Drzewo Anioła

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Drzewo Anioła
Drzewo Anioła
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 71,90  57,52 
Drzewo Anioła
Drzewo Anioła
Audiobook
Czyta Katarzyna Traczyńska
38,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

W piątek zostawiła jak zwykle Cheskę u Mabel i wyruszyła autobusem do Mayfair. Nie zapatrywała się optymistycznie na kolejną rozmowę o pracę – posadę recepcjonistki w kancelarii radców prawnych. Poprzedniego dnia jej potencjalny szef poddał ją egzaminowi z maszynopisania, który sromotnie oblała.

Odetchnęła głęboko i nacisnęła dzwonek przy imponujących czarnych drzwiach.

– W czym mogę pomóc? – Kobieta, która jej otworzyła, była młoda i uśmiechała się przyjaźnie.

– Jestem umówiona na spotkanie z panem Pickeringiem. O wpół do dwunastej.

– Zgadza się. Proszę za mną.

Po chwili Greta znalazła się w recepcji – ściany wykładane dębową boazerią, gruby dywan na podłodze, skórzane fotele. Dziewczyna wskazała jeden z nich.

– Proszę usiąść. Powiem panu Pickeringowi, że już pani jest.

– Dziękuję.

Młoda kobieta otworzyła drzwi na tyłach pomieszczenia i zniknęła za nimi. Greta zastanawiała się, czy warto w ogóle tu zostać. Na pewno szukali kogoś z wieloletnim doświadczeniem.

Podniosła wzrok, kiedy drzwi znowu się otworzyły.

– Greta Simpson, jak się domyślam?

Greta wstała i wyciągnęła rękę do wysokiego, bardzo przystojnego mężczyzny po trzydziestce, jak to oceniła, w nieskazitelnym prążkowanym garniturze. Miał przenikliwe niebieskie oczy i gęste ciemne włosy, lekko rzedniejące na skroniach.

– Tak. Bardzo mi miło.

Pan Pickering mocno uścisnął jej dłoń.

– Mnie również. Zechce pani pójść ze mną?

– Oczywiście.

Greta ruszyła za nim.

– Proszę tutaj. – Wprowadził ją do dużego gabinetu. Biurko było zawalone papierami, a półki na ścianie uginały się od grubych książek prawniczych. – Proszę usiąść, pani Simpson. Przepraszam za ten rozgardiasz, ale chyba tylko w takich warunkach mogę pracować. – Uśmiechnął się miło, po czym usiadł za biurkiem i popatrzył na nią uważnie, podpierając brodę dłońmi. – Proszę powiedzieć mi coś o sobie.

Greta wyrecytowała swoją historię, ale nie wspomniała ani słowem o Chesce.

– Doskonale. Jakieś doświadczenie w pracy biurowej?

Po kłamstwach, którymi przez cały tydzień raczyła różnych ludzi, Greta postanowiła mówić prawdę.

– Nie, ale jestem gotowa się uczyć.

– No cóż… – Pan Pickering postukał ołówkiem w biurko. – Posada, którą oferujemy, nie wymaga jakichś szczególnych kwalifikacji. Mamy tu do czynienia z bardzo bogatymi i ważnymi ludźmi i zależy nam, by byli odpowiednio traktowani od momentu, gdy przekraczają próg naszej kancelarii. Oczekujemy, że będzie pani ich witała, proponowała im herbatę i przede wszystkim zachowywała dyskrecję. Większość z nich zjawia się u nas, ponieważ mają… osobisty problem takiego czy innego rodzaju. Do pani obowiązków będzie należała obsługa telefonu i prowadzenie terminarza spotkań dla mnie i mojego wspólnika, pana Sallisa. Jest jeszcze Moira, nasza sekretarka, która zajmuje się pisaniem na maszynie i prowadzeniem biura. Doskonale sobie radzi, ale czasem trzeba będzie jej pomóc. Zajmie pani miejsce pani Forbes, którą widziała pani w recepcji. Przykro nam ją tracić, ale koło Nowego Roku spodziewa się dziecka. Pani… niczego takiego nie planuje, prawda?

Greta udała głębokie poruszenie.

– Nie sądzę, bym jako wdowa mogła to w ogóle rozważać.

– Świetnie. Najważniejsza jest ciągłość pracy, sama pani rozumie. Klientom zależy na ścisłej więzi. Ma pani ładną buzię, bez trudu ich pani oczaruje. Więc jak? Zaczynamy w poniedziałek?

– Ja… – Greta była tak zaskoczona, że nie bardzo wiedziała, co powiedzieć.

– A może chce pani jeszcze to przemyśleć?

– Nie, nie – zaprzeczyła pospiesznie. – Z radością przyjmę tę posadę.

– Świetnie. Sądzę, że poradzi sobie pani doskonale. – Pan Pickering wstał. – Przepraszam, ale jestem umówiony na lunch. Jeśli chce się pani dowiedzieć czegoś więcej, proszę pomówić z Sally… to znaczy z panią Forbes. Wszystko pani wyjaśni. Pensja wynosi dwieście pięćdziesiąt funtów rocznie. Czy to jest do przyjęcia?

– O tak, oczywiście. – Greta wstała i wyciągnęła rękę nad biurkiem. – Dziękuję bardzo. Nie zawiodę pana, obiecuję.

– Nie wątpię. Do widzenia.

Wychodząc z gabinetu, Greta poczuła przypływ euforii. Była w Londynie niespełna trzy tygodnie, a już zdążyła znaleźć sobie mieszkanie i pracę.

– Jak poszło? – spytała Sally.

– Zaproponował mi posadę. Zaczynam w poniedziałek.

– Dzięki Bogu! Rozmawiał z mnóstwem dziewczyn. Zaczęłam się już bać, że urodzę przy biurku, jak kogoś szybko nie znajdzie. Żadna nie wydawała mu się dość czarująca, jeśli wie pani, co mam na myśli!

– Chyba tak. Była pani z tej pracy zadowolona? – spytała Greta.

– Bardzo. Pracować dla pana Pickeringa to przyjemność, a staruszek, przepraszam, pan Sallis, wspólnik, jest naprawdę kochany. Ale proszę uważać na Veronicę. To córka pana Sallisa. Zamężna z panem Pickeringiem. Istna wiedźma! Wpada tu niekiedy po drodze na lunch do jakiejś eleganckiej restauracji. Trzyma męża żelazną ręką. Prawdziwa szara eminencja. Jeśli się jej pani nie spodoba, to koniec. Moja poprzedniczka przez nią odeszła.

– Rozumiem.

– Ale proszę się nie martwić. Jej wysokość, dzięki Bogu, nie zaszczyca nas zbyt często swoją obecnością. Chciałaby się pani jeszcze czegoś dowiedzieć?

Greta zadała jeszcze kilka pytań, na które Sally odpowiedziała szczegółowo, a potem nagle spojrzała na zegarek.

– Jezu, nie wiedziałam, że jest tak późno! Muszę lecieć. Miło było panią poznać. Będę tu jeszcze przez kilka dni, żeby pokazać co i jak, ale jestem pewna, że świetnie sobie pani poradzi.

– Dziękuję. Kiedy pani ma termin? Ja… – Greta zdążyła ugryźć się w język, nim podjęła pełną zrozumienia rozmowę o ostatnich trzech wyczerpujących miesiącach ciąży. – Zobaczymy się w poniedziałek. Do widzenia.

Wybiegła na ulicę i zafundowała sobie taksówkę, chcąc wrócić jak najszybciej do domu. Postanowiła, że spyta Mabel, czy zechciałaby opiekować się Cheską już na stałe. Jeśli nie, to będzie musiała zamieścić w lokalnej gazecie ogłoszenie, że poszukuje kogoś do dziecka.

Kiedy dotarła do domu, z mieszkania Mabel wybiegła uśmiechnięta Cheska – buzię miała umorusaną czekoladą.

– Witaj, kochanie. – Greta porwała córeczkę w ramiona. – Dobrze się bawiłaś?

– Piekłyśmy babeczki, mamusiu. – Cheska wtuliła się w matkę.

– Była grzeczna? – zwróciła się Greta do Mabel, która stanęła w drzwiach.

– Jak aniołek. Ma pani uroczą córeczkę.

– Och, proszę mówić mi po imieniu. Masz pięć minut, Mabel? Chciałabym cię o coś zapytać.

– Tak. Zapraszam do mnie. Właśnie zaparzyłam herbatę.

Greta wzięła Cheskę na ręce i weszła do mieszkania Mabel, które było zagracone ciężkimi, staromodnymi meblami, a w powietrzu unosił się lekki zapach fiołków i środka odkażającego.

Mabel posadziła je w salonie, po czym przyniosła tacę z czajniczkiem w jaskrawym pokrowcu z włóczki, filiżankami i talerzem przypalonych babeczek.

– Proszę. – Podała Grecie filiżankę mocnej herbaty. – O co chodzi, moja droga?

– No więc dziś rano udało mi się znaleźć pracę w kancelarii radców prawnych w Mayfair.

– Ale jesteś bystra! Sama nigdy nie nauczyłam się pisać ani czytać. Kobietom w tamtych czasach nie było to potrzebne.

– Chodzi o Cheskę. Muszę wychodzić z domu i zarabiać na życie, ale przecież nie mogę jej ze sobą zabierać.

– Ma się rozumieć.

– Pomyślałam więc, czy nie zechciałabyś opiekować się nią na stałe? Zapłaciłabym ci, oczywiście.

– Daj mi się zastanowić. W jakich godzinach będziesz pracowała?

– Musiałabym wychodzić o wpół do dziewiątej i wracałabym o szóstej.

– Przez pięć dni w tygodniu?

– Tak.

– Chyba możemy spróbować. – Mabel uśmiechnęła się do Cheski, która ochoczo zajadała babeczkę, siedząc na kolanach matki. – Będzie mi dotrzymywać towarzystwa.

Ustaliły wynagrodzenie w wysokości piętnastu szylingów tygodniowo.

– Doskonale – powiedziała Mabel. – Kilka dodatkowych pensów przyda się w dzisiejszych czasach. Renta po moim mężu ledwie starcza na czynsz i jedzenie.

– Jestem ci naprawdę bardzo wdzięczna. Tak czy owak, nie możemy zabierać ci dzisiaj więcej czasu. Chodź, Cheska, pójdziemy na lunch. – Greta wstała z miejsca.

– Wiesz, co powinnaś zrobić, prawda, moja droga? – spytała Mabel, odprowadzając je do drzwi.

– Co takiego?

– Znaleźć sobie nowego męża. Jestem pewna, że taka ładna dziewczyna jak ty mogłaby bez trudu poznać jakiegoś bogatego dżentelmena, który ożeni się z tobą i zaopiekuje się wami. To nie w porządku, żeby matka musiała pracować.

– Miło, że tak mówisz, Mabel, ale nie sądzę, by jakikolwiek mężczyzna zainteresował się wdową z dzieckiem – odparła Greta, uśmiechając się smutno. – Do zobaczenia w poniedziałek.

– Tak, moja droga. Uważaj na siebie.

Niosąc Cheskę na górę, Greta rozmyślała o słowach Mabel. Wątpiła, czy jeszcze kiedykolwiek wyjdzie za mąż.

12

Greta i Cheska spędziły w sobotę radosne popołudnie, robiąc zakupy na West Endzie. W Walii modne butiki stanowiły rzadkość. Zresztą w Marchmont Greta potrzebowała tylko ciepłych i praktycznych ubrań.

Teraz miała wrażenie, że sklepy pełne są rzeczy, jakich nie widziała od czasów przedwojennych. Cheska była wyraźnie zafascynowana wielkimi domami towarowymi i z zachwytem na buzi dreptała za matką. Greta kupiła dwa niedrogie kostiumy i trzy bluzki do pracy, a także sweter i spódniczkę w szkocką kratę dla Cheski.

W niedzielę wieczorem posadziła przed sobą córkę i wyjaśniła jej, że mama musi iść do pracy, żeby obie mogły pozwolić sobie na smaczne rzeczy do jedzenia i na ładne sukienki. Powiedziała, że przez cały dzień będzie się nią zajmowała Mabel, ale że mama wróci i położy ją do snu. Cheska przyjęła to bez większych oporów. Oświadczyła, że Mabel jest miła i daje jej czekoladę.

 

Nazajutrz rano Greta zaprowadziła córeczkę do Mabel. Dziewczynka została tam bez cienia sprzeciwu. Czując głęboką ulgę, Greta złapała autobus.

Przed końcem pierwszego tygodnia zadomowiła się w kancelarii i polubiła swoją pracę. Klienci byli przyjaźni i uprzejmi. Sekretarka Moira, kobieta w średnim wieku, zawsze służyła pomocą, a goniec Terence, chłopak ze wschodniego Londynu, miał powiedzonko na każdą okazję. Rzadko widywała pana Sallisa, który przychodził do kancelarii tylko trzy razy w tygodniu. Pan Pickering siedział w swoim gabinecie z jakimś klientem albo spieszył dokądś na umówiony lunch. Ku jej uldze przerażająca Veronica jak dotąd się nie pojawiła.

Cheska wydawała się bardzo zadowolona z tego nowego porządku dnia i choć Greta wracała po pracy zmęczona, zawsze znajdowała siły, żeby przygotować smaczną kolację, a potem poczytać córce przez godzinę, nim sama położyła się do łóżka.

W weekendy Greta, pomimo ograniczonego budżetu, starała się organizować coś wyjątkowego. Czasem odwiedzały sklep z zabawkami Hamleys, a potem szły na herbatę do Lyons Corner House. Raz zabrała Cheskę do londyńskiego zoo, żeby pokazać jej lwy i tygrysy.

Była zaskoczona tym, z jaką łatwością przywykły do miejskiego życia. Cheska rzadko wspominała Marchmont, a co do Grety, to obowiązki nie pozwalały jej myśleć zbyt często o ukochanym synku. Czuła wyrzuty sumienia, ilekroć dostawała pełen błędów ortograficznych list od Mary, w którym dziewczyna pisała, że Owen stacza się coraz bardziej. Przytrafiło mu się kilka upadków i doktor Evans starał się umieścić go w szpitalu, ale on zdecydowanie odmówił. Morgan, jego ukochany labrador, zdechł niedawno, co sprawiło, że Owen zaczął pić jeszcze więcej. Był zbyt chory, żeby zajmować się majątkiem, i opiekę nad Marchmont przejął jego adwokat, pan Glenwilliam.

Mary przekonywała Gretę, by się nie martwiła i że ze względu na Cheskę postąpiła słusznie, wyjeżdżając stamtąd. Greta zastanawiała się, kiedy Mary napisze, że odchodzi z domu, zwłaszcza że nadmieniła, iż Huw, młody parobek, który ją od dawna adorował, poprosił ją o rękę. Zaręczyli się i oszczędzali na wesele, chwilowo jednak nadal ze spokojem przyjmowała nieprzewidywalne zachowanie swojego pana.

Greta poznała panią Pickering dopiero po miesiącu. Wróciła właśnie z przerwy na lunch i usiadła przy biurku, kiedy do recepcji, nie dzwoniąc nawet, weszła elegancka kobieta w kosztownym futrze i kapeluszu. Greta uśmiechnęła się do niej.

– Dzień dobry, proszę pani. W czym mogę pomóc?

– A pani to kto? – Nowo przybyła obrzuciła Gretę świdrującym spojrzeniem.

– Nazywam się Simpson. Zastąpiłam kilka tygodni temu panią Forbes. Jest pani umówiona? – spytała uprzejmie Greta.

– Nie sądzę, żebym musiała umawiać się na spotkanie ze swoim mężem albo ojcem, prawda?

– Oczywiście, że nie. Bardzo przepraszam, pani Pickering. Którego z nich chciałaby pani widzieć?

– Niech sobie pani nie zawraca tym głowy. Sama znajdę męża. – Veronica popatrzyła na dłonie Grety. – Radziłabym kupić porządny pilniczek. Pani paznokcie wyglądają na brudne i zaniedbane. Nie możemy sobie pozwolić na to, by nasi klienci sądzili, że zatrudniamy hołotę. – Obrzuciła Gretę protekcjonalnym spojrzeniem, po czym odwróciła się i zniknęła za drzwiami gabinetu męża.

Greta popatrzyła na swoje czyste, choć niewypielęgnowane paznokcie, i zagryzła wargę. Po chwili w recepcji pojawił się klient, a ona musiała podać mu herbatę i zająć go rozmową.

Po dziesięciu minutach ukazała się pani Pickering w towarzystwie męża.

– Odbieraj telefony do pana Pickeringa, Gryzeldo. Idziemy kupić dla mnie prezent na Gwiazdkę. Prawda, kochanie?

– Tak, moja droga. Wrócę przed czwartą, Greto.

– Rozumiem, panie Pickering.

Kiedy szli w stronę drzwi, Veronica Pickering zwróciła się do męża:

– Niepokoi mnie ten akcent… Nie uczą teraz w szkołach prawidłowej wymowy?

Greta zacisnęła zęby.

Spotkanie z Veronicą Pickering rozstroiło ją do końca dnia. Pan Pickering nie wrócił do kancelarii i zobaczyła go dopiero następnego ranka. Przechodząc przez recepcję, przystanął przy jej biurku.

– Dzień dobry, Greto.

– Dzień dobry, proszę pana.

– Chciałem cię przeprosić za zachowanie mojej żony. Obawiam się, że taka po prostu jest. Nie powinnaś brać sobie do serca wszystkiego, co mówi. My, to znaczy ja i pan Sallis, jesteśmy jak dotąd bardzo zadowoleni z pani pracy.

– Dziękuję.

– Proszę robić swoje. – Pan Pickering uśmiechnął się do niej w ten swój uroczy sposób, a Greta zaczęła się zastanawiać, dlaczego, u licha, ożenił się z tak koszmarną kobietą.

Od tego dnia pan Pickering często zatrzymywał się przy biurku Grety i z nią rozmawiał, jakby chciał ją przekonać, że nie podziela opinii żony na jej temat. W trakcie jednej z takich pogawędek Greta spytała, czy mogłaby dostać maszynę do pisania, żeby pomóc przy listach. Pan Pickering się zgodził i Greta, przy cierpliwych wskazówkach Moiry, zaczęła uczyć się maszynopisania.

*

Do Bożego Narodzenia pozostało tylko kilka dni i Greta nie mogła się już doczekać świąt. Wydała zbyt dużo pieniędzy na prezenty dla Cheski, nie chcąc, żeby jej mała córeczka sądziła, iż Święty Mikołaj o niej zapomniał. Zarezerwowała też dwa bilety na Piotrusia Pana w teatrze Scala, z udziałem Margaret Lockwood. Tak bardzo pragnęła, by ich pierwsze święta bez Owena i Jonny’ego były, mimo wszystko, jak najszczęśliwsze.

– Święty Mikołaj będzie wiedział, gdzie jestem, prawda, mamo? – spytała z niepokojem Cheska, kiedy Greta otulała ją przed snem.

– Oczywiście, kochanie. Wysłałam list na biegun północny i poinformowałam o zmianie naszego adresu. W przyszłym tygodniu kupimy drzewko i mnóstwo ozdób. Cieszysz się?

– O tak, mamo. – Cheska z uśmiechem okryła się kołderką.

*

Nazajutrz Moira zachorowała na grypę i została po południu odesłana do domu, a pan Pickering dał Grecie stos dokumentów do przepisania.

– Bardzo przepraszam, Greto, ale trzeba przed świętami dopiąć mnóstwo spraw. Pan Sallis wyjechał już na wieś, więc wszystko jest na mojej głowie. Będziesz mogła zostać jutro dłużej? Zapłacimy ci za nadgodziny.

– Tak, myślę, że dam radę – odrzekła.

Tego wieczoru spytała Mabel, czy zechciałaby dać wieczorem Chesce kolację, a potem położyć ją do łóżka i zostać z nią, dopóki ona nie wróci z pracy.

– Byłabym ci taka wdzięczna, Mabel. Widziałam w Hamleys cudowną lalkę, którą chciałabym jej kupić za te dodatkowe pieniądze. Zjesz z nami świąteczny obiad, prawda? Cheska pytała, czy do nas przyjdziesz. Wiesz, że cię uwielbia.

– Pomogę ci z przyjemnością. Byle to nie zdarzało się za często, pamiętaj – uprzedziła Mabel.

*

Było już po siódmej, kiedy Greta napisała na maszynie ostatni list dla pana Pickeringa, po czym wzięła całą korespondencję i zapukała do drzwi jego gabinetu.

– Proszę!

– Gotowe, panie Pickering. – Greta położyła listy na biurku.

– Dziękuję, Greto. Naprawdę jesteś wspaniała. Nie wiem, co bym bez ciebie począł. – Podpisał się pod każdym listem i oddał jej wszystkie. – No cóż, to chyba tyle na dziś. Może postawię ci drinka w dowód wdzięczności za tę ciężką pracę i z okazji świąt?

– Byłabym zachwycona, ale… – Greta już chciała powiedzieć, że powinna wrócić do domu i zająć się Cheską, lecz w ostatniej chwili ugryzła się w język.

– Moglibyśmy pójść do Athenaeum. – Pan Pickering sięgnął już po swój płaszcz. – Nie na długo. Za godzinę idę z Veronicą na przyjęcie.

Greta wiedziała, że powinna odmówić i pojechać prosto do domu, ale już od tak dawna nie wychodziła nigdzie wieczorem. Poza tym lubiła pana Pickeringa.

– Niech będzie – zgodziła się ostatecznie.

– Doskonale. Weź płaszcz, spotkamy się przed kancelarią.

– Dobrze, tylko muszę jeszcze włożyć te listy do kopert i nakleić znaczki.

– Oczywiście. Wyślemy je po drodze.

Dziesięć minut później oboje ruszyli wzdłuż Piccadilly w stronę hotelu Athenaeum. Koktajlbar był zatłoczony, ale udało im się znaleźć miejsca i pan Pickering zamówił dla niej i dla siebie różowy gin.

– Co robisz w święta, Greto? – spytał, zapalając papierosa. – A tak w ogóle, mów mi James. Nie jesteśmy w pracy.

– Och, nic specjalnego – odparła.

– Spotkasz się z rodziną?

– No… tak.

Przyniesiono im drinki i Greta wypiła łyk ginu.

– Mieszkają w Londynie?

– Tak. A ty co będziesz robił?

– Och, to co zwykle. Jutro będzie kolacja wigilijna u nas w domu, a potem jedziemy do państwa Sallisów, do Sussex, i zostaniemy tam aż do Nowego Roku.

– Nie wydajesz się zachwycony spotkaniem z teściami – odważyła się wtrącić Greta.

– Naprawdę? O Boże. Tak właśnie mówi Veronica.

– Nie lubisz Bożego Narodzenia?

– Lubiłem jako chłopiec, ale teraz jest to spotykanie się z ludźmi, za którymi nie przepadam. Myślę, że byłoby inaczej, gdybyśmy mieli dzieci. Wiesz, w końcu to dla nich są święta Bożego Narodzenia, prawda?

– Tak – przyznała Greta. – Czy wy… to znaczy czy ty i pani Pickering planujecie potomstwo?

– Chciałbym, żeby tak było, ale moja żona nie jest stworzona do macierzyństwa. – James westchnął. – Powiedz mi coś o sobie.

– Właściwie nie ma o czym mówić.

– Taka inteligentna i atrakcyjna kobieta jak ty z pewnością ma u swojego boku jakiegoś mężczyznę?

– Nie, jestem w tej chwili sama.

– Doprawdy, trudno mi w to uwierzyć. Gdybym był wolny, chybabym ci się nie oparł. – Napił się ginu i spojrzał na nią znad szklanki.

Greta, lekko oszołomiona alkoholem, zarumieniła się i uświadomiła sobie, że jego zainteresowanie sprawia jej przyjemność.

– Co robiłeś podczas wojny? – spytała.

– Mam astmę, więc nie przyjęli mnie do wojska. Pracowałem w Ministerstwie Obrony w Whitehall, a wieczorami uczyłem się do egzaminów z prawa. Kiedy tylko je zdałem, pan Sallis mianował mnie, w Dniu Zwycięstwa, młodszym wspólnikiem – wyjaśnił James.

– Pomogło, że byłeś jego zięciem?

– Oczywiście, ale poza tym jestem dobrym prawnikiem, jak wiesz. – Uśmiechnął się, przyjmując z humorem jej uszczypliwy komentarz.

– Och, nigdy w to nie wątpiłam. Jak poznałeś swoją żonę?

– Na przyjęciu, krótko przed wojną. Właśnie ukończyłem Cambridge. Veronica upatrzyła mnie sobie i… – Roześmiał się. – Tak szczerze, Greto, nie miałem szansy się wycofać.

Przez krótką chwilę Greta rozważała jego słowa.

– Chyba za mną nie przepada. Zarzuciła mi niechlujstwo i niewłaściwy akcent.

– To tylko zazdrość, Greto. Veronica ma już swoje lata i okazuje niechęć każdej kobiecie, która jest młodsza od niej. Zwłaszcza takiej uroczej jak ty. A teraz, niestety, muszę cię opuścić. Przyjęcie zaczyna się za piętnaście minut, a ja w żadnym wypadku nie mogę się spóźnić. – Zapłacił rachunek, potem dał jej kilka monet. – Weź taksówkę.

Wstali i wyszli na zewnątrz.

– Było mi bardzo miło – powiedział James. – Może zechcesz któregoś wieczoru zjeść ze mną kolację?

– Czemu nie.

– No cóż, wobec tego wesołych świąt, Greto.

– Wesołych świąt, James.

Pomachał jej, oddalając się szybkim krokiem. Portier zatrzymał taksówkę i Greta wsiadła do niej. Wracając do domu, zastanawiała się nad ich rozmową. James podobał jej się i raczej nie ulegało wątpliwości, że z wzajemnością. Już od niepamiętnych czasów nie była w towarzystwie mężczyzny, który prawił jej komplementy. Przez chwilę wyobrażała sobie, jak James bierze ją w ramiona i całuje… ostro przywołała się do porządku.

Sama myśl o tym wydawała się szaleństwem. Był żonaty. Co więcej, był jej pracodawcą.

Mimo to, kiedy tej nocy leżała samotnie w łóżku, czując, jak budzi się w niej pożądanie do tego mężczyzny, wiedziała, że nie zdołałaby się oprzeć pokusie, gdyby ta pojawiła się naprawdę.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?