Ocalić synaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


1

Oskarżenie Noaha o przestępstwo na tle seksualnym wstrząsnęło całą naszą podmiejską społecznością. Pedofile byli przecież dorosłymi ludźmi – zboczonymi staruchami, którzy wabili dzieci do swoich samochodów, obiecując słodycze i prezenty, a nie prymusami, którzy reprezentowali szkolną drużynę sportową i chodzili co niedziela do kościoła. Za każdym razem gdy to mówiłam, wzdrygałam się wewnętrznie. Na szczęście nasz koszmar wreszcie miał się zakończyć.

Za trzy tygodnie Noah kończył pobyt w Fundacji Marsh[1], a ja od chwili, gdy tam go umieszczono, liczyłam każdy dzień dzielący go od powrotu do domu.

Wyciągnęłam z garażu dwa pudła z jego rzeczami, mając nadzieję, że kiedy Lucas, mój mąż, wróci do domu, ich widok zmusi go do rozmowy na temat powrotu naszego syna. Ustawiłam je schludnie jedno na drugim obok kanapy, ale kiedy Lucas wszedł do salonu, nawet nie zwrócił na nie uwagi. Ignorował wszystko, co dotyczyło Noaha.

Po położeniu do łóżka naszej najmłodszej pociechy, Katie, rozsiadł się przed telewizorem z pilotem w jednej ręce i telefonem w drugiej, i przenosił uwagę to na jeden, to na drugi ekran. Obserwowałam go z kuchni, zbierając się na odwagę, aby do niego podejść. Mój mąż nie był klasycznie przystojny, ale mnie zawsze wydawał się atrakcyjny. Dołeczki w policzkach sprawiały, że mimo zapiętej pod szyję koszuli i spodni khaki wyglądał uroczo i psotnie. Miał metr osiemdziesiąt dwa i był szczupły. Kiedyś mógł uchodzić za wysportowanego, ale dziesięciolecia pracy biurowej zrobiły swoje: mięśnie Lucasa zaczęły wiotczeć, a wypukłość nad paskiem każdego roku coraz bardziej się powiększała. Odetchnęłam głęboko, a potem ruszyłam do salonu, żeby się do niego przyłączyć.

Klapnęłam obok niego na kanapie, starając się sprawiać wrażenie odprężonej. Założyłam nogę na nogę, ale szybko zmieniłam pozycję. Przełożyłam magazyny leżące na stoliku kawowym i starłam niewidoczne okruszki z blatu. Cały czas zbierałam się na odwagę, aby poruszyć temat, którego mój mąż uparcie unikał. Jeszcze raz nabrałam powietrza w płuca.

– Moglibyśmy porozmawiać? – spytałam.

– Jasne. – Lucas nie podniósł nawet wzroku znad ekranu telefonu.

– O Noahu.

Zesztywniał jak zawsze, gdy wspominałam to imię.

– A o czym tu rozmawiać? – spytał.

Niemożliwe, żeby nie wiedział o zbliżającym się końcu rehabilitacji Noaha – bez względu na to, jak bardzo starał się nie interesować tym, co działo się z jego synem.

– Daj spokój, Lucas. Nie utrudniaj.

– Nie utrudniam. O czym mamy rozmawiać?

– Może o tym, że nasz syn za trzy tygodnie kończy terapię, a my jeszcze nie przedyskutowaliśmy, co zrobimy dalej.

– Jeśli chodzi o mnie, doskonale wiesz, jakie mam zdanie na ten temat.

– Ale to było rok temu. Od tamtej pory o tym nie rozmawialiśmy.

Zignorowałam go, kiedy powiedział, że nie życzy sobie powrotu Noaha do domu po terapii. Minęły wtedy zaledwie dwa miesiące od aresztowania naszego syna i koniec kary wydawał się tak odległy, że w ogóle się tym nie martwiłam. Moim głównym problemem było to, jak Noah przetrwa odsiadkę w towarzystwie kryminalistów i dewiantów seksualnych, czy będzie dobrze sypiał w nowym miejscu i czy będzie mu smakować tamtejsze jedzenie. Zastanawianie się nad tym, co zrobimy, kiedy już wyjdzie, było najmniejszym problemem.

– Nie zmieniłem zdania – oświadczył Lucas, nadal wlepiając wzrok w telefon. Miałam ochotę wytrącić mu go z ręki.

– Chyba żartujesz? – Z trudem zachowałam spokój.

Westchnął głęboko.

– Nie chcę się znowu wdawać w tę samą dyskusję. Proszę cię, nie zaczynaj.

– Nie zaczynaj? Niczego nie zaczynam. Musimy się przygotować i zastanowić nad tym, co zrobimy. Noah wychodzi, czy tego chcesz, czy nie. Dałam ci mnóstwo czasu na udawanie, że nasz syn nie istnieje, ale nie da się tego dłużej ciągnąć. Nie, kiedy się tu pojawi. Będziesz musiał się z nim spotkać i, o zgrozo, być może nawet porozmawiać.

Zaraz po tym, jak Noah został osadzony w poprawczaku, zmuszałam Lucasa do jeżdżenia ze mną na weekendowe odwiedziny oraz sesje rodzinne, ponieważ terapeuci podkreślali, jak istotną rolę w procesie rehabilitacji odgrywają rodziny. Lucas był uczuciowym mężczyzną, ale podczas naszych wizyt z trudem się zmuszał do kontaktu fizycznego z Noahem. Ściskał na przywitanie jego dłoń, bardzo formalnie, jakby witał się po raz pierwszy z kolegą po fachu. Prawie nie patrzył na syna: omiatał go wzrokiem, a potem spoglądał w bok, nie potrafiąc ukryć wzgardy i obrzydzenia. Odzywał się wyłącznie, gdy go o to proszono podczas sesji rodzinnych, ale nasze prywatne spotkania z Noahem spędzał w milczeniu.

Kiedy po raz pierwszy symulował chorobę, żeby wymigać się od kolejnej wizyty, odetchnęłam z ulgą. Chociaż wszyscy eksperci wciąż powtarzali, jak ważne dla wyzdrowienia Noaha jest wsparcie jego rodziny, uważałam, że ojciec, który patrzy na niego jak na pariasa, nie mógł pomóc. Lepiej byłoby, żebym odwiedzała go sama. Przyszedł kolejny weekend i Lucas powiedział, że musi zostać w domu, aby pomóc Katie z jej projektem naukowym. Przystałam na to ochoczo. Kolejnego tygodnia nie fatygował się już ze znajdowaniem wymówek, a ja udałam, że tego nie zauważam. Nie rozmawialiśmy o tym więcej. Co niedziela jeździłam do Noaha sama, a Lucas nigdy nie pytał mnie o przebieg wizyty. Wkrótce jego milczenie rozciągnęło się na wszystkie aspekty życia związane z Noahem.

Próbowałam nie gniewać się za to nastawienie. Jego reakcja była i tak lepsza niż niektórych innych ojców. Nie zachował się jak tata Jamara Pickneya, który władował synowi kulkę w łeb, gdy dowiedział się, że ten wykorzystywał seksualnie swoją siostrę, ani jak tamten człowiek z Detroit, który poderżnął swojemu synowi gardło za to, że robił nagie zdjęcia kuzynkom i sprzedawał je potem w sieci.

W spotkaniach grupowych w Marsh brało udział tylko dwóch ojców. Większość dzieciaków nie miało taty jeszcze przed popełnieniem przestępstw, a jeśli nawet, to po zapadnięciu wyroków tatusiowie zerwali emocjonalną więź ze swoimi synami lub zwyczajnie zniknęli. Matki, które tam poznałam, zapewniały mnie, że faceci całkiem inaczej radzą sobie z takimi sprawami. Były przekonane, że Lucas potrzebuje po prostu czasu i przestrzeni, żeby wszystko sobie ułożyć w głowie i że koniec końców to mu się uda. Dałam mu więc czas i przestrzeń, ale teraz okres unikania się skończył.

– W porządku. Porozmawiajmy o tym, gdzie będzie mieszkał – powiedział Lucas, wyłączając telewizor i odkładając telefon na stolik kawowy.

– Ma siedemnaście lat. Gdzie niby miałby mieszkać? – Chociaż bardzo się starałam, nie potrafiłam ukryć emocji w głosie.

– Moglibyśmy mu pomóc w procesie emancypacji. Sprawdzałem to i sprawa wydaje się dość prosta, jeśli rodzice wyrażają zgodę. Trzeba tylko wypełnić formularz, napisać, że wszystkie strony zgadzają się na emancypację, i przedłożyć podanie sędziemu, żeby przystawił pieczątkę zezwalającą. Potem Noah będzie mógł żyć na własny rachunek. To naprawdę proste. – Jego głos był wyprany z uczuć.

– Doprawdy? – Z kolei ja nie potrafiłam zachować obojętności. – A jak niby ma żyć samodzielnie? Jaką pracę dostanie, skoro nie skończył szkoły? Nie wspominając o tym, że znajdzie się na liście przestępców seksualnych, zapomniałeś o tym? Nie będzie mógł nawet korzystać z internetu podczas kolejnych napadów choroby.

– No to musi coś wymyślić.

Jak Noah miał to zrobić bez żadnej pomocy? I jak Lucas mógł w ogóle myśleć o wypuszczeniu go w wielki świat całkiem samego, gdy nasz syn nie miał nawet podstawowych umiejętności, które pomogłyby mu przetrwać? Nadal był tylko dzieckiem.

Ujął moje dłonie.

– Wiem, że go kochasz i że to dla ciebie bardzo trudne.

Wyszarpałam ręce z jego dłoni.

– Ja go kocham? A co z tobą? Zachowujesz się, jakby był obcym człowiekiem. Jakby nie był twoim synem. A to wciąż jest twoje dziecko, Lucasie.

– Przestał nim być w chwili, gdy zgwałcił te dziewczynki. – Usta mojego męża zacisnęły się w wąską kreskę.

– Nie zgwałcił ich. Nie mów tak – warknęłam.

Istniała różnica między gwałtem a tym, co zrobił Noah. Dotykał ich, ale nie zgwałcił. Gwałt to co innego, a ja kurczowo czepiałam się absolutnie wszystkiego, co oddzielało Noaha od potworów. Popełnił błąd, to wszystko. Jeden błąd. Wszyscy w młodości je popełnialiśmy.

– Uspokój się – powiedział Lucas.

Ale nie chciałam się uspokoić. Pragnęłam, żeby mojemu mężowi zależało na jego synu tak samo jak mnie, tak jak kiedyś mu zależało. Tymczasem on zachowywał się w taki sposób, jakby przeszłość się nie liczyła i wymazał z pamięci wszystkie wspomnienia, które kiedyś w sobie pielęgnował. Jak mógł zapomnieć tę chwilę, gdy rozpłakał się po przyjściu Noaha na świat albo jak spędził z nim całą noc pod prysznicem, gdy mały zachorował na krup. Piszczał z radości jak dziecko, kiedy Noah postawił pierwszy krok, i nauczył go jeździć na rowerze bez bocznych kółek, gdy nasz synek miał zaledwie cztery lata. Jak mógł wyprzeć z pamięci radość i dumę, gdy Noah po raz pierwszy nazwał go tatusiem – i wszystkie kolejne ważne wydarzenia? Każdego lata trenował drużynę bejsbolową syna, od kiedy ten skończył cztery lata i nigdy, nawet podczas sezonu składania deklaracji podatkowych, gdy miał najwięcej pracy, nie opuścił żadnych zawodów pływackich. W biurze całą ścianę miał kiedyś wyklejoną twórczością artystyczną Noaha – od przedszkolnych malunków palcami do autoportretu wykonanego już w liceum na lekcji plastyki. Teraz wszystkie te obrazki zniknęły, odsłaniając nagą ścianę z kawałkami taśmy klejącej przypominającymi minione czasy.

 

Lucas widział wyłącznie to, co zrobił Noah, ale mnie jego czyn nie przesłaniał faktów. Był naszym synem i nie mogliśmy tak po prostu się od niego odwrócić. Wystarczy, że społeczeństwo to zrobi – my nie mogliśmy.

– Jak możesz kazać mu żyć gdzieś poza domem? To okrutne.

– Ja tylko chronię rodzinę. – Zacisnął zęby. Miał taką samą linię żuchwy jak Noah.

– Noah też jest częścią rodziny i jeśli przyszedłbyś na którekolwiek ze spotkań, dowiedziałbyś się, jakie to ważne, żebyśmy go wspierali. Wszystkie statystyki mówią, że to jeden z najważniejszych czynników wspomagających rehabilitację. Najistotniejszy element. Musimy mu pomóc, zaoferować pomoc. To…

– Nie może mieszkać w naszym domu. Nie narażę Katie na niebezpieczeństwo.

Na wspomnienie córki obawa ścisnęła mi żołądek. Nasz Fistaszek. Była filigranowa i delikatna, z drobną twarzyczką i przenikliwym spojrzeniem niebieskich oczu, wciąż obserwujących i poznających otaczający ją świat. W przeciwieństwie do większości dzieci w naszej rozszerzonej rodzinie usuwała się w cień, była boleśnie nieśmiała i nigdy nie lubiła znajdować się w centrum zainteresowania.

Przewróciłam oczami i pokręciłam głową.

– Nigdy nie skrzywdziłby Katie. Nigdy.

– Ona jest w tym samym wieku co tamte dziewczynki.

– Tak, ale już z nim lepiej – odparłam z przekonaniem i nadzieją, że moje słowa się spełnią. – We wtorek mam spotkanie z jego terapeutami, żeby opracować plan bezpieczeństwa. Powinieneś ze mną pójść.

Uniósł brwi.

– Skoro już z nim lepiej, to dlaczego potrzebujemy planu bezpieczeństwa?

Nie rozumiał. Istotą planu bezpieczeństwa było między innymi to, aby trzymać Noaha z dala od sytuacji, w których mógłby wyglądać na podejrzanego, nawet gdyby nic nie zrobił.

– Możemy założyć w jej drzwiach zamek, tak jak na początku. W jego drzwiach zresztą też. Może taki, który zamyka się tylko z zewnątrz? Poza tym będziemy pilnować, żeby nigdy nie byli razem bez nadzoru.

Lucas zsunął się z kanapy i objął mnie ramieniem.

– Posłuchaj tylko, co mówisz. Czy rozumiesz, co sugerujesz? Zamki w drzwiach? Nieustanna kuratela? I co, zamykanie jego drzwi z zewnątrz? Czyli po prostu będziemy go trzymali co noc w zaryglowanym pokoju i wypuszczali nad ranem jak więźnia? Co to za życie dla niego i dla nas wszystkich?

Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka, próbując powstrzymać się od płaczu. Nienawidziłam całej tej sytuacji. To chyba nigdy już nie stanie się łatwiejsze.

Siedzieliśmy w milczeniu, wpatrując się w pusty ekran telewizora, pogrążeni w rozmyślaniach o tym, jak wyglądało kiedyś nasze życie i rodzina, marzenia i nadzieje, jakie wiązaliśmy z naszymi dziećmi. Wir depresji groził mi całkowitym wciągnięciem, ale nie zamierzałam mu się poddać. Już raz dotarłam do dna i ledwie wydostałam się na powierzchnię. Nie chciałam powtórki.

– Nie mogę pozwolić, żeby mieszkał sam. Nadal jest tylko dzieckiem. – Zbyt długo powstrzymywane łzy spłynęły mi wreszcie po policzkach.

– Możesz z nim zamieszkać.

Poderwałam głowę.

– O czym ty mówisz?

– Możecie znaleźć dla siebie jakieś mieszkanie, nawet w pobliżu, żebyś mogła widywać Katie, kiedy tylko chcesz. – Odetchnął głęboko.

– Chyba żartujesz? – Zerwałam się z kanapy, odtrącając jego ramię, i zaczęłam nerwowo spacerować po pokoju. Nie mogliśmy rozdzielić naszej rodziny. Wystarczająco długo nie byliśmy w komplecie. Czekałam na ten dzień osiemnaście miesięcy. Lucas doskonale wiedział, jak bardzo się cieszyłam na powrót Noaha do domu i na to, że wszyscy znów będziemy razem. Jak mógł być tak bezduszny?

– Wiem, że to brzmi idiotycznie, ale jeśli się nad tym zastanowisz, to wcale nie takie głupie. Poprzedniej nocy oglądałem program o rodzinie, która miała córkę ze schizofrenią. Dziewczyna była agresywna i wciąż wpadała w psychozy. Podczas kolejnych epizodów zaczęła atakować młodszego brata. Nie mogli mieszkać razem, bo rodzice obawiali się, że córka w końcu poważnie skrzywdzi chłopca. Przenieśli się więc do dwóch mieszkań w obrębie tego samego kompleksu mieszkalnego. W jednym mieszkała córka, w drugim syn, rodzice zaś krążyli między nimi. Nadal spędzali czas jako rodzina, ale chłopiec dzięki temu był bezpieczny.

Nie mogłam uwierzyć, że rozważamy kwestię chronienia Katie przed Noahem. Uwielbiał ją od chwili, gdy powiedzieliśmy mu, że zostanie starszym bratem. Miał dziesięć lat, kiedy się urodziła, i nalegał, abyśmy nauczyli go wszystkiego, co potrzebne, aby zajmować się małą. Zmieniał jej pieluszki jak fachowiec i karmił ją z butelki, jakby robił to całe życie. Byliśmy ogromnie wdzięczni losowi za tę dodatkową parę pomocnych rąk, bo w przeciwieństwie do niego Katie była trudnym dzieckiem, które nigdy nie kładło się do łóżka bez walki i spało najwyżej kilka godzin.

Noah potrafił leżeć obok niej całymi godzinami. Czytał jej książki i umilał czas zabawą. Katie była nim urzeczona i bardzo szybko stał się jej faworytem. Szukała go wzrokiem zawsze, gdy słyszała jego głos, a gdy nauczyła się chodzić, szła za nim wszędzie, z pokoju do pokoju. Jej pierwszym słowem było „No-nah” i do dziś czasem tak na niego woła.

W odróżnieniu od Lucasa Katie błagała mnie co tydzień, żebym zabrała ją w odwiedziny do brata, ale prowadzący ośrodek zezwalali na wizyty rodzeństwa wyłącznie podczas zaaranżowanych wcześniej comiesięcznych przepustek. Katie stworzyła kalendarz, w którym dni wizyt u brata zakreśliła różowymi serduszkami. Przypięła go na tablicy w swoim pokoju. Co tydzień szykowała dla Noaha paczki wypełnione listami i rysunkami, które robiła specjalnie dla niego. Podczas wizyt zawsze serdecznie go ściskała, a w drodze powrotnej płakała z tęsknoty. Wiedziałam, że tak jak ja będzie załamana, jeśli po powrocie Noah nie zamieszka z nami wszystkimi. Jak mieliśmy jej to wytłumaczyć?

W jaki sposób miałam funkcjonować bez niej? Nieobecność Noaha wysysała ze mnie całą energię, ale Katie doładowywała moje akumulatory. To ona sprawiała, że co dzień wstawałam z łóżka, chociaż tak naprawdę miałam ochotę nakryć się kołdrą na głowę i tak już zostać. Jej zajęcia organizowały moje życie i trzymały mnie mocno na ziemi, kiedy wszystko inne wymykało się spod kontroli. Za wszelką cenę chciałam osłaniać ją przed tragedią i chronić jej niewinność tak długo, jak się da, więc robiłam dobrą minę do złej gry i starałam się utrzymać w jej życiu porządek i rutynę.

Co bym zrobiła bez codziennego przygotowywania dla niej kanapek z dżemem i masłem orzechowym na lunch i upewniania się, że strój baletowy jest zawsze w porę wyprany? Jak miałam sobie poradzić bez całowania jej w czoło każdego wieczora przed snem? Co się stanie, kiedy koszmary senne przebudzą ją w środku nocy, a mnie nie będzie na miejscu, żeby położyć się obok i uśpić ją, gładząc delikatnie po plecach?

Noah również będzie cierpiał bez niej. Ona jedna potrafiła wywołać u niego uśmiech i ożywić go niezależnie od tego, jaki miał nastrój. Na pewno domyśli się, że nie ufamy mu na tyle, aby mógł zamieszkać pod jednym dachem ze swoją siostrą. W jaki sposób wpłynie to na jego stan psychiczny?

W ciągu ostatnich osiemnastu miesięcy przekonałam się jednak, że jestem dużo silniejsza, niż przypuszczałam. Moje dotychczasowe życie było proste i bezstresowe i nigdy nie podejrzewałam siebie o zdolność przetrwania tego typu katastrofy bez kompletnego i nieodwracalnego załamania się. Nie było żadnych poradników o tym, co robić, gdy twój syn okazuje się przestępcą seksualnym, więc musiałam sama temu sprostać. Było to niczym żmudna wędrówka przez ciemny tunel, samotnie, w całkowitej ciemności, na oślep macając rękami i modląc się o choćby cień światełka rozjaśniającego koniec drogi. Nadzieję na to porzuciłam już dawno temu, ale gdy wystarczająco intensywnie wpatrywałam się w ciemność, zawsze coś oświetlało moje kolejne kroki. Czy Lucas miał rację? Czy tak właśnie miał wyglądać kolejny etap życia naszej rodziny?

Wypuściłam powietrze z płuc; nawet nie zdawałam sobie sprawy, że wstrzymuję oddech.

– W porządku – odparłam. – Jak to sobie wyobrażasz?

[1] Szkoła alternatywna i poprawczak w Van Wert w Ohio dla dzieci w wieku 10–17 lat, ze specjalnym programem dla młodocianych przestępców seksualnych (wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki).

2

Rozejrzałam się po czteropokojowym lokum, które wkrótce miało się stać nowym domem dla mnie i Noaha. Nie mieszkałam w ten sposób od czasów college’u i zapomniałam, jak ciasne potrafią być takie mieszkania. Wybrałam je, mimo że było przy jednej z najruchliwszych ulic miasta, ponieważ znajdowało się niedaleko domu Lucasa. Już zaczęłam myśleć o tym jako jego domu. Dywan w moim mieszkaniu był stary i zniszczony, poplamiony wspomnieniami życia innych ludzi. Ściany pomalowane na brudnozielony kolor pokrywała warstwa żółtawego nalotu po poprzednim lokatorze-palaczu. Przekonałam jednak właściciela, aby pozwolił mi odmalować to miejsce. Przystał na to dość szybko, ponieważ obiecałam, że sama kupię farbę i wszystko odnowię. Świeża warstwa bieli wyglądała schludnie i pomogła usunąć zapach dymu tytoniowego.

Pokój Noaha również pomalowałam na biało. Zastanawiałam się, czy nie użyć innego koloru, ale nie chciałam zakładać, że nadal lubi niebieski. Niech sam zdecyduje, a kiedy już się zadomowi, może razem przemalujemy jego sypialnię w ramach weekendowego projektu. Zrobiłam, co mogłam, aby uczynić ten pokój przytulnym, mimo że był naprawdę malutki.

Kiedy po skazaniu Noaha musieliśmy wyprowadzić się z naszego domu w Buffalo Grove, Lucas spakował wszystkie rzeczy naszego syna w pudełka i nigdy nie przeniósł ich do nowego domu. Zostały w garażu – jedyne nieoznaczone pudła. Przeglądanie rzeczy Noaha było niczym wycieczka w przeszłość. Wyciągnęłam jego trofea i medale z zawodów lekkoatletycznych i pływackich. Był urodzonym atletą i świetnie się spisywał we wszystkich dyscyplinach sportu. Zwykliśmy żartować, że chyba został adoptowany, ponieważ oboje z Lucasem mieliśmy koszmarnie nieskoordynowane ruchy i byliśmy niezgrabni. Lucas uwielbiał oglądać zawody, ale nigdy nie był w stanie uprawiać żadnego sportu na dobrym poziomie. Promieniał z dumy, obserwując zmagania Noaha i realizując swoje marzenia poprzez syna.

Ja również lubiłam przyglądać się konkursom, chociaż niespecjalnie lubiłam sport – ale wszyscy uwielbiali oglądać pływającego Noaha. W szkole średniej zaczął przyciągać tłumy kibiców swoją kontrolą nad wodnym żywiołem. Zupełnie jakby rozumiał wodę jak nikt inny. W jego ruchach nie było najmniejszego wahania. Smukłe ciało przecinało wodę z płynnością i gracją, ruchy miał precyzyjne, zamach za zamachem, czysta perfekcja. Zastanawiałam się, czy kiedykolwiek jeszcze zasiądę na trybunach, kibicując mu po zakończeniu wyścigu.

Ustawiłam trofea na półce, którą zamontowałam poprzedniego dnia, a medale zawiesiłam na haczykach poniżej. Wstążki były głównie niebieskie, ale znalazło się również kilka czerwonych i zielonych; chociaż najbardziej lubił pływać, był również utalentowanym biegaczem. Setki godzin spędzonych na basenie zapewniło mu niesamowitą wytrzymałość i od ósmej klasy biegał w sztafecie, dwa lata z rzędu prowadząc swoją drużynę do wygrania mistrzostw stanowych. Przesunęłam palcami po wstęgach, zanosząc w duchu modły do Boga, w którego chyba już nie wierzyłam, aby pomógł mojemu synowi odnaleźć drogę do sportów, które kiedyś tak kochał.

Rozplątałam kable od PlayStation, zastanawiając się, czy powinnam zostawić je w pudełku, czy spróbować jakoś podłączyć. Warunki zwolnienia warunkowego nie zezwalały na korzystanie z internetu, a ja nie wiedziałam, czy ta konsola wymaga podłączenia do sieci (chociaż byłam przekonana, że jednak tak). Co Noah zrobi bez dostępu do swoich gier wideo? Pomagały mu pokonać stres po szkole i w każdej innej sytuacji. Wreszcie wetknęłam PlayStation wraz z grami na dno szafy – nie potrzebował kolejnego codziennego przypomnienia o czymś, co stracił.

Posłałam, a potem poprawiłam jego łóżko, starając się, żeby wyglądało idealnie, ale nadal coś było nie tak. Stary kocyk Noaha, czerwony w granatowe paski, w ogóle tu nie pasował. Chciałam kupić synowi nowy pled, ale nie stać mnie było aż do wypłaty w przyszły piątek. Naprawdę sporo czasu zajęło mi nauczenie się, jak żyć od wypłaty do wypłaty, ponieważ nie musiałam tego robić od wczesnych lat małżeństwa. Czułam się dziwnie, znów pracując, chociaż minęło już przecież dziewięć miesięcy. Byłam zmuszona do powrotu do pracy, aby pomóc w opłacaniu rehabilitacji Noaha, ponieważ wszystkie nasze oszczędności poszły na wynagrodzenie dla prawników i koszty rozpraw sądowych. Leczenie zostało narzucone odgórnie, ale to rodzina musiała ponieść jego koszty – a nie było ono tanie.

 

Przed urodzeniem Noaha pracowałam na pełny etat jako pielęgniarka w szpitalu Providence, ale kiedy przyszedł na świat, stałam się typową gospodynią domową. Uwielbiałam być pielęgniarką, ale gdy tylko test ciążowy pokazał dwie czerwone kreski, zaczęłam planować karierę pełnoetatowej mamy. Zawsze chciałam nią zostać. W dzieciństwie bawiłam się w dom i robiłam to w tajemnicy na długo po tym, jak moje przyjaciółki pozbyły się swoich lalek.

Dzień, w którym dowiedziałam się, że jestem w ciąży, był najszczęśliwszy w moim życiu. Wiele kobiet narzeka, że muszą zostać w domu i zajmować się dziećmi, chociaż tęsknią za pracą i dawnym życiem. Ja nigdy się tak nie czułam, nawet gdy było mi ciężko. Uwielbiałam swoją rolę najważniejszej opiekunki w życiu moich dzieci i nie wyobrażałam sobie, że mogłabym powierzyć je jakiemuś innemu wychowawcy, żeby wrócić do pracy. Dzięki temu byłam osobą, która nakarmiła je po raz pierwszy stałym pokarmem, mogłam klaskać, gdy stawiały pierwsze kroki, zamiast słuchać opowiadań o tym. Chciałam znać swoje dzieci lepiej niż ktokolwiek inny, a to nie byłoby możliwe, gdybym widywała się z nimi zaledwie przez kilka godzin dziennie.

Gdy zaczęły się piętrzyć rachunki i wezwania do zaległych spłat, Lucas dyskretnie sugerował, że być może nadszedł czas, abym wróciła do pracy. Im bardziej wzrastały zobowiązania, tym szybciej jego aluzje zaczęły zmieniać się w żądania. Ja jednak nie mogłam zmusić się do powrotu do pracy w szpitalu ze względu na Katie. Chciałam być przy niej, angażować się w jej życie tak samo, jak wcześniej w życie Noaha. Poszczęściło mi się i znalazłam pracę jako transkrybent medyczny, dzięki czemu mogłam pracować w domu. Nie zarabiałam wprawdzie nawet w połowie tyle, ile pielęgniarka, ale wystarczyło, żeby opłacić rachunki i wyjść na prostą.

Weszłam do mojej sypialni. W pokoju Noaha stały meble przywiezione z jego dawnego pokoju, ale ja nie miałam nic. Nie potrafiłam uzasadnić zakupu nowych mebli w sytuacji, którą postrzegałam jako chwilową. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, spędzimy tu tylko rok, dopóki Noah nie rozpocznie studiów – a przez tyle czasu mogłam się poświęcić. Moje łóżko było właściwie dmuchanym materacem, którego używaliśmy podczas rodzinnych kempingów. Przykryłam go tylko kocem, dla większej wygody. Wszystkie ubrania leżały złożone w podwieszonych przegródkach w szafie, bo nie miałam komody.

Przez chwilę powspominałam nasz dom. Rzadko mi się to zdarzało, ponieważ nieodmiennie robiło mi się wtedy smutno. Moje życie na zawsze zostało podzielone na „przed” i „po”. Nienawidziłam tej nowej egzystencji i kochałam swoje „poprzednie” życie w Buffalo Grove, gdzie czułam się niemal jak w raju i miałam wszystko, czego pragnęłam: oddanego męża, dwoje zdrowych, uroczych dzieci i życie poświęcone zajmowaniu się nimi.

Poznaliśmy się z Lucasem podczas mojego pierwszego roku studiów, gdy jako wolontariusze budowaliśmy dom w ramach przedsięwzięcia Habitat for Humanity[2]. On był kierownikiem projektu i przez wiele tygodni wspólnej pracy opowiadał mi o rzeczach niezwiązanych z budownictwem. Ze zdziwieniem dowiedziałam się, że wychował się w małym miasteczku w Wisconsin, zaledwie kilka godzin drogi stąd, w którym ja również spędziłam dzieciństwo. Większość ochotników zjechała się na budowę z różnych stron kraju, a ponieważ byliśmy jedynymi miejscowymi, zaprzyjaźniliśmy się jako ludzie wychowani na Środkowym Zachodzie i jako jedynacy. Nasz związek rozwijał się powoli i wraz z upływem lata zaczęłam się zastanawiać, czy kiedykolwiek zaprosi mnie na randkę.

Przez całą szkołę chodziłam z moją sympatią z dzieciństwa. Od trzynastego roku życia byłam przekonana, że wyjdę za tego chłopaka za mąż. Był rok starszy ode mnie i zerwał ze mną tydzień po zakończeniu liceum. Powiedział, że chce być wolny, żeby w pełni cieszyć się studenckim życiem. W ten sposób złamał mi serce, wiedziałam bowiem, że to kod oznaczający chęć spotykania się z innymi dziewczętami. Przez ostatni rok liceum byłam załamana i absolutnie nie chciałam się z nikim umawiać.

Wróciłam do randkowania po dostaniu się na studia i dość szybko zrozumiałam, że tego nienawidzę. Nie interesowały mnie znajomości na jedną noc ani niezobowiązujące związki. Byłam staroświecka i umawianie się na randki postrzegałam głównie jako sposobność znalezienia przyszłego męża. Nie chciałam tracić czasu na nikogo, kto nie był zainteresowany poważnym związkiem. Lucas różnił się od pozostałych facetów, których poznałam. Zawsze wspominał o małżeństwie i rodzinie. Był skoncentrowany i ambitny, nie miał czasu na rozrywki życia studenckiego. Był praktyczny, purytański i robił magisterkę z księgowości. A kiedy już zaczęłam myśleć, że na zawsze pozostanę w kategorii jego „przyjaciół”, zaprosił mnie na kolację.

Nie było żadnych fajerwerków ani rozkochanych spojrzeń, ale już po tej pierwszej randce wiedziałam, że to on jest moim wybrankiem. Czułam się przy nim jak wtedy, gdy siadałam na kanapie owinięta w koc, czytając ulubioną książkę. Nasz związek rozpoczął się łatwo i bez wysiłku. Jeszcze tego samego roku przedstawił mnie swoim rodzicom w czasie świąt Bożego Narodzenia. Zaręczyliśmy się po sześciu miesiącach. Tak samo jak ja, Lucas bardzo chciał rozpocząć wspólne życie.

Mieszkaliśmy wtedy w centrum Chicago, ale planowaliśmy po ślubie przenieść się na przedmieścia. Chcieliśmy, aby nasze dzieci dorastały w okolicach, gdzie mogą bawić się na ulicy i samodzielnie iść do sklepu po mleko, tak jak my to robiliśmy w dzieciństwie. Zależało nam, żeby nie ominęły ich doświadczenia, które sami ceniliśmy w dzieciństwie, jak swobodne bieganie po okolicy, wspinanie się na drzewa, łapanie robaczków świętojańskich i sprzedawanie domowej lemoniady na stoliku przy domu. Musiało być to miejsce, gdzie policjanci byli przyjaciółmi i wołało się ich po to, żeby wymienić kilka kart futbolowych podczas sezonu. Oboje wiedzieliśmy, że świat nie jest bezpiecznym miejscem, ale chcieliśmy jak najdłużej chronić niewinność naszych pociech.

Buffalo Grove było doskonałym miejscem do budowania rodziny. Miła okolica, zamieszkana głównie przez ludzi z klasy średniej, trzydzieści mil od Chicago. Przeprowadziliśmy się tam zaraz po ukończeniu przeze mnie studiów. Nasz dwupoziomowy dom stał na końcu spokojnej uliczki, gdzie wszystkie budynki wyglądały tak samo. Była to zwarta społeczność osiedlowa. Tego właśnie pragnęliśmy: pięknych domów, ulic osłoniętych rzędami drzew, bezpiecznej okolicy i przyjaznych twarzy, niedaleko atrakcji wielkiego miasta, ale w bezpiecznej odległości od jego niebezpieczeństw.

W swojej naiwności sądziłam, że nikt nie dowie się o tym, co zrobił Noah, ponieważ był gwiazdą naszego małego miasteczka i wszyscy go kochali. Od kiedy skończył dziewięć lat, w lokalnej gazecie pisano o jego osiągnięciach sportowych, zdobytych nagrodach i zainteresowaniu łowców talentu, które wzbudzał już w tak młodym wieku. Ludzie widzieli w nim drugiego Michaela Phelpsa. Nasz kościół organizował wyprzedaże rzeczy używanych i mycie samochodów, a za uzbierane pieniądze sponsorował wyjazdy Noaha na zawody i wynajmował prywatnych trenerów, na których inaczej nie byłoby nas stać. Noah był nie tylko naszym synem – był dzieckiem całej społeczności. Uznałam więc, że jego kłopoty zostaną sprawą, którą zdołamy załatwić między zainteresowanymi rodzinami. Myślałam, że rodzice tamtych dziewczynek wykażą przynajmniej częściowe zrozumienie i współczucie, zwłaszcza że Noah wciąż jeszcze był niepełnoletni.

Po wyznaniu Noaha trzy razy zastanawiałam się nad każdą swoją decyzją. Tak samo było z rozmową z rodzicami dziewczynek. W tamtej chwili wydawało się to właściwym podejściem. Nie mieliśmy pojęcia, do jakiej afery to doprowadzi. Do końca życia będę się zastanawiała, co by się stało, gdybyśmy nigdy nie zorganizowali tego obiadu albo gdybyśmy załatwili wszystko inaczej. Tak się jednak nie stało i nie było już odwrotu.

Inne książki tego autora