Black notice: część 5

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Black notice: część 5
Black notice: część 5
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 12,98  10,38 
Black notice: część 5
Black notice: część 5
Audiobook
Czyta Maciej Szklarz
7,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Lotte Petri

Black notice: część 5

Saga

Black notice: część 5przełożyła Agata Makowiecka tytuł oryginału Black notice: Afsnit 5Zdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2017, 2019 Lotte Petri i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726209501

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Nørrebro

Rozkaz Felixa był jednoznaczny – Kathrine miała się stać jak najbardziej widoczna, a zadanie polegające na pozowaniu na tle ciemnego okna sprawiło, że okazała się niesamowicie podatna na zagrożenia.

Stała, wpatrując się przez szybę w prawie namacalny mrok, przerywany tylko poświatą pojedynczej ulicznej lampy. Kathrine zdawała sobie sprawę, że jest znakomicie widoczna dla wszystkich znajdujących się po drugiej stronie szyby. Ona sama widziała zaledwie niewyraźne odbicie obcej kobiety o ciemnych oczach. Jej puls się nieco uspokoił, gdy dostrzegła cywilne wozy policji.

Zmianie wizerunku towarzyszyła początkowo niemal chorobliwa fascynacja nowym wyglądem, bycia kimś innym czy chociażby niegrzecznym wydaniem samej siebie. Jednocześnie z tyłu głowy czaiły się obrazy tych wszystkich martwych kobiet. Wystawiała się na konfrontację z wprawnym mordercą, który wykiwał policję zarówno w Danii, jak i za granicą.

Wróciła myślami do komentarza, który rzucił Felix podczas ich porannej odprawy: oprawca dosięgał swoich ofiar, gdy się zupełnie tego nie spodziewały. Dotarło do niej, że nie może poddać się zmęczeniu, że musi przez cały zachować czujność, bo w przeciwnym wypadku może dojść do nieszczęścia.

Morderca musiał dysponować wyjątkową umiejętnością okpiwania łatwych ofiar. Niczym wilk, który wypatruje najsłabszych jednostek w stadzie.

Zesztywniała, gdy do jej uszu doszło ciche skrobanie, które natychmiast uaktywniło wewnętrzny czujnik wykrywania niebezpieczeństwa, i wtedy poczuła w ciele gwałtowny wyrzut adrenaliny. Niemal namacalnie wyczuła czyjąś obecność w salonie i się obróciła. Zmusiła się do rozejrzenia po pokoju. Pomieszczenie skąpane było w jasnym świetle lampy sufitowej. Wzrok Kathrine zatrzymał się na zacienionym kącie, a potem na antracytowych zasłonach, które wydawały się nieruchome. Natomiast w ciemnym wgłębieniu, między ścianą a dużym mahoniowym regałem, który dostała w spadku, poruszył się jakiś cień i zaraz potem wyłonił się stamtąd wysoki mężczyzna.

Był odziany na czarno od stóp do głów. Zanim jeszcze zdążyła wydobyć służbową broń, poczuła ruch powietrza, a potem miażdżący cios w czoło. Uderzenie posłało ją na podłogę. Nieznośny ciężar napierał na jej klatkę piersiową, wyciskając powietrze z płuc. Najpierw poczuła zjełczały smród potu, dopiero potem mogła skupić wzrok na twarzy. Widok jego oczu wywołał w niej dreszcze. Jedno z nich przypominało bezdenny szyb, a uśmiech wyglądał jak u drapieżnika. Poczuła jego erekcję na swoim podbrzuszu. Kathrine spróbowała wyrwać się z tego imadła, ale na próżno. Zbliżał do niej swoją twarz, czuła teraz jego gorący oddech. Otworzyła usta i krzyknęła, ale wtedy przykrył je ciężką dłonią, odzianą w rękawiczkę.

– Jeżeli znowu krzykniesz, skręcę ci kark – szepnął.

Nørrebro

Felix wezwał posiłki, wydobył broń i pobiegł w kierunku wejścia do budynku. Otworzył drzwi uniwersalnym kluczem, który wcześniej dostał od sprawiającej dość dziwne wrażenie dozorczyni. Namierzył drzwi wejściowe Kathrine i je otworzył.

– Kathrine! – krzyknął. Żadnej odpowiedzi. – Kathrine!

Felix wszedł do salonu i rozejrzał się badawczo po pomieszczeniu. Zlokalizował miejsce, gdzie wcześniej dostrzegł cień. Cokolwiek to było, zniknęło – skonstatował.

Poczuł, jak zimny pot wystąpił mu na dłoniach. Przełożył broń z jednej do drugiej ręki, wycierając w tym czasie wolną o spodnie, po czym odbezpieczył broń. W pokoju panował chłód, wyczuwał powiew przeciągu. Ponownie przełożył dłoń do prawej dłoni i otworzył drzwi, które jak się okazało, wiodły do sypialni. Skoncentrowana woń czystych, lekkich perfum Kathrine zdezorientowała go na moment, gdy dłonią poszukiwał kontaktu. Współczesna wersja lampy z papieru ryżowego rozjaśniła pokój zimną, księżycową poświatą. Łóżko było posłane, a na narzucie leżała sterta ubrań. Przejrzał szafę z IKEA, nie znalazł tam nic poza nieprawdopodobną ilością odzieży. Pod wpływem impulsu pochylił się i zajrzał pod łóżko. Zesztywniał, gdy pod ścianą zauważył niewielki cylindryczny przedmiot.

Rozpłaszczył się na podłodze i wcisnął pod łóżko. Wyciągnął ramię najdalej, jak się dało, próbując wymacać przedmiot. Po chwili dotknął dłonią chłodnego, gładkiego brzegu. Wstał i przybliżył znalezisko do światła. Niewielka szklana ampułka. Na etykiecie widniał napis „Ketamina”. Ten sam środek znieczulający, który znaleziono przy innych ofiarach. Wypadł w pośpiechu z sypialni, przeciął salon i wparował do kuchni, która okazała się pusta. Pojął, że sprawcy udało się uprowadzić Kathrine, najwyraźniej przez kuchenne drzwi prowadzące na korytarz, które pozostawiono uchylone.

Z oddali dochodziło wycie syren. Mimo że koledzy zareagowali niezwykle szybko, przeczuwał, że może już być o wiele za późno, zanim zdążą tu dotrzeć. Szarpnął za kuchenne drzwi, wybiegł na schody, po czym zlokalizował kolejne wychodzące na wewnętrzne podwórko. Musiał się przez chwilę siłować z zamkiem, zanim zdołał je otworzyć.

Podwórko było częściowo oświetlone przez niewielkie lampy, ale ciemnych miejsc i zakamarków tu nie brakowało. Felix sprawnie przeszukał teren, ale bez rezultatu. Wtem usłyszał pisk opon trących mocno o asfalt. Wybiegł przez bramę na ulicę i wtedy dostrzegł chwiejący się tył furgonetki znikającej za rogiem. Na zakręcie zakołysała się jak statek podczas żeglugi. Felix nie zdążył odczytać tablic rejestracyjnych.

Potarł dłonią spocone czoło, próbując jednocześnie przyjąć do wiadomości, że Kathrine zniknęła i że to podczas jego zmiany dostała karę śmierci.

Poczuł, że nogi robią mu się jak z gumy i zadrżał na całym ciele. Mimo to ruszył biegiem w kierunku służbowego wozu, informując kolegów przez telefon, że podejrzany uprowadził Kathrine. Opisał furgonetkę dyżurującym policjantom, informując, że wyglądała jak typowa, biała półciężarówka. Anonimowa w najczystszej postaci. Pojazd, na który nikt na ulicy nie zwróciłby uwagi.

Myśl, że przypominała ich własne wozy z fotoradarem była przerażająca.

Pułapka się zatrzasnęła, ale nigdy nie potrafiłby sobie wybaczyć, gdyby Kathrine coś się stało. Nigdy.

Był późny wieczór. Obcasy stukały w nieco nierównym rytmie, gdy przecinała asfalt glazurowany czarnym lodem. Minęła wypukłe oznaczenia wyznaczające pasy drogowe, dobrnęła do granitowego krawężnika i wtedy zachwiała się, ale szybko odzyskała równowagę, wspierając się o zewnętrzny mur kompleksu mieszkaniowego. Miała jasne, długie do ramion włosy i szary płaszcz, który powiewał niczym ciemna flaga, odsłaniając kształtne nogi. Jej dłoń zanurkowała w przepastnej damskiej torebce, najwyraźniej w poszukiwaniu kluczy. Po chwili wyciągnęła duży pęk i uniosła go pod światło padające z ulicznej latarni, przeglądając klucze jeden po drugim. W końcu wypatrzyła właściwy i włożyła go do zamka.

Wtedy z mroku wyłoniła się sylwetka mężczyzny. Postać w kapeluszu na głowie zbliżała się do niej od tyłu. Przekręcając klucz, odwróciła głowę.

– Mieszkasz tutaj? – usłyszała niski głos. Skinęła głową w odpowiedzi.

– Musimy porozmawiać.

Teglholmen

Nagie, białe ściany w pokoju przesłuchań sprawiały, że światło wpadające do środka przez duże okna niemal kłuło w oczy. Felix włączył mikrofon i kamerę. Przesłuchanie było transmitowane na żywo, aby grupa zajmująca się profilowaniem też mogła w nim uczestniczyć. Przyglądał się siedzącej naprzeciw niego osobie i pomyślał, że jej maska zdążyła opaść w ciągu nocy. Dozorca Lars mógł z pewnej odległości uchodzić za ładną, atrakcyjną kobietę. Teraz jednak jego twarz szpeciły plamy po tuszu do rzęs. Sztuczne rzęsy jednego oka najwyraźniej gdzieś się zgubiły podczas gorączkowego zatrzymania, nadając twarzy nieproporcjonalny wyraz. Ten widok skojarzył mu się z odczuciami, jakich doznawał podczas oglądania zdjęć ze szkoły. Poczuł, jak wzbiera w nim złość i niepohamowana ochota, aby skręcić kark temu przypuszczalnemu napastnikowi i zabójcy. Powtarzał sobie jednak w duchu, że nie może ulec prymitywnym popędom, które z łatwością przebiłyby tę ludzką powłokę.

Poza tym podejrzany prawdopodobnie wiedział, gdzie przebywała Kathrine, więc Felix tym bardziej musiał działać ostrożnie.

Poprosił strażnika, aby sprawdził, czy podejrzany nosił kolorowe soczewki kontaktowe, ale okazało się, że nie. A gdyby założyć, że już od początku popełnili błąd? Może morderca wcale nie miał tej rzucającej się w oczy wady wzroku? Możliwe, że Felix sam poprowadził śledztwo na manowce, opierając się na zamazanym zdjęciu ze sklepu we Francji i zeznaniach kobiety, która wybudziła się ze śpiączki. A co, jeżeli mężczyzna stojący za bliźniaczkami we francuskim markecie sportowym był przypadkowym napaleńcem, gapiącym się na piękne dziewczyny? Przez chwilę miał wrażenie, jakby wpatrywał się w przepaść, dlatego musiał zebrać wszystkie siły, aby powrócić na tę śledczą arenę. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowała Kathrine, to mieć do czynienia z idiotą, który nie potrafił zachować zimnej krwi.

 

Musiał teraz polegać na swoich przeczuciach.

Odchrząknął, zmuszając głos do spokojnego tonu.

– Napijesz się kawy, Lars?

Felix napełnił płynem plastikowy kubek i przesunął go w stronę mężczyzny, który ujął go ostrożnie swoimi wypielęgnowanymi dłońmi.

– Dziękuję.

– Lars… twierdziłeś, że nie pamiętasz niczego, co działo się wczoraj pomiędzy dwudziestą a dwudziestą drugą. Teraz, gdy się już wyspałeś, mam nadzieję, że sobie coś przypomnisz. Zrozum, jak już wczoraj wspominałem, twoja sąsiadka z góry, Kathrine Nymark, zniknęła ze swojego mieszkania. Z tego, co udało nam się ustalić, jesteś ostatnią osobą, która miała z nią kontakt przed uprowadzeniem…

Lars sprzątnął ze stołu jakiś ledwo widoczny okruszek. Miał spuszczony wzrok.

– Przecież już mówiłem, że byłem pijany jak bela… poza tym wziąłem też jakieś proszki nasenne… na nerwy. Naprawdę niczego nie pamiętam…

– Jesteś podejrzany o uprowadzenie Kathrine… aby wyrządzić jej krzywdę… Sprawdzamy też, czy masz coś wspólnego z kilkoma innymi morderstwami.

Podejrzany wyraźnie zbladł, nie ukrył tego nawet rozmazany makijaż.

– Lars… nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z powagi sytuacji – ciągnął Felix z wymuszonym spokojem. – Wiemy, że jesteś właścicielem białej furgonetki. Gdzie ona się teraz znajduje?

– Pożyczyłem samochód szwagrowi i jego żonie. Wyprowadzają się na wieś.

– Zapiszesz mi tutaj jego numer telefonu?

Lars skinął głową i wyskrobał kilka cyfr na kartce.

– Zdobyłem nakaz przeszukania twojego mieszkania i znaleziono w nim mnóstwo kobiecych ubrań… sprawdzamy teraz, czy należały do ofiar morderstw.

– Chyba cię pokręciło.

– A swoją drogą, czy w ciągu ostatniego półrocza przebywałeś we Francji?

– Nie.

– Pamiętaj, że sprawdzę wszystko, co mi powiesz. Wystarczy zadzwonić do linii lotniczych… – Podejrzany nadal wpatrywał się w stół.

– Znasz te kobiety?

Felix rozłożył przed Larsem na stole zdjęcia, obserwując jego reakcję.

– Niebrzydkie – odezwał się Lars z dwuznacznym uśmiechem. – Chociaż nie przepadam za brunetkami…

– Jeżeli znajdę jakikolwiek drobiazg, który powiąże cię z tymi morderstwami, wylądujesz od razu w więziennej izolatce i mam nadzieję, że natychmiast pozbędą się do niej kluczy! – krzyknął Felix. Zrobił przerwę, a po chwili dodał złośliwie: – Więźniowie wpisali już długonogie blondynki na swoją listę życzeń…

Spojrzenie, którym obdarował Felixa, wyrażało bezdenny mrok. W tym samym momencie jego mięśnie na szyi napięły się niczym rozciągane linki i wykrzyczał:

– Naprawdę myślisz, że mam coś wspólnego z tymi morderstwami? Musisz mieć nie po kolei w głowie…

– Kathrine odwiedziła cię wcześniej tego wieczora – o czym rozmawialiście?

– Niewiele… zaprosiłem ją na lampkę wina… spotkaliśmy się przypadkowo w piwnicznej pralni. Zdjąłem jej pranie…

– Dlaczego?

– Niektórzy z mieszkańców dostają hister… wpadają w szał, gdy pranie wisi za długo, więc je zdjąłem i włożyłem do kosza. Kathrine pojawiła się chwilę później i sprawiała wrażenie podenerwowanej, dlatego pomyślałem, że przyda jej się coś na rozluźnienie.

– Zabrałeś z piwnicy jakąś bieliznę?

– Ja? Nie, dlaczego miałbym to robić?

– Może po to, aby samemu ją włożyć? – Podejrzany pokręcił lekko głową.

– Masz przecież klucze do mieszkanie Kathrine – ciągnął Felix. – Byłeś w środku?

– Tylko raz, gdy musiałem naprawić zatkany zlew, ale poza tym to nie. Posłuchaj, nie mam kompletnie nic wspólnego ze zniknięciem Kathrine. – Potarł mocno twarz. – Ale swoją drogą… może zabrano właśnie ten należący do niej…

– O czym ty mówisz?

– Ostatnio miałem włamanie… to trzeci raz w tym roku… przeszukują mieszkania na parterze. Ale tym razem zabrali tylko kilka kluczy… Poprzednio ukradli mi nowego laptopa. Umówiłem się wtedy ze ślusarzem, żeby wymienił zamki.

– Zgłosiłeś włamanie?

– Tak, ale najwyraźniej jesteście zajęci czymś innym… więc ktoś ma się pojawić dopiero w przyszłym tygodniu…

– Nie czuje się winny z powodu morderstw – oznajmił psychiatra podczas rozmowy telefonicznej po zakończeniu przesłuchania. Po uprowadzeniu Kathrine lekarz zmienił dotychczasową wersję profilu mordercy. – A wręcz przeciwnie, jest dumny ze swojego dzieła, ale jak wiemy z amerykańskich badań, ten proces ma niestety tendencję do przyspieszania… Morderstwa okazują się coraz mniej stymulujące, a jego żądza krwi rośnie. Poza tym czuje się prawdopodobnie rozanielony, gdy ma okazję dotykać kobiecej bielizny, a tym bardziej gdy ją na siebie wkłada. To wszystko doskonale pasuje do faktu, że jest transwestytą, chociaż oni zwykle nie zachowują się przemocowo. Ale on nie potrafi przeżyć normalnej, intymnej sytuacji z kobietą. Ponadto wykazuje cechy psychopatyczne. – W słuchawce nastąpiła pełna napięcia cisza.

– Czy na coś jeszcze powinienem zwrócić uwagę?

– Przypuszczalnie w jakimś okresie miał kłopoty z prawem, zapewne w związku z przemocą. W szkole był przeciętnym uczniem, nie potrafił się skoncentrować i uchodził za zamkniętego w sobie. Żadnych bliskich znajomych.

– Jeszcze coś?

– Jeżeli ma przygotowanie medyczne, być może znalazł się pod nadzorem z powodu nakazu sądowego… W sieci istnieje taka duńska lista…

Felix zanotował tę informację w swoim notesie.

Po zakończeniu połączenia siedział przez chwilę, próbując zebrać myśli.

Nie trzeba było być specjalistą, aby wiedzieć, że prawie wszyscy zabójcy wykazywali cechy psychopatyczne. Nigdy nie poczuwali się do winy, bagatelizowali swoje przestępstwa, a jednocześnie byli emocjonalnie wyjałowieni i nie potrafili kontrolować temperamentu.

Teglholmen

Felix poczuł, jakby rozstąpiła się pod nim ziemia, gdy okazało się, że ich podejrzany dozorca nie mógł mieć nic wspólnego ani z uprowadzeniem Kathrine, ani z pozostałymi morderstwami. Uczepił się nadziei, że w końcu udało im się schwytać sprawcę, chociaż momentami przeczuwał, że dorwali niewłaściwą osobę, gdyż dozorca nie miał żadnego przygotowania medycznego.

Policja odnalazła jego ulubiony bar, gdzie kamera monitoringu uchwyciła sceny, łagodnie rzecz ujmując, z zakrapianego wieczoru, i Felix nie miał wątpliwości, że w tym stanie nie mógł kogokolwiek zamordować. Poza tym Sørenowi udało się zlokalizować jego szwagra, a ten potwierdził fakt pożyczenia furgonetki. Felix polecił AA przejrzenie pojazdu, a technik nie znalazł żadnych śladów krwi ani też innych świadczących o uprowadzeniu Kathrine.

– Musimy trzymać się koncepcji, że nić chirurgiczna i węzeł prosty pozostają głównym motywem przewodnim śledztwa – oznajmił nieco później Felix, otwierając zaimprowizowaną odprawę swojego wydziału.

Zdawał sobie sprawę, że toczyli walkę z czasem. Walkę, którą na razie, jego zdaniem, przegrywali. Może Kathrine już nie żyła. Zdjęcia udręczonych twarzy ofiar, na które natykał się za każdym razem, gdy otwierał teczki sprawy, wywoływały przerażenie, tym bardziej że tym razem sprawca znacznie się zbliżył. Policjanci mogli pracować profesjonalnie nad śledztwem właśnie dlatego, że nie znali ofiar. Były obcymi osobami. Jednak teraz ten pancerz został zdarty, bo uprowadzono ich koleżankę.

– Poza tym zabiegi zostały przypuszczalnie przeprowadzone przez… fachowca – ciągnął Felix. – Psychiatra sądowy, który pracuje w grupie profilerów, uważa, że morderca może być jedną z osób objętych nadzorem.

– Nadzorem? – powtórzył Søren.

– Naczelna Izba Lekarska interweniuje, gdy istnieją podejrzenia, że któryś z lekarzy nie pracuje zgodnie z obowiązującymi standardami. Taki rejestr można znaleźć w sieci, widnieją w nim nazwiska osób, które znalazły się pod nadzorem.

– Za co można dostać taki nadzór? – dopytywał Søren.

– Chodzi prawdopodobnie i o drobiazgi, i o poważniejsze wykroczenia. Na przykład karty pacjenta nie spełniają wymogów ustawy albo ktoś niewłaściwie sprawuje opiekę medyczną. Błędy podczas operacji. Przecież wszędzie zdarzają się fuszerki, chociaż przykro się robi na tę myśl. Sprawdzisz to, Søren?

Felix poczuł gulę w gardle, gdy jego spojrzenie padło na puste miejsce przy stole. To był wyraźny znak, że Kathrine zniknęła, że być może została już zabita przez sadystycznego mordercę. Chociaż do poszukiwań włączono wszystkie siły, jakimi dysponowano, miał nieprzyjemne przeczucie, że poruszali się zaledwie po powierzchni. Prawdopodobnie morderca już dawno przewidział kolejny ruch i wdrożył wszelkie procedury bezpieczeństwa, dlatego zapadł się pod ziemię i ukrył Kathrine.

Księżyc świecił tej nocy pomarańczowym blaskiem dojrzałej pomarańczy. Nocne słońce otulające wszystko siarkowym blaskiem. Smukłe świerki tworzyły kolumnowy las lśniący od wilgoci. Miękka ziemia sprawiała, że buty zapadały się, gdy szedł po gąbczastym mchu. Przejmujący wiatr przeciskał się zdecydowanie przez gęsty las. Białe światło lampy czołowej przecinało wilgotny mrok stożkowatym snopem. Wyczuwało się wyraźną woń nawożonej ziemi.

Musiał się powstrzymać i zmusić, aby poczekać na odpowiedni moment.

Wszystko musiało zostać idealnie przygotowane, dlatego dopracował każdy najdrobniejszy szczegół. Już nie mógł się doczekać, kiedy doda kolejne egzemplarze do swojego zbioru. Nagle poczuł się niepokonany, bo udoskonalił wszystko do perfekcji. Uważał, że policja nie ma pojęcia, gdzie on się znajduje, i sądził, że nigdy go nie znajdzie. Po prostu był od niej bystrzejszy. Uśmiechnął się do siebie, przystanął na chwilę, przyglądając się nisko zawieszonemu księżycowi i pozwolił sobie na delektowanie się faktem, że to on ustalał zasady. To on decydował o tym, kiedy umrą kobiety. Na myśl o władzy, którą posiadł, poczuł ekstazę i ssanie w podbrzuszu. To prawie tak, jakby bawić się w Boga.

Teglholmen

Fakt, że zajmowali się sprawą życia i śmierci, nie był żadnym sloganem, tylko nieprzyjemną konstatacją – stwierdził Søren. Sprawdzał listę z personelem medycznym, który znalazł się pod nadzorem Naczelnej Izby Lekarskiej w ciągu ostatnich pięciu lat. Doliczył się dwudziestu pięciu lekarzy, ale większość spraw dotyczyła skrupulatniejszego wypełniania kart pacjentów, aby odpowiadały obowiązującym standardom. Inna grupa obejmowała medyków, którym nakazano zmniejszenie ilości przepisywanych leków prowadzących do uzależnień. Tylko troje lekarzy objęto nakazem z powodu narażenia zdrowia pacjenta. Skopiował nazwiska i opis ich wykroczeń do jednego dokumentu, który wydrukował, a następnie zabrał się do studiowania ich przypadków.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?