu. Dziękuję Ci więc za nie z głębi serca.

Do listu dołączyłem coś, co należy do najcenniejszych przedmiotów, jakie posiadam. Nawet jeśli postanowisz nie odkrywać swojej przeszłości, traktuj tę żabkę jak skarb, a kiedyś może przekaż swoim dzieciom.

Najdroższa Ally, jestem przekonany, że nawet po szoku, jaki przeżyłaś, zanim zabrałaś się do czytania tego listu, Twój wrodzony optymizm i wielka wytrwałość pomogą Ci osiągnąć wszystko, czego pragniesz, z kim tylko zechcesz. Proszę, nie trać ani sekundy swego życia.

Będę nad Tobą czuwał.

Twój kochający ojciec

Pa Salt

Tata dobrze zgadł, że będę musiała przeczytać ten list dwa razy. Za pierwszym razem przez niego przegalopowałam. Wiedziałam, że w nadchodzących dniach i latach przeczytam go jeszcze po stokroć.

Położyłam się na łóżku z żabką w dłoni. Nadal nie byłam ani trochę mądrzejsza, jaki związek ze mną ma ta figurka, ale rozmyślałam o tym, co tata napisał w liście. Postanowiłam porozmawiać o tym z Theo, bo wierzyłam, że ukochany pomoże mi zrozumieć więcej. Instynktownie sięgnęłam do torebki po telefon, żeby zobaczyć, czy coś do mnie napisał, ale przypomniało mi się, że rano, po przyjeździe, zostawiłam go w kuchni, żeby się naładował.

Szłam cichutko korytarzem, bo nie chciałam przeszkadzać siostrom. Przechodząc obok pokoju Elektry, zobaczyłam, że drzwi są otwarte na oścież. Ostrożnie zajrzałam do środka, obawiając się, że śpi, ale siedziała na brzegu łóżka, odwrócona plecami do mnie, i piła coś z butelki. Najpierw pomyślałam, że to woda, ale kiedy wzięła jeszcze jeden łyk, zdałam sobie sprawę, że pije wódkę. Zobaczyłam jeszcze, jak zakręca butelkę i wsuwa ją pod łóżko.

 

Wycofałam się za drzwi, na palcach dotarłam do schodów i ruszyłam po schodach. Zaniepokoiłam się tym, co zobaczyłam. Elektra miała największą z nas wszystkich obsesję na punkcie własnego zdrowia, zdziwiłam się więc, że o tej porze pije alkohol. Ale może w tym trudnym, smutnym czasie żadnej z nas nie obowiązywały normalne reguły.

Instynktownie zatrzymałam się na pierwszym piętrze i zamiast zejść na parter, skierowałam się do gabinetu taty. Nagle rozpaczliwie zapragnęłam, żeby był blisko mnie.

Niepewnym pchnięciem otworzyłam drzwi. W oczach zakręciły mi się łzy, gdy mój wzrok padł na jednoosobowe drewniane łóżko, na którym ojciec najprawdopodobniej oddał ducha. Jego pokój całkowicie różnił się od reszty zameczku. Był urządzony bardzo funkcjonalnie i skromnie: na gołej podłodze z polerowanych desek stało proste drewniane łóżko, a obok niego zniszczona mahoniowa szafka nocna, na której znajdował się budzik. Pamiętałam, że kiedy tu przyszłam jako mała dziewczynka, zafascynował mnie ten budzik. Był na nim guziczek, który tata pozwolił mi przesuwać w dół i w górę, aby włączać lub wyłączać dzwonek. Za każdym razem, gdy budzik dzwonił, śmiałam się radośnie.

– Muszę go codziennie nakręcać, bo inaczej nie będzie cykał – powiedział tata i zabrał się do nakręcania.

Teraz budzik nie cykał.

Przeszłam przez pokój i usiadłam na łóżku. Pościel była nieskazitelnie gładka, niepognieciona, ale i tak wyciągnęłam rękę i pogłaskałam białą bawełnianą tkaninę na powłoczce poduszki, gdzie kiedyś kładł głowę.

Ciekawe, co się stało z jego starym zegarkiem Omega Seamaster? – zastanowiłam się. I z resztą jego rzeczy osobistych, jak to nazywają przedsiębiorcy pogrzebowi. Dobrze pamiętałam, jak ten zegarek wyglądał na jego ręce. Miał prostą, elegancką tarczę ze złotymi cyferkami i pasek, który nieco przetarł się przy czwartej dziurce. Kiedyś kupiłam mu na gwiazdkę nowy pasek, żeby go wymienił. Obiecał, że to zrobi, kiedy stary się w końcu przerwie, ale to nie nastąpiło.

Często zastanawiałyśmy się z siostrami, dlaczego ojciec, który mógł sobie kupić, jaki tylko chciał zegarek i ubierać się u projektantów mody, zawsze nosił te same ubrania (albo takie miałyśmy wrażenie); w każdym razie, gdy nie żeglował, wkładał starą tweedową marynarkę, a do tego starannie uprasowaną, śnieżnobiałą koszulę i ciemne spodnie o idealnych jak w wojsku kantach. Na nogach nieodmiennie miał brogsy o błyszczących czubkach. Znów rozejrzałam się po pokoju, w którym stała jeszcze tylko niewielka mahoniowa szafa i komoda. Tata miał niewiele większe potrzeby niż asceta.

Popatrzyłam na ustawione na komodzie, oprawione w ramkę zdjęcie, na którym uwieczniono go ze wszystkimi córkami na Tytanie. Był już wtedy po siedemdziesiątce, ale wyglądał na znacznie młodszego – wysoki, mocno opalony, z szerokim uśmiechem. Opierał się o reling i spokojnie stał w otoczeniu córek. Potem przeniosłam wzrok na jedyny obrazek, który wisiał na ścianie, dokładnie naprzeciwko łóżka.

Wstałam i podeszłam, żeby przyjrzeć mu się dokładniej. Był to szkic węglem bardzo ładnej, młodej kobiety, pewnie tuż po dwudziestce. Po głębszej analizie dostrzegłam w niej smutek. Jej rysy wydawały się niemal zbyt wyraziste na drobnej twarzy w kształcie serca. Ogromne oczy, pełne usta, a w obu policzkach dołeczki. Na dole widniał podpis, ale nie potrafiłam go odczytać.

– Kim jesteś? – zapytałam ją. – I kim był mój ojciec…?

Z westchnieniem wróciłam na łóżko taty, położyłam się i zwinęłam w kłębek. Łzy kapały mi z oczu i wsiąkały w poduszkę, która zachowała rześki, cytrynowy zapach jego ciała.

– Jestem tu, tato – szepnęłam. – Ale gdzie ty się podziałeś?