Dziewczyna z NeapoluTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Dziewczyna z Neapolu
Dziewczyna z Neapolu
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 82,80  66,24 
Dziewczyna z Neapolu
Audio
Dziewczyna z Neapolu
Audiobook
Czyta Katarzyna Traczyńska
42,90  31,75 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Nic nie smakuje tak słodko jak miłość, i nic tak nie pali żywym ogniem jak zdrada…

Burzliwe uczucia i namiętności rozgrywające się na największych scenach operowych świata.

Rosanna Menici już kiedy jako dziewczynka po raz pierwszy usłyszała Roberta Rossiniego, wiedziała, że to on w przyszłości zostanie jej mężem. Takie marzenia nie spełniają się często, ale Rosanna była zdecydowana zrealizować to postanowienie. Zwłaszcza że to dzięki Robertowi odkryła swoją drugą miłość – śpiew. I w kilka lat po ich pierwszym spotkaniu miała okazję stanąć na scenie wielkiej La Scali – jednej z najważniejszych oper świata. Na tej samej scenie, która zdążyła już przynieść Robertowi Rossiniemu międzynarodową sławę.

Niewinna Rosanna jeszcze nie zna smaku zakulisowych gierek, zawiści i rywalizacji między śpiewakami. I jeśli nie nauczy się przed tym wszystkim bronić, ta lekcja życia może ją drogo kosztować. Podobnie jak romans z o wiele starszym Robertem.

Rosanna nie zdaje sobie sprawy, ile złych decyzji ludzie podejmują z miłości.

Nie wie też, że życie to nie scena i nie ma w nim miejsca na próbę generalną, na której jeszcze można coś poprawić.


Lucinda Riley

Urodziła się w Irlandii. We wczesnej młodości próbowała swoich sił jako aktorka, grała zarówno na deskach teatru, jak i w filmach, pracowała też w telewizji. Pierwszą powieść napisała w wieku 24 lat. Jej książki zostały przetłumaczone na ponad 37 języków i sprzedane w ponad 25 milionach egzemplarzy na całym świecie. Wielokrotnie trafiały na listy bestsellerów „Sunday Timesa” i „New York Timesa”.

Autorka obecnie pracuje nad kolejnymi tomami z fantastycznie przyjętej serii Siedem Sióstr. Inspiracją do jej powstania były opowieści mitologiczne o siedmiu siostrach – Plejadach – zamienionych po śmierci w gwiazdy. Każda z bohaterek – adoptowanych sióstr – nosi imię jednej z nich.

Wszystkie dotychczas wydane książki z serii – Siedem Sióstr, Siostra Burzy, Siostra Cienia, Siostra Perły, Siostra Księżyca i Siostra Słońca – stały się światowymi bestsellerami. Prawa do serialu na ich podstawie zostały kupione niemal natychmiast przez hollywoodzką firmę producencką!

LUCINDARILEY.COM

Tej autorki

DOM ORCHIDEI

DZIEWCZYNA NA KLIFIE

TAJEMNICE ZAMKU

RÓŻA PÓŁNOCY

SEKRET LISTU

DRZEWO ANIOŁA

SEKRET HELENY

POKÓJ MOTYLI

DZIEWCZYNA Z NEAPOLU

Cykl SIEDEM SIÓSTR

SIEDEM SIÓSTR

SIOSTRA BURZY

SIOSTRA CIENIA

SIOSTRA PERŁY

SIOSTRA KSIĘŻYCA

SIOSTRA SŁOŃCA

Tytuł oryginału:

THE ITALIAN GIRL

Copyright © Lucinda Edmonds 1996

Revised Edition Copyright © Lucinda Riley 2014

All rights reserved

Polish edition copyright © Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o. 2020

Polish translation copyright © Marzenna Rączkowska 2020

Redakcja: Anna Walenko

Projekt graficzny okładki oryginalnej: Rocío Isabel González | © Giunti Editore S.p.A., Firenze-Milano | www.giunti.it

Zdjęcia na okładce: © Yolande De Kort /Arcangel Images, © Shutterstock

Opracowanie graficzne okładki polskiej: Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o.

ISBN 978-83-8215-252-4

Wydawca WYDAWNICTWO ALBATROS SP. Z O.O. Hlonda 2a/25, 02-972 Warszawa www.wydawnictwoalbatros.com Facebook.com/WydawnictwoAlbatros | Instagram.com/wydawnictwoalbatros

Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że publiczne udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych – jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Przygotowanie wydania elektronicznego: Michał Nakoneczny, hachi.media

Spis treści

Metropolitan Opera. Nowy Jork

1. Neapol, Włochy, sierpień 1966

2

3

Metropolitan Opera. Nowy Jork

4. Neapol, maj 1972

5

6

7

8

9. Mediolan, styczeń 1973

10

11

12

13

Metropolitan Opera. Nowy Jork

14. Mediolan, czerwiec 1976

15

16

17

18

19

20

21

Metropolitan Opera. Nowy Jork

22

23

24

Metropolitan Opera. Nowy Jork

25. Londyn, kwiecień 1980

26

27. Londyn, październik 1980

28

29

Metropolitan Opera. Nowy Jork

30. Gloucestershire, kwiecień 1981

31

Metropolitan Opera. Nowy Jork

32. Gloucestershire, czerwiec 1982

33

34

35

36

Metropolitan Opera. Nowy Jork

37. Gloucestershire, wrzesień 1982

38. Neapol, Włochy

39

40

41

 

42

43

Metropolitan Opera. Nowy Jork

44. Gloucestershire, grudzień 1982

45

46

47

48

49

50

51

52

Metropolitan Opera. Nowy Jork

53. Gloucestershire, marzec 1985

Metropolitan Opera. Nowy Jork

54. Korsyka, czerwiec 1996

Metropolitan Opera. Nowy Jork

Podziękowania

1  Okładka

2  O książce

3  Strona tytułowa

4  O autorce

5  Tej autorki

6  Strona redakcyjna

7  Spis treści

8  Dedykacja

9  Motto

10  Metropolitan Opera. Nowy Jork

11  1. Neapol, Włochy, sierpień 1966

12  2

13  3

14  Metropolitan Opera. Nowy Jork

15  4. Neapol, maj 1972

16  5

17  6

18  7

19  8

20  9. Mediolan, styczeń 1973

21  10

22  11

23  12

24  13

25  Metropolitan Opera. Nowy Jork

26  14. Mediolan, czerwiec 1976

27  15

28  16

29  17

30  18

31  19

32  20

33  21

34  Metropolitan Opera. Nowy Jork

35  22

36  23

37  24

38  Metropolitan Opera. Nowy Jork

39  25. Londyn, kwiecień 1980

40  26

41  27. Londyn, październik 1980

42  28

43  29

44  Metropolitan Opera. Nowy Jork

45  30. Gloucestershire, kwiecień 1981

46  31

47  Metropolitan Opera. Nowy Jork

48  32. Gloucestershire, czerwiec 1982

49  33

50  34

51  35

52  36

53  Metropolitan Opera. Nowy Jork

54  37. Gloucestershire, wrzesień 1982

55  38. Neapol, Włochy

56  39

57  40

58  41

59  42

60  43

61  Metropolitan Opera. Nowy Jork

62  44. Gloucestershire, grudzień 1982

63  45

64  46

65  47

66  48

67  49

68  50

69  51

70  52

71  Metropolitan Opera. Nowy Jork

72  53. Gloucestershire, marzec 1985

73  Metropolitan Opera. Nowy Jork

74  54. Korsyka, czerwiec 1996

75  Metropolitan Opera. Nowy Jork

76  Podziękowania

Dla mojego syna, Kita

Zapamiętajcie ten dzień, bo jest on początkiem wieczności

Dante Alighieri

Metropolitan Opera Nowy Jork

Najdroższy Nico!

Zaczynam tę dziwną opowieść ze świadomością, że być może nigdy jej nie przeczytasz. Dziwne to uczucie. Nie wiem nawet, czy wspomnienia z minionych lat okażą się katharsis dla mnie, czy też pomogą Tobie, ale głęboko w mojej duszy tkwi coś, co zmusza mnie do pisania.

Siedzę w swojej garderobie i zastanawiam się, od czego zacząć. Wiele z tych wydarzeń, o których będzie mowa, miało miejsce, zanim pojawiłeś się na świecie. Nastąpił splot okoliczności, których początek sięga czasów, kiedy byłam młodsza niż Ty teraz. Tak więc może zacznę od nich. I od Neapolu, miasta, w którym się urodziłam…

Pamiętam, jak mama rozwieszała pranie na sznurze do bielizny przeciągniętym aż do mieszkania po drugiej stronie ulicy. Kiedy chodziło się po wąskich alejkach dzielnicy Piedigrotta, człowiek miał wrażenie, że tamtejsi mieszkańcy bezustannie świętują. Wysoko nad głowami, na napiętych sznurach, wesoło powiewały różnobarwne ubrania. No i panował hałas – bezustanny hałas, który kojarzy mi się z tymi czasami; nawet w nocy nigdy nie było tam cicho. Śpiew, śmiechy, płacz niemowląt… jak wiesz, Włosi to naród, który głośno wyraża swoje emocje. W Piedigrotcie całe rodziny dzień w dzień siadywały na progach swoich domów i dzieliły się smutkami i radościami, prażąc się w ostrym słońcu, które opalało ich na brązowo. Upał był niemiłosierny, zwłaszcza w środku lata. Chodniki paliły bose stopy, a komary znienacka atakowały odkryte ciało. Nadal czuję zapachy wpadające przez otwarte okno mojej sypialni. Czasem czuć było rynsztoki, a wtedy robiło mi się niedobrze, ale przeważnie z kuchni taty dolatywały ponętne aromaty świeżo pieczonej pizzy.

Kiedy byłam mała, cierpieliśmy biedę, ale zanim poszłam do pierwszej komunii, tata i mama dorobili się już świetnie prosperującej knajpki o nazwie U Marca. Dzień i noc podawali ostro przyprawioną pizzę w kawałkach, upieczoną według tajemnego przepisu taty. Z czasem jego pizza zyskała w Piedigrotcie prawdziwą sławę. Latem w restauracyjce rodziców robiło się jeszcze tłoczniej z powodu zalewu turystów. Niewielkie wnętrze było zastawione drewnianymi stołami tak ciasno, że prawie nie dawało się między nimi przecisnąć.

Nasza rodzina mieszkała nad knajpką. Mieliśmy własną łazienkę, nie brakowało nam jedzenia i stać nas było na buty. Tata z dumą myślał o tym, że choć zaczynał od niczego, udało mu się zapewnić rodzinie dostatni byt. Ja też czułam się szczęśliwa. Wyobraźnią nie sięgałam dalej niż następny zachód słońca.

Aż do pewnego upalnego wieczoru w sierpniu. Miałam jedenaście lat, gdy wydarzyło się coś, co zmieniło moje życie. Trudno uwierzyć, że tak mała dziewczynka może się zakochać, ale jak dziś pamiętam chwilę, kiedy po raz pierwszy go ujrzałam.

1
Neapol, Włochy, sierpień 1966

Rosanna Antonia Menici przytrzymała się umywalki i stanęła na palcach, aby spojrzeć w lustro. Musiała przechylić się trochę na lewo, bo było w nim pęknięcie zniekształcające jej rysy. I tak widziała tylko połowę swego prawego oka i kości policzkowej i ani kawałka brody; nadal była za niska, żeby ją zobaczyć, nawet kiedy stała na palcach.

– Rosanno! Wyłaź wreszcie z łazienki!

Z westchnieniem puściła umywalkę, przeszła po czarnym linoleum do drzwi i przekręciła klucz. Klamka natychmiast się poruszyła, drzwi stanęły otworem i do środka niecierpliwie wcisnęła się Carlotta.

– Po co zamykasz drzwi na klucz, głuptasie? Co takiego masz do ukrycia? – Carlotta odkręciła krany przy wannie, a potem wprawnym ruchem upięła na czubku głowy długie kręcone włosy.

Rosanna z zakłopotaniem wzruszyła ramionami. Szkoda, że Bóg nie uczynił jej tak piękną jak jej starsza siostra. Mama twierdziła, że Bóg każdego czymś obdarza, a Carlotcie dał urodę. Rosanna przyglądała się, jak siostra zdejmuje szlafrok, odsłaniając idealnie zgrabne ciało; podziwiała jej jedwabistą skórę, pełne piersi i smukłe nogi. Każdy, kto przychodził do knajpki, chwalił przed mamą i tatą urodę ich córki i mówił, że będzie z niej dobra partia dla jakiegoś bogacza.

 

Malutka łazienka wypełniła się parą. Carlotta zakręciła krany i weszła do wody.

Rosanna przycupnęła na krawędzi wanny.

– Będzie dzisiaj Giulio? – zapytała siostrę.

– Tak. Będzie.

– I co, wyjdziesz za niego?

Carlotta zaczęła się namydlać.

– Nie, Rosanno, nie wyjdę.

– Myślałam, że go lubisz?

– Lubię go, ale nie… Ojej, jesteś za mała, żeby to zrozumieć.

– Tata go lubi.

– Wiem. Giulio pochodzi z bogatej rodziny. – Carlotta uniosła brew i westchnęła teatralnie. – Ale on mnie nudzi. Tata choćby jutro wysłałby mnie z nim do ołtarza, ale ja najpierw chcę coś przeżyć, trochę się zabawić.

– A małżeństwo nie jest fajną zabawą? – drążyła Rosanna. – Paraduje się w sukni ślubnej, dostaje mnóstwo prezentów, a potem ma się własne mieszkanie, no i…

– …kupę wrzeszczących dzieciaków i gruby brzuch – dokończyła Carlotta, leniwie obrysowując mydłem kontury swego szczupłego ciała. Jej brązowe oczy skierowały się na Rosannę. – Na co się tak gapisz? Idź już sobie i daj mi z dziesięć minut spokoju. Mama cię szuka. Chce, żebyś jej pomogła. Ale zamknij za sobą drzwi!

Rosanna bez słowa opuściła łazienkę i zeszła po stromych drewnianych schodach. Otworzyła drzwi i znalazła się w restauracji. Niedawno pobielono tam ściany, a z tyłu sali, nad barem, powieszono obraz Madonny, tuż obok plakatu z Frankiem Sinatrą. Stoły z ciemnego drewna były wypolerowane, aż błyszczały, a na każdym stała w butelce po winie świeczka.

– Jesteś wreszcie! Gdzie się podziewałaś? Wołam cię i wołam. Chodź, pomożesz mi zawiesić transparent. – Antonia Menici stała na krześle, przytrzymując koniec jaskrawego materiału. Krzesło niebezpiecznie chwiało się pod jej znacznym ciężarem.

– Dobrze, mamo. – Rosanna podeszła do jednego ze stołów, wzięła krzesło i przeciągnęła je pod łukowe sklepienie pośrodku knajpki.

– Pośpiesz się, dziecko! Bóg dał ci nogi, żebyś na nich biegała, a nie wlokła się jak ślimak.

Rosanna chwyciła drugi koniec transparentu i stanęła na krześle.

– Zahacz tę pętlę o gwóźdź – poinstruowała ją Antonia.

Córka zrobiła to, co matka jej kazała.

– A teraz pomóż mamie zejść z krzesła i zobaczymy, czy wisi prosto.

Rosanna zeskoczyła na podłogę, a potem podbiegła, by pomóc matce bezpiecznie zejść z krzesła. Mama miała wilgotne dłonie, a na jej czole widać było kropelki potu.

Bene, bene. – Antonia z zadowoleniem podniosła wzrok na transparent.

Dziewczynka głośno odczytała znajdujące się na nim słowa: „Najlepsze życzenia z okazji trzydziestej rocznicy ślubu dla Marii i Massima!”.

Antonia objęła ją i mocno uścisnęła, co zdarzało się rzadko.

– Ale będą mieli niespodziankę! Myślą, że przychodzą na kolację tylko ze mną i z tatą. Nie mogę się doczekać ich min, kiedy zobaczą wszystkich swoich przyjaciół i krewnych. – Jej okrągła twarz promieniała radością. Puściła Rosannę, usiadła na krześle i otarła czoło chusteczką. Potem nachyliła się do przodu i gestem przywołała córkę. – Rosanno, wyjawię ci pewną tajemnicę. Napisałam do Roberta. Przyjeżdża na przyjęcie aż z Mediolanu. Zaśpiewa swoim rodzicom, i to tu, u nas, w restauracji U Marca! Jutro będzie o nas głośno w całej Piedigrotcie!

– Ojej, mamo! On jest piosenkarzem?

– Piosenkarzem? A to ci dopiero obraza! Roberto Rossini nie jest żadnym piosenkarzem! To student scuola di musica przy mediolańskiej La Scali. Kiedyś zostanie wielkim śpiewakiem operowym i będzie występował na deskach samej La Scali!

Antonia złożyła dłonie na piersiach. W oczach córki wyglądała dokładnie tak samo jak wtedy, gdy modliła się podczas mszy w kościele.

– A teraz idź pomóc tacie i Luce w kuchni. Przed przyjęciem jest jeszcze mnóstwo roboty… A ja idę do salonu signory Barezi, żeby się uczesać.

– W co mam się ubrać, mamo?

– Przecież masz tę różową sukienkę do kościoła.

– Ale jest już na mnie za mała. Będę głupio wyglądać.

– Gdzież tam! Próżność jest grzechem, Rosanno. Jeśli Bóg usłyszy twoje nieskromne myśli, przyjdzie w nocy i powyrywa ci włosy. Rano obudzisz się łysa, jak signora Verni, kiedy odeszła od męża z młodszym. No już, biegnij do kuchni.

Rosanna skinęła głową i wyszła. Po drodze zastanawiała się, dlaczego w takim razie Carlotta nie straciła jeszcze włosów. Kiedy otworzyła drzwi, buchnęła na nią fala gorąca. Jej ojciec, Marco, przygotowywał ciasto na pizzę i układał placki na długim drewnianym stole. Chudy, żylasty Marco był dokładnym przeciwieństwem żony. Gdy pracował, łysina błyszczała mu od potu. Jej wysoki ciemnooki starszy brat, Luca, mieszał coś w ogromnym parującym garnku, który stał na kuchni. Rosanna przez chwilę, zafascynowana, przyglądała się ojcu, który czubkami palców wprawnie obracał ciasto nad głową, a potem z plaśnięciem rzucał je na stół, uformowane w idealne koło.

– Mama przysłała mnie do pomocy.

– Powycieraj talerze z suszarki i ustaw je w stos na stole – zakomenderował Marco, ani na chwilę nie przerywając pracy.

Spojrzała na górę talerzy, z rezygnacją pokiwała głową i wyjęła z szuflady czystą ściereczkę.

*

– Jak wyglądam?

Carlotta w teatralnej pozie znieruchomiała przy drzwiach, a reszta rodziny przyglądała jej się z podziwem. Miała na sobie nową sukienkę z miękkiej cytrynowożółtej satyny, z głębokim dekoltem i obcisłą spódniczką tuż przed kolano. Gęste czarne włosy fryzjerka ułożyła jej w puszyste błyszczące loki, które sięgały do ramion.

Bella, bella! – Marco wyciągnął rękę i przez całą restaurację ruszył w stronę córki.

Chwyciła jego dłoń i weszła do sali.

– Giulio, prawda, że moja córka wygląda przepięknie?

Młody człowiek wstał od stołu, nieśmiało się uśmiechając. Jego chłopięce rysy nie bardzo pasowały do muskularnego ciała.

– Tak – przyznał Giulio. – Jest równie piękna jak Sophia Loren w Arabesce.

Carlotta podeszła do swojego chłopaka i leciutko pocałowała go w opalony policzek.

– Dziękuję ci, Giulio.

– Rosanna też ślicznie wygląda, prawda? – Luca uśmiechnął się do młodszej siostry.

– Oczywiście – podchwyciła natychmiast Antonia.

Rosanna wiedziała, że mama kłamie. Różowa sukienka, która kiedyś tak pięknie wyglądała na Carlotcie, nadawała jej cerze ziemistą barwę. Ciasno zaplecione warkoczyki jeszcze bardziej uwydatniały odstające uszy.

– Napijmy się przed nadejściem gości – powiedział Marco, wywijając butelką jaskraworóżowego likieru Aperol.

Otworzył ją z rozmachem i nalał po małej porcji do sześciu kieliszeczków.

– Nawet ja, tato? – spytała Rosanna.

– Tak. – Marco podał każdemu kieliszek. – Niech Bóg sprawi, żebyśmy trzymali się razem, niech nas chroni przed urokami i pozwoli naszym przyjaciołom, Marii i Massimowi, pięknie uczcić ten dzień. – Podniósł kieliszek i opróżnił go jednym haustem.

Rosanna upiła maleńki łyczek i prawie się zakrztusiła, kiedy do jej gardła popłynął palący jak ogień płyn o smaku gorzkiej pomarańczy.

– Nic ci nie jest, piccolina? – spytał Luca i poklepał ją po plecach.

Uśmiechnęła się, podnosząc na niego wzrok.

– Nie, Luca.

Brat ujął jej drobną dłoń i nachylił się, by szepnąć jej do ucha:

– Kiedyś będziesz znacznie piękniejsza od siostry.

Rosanna gwałtownie pokręciła głową.

– Nie, Luca, nie będę. Ale nic nie szkodzi. Mama mówi, że mam inne zalety.

– Jasne, że tak. – Luca objął siostrę i mocno przytulił.

Mamma mia! Idą pierwsi goście. Marco, przynieś prosecco. Luca, sprawdź, co z jedzeniem, ale migiem! – Antonia poprawiła na sobie sukienkę i skierowała się ku drzwiom.

*

Rosanna siedziała przy narożnym stoliku i przyglądała się, jak knajpka wypełnia się przyjaciółmi i rodziną honorowych gości. Carlotta z zalotnym uśmiechem odrzucała do tyłu włosy, otoczona wianuszkiem młodych mężczyzn. Giulio zazdrośnie popatrywał na nią ze swojego miejsca w kącie.

Nagle w knajpce zapadła cisza i wszystkie głowy zwróciły się w stronę postaci, która stanęła w drzwiach.

To był on. Górował wzrostem nad Antonią, ale schylił się, by pocałować ją w policzki. Rosanna wbiła w niego wzrok. Nigdy przedtem nie przyszło jej do głowy, że mężczyznę można nazwać pięknym, jednak nie znajdowała innego słowa, aby go opisać. Był bardzo wysoki i barczysty. Spod koszuli z krótkimi rękawami widać było mięśnie, które świadczyły o jego sile. Zaczesane do tyłu błyszczące kruczoczarne włosy odsłaniały czoło, podkreślając regularne, delikatnie rzeźbione rysy twarzy. Rosanna nie mogła dojrzeć koloru jego oczu, ale były duże, przepastne… Usta miał pełne, choć zdecydowane i męskie. Wyraźnie odcinały się barwą od jasnej jak na neapolitańczyka cery.

Rosanna poczuła w dole brzucha coś dziwnego: trzepotanie, całkiem jak w szkole przed dyktandem. Zerknęła na Carlottę. Ona także utkwiła spojrzenie w mężczyźnie stojącym w drzwiach.

– Witaj, Roberto. – Marco dał znak Carlotcie, aby za nim poszła, i zaczął przepychać się przez tłum w stronę gościa. Pocałował Roberta w oba policzki. – Tak się cieszę, że zaszczyciłeś nas dzisiaj swoją obecnością. A to jest moja córka, Carlotta. Prawda, że urosła od czasu, kiedy ostatni raz ją widziałeś?

Roberto zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów.

– Tak, Carlotto, jesteś już dorosła – potwierdził.

Głos miał tak głęboki i melodyjny, że Rosanna znowu poczuła trzepotanie w brzuchu.

– A jak tam Luca i… no…

– Rosanna? – podpowiedział mu Marco.

– No tak, Rosanna. Ostatnio widziałem ją, kiedy miała kilka miesięcy.

– Dobrze, no i… – Marco przerwał, bo za plecami Roberta dostrzegł dwie osoby, zmierzające w ich stronę po brukowanej ulicy. – Cicho sza, bo już idą Maria i Massimo.

Zebrani natychmiast umilkli, a kilka sekund później otworzyły się drzwi. Na progu knajpki stanęli Maria i Massimo. Ze zdziwieniem przyglądali się znajomym twarzom.

– Mamo! Tato! – Roberto podszedł i uściskał rodziców. – Wszystkiego najlepszego!

– Roberto! – Maria z oczami pełnymi łez przytuliła syna. – Nie do wiary! Po prostu nie do wiary! – powtarzała w kółko.

– Prosecco dla wszystkich! – krzyknął Marco, uśmiechając się od ucha do ucha z radości, że udało im się wykręcić taki numer.

Rosanna pomogła Luce i Carlotcie roznieść wszystkim musujące wino.

– A teraz proszę o chwilę ciszy. – Marco klasnął w ręce. – Roberto chce coś powiedzieć.

Roberto wszedł na krzesło i obdarzył zebranych promiennym uśmiechem.

– Spotkaliśmy się dzisiaj z niezwykłej okazji. Moi ukochani rodzice obchodzą trzydziestą rocznicę ślubu. Jak wszyscy wiecie, mieszkali tu, w Piedigrotcie, przez całe życie. Założyli świetnie prosperującą piekarnię i zdobyli wielu przyjaciół. Ich dobre serca są równie słynne jak przepyszny chleb, który pieką. Każdy, kto ma jakieś zmartwienie, wie, że za ladą Massima zawsze znajdzie współczującego słuchacza, który udzieli mu mądrej rady. Nie mógłbym sobie wymarzyć bardziej kochających rodziców… – Roberto spostrzegł, że jego mama ociera kolejną łzę, ale sam też miał wilgotne oczy. – Wiele poświęcili, żeby wysłać mnie do najlepszej szkoły muzycznej w Mediolanie, abym mógł się uczyć na śpiewaka operowego. Moje marzenie powoli się spełnia. Mam nadzieję, że niedługo będę śpiewał w samej La Scali. A to wszystko dzięki nim. Wznieśmy toast za to, by nadal byli szczęśliwi i cieszyli się dobrym zdrowiem. – Roberto podniósł kieliszek. – Za mamę i tatę… za Marię i Massima!

– Za Marię i Massima! – zawtórowali chórem goście.

Roberto zszedł z krzesła i wśród okrzyków radości wpadł wprost w objęcia swojej mamy.

– Chodź, Rosanno. Musimy pomóc tacie roznosić jedzenie. – Antonia poprowadziła młodszą córkę przez salę w stronę kuchni.

*

Potem Rosanna przyglądała się, jak Roberto rozmawia z Carlottą, a kiedy Marco włączył przyniesiony z mieszkania gramofon i zaczął puszczać płyty, zauważyła, jak naturalnie Roberto objął w tańcu jej szczupłą talię.

– Przystojna z nich para – szepnął Luca, odzwierciedlając jej myśli. – Giulio nie wydaje się zadowolony, prawda?

Rosanna podążyła za wzrokiem brata. Zobaczyła, że Giulio nadal siedzi w kącie i posępnie patrzy, jak radośnie jego dziewczyna śmieje się w ramionach Roberta.

– Chciałabyś zatańczyć, piccolina? – spytał Luca.

Rosanna pokręciła głową.

– Nie, dziękuję. Nie umiem tańczyć.

– Ależ umiesz. – Luca ściągnął ją z krzesła i poprowadził w tłum tańczących gości.

– Zaśpiewaj dla mnie, Roberto. Proszę – usłyszała skierowaną do syna prośbę Marii, kiedy skończyła się płyta.

– Tak, zaśpiewaj dla nas, zaśpiewaj – skandowali goście.

Roberto otarł czoło i wzruszył ramionami.

– Postaram się, ale bez akompaniamentu jest to trudne. Zaśpiewam Nessun dorma.

Zapanowała cisza, a on zaczął.

Rosanna stała jak zaczarowana, słuchając magicznego głosu Roberta. Kiedy osiągnął kulminacyjny punkt utworu, wyciągnął przed siebie ręce, a ona miała wrażenie, że wyciąga je do niej.

W tej chwili zrozumiała, że go kocha.

Rozległa się burza oklasków, ale Rosanna nie mogła do nich dołączyć. Była zbyt zajęta szukaniem chusteczki, aby wytrzeć łzy, które mimo woli potoczyły jej się po twarzy.

– Bis! Bis! – krzyczeli wszyscy.

Roberto wzruszył ramionami i uśmiechnął się.

– Wybaczcie mi, panie i panowie, ale muszę oszczędzać głos. – Kiedy wrócił na swoje miejsce u boku Carlotty, po sali przebiegł szmer niezadowolenia.

– W takim razie niech Rosanna zaśpiewa Ave Maria – zaproponował Luca. – Chodź, piccolina.

Rosanna gwałtownie pokręciła głową, a na jej twarzy pojawiło się przerażenie.

– Tak! – Maria klasnęła w dłonie. – Rosanna ma piękny głos. Bardzo chciałabym, żeby zaśpiewała mi moją ulubioną modlitwę.

– Nie, proszę, ja… – Ale Luca porwał ją w ramiona i postawił na krześle.

– Śpiewaj tak, jak zwykle to robisz dla mnie – szepnął jej łagodnie do ucha.

Rosanna popatrzyła na tłum zwróconych ku niej, uśmiechających się z pobłażaniem twarzy. Wzięła głęboki oddech i machinalnie otworzyła usta. Na początku jej głos był cichy, niewiele głośniejszy od szeptu, ale powoli zapominała o nerwach, zatracając się w muzyce, i głos nabierał mocy.

Roberto, skupiony na podziwianiu rowka między obfitymi piersiami Carlotty, usłyszał ten głos i z niedowierzaniem podniósł wzrok. Przecież tak piękny, idealny dźwięk nie może chyba pochodzić od tej chudziutkiej dziewczynki w okropnej różowej sukience? Lecz w miarę jak przyglądał się Rosannie, przestawał zauważać jej bladą cerę i nieproporcjonalnie długie nogi i ręce. Dojrzał natomiast ogromne, brązowe, pełne ekspresji oczy. A kiedy niezwykły głos Rosanny poszybował w górę i osiągnął crescendo, zauważył, że na jej policzkach pojawił się lekki rumieniec.

Zrozumiał, że to nie jest pokazowy występ zwykłej uczennicy. Łatwość, z jaką wydobywała z siebie dźwięki, jej naturalne panowanie nad melodią i oczywista muzykalność to były dary, coś, czego nie można się nauczyć.

– Przepraszam – szepnął do Carlotty wśród gorącego aplauzu gości. Przemierzył całą salę i podszedł do Rosanny, która właśnie wyswobodziła się z entuzjastycznego uścisku Marii. – Rosanno, usiądź tu przy mnie. Chciałbym z tobą porozmawiać. – Poprowadził ją do wolnego krzesła, usiadł naprzeciwko niej i ujął jej drobne rączki. – Bravissima, maleńka. Idealnie zaśpiewałaś tę piękną modlitwę. Bierzesz lekcje?

Rosanna była zbyt oszołomiona, by na niego patrzeć, więc wlepiła wzrok w podłogę i tylko pokręciła głową.

– A powinnaś. Nigdy nie jest za wcześnie, żeby zacząć. Gdybym ja zaczął wcześniej, to… – Wzruszył ramionami. – Porozmawiam z twoim tatą. Tu, w Neapolu, jest nauczyciel, który kiedyś uczył mnie śpiewu. Należy do najlepszych. Musisz natychmiast zacząć do niego chodzić.

Rosanna gwałtownie podniosła wzrok i po raz pierwszy popatrzyła Robertowi w oczy. Stwierdziła, że mają głęboki ciemnoniebieski kolor i bije z nich serdeczność.

– Uważasz, że mam dobry głos? – szepnęła z niedowierzaniem.

– Tak, maleńka, bardziej niż dobry. Lekcje pozwolą ci go rozwinąć i wykształcić. A kiedyś będę mógł z dumą powiedzieć, że to Roberto Rossini cię odkrył. – Uśmiechnął się do niej, a potem pocałował ją w rękę.

Rosanna o mało nie zemdlała z rozkoszy.

– Prawda, że ma słodki głos, Roberto? – odezwała się Maria, która stanęła za plecami Rosanny, kładąc dłoń na jej ramieniu.

– Jest bardziej niż słodki, mamo, jest… – Roberto żywo zamachał rękami – darem od Boga, tak jak mój.

– Dziękuję, signor Rossini – wykrztusiła z trudem Rosanna.

– A teraz – powiedział – odszukam twojego tatę.

Rosanna rozejrzała się i zobaczyła, że kilkoro gości patrzy na nią z przyjaznym podziwem, który zwykle był zarezerwowany dla Carlotty.

Jej ciało ogarnęła fala ciepła. Po raz pierwszy w życiu ktoś powiedział jej, że jest wyjątkowa.

*

O wpół do jedenastej przyjęcie trwało pełną parą.

– Rosanno, czas, żebyś szła spać. – Nagle pojawiła się przy niej mama. – Idź pożegnać się z Marią i z Massimem.

– Dobrze, mamo. – Rosanna ostrożnie przecisnęła się między tancerzami. – Dobranoc, Mario. – Pocałowała ją w oba policzki.

– Dziękuję, że dla mnie zaśpiewałaś, Rosanno. Roberto cały czas mówi o twoim głosie.

– Tak, to prawda – odezwał się Roberto, podchodząc do nich. – Dałem twojemu tacie i Luce nazwisko i adres nauczyciela śpiewu. Luigi Vincenzi był profesorem w La Scali, ale kilka lat temu przeszedł na emeryturę i przeniósł się do Neapolu. Jest jednym z najlepszych nauczycieli we Włoszech i nadal udziela lekcji utalentowanym uczniom. Kiedy się z nim zobaczysz, powołaj się na mnie.

– Dziękuję, Roberto. – Pod jego spojrzeniem Rosanna spłonęła rumieńcem.

– Masz niezwykły dar, Rosanno. Musisz o niego zadbać. Ciao, maleńka. – Roberto podniósł jej dłoń do ust i pocałował. – Jeszcze się kiedyś spotkamy, jestem pewien.