Dom orchidei

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

9
Wharton Park STYCZEŃ, 1939

Olivia Drew-Norris podeszła do okna wielkiej sypialni, do której ją skierowano, i wyjrzała na zewnątrz. Widoczny za oknem posępny szary krajobraz sprawił, że westchnęła.

Miała wrażenie, że dwa miesiące temu, w dniu, kiedy przybiła do wybrzeży Anglii, ktoś celowo starł z palety świata ciepłe radosne kolory, zastępując je zamglonymi, mulistymi odcieniami szarości i brązu. Surowość krajobrazu oraz pierwsze nitki mgły, które unosiły się nad polami, mimo iż dopiero minęła piętnasta, sprawiły, że poczuła się zmęczona i zmarznięta.

Zadrżała, odeszła od okna.

Rodzice cieszyli się z powrotu do Anglii. Akceptowali tę wstrętną wilgotną wyspę, ponieważ w ich pamięci zachowała się ona jako „dom”. Z Olivią było inaczej. Indie były jedynym miejscem, jakie znała, odkąd przyszła na świat. Teraz, kiedy w końcu przyjechali do Anglii, nie mogła pojąć, jak ktokolwiek – czy to w klubie, czy w domu jej rodziców w Poona – mógł wspominać ten kraj z rozrzewnieniem. Z tego, co zdążyła zauważyć, nie było tu nic ciekawego. W Indiach wszyscy narzekali na upał, ale nikt nie kładł się spać w sześciu warstwach bielizny do cuchnącego wilgocią zimnego łóżka, czekając, aż wróci mu krążenie. Olivia marzła od chwili, kiedy opuściła pokład statku.

Tęskniła za zapachami i dźwiękami Indii… dojrzałymi granatami, kadzidłami, olejkami, które ayah2 wcierała w jej długie, czarne włosy, za słodkim śpiewem służących, śmiechem dzieci na zakurzonych ulicach miasta, za handlarzami, którzy wykrzykiwali nazwy swych towarów. Wszystko to w porównaniu z tą milczącą, ponurą krainą przypominało barwny, tętniący życiem obraz.

Przygotowania poprzedzające podróż i ogromna radość rodziców z powrotu do „domu”, sprawiły, że Olivia poczuła się jeszcze bardziej oszukana, przygnębiona i nieszczęśliwa. Najgorsze w tym wszystkim było to, że wcale nie musiała towarzyszyć rodzicom w drodze do Anglii. Gdyby tylko zwróciła większą uwagę na zaloty rumianego pułkownika i pozwoliła mu zabiegać o swe względy, może mogłaby pozostać w Poona. Sęk w tym, że pułkownik był stary. Miał co najmniej czterdzieści pięć lat, a ona zaledwie osiemnaście.

Poza tym przetrwała upalne bezsenne noce, czytając demoralizujące powieści pióra angielskich skandalistek: Jane Austen i sióstr Brontë. A one kazały jej wierzyć, że pewnego dnia znajdzie „prawdziwą miłość”.

W ciągu kolejnych kilku miesięcy miała zadebiutować na londyńskich salonach, gdzie zostanie przedstawiona odpowiednim młodym kawalerom. To pośród nich miała nadzieję odnaleźć swojego pana Darcy.

Był to mały promyk nadziei pośród morza mroku i – pomyślała brutalnie Olivia – marne szanse, by coś z tego wynikło. Młodzi angielscy mężczyźni, których spotkała do tej pory, nie napawali jej optymizmem na przyszłość. Ich ziemista cera, niedojrzałość i brak jakichkolwiek zainteresowań – poza strzelaniem do bażantów – nie pomagały zjednać sobie jej sympatii. Może działo się tak dlatego, że większość życia spędziła wśród dorosłych, mając to nieszczęście, że była jedną z bardzo nielicznych młodych osób w kręgach towarzyskich Poona. Dorastała wśród przyjaciół rodziców, biorąc udział w uroczystych obiadach i przyjęciach, jeżdżąc konno i grając w tenisa. Jej edukacja była równie niezwykła, choć to akurat zdaniem Olivii miało swoje dobre strony. Jej rodzice zatrudnili prywatnego nauczyciela, pana Christiana, absolwenta Cambridge, który został ranny podczas pierwszej wojny światowej, jednak postanowił się osiedlić w Poona. Pan Christian studiował filozofię w Trinity i korzystał z każdej nadarzającej się okazji, by wypełniać młode umysły swą rozległą wiedzą. Uczył także Olivię grać w szachy na niemalże profesjonalnym poziomie i pokazał jej, jak oszukiwać podczas gry w brydża.

Jednak kilka ostatnich tygodni utwierdziło Olivię w przekonaniu, że jej wiedza i obycie towarzyskie na nic się nie zda w szarej deszczowej Anglii. Jej garderoba, która w Indiach uchodziła za nowoczesną, okazała się żałośnie staromodna. Upierała się, by krawcowa matki skróciła spódnice na londyńską modłę, tak by zakrywały kolana, a nie kostki. A kiedy ostatnio wybrała się z matką na zakupy do Derry and Toms, w tajemnicy kupiła wyzywającą czerwoną szminkę.

Skracanie spódnic i kupno czerwonej szminki nie wynikały z tego, że Olivia była próżna; po prostu nie chciała jeszcze bardziej wyróżniać się z tłumu.

A teraz trafili tu, do kolejnego lodowatego wilgotnego mauzoleum, w którym mieli spędzić cały weekend. Ojciec najwyraźniej chodził do szkoły z gospodarzem domu, lordem Christopherem Crawfordem. Tatko, jak zwykle, spędzi cały dzień na strzelaniu, mama – albo raczej mamusia, jak ostatnio zwracała się do matki – będzie siedziała w salonie, popijając herbatę i zabawiając panią domu uprzejmą rozmową, a ona, Olivia, usiądzie obok niej, czując się jak piąte koło u wozu.

Usłyszała delikatne pukanie do drzwi.

– Proszę – rzuciła.

Chwilę później do pokoju zajrzała dziewczyna o słodkiej piegowatej twarzy i błyszczących, brązowych oczach. Miała na sobie staromodny strój pokojówki, który wydawał się o wiele za duży.

– Przepraszam, panienko, jestem Elsie i mam pomagać panience podczas pobytu w Wharton Park. Czy mogę rozpakować walizkę panienki?

– Oczywiście.

Elsie przestąpiła przez próg i zatrzymała się tuż przy wejściu.

– Przepraszam, panienko, ale trochę tu ciemno. Czy mogę zapalić lampę? Prawie panienki nie widzę. – Zachichotała nieśmiało.

– Tak, proszę – odparła Olivia.

Dziewczyna podbiegła do stojącej obok łóżka lampy i włączyła ją.

– Już – rzuciła radośnie. – Tak jest dużo lepiej, prawda?

– Tak. – Olivia podniosła się z łóżka i odwróciła się w stronę Elsie. – Zmrok zapada tu bardzo szybko. – Poczuła na sobie wzrok pokojówki. – Coś nie tak? – spytała w końcu.

Dziewczyna podskoczyła jak oparzona.

– Przepraszam, panienko. Właśnie podziwiam, jaka jesteś piękna. Nigdy w życiu nie widziałam tak pięknej dziewczyny. Wygląda panienka jak jedna z aktorek filmowych.

Olivia zdawała się zaskoczona.

– Dziękuję – odparła. – To, co mówisz, jest bardzo miłe, ale chyba nie przypominam żadnej aktorki.

– Ależ tak – upierała się Elsie. – Proszę mi wybaczyć, jeśli zrobię coś nie tak, ale pierwszy raz jestem czyjąś pokojówką. – Elsie dźwignęła walizkę na łóżko i otworzyła ją. – A teraz, jeśli powie mi panienka, co zechce włożyć na popołudniową herbatkę, przygotuję odpowiedni strój. Wyjmę też sukienkę, którą włoży panienka na uroczystą kolację, uprasuję ją i odświeżę. – Spojrzała pytająco na Olivię.

Olivia wskazała nową różową sukienkę z kołnierzem typu Piotruś Pan i rzędem dużych białych guzików.

– To na teraz. A na wieczór granatowa sukienka z wytłaczanym wzorem.

– Dobrze, panienko. – Elsie skinęła głową. Chwilę później wyciągnęła sukienki z walizki i ostrożnie rozłożyła na łóżku. – Jestem pewna, że ta ciemnogranatowa idealnie pasuje do cery panienki. Czy powiesić do szafy resztę ubrań?

– Dziękuję, Elsie, jesteś bardzo miła.

Olivia siedziała na obitym tkaniną stołku, w nogach łóżka, podczas gdy Elsie krzątała się po pokoju. W Indiach nie zwracała uwagi na służbę – była jak meble, jak część wystroju domu. Teraz denerwowała ją obecność tej dziewczyny, która miała mniej więcej tyle samo lat co ona, a do tego była Angielką.

Kiedy przyjechali do starego domu rodziców w Surrey, ojciec bez przerwy utyskiwał na to, jak trudno znaleźć w tych czasach dobrą służbę. Powtarzał, że coraz mniej młodych dziewcząt przybywa do majątków, gdyż wolą pracować jako sekretarki w biurach albo sprzedawczynie w nowych domach towarowych, które jak grzyby po deszczu powstawały na terenie całego kraju.

– Dziewczęta nie chcą już służyć – mruczał pod nosem.

Tymczasem liczne wizyty w wiejskich posiadłościach utwierdziły Olivię w przekonaniu, że emancypacja kobiet znacznie szybciej postępowała w dużych miastach.

– Gotowe, panienko. Teraz zejdę na dół i wyprasuję panience tę granatową sukienkę. Wrócę po herbatce, żeby przygotować panience kąpiel i rozpalić w kominku. Czy potrzebuje panienka czegoś jeszcze?

– Nie, dziękuję, Elsie – odparła z uśmiechem. – A tak przy okazji, mów mi Olivia.

– Dziękuję, panienko… to znaczy, panienko Olivio – rzuciła pospiesznie Elsie i chwilę później zniknęła za drzwiami.

*

Tego samego dnia przed uroczystą kolacją Elsie udowodniła, że zna się na fryzjerstwie.

– Może chce panienka, żebym je upięła? – spytała, szczotkując złote loki Olivii. – Myślę, że wyglądałaby panienka uroczo i wytwornie jak Greta Garbo. Ćwiczyłam trochę na mojej siostrze, więc wiem, jak to robić.

Olivia, która do tej pory siedziała nieruchomo na krześle przed lustrem, delikatnie skinęła głową.

– Dobrze, Elsie, zaufam ci.

Jeśli coś pójdzie nie tak, pomyślała, zawsze mogę je rozpuścić.

– Uwielbiam czesać włosy – wyznała Elsie. – Chciałam terminować w salonie fryzjerskim, ale najbliższy jest dwadzieścia kilometrów stąd i nie mam się tam jak dostać. Jedyny omnibus odjeżdża o jedenastej z Gate Lodge. W takiej sytuacji nie dałabym więc rady, prawda? – zwierzała się, podczas gdy jej wprawne dłonie szczotkowały, podkręcały i upinały włosy Olivii w wytworny kok.

– Nie myślałaś o tym, żeby przeprowadzić się do miasta? – spytała Olivia.

Elsie wydawała się przerażona.

– Co takiego? Miałabym zostawić mamę, braci i siostry? Potrzebują mojej pomocy i pieniędzy, które zarabiam we dworze. – Po tych słowach odsunęła się, by podziwiać swoje dzieło. – I co panienka na to?

– Dziękuję, Elsie. – Olivia się uśmiechnęła. – Świetnie się spisałaś.

– Proszę mi nie dziękować, panienko Olivio. To był dla mnie prawdziwy zaszczyt. Pomóc panience włożyć gorset?

– Jesteś kochana, Elsie – rzuciła nieśmiało Olivia. – Jeśli mam być szczera, nie mam pojęcia, co z tym zrobić. Nigdy wcześniej nie nosiłam gorsetu i coś mi mówi, że będą z nim same kłopoty.

 

Elsie wzięła do rąk gorset i przyjrzała się mu.

– To nowy gorset w stylu „talia osy” – zauważyła z podziwem. – Widziałam takie w „Woman’s Weekly”. Mówią, że nadaje figurze idealny kształt klepsydry. Dobrze, chyba już wiem, jak go włożyć. Zrobimy to razem, panienko Olivio. Proszę się nie martwić – dodała pocieszająco.

Po tym, jak pomogła Olivii włożyć gorset i przekonała ją, że pod ciasnym wiązaniem nie ma miejsca na oliwkę, a co dopiero czterodaniową kolację, Elsie ubrała panienkę w ciemnogranatową sukienkę i pomogła jej się zapiąć.

W końcu Olivia wygładziła sukienkę, która marszczyła się niesfornie pod ściśniętą talią, i spojrzała na swoje odbicie w lustrze.

Nowa fryzura, gorset i suknia zupełnie ją odmieniły. Z lustrzanych ram nie patrzyła na nią nastoletnia dziewczyna, ale urocza, młoda kobieta.

– Och, panienko Olivio, jaka panienka śliczna. Ten kolor idealnie pasuje do panienki oczu. Założę się, że mężczyźni nie będą mogli oderwać od panienki wzroku. Mam nadzieję, że usiądzie panienka obok panicza Harry’ego, syna jego lordowskiej mości. Wszystkie się tu w nim kochamy – wyznała Elsie. – Jest taki przystojny.

– Znając moje szczęście, nic takiego się nie stanie. Pewnie posadzą mnie obok starego majora z wielkim brzuchem, którego spotkałam na dole w czasie popołudniowej herbatki. – Olivia uśmiechnęła się i uniosła brwi. Była to krótka chwila wzajemnego zrozumienia, kiedy dzielące je społeczne bariery przestały mieć znaczenie.

– Dla dobra panienki, mam nadzieję, że tak się nie stanie – rzuciła radośnie Elsie. – Życzę miłej zabawy.

Wychodząc z pokoju, Olivia się odwróciła.

– Dziękuję ci, Elsie. Jesteś bardzo miła. Opowiem ci o wszystkim później. – Mrugnęła figlarnie i zamknęła za sobą drzwi.

*

Olivia nie była jedyną, która obawiała się uroczystej kolacji. Tego samego wieczoru szanowny Harry Crawford postanowił w duchu, że kiedy zostanie właścicielem Wharton Park, zrezygnuje z polowań. Sama myśl o zabijaniu bezbronnych żywych stworzeń sprawiała, że robiło mu się niedobrze.

Walcząc ze spinkami do mankietów – jego służący pomagał się ubrać podstarzałemu majorowi – Harry spojrzał w lustro i wyprostował muszkę. Zastanawiał się, jak wielu ludzi żyje w przeświadczeniu, że przyszli na świat w niewłaściwym miejscu i czasie.

W życiu Harry’ego wszystko było obowiązkiem. I choć wielu patrzyło na nie z nieukrywaną zawiścią, Harry pomyślał, że chętnie zamieniłby się z każdym z nich.

Wiedział, że nikogo nie interesuje, co tak naprawdę czuje: jego życie zostało zaplanowane na długo przed tym, zanim przyszedł na świat. Ma zapewnić ciągłość rodu i nic nie może tego zmienić.

Przynajmniej dwa lata piekła w Sandhurst dobiegły końca. Był na dwutygodniowej przepustce, po której miał dołączyć do Piątego Batalionu Royal Norfolk – pułku, w którym niegdyś służył jego ojciec – i dostać swój pierwszy przydział jako oficer. Uzyskawszy najwyższy stopień wojskowy, lord Christopher Crawford pracował obecnie w Whitehall jako doradca rządowy.

Chodziły słuchy o nadciągającej wojnie… Na samą myśl o tym Harry oblewał się zimnym potem. Chamberlain robił, co mógł, i wszyscy liczyli na pokojowe rozwiązanie, ale sądząc po tym, co mówił ojciec – który znał fakty, a nie uliczne plotki – szanse na utrzymanie pokoju były marne. Ojciec twierdził, że w ciągu roku wybuchnie kolejna wojna, i Harry mu wierzył.

Nie był tchórzem. Nie przerażała go myśl, że mógłby oddać życie za ojczyznę. Jednak bojowe nastawienie innych oficerów, którzy aż się palili, by spuścić szkopom solidny łomot – bezmyślny eufemizm na ogrom śmierci i zniszczenia – nie udzieliło mu się. Zachował pokojowe przekonania dla siebie, wiedząc, że w mesie oficerskiej nie zostałyby dobrze przyjęte. Nocą, kiedy nie mógł zasnąć, leżał na wąskim łóżku i zastanawiał się, czy gdyby rzeczywiście stanął twarzą w twarz ze szkopem, byłby w stanie pociągnąć za spust, by ocalić własną skórę.

Wiedział, że inni zadają sobie podobne pytania. Problem polegał na tym, że ojcem innych nie był wysoki rangą znany oficer, a historia ich rodzin nie opiewała dwustu lat bohaterskich czynów.

Harry już dawno pogodził się z myślą, że nie wdał się w ojca. Miał charakter po matce Adrienne – był wrażliwy i uzdolniony artystycznie. Po niej też odziedziczył nagłe gwałtowne ataki depresji, kiedy świat stawał się ponurym, wrogim miejscem, a życie traciło nagle sens. Matka Harry’ego nazywała te chwile petit mal i zwykle przeczekiwała je, leżąc w łóżku. Jako oficer armii, Harry nie miał takiej możliwości. Nie rozmawiał z ojcem na temat wojska. Prawdę powiedziawszy, ich rozmowy ograniczały się do radosnego „dzień dobry”, „ładny mamy dziś dzień” albo: „Bądź tak miły i poproś Sable’a, żeby nalał mi szklaneczkę szkockiej”.

Równie dobrze jego ojcem mógł być każdy z oficerów, z którymi miał do czynienia w Sandhurst. Naturalnie matka Harry’ego wiedziała, co jej syn myśli na temat swojego życia i przyszłości, choć w tej kwestii była równie bezsilna jak on. Rozmowa na ten temat nie miała więc sensu.

Jednak to matce zawdzięczał jedyną rzecz, która dawała mu pocieszenie, i był jej za to dozgonnie wdzięczny. Kiedy miał sześć lat, Adrienne wbrew sprzeciwom męża zatrudniła nauczyciela muzyki, by nauczył małego Harry’ego podstaw gry na fortepianie. Dopiero wtedy, gdy siedział, opierając palce o klawisze z kości słoniowej, czuł, że jego życie nabiera sensu. Od tamtej pory Harry stał się świetnym pianistą. Po części dlatego, że zarówno w szkole, jak i w domu mógł się zaszywać w pokoju muzycznym albo salonie i grać godzinami, zapominając o bożym świecie.

Jego nauczyciel muzyki w Eton tak bardzo zachwycił się talentem chłopca, że zaproponował przesłuchanie do Royal College of Music. Jednak ojciec stanowczo się temu sprzeciwił. Harry miał iść do Sandhurst. Granie na pianinie jest dla dyletantów, nie dla przyszłego lorda Crawforda.

To byłoby tyle.

Mimo to Harry ćwiczył tak często, jak tylko mógł, nawet jeśli granie w Sandhurst ograniczało się do zabawiania mesy współczesnymi utworami Cowarda albo Cole’a Portera. Muzyki Chopina nie było w programie.

W chwilach przygnębienia Harry marzył o reinkarnacji; o świecie, w którym mógłby zrobić użytek ze swego talentu i pasji. Być może, westchnął w myślach, jeśli wybuchnie wojna, będzie o krok bliżej do spełnienia swych marzeń.

10

Wchodząc do salonu, Olivia doznała nowego przyjemnego uczucia, że jej obecność została zauważona i przyjęta z aprobatą. Jako pierwszy podszedł do niej lord Crawford.

– Olivia, prawda? Proszę, proszę, jak to hinduskie słońce zmienia pąki w okazałe kwiaty. Kieliszeczek?

– Dziękuję bardzo – odparła, biorąc z tacy przechodzącego kamerdynera szklaneczkę ginu.

– Jest mi niezmiernie miło, że dziś wieczorem siedzimy obok siebie, moja droga – rzucił lord Crawford, odprawiając lokaja dyskretnym skinieniem głowy. Mężczyzna odpowiedział tym samym. Nawet jeśli nie siedziała obok niego przy obiedzie, teraz musiała znosić jego obecność.

– Jak pierwsze wrażenia z Anglii? – spytał.

– To ekscytujące zobaczyć na własne oczy kraj, o którym tak wiele się słyszało – skłamała gładko.

– Moja droga, jestem zaszczycony, że znalazłaś czas, żeby odwiedzić nasz sielski, zaściankowy Norfolk. Twój ojciec mówi, że dopiero debiutujesz na salonach.

– Tak. – Skinęła głową.

– Wspaniałe widowisko – zachichotał Christopher. – Jedno z najlepszych wydarzeń w moim życiu. A teraz pozwól, że przedstawię cię mojej żonie. Po południu była niedysponowana, ale najwyraźniej czuje się już znacznie lepiej. – Po tych słowach zaprowadził ją do szczupłej, eleganckiej kobiety. – Adrienne, poznaj Olivię Drew-Norris, która z pewnością złamie niejedno męskie serce, tak jak ty, moja droga, lata temu.

Adrienne, lady Crawford, spojrzała na Olivię. Chwilę później wyciągnęła delikatną białą rękę, a ich palce musnęły się, parodiując męski uścisk dłoni.

– Enchantée – rzuciła z uśmiechem Adrienne. – Prawdziwa z ciebie uwodzicielka.

– To bardzo miłe, że pani tak uważa, lady Crawford.

Olivia zaczynała czuć się jak jałówka, którą oprowadzano po terenie wystawy, gdzie każdy mógł ją zobaczyć i ocenić. Miała nadzieję, że nie jest to wstęp do nadchodzącego sezonu towarzyskiego.

– Proszę, moja droga, mów mi Adrienne. Jestem pewna, że zostaniemy przyjaciółkami, n’est-ce pas?

Lord Crawford spojrzał z czułością na żonę.

– Wspaniały wieczór, cudowny. Zostawię Olivię w twoich rękach, moja droga. Może udzielisz jej kilku cennych wskazówek. – Po tych słowach oddalił się, chcąc powitać kolejnych gości.

Olivia wykorzystała moment, by lepiej przyjrzeć się gospodyni domu. Choć była dojrzałą kobietą po czterdziestce, Adrienne miała ciało szczupłej młodej dziewczyny oraz pięknie rzeźbioną twarz o wysokich kościach policzkowych rysujących się wyraźnie pod gładką skórą koloru kości słoniowej. Emanująca z niej kobiecość przypominała Olivii delikatną hinduską maharani, a nie typową brytyjską arystokratkę przystosowaną do surowego angielskiego klimatu, z szerokimi biodrami, by rodzić kolejne dzieci i zapewniać ciągłość rodu.

Adrienne była taka elegancka, taka krucha. Patrząc na nią, Olivia pomyślała, że bardziej pasuje do paryskich salonów niż do pełnej przeciągów wiejskiej rezydencji. Zresztą matka mówiła jej, że Adrienne jest Francuzką. Sądząc po sposobie, w jaki nosiła prostą, czarną koktajlową sukienkę, ozdobioną jedynie sznurem kremowych pereł, miała w sobie charakterystyczny dla Francuzów, swobodny szyk.

– A więc, Olivio, wróciłaś do tego okropnego kraju z jego paskudną pogodą i brakiem słońca, n’est-ce pas? – rzuciła obojętnie Adrienne, zaskakując Olivię swoją szczerością.

– Z pewnością jest jeszcze wiele rzeczy, do których będę musiała się przyzwyczaić – odparła tak dyplomatycznie, jak tylko potrafiła.

Adrienne delikatnie dotknęła jej dłoni.

– Ma chérie, ja również wychowałam się w miejscu pełnym słońca i ciepła. Kiedy opuściłam nasz dwór we Francji i przyjechałam do Anglii, myślałam, że nigdy się nie przyzwyczaję. Z tobą jest podobnie. Widzę w twoich oczach, jak bardzo tęsknisz za Indiami.

– To prawda – szepnęła Olivia.

– Mogę ci tylko obiecać, że z czasem będzie coraz łatwiej. – Wzruszyła dyskretnie ramionami. – A teraz pozwól, że przedstawię cię mojemu synowi, Harry’emu. Jest w twoim wieku i dotrzyma ci towarzystwa, podczas gdy ja będę odgrywała rolę wzorowej pani domu. Pardon, chérie, pójdę go poszukać i zaraz wrócę.

Olivia patrzyła za odchodzącą Adrienne rozbrojona jej pełną zrozumienia postawą. Uczono ją, by w takich sytuacjach prowadziła zwykłą rozmowę towarzyską i nie próbowała dowiedzieć się więcej niż to konieczne. Jakiekolwiek spostrzeżenia – albo co gorsza emocje – nie były mile widziane w kręgach brytyjskiej socjety. Wszystkiego tego dowiedziała się w klubie w Poona. Rozmowa z Adrienne, choć niezwykle krótka, pocieszyła ją i sprawiła, że Olivia uśmiechnęła się pod nosem.

*

Kiedy matka poleciła Harry’emu, by dotrzymał towarzystwa młodej „Hindusce”, chłopak posłusznie przeciął pokój, kierując się w stronę Olivii. Dzieliło go od niej zaledwie kilka kroków, gdy zobaczył jej usta rozciągnięte w słodkim uśmiechu.

Chłodna jasnowłosa piękność ożyła nagle na jego oczach, a jej kremowa skóra zdawała się emanować ciepłym blaskiem. Chociaż Harry’ego na ogół nie interesowały uroki kobiecego ciała, uświadomił sobie, że patrzy na dziewczynę, którą większość jego kolegów określiłaby mianem „wyjątkowej piękności”.

Kiedy podszedł do niej, powitała go ciepłym uśmiechem.

– To ty jesteś Harry! Przysłała cię matka, żebyś prowadził ze mną uprzejmą rozmowę. – W jej lśniących turkusowych oczach dostrzegł rozbawienie.

– Tak. Ale zapewniam, że będzie to dla mnie prawdziwa przyjemność. – Zerknął na jej pustą szklaneczkę. – Jeszcze drinka, panno Drew-Norris?

– Dziękuję, właśnie tego mi trzeba.

Harry skinieniem ręki przywołał kamerdynera i w milczeniu patrzył, jak Olivia odstawia na tacę pustą szklankę i bierze kolejną.

– Wybacz, jeśli zabrzmi to arogancko – rzuciła. – Nie chcę cię urazić. Ale współczuję ci, że musisz rozmawiać z tymi wszystkimi ludźmi, których pierwszy raz widzisz na oczy.

Zaskoczona własną śmiałością zrzuciła ją na karb wyjątkowo mocnego ginu. Spojrzała na Harry’ego – „przystojnego” Harry’ego, jak mówiła o nim Elsie – i uznała, że pokojówka się nie myliła. Harry odziedziczył po rodzicach wszystko co najlepsze: był wysoki jak jego ojciec, ale miał delikatną strukturę kości i świetliste brązowe oczy matki.

 

– Zapewniam, panno Drew-Norris, że rozmowa z tobą to nie obowiązek. Masz mniej niż siedemdziesiąt lat, a to już jest coś. W tych okolicach ludzie przed siedemdziesiątką to dość rzadki widok.

Olivia się roześmiała.

– Touché – rzuciła zaskoczona jego swobodą. – Choć w tym smokingu mógłbyś uchodzić za własnego ojca.

Harry pogodnie wzruszył ramionami.

– Panno Drew-Norris, mam wrażenie, że stroisz sobie ze mnie żarty. Czyżbyś nie wiedziała, że nad nasze piękne wyspy nadciąga wojna i wszyscy musimy ponosić jakieś ofiary? Ja na przykład muszę nosić stary smoking mojego ojca, nawet jeśli jest o trzy rozmiary za duży.

Twarz Olivii pociemniała.

– Naprawdę uważasz, że będzie wojna?

– Bez wątpienia. – Harry pokiwał głową.

– Też tak uważam, ale tatuś się z tym nie zgadza – dodała.

– Jestem pewien, że po dniu polowania z moim ojcem może zmienić zdanie.

– Wątpię, żeby Herr Hitler dał się ułagodzić – westchnęła Olivia. – Zamierza podbić świat, a członkowie ruchu młodzieżowego są równie oddani sprawie jak on sam.

Harry spojrzał na nią zaskoczony.

– Jeśli mogę coś powiedzieć, panno Drew-Norris, jest pani doskonale poinformowana. To dość niezwykłe wśród młodych dam.

– Uważa pan, że kobietom nie wypada rozmawiać o polityce? – spytała.

– Ależ skąd. Moim zdaniem to niezwykle interesujące. Większość dziewcząt nie interesuje się polityką.

– Ja miałam to szczęście, że kształciłam się w Indiach pod okiem człowieka, który uważał, że kobiety mają takie same prawo do edukacji co mężczyźni. – Olivia spojrzała ponad jego ramieniem; jej oczy przygasły i posmutniały. – Otworzył przede mną świat i uświadomił mi, jakie w nim zajmuję miejsce.

– O rety, życie w Poona naprawdę musiało być ciekawe. Szkoda, że nie miałem takiej inspiracji w Eton. Czekałem tylko, aż skończę szkołę i wyniosę się z tego przeklętego miejsca. – Harry zapalił papierosa. – Zamierzasz kontynuować naukę?

Olivia pokręciła ze smutkiem głową.

– Nie wyobrażam sobie, co powiedzieliby rodzice, gdybym o tym wspomniała. Byliby przerażeni: „Co? Sawantka w rodzinie?!”. Nie, mam wyjść za mąż, zakładając, że ktoś zechce mnie poślubić.

Harry spojrzał na nią z nieukrywanym podziwem.

– Panno Drew-Norris, zapewniam, że w tej kwestii nie powinno być żadnych problemów.

Zerknęła na niego.

– Nawet jeśli nie tego chcę?

Harry westchnął i zgasił papierosa w stojącej obok popielniczce.

– Mam wrażenie, że większość z nas nie ma tego, co chciałaby mieć. Ale proszę się nie zniechęcać. Wierzę, że nadchodzą zmiany, zwłaszcza dla kobiet. Możliwe, że jedyną zaletą nadciągającej wojny jest fakt, że zmieni ona panujące status quo.

– Mam taką nadzieję – przyznała Olivia. – A pan? – spytała, nagle przypominając sobie złotą zasadę, którą wpajano jej od najmłodszych lat. Brzmiała ona: „Nie zdominuj rozmowy, zwłaszcza gdy rozmawiasz z mężczyzną”.

– Ja? – Harry wzruszył ramionami. – Jestem prostym żołnierzem, chwilowo na przepustce, choć obawiam się, że taki stan rzeczy nie potrwa długo. Właśnie otrzymaliśmy rozkaz, by podwoić liczbę żołnierzy w moim nowym batalionie. Mamy rekrutować ludzi z ochotniczej rezerwy Królewskich Sił Zbrojnych.

– Nie rozumiem, jak to możliwe, że życie toczy się jak gdyby nigdy nic. – Zerknęła w kierunku grupki gości, których najwyraźniej rozbawił jakiś dowcip.

– To typowe dla Anglików – skomentował Harry. – Świat może się chylić ku upadkowi, ale w domach takich jak ten wszystko jest po staremu. I pod wieloma względami dziękuję za to Bogu.

– Panie i panowie, podano kolację.

– Panno Drew-Norris – zaczął Harry – było mi niezwykle miło. A przy okazji, jedząc bażanta, proszę uważać na śrut. – Mówiąc to, mrugnął do niej. – Może spotkamy się jeszcze, zanim opuści pani Wharton Park.

*

Przez resztę kolacji Olivia odpowiadała na niewybredne żarty lorda Crawforda i zachowywała się, jak przystało na młodą damę, na którą ją wychowano. Od czasu do czasu zerkała w stronę Harry’ego, który – podobnie jak ona – wypełniał swoje obowiązki, zabawiając żonę majora. Później, kiedy mężczyźni udali się do biblioteki, a kobiety wróciły do salonu na kawę, Olivia udała zmęczoną i opuściła towarzystwo.

Wchodząc na schody, usłyszała głos Adrienne:

– Ma chérie, źle się czujesz?

Olivia pokręciła głową.

– Nie, jestem trochę zmęczona.

Adrienne położyła jej rękę na ramieniu i uśmiechnęła się.

– To na pewno ten angielski chłód, to przez niego jest ci zimno. Poproszę Elsie, żeby rozpaliła w kominku i przyniosła ci kakao. Zobaczymy się jutro. Może pójdziesz ze mną na spacer do ogrodu? Pokażę ci coś, co przypomni ci Indie.

Olivia skinęła głową, wdzięczna Adrienne za jej szczerą troskę.

– Dziękuję – odparła.

– Je vous en prie. Miło rozmawiało ci się z moim synem Harrym? – spytała.

– Tak, bardzo. Dziękuję. – Olivia poczuła, że płoną jej policzki, i miała nadzieję, że Adrienne niczego nie zauważyła.

– Wiedziałam, że tak będzie. – Adrienne pokiwała głową. – Bonne nuit, ma chérie.

Olivia z trudem wspięła się po schodach. Bolała ją głowa, być może dlatego, że nie miała w zwyczaju pić alkoholu. Jednak przede wszystkim chciała zostać sama i rozpamiętywać rozmowę z Harrym.

W mgnieniu oka przebrała się w koszulę nocną. Była to sztuka, którą opanowała do perfekcji po przyjeździe do zimnej, wietrznej Anglii. Wskoczyła do łóżka i opatuliła się kołdrą, kiedy usłyszała pukanie do drzwi.

– Proszę – rzuciła znużonym głosem.

W drzwiach pojawiła się radosna twarz Elsie. Dziewczyna przyniosła tacę, a na niej kubek gorącego kakao.

– To tylko ja, panienko Olivio.

Weszła do pokoju i postawiła tacę na nocnym stoliku obok łóżka.

– Zrobione według sekretnej receptury mojej mamy. – Uśmiechnęła się. – Z odrobiną brandy dla rozgrzania.

– Dziękuję, Elsie. – Olivia wzięła gorący kubek i oplotła go palcami, patrząc, jak Elsie dokłada drewna do kominka.

– Dobrze się panienka bawiła? – spytała pokojówka.

– Och tak, Elsie. Doskonale – odparła z uśmiechem.

Elsie odwróciła się od ognia. Jej oczy błyszczały w półmroku.

– Poznała panienka młodego panicza Harry’ego?

– Tak.

– I co panienka o nim myśli? – dopytywała się.

Olivia wiedziała, że druga złota zasada brzmi: „Nie plotkuj ze służbą, zwłaszcza jeśli nie jest to twoja służba”. Ale pokusa, by choć przez chwilę porozmawiać o Harrym, była zbyt wielka.

– Uważam, że jest… niezwykłym człowiekiem.

– I tak przystojnym, jak mówiłam? – zagalopowała się Elsie.

Kiedy Olivia nie odpowiedziała, dziewczyna spuściła wzrok.

– Proszę wybaczyć, panienko, zapomniałam się. Nie powinnam zadawać panience osobistych pytań.

– Zapewniam cię, Elsie, że doskonale sobie radzisz – uspokoiła ją Olivia. – Myślę, że pojutrze pewnie znów się spotkamy. I… – wzięła głęboki oddech – jeśli chcesz znać prawdę… myślę, że Harry jest… uroczy!

Elsie splotła dłonie.

– Och, panienko Olivio! Wiedziałam, że ci się spodoba! Wiedziałam, że oboje przypadniecie sobie do gustu.

Olivia upiła łyk kakao.

– Elsie, to najlepsze kakao, jakie w życiu piłam.

– Dziękuję – odparła pokojówka, kierując się w stronę drzwi. – Przyjdę rano rozsunąć zasłony. Śpij dobrze, panienko.

Kiedy wyszła z pokoju, Olivia opadła na miękkie poduszki i popijała gorące kakao. W końcu zamknęła oczy i po raz kolejny wróciła wspomnieniami do rozmowy z Harrym.