Dziewczyna z Neapolu

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Dziewczyna z Neapolu
Dziewczyna z Neapolu
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 82,80  66,24 
Dziewczyna z Neapolu
Audio
Dziewczyna z Neapolu
Audiobook
Czyta Katarzyna Traczyńska
42,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

*

Na górze, w sypialni, którą dzieliła z Carlottą, Rosanna wciągnęła przez głowę koszulę nocną, a potem sięgnęła pod materac i wyjęła swój pamiętnik. Odnalazła ołówek, który trzymała w szufladzie z bielizną, wgramoliła się do łóżka i w skupieniu marszcząc czoło, zaczęła pisać.

16 sierpnia. Przyjęcie Massima i Marii.

Gryząc koniec ołówka, usiłowała przypomnieć sobie słowa, które powiedział do niej Roberto. Zapisała je dokładnie, uśmiechnęła się z zadowoleniem i zamknęła pamiętnik. Potem ułożyła się na poduszce i nasłuchiwała dobiegającej z dołu muzyki i śmiechów.

Nie mogła zasnąć, więc kilka minut później usiadła na łóżku. Znów otworzyła pamiętnik, wzięła ołówek i dodała jeszcze jedno zdanie.

Roberto Rossini zostanie kiedyś moim mężem.

2

Rosanna obudziła się nagle, otworzyła oczy i zobaczyła, że jest już prawie jasno. Usłyszała turkot zbliżającej się śmieciarki, która jak co dzień o świcie objeżdżała dzielnicę. Odwróciła się na drugi bok i ujrzała siedzącą na brzegu swojego łóżka Carlottę. Siostra nadal miała na sobie cytrynową sukienkę, ale teraz strasznie wymiętą, a opadające na jej ramiona włosy były okropnie rozczochrane.

– Która godzina? – spytała Rosanna.

– Ciii! Śpij jeszcze. Jest bardzo wcześnie. Obudzisz mamę i tatę. – Carlotta zdjęła buty i rozpięła zamek błyskawiczny sukienki.

– Gdzie byłaś?

– Nigdzie. – Wzruszyła ramionami.

– Musiałaś gdzieś być, bo dopiero kładziesz się spać, a jest prawie rano – drążyła Rosanna.

– Cicho bądź! – Carlotta wyglądała na złą i przerażoną. Rzuciła sukienkę na krzesło i włożyła koszulę nocną. – Jeśli powiesz mamie i tacie, że tak późno przyszłam, już nigdy się do ciebie nie odezwę. Obiecaj, że nic im nie piśniesz.

– Pod warunkiem że powiesz mi, gdzie byłaś.

– No dobrze. Byłam z Robertem.

– Ojej. – Rosanna nie kryła zaskoczenia. – Co robiliście?

– Spacerowaliśmy, po prostu spacerowaliśmy.

– Ale po co szłaś na spacer w środku nocy?

– Zrozumiesz to, kiedy będziesz starsza – odburknęła Carlotta, poszła do swojego łóżka i szczelnie przykryła się kołdrą. – Powiedziałam ci, a teraz śpij. I trzymaj język za zębami.

*

W rodzinie Menicich wszyscy zaspali. Kiedy Rosanna zeszła na śniadanie, Marco siedział przy kuchennym stole i leczył okropnego kaca, a Antonia usiłowała sprzątnąć panujący w restauracji bałagan.

– Chodź mi pomóc, Rosanno, bo w ogóle nie damy rady dziś otworzyć – powiedziała matka, kiedy dziewczynka rozglądała się, patrząc na to całe pobojowisko.

– A mogę zjeść śniadanie?

– Najpierw musimy tu posprzątać. Masz, wynieś śmieci.

– Dobrze, mamo. – Rosanna wzięła pudło ze śmieciami i ruszyła do wyjścia. Gdy przechodziła przez kuchnię, poszarzały na twarzy ojciec zaczął właśnie wyrabiać ciasto na pizzę. – Tato, czy Roberto mówił ci o lekcjach śpiewu? – zapytała. – Obiecał, że to zrobi.

– Tak. – Marco niemrawo kiwnął głową. – Wiesz, on po prostu chciał być miły. A jeśli mu się zdaje, że nas stać na to, żeby wysyłać cię na drugi koniec Neapolu do nauczyciela śpiewu, to się grubo myli.

– Ale, tato, on mówił… powiedział, że mam talent.

– Rosanno, jesteś dziewczynką, która wyrośnie na dobrą żonę dla swojego męża. Musisz rozwijać talent do gotowania i prowadzenia domu, a nie marnować czas na mrzonki.

– Ale… – Rosannie zadrżała dolna warga. – Chcę być śpiewaczką, jak Roberto.

– Roberto jest mężczyzną. Musi pracować. A twój piękny głos przyda ci się, żeby śpiewać dzieciom kołysanki. Dosyć tego. Wynieś wreszcie te śmieci, a jak wrócisz, pomóż Luce zmywać kieliszki.

Kiedy Rosanna wynosiła pudło do śmietników na podwórku, po policzku potoczyła jej się łza. Nic się nie zmieniło. Było tak samo jak przedtem. Jakby wczorajszego dnia – najlepszego w jej życiu, bo po raz pierwszy okazała się niezwykła – w ogóle nie było.

– Rosanna! – krzyknął z kuchni Marco. – Pośpiesz się!

Wytarła łzę grzbietem dłoni i wróciła do środka, a swoje marzenie zostawiła na podwórku, razem ze śmieciami.

*

Wieczorem Rosanna noga za nogą wlokła się po schodach na górę. Chciała się położyć, bo była wykończona całodziennym obsługiwaniem gości. Nagle poczuła na ramieniu czyjąś dłoń.

– Dlaczego jesteś dzisiaj taka smutna, piccolina?

Odwróciła się i zobaczyła Lucę.

– Może jestem po prostu zmęczona. – Wzruszyła ramionami.

– Przecież powinnaś być cała w skowronkach, Rosanno. Niecodziennie taka mała dziewczynka sprawia swoim śpiewem, że tylu ludzi ma w oczach łzy wzruszenia.

– Ale, Luca, ja… – Nagle usiadła na szczycie wąskich schodów, a brat wcisnął się koło niej.

– O co chodzi, Rosanno?

– Rano spytałam tatę o lekcje śpiewu. Powiedział, że Roberto tylko chciał być miły, ale tak naprawdę nie wierzy, że mogę zostać śpiewaczką.

– No wiesz! – parsknął Luca. – To nieprawda. Roberto wszystkim mówił, jaki masz piękny głos. Koniecznie musisz chodzić na lekcje śpiewu do tego nauczyciela, którego polecił.

– Nie mogę, Luca. Tata powiedział, że nie ma na to pieniędzy. Lekcje śpiewu na pewno dużo kosztują.

– Och, piccolina. – Luca objął siostrę. – Dlaczego tata jest taki ślepy, kiedy chodzi o ciebie? Gdyby to była Carlotta… – Westchnął. – Posłuchaj mnie, nie trać nadziei. Patrz. – Pogrzebał w kieszeni spodni i wyciągnął z niej karteczkę. – Mnie też Roberto dał nazwisko i adres tego nauczyciela. Nie przejmuj się tym, co mówi tata. Pójdziemy do niego we dwoje, dobrze?

– Ale nie mamy pieniędzy, żeby mu zapłacić, więc to bez sensu.

– Na razie się tym nie martw. Zdaj się na starszego brata. – Luca pocałował ją w czoło. – Śpij dobrze.

– Dobranoc.

Luca ruszył na dół, do restauracji. Westchnął na myśl o czekającej go kolejnej długiej nocy w kuchni. Wiedział, że powinien być wdzięczny za to, że ma pewniejszą przyszłość niż inni młodzi mężczyźni w Neapolu, ale praca kucharza nie sprawiała mu przyjemności. Wszedł do kuchni, stanął przy stole i zabrał się do siekania cebuli. Oczy łzawiły mu od ostrego zapachu. Wrzucając cebulę na patelnię, rozmyślał o odmowie ojca, by sfinansować lekcje śpiewu jego siostrzyczki. Rosanna miała talent i Luca solennie sobie przysiągł, że nie pozwoli, aby go zmarnowała.

*

Kiedy Luca miał następne wolne popołudnie, pojechali z Rosanną autobusem do ekskluzywnej dzielnicy Posillipo, położonej na wzgórzu nad Zatoką Neapolitańską.

– Ale tu pięknie! Ile przestrzeni! A jak chłodno! – zachwycała się Rosanna, kiedy wysiedli z autobusu.

Pełną piersią zaczerpnęła powietrza, a następnie powoli wypuściła je z płuc.

– Rzeczywiście, bardzo tu ładnie – przyznał Luca.

Zatrzymał się, aby objąć wzrokiem zatokę. Migocząca lazurowa woda upstrzona była kropeczkami statków. Niektóre płynęły, inne stały zakotwiczone niedaleko brzegu. Jeśli spojrzało się przed siebie, na horyzoncie majaczyła wyspa Capri. A kiedy popatrzyło się w lewo, w oddali rysował się posępny stok Wezuwiusza.

– I signor Vincenzi naprawdę tu mieszka? – Rosanna odwróciła się w kierunku usadowionych na wzgórzu za nimi eleganckich białych willi. – O mój Boże, na pewno jest bogaty – dodała, kiedy ruszyli wijącą się pod górę drogą.

– Myślę, że jeden z tych domów należy do niego – powiedział Luca, kiedy mijali jedną z okazałych bram. W końcu zatrzymał się przy ostatniej z nich. – Jesteśmy na miejscu. To willa Torini. Chodź, Rosanno.

Wziął siostrę za rękę i poprowadził ją przez podjazd do obrośniętej bugenwillą werandy, za którą widać było drzwi wejściowe. Nieco zdenerwowany, chwilę się wahał, ale wreszcie nacisnął dzwonek.

Po długiej chwili drzwi się otworzyły i wyjrzała zza nich służąca w średnim wieku.

Sì? Cosa vuoi? Czego chcecie?

– Przyszliśmy zobaczyć się z signorem Vincenzim. To Rosanna Menici, a ja jestem jej bratem i mam na imię Luca.

– Jesteście umówieni?

– Nie… ale Roberto Rossini…

– No cóż, signor Vincenzi nie przyjmuje nikogo, kto nie jest z nim umówiony. Do widzenia. – Zdecydowanym ruchem zatrzasnęła im drzwi przed nosem.

– Chodź, Luca. – Rosanna nerwowo pociągnęła brata za rękę. – Nie pasujemy tutaj.

Ze środka willi dobiegły dźwięki fortepianu.

– Nie. Przejechaliśmy szmat drogi i nie wrócimy, dopóki signor Vincenzi nie usłyszy, jak śpiewasz. Chodź za mną. – Luca odciągnął siostrę od drzwi.

– Dokąd idziemy? Chcę do domu – powiedziała błagalnym tonem.

– Nie, Rosanno. Zaufaj mi, proszę. – Chwycił ją mocno za rękę i skierował się tam, skąd dobiegała muzyka.

Wkrótce znaleźli się z boku willi, na rogu eleganckiego tarasu, ozdobionego dużymi donicami lilioworóżowych pelargonii i ciemnofioletowych barwinków.

– Zostań tutaj – rzucił cicho Luca. Ukucnął i ruszył chyłkiem wzdłuż tarasu. Dotarł do przeszklonych drzwi, które otwarto na oścież, by wpuścić popołudniowy wiaterek. Ostrożnie zajrzał do środka i zaraz znowu się schował. – Jest tam – szepnął, kiedy wrócił do Rosanny. – A teraz śpiewaj, Rosanno. No już, śpiewaj!

Spojrzała na niego zdezorientowana.

– O co ci chodzi, Luca?

– Zaśpiewaj Ave Maria, no już!

– Ja…

– Zaczynaj! – nakazał.

Rosanna nigdy przedtem nie widziała, by jej delikatny brat był tak stanowczy. Otworzyła więc usta i tam, gdzie stała, zaczęła śpiewać.

*

Luigi Vincenzi właśnie wziął do ręki fajkę i szykował się, by iść do ogrodu na popołudniowy spacer, kiedy usłyszał głos. Zamknął oczy i przez kilka sekund słuchał. Nie mógł opanować ciekawości, więc powoli wyszedł z pokoju na taras. W jego rogu stała dziesięcio-, może jedenastoletnia dziewczynka w spranej bawełnianej sukience.

 

Ledwie go zobaczyła, przestała śpiewać, a po jej twarzy przemknął strach. Obok stał młody mężczyzna – sądząc po podobieństwie do małej, zapewne jej krewny.

Luigi Vincenzi złożył dłonie i wolno zaklaskał.

– Dziękuję ci, kochanie, za tak czarującą serenadę. Pozwólcie jednak, że zapytam: kto pozwolił wam wejść na mój taras?

Rosanna ukradkiem schowała się za brata.

– Przepraszam, signor, ale pańska służąca nie chciała nas wpuścić – wyjaśnił Luca. – Próbowałem jej powiedzieć, że to Roberto Rossini skierował moją siostrę do pana, ale zamknęła nam drzwi przed nosem.

– Rozumiem. A jak się nazywacie?

– To Rosanna Menici, a ja jestem jej bratem i mam na imię Luca.

– No to wejdźcie do środka – zaprosił ich Luigi.

– Dziękuję, signor.

Luca i Rosanna weszli za nim przez oszklone drzwi. Znaleźli się w przestronnym pokoju. Głównym meblem był fortepian, stojący pośrodku błyszczącej szarej marmurowej podłogi. Wzdłuż ścian znajdowały się półki, na których bezładnie leżały sterty nut. Nad gzymsem kominka wisiało mnóstwo zdjęć. Widniał na nich ubrany w wieczorowy garnitur Luigi; obejmował ramieniem ludzi o twarzach znanych im obojgu z gazet i czasopism.

Luigi Vincenzi usiadł na stołku przy fortepianie.

– A dlaczego Roberto Rossini przysłał cię do mnie, Rosanno Menici?

– No bo… bo…

– Ponieważ uznał, że moja siostra powinna brać u pana lekcje śpiewu – odpowiedział za nią Luca.

– Jakie jeszcze znasz piosenki, panno Menici? – zapytał Luigi.

– No… nie jest ich dużo. Głównie pieśni, które śpiewam w kościele – wyjąkała Rosanna.

– W takim razie może jeszcze raz spróbujmy zaśpiewać Ave Maria? Odniosłem wrażenie, że ten utwór znasz bardzo dobrze. – Luigi z uśmiechem siadł przy fortepianie. – I podejdź do mnie, dziecko. Obiecuję, że cię nie ugryzę.

Rosanna zbliżyła się do niego. Zauważyła, że choć wąsy i kręcone siwe włosy nadają mu surowy wygląd, jego oczy pod gęstymi brwiami błyszczą przyjaźnie.

– No to śpiewaj. – Luigi zagrał początek utworu.

Dźwięki, jakie wydobyły się z fortepianu, brzmiały całkiem inaczej niż wszystkie inne, które kiedykolwiek słyszała, więc oczarowana, zapomniała w odpowiednim momencie się włączyć.

– Coś nie tak, signorina?

– Nie, signor, zasłuchałam się tylko w piękne brzmienie pańskiego fortepianu.

– Rozumiem. Ale tym razem skup się, proszę.

Zainspirowana fortepianem, Rosanna zaśpiewała tak pięknie jak nigdy dotąd. Stojący obok niej Luca myślał, że pęknie z dumy. Wiedział, że słusznie postąpił, przyprowadzając tu siostrę.

– No dobrze, dobrze, signorina Menici. A teraz spróbujemy gam. Będę grał, a ty śpiewem podążaj za mną.

Palce Luigiego wędrowały po klawiszach w dół i w górę. Nie lubił wpadać w nadmierny zachwyt, ale musiał przyznać, że ze wszystkich dzieci, jakie kiedykolwiek przyszło mu uczyć, ta dziewczynka miała największy talent. Jej głos był niezwykły.

– To mi wystarczy.

– Będzie pan ją uczył, signor Vincenzi? – spytał Luca. – Mam pieniądze, żeby zapłacić za lekcje.

– Tak, mogę uczyć signorinę Menici. Będziesz tu przychodziła co drugi wtorek o czwartej. Wezmę cztery tysiące lirów za godzinę. – Podał stawkę o połowę niższą niż zwykle, ale widział, że choć brat dziewczynki zachowuje się z godnością, najwyraźniej krucho u niego z pieniędzmi.

Rosanna się rozpromieniła.

– Dziękuję, signor Vincenzi, dziękuję.

– Poza tym każdego dnia masz co najmniej przez dwie godziny ćwiczyć. Musisz bardzo się starać i nigdy nie opuszczać lekcji, chyba że ktoś w rodzinie umrze. Rozumiesz?

– Tak, signor Vincenzi.

– To dobrze. W takim razie do zobaczenia we wtorek. A teraz wyjdźcie drzwiami od frontu. – Luigi zaprowadził Lucę i Rosannę do wyjścia. – Ciao, signorina Menici.

Rodzeństwo pożegnało się i spokojnym krokiem poszło do bramy. Gdy znaleźli się na zewnątrz, Luca chwycił siostrę w ramiona, podniósł ją i z radości zakręcił się z nią w kółko.

– Wiedziałem! Wiedziałem! Wystarczyło, że usłyszał twój głos. Jestem z ciebie bardzo dumny, piccolina. Ale wiesz, że to musi pozostać naszą tajemnicą? Mamie i tacie mogłoby się to nie spodobać. Nawet Carlotcie lepiej o niczym nie mów.

– Dobrze, obiecuję. Ale czy stać cię na te lekcje?

– Oczywiście, że tak. – Luca pomyślał o pieniądzach, które od dwóch lat zbierał, żeby kupić sobie skuter. Miał to być jego pierwszy krok do wymarzonej samodzielności. – Oczywiście.

Rosanna zobaczyła nadjeżdżający autobus. Instynktownie uściskała brata.

– Dziękuję ci, Luca. Obiecuję, że będę się starała z całych sił. A kiedyś odwdzięczę ci się za twoją dobroć.

– Wiem, piccolina. Przecież wiem.

3

– Uważaj na siebie, Rosanno. Gdybyś przypadkiem zapomniała, gdzie wysiąść, kierowca autobusu wie, gdzie cię wysadzić.

Rosanna uśmiechnęła się do brata ze schodów autobusu.

– Przecież ze sto razy mówiłeś mi, jak trafić. Nie jestem dzieckiem, a to nie taka znów wielka wyprawa.

– No wiem, wiem. – Luca pocałował siostrę w oba policzki. Kierowca włączył silnik. – Dobrze schowałaś pieniądze?

– Tak, Luca! Nic mi nie będzie. Proszę cię, przestań tak się martwić.

Przeszła na przód autobusu, usiadła i pomachała bratu przez brudne okno, a kierowca ruszył w swoją trasę. Jazda była przyjemna, bo Rosanna opuszczała miejski harmider i jechała w stronę świeżego powiewu od gór. Kiedy wysiadła na właściwym przystanku i skierowała się w stronę willi, poczuła, że szybciej bije jej serce. Niepewnie nacisnęła dzwonek, pamiętając lodowate przyjęcie poprzednim razem. Jednak teraz służąca otworzyła jej drzwi z uśmiechem.

– Proszę wejść, signorina Menici. Jestem signora Rinaldi, gospodyni signora Vincenziego. Czeka na panią w pokoju muzycznym. – Poprowadziła Rosannę korytarzem na tył willi i zapukała do drzwi.

– Witaj, Rosanno. Proszę, usiądź. – Luigi wskazał jej krzesło przy stoliku, na którym stał dzbanek pełny lemoniady z lodem. – Na pewno jesteś spragniona po całej drodze. Chcesz się napić?

– Tak. Dziękuję, signor.

– Jeśli mamy razem pracować, mów do mnie „Luigi”. – Nalał im obojgu po szklance lemoniady. Rosanna wypiła swoją duszkiem. – Co za nieprzyjemna pogoda. – Luigi otarł czoło dużą chusteczką w kratę.

– Ale w tym pokoju jest chłodno – ośmieliła się zauważyć Rosanna. – Tata mówił, że wczoraj w kuchni było prawie pięćdziesiąt stopni.

– Naprawdę? Taka temperatura nadaje się tylko dla Beduinów i wielbłądów. A kim jest twój tata?

– Razem z mamą prowadzą maleńką restaurację w Piedigrotcie. Mieszkamy nad nią – wyjaśniła Rosanna.

– Piedigrotta to jedna z najstarszych dzielnic Neapolu. Na pewno o tym wiesz. Twój tata tam się urodził?

– Jak cała nasza rodzina.

– Więc jesteście prawdziwymi neapolitańczykami. Ja pochodzę z Mediolanu. W waszym pięknym mieście jestem tylko gościem.

– Moim zdaniem tutaj jest znacznie ładniej niż u nas, zwłaszcza jak pojawiają się turyści.

– Pracujesz w restauracji?

– Tak. Kiedy nie jestem w szkole. – Rosanna się skrzywiła. – Nie lubię tego.

– No cóż, nawet jeśli tego nie lubisz, wykorzystaj okazję, żeby się czegoś nauczyć. Na pewno latem do restauracji przychodzi dużo Anglików.

– Tak – potwierdziła Rosanna. – Mnóstwo.

– W takim razie słuchaj, jak rozmawiają, i postaraj się nauczyć trochę angielskiego. Przyda ci się w przyszłości. Czy w szkole uczysz się francuskiego?

– Jestem najlepsza w klasie – pochwaliła się.

– Po francusku napisano kilka wielkich oper. Jeśli już teraz zaczniesz się uczyć języków, będzie ci łatwiej w przyszłości. A co twoi rodzice sądzą o głosie swojej córki?

– Nie wiem. Oni… nie wiedzą, że poszłam do pana na lekcję. Roberto Rossini powiedział tacie, że powinnam do pana chodzić, ale tata stwierdził, że nie mamy na to pieniędzy.

– A więc to twój brat płaci?

– Tak. – Rosanna wyjęła z kieszeni sukienki plik banknotów i położyła je na stole. – To za trzy lekcje. Luca chciał zapłacić z góry.

Luigi wziął pieniądze i uprzejmie skinął głową.

– Powiedz mi jeszcze, Rosanno: czy ty lubisz śpiewać?

Przypomniała sobie, jak cudownie poczuła się na przyjęciu, śpiewając dla Marii i Massima.

– Uwielbiam. Przenoszę się wtedy do innego świata.

– No cóż, to przynajmniej dobry początek. A teraz muszę cię ostrzec, że jesteś bardzo młoda, zbyt młoda, abym mógł na pewno stwierdzić, czy twój głos rozwinie się tak, jak chcemy. Nie możemy przeciążać twoich strun głosowych… trzeba je umiejętnie pielęgnować, zaobserwować, jak funkcjonują i jak najlepiej o nie zadbać. Uczę według szkoły zwanej bel canto. Jest to szereg coraz trudniejszych ćwiczeń głosu, z których każde służy rozwijaniu innego aspektu śpiewu. Dzięki nim unikniesz później problemów, z jakimi borykają się solistki. Nawet Callas uczyła się w ten sposób. Kiedy zaczynała, była niewiele starsza od ciebie. Jesteś gotowa do ciężkiej pracy?

– Tak.

– Uprzedzam cię, że na razie nie będzie śpiewania wielkich arii. Do tego musisz być dużo starsza. Najpierw poznamy fabuły wielkich oper i postaramy się zrozumieć ich bohaterów. Najlepsi śpiewacy operowi to ci, którzy nie tylko mają piękne głosy, ale są też znakomitymi aktorami. I niech ci się nie wydaje, że dla kształcenia głosu wystarczą ci dwie godziny miesięcznie ze mną – zaznaczył. – Codziennie, absolutnie bez wyjątku, musisz ćwiczyć to, co ci zadam.

Luigi przerwał, widząc, jak Rosanna szeroko otwiera oczy, i nagle się roześmiał.

– Ale koniecznie przypominaj mi, że jesteś jeszcze dzieckiem. Przepraszam, że tak cię wystraszyłem. Piękno twojej młodości polega na tym, że mamy mnóstwo czasu. A teraz bierzmy się do pracy. – Luigi wstał i podszedł do ustawionej przy fortepianie ławy. Poklepał miejsce koło siebie. – Chodź, będziemy się uczyć, które klawisze odpowiadają którym dźwiękom.

Godzinę później Rosanna opuściła willę Torini z uczuciem przygnębienia: przez całą lekcję nie zaśpiewała ani jednej nuty.

Kiedy dotarła do domu, wyczerpana upałem i napięciem, które towarzyszyło jej przez całe popołudnie, poszła prosto na górę, do swojego pokoju. Natychmiast podążył za nią Luca, z rękami w mące.

– Więc trafiłaś z powrotem?

– Przecież jestem. – Uśmiechnęła się na widok jego zatroskanej twarzy.

– I jak było?

– Wspaniale, Luca. Luigi jest bardzo miły.

– To dobrze. Ja…

– Luca! – gromkim głosem zawołał z dołu Marco.

– Muszę iść. Mamy duży ruch. – Luca pocałował siostrę w policzek i czym prędzej zbiegł do kuchni.

Rosanna położyła się na łóżku, wyjęła spod materaca pamiętnik i zaczęła pisać. Kilka sekund później do pokoju weszła Carlotta.

– Gdzie się podziewałaś? Mama chciała, żebyś jej pomogła, ale nie mogła cię nigdzie znaleźć. Przez całe popołudnie podawałam do stołów.

– Wyszłam… z koleżanką. Umieram z głodu. Jest coś do jedzenia?

– Nie wiem. Idź spytać mamę. Ja wychodzę.

– Z kim?

– Tylko z Giuliem – odparła Carlotta ze znudzoną miną.

– Myślałam, że lubisz Giulia? Że jest twoim chłopakiem?

– Był… to znaczy jest… Przestań tak mnie wypytywać! Idę się wykąpać.

Kiedy wyszła z pokoju, Rosanna skończyła pisać w pamiętniku i schowała go tam gdzie zwykle. Następnie przemknęła do kuchenki na górze i wzięła sobie z lodówki szklankę wody. Wiedziała, że jeżeli pójdzie na dół, by znaleźć coś do jedzenia, mama i tata natychmiast zlecą jej jakąś robotę. A była bardzo zmęczona. Zeszła po cichutku na półpiętro i otworzyła drzwi na żelazne schody przeciwpożarowe, które prowadziły z mieszkania na ulicę. Często tam chodziła, kiedy chciała pobyć sama, mimo że był stamtąd widok tylko na śmietniki za domem. Usiadła na najwyższym schodku i powoli sącząc wodę, wspominała lekcję z Luigim, chwila po chwili. Chociaż całą tę godzinę poświęcili nauce czytania czarnych nut na pięciolinii, a nie śpiewaniu, Rosanna pokochała spokojny dom Luigiego. Poza tym drżała z emocji na myśl o tym, że nareszcie ma własną tajemnicę.

Wróciła do sypialni i przebrała się w koszulę nocną. Carlotta upinała szal wokół ramion. Była prawie gotowa do wyjścia.

 

– Miłego wieczoru – powiedziała Rosanna.

– Dziękuję.

Wychodząc z pokoju, Carlotta rzuciła jej coś, co bardziej wyglądało na grymas zniecierpliwienia niż na uśmiech. Zostawiła za sobą unoszący się w powietrzu zapach perfum.

Rosanna położyła się do łóżka i zaczęła rozważać, jak zdoła co drugi wtorek chodzić do willi Luigiego, tak żeby nikt jej nie szukał. W końcu postanowiła, że wymyśli sobie przyjaciółkę, o imieniu Isabella, która ma zamożnych rodziców, co zaimponuje tacie. Dzięki temu nikt się nie przyczepi, jeśli co drugi wtorek pójdzie odwiedzić Isabellę. A co do ćwiczeń, to będzie musiała codziennie wstawać o godzinę wcześniej i wymykać się do kościoła, jeszcze przed mszą. Kiedy tylko znalazła rozwiązania tych problemów, natychmiast zasnęła jak kamień.

*

Był późny wrzesień. W restauracji zrobiło się spokojniej, bo turyści wyjechali z miasta; duszący upał złagodniał, zmieniając się w przyjemne ciepło. Luca wyszedł na podwórko zapalić papierosa. W drzwiach kuchni nagle stanęła Carlotta.

– Luca, możesz mi poświęcić parę minut, zanim w restauracji zacznie się ruch? Muszę… z tobą porozmawiać.

Luca spojrzał na jej dziwnie pobladłą twarz.

– Co się stało? Jesteś chora?

Przez chwilę się wahała, ale gdy już otworzyła usta, by mu odpowiedzieć, na schodach rozległy się ciężkie kroki schodzącej Antonii.

– Nie tutaj – szepnęła. – Spotkajmy się o siódmej w kawiarni U Renata na Via Caracciolo. Proszę cię, przyjdź, Luca.

– Dobrze.

Carlotta uśmiechnęła się blado i odeszła.

*

Kilka dni później Rosanna przeszła przez salę restauracyjną i otworzyła drzwi prowadzące do mieszkania na górze. Idąc po schodach, usłyszała z salonu krzyki ojca. Przestraszona, że może odkrył jej tajemnicę, zatrzymała się na szczycie schodów i zaczęła uważnie słuchać.

– Jak mogłaś? Jak mogłaś? – powtarzał w kółko Marco.

Rosannę dobiegł głośny szloch Carlotty.

– Nie rozumiesz, że tylko pogarszasz sytuację, Marco? – Antonia też wydawała się bliska łez. – Na pewno nie pomożesz naszej córce, jeśli będziesz na nią krzyczał i wrzeszczał! Mamma mia, musimy się uspokoić i pomyśleć, co zrobić, żeby było jak najlepiej. Przyniosę nam wszystkim coś do wypicia.

– Mamo, o co chodzi? Czy Carlotta jest chora? – spytała Rosanna, podążając za nią korytarzem do kuchenki.

– Nie, nie jest chora. Idź na dół do brata. Zrobi ci kolację. – Głos matki był zduszony i oddychała ciężko.

– Ale, mamo, proszę, powiedz mi, co się stało.

Antonia wzięła z szafki butelkę brandy, po czym odwróciła się i pocałowała córkę w czubek głowy, co nie zdarzało się często.

– Nikt nie zachorował, wszyscy czują się dobrze. Wyjaśnimy ci, o co chodzi, ale trochę później. A teraz idź i powiedz Luce, że tata zejdzie za parę minut. – Antonia zmusiła się do uśmiechu i znów zniknęła za drzwiami salonu.

Rosanna przecięła pustą restaurację i weszła do kuchni. Przy tylnych drzwiach stał Luca i palił papierosa.

– Luca, co się stało? Tata krzyczy, Carlotta płacze, a mama wygląda, jakby zobaczyła ducha.

Luca zaciągnął się papierosem i wolno wypuścił dym nosem. Potem rzucił niedopałek na ziemię, rozgniótł go butem i wrócił do kuchni.

– Masz ochotę na lasagne? Właśnie się upiekło. – Przemierzył kuchnię i otworzył drzwiczki piekarnika.

– Chcę wiedzieć, co się stało! Tata nigdy nie krzyczy na Carlottę. Musiała zrobić coś okropnego.

Luca w milczeniu nałożył lasagne na dwa talerze, postawił je na kuchennym stole i usiadł, wskazując siostrze, żeby zrobiła to samo.

Piccolina, są rzeczy, których nie potrafisz jeszcze zrozumieć, bo jesteś za mała. Carlotta popełniła duży błąd i dlatego tata tak się na nią złości. Ale nie martw się. We trójkę sobie z tym poradzą i wszystko będzie dobrze. Możesz mi wierzyć. A teraz zajadaj swoje lasagne i opowiedz mi o lekcji z signorem Vincenzim.

Rosanna zrozumiała, że nic więcej z niego nie wyciśnie, więc z westchnieniem wzięła do ręki widelec.

*

W nocy obudziło Rosannę ciche pochlipywanie. Usiadła na łóżku, mrugając w szarym świetle nadchodzącego świtu.

– Carlotto? Carlotto, co się stało? – szepnęła.

Odpowiedzi nie było. Wstała z łóżka i podeszła do siostry. Carlotta nakryła sobie głowę poduszką, żeby stłumić odgłosy płaczu. Rosanna nieśmiało położyła dłoń na jej ramieniu, a wtedy spod poduszki wyjrzała udręczona twarz siostry.

– Proszę, nie płacz. Nie może być aż tak źle – pocieszyła ją Rosanna.

– Ale… jest, naprawdę jest… – Carlotta grzbietem dłoni wytarła nos. – Muszę wyjść za mąż… Za Giulia!

– Ale dlaczego?

– Przez to, co zrobiłam. Ale… och, Rosanno! Nie kocham go, nie kocham!

– To dlaczego musisz za niego wyjść?

– Tata mówi, że nie ma innej rady. Okłamałam go, że… och… – Carlotta znów zaniosła się płaczem, więc Rosanna mocno ją objęła.

– Nie płacz, proszę. Giulio to miły chłopak. Lubię go. Jest bogaty, będziesz miała duże mieszkanie i przestaniesz wreszcie pracować w restauracji.

Carlotta podniosła wzrok na siostrę i uśmiechnęła się przez łzy.

– Masz dobre serce. Może kiedy wyjdę za mąż, mama i tata bardziej zwrócą uwagę na ciebie.

– I tak jest mi dobrze. Nie wszystkie możemy być piękne, rozumiem to – odparła cicho Rosanna.

– No i popatrz, do czego doprowadziła mnie uroda! Może lepiej jej nie mieć. Och, Rosanno, będę za tobą tęskniła, kiedy odejdę z domu.

– A ja za tobą. Czy ślub już niedługo?

– Tak. Tata jutro idzie porozmawiać z ojcem Giulia. Pewnie za jakiś miesiąc będę już mężatką. Oczywiście wszyscy się domyślą.

– Czego? – spytała Rosanna.

Carlotta pogładziła siostrę po włosach.

– Są rzeczy, które zrozumiesz, dopiero kiedy będziesz starsza. Jak najdłużej bądź dzieckiem, siostrzyczko. Dorosłość nie jest aż tak fajna, jak się wydaje. A teraz wracaj do łóżka i śpij.

– Dobrze.

– I wiesz co, Rosanno?

– Tak?

– Dziękuję ci. Jesteś dobrą siostrą. Mam nadzieję, że zawsze będziemy przyjaciółkami.

Rosanna z westchnieniem wróciła do łóżka. Nadal nic z tego wszystkiego nie rozumiała.

*

Cztery tygodnie później Rosanna stała za Carlottą, ubrana w niebieską satynową suknię druhny, a siostra składała przysięgę małżeńską Giuliowi.

Po ślubie odbyło się przyjęcie w ich restauracji. Choć powinien to być najszczęśliwszy dzień w życiu Carlotty, wyglądała blado i sprawiała wrażenie spiętej, podobnie zresztą jak Antonia. Marco wydawał się zadowolony. Otwierał kolejne butelki prosecco i opowiadał gościom o pięknym mieszkaniu z dwiema sypialniami, do którego wprowadzą się nowożeńcy.

*

Kilka tygodni po ślubie Rosanna poszła odwiedzić Carlottę w jej nowym mieszkaniu niedaleko Via Roma. Z zapartym tchem oglądała stojący w rogu salonu telewizor.

– Giulio pewnie ma mnóstwo pieniędzy, jeśli stać go na coś takiego! – zawołała, kiedy Carlotta przyniosła kawę i razem usiadły na sofie.

– Tak, to prawda. Ma pieniądze – przyznała Carlotta.

Rosanna piła kawę, zastanawiając się, dlaczego siostra jest taka markotna.

– Jaki on jest?

– Prawie go nie widuję. O ósmej rano wychodzi do biura, a do domu wraca około wpół do ósmej wieczorem.

– Pewnie ma odpowiedzialne stanowisko. – Rosanna starała się zachęcić siostrę do zwierzeń.

Carlotta zignorowała jej uwagę.

– Robię kolację i idę spać. Ciągle jestem teraz zmęczona.

– Dlaczego?

– Będę miała dziecko – oznajmiła znużonym głosem Carlotta. – Niedługo zostaniesz zia, ciocią Rosanną.

– Gratulacje. – Rosanna nachyliła się i pocałowała ją w policzek. – Jesteś szczęśliwa?

– Oczywiście, że tak – odpowiedziała ponuro Carlotta.

– Giulio pewnie się cieszy, że zostanie tatą.

– Jasne. A co tam w domu?

Rosanna wzruszyła ramionami.

– Tata pije mnóstwo brandy, ciągle ma humory i krzyczy na mnie i na Lucę. Mama jest cały czas zmęczona i co rusz musi iść się położyć.

– No to niewiele się zmieniło. – Carlotta zdobyła się na uśmiech.

– Tyle że mama i tata chyba za tobą tęsknią.

– A ja za nimi. Ja… – W oczach Carlotty pojawiły się łzy. – Przepraszam, to przez tę ciążę stałam się taka płaczliwa. Luca nadal nie ma dziewczyny?

– Nie. Ale też nie ma na to czasu. Od ósmej rano siedzi w kuchni, a kończy bardzo późno.

– Nie rozumiem, dlaczego się na to zgadza. Tata jest dla niego taki niemiły i strasznie mało mu płaci. Na miejscu Luki wyniosłabym się z domu i ułożyła sobie życie gdzie indziej.

Rosanna była przerażona.

– Ale chyba nie sądzisz, że on to zrobi, co?