Rodzina

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

6.

LAURA

Mocniej ścisnęłam poduszkę, aż przyjęła kształt mojego ciała. Ciała, które Gavan całował w sobotnie poranki, podczas gdy ja zagrzebywałam się pod kołdrę, protestując, że jest za jasno, że słońce wpada przez cienkie zasłony, bezlitośnie obnażając wszelkie moje niedoskonałości.

– Lauro, zjadałem pianki cukrowe z twojego brzucha, zlizywałem czekoladową farbkę do ciała z twoich ud, wysysałem bitą śmietanę zewsząd. – Przyszpilał mi nadgarstki nad głową. – Jesteś piękna. Nie ukrywaj się.

Gdyby teraz był tutaj, stanęłabym przed nim w całej mojej nagiej chwale, z cellulitem i rozstępami, i pozwoliłabym, żeby kochał mnie tak, jak chciał. Żeby kochał mnie tak, jak tego potrzebowałam. Wtuliłam twarz w poduszkę i zrobiłam głęboki wdech. Każdego wieczoru spryskiwałam jego stronę łóżka płynem po goleniu marki Boss. Pościel pachniała nim, a jednak nie. Woda kolońska pochodziła z jego buteleczki, tej, którą kupiłam mu pod choinkę, a jednak to nie było to samo. Brakowało zapachu jego ciała, ten zapach zniknął i po prostu nie mogłam go odtworzyć.

Ryknęła muzyka. Dudnienie basu zatrzęsło ścianą dzielącą moją sypialnię od pokoju Tilly, ale nie krzyknęłam, żeby przyciszyła. Hałas przypomniał mi, że pomimo pustki, jaką czułam w piersi, nie jestem sama. Tilly wstała wcześnie jak na sobotę. Drzwi jej pokoju otworzyły się z hukiem, a po chwili zatrzasnęły się za nią drzwi łazienki. Siedemnastolatka z ambicjami uniwersyteckimi, a jednak wciąż nie potrafiła używać klamki. Podniosłam się z mojego zbyt-dużego-dla-jednej-osoby łóżka, wsunęłam stopy w kapcie i narzuciłam szlafrok. Było zimno.

– Dzień dobry – zawołałam z podestu schodów. – Robię tosty. Chcesz?

– Ale nie wykroisz ich w kształt serc, co? – odkrzyknęła.

Zawahałam się. Chciałam jej powiedzieć tak wiele, ale nie wiedziałam, od czego zacząć, więc ugryzłam się w język, wepchnęłam ręce do kieszeni i zeszłam na dół, żeby włączyć ogrzewanie.

Stary bojler zaczął powoli budzić się do życia, podczas gdy jadłam przy stole śniadanie. Gęsta jak syrop kawa i lepka marmolada odpędziły resztki snu. Raz jeszcze przeczytałam pismo z towarzystwa ubezpieczeniowego: „Droga pani Evans, po starannym rozpatrzeniu sprawy z żalem informujemy, że w obliczu braku…”.

Słowa umykały i drgały za zasłoną łez, które stanęły mi w oczach, aż w końcu ułożyły się w coś innego. Coś lepszego. W przyszłość. Zajrzałam do koperty, jakbym mogła tam znaleźć jakąś nadzieję. Szukałam drugiego arkusza taniego białego papieru, informującego mnie, że to pomyłka. Że oczywiście wypłacą mi odszkodowanie. Spełnią obietnice ze swojej kampanii reklamowej, w której przedstawiali niemożliwie pięknych aktorów z odpowiednią ilością napięcia malującego się na zbyt idealnej skórze, powoli przywołujących uśmiech na twarzy, podczas gdy Ironstone Insurance zapewniało: „My się martwimy, żebyś ty nie musiał”.

Pieprzeni, pieprzeni kłamcy.

Nie mogłam czekać kilka tygodni, a tym bardziej miesięcy, aż dochodzenie dotyczące przyczyny zgonu zostanie wreszcie przeprowadzone. A co, jeśli koroner uzna, że to nie był wypadek?

Prawdę, całą prawdę i tylko prawdę.

Już raz kiedyś zostałam niemal zdruzgotana. Nie mogłam znowu na to pozwolić. Teraz miałam Tilly.

– Mamo?

Otarłam łzy z policzków rękawem i próbowałam się uśmiechnąć. Tilly wyglądała na młodą i zagubioną, ubrana w piżamę w misie polarne i kapcie w pingwiny, bez grubych czarnych kresek, które zazwyczaj rysowała sobie pod oczami.

– Nic mi nie jest. Zamierzam dziś zajrzeć do cioci Anwyn i wujka Iwana. Chcesz pojechać ze mną?

Na jej twarzy odmalowała się mieszanina emocji – zawsze tak łatwo było ją przejrzeć. Zaskoczenie, obawa, pragnienie, by wszystko było dobrze. By wszystko było znowu tak jak kiedyś; nocowanie u Rhianon i rodzinne lunche. Martwiło mnie, że dziewczynki oddaliły się od siebie. Potrafiłam zrozumieć lojalność Rhianon wobec Anwyn i Iwana, którzy niesprawiedliwie obwiniali Gavana za cały ten bałagan, ale miałam nadzieję, że po śmierci Gavana Rhianon będzie wspierać kuzynkę. Kieron zerwał z nią jeszcze przed pogrzebem. Całe szczęście, że byli razem tylko przez kilka tygodni. Nie sądzę, by bardzo ją to obeszło przy tym wszystkim, co się działo, ale byłam na niego wściekła, że ją zawiódł. Z drugiej strony wiedziałam z doświadczenia, jak niekomfortowo czują się dorośli w obliczu śmierci – unikali kontaktu wzrokowego, wymawiania imienia Gavana – więc może to było niesprawiedliwe z mojej strony, oczekiwać od siedemnastoletniego chłopaka, że będzie wiedział, jak odnaleźć się w takiej sytuacji. Ale teraz, gdy Tilly wróciła do szkoły, byłam pewna, że Rhianon postąpi właściwie. To była naprawdę dobra dziewczyna.

– Byłoby miło, gdybyś się ze mną wybrała. – Zgarnęłam na pusty talerz okruszki zaściełające stół.

Jeśli Tilly będzie mi towarzyszyć, z pewnością nie powtórzy się ostatnia scena, do jakiej doszło, gdy znalazłyśmy się z Anwyn w tym samym pomieszczeniu. Obelgi ostre jak błyskawice, grzmiący gniew, oskarżenia rzucane niczym grad łomoczący o okienną szybę. Ku mojemu zaskoczeniu i uldze Tilly się zgodziła.

Wykąpałam się, ubrałam, wyszorowałam kuchenny blat do czysta cytrynowym środkiem do czyszczenia i z brzękiem wyniosłam za-wiele-jak-dla-jednej-osoby pustych butelek po winie do kosza na szklane odpady, a Tilly wciąż nie była gotowa. Poszłam na górę, zapukałam do niej i powiedziałam, żeby się pospieszyła. Zanim stracę odwagę. Upłynęło kolejne pół godziny, nim z dudnieniem zbiegła po schodach w chmurze duszących perfum, ubrana w koszulkę kompletnie niedopasowaną do spodni. Wyglądała, jakby włożyła na siebie pierwsze lepsze rzeczy, które znalazła na podłodze – co ona tam robiła tyle czasu?

Moje volvo zawsze pachniało kwiatami, nawet gdy tylne siedzenia były puste. Wyprowadziłam samochód spod domu stojącego naprzeciwko parku z huśtawkami, na których kiedyś huśtałam Tilly – wyżej, wyżej, wyżej – podczas gdy mocno zaciskała pulchne rączki na metalowym pręcie i ze śmiechem odrzucała główkę do tyłu. Drogę do Anwyn znałam na pamięć. Jechałam na autopilocie, obojętna na wszystko; światła, które musiałyśmy mijać, deszcz bębniący o dach auta, szum wycieraczek sunących po przedniej szybie. Nie byłam nawet świadoma obecności Tilly siedzącej na miejscu pasażera, podczas gdy raz po raz ćwiczyłam w myślach, co chcę powiedzieć, ostrożnie dobierałam słowa, zmieniałam ich kolejność, próbowałam je jakoś uporządkować. Ostatnie, czego chciałam, to obrazić Iwana i Anwyn i wywołać kolejną scenę. Dopiero gdy zaparkowałam i zaciągnęłam hamulec ręczny, uświadomiłam sobie, jak okropną heavymetalową muzykę puściła Tilly. Jakiś zespół chciał, żeby ktoś obsypał jego członków cukrem, cokolwiek miało to znaczyć. No ale jeśli to sprawiało mojej córce radość…

Dziwnie się czułam, idąc tym podjazdem bez butelki wina na kolację czy domowego deseru biszkoptowego z galaretką. Bez uśmiechu. Zamiast obejść dom i jak zawsze wejść tylnymi drzwiami, wołając: „To tylko my!”, zapukałam do drzwi frontowych.

Ze środka dobiegły nas stłumione krzyki. Wymieniłyśmy z Tilly spojrzenia. Pojawiłyśmy się w złym momencie, ale nie mogłam sobie pozwolić na to, żeby się poddać. Zapukałam znowu.

Miałam wrażenie, że minęły wieki, nim drzwi w końcu się otworzyły. Zazwyczaj Anwyn bardzo o siebie dbała, więc przeżyłam szok, gdy ją zobaczyłam. Włosy miała tłuste i nieuczesane, oczy przekrwione. Roztaczała wokół siebie woń przetrawionego alkoholu.

– Laura. – Zdezorientowana, przeniosła wzrok ze mnie na Tilly.

Zanim zdążyła zareagować, zrobiłam krok do przodu.

– Możemy wejść? Proszę.

– To nie jest dobry moment. – Drzwi zaczęły się zamykać, ale ja wsunęłam stopę w szparę i je zablokowałam.

Nie zamierzałam odejść bez walki.

– Proszę – powiedziałam, zerkając na Tilly. Wyglądała, jakby powstrzymywała płacz, i Anwyn chyba musiała pomyśleć to samo, bo odwróciła się w milczeniu. Potraktowałam to jako zaproszenie i ruszyłam za nią wąskim korytarzem do kuchni. – Tilly, chcesz poszukać Rhianon? – To nie było pytanie.

Iwan opierał się o kuchenny blat, z ramionami skrzyżowanymi na piersi w obronnym geście. Ich dwoje przeciwko mnie. Powietrze było jak naelektryzowane. Zamknęłam za sobą drzwi, żeby dziewczynki nie mogły nas usłyszeć. Anwyn bez słowa napełniła czajnik, wyjęła mleko z lodówki. Wykorzystałam czas, jaki zajęło jej przygotowanie napojów, żeby zadecydować, od czego mam zacząć, ale gdy postawiła kubki na stole i wszyscy usiedliśmy, wciąż nie wiedziałam, co powiedzieć.

W milczeniu podsunęłam pismo Iwanowi, badawczo przyglądając się jego twarzy, gdy czytał. Wyglądał okropnie. Skóra wokół podbródka zwiotczała, podkrążone oczy się zapadły. Żałoba i jego postarzyła.

– Przykro mi, Lauro – powiedział, gdy już przetrawił treść pisma.

Anwyn wyrwała mu kartkę z dłoni i przejrzała ją pobieżnie.

– Nie rozumiem, co to ma z nami wspólnego – burknęła.

– Anwyn! – zagrzmiał Iwan.

– No co? Nie wolno mi już wygłosić opinii na żaden temat? – Westchnęła i poczułam woń taniego wina w jej oddechu.

– Czy jest cokolwiek, co mógłbyś zrobić? – zwróciłam się do Iwana.

– Nie wiem, jak mógłbym ci pomóc. Nie przyspieszę przecież dochodzenia. – Przeczesał palcami rzednące włosy.

– A zostałeś już przesłuchany przez koronera? Chcą ustalić bieg wydarzeń, które doprowadziły do wypadku, i dowiedzieć się, gdzie dokładnie byli wszyscy, gdy Gavan spadł.

Anwyn i Iwan wymienili skrępowane spojrzenia. Wiedziałam, że rozmowa o śmierci Gavana zawsze będzie budziła emocje. Nie ustępowałam.

– Iwan, ja stracę dom. – Chciałam wyłożyć fakty jasno i zwięźle, ale głos załamał mi się pod ciężarem niepewnej przyszłości. – Czy nie ma nic innego? Czy firma nie była ubezpieczona?

 

– Nie ma już żadnej firmy – wtrąciła Anwyn. – Będziesz musiała znaleźć pracę jak reszta z nas, Lauro.

– Ubiegałam się o… – zaczęłam, ale mi przerwała.

– Iwan przełknął dumę i zaczął pracować dla kogoś innego. Och, daruj sobie tę minę – warknęła. – Kogo to obchodzi, że poszedł do konkurencji? Ma rodzinę, którą musi wspierać. Gavan też powinien był przyznać się do porażki i znaleźć sobie porządną pracę.

– Gavan wiedział, że nie zrobił nic złego. To, że osiedle powstało na dawnym wysypisku śmieci, nie miało żadnego znaczenia. Gdyby istniało jakiekolwiek zagrożenie, rada miasta nie sprzedałaby nam gruntu i nie udzieliła pozwolenia na budowę. Gavan się nie poddał, bo wierzył w ten biznes. Wierzył w ciebie, Iwan. – Wyciągnęłam palce w jego stronę, ale Anwyn nakryła jego dłoń swoją, zanim zdążyłam go dotknąć. Wyrwał się jej. – On nigdy nie przestał próbować. – Łzy stanęły mi w oczach, gdy przypomniałam sobie jego determinację. Jego optymizm. – Tamtego dnia, zanim zginął, powiedział mi, że znalazł sposób na to, by wszystko naprawić. Kochał to, co robił. Kochał ciebie, Iwan. Byłeś jego bratem…

– Myślę, że Iwan o tym wie. Rodzina jest dla niego ważna.

– Ale my jesteśmy waszą rodziną. Tilly i ja…

Anwyn prychnęła. Iwan posłał jej gniewne spojrzenie. Napięcie, które panowało między nimi, gdy przyjechałam, jeszcze się pogłębiło.

– Lauro, nie mogę ci pomóc. – Jego głos był łagodny, ale słowa odebrałam jak cios.

– Nie możesz, czy nie chcesz? Proszę, Iwan. Po prostu bądź ze mną szczery.

– Szczery! – Anwyn zerwała się od stołu tak gwałtownie, że jej krzesło przewróciło się do tyłu i z hukiem upadło na ziemię. – Nie przychodź tutaj pokornie i nie mów nam o szczerości, do cholery. Nie zapominaj, że wiemy, do czego posunęłaś się w przeszłości, żeby zdobyć to, czego chcesz. Wiemy o kłamstwach, które opowiadałaś. Ja cię znam.

Nie mogłam uwierzyć, że postanowiła to wywlec i rzucić mi w twarz. Ja też wstałam. Położyłam dłonie płasko na stole i przeniosłam na nie ciężar ciała, pochylając się w jej stronę.

– Ładnie się zwracasz do rodziny – wycedziłam cicho.

– Ty już nie jesteś naszą rodziną. – Jej twarz znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od mojej, a jej kwaśny oddech sprawił, że żołądek przewrócił mi się do góry nogami. – Ani ta twoja córka.

– Uspokójmy się – zaprotestował Iwan. – Tilly należy do rodziny, a Laura jest…

– Lauro, jak sobie pościeliłaś, tak się wyśpisz – przerwała mu Anwyn. – Nie należysz już donaszej rodziny.

To były te same słowa, których użył mój ojciec tyle lat temu, i gdy je usłyszałam, poczułam, jakby ktoś zerwał plaster, raz jeszcze odsłaniając ziejącą ranę, otwartą i bolesną. Odruchowo dałam jej w twarz.

– O Boże, Anwyn. Nie chciałam… ja… – Zaszokowana, opuściłam ręce, tymczasem ona poderwała swoje do policzka.

– Wynoś się! – wrzasnęła.

Ale ja i tak już byłam w drodze do drzwi. Czując mdłości, zaczęłam naciągać płaszcz i zawołałam Tilly.

W tym momencie otworzyły się drzwi frontowe.

– Ciocia Laura? – Rhianon zawahała się w progu, wyczuwając napiętą atmosferę. – Wszystko w porządku?

Tilly przepchnęła się obok mnie i wyminęła Rhianon. Ścisnęłam ramię bratanicy Gavana i poszłam za córką do samochodu. Wiedziałam, że moja noga więcej nie postanie w tym domu.

Wiedziałam, że została mi już tylko jedna możliwość, nawet jeśli na myśl o niej robiło mi się niedobrze.

Ale robimy to, co trzeba, dla naszych dzieci, prawda?

7.

TILLY

Zirytowałam się, że nie mogłam dłużej pospać. Była sobota, na litość boską. Od poniedziałku do piątku mama musiała dosłownie wyciągać mnie z łóżka, ale akurat dziś, kiedy nie miałam nic do roboty i nikogo, z kim mogłabym coś porobić, obudziłam się o ósmej. Nie spałam za dobrze, bo nie byłam w stanie przestać przeglądać Instagrama. Nawet gdy próbowałam odłożyć telefon, sięgałam po niego kilka sekund później na wypadek, gdyby pojawił się nowy post: Rhianon i Ashleigh przymierzające ciuchy w New Look; Kieron i Katie nad dzbanem piwa w knajpie Moon on the Square, gdzie nigdy nie pytano o dowód osobisty. To był świat, w którym wszyscy byli szczuplejsi, szczęśliwsi i popularniejsi niż ja. Jadali lepsze posiłki, nosili ładniejsze ubrania. Ja byłam kotem przybłędą, który buszował kiedyś po naszym ogrodzie i usiadł na patio, dociskając nos do szyby i mrucząc, żeby go wpuścić. Mogłabym wyjaśnić to wszystko mamie, ale nigdy tego nie zrobiłam. Wiedziałam, że nie tylko ja cierpię na bezsenność. Słyszałam, jak skrzypi jej łóżko, gdy przewracała się z boku na bok. Słyszałam jej kroki, gdy dreptała na dół po kolejną filiżankę herbaty. W trakcie tych pierwszych dni po śmierci taty chciałam się skulić pod kołdrą razem z nią, ale czułam się tak dziwnie, przebywając w ich pokoju bez niego. Jego ubrania wciąż piętrzyły się na orbitreku, którego mama nigdy nie używała. Jego szczotka leżała na komodzie. Wyciągnęłam z niej kilka włosów i ukryłam w pudełku na buty na dnie szafy, razem z paskiem czarno-białych zdjęć, które zrobiłyśmy sobie z Rhianon w jednej z tych staromodnych fotobudek.

Próbowałam znowu zasnąć, ale nie mogłam, więc powlokłam się do łazienki. Mama zapytała, czy zjem tost. „Nie, jeśli będzie w kształcie serca”, warknęłam; czy coś w tym stylu. To był cios poniżej pasa, ale nie potrafiłam zapanować nad paskudnym nastrojem i nie zdążyłam ugryźć się w język. Po jakimś czasie zeszłam na dół, żeby zaproponować, że zrobię jej herbaty czy coś. Chciałam przeprosić bez mówienia „przepraszam”. Siedziała przy stole i płakała, a świadomość, że to ja do tego doprowadziłam swoją głupią odzywką, sprawiła, że poczułam się jak suka. Ostatecznie mama chciała mi sprawić przyjemność tymi kanapkami, a ja tego nie doceniłam. Niektóre mamy nawet nie zawracałyby sobie tym głowy.

Byłam zaskoczona, gdy poprosiła, żebym pojechała z nią do cioci Anwyn. Nie widywaliśmy się z nimi za często, od kiedy Ashleigh zachorowała i obwiniono o to firmę taty i wujka. Uważałam, że to naprawdę niesprawiedliwe, bo widziałam ciocię Anwyn w kawiarni w miasteczku z Cathy Collins, mamą Ashleigh, więc one musiały się dalej przyjaźnić. Mama powiedziała, że wkrótce sytuacja się uspokoi i wszyscy przejdą nad całą sprawą do porządku dziennego. Tata był kozłem ofiarnym, bo pan Collins chciał zrzucić na kogoś winę; ojcowie czuli, że muszą chronić córki, i on pewnie myślał, że swoją zawiódł. Gdy się nad tym zastanawiałam, zbierało mi się na płacz. Dlaczego mój tata nie chciał chronić mnie?

Myśl o przyjęciu, jakie może nas czekać, sprawiła, że niemal zmieniłam zdanie, ale ciocia Anwyn i wujek Iwan byli dla mnie tacy mili na pogrzebie, więc pomyślałam, że jeśli zbierzemy się wszyscy razem, jak rodzina, może znowu zaprzyjaźnię się z Rhianon, a moje życie w szkole stanie się dzięki temu łatwiejsze. Wiedziałam, że ona nie może mnie tak do końca nienawidzić. Gdyby mnie nienawidziła, nie zatrzymałaby w sekrecie tego, co jej powiedziałam. W każdym razie byłam winna mamie przysługę po całej tej akcji z tostem, więc zgodziłam się z nią pojechać. To były moje przeprosiny bez przepraszania.

Podjęcie decyzji, co na siebie włożyć, zajęło mi całą wieczność. Co rano przeżywałam to samo. Wybierałam, kim chcę być, malowałam skórę, zasłaniałam ciało, żeby nikt nie dostrzegł prawdziwej mnie. Sama już nie byłam do końca pewna, kim naprawdę jestem. Gdy byłyśmy młodsze, dostałyśmy raz z Rhianon na święta takie książeczki z wyjmowaną papierową lalką na pierwszej stronie oraz dodatkami i strojami na pozostałych. Mogła być, kimkolwiek chciałyśmy. Dziewczyną na motorze. Modelką z wybiegu. Księżniczką, która musiała pójść na bal i pocałować księcia o północy. Teraz to ja byłam tą papierową lalką, gdy tak stałam przed lustrem, przymierzając nowe tożsamości; kruche i nietrwałe. I tak samo jak ją, tak łatwo było zepsuć i wyrzucić mnie.

W końcu mama załomotała do drzwi i zawołała, żebym się pospieszyła. Właśnie przeglądałam Instagram, szukając modowych inspiracji. Zestawianie wzorów i nadruków to była prawdziwa sztuka. W końcu wcisnęłam stopy w błękitne zamszowe botki. Może nie byłam usatysfakcjonowana, ale poddałam się i stwierdziłam, że nic lepszego już nie wymyślę. Otworzyłam próbkę za drogich dla mnie perfum, którą znalazłam w egzemplarzu „Cosmo” porzuconym w szkole w pokoju wspólnym, i wtarłam trochę w nadgarstki i skórę za uszami, po czym skropiłam nimi szyję.

Gdy zeszłam na dół, mama nic nie powiedziała, nie pochwaliła mnie, że ładnie wyglądam, i nie powiedziała, że jest zadowolona, że tak się postarałam. Właściwie to nie odezwała się do mnie ani słowem przez całą drogę. Albo była zirytowana, że tak długo się szykowałam, albo wciąż cierpiała z powodu mojej ciętej uwagi. Kto wie?

Po drodze zaczęłam rozmyślać o tym, że pojawienie się u Rhianon bez zapowiedzi jest pod wieloma względami złym pomysłem. Rój pszczół nieustannie wypełniających moją głowę brzęczał głośno. Potrzebowałam czegoś, co odwróciłoby moją uwagę, więc zaczęłam kręcić gałką starego radia, aż pośród trzasków i szumów znalazłam stację Planet Rock. Kawałek Def Leppard zawibrował przez okropny głośnik w drzwiach samochodu. Tak naprawdę nie przepadałam za taką muzyką, ale zostawiłam ją, bo wiedziałam, że mama jej nie znosi. Sama nie rozumiałam, dlaczego czuję potrzebę, żeby ją irytować. Ale ona zignorowała muzykę i zignorowała mnie. Najwyraźniej uznała, że nie warto się o to kłócić, że ja nie jestem warta tego, by się ze mną kłócić.

Dopiero gdy mama zapukała do drzwi, jakbyśmy były kimś obcym, usłyszałyśmy wrzaski dochodzące z głębi domu. W końcu otworzyła nam ciocia Anwyn. Byłam zbyt zdenerwowana, żeby się odezwać, gdy nas wpuściła. Nie mogłam sobie przypomnieć, bym kiedykolwiek wchodziła do tego domu od frontu, przez zatłoczony korytarz o ciemnoczerwonych ścianach, pełen regałów z książkami. Musiałam się odwrócić bokiem, żeby się koło nich przecisnąć. Zazwyczaj wchodziłyśmy do środka przez jasną, pełną słońca oranżerię, w której stała stara sofa z dziurą w oparciu i walały się konsole do gier, w które grałyśmy z Rhianon, zanim odkryłyśmy makijaż i chłopców. Gdy dotarłyśmy do kuchni, mama kazała mi poszukać Rhianon i dosłownie zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Nawet nie zdążyłam się przywitać z wujkiem Iwanem. No pięknie.

Chociaż chciałam zobaczyć się z Rhianon, poczułam się zbyt skrępowana, żeby wejść na górę. Dlatego usiadłam na sofie w salonie. Pierwsze, co zauważyłam, to że wszystkie zdjęcia, na których byliśmy z mamą i tatą, zostały usunięte. Ciemniejsze plamy na ścianach pomalowanych na pawi kolor wskazywały, gdzie kiedyś wisiały ramy. Początkowo było cicho. Ale potem z kuchni zaczęły dobiegać podniesione głosy. Nie sądzili, że ich słyszę, ale oczywiście słyszałam. Wyciągnęłam poplątane słuchawki z kieszeni i rozsupłałam je, po czym wsadziłam do uszu. Włączyłam listę Daily Mix na Spotify. Leciało właśnie 18 Candles Niny Nesbitt. W przyszłym roku sama miałam skończyć osiemnaście lat. Będę dorosła. Myśl o opuszczeniu szkoły uspokoiła mnie. Zaczęłam przeglądać Instagram i zauważyłam, że Rhianon opublikowała nowy post. Zdjęcie jej, Katie i Ashleigh w piżamach, siedzących po turecku na śpiworach. Chyba zrobione w domu Katie. Z podpisem: „Superimpreza z nocowaniem zeszłej nocy #BFF”.

Znowu poczułam ucisk w gardle. Stwierdziłam, że powiem mamie, że chcę już iść, i wrócę do domu piechotą, ale gdy wyjęłam słuchawki z uszu, usłyszałam, jak Anwyn krzyczy: „Ty już nie jesteś naszą rodziną. Ani ta twoja córka”.

Jeśli nie byłam członkiem rodziny.

Jeśli nie byłam przyjaciółką.

To kim byłam?

Wyszłam do przedpokoju w tej samej chwili, w której mama wypadła z kuchni, a Rhianon otworzyła drzwi frontowe. Trzymała w dłoni śpiwór, a jej szerokie ziewnięcie ewidentnie świadczyło o tym, że fantastycznie się bawiła.

Przepchnęłam się obok nich i pobiegłam w stronę naszego samochodu. Nie miałam okazji powiedzieć cioci Anwyn, że nawet jeśli taty już nie ma, to wciąż łączą nas rodzinne więzy. Ale już wtedy wiedziałam, że nigdy więcej tu nie wrócę.

Że już nigdy jej nie zobaczę.