Jak w filmie o miłościTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ DRUGI

Odprowadzając spojrzeniem Alicię i Philipa, Mimi poczuła się równie samotna jak dziecko zostawione na placu zabaw pierwszego dnia szkoły przez spieszącą się do pracy matkę. Inaczej niż Basa, pomyślała, kiedy zobaczyła go rozpartego na krześle niczym rzymski cesarz podczas uczty wydanej na jego cześć.

Ich ponowne spotkanie nie wyglądało tak, jak to sobie czasami wyobrażała. W jej wersji zdarzeń Bautista klęczał przed nią i prosił o wybaczenie.

Niestety, w jej przypadku wyobrażenia były bardzo dalekie od rzeczywistości. Próba wyswatania matki skończyła się katastrofą, a jedyna szansa, by zadebiutować w branży filmowej utknęła w archiwach prawników. Do tego jeszcze ta żałosna próba uwiedzenia Bautisty.

Bała się ich rozmowy, bo czuła, że Bautista ma nad nią władzę.

Jej oddech stał się płytki. Na własnej skórze zdążyła poznać, jak smakują manipulacje Bautisty, i nie spieszyło jej się do tego, by znowu ich skosztować. Zdecydowanie najrozsądniejszym wyjściem byłoby po prostu pożegnać się i wyjść. Później jakoś to wyjaśni Alicii.

– Słuchaj, oboje wiemy, że tylko ze względu na Alicię zgodziliśmy się tu zostać i porozmawiać, ale naprawdę nie musimy tego robić. Niczego od ciebie nie oczekuję.

W ciemnych oczach zalśniły złośliwe chochliki.

– Naprawdę? Nawet tego, żebym zapłacił rachunek?

Mimi omal nie zazgrzytała zębami.

– Nie przyszłam tutaj, żeby się za darmo najeść, jeśli to chciałeś powiedzieć – oburzyła się, ale zaraz tego pożałowała. Nie chciała, by wiedział, jak łatwo wytrącić ją z równowagi. Ale czy to miało jakieś znaczenie? Bautista wyrobił sobie zdanie na jej temat dawno temu i nic nie wskazywało na to, by miał je zmienić.

Kelner przyniósł kawę, a umysł Mimi wciąż przetwarzał ostatnią wymianę zdań. Bautista zachowywał się w sposób nieznośny. Siedział i spoglądał na Mimi, jakby miał za chwilę wydać wyrok. Kto dał mu moralne prawo osądzania jej, zwłaszcza że on sam zachował się wobec niej okropnie.

Jednak kiedy wyciągnął rękę w stronę patery makaroników podanych razem z kawą i przechylił lekko głowę, coś w geście tym przykuło jej uwagę. Myślami znów przeniosła się do tamtego wieczora i do sali balowej w Fairbourne. Na drugim jej końcu stał on. W eleganckim garniturze, lśniąco białej koszuli, z lekko zmierzwionymi włosami i oczami wpatrzonymi w nią, jakby wokół nie było nikogo innego.

To dlatego jej zależało.

Przez te dwie godziny rozkwitła pod jego spojrzeniem. Zdarzył się cud i książę z baśni pocałował księżniczkę na balu. Szeptał jej do ucha słowa, które chciała usłyszeć, a potem…

Potem ją zostawił, a kiedy się zobaczyli ponownie, potraktował ją jak powietrze. Jakby to nie on trzymał jej twarz w swoich dłoniach, obejmował jej piersi i je pieścił.

Bautista uniósł ręce w obronnym geście.

– Zdaje się, że ktoś tu jest przewrażliwiony? A może trafiłem w czuły punkt? – powiedział drwiącym tonem i pochylił się nad stołem, aż ciemne włosy opadły mu na czoło. Usta wygięły się w nieprzyjemnym uśmiechu. Instynktownie cofnęła się, przywierając kręgosłupem do oparcia krzesła.

– Mam nadzieję, że to nie z mojego powodu wyrwałaś się z sielskich przedmieść Londynu? Naturalnie pamiętam, że podczas urodzin Lissy trochę się zapomnieliśmy, ale jeśli sądzisz, że to otwarta historia, będę musiał cię rozczarować – powiedział przyciszonym głosem.

Uszko filiżanki od kawy wydało się Mimi nagle obcym przedmiotem, ciążącym w dłoni. Gardło miała tak suche, że z trudem przechodził przez nie oddech.

Co za arogancki dupek!

Zacisnęła mocno zęby, wpatrując się w niego milcząco. Naprawdę myślał, że przyjechała tutaj dla niego? Że chciała zrobić na nim wrażenie? Po tym jak się wobec niej zachował?

Spojrzała na swoje dłonie. Zaczęły drżeć. Czy on w ogóle miał pojęcie, jak się przez niego wtedy czuła? Leżała w jego łóżku naga, nie do końca wierząc, że ktoś tak przystojny i niedostępny wybrał właśnie ją. A potem, ni stąd ni zowąd, zmienił zdanie i nawet nie zadał sobie trudu, by jej o tym powiedzieć.

– Nie, to ja muszę rozczarować ciebie, Basa – powiedziała chłodno. – Nie wiedziałam, że tu będziesz. Nie dla ciebie przyjechałam aż na West End.

Bautista znieruchomiał.

– Dziwne. Nie pamiętam, żebyś tak bardzo się przede mną broniła te dwa lata temu.

– Sam poprosiłeś mnie do tańca! – warknęła.

Dobrze pamiętała tamtą chwilę i swoje niedowierzanie, a jednocześnie ekscytację, gdy podała mu dłoń. Może gdyby była bardziej obyta towarzysko, odkryłaby od razu, czym było to zaproszenie. Widziała przecież, że Bautista zdążył już zatańczyć z każdą z dziewczyn zaproszonych na urodziny. Ona była po prostu następna w kolejności. Jednak w tamtej chwili zupełnie tego nie skojarzyła. Oszołomiona atencją, uściskiem dłoni obejmujących ją w pasie i upojnym zapachem drogiej wody kolońskiej, dała się uwieść własnej wyobraźni.

– Właśnie, do tańca… – powtórzył za nią powoli, jakby dając Mimi czas na wyciągnięcie właściwego wniosku. Ale Mimi puściła jego słowa mimo uszu. Myślami była znowu przy tamtym wieczorze. Kiedy umilkły dźwięki muzyki, pożałowała, że to koniec, ale jakimś cudem oboje znaleźli się na tarasie, a kiedy jej ciałem wstrząsnął dreszcz, Bautista zdjął z siebie marynarkę i okrył jej ramiona. Wtedy wspięła się na palce i dotknęła nieśmiało jego ust.

Nie odmówił jej pocałunku. Nagle poczuła, że jej ciało zalewa gorąca fala pożądania, tak nagłego, że aż trudno było jej wytrzymać we własnym ciele. Może i była wtedy dziewicą – to zresztą nie zmieniło się do dziś – ale miała już za sobą pierwsze dorosłe pieszczoty i pocałunki. Jednak nigdy nie poczuła równie silnej chęci, by pójść dalej.

Miała wrażenie, że ich ciała stapiają się ze sobą, poruszając w doskonałej harmonii, niczym dwa instrumenty kierowane dłonią dyrygenta.

Jednak jaki sens miałoby opowiadać mu teraz o tym, co czuła tamtego wieczora. Może i był najprzystojniejszym facetem, jakiego kiedykolwiek poznała, i na pewno jednym z najbogatszych, ale na tym kończyło się jego podobieństwo do księcia z baśni. Nawet przed wybuchem afery z udziałem Charliego i Raymonda Bautista nie miał zamiaru ożenić się z Kopciuszkiem, a w ich przypadku z pasierbicą swojego pracownika. Jeżeli w ogóle był nią zainteresowany, to tylko dlatego, że sama wpadła mu w ramiona. Ale i to okazało się niewystarczającą pokusą w sytuacji, gdy zorientował się, że nie ma przy sobie prezerwatywy.

Wiedziała, że nie wyszedł po butelkę szampana. Kiedy nie wrócił, zrozumiała, że nie była na tyle ponętna, by chciał z nią spędzić noc.

– Byłam na imprezie. Piłam szampana. Czy to takie straszne, że chciałam się trochę zabawić? – skłamała. – To właśnie dziewczyny robią na imprezach. Bawią się!

Powietrze wokół nich było przesycone oczekiwaniem. Ktoś przyglądający im się z boku mógłby pomyśleć, że są na randce. Jednak Mimi wyraźnie wyczuwała gwałtowne fale wrogości płynące w stronę jej brzegu pokrytego śnieżnobiałym obrusem stołu.

– Słuchaj, nie obchodzi mnie, czego chciałaś albo nie chciałaś. Nie interesuje mnie to, jak żyjesz. Po prostu nie chcę, żebyś ściągała moją siostrę do poziomu swojej rodziny. Szczerze mówiąc, nie rozumiem, jak w ogóle masz czelność pokazywać się nam na oczy.

– Trudno, żebym odpowiadała za wszystkich w mojej rodzinie – powiedziała. – Nigdy nie zrobiłam nic, co mogłaby nawet rozzłościć Lissy, a co dopiero jej zaszkodzić.

Piekące łzy stanęły Mimi w oczach. Jak mógł być dla niej tak niesprawiedliwy? Jakby to ona była winna oszustw, a nie faktyczni winni, którzy zostali skazani przez sąd i odsiadywali wyroki.

Bautista popatrzył na nią, jakby była niespełna rozumu.

– Z oczywistych względów pozwolę sobie nie uwierzyć w te zapewnienia – wycedził z wyższością. Potem pokręcił głową. – Choćbym chciał, nie mogę zabronić Alicii przyjaźnić się z tobą, ale pamiętaj, że widzę twoje manipulacje jak na dłoni. Zresztą nie tylko ja.

Mimi spojrzała na niego zdezorientowana.

– Nie wiem, o czym teraz mówisz.

– Jasne, że wiesz – powiedział spokojnym tonem. – Twoje problemy z prawnikami? Już zapomniałaś? – Złowrogi błysk rozświetlił jego oczy. – Moja siostra jest na to zbyt łatwowierna. Tak się jednak składa, że nie wszystkie twoje przyjaciółki dały się nabrać.

Popatrzyła mu prosto w oczy.

– To nie są moje przyjaciółki – rzekła z naciskiem, zrozumiawszy wreszcie, do czego pije.

– Już nie są – sprostował. – Dlatego, że poprosiłaś je o przysługę, a potem próbowałaś wylansować się na ich plecach.

Mimi oddychała nierówno, niemal łapiąc powietrze ustami.

– Nic nie wiesz o tej sprawie. Ani o mnie. Nie mam zamiaru siedzieć tu dłużej i słuchać tych bzdur…

Odsunęła gwałtownie krzesło i podniosła się, ale zanim zdążyła wykonać krok w stronę wyjścia, Bautista znowu przemówił głosem pełnym fałszywej słodyczy.

– Nie możesz odejść. Obiecałaś mojej siostrze, że porozmawiamy. Tu też ją okłamałaś?

– Nikogo nie okłamałam. Zresztą to nie jest rozmowa, tylko jakieś chore przesłuchanie. Jestem pewna, że nie o taką rozmowę jej chodziło. A może wolisz, żebym do niej zadzwoniła i zapytała?

Bautista popatrzył na nią uważnie i przechylił lekko głowę.

– Posłuchaj, Mimi. Jestem tutaj tylko dlatego, że zależy mi na szczęściu Alicii. Z kompletnie niezrozumiałego dla mnie powodu jej szczęście zależy także od ciebie, więc jestem skłonny… – Zawahał się. – Dla jej dobra jestem skłonny zawiesić broń, ale to nie oznacza, że mam ochotę się z tobą całować ani nic w tym stylu.

Nie był z nią szczery. W każdym razie nie w tym fragmencie, który dotyczył pocałunku. Podnosząc kieliszek wina, zerkał na spiętą twarz Mimi, zastanawiając się, czy i ona myśli o tym samym. Czy pamiętała tamten wieczór, taniec i pocałunek? A może tak jak on, zapomniała o całym świecie w momencie, gdy zsunął ramiączka sukni z jej ramion i patrzył, jak delikatna tkanina powoli osuwa się na dywan…

 

Wyprostował się na krześle i poluzował odrobinę krawat. Najchętniej przestałby myśleć o tym, co zdarzyło się później. Było to jednak niemożliwe. Wspomnienie tamtego wieczora było wryte w jego pamięć jak dziwaczny tatuaż, który zrobił sobie kiedyś w Tajlandii.

Zauważył Mimi, gdy tylko się pojawiła, i mimo że widywał ją już wcześniej w towarzystwie siostry, tym razem udało jej się przykuć jego uwagę na dłużej. Wydała mu się piękna i seksowna, ale też intrygująca. Nigdy wcześniej nie widział jej w wieczorowej sukience. Z okresu swoich nastoletnich wizyt w Fairbourne pamiętał, że Mimi nosiła się jak chłopak, czym wyróżniała się na niekorzyść w grupie przyjaciółek Alicii.

Potem znowu, po udarze ojca, kiedy musiał przejąć jego obowiązki i poprowadzić firmę, nie miał już czasu na nic poza pracą, więc niezbyt często miał okazję ją obserwować. Ale kiedy pojawiła się w drzwiach sali balowej, po prostu odjęło mu mowę. Z długimi blond włosami wyglądała jak nimfa wodna.

Bautista wypił łyk kawy. Potrzebował kofeiny, by strząsnąć z siebie wspomnienie chwili, w której Mimi zawładnęła jego myślami.

Tamtego wieczora miała na sobie długą białą suknię, która otulała jej oszałamiającą figurę. Sięgające do pasa blond włosy spływały na ramiona niczym złoty welon.

Nie chodziło nawet o przemianę z brzydkiego kaczątka w olśniewająco pięknego łabędzia, ponieważ w tamtej chwili jeszcze nawet nie był pewien, czy to ona.

Dopiero gdy się odwróciła, by sięgnąć po kieliszek szampana, poczuł, że jego serce się zatrzymuje. Suknia, wysoko wykończona pod szyją z przodu, miała na plecach głębokie rozcięcie. W tej samej chwili uznał, że musi podejść bliżej.

Na tyle blisko, by czuć ciepło bijące od jej ciała, oprzeć dłoń na jej biodrze, dotknąć złocistej aksamitnej skóry. Jak ćma, która pędzi do ognia, nie bacząc na to, że się spali.

Poprosił ją do tańca. Niby nic niezwykłego, lecz zanim dźwięki muzyki zdążyły ucichnąć, przyciągnął ją ku sobie tak blisko, jak tylko się dało. A wtedy wiedział już, że to Mimi.

Zwiedziony upojnym zapachem perfum i ciepłem bijącym od jej ciała, pocałował ją. A może to ona pocałowała jego. Kiedy długi pocałunek się skończył, byli już w jego sypialni, gdzie zamierzał dokończyć to, co zaczęli. Mimi leżała naga w jego łóżku, gdy tknęło go, że nie ma prezerwatyw. Z żalem ubrał się, powiedział, że zaraz wróci i poszedł na dół po butelkę szampana, żeby nie było im smutno przez resztę wieczoru. Wracając przez salę balową, włączył telefon, który Mimi wyjęła przedtem z jego rąk i wyłączyła, co dobrze zapamiętał. W jednej sekundzie świat, jaki znał, runął w pył na jego oczach.

Przeglądając w pośpiechu listę wiadomości od prawnika i księgowego, z których każda kolejna była coraz bardziej chaotyczna, poczuł, że serce ciąży mu jak kamień. Krótka rozmowa z prawnikiem uświadomiła mu, że musi wymknąć się z imprezy, ale tak aby nie zaalarmować Alicii. Kończąc rozmowę, dostrzegł kątem oka Mimi.

Początkowo myślał, że zeszła go szukać, nawet poczuł się winny, że zostawił ją samą na tak długo. Dziś postawiłby wszystkie swoje pieniądze na to, że to nie jego szukała Mimi tamtego wieczora, ale wtedy tego nie wiedział. Odruchowo ruszył za nią, tylko po to, by się przekonać, że Mimi najwyraźniej miała też plan awaryjny.

Gdy wymknęła się tylnymi drzwiami, dobiegł do nich i patrzył, jak wsiada do pomarańczowego lamborghini z jakimś młokosem o przydługich włosach.

Zamrugał powiekami, by otrząsnąć się ze wspomnień, i wypił kolejny łyk mocnej kawy.

Później, gdy wybuchł skandal z ojczymem Mimi i miał więcej czasu, by całą sprawę przeanalizować, uznał, że ich spotkanie na urodzinach Alicii było ukartowaną pułapką. I pocałunek, i to, że w sypialni zabrała i wyłączyła jego telefon, były tylko próbą odciągnięcia go od tego, co miało się wydarzyć. Ponieważ jednak nie udało jej się zatrzymać go na noc, postanowiła wyjść z imprezy, żeby nie ściągnąć na siebie podejrzeń. Alicii powiedziała, że źle się czuje.

Okazał się ostatnim naiwnym i to go dość mocno zabolało, ale jeszcze bardziej zabolała go przepaść między miłym dzieciakiem, jakim kiedyś była przyjaciółka jego siostry, a dorosłą kobietą, co prawda piękną, ale przebiegłą jak reszta jej przestępczej rodziny.

Nie wybaczy jej nigdy tego, co zrobili. Ich chciwość i obłuda doprowadziły jego bliskich niemal do ruiny. Ale to świadomość tego, że tamtego wieczora mógł uprawiać z Mimi seks bez zabezpieczenia, a ona mogła zajść z nim w ciążę, ostatecznie przekonał go, że powinien przyjąć zaproszenie Alicii i pojawić się na dzisiejszym lunchu.

Zamierzał wykorzystać okazję, by tym razem lepiej ochronić swoją rodzinę i dać nauczkę Mimi za to, że próbowała go wrobić.

– Niech będzie. – Na dźwięk głosu Mimi popatrzył na nią.

– Co niech będzie? – spytał.

– Zgadzam się na zawieszenie broni, ale i tak nie widzę sensu w dalszym przeciąganiu tej rozmowy.

– Musimy przecież omówić wszystkie szczegóły. Alicia naprawdę chce, żebyś nakręciła film z jej ślubu.

Mimi uniosła wyżej głowę i spojrzenie jej oczu przypominających kolorem niezapominajki trafiło go niczym błyskawica, przeszywając wstrząsem całe ciało.

– Mówiła też, że to twój pomysł. Jestem dziwnie przekonana, że to nieprawda, ale nie przejmuj się, po prostu jej odmówię.

Spojrzała w stronę wyjścia, a jej chęć zakończenia spotkania stała się niemal namacalna. Gdyby ta rozmowa toczyła się jakiś czas temu, Bautista pokazałby Mimi, gdzie są drzwi, a nawet przytrzymał, żeby szybciej wyszła. Teraz jednak był po rozmowie z Alicią i jego nastawienie uległo zmianie.

Po śmierci matki i serii udarów, które odbiły się na zdrowiu ojca, przysiągł sobie chronić siostrę i zrobić wszystko, by była szczęśliwa. Mimo że Alicia od jakiegoś czasu miała chłopaka, teraz już prawie męża, on wciąż czuł się za nią odpowiedzialny.

Oczywiście, wolałby, żeby Mimi trzymała się z daleka, ale szczęście Alicii i reputacja jego rodziny były wszystkim, na czym mu zależało. Mimi nie miała racji. To on zasugerował Alicii, żeby film ze ślubu i wesela nakręciła Mimi. Wolał to niż zaproszenie Mimi na ślub w roli druhny.

Teraz był nawet jeszcze bardziej przekonany do swojego pomysłu. Mimi zajęta pracą to była znacznie bezpieczniejsza opcja niż Mimi będąca zwykłym gościem snującym się po weselu bez żadnego nadzoru. Kto wie, co znowu strzeliłoby jej do głowy.

Nadzorem zająłby się sam. Tylko w ten sposób mógł zagwarantować, że zachowanie Mimi nie narazi reputacji jego rodziny na szwank. Dodatkowo miał szansę się odegrać. Sprawić, by życie Mimi skomplikowało się tak samo, jak ona kiedyś skomplikowała życie jego rodziny.

– To naprawdę był mój pomysł – przyznał.

Nie uwierzyła mu.

– Jasne. Bo tak bardzo mnie lubisz. Zrozumiałam to po tym, jak… – urwała i ściągnęła brwi.

– Po czym? – spytał powoli.

Wzięła krótki oddech i potrząsnęła głową.

– Powiedz mi, Basa, dlaczego właściwie chcesz, żebym to ja nakręciła film dla twojej siostry?

Wzruszył ramionami.

– A dlaczego nie?

– Nie rozumiem.

– Dlaczego miałabyś tego nie zrobić? – powtórzył cierpliwie. – To twoja najlepsza przyjaciółka. Nie odmówisz jej chyba?

Jej zgoda była bardzo ważna, aby plan się powiódł.

Przez chwilę zdawało mu się, że Mimi się waha, ale złudne wrażenie trwało dosłownie pół sekundy.

– Ach, rozumiem już. Próbujesz mnie przekonać, żeby potem powiedzieć Alicii, jakim jesteś dobrym bratem? Jeśli tylko o to chodzi, nie martw się, powiem jej, że się starałeś.

– Niczego nie udaję. Jestem pewien, że idealnie nadajesz się do tego zadania.

– A co ty możesz o tym wiedzieć?

– Alicia pokazała mi kilka twoich etiud szkolnych. Mimo że to filmy amatorskie, widać, że świetnie sobie radzisz za kamerą.

Po chwili milczenia Mimi spojrzała na niego. Dostrzegł w jej oczach nadzieję podszytą desperacją i przez moment miał ochotę puścić w niepamięć złą przeszłość, jaka ich prześladowała. Z trudem zwalczył w sobie chęć wyciągnięcia ramion i objęcia jej. Brakowało mu dotyku jej rąk, ust, zapachu, którym go usidliła.

W głębi restauracji wystrzelił korek od szampana i oboje w tej samej chwili odwrócili głowy w tę samą stronę.

Bautista bezskutecznie próbował zignorować krew buzującą w jego żyłach.

– Powtórzę jeszcze raz. Jestem pewien, że sobie poradzisz, dodatkowo możesz udowodnić Alicii, że jesteś dobrą przyjaciółką…

– Dobrze, zgadzam się – powiedziała Mimi.

– Świetnie. – Bautista odetchnął z ulgą i spojrzał na zegarek. – Wezmę twój numer telefonu od Alicii i przekażę mojej asystentce. Skontaktuje się z tobą w sprawie lotów.

– Jakich lotów? Dokąd?

– Do Buenos Aires – odparł. – Nie martw się, za wszystko zapłacę. Bilet pierwszej klasy i twój pobyt, zanim wybierzemy się do Patagonii.

– Nie mogę jechać teraz do Argentyny. Nie ma mowy – powiedziała, gwałtownie kręcąc głową.

– Więc jak zamierzasz nakręcić film? Kamerą satelitarną pożyczoną od NASA?

Bautista postanowił zignorować przerażenie malujące się w tej chwili na twarzy Mimi i wyjął swój telefon. W skupieniu przeglądał kalendarz.

– Przez kilka następnych dni będę zajęty, ale mogę być w Buenos Aires w piątek. Czy piątek ci pasuje?

Mimi spojrzała na niego wrogo.

– Nie wybieram się do Buenos Aires ani w piątek, ani w żaden inny dzień.

– Nie masz niestety wyjścia. Ślub jest za niecałe trzy miesiące. Alicia razem z naszym ojcem wylatuje z Londynu za kilka tygodni i zostanie tam już do końca. Będzie miała na głowie wystarczająco dużo spraw, żeby jeszcze odpowiadać w ostatniej chwili na twoje pytania. Dlatego wszystkie przygotowania, wybór miejsc, gdzie ustawisz kamerę albo światło, musimy załatwić wcześniej.

Wymyślony naprędce słowotok nieco osłabił zacietrzewienie Mimi.

– Przecież to nie ma nic wspólnego z tobą – zdołała w końcu dojść do głosu Mimi. – To nie twój ślub i nie znasz się na robieniu filmów, więc nie wiem, jak miałbyś mi być w czymkolwiek pomocny.

– Mylisz się – zaprzeczył. – Przede wszystkim ślub i wesele odbędą się w mojej posiadłości i domu. A tam panują bardzo specyficzne zasady.

Zauważył, jak zacisnęła zęby.

– Nie możesz żądać ode mnie decyzji w takiej sprawie dziś. Muszę się nad tym zastanowić.

– Mimi, przecież ja ci nie chcę sprzedawać samochodu. Jestem bardzo zajętym człowiekiem i obawiam się, że będziesz się musiała dostosować do mojego harmonogramu, a to oznacza, że oczekuję twojego przylotu do Buenos Aires w najbliższy piątek.

– A co z moim harmonogramem? – wtrąciła.

– Myślę, że Café Crema szybko znajdzie kogoś na zastępstwo.

Celowo użył protekcjonalnego tonu, jakby jej praca w kawiarni była czymś zupełnie nieistotnym.

Spojrzała na niego wzrokiem pełnym potępienia.

– Jesteś niewiarygodnym arogantem.

– Po prostu jestem szczery, ale to chyba musi być dla ciebie bardzo egzotyczne pojęcie. Przy okazji, jak się miewają Charlie i Raymond? Nadal na garnuszku Jej Królewskiej Mości?

Mimi popatrzyła na Bautistę z odrazą i czerwony rumieniec wykwitł na jej policzkach.

– Czy ktoś ci już mówił, że jesteś okropnym człowiekiem?

– Nie ty pierwsza – odparł niezrażony i wytrzymał jej spojrzenie. Z zaróżowioną ze złości twarzą wyglądała jeszcze bardziej uroczo. – A teraz do rzeczy. Opowiem ci w skrócie, jak to wszystko ma wyglądać. Przede wszystkim, nie życzę sobie kolejnego skandalu. Będziesz więc musiała odpowiednio się zachowywać i przestrzegać zasad. Przedstawię ci je szczegółowo na miejscu. Jeśli jednak uważasz, że nie dojrzałaś do tego, by wziąć udział w wycieczce do Buenos Aires na mój koszt, zadzwoń do Alicii i złam jej serce, proszę bardzo – powiedziawszy to, wyciągnął w kierunku Mimi dłoń z telefonem.

Patrzyła na niego w milczeniu.

– Więc ta łzawa historyjka o wyjaśnieniu spraw z przeszłości to wersja dla Alicii, podczas gdy tak naprawdę…

– To bez znaczenia. Jeśli ci się zdaje, że zyskałaś nade mną przewagę i będziesz dokazywać w moim domu…

– Jeśli tak bardzo się mnie boisz, to może zatrzymam się w hotelu. Nawet za niego zapłacę.

– Niestety, droga Mimi, to tak nie działa – powiedział, nie mogąc oderwać oczu od aksamitnej cery i wydatnych ust. – Widzisz, ja lubię mieć przyjaciół blisko siebie, a wrogów jeszcze bliżej.

 
To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?