Pokój motyli

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Pół godziny później, gdy Posy uraczyła Clemmie mnóstwem zabawnych historyjek o żartach i przygodach w szkole – po części prawdziwych, ale głównie zmyślonych – poszły obie na przystań. Posy z pewnymi oporami, a Clemmie wyraźnie spokojniejsza. Na szczęście łódź była pełna i wioślarz nie miał czasu, by zagadnąć Posy, gdy usadzał pasażerów. Po przybyciu do Southwold Posy dzielnie czekała na swoją kolej, by wysiąść. Podając jej rękę i pomagając wejść na pomost, nachylił się do niej.

– To ty, Posy, prawda? – szepnął.

– Tak. – Lekko skinęła głową, wiedząc, że nie odpowiadać to dziecinada.

– Mieszkasz w okolicy? Bo bardzo chciałbym…

Ale ona była już bezpiecznie na lądzie. Nie oglądając się, ruszyła przed siebie.

Rozdział 5

Nick Montague patrzył przez okno taksówki na poranne mgły. Choć była dopiero siódma, na autostradzie M4, prowadzącej do Londynu, samochody jechały zderzak w zderzak.

Przebiegł go dreszcz. Po raz pierwszy od dziesięciu lat poczuł angielski chłód. W Perth właśnie zaczynała się wiosna i temperatura przekraczała nieco dwadzieścia stopni.

Gdy wjechali do centrum, Nick zobaczył, że wszyscy gdzieś się spieszą. Atmosfera w stolicy była nerwowa, zupełnie inna niż w Perth, gdzie panował przyjemny luz. To było ekscytujące, a zarazem budziło w nim niepokój. Dobrze, że postanowił najpierw zatrzymać się tutaj, a nie jechać prosto do Southwold. Nie podał matce konkretnej daty przyjazdu. Potrzebował trochę czasu dla siebie, nie chciał, żeby go niecierpliwie wyglądała. Wolał podjąć pewne decyzje, nim się z nią spotka.

W ostatnich miesiącach zaczął tęsknić za krajem, po raz pierwszy, odkąd przybył do Perth. Może dlatego, że z początku pochłaniało go bez reszty urządzanie się w nowym miejscu i zakładanie firmy. Wreszcie mu się udało. Teraz miał świetnie prosperujące przedsiębiorstwo handlu antykami przy Left Bank i wynajmował piękne mieszkanie z widokiem na rzekę w eleganckiej podmiejskiej dzielnicy Perth – Peppermint Grove.

Miał świadomość, że to wszystko poszło chyba zbyt łatwo. Przyjechał do Perth, kiedy miasto gwałtownie się rozwijało, przyciągając grupę bogatych młodych przedsiębiorców. Konkurencja na rynku antyków wysokiej jakości była niewielka i Nick zarobił o wiele więcej, niż mógłby na to liczyć w Anglii.

Starał się cieszyć sukcesem, ale już od jakiegoś czasu wiedział, że musi poszukać sobie nowych wyzwań. Zastanawiał się nad otwarciem sklepów w Sydney i Melbourne, jednak odległość między tymi miastami sprawiała, że byłoby to trudne, szczególnie z uwagi na transport mebli. Poza tym miał dość pieniędzy i zdobył dość doświadczenia, by wejść do wyższej ligi. Wiedział, że jeśli nie spróbuje teraz, to pewnie nigdy. Krótko mówiąc, to oznaczało powrót do kraju.

Postanowił spędzić trochę czasu w Londynie i rozejrzeć się po rynku antyków, pójść na kilka najbardziej cenionych aukcji i obejrzeć parę miejsc na sklep, które znalazł w internecie. Chciał też sprawdzić, jak się poczuje w Anglii. Jeśli się tutaj nie odnajdzie, zawsze może przenieść się do Nowego Jorku.

– Jesteśmy na miejscu. Gordon Place numer sześć.

– Dziękuję – powiedział Nick, płacąc kierowcy.

Taksówka odjechała, a Nick wziął walizkę i podszedł do drzwi frontowych porośniętego wisterią domu. Choć było stąd tylko parę minut spacerem do ruchliwej Kensington High Street, tu panowały cisza i spokój. Nick z przyjemnością patrzył na eleganckie rezydencje stojące tutaj od setek lat, tak inne od rozrastającej się szaleńczo nowoczesnej zabudowy Perth.

Zadzwonił do drzwi.

– Nick! Witaj! – Paul Lyons-Harvey zamknął go w niedźwiedzim uścisku, po czym klepnął go w plecy. – Patrzcie, patrzcie! Nic a nic się nie zmieniasz! Nadal masz włosy, nie to co niektórzy. – Paul pogładził swoją łysinę na czubku głowy, po czym złapał walizę Nicka i wniósł ją do środka.

– Nick!

Znów został uściskany, tym razem przez Jane, żonę Paula, wysoką smukłą blondynkę, której twarz o idealnie regularnych rysach zdobiła niegdyś okładki „Vogue’a”.

– Ten to trzyma formę, co? – powiedział Paul, prowadząc Nicka wąskim holem do kuchni.

– Jasne. To pewnie przez to całe surfowanie udało mu się nie przytyć. Suszę Paulowi głowę, że ma być na diecie, ale on po jednym dniu znów się objada – rzuciła Jane, całując czule łysinkę swojego niewysokiego, bezsprzecznie pulchnego męża.

– Bozia poskąpiła mi wzrostu, to nadrabiam obwodem w pasie. – Paul zachichotał.

– Za dobrze się powodzi, co? – Nick usiadł przy kuchennym stole i wsunął pod niego nogi.

– Muszę przyznać, że w ostatnich latach szło mi nie najgorzej. W końcu trzeba skądś brać na te futra i klejnoty dla swojej staruszki.

– Racja – zgodziła się Jane, włączając czajnik. – Przecież nie wyszłam za ciebie dla twojej oszałamiającej urody, prawda, kochanie? Kawy, Nick?

– Tak, poproszę – powiedział, podziwiając długie nogi ubranej w wąskie dżinsy Jane.

I kolejny raz pomyślał, że choć jego najstarszy przyjaciel i Jane kompletnie nie pasują do siebie fizycznie, to są jednym z najlepszych małżeństw, jakie zna. Idealnie się uzupełniali. Paul, arystokratyczny marszand, i Jane, elegancka i rzeczowa, ze swoim spokojem, który równoważył porywczy charakter męża. Uwielbiali się nawzajem.

– Bardzo jesteś zmęczony? – spytała Nicka Jane, stawiając przed nim kawę.

– Dość – przyznał. – Chętnie przespałbym się kilka godzin, jeśli nie macie nic przeciwko temu.

– Skądże znowu, tyle że wieczorem urządzamy tu przyjęcie. Zaplanowaliśmy je, zanim dowiedzieliśmy się, że przyjeżdżasz – wyjaśniła przepraszająco Jane. – Byłoby cudownie, gdybyś do nas dołączył, jeśli masz ochotę, ale jak nie dasz rady, to nic się nie przejmuj, nie ma sprawy.

– Na twoim miejscu nie przepuściłbym takiej okazji. Na liście gości jest naprawdę niezła sztuka – wtrącił tubalnym głosem Paul. – Urocza dziewczyna z dobrych starych czasów, kiedy Jane chodziła po wybiegach. Jak przypuszczam, nadal nie dałeś się usidlić?

– Nie. Jestem wiecznym kawalerem. – Nick wzruszył ramionami.

– No, przy tej twojej opaleniźnie w dwadzieścia cztery godziny ustawi się tu kolejka pań pod drzwiami – powiedziała Jane. – W każdym razie ja muszę już iść. Mam w południe zdjęcia, a jeszcze nie znalazłam butów do sesji.

Jane kilka lat wcześniej rzuciła pracę modelki. Teraz zajmowała się modą jako stylistka i jak wynikało z maili Paula, miała wielkie wzięcie.

– Odpocznij trochę i spróbuj zebrać siły na wieczór. Przyda nam się dodatkowy facet w towarzystwie. – Jane pomasowała Nickowi ramiona, po czym pocałowała męża w usta i ulotniła się z kuchni.

– Ty to masz fart, brachu. – Nick uśmiechnął się szeroko. – Jane jest naprawdę cudowna. Oboje wyglądacie na tak samo szczęśliwych jak dziesięć lat temu.

– Racja – przyznał Paul. – Ale w każdym małżeństwie są jakieś problemy, stary. My też mamy swoje, jak wszyscy.

– Naprawdę? Nikt by się nie domyślił.

– Nie, ale może zauważyłeś, a może nie, że brakuje tu tupotu małych stópek. Staramy się prawie od sześciu lat i nic.

– Paul… Nie wiedziałem. Przykro mi.

– No cóż, nie można mieć wszystkiego, prawda? Myślę, że to gorsze dla Jane, bo jest kobietą i tak dalej. Próbowaliśmy różnych sposobów, robiliśmy wszystkie badania, dwa razy przeszliśmy in vitro. I powiem ci, że jeśli jest jakieś antidotum na seks, to właśnie to. Okropnie zniechęca, kiedy trzeba to robić tak a tak, w konkretnym dniu, o określonej porze.

– Mogę sobie wyobrazić.

– W każdym razie postanowiliśmy więcej tego nie przechodzić. To była ciężka próba dla małżeństwa. Teraz Jane wydaje się dość zadowolona ze swojej pracy, a ja zdecydowanie mam dobrą passę.

– Znalazłeś coś ciekawego? – Nick chętnie zmienił temat, co najwyraźniej odpowiadało też Paulowi.

– Podczas swoich podróży trafiłem na jednego Canaletta – rzucił lekkim tonem. – Oczywiście dostałem za niego niezłą cenę. Zapewniłem nam emeryturę i teraz zarabiamy już tylko dla przyjemności. A co tam u ciebie?

– W porządku. No, w każdym razie finansowo, choć nadal szukam swojego Canaletta. – Nick się uśmiechnął.

– Wytypowałem parę miejsc, które powinny być dla ciebie idealne na sklep, jeśli zdecydujesz się coś otworzyć w Londynie. Na pewno orientujesz się, że rynek antyków trochę podupadł. Ta moda na stal nierdzewną i modernistyczny minimalizm… no wiesz. Ale przy recesji, kiedy wszyscy martwią się spadkiem na giełdach, zaczną wracać do kupowania tego, co, jak mają nadzieję, nie straci na wartości. Tyle że teraz każdy uważa się za znawcę. Powstaje mnóstwo programów telewizyjnych na ten temat. Ludzie gotowi są płacić sporo za jakość, ale byle czego już im się nie wciśnie.

– To dobrze, bo ja zamierzam działać na najwyższym poziomie, tak jak w Lavenham, zanim wyjechałem – powiedział Nick, tłumiąc ziewnięcie. – Przepraszam. To była długa podróż, Paul. Jestem dętka. W samolocie wiele nie pospałem.

– Pewnie, pewnie. Idź na górę, odpocznij, a ja chyba powinienem się pokazać na Cork Street. – Znów klepnął Nicka w plecy. – Miło, że do nas wróciłeś. Wiesz, że możesz u nas mieszkać, jak długo zechcesz.

– Dzięki. – Nick wstał. – Naprawdę bardzo sobie cenię, że mnie przyjęliście. Uwielbiam ten dom. Jest taki… angielski. Brakowało mi tej architektury.

– Rzeczywiście, jest bardzo typowy. Masz pokój na samej górze. Śpij dobrze.

Nick wtaszczył walizkę po trzech kondygnacjach schodów i otworzył drzwi sypialni na mansardzie. Jak wszystkie wnętrza tego domu, przytulny pokój był urządzony w stylu eklektycznym. Podwójne mosiężne łóżko z koronkową narzutą wyglądało kusząco. Nick tak jak był, w ubraniu, padł na materac i z miejsca zasnął.

Obudził się, kiedy na dworze zapadał już zmierzch. Pluł sobie w brodę, że nie nastawił budzika. Włączył światło i zobaczył, że dochodzi szósta, co oznaczało, że ma nikłe szanse na to, by zasnąć w nocy. Otworzył jakieś drzwi, ale okazało się, że to szafa, spróbował drugich i znalazł małą, lecz dobrze wyposażoną łazienkę z prysznicem. Wyciągnął z bagaży kosmetyki i czyste ubrania, po czym poszedł się wykąpać i ogolić.

 

Piętnaście minut później był już na dole. Zastał Jane w kuchni. Ubrana w szlafrok, siekała paprykę i pieczarki.

– Cześć, śpiochu. Czujesz się lepiej?

– Tak. Choć wybacz mi, jeśli dziś będę gadał do czwartej rano.

– Mnie to pasuje, wiesz, że jestem nocnym markiem.

Nick wziął z deski do krojenia kawałek papryki i ugryzł.

– Co u ciebie, lubisz swoją nową pracę?

– Tak, o wiele bardziej, niż się spodziewałam. Z początku robiłam to przez grzeczność, dla zaprzyjaźnionego fotografa. Tak szczerze mówiąc, starałam się zabić czas, póki… no, w każdym razie ja i Paul czekaliśmy na to, że urodzą się nam dzieci. Teraz nie ma już takiej opcji, więc chyba pozostaje mi oddać się pracy.

– Paul wspomniał mi rano, że mieliście trochę problemów – powiedział ostrożnie Nick.

– Tak? – Westchnęła. – Ciekawe, że nigdy specjalnie nie zastanawiałam się nad posiadaniem dzieci. W gruncie rzeczy jako nastolatka i po dwudziestce robiłam wszystko, żeby ich nie mieć. Ironia losu. Nie przyszło mi do głowy, że… – Jane przerwała krojenie i zapatrzyła się w przestrzeń. – Jak sądzę, każdy myśli, że to naturalne prawo każdej kobiety. Niestety, dopiero kiedy zdasz sobie sprawę, że czegoś mieć nie możesz, zaczynasz tego naprawdę chcieć.

– Bardzo mi przykro, Jane.

– Dzięki. – Jane odgarnęła z czoła kosmyk blond włosów i znów zabrała się do krojenia. – A najgorsze, że stale myślę, jak bardzo katowałam swoje ciało, kiedy byłam młodsza. Funkcjonowałam, jak reszta modelek, na samej kawie i papierosach.

– Przecież lekarze nie powiedzieli, że to przez ciebie?

– Nie. Jesteśmy wśród niewielkiego procentu par, u których nie można ustalić przyczyny. W każdym razie najgorsze za nami. Pogodziliśmy się z tym, że nasze gniazdo pozostanie puste, a ja już nie szlocham na widok każdego wózka z niemowlakiem.

– Och, Janey. – Nick podszedł do niej i ją uściskał.

– No, ale co z tobą, Nick? – Szybko otarła oczy. – Musiałeś mieć kogoś bliskiego przez te dziesięć lat?

– Właściwie nie. Jakieś kobiety były, oczywiście, jednak… – wzruszył ramionami – jakoś nic z tego nie wynikło. Raz się sparzyłem i starczy. Niczego mi nie brakuje.

Otworzyły się drzwi frontowe i po chwili do kuchni wpadł Paul.

– Dobry wieczór, kochanie! – Porwał żonę w ramiona, zakręcił nią i pocałował ją w usta. – Zdobyłem właśnie przeuroczą kameę. Jeszcze sprawdzamy, ale wygląda na to, że należała do lady Emmy Hamilton, z którą romansował na boku lord Nelson. Nick, przyjacielu, jak ci minął dzień?

– Śpiąco – odparł Nick. – A teraz usunę się wam z drogi i zajrzę do pubu naprzeciwko. Marzy mi się pierwszy porządny kufel piwa na angielskiej ziemi.

– Wróć na ósmą, Nick! – zawołała Jane, kiedy wychodził z kuchni.

– Zrobi się! – odkrzyknął.

Przeszedł przez ulicę, zamówił duży kufel piwa z pianką i usadowił się na stołku przy barze. Upił łyk i uśmiechnął się z zadowoleniem. Rozkoszując się smakiem i atmosferą typowego brytyjskiego pubu, pomyślał, że ostatnie, na co ma ochotę, to spędzić pierwszy wieczór w Anglii na uprzejmych rozmowach przy kolacji z całkiem obcymi ludźmi.

Pół godziny później, po uraczeniu się drugim piwem, wyszedł z pubu i ruszył Kensington Church Street, oglądając wystawy wielu ekskluzywnych antykwariatów, które się tam mieściły. Przystanął i rozejrzał się dokoła. Czy mógłby tu mieszkać? Zostawić słoneczne, spokojne Perth z jego cudownymi pustymi plażami, by osiąść w jednym z miast o najbardziej gorączkowym rytmie życia?

– Nie wspominając już o pogodzie… – mruknął pod nosem, kiedy zaczął siąpić deszcz.

Zapatrzył się na cudowną komodę w stylu króla Jerzego, wyeksponowaną na wystawie jednego ze sklepów. I pomyślał, że mógłby.

*

– Nick, już martwiliśmy się, że cię porwali. Tak długo nie byłeś w Londynie. Chodź, poznasz wszystkich. – Jane, bardzo elegancka w skórzanych spodniach i jedwabnej bluzce, popchnęła go do salonu. – Kieliszek szampana?

– Czemu nie.

Nick wziął kieliszek i uprzejmie kiwał głową, gdy Jane przedstawiała go reszcie gości. Potem usiadł na kanapie obok atrakcyjnej brunetki, żony, jeśli dobrze zapamiętał, rozmawiającego z Paulem podstarzałego sobowtóra Ronniego Wooda.

Kiedy zaczęła zadawać mu bzdurne pytania na temat kangurów i koali, Nick poczuł, że będzie to bardzo długi wieczór. A co gorsza, nie widział możliwości ucieczki.

Rozległ się dzwonek do drzwi. Jane poszła otworzyć. Wróciła z kobietą, której oryginalna uroda robiła piorunujące wrażenie nawet na kimś tak zgorzkniałym jak Nick. Wysoka, o alabastrowej karnacji i wspaniałych tycjanowskich włosach. Nick nie mógł oderwać od niej oczu, gdy Jane ją przedstawiała. W długiej, zapinanej do samego dołu na malutkie perłowe guziczki, aksamitnej zielonej sukni ze stójką wyglądała, jakby zeszła prosto z piętnastowiecznego florenckiego obrazu.

– Nick, poznaj Tammy Shaw, jedną z moich najdawniejszych przyjaciółek – powiedziała Jane, podając Tammy kieliszek szampana.

Tammy milczała. Patrzyła na niego trochę kpiąco swoimi wielkimi zielonymi oczami. Nick wstał i wyciągnął dłoń.

– Bardzo mi miło, Tammy.

– Nick przyleciał dziś z Australii – dodała Jane.

Przesunął się, by zrobić miejsce na kanapie, i Tammy usiadła obok niego.

– Skąd znasz Jane i Paula? – zapytał.

– Janey poznałam lata temu, na swojej pierwszej sesji zdjęciowej. Pomogła mi i od tamtej pory się przyjaźnimy.

– Czyli też jesteś modelką?

– Byłam, tak. – Skinęła głową, upijając łyk szampana i rozglądając się po pokoju.

Nick czuł, że ona traktuje go jak natręta. Nic dziwnego. Kobieta o takiej aparycji na pewno stale musiała opędzać się od adoratorów.

– Szczerze mówiąc – ściszył głos – proszona kolacja to nie całkiem to, co mi się marzyło pierwszego wieczoru w kraju, więc wybacz, jeśli plotę trzy po trzy.

– Ja nie znoszę takich imprez. – Tammy wreszcie uśmiechnęła się lekko. – Szczególnie jak się jest na czymś takim dla urozmaicenia, jako singielka. Ale Janey to moja najbliższa przyjaciółka, dla niej robię wyjątek. Mieszkasz w Londynie, Nick?

– Nie, zatrzymałem się tymczasowo u Jane i Paula.

– A ty gdzie ich poznałeś?

– Paula w szkole podstawowej, kiedy miałem dziewięć lat. Uratowałem go przed bandą łobuzów, którzy próbowali mu wetknąć głowę do kibla. Od tamtej pory się przyjaźnimy. – Nick z uśmiechem spojrzał na Paula. – On się nic a nic nie zmienił i miło pomyśleć, że wiedzie mu się tak dobrze, a grasujący przy kiblach kolesie do niczego nie doszli.

– Chłopcy potrafią być okrutni, prawda? Gdybym miała dzieci, nigdy nie wysłałabym ich gdzieś daleko do szkoły. Wszyscy faceci po internatach są jacyś pokręceni.

– Mam nadzieję, że jednak nie wszyscy. – Uśmiechnął się. – A w tego typu szkołach nie dzieją się już tak okropne rzeczy jak dawniej.

– Możliwe. – Wzruszyła ramionami.

– A teraz czym się zajmujesz? – spytał uprzejmie.

– Sprzedaję stare suknie na targu przy Portobello Road.

Nick spojrzał na nią zaskoczony.

– Naprawdę?

Jego opinia o niej uległa diametralnej zmianie.

– Tak. Zbierałam je od lat, bo je uwielbiam. Teraz wszyscy za nimi szaleją.

– Ciekawy przypadek, bo ja sprzedaję antyki. Czy to znaczy, że oboje patrzymy raczej w przeszłość niż przyszłość?

– Nigdy w ten sposób o tym nie myślałam – odparła Tammy, pocierając nos. – Ale może masz rację. Zawsze miałam wrażenie, że urodziłam się nie w tej epoce co trzeba. Jakie antyki sprzedajesz?

– Eklektyczne. Szukam niezwykłych rzeczy, które wydają mi się piękne, i liczę, że innym również się spodobają. Właśnie jutro idę na aukcję. Mam na oku fantastyczny żyrandol ze szkła z Murano.

– Pocieszyłeś mnie. Bo ja też kupuję tylko to, co mnie zachwyci i co sama chciałabym nosić.

– I to się sprzedaje?

– Tak, naprawdę. Ale szczerze mówiąc, robię się za stara, żeby stać w niedziele na deszczu w styczniowy ziąb, nie wspominając o tym, że i ubraniom nie wychodzi to na dobre. Szukam więc jakiegoś miejsca na sklep.

– Ja też – rzucił ze śmiechem Nick.

– No dobrze, kochani, kolacja podana, zapraszam do jadalni! – zawołała Jane, stając w drzwiach i machając rękawicą kuchenną.

Nick z ulgą przyjął fakt, że posadzono go obok Tammy. Wbrew sobie, czuł się nią zafascynowany.

– A jak zostałaś modelką?

– Przypadkiem. – Wzruszyła ramionami, sięgając po tapas z półmiska na stole. – Studiowałam filozofię w King’s College’u w Londynie – ciągnęła między kolejnymi kęsami. – Wypatrzył mnie ktoś z agencji modelek w sklepie na Oxford Circus. Nigdy nie traktowałam tej pracy jako czegoś na stałe, ale chętnie dorabiałam sobie do stypendium. I trwało to dość długo. A teraz wylądowałam z niczym.

– Nie przesadzaj – zaoponował, z przyjemnością widząc, że ma zdrowy apetyt. – Lubiłaś to?

– Niektóre rzeczy tak. To znaczy praca z najlepszymi projektantami w najlepszych domach mody jest ekscytująca, ale to okrutne środowisko i cieszyłam się, że mogłam z niego wyjść i wrócić do prawdziwego świata.

– Wydajesz mi się bardzo prawdziwa.

– Dzięki. Wiesz, nie wszystkie modelki są idiotkami uzależnionymi od kokainy.

– Martwi cię, że tak się was odbiera? – zapytał bez ogródek.

– Jasne – potwierdziła, a spod stójki jej sukni powędrował na policzki lekki rumieniec.

– Czy to, co masz na sobie, to jeden z twoich skarbów?

– Tak. Kupiłam tę sukienkę w sklepie charytatywnym, jak miałam osiemnaście lat. Od tamtej pory noszę ją na okrągło.

– Problem w tym – rzekł z namysłem Nick – że realizowanie własnych pasji nie przynosi wielkich zysków. W Perth mam dom pełen cudownych rzeczy i po prostu nie potrafię się z nimi rozstać.

– Znam ten ból – przyznała. – Szafa pęka w szwach od ubrań, których nie mam serca wystawić na sprzedaż. A przecież Nietzsche twierdził, że jak już coś posiadamy, to coraz mniej to cenimy. Powtarzam sobie tę prawdę za każdym razem, kiedy wyciągam sukienkę, która ma powędrować na stragan. – Uśmiechnęła się. – Ale opowiedz mi o swojej firmie – dodała, gdy Jane wniosła na stół soczyste steki, młode ziemniaki i zieloną fasolkę.

Nick opisał jej krótko, co robi, wspomniał o początkach w domu aukcyjnym w Southwold i o tym, jak szło to dalej, aż do teraz, kiedy rozważał powrót do Londynu.

– I na dobre zadomowiłeś się w Australii? – spytała Tammy.

– Jeśli chodzi ci o to, czy założyłem rodzinę, to nie. A ty?

– Już ci mówiłam, jestem singielką – przypomniała. – Mieszkam sama w malutkim domku, typowym dla Chelsea. Wydałam na niego wszystkie oszczędności. Oczywiście powinnam kupić sobie coś z trzema sypialniami…

– Ale zakochałaś się w tym, a nie innym domu i tyle. – Roześmiał się.

– No właśnie.

Po kolacji Paul zaprosił gości z powrotem do salonu. W kominku zostało napalone, żeby odegnać wieczorny chłód. Pojawiła się Jane z tacą. Nick zauważył, że jest już po jedenastej, i zdumiał się, że czas zleciał tak szybko.

– A dlaczego nigdy się nie ożeniłeś, Nick? – spytała prosto z mostu Tammy.

– Ha… dobre pytanie – powiedział, gdy Jane nalewała im kawę. – Przypuszczam, że jestem kiepski w nawiązywaniu bliższych relacji.

– Albo nigdy nie trafiłeś na właściwą osobę – stwierdziła Jane.

– Możliwe. Ale ciebie mógłbym zapytać o to samo, Tammy.

– A ja bym odpowiedziała to samo co ty.

– No patrzcie – skomentował Paul, który szedł za Jane i podawał gościom brandy. – Najwyraźniej jesteście dla siebie stworzeni.

Tammy spojrzała na zegarek.

– Przepraszam, nie chcę być niegrzeczna, ale późno już, a mnie jeszcze czeka mnóstwo szycia. – Wstała. – Miło było pogadać, Nick. Mam nadzieję, że znajdziesz sobie w Londynie odpowiednie miejsce na sklep. Jeśli trafisz gdzieś przypadkiem na coś taniego, daj znać, dobrze? – dodała z uśmiechem.

– Oczywiście. Podasz mi numer telefonu, pod którym mogę cię złapać?

– No… jasne, Jane go ma. Cześć, Paul – powiedziała, całując go w oba policzki. – Dziękuję za wspaniały wieczór. Idę poszukać Jane. Cześć, Nick.

Tammy wyszła z pokoju, a Paul przysiadł obok przyjaciela.

– Jak zwykle coś palnąłem?

– Sam wiesz, że tak, ale nie przejmuj się – odparł Nick.

– A jednak przykro mi, bo wyglądało na to, że nieźle wam idzie.

– Jest świetna i bardzo inteligentna.

– Mądrość i piękno… idealne połączenie. Tammy jest wyjątkowa. I niezależna – dodał Paul. – Ale ty zawsze lubiłeś trudne wyzwania, prawda?

– Dawno, dawno temu. Teraz skupiam się na biznesie. To o wiele prostsze.

 

Godzinę później wszyscy goście już wyszli. Nick pomógł Paulowi i Jane posprzątać, po czym oni oboje poszli się położyć, a Nick usiadł przy kominku, trzymając w dłoniach drugi kieliszek brandy. Choć usiłował z tym walczyć, obraz Tammy wciąż stawał mu przed oczami – i musiał przyznać, że ta kobieta… naprawdę go pociąga. Zastanawiał się, kiedy ostatnio czuł coś podobnego. I zdał sobie sprawę, że to mu się nie zdarzyło od czasów tamtej…

I proszę, jak to się wtedy dla niego skończyło: zamknął świetnie prosperującą firmę w Wielkiej Brytanii i uciekł na drugi koniec świata, by odzyskać spokój. Jednak to chyba dobrze, że Tammy coś w nim poruszyła, prawda? To oznaczało, że być może wreszcie jest uleczony.

I czemu właściwie nie miałby się z nią znów spotkać? Ostatnie dziesięć lat spędził bardzo samotnie. Jego życie było niepełne i jeśli nie chciał pozostać sam do końca swoich dni, powinien być otwarty na nową miłość. Z drugiej strony, dlaczego taka kobieta miałaby zainteresować się kimś takim jak on? Na pewno może mieć, kogo tylko zechce.

Westchnął głęboko. Pomyśli o tym jutro i jeśli nadal będzie czuł to samo co teraz, to do niej zadzwoni.

*

Jane była w kuchni, kiedy następnego dnia zszedł na dół.

– Witaj. – Podniosła na niego wzrok znad laptopa. – Dobrze spałeś?

– Jak już udało mi się zasnąć, to nieźle. – Wzruszył ramionami. – Nie najlepiej znoszę tę zmianę czasu.

– Co powiesz na omlet? Właśnie miałam coś sobie zrobić na lunch.

– Ja usmażę. Z szynką i serem, pasuje?

– Jak najbardziej. Dzięki, Nick. Tam jest kawa. Częstuj się. Muszę skończyć szkic planów na sesję i wysłać do redakcji.

Nick krzątał się po kuchni, popijając mocną kawę i zbierając składniki na omlet. Wyjrzał do małego ogródka na tyłach domu i zobaczył płomienne kolory liści buku czerwonolistnego, połyskujące w jaskrawym wrześniowym słońcu. Od razu przypomniały mu się cudowne włosy Tammy.

– Gotowe – oznajmiła Jane, zatrzaskując laptop.

– Omlet też – powiedział Nick, dzieląc go szpatułką i nakładając na talerze.

– Ale uczta. – Jane popatrzyła z przyjemnością na miskę zielonej sałaty, którą Nick stawiał pośrodku stołu. – Może w wolnej chwili nauczysz mojego męża, jak się rozbija jajko?

– On zawsze miał tu ciebie i nie potrzebował tego robić. Ja musiałem radzić sobie sam.

– Racja. To jest pyszne. I jak, dobrze się wczoraj bawiłeś?

– Tak, choć szczerze mówiąc, nie zdążyłem porozmawiać z wszystkimi gośćmi.

– Nie da się ukryć. – Jane zerknęła na niego z ukosa i nabrała widelcem trochę sałaty z miski. – Tammy zwykle trzyma facetów na dystans, wiadomo czemu. A ciebie wyraźnie polubiła.

– Dzięki. Jest uderzająco piękna. Na pewno trudno jej uniknąć zaczepek.

– Rzeczywiście, jako młoda modelka miała z tym kłopot. Wiesz, to szemrany światek, kręci się tam wielu nachalnych uwodzicieli. Żeby się chronić, stała się zimna jak Królowa Śniegu, ale w głębi duszy jest przeurocza, bardzo wrażliwa i krucha.

– Czy ona… no… miała wielu chłopaków?

– Raczej nie. Kiedy pracowała jako modelka, kręcił się przy niej stale jeden facet, jej młodzieńcza miłość, ale wyjechał na zachód jakieś trzy lata temu. O ile mi wiadomo, od tamtej pory nie spotykała się z nikim na poważnie.

– Aha.

– I co? Zadzwonisz do niej?

– No… może. Jeśli dasz mi jej numer.

– Dam, pod warunkiem że nie złamiesz jej serca.

– Dlaczego miałbym to zrobić? – Zmarszczył brwi.

– Jeszcze wczoraj wieczorem mówiłeś mi, że jesteś wiecznym kawalerem. Nie chcę, żeby Tammy była kolejną odfajkowaną zdobyczą do łóżka. Zasługuje na znacznie więcej. Ma serce na dłoni i jest zadziwiająco naiwna, jeśli chodzi o mężczyzn.

– Jasne, Jane. Obiecuję, że nie będę jej bałamucił. Mam teraz i tak za dużo na głowie. Ale naprawdę chciałbym się z nią jeszcze spotkać. Coś między nami zaiskrzyło.

– Wiem. Wszyscy to zauważyli. – Jane uśmiechnęła się. – Muszę biec na spotkanie, ale wyślę ci esemes z numerem.

– Dzięki.

Kiedy Nick pozmywał po lunchu, usłyszał piknięcie komórki i wyciągnął ją z kieszeni dżinsów.

Cześć, to nr Tammy, do zoba wiecz, całusy, Jane

Dodał numer do listy kontaktów i poszedł na górę do swojego pokoju. Oczywiście nie powiedział tego Jane, ale zeszłej nocy, kiedy wreszcie zasnął, śniła mu się Tammy. Chodząc w tę i z powrotem po pokoju, myślał, że powinien odczekać parę dni, nim zadzwoni, bo inaczej może wydać się zbyt „nachalny”, jak to określiła Jane.

Czy wytrzyma dwa dni…?

Nie. Chciał ją zobaczyć teraz, popatrzeć w te przepiękne zielone oczy, dotknąć tych cudownych włosów… tęsknił za nią.

„Chryste, Nick, co ona z tobą zrobiła?”

Cokolwiek to było, kilka minut później Nick wyciągnął komórkę i wybrał numer, który przesłała mu Jane.