Siostra Burzy

Tekst
Z serii: Siedem sióstr #2
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Siostra Burzy
Siostra Burzy
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 70,30  56,24 
Siostra Burzy
Audio
Siostra Burzy
Audiobook
Czyta Aleksandra Zawadzka, Anna Kerth, Joanna Derengowska
38 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dobre było chociaż to, że po śniadaniu nie zwymiotowałam i Theo pozwolił mi wejść na pokład. Od tej chwili starałam się, jak mogłam, udowodnić wszystkim, a zwłaszcza jemu, że ani trochę mi na nim nie zależy. Podczas ćwiczeń trzymałam się od niego tak daleko, jak tylko na to pozwalał wspólny pobyt na niewielkim jachcie, i odpowiadałam mu monosylabami. Wieczorami, po kolacji, gdy on wstawał, by wrócić do pensjonatu, zaciskałam zęby i zostawałam z resztą załogi.

No bo przecież wcale go nie kocham, mówiłam do siebie. I chciałam, żeby inni też się o tym przekonali. Im bardziej jednak starałam się udowodnić każdemu dokoła, że nie zależy mi na Theo Falys-Kingsie, tym bardziej uświadamiałam sobie, że w głębi duszy wcale nie jestem co do tego przekonana. Przyłapywałam się na spoglądaniu w jego stronę, kiedy wydawało mi się, że na mnie nie patrzy. Podziwiałam jego spokojne metody zarządzania załogą i wnikliwe uwagi, które sprawiały, że coraz lepiej nam się współpracowało. Zauważyłam, że choć jest stosunkowo drobny, ma jędrne, umięśnione ciało. I nieustannie udowadniał, że jest najsprawniejszy i najsilniejszy z nas wszystkich.

Za każdym razem, kiedy mój zdradziecki umysł błądził wokół jego fizyczności, z całej siły starałam się go powściągnąć. Niestety, Theo często chodził bez koszuli, więc wcale mi tego nie ułatwiał. To prawda, że w ciągu dnia było bardzo gorąco, ale czy naprawdę musiał półnago studiować mapy?

– Potrzebujesz czegoś, Ally? – zapytał mnie kiedyś, gdy odwrócił się i zauważył, że się na niego gapię.

Nie pamiętam nawet, co mu odburknęłam, odwracając się od niego z buraczkową ze wstydu twarzą.

Ulżyło mi, że nigdy nie wracał do moich słów z tamtej nocy, i zaczęłam nabierać przekonania, że naprawdę mi się to przyśniło. Wiedziałam jednak, że stało się ze mną coś nieodwracalnego. Coś, nad czym po raz pierwszy w życiu w ogóle nie panowałam. Nie dość, że przestałam dobrze sypiać, to straciłam swój zwykle wyśmienity apetyt. Kiedy udawało mi się na trochę zasnąć, nękały mnie sny o Theo, i to takie, że po przebudzeniu rumieniłam się ze wstydu. Zachowywałam się wobec niego beznadziejnie. Jako nastolatka czytywałam romanse, potem wolałam ostre kryminały – ale najwyraźniej przeczytałam tych pierwszych wystarczająco dużo, by teraz – po zanalizowaniu własnych objawów – postawić jednoznaczną diagnozę: zadurzyłam się po uszy w Theo Falys-Kingsie.

Wieczorem po ostatnim dniu szkolenia, kiedy zjedliśmy kolację, wstał od stołu i powiedział nam, że znakomicie się spisaliśmy i, jego zdaniem, mamy dużą szansę na zwycięstwo w nadchodzących regatach. Po toaście już szykowałam się do odejścia, kiedy zatrzymał mnie wzrokiem.

– Chciałbym coś z tobą omówić, Ally. Zgodnie z przepisami, ktoś spośród załogi musi odpowiadać za pierwszą pomoc. To nic takiego, tylko biurokratyczne przepisy. Trzeba po prostu podpisać kilka formularzy. Mogłabyś to zrobić? – Wskazał plastikową teczkę, którą trzymał w ręce, i kiwnięciem głowy zaprosił mnie do pustego stolika.

– Nie mam bladego pojęcia o pierwszej pomocy. To, że jestem kobietą, nie oznacza jeszcze, że będę lepszą pielęgniarką niż chłopaki – broniłam się, gdy usiedliśmy przy stoliku oddalonym od reszty. – Poproś Toma albo kogoś innego.

– Ally, proszę cię, bądź cicho. Zależało mi tylko na tym, żeby porozmawiać z tobą na osobności. Popatrz. – Wyjął z plastikowej teczki puste kartki. – Nie chcę, żeby wyciągali nie wiadomo jakie wnioski, i chodzi mi głównie o ciebie. A chciałbym porozmawiać z tobą o tym, co powiedziałaś tamtej nocy, kiedy byłaś chora… Bo widzisz… tak się składa, że ja być może czuję to samo do ciebie…

Gdy przerwał, z niedowierzaniem podniosłam wzrok, żeby sprawdzić, czy się ze mnie nie nabija, ale on udawał, że sprawdza, czy wszystkie papiery są w porządku.

– Mam pewien pomysł, który może nam pomóc zorientować się w tym, co oboje czujemy – dodał. – Jutro biorę swój prywatny jacht i znikam na długi weekend. Chciałbym, żebyś popłynęła ze mną. – W końcu podniósł na mnie wzrok. – Zgodzisz się?

Usta otwierały mi się i zamykały. Zapewne świetnie naśladowałam w ten sposób złotą rybkę, ale najzwyczajniej nie wiedziałam, co odpowiedzieć.

– Rany, Ally. Po prostu powiedz „tak”. Przepraszam za kiepskie porównanie, ale jedziemy na jednym wózku, a raczej płyniemy tą samą łódką. Oboje dobrze wiemy, że między nami iskrzy, i to od pierwszego spotkania rok temu. Szczerze mówiąc, po tym, co o tobie słyszałem, spodziewałem się jakiegoś umięśnionego babochłopa. A tymczasem zobaczyłem dziewczynę z pięknymi niebieskimi oczami i wspaniałymi rudymi włosami. Całkiem mnie to rozbroiło.

– Ojej… – Po prostu zabrakło mi słów.

– A więc… – Theo odchrząknął i zorientowałam się, że jest równie zdenerwowany jak ja. – Popłyńmy i róbmy to, co lubimy najbardziej: spędźmy trochę czasu na wodzie, tak żeby to, co jest między nami, miało szansę się rozwinąć. W najgorszym wypadku spędzisz czas na świetnej łodzi. Jest bardzo wygodna. I szybka.

– A czy na pokładzie… będzie ktoś oprócz nas? – zapytałam, kiedy w końcu odzyskałam głos.

– Nie.

– Ty będziesz kapitanem, a ja załogą?

– Tak, ale obiecuję, że nie zmuszę cię do łażenia po takielunku i nie będziesz musiała całą noc siedzieć w bocianim gnieździe. – Uśmiechnął się do mnie, a jego zielone oczy były pełne ciepła. – No, powiedz, że ze mną popłyniesz, Ally.

– Okay – zgodziłam się.

– To dobrze. A teraz, podpisz się o tutaj… żeby przypieczętować umowę. – Palcem wskazał miejsce na pustej kartce.

Spojrzałam na niego i zobaczyłam, że nadal się do mnie uśmiecha. W końcu odwzajemniłam jego uśmiech. Podpisałam się i oddałam mu kartkę. Przyjrzał jej się z udawaną powagą, a potem włożył do plastikowej teczki.

– W takim razie, sprawa załatwiona. – Podniósł głos, żeby usłyszeli go inni członkowie załogi, którzy niewątpliwie wytężyli swoje gumowe uszy. – Do zobaczenia w porcie jutro o dwunastej. Wyjaśnię ci twoje nowe obowiązki.

Puścił do mnie oko i statecznym krokiem podeszliśmy do reszty. Starałam się, by nie było po mnie widać, że w środku aż buzuje we mnie z podniecenia.

2

Prawdę mówiąc, ani Theo, ani ja nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać, kiedy wyruszaliśmy z Naksos na jego Neptunie, eleganckim, dużym jachcie motorowym firmy Sunseeker. Był o dobre sześć metrów dłuższy od Hanse’a, na którym mieliśmy płynąć w regatach. Przyzwyczaiłam się do gnieżdżenia w ciasnocie na pokładach różnych łodzi, tymczasem tutaj byliśmy tylko we dwójkę, więc przestrzeń wydawała się tym większa. Główna kajuta była luksusowym apartamentem, wykładanym tekowym drewnem. Kiedy zobaczyłam w niej duże małżeńskie łoże, aż się wzdrygnęłam – przypomniało mi się, w jakich okolicznościach spaliśmy w tym samym pokoju.

– Kupiłem tę łódź bardzo tanio kilka lat temu, kiedy jej właściciel zbankrutował – wyjaśnił, wyprowadzając jacht z portu w Naksos. – Od tamtej pory przynajmniej mam dach nad głową.

– Mieszkasz na niej? – zdziwiłam się.

– Jeśli mam dłuższą przerwę, przenoszę się do domu mamy w Londynie, ale przez miniony rok tak rzadko miałem przerwy między rejsami i zawodami, że mieszkałem na niej. Ostatnio dojrzałem jednak do tego, żeby mieć własny dom na lądzie. Nawet kupiłem go, ale jest w nim mnóstwo roboty i Bóg wie, kiedy będę miał czas go wyremontować.

Byłam przyzwyczajona do Tytana, czyli superjachtu ojca, z jego wyrafinowaną nawigacją komputerową, więc dzieliliśmy się z Theo „prowadzeniem” Neptuna, jak to ujął, jakby to była jazda samochodem. Pierwszego ranka trudno mi było się przestawić; kiedy trenowaliśmy do zawodów, wytworzyły się między nami określone relacje i teraz, jeśli Theo prosił, żebym coś zrobiła, ledwie się powstrzymywałam, żeby nie odpowiedzieć: „Tak, kapitanie!”.

Panowało między nami wyczuwalne napięcie. Żadne nie wiedziało, jak przejść od stosunków, które łączyły nas w pracy, do czegoś bardziej intymnego. Rozmowa się nie kleiła. Cały czas zastanawiałam się, co powiedzieć w tej dziwnej sytuacji, i w rezultacie gadałam bez sensu o niczym. Theo prawie się nie odzywał. Kiedy w porze lunchu nadszedł czas, by zarzucić kotwicę, zaczynałam już myśleć, że ta wycieczka okazała się jedną wielką katastrofą.

Z wdzięcznością zobaczyłam, że do sałatki wyjął butelkę schłodzonego prowansalskiego różowego wina. Nigdy dużo nie piłam, a już na pewno nie na morzu, ale jakoś udało nam się szybko opróżnić tę butelkę. Chcąc przerwać jego niezręczne milczenie, zaczęłam rozmawiać o żeglarstwie. Omówiliśmy strategię na regatach po Cykladach i zastanawialiśmy się wspólnie, jak bardzo będą się od nich różniły zawody w nadchodzących igrzyskach olimpijskich w Pekinie. Ostateczna decyzja, czy zostanę zakwalifikowana do drużyny Szwajcarii, miała zapaść pod koniec lata, natomiast Theo już wiedział, że będzie w reprezentacji Ameryki.

– Więc masz amerykańskie obywatelstwo? – spytałam. – Mówisz jak Anglik.

– Ojciec jest Amerykaninem, a matka Angielką. Byłem w szkole z internatem w Hampshire, potem studiowałem w Oksfordzie, a później w Yale. Zawsze byłem kujonem.

– Co studiowałeś?

– Filologię klasyczną w Oksfordzie, a w Yale zrobiłem magisterkę z psychologii. W Yale dostałem się do uczelnianej drużyny żeglarskiej i po jakimś czasie zostałem jej kapitanem. To dosyć hermetyczne środowisko. A jak było z tobą?

– Studiowałam w Conservatoire de Musique w Genewie… gram na flecie. – Uśmiechnęłam się szeroko i zmieniłam temat: – Teraz wszystko już rozumiem.

– Co?

– Dlaczego tak lubisz analizować ludzi. A połowa twoich sukcesów wynika z dobrej współpracy z załogą. Zwłaszcza ze mną – dodałam, bo alkohol dodał mi odwagi. – Twoje komentarze naprawdę bardzo mi pomogły, chociaż początkowo wcale mi się nie podobały.

 

– Miło mi to słyszeć. – Komplement wyraźnie go onieśmielił; Theo wyglądał, jakby chciał ukryć głowę w ramionach.

– Rodzice wspierali cię w żeglarstwie? – spytałam.

– Mama tak, ale ojciec… Rozstali się, gdy miałem dwanaście lat, a kilka lat później w paskudny sposób się rozwiedli. Po rozwodzie tata wrócił do Stanów. Kiedy byłem młodszy, mieszkałem u niego podczas wakacji, ale zawsze albo był w pracy, albo dokądś wyjeżdżał, więc zatrudniał dla mnie opiekunki. Kilka razy odwiedził mnie, kiedy byłem w Yale, żeby zobaczyć, jak sobie radzę na regatach, ale nie mogę powiedzieć, żebym dobrze go znał. Wychowywała mnie głównie mama i muszę się przyznać, że udzieliła mi się jej niechęć do taty. A tak w ogóle, to chciałbym posłuchać, jak grasz na flecie. – Nagle zmienił temat i nareszcie spojrzał mi w oczy. Na chwilę zielone tęczówki spotkały się z niebieskimi, ale szybko znów odwrócił wzrok, nerwowo przesuwając się na krześle.

Byłam sfrustrowana, że moje próby rozluźnienia atmosfery najwyraźniej zawiodły, więc zamilkłam. Gdy znieśliśmy brudne naczynia do kambuza, skoczyłam z burty jachtu do morza i zaczęłam energicznie pływać, by oczyścić mózg z wina.

– Może przed wyruszeniem w dalszą drogę pójdziemy na górny pokład i skorzystamy ze słońca? – zaproponował, gdy pojawiłam się z powrotem na pokładzie.

– Okay – zgodziłam się, choć czułam, że moja jasna, piegowata skóra i tak dostała już za dużo słońca. Normalnie przed wyjściem na słońce smarowałam się kremem z silnym filtrem, ale wyglądałam potem, jakbym pomalowała się na biało, co nie przydawało mi atrakcyjności. Właśnie dlatego rano użyłam kremu ze słabszym filtrem, ale powoli zaczynałam myśleć, że może nie warto było ryzykować poparzenia. Theo wyjął z lodówki turystycznej dwie butelki wody i przeszliśmy na wygodny słoneczny taras na dziobie statku. Rozsiedliśmy się obok siebie na luksusowych, miękko wyściełanych leżankach. Ukradkiem spoglądałam na jego ciało. Było tak blisko, że nie mogłam opanować dzikiego bicia serca. Pomyślałam, że jeśli wkrótce czegoś nie zrobi, zapomnę, że jestem damą, i po prostu się na niego rzucę. Odwróciłam głowę, żeby odgonić od siebie sprośne myśli.

– Opowiedz mi o swoich siostrach i o waszym domu nad Jeziorem Genewskim – poprosił.

– Jest… no…

Mózg miałam otumaniony pożądaniem i alkoholem, więc ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę, był długi wywód na temat mojej skomplikowanej sytuacji rodzinnej.

– Mogę opowiedzieć ci o tym później? – spytałam, odwracając się od niego. – Chyba zaczynam przysypiać.

– Pewnie.

Poczułam, że leciutko dotyka palcami moich pleców.

– Tak? – Odwróciłam się i podniosłam na niego wzrok, a gardło tak mi się zacisnęło, że nie mogłam oddychać z oczekiwania, co zrobi.

– Spalisz sobie ramiona.

– Aaa, no tak… – burknęłam. – W takim razie pójdę na dół i usiądę sobie w cieniu.

– Iść z tobą?

Nie odpowiedziałam; wstałam, wzruszając ramionami, i zaczęłam się przeciskać przez wąską część pokładu prowadzącą na rufę. Nagle chwycił mnie za rękę.

– O co chodzi, Ally?

– O nic. A co?

– Jesteś taka… spięta.

– Hm… Ty też – odparowałam.

– Naprawdę?

– Owszem – odburknęłam.

Poszedł za mną po schodach na rufę i ciężko usiadł na ławce w cieniu.

– Przepraszam cię – powiedział. – Nigdy w tym nie byłem dobry.

– W czym?

– No wiesz. W zalotach. Nie umiem tego robić. To znaczy… szanuję cię i lubię i nie chciałem, żebyś miała wrażenie, że zabrałem cię tu na bara-bara. Żebyś myślała, że chodzi mi tylko o to. Bo przecież i tak jesteś przewrażliwiona na punkcie bycia kobietą w środowisku opanowanym przez mężczyzn, więc…

– Na miłość boską, Theo, wcale nie jestem!

– Naprawdę? – Z niedowierzaniem przewrócił oczami. – Szczerze mówiąc, w dzisiejszych czasach my, faceci, ciągle się boimy, że zostaniemy oskarżeni o molestowanie seksualne, nawet jeśli tylko z podziwem spojrzymy na kobietę. Zdarzyło mi się coś takiego, kiedy miałem wśród załogi żeglarkę.

– Naprawdę? – Udałam zdziwienie.

– Powiedziałem coś w rodzaju: „Cześć, Jo, fajnie, że będziesz z nami na pokładzie, trochę rozruszasz chłopaków”. I od tej pory miałem u niej przechlapane.

Wybałuszyłam na niego oczy.

– Nie wierzę, że tak powiedziałeś!

– Chodziło mi o to, że będziemy się przy niej bardziej starać. Jako żeglarka miała fantastyczną opinię. Ale z jakiegoś powodu źle to odebrała.

– Ciekawe z jakiego? – rzuciłam z przekąsem.

– Też nie potrafiłem tego zrozumieć.

– Nie usłyszałeś ironii w moim głosie? Ja świetnie rozumiem, dlaczego się obraziła. Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie komentarze muszą znosić żeglarki. Nic dziwnego, że była na tym punkcie przewrażliwiona.

– Właśnie dlatego okropnie się denerwowałem, że będziesz z nami na pokładzie. Zwłaszcza że tak bardzo mi się podobałaś.

– Ale ja jestem przecież kompletnie inna, pamiętasz? Krytykowałeś mnie za to, że usiłuję być mężczyzną i nie wykorzystuję swoich atutów!

– Masz rację. – Uśmiechnął się szeroko. – A teraz, kiedy jesteśmy tu sami…

– Theo! – przerwałam mu. – To, co mówisz, zakrawa na absurd! Moim zdaniem, to ty masz problem, nie ja! – odwarknęłam, bo powoli ogarniała mnie rozpacz. – Zaprosiłeś mnie na łódkę i zgodziłam się tu być z własnej, nieprzymuszonej woli!

– Tak, tylko że, szczerze mówiąc, to wszystko… – Popatrzył na mnie z powagą. – Jesteś dla mnie bardzo ważna. Wybacz, że zachowuję się jak idiota, ale już tak dawno do nikogo się nie… zalecałem. Nie chcę tego schrzanić.

Serce mi zmiękło.

– Przestań wszystko analizować i trochę się rozluźnij. Może wtedy i mnie uda się wyluzować.

– Spróbuję.

– Ale teraz – spojrzałam na swoje spalone ramiona – naprawdę zaczynam przypominać przejrzałego pomidora, więc schodzę na dół, żeby trochę odpocząć od słońca. Jeśli chcesz, jak najbardziej zapraszam cię do towarzystwa. – Wstałam i ruszyłam do schodów. – I obiecuję, że nie pozwę cię za molestowanie seksualne, a właściwie może nawet chciałabym, żebyś mnie trochę pomolestował…

Zniknęłam na dole, chichocząc w duchu z otwartości swojego zaproszenia i zastanawiając się, czy na nie zareaguje. Kiedy weszłam do kajuty i położyłam się na łóżku, poczułam, że jestem silna. W pracy Theo może i był moim szefem, ale w relacjach osobistych, jakkolwiek miałyby się rozwinąć, na pewno będę się domagała pełnej równości.

Pięć minut później Theo pokazał się w drzwiach i zaczął się tłumaczyć ze swojego bezsensownego zachowania. W końcu kazałam mu się zamknąć i przyjść do mnie do łóżka.

Potem wszystko układało się już dobrze. Z dnia na dzień coraz wyraźniej zdawaliśmy sobie sprawę, że to, co rodzi się między nami, to coś więcej niż seks, i w końcu bez reszty oddaliśmy się radości z tego, że się nawzajem odnaleźliśmy.

Zbliżyliśmy się do siebie szybciej, niż to zazwyczaj bywa, ponieważ znaliśmy już mocne i słabe strony swoich charakterów, chociaż muszę przyznać, że tych drugich prawie nie dostrzegaliśmy. Po prostu celebrowaliśmy to rodzące się uczucie i wydawaliśmy się sobie nawzajem wspaniali. Kochaliśmy się, piliśmy wino i jedliśmy ryby, które Theo łowił z rufy jachtu, podczas gdy ja leniwie wylegiwałam się na jego kolanach i czytałam książkę. Byliśmy tylko we dwójkę na spokojnym morzu, więc ogarnęło nas uczucie, że istniejemy gdzieś poza czasem i nie potrzebujemy niczego oprócz siebie.

Drugiej nocy położyłam się w ramionach Theo pod gwiazdami na tarasie do opalania i opowiedziałam mu o Pa Salcie i moich siostrach. Jak każdy, Theo z fascynacją słuchał historii o moim dziwnym, magicznym dzieciństwie.

– Popraw mnie, jeśli coś źle zrozumiałem – poprosił. – Twój ojciec, którego najstarsza z was nazwała Pa Salt, przywiózł ciebie i twoje pięć sióstr z podróży po świecie. Coś jak magnesy, które ludzie przyczepiają do lodówek?

– W skrócie można tak to ująć, chociaż, moim zdaniem, jestem nieco cenniejsza od magnesu.

– O tym się jeszcze przekonamy – powiedział, delikatnie skubiąc moje ucho. – Sam się wami zajmował?

– Nie. Miałyśmy Marinę, na którą zawsze mówiłyśmy mama. Tata zatrudnił ją jako opiekunkę, kiedy adoptował najstarszą z sióstr, Maję. Marina jest właściwie naszą mamą i uwielbiamy ją. Pochodzi z Francji i między innymi dlatego wszystkie dorastałyśmy, mówiąc po francusku, pomijając już to, że jest to jeden z urzędowych języków Szwajcarii. Pa obsesyjnie pragnął, żebyśmy były dwujęzyczne, więc sam mówił do nas po angielsku.

– Świetnie się spisał. Gdyby nie twój cudowny francuski akcent, w życiu bym nie zgadł, że nie jest to twój ojczysty język. – Theo przytulił mnie i pocałował w głowę. – Czy ojciec powiedział, dlaczego was adoptował?

– Kiedy zapytałam o to mamę, odparła, że zwyczajnie czuł się samotny, a miał mnóstwo pieniędzy, którymi chciał się z kimś podzielić. My, dziewczynki, nigdy nie drążyłyśmy tej sprawy, po prostu przyjęłyśmy za oczywiste, że tak sobie razem żyjemy. To typowe podejście wszystkich dzieci. Wystarczała nam świadomość, że jesteśmy rodziną.

– Ta historia przypomina bajkę. Bogaty dobroczyńca, który adoptuje sześć sierot. Ale dlaczego same dziewczynki?

– Żartowałyśmy, że może kiedy zaczął nas nazywać imionami gwiazd z gromady Siedmiu Sióstr, adoptowanie chłopca zburzyłoby porządek. – Roześmiałam się. – Ale tak naprawdę, żadna z nas nie ma pojęcia.

– Więc masz na imię Alkione i jesteś drugą siostrą? Trochę trudniej to wymówić niż Al – drażnił się ze mną.

– Tak, ale nikt tak do mnie nie mówi, tylko mama, kiedy jest na mnie zła. – Skrzywiłam się. – I nie waż się tak do mnie zwracać!

– Bardzo mi się podoba to imię. Moim zdaniem, pasuje do ciebie. Ale dlaczego jest was tylko sześć, choć powinno być siedem, żeby zgadzało się z mitem?

– Nie mam bladego pojęcia. Ostatnia siostra, która nazywałaby się Merope, po prostu do nas nie dotarła.

– To dość smutne.

– Tak, chociaż jeśli weźmiemy pod uwagę, jak koszmarna była moja szósta siostra, Elektra, kiedy tata przywiózł ją do Atlantis, to nie sądzę, żeby któraś z nas miała ochotę na następne wrzaskliwe niemowlę w rodzinie.

– Elektra? – Theo natychmiast skojarzył to imię. – Ale chyba nie ta słynna supermodelka?

– Właśnie ta – odpowiedziałam ostrożnie.

Odwrócił się w moją stronę w osłupieniu. Rzadko, a właściwie nigdy, nie mówiłam ludziom, że Elektra jest moją siostrą, ponieważ prowadziło to do niekończących się pytań. W końcu jej twarz była jedną z najczęściej fotografowanych na świecie.

– Coś takiego! A pozostałe siostry? – zapytał.

Bardzo się ucieszyłam, że już więcej nie pytał o Elektrę.

– Najstarsza to Maja. Jest z zawodu tłumaczką; ma po tacie talent do języków. Straciłam już rachubę, ile ich zna. Jeśli uważasz, że Elektra jest piękna, to powinieneś zobaczyć Maję. Ja jestem tylko piegowatym rudzielcem, ale ona ma przepiękną, ciemną karnację i czarne włosy. Wygląda jak egzotyczna latynoska diwa. Ale jej osobowość wcale nie pasuje do wyglądu. Prowadzi niemal pustelnicze życie; nawet nie wyprowadziła się jeszcze z Atlantis. Mówi, że chce się opiekować tatą, choć wszystkie uważamy, że przed czymś się chowa… – Westchnęłam mimowolnie. – Tylko że nie wiem przed czym. Na pewno coś się stało, kiedy była na studiach. Kompletnie się wtedy zmieniła. Jako dziecko uwielbiałam ją i nadal tak jest, choć mam wrażenie, że od kilku lat bardzo się ode mnie odsunęła. Prawdę mówiąc, wszystkie się od siebie oddaliłyśmy, ale kiedyś byłyśmy ze sobą bardzo blisko.

– Jeśli człowiek zamyka się w swoim wnętrzu, zazwyczaj nie dopuszcza do siebie innych. Wiesz, o co mi chodzi – mruknął Theo.

– Co za głęboka myśl! – Szturchnęłam go z uśmiechem. – Ale tak, właśnie tak z nią jest.

– A następna siostra?

– Ma na imię Star i jest ode mnie o trzy lata młodsza. Ona i CeCe, którą tata przywiózł zaledwie trzy miesiące po niej, są jak papużki nierozłączki, jakby ktoś je ze sobą skleił. Po studiach obie wałęsały się po całym świecie. Pracowały w Europie i na Dalekim Wschodzie, ale teraz podobno chcą osiąść w Londynie, żeby CeCe mogła zapisać się na kurs przygotowawczy na Akademię Sztuk Pięknych. Gdybyś mnie zapytał o osobowość Star albo o jej talenty i ambicje, to, niestety, nie umiałabym ci odpowiedzieć. Prawie się nie odzywa i pozwala, żeby CeCe mówiła za nie obie. A ta ma bardzo silną osobowość, podobnie jak Elektra. Pewnie nietrudno sobie wyobrazić, że bywają między nimi spięcia. Elektra kipi energią, tak jak na to wskazuje jej imię, ale, moim zdaniem, jest niezwykle wrażliwa.

 

– Nie ma co, twoje siostry nadają się na fascynujące studium psychologiczne – skomentował Theo. – Która jest następna?

– Tiggy. Jest absolutnym skarbem. Skończyła biologię i przez jakiś czas pracowała naukowo w Servion, w zoo, ale potem wyjechała w szkockie góry i pracuje w rezerwacie jeleni. Jest trochę… – szukałam odpowiedniego słowa – nie z tej ziemi i ma dziwne przekonania. Czasem odnoszę wrażenie, że unosi się gdzieś między niebem a ziemią. Niestety, w dzieciństwie bezlitośnie z niej drwiłyśmy, kiedy mówiła, że słyszy głosy albo że w ogrodzie widziała na drzewie anioła.

– To znaczy, że ty w takie rzeczy nie wierzysz?

– Trzymam się ziemi. A może raczej wody – dodałam z szerokim uśmiechem. – Z natury jestem bardzo praktyczna i pewnie dlatego siostry zawsze uważały mnie za liderkę naszej małej bandy. Co nie znaczy, że odrzucam to, czego nie znam… albo nie rozumiem. A ty?

– Hm… Nigdy wprawdzie nie widziałem anioła, tak jak twoja siostra, ale zawsze czułem, że jestem pod ochroną. Zwłaszcza kiedy żeglowałem. Przeżyłem parę niebezpiecznych sytuacji, ale na razie, odpukać w niemalowane drewno, udawało mi się wychodzić z nich bez szwanku. Może Posejdon wspiera mnie, jeśli już mamy się trzymać mitologii.

– I niech tak zostanie – mruknęłam z przekonaniem.

– No to teraz opowiedz mi o swoim niezwykłym ojcu. – Theo zaczął delikatnie gładzić mnie po głowie. – Czym się zajmuje?

– Szczerze mówiąc, żadna z nas nie jest tego pewna. Ale cokolwiek to jest, na pewno bardzo dobrze mu idzie. Jego jacht, Tytan, to benetti. – Starałam się wyrazić bogactwo taty językiem, który Theo na pewno zrozumie.

– Wow! W porównaniu z nim moja łajba to jak ponton dla dzieci – zażartował. – Widzę, że jesteś przebraną księżniczką.

– Prawdą jest, że żyłyśmy w luksusie, ale tata koniecznie chciał, aby każda z nas sama na siebie zarabiała. Kiedy dorosłyśmy, nigdy nie dawał nam pieniędzy, chyba że na naukę.

– Rozsądny człowiek. Jesteś z nim blisko?

– Bardzo. Jest… dla mnie całym światem… zresztą dla nas wszystkich. Na pewno każda z nas uważa, że ma z nim jakieś szczególne relacje, ale ponieważ mnie łączyła z nim pasja do żeglarstwa, spędziliśmy mnóstwo czasu tylko we dwójkę. Nauczył mnie nie tylko żeglarstwa. Jest najlepszym, najmądrzejszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek poznałam.

– A więc jesteś córeczką tatusia. Trudno mi będzie z nim konkurować. – Theo przesunął dłoń z moich włosów w dół i zaczął gładzić szyję.

– Dosyć o mnie – ucięłam. – Teraz chcę się dowiedzieć czegoś o tobie.

– Później, Ally, później… Nawet nie wiesz, jak na mnie działa ten twój francuski akcent. Mógłbym słuchać cię całą noc. – Uniósł się na łokciu, nachylił się, żeby pocałować mnie w usta, a potem już zamilkliśmy.