Czyste zło

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Czyste zło
Czyste zło
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 79,80  63,84 
Czyste zło
Audio
Czyste zło
Audiobook
Czyta Anna Szawiel
39,90  19,95 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 4

MASZ JAKIEŚ IMIĘ?

Nie potrafię sobie przypomnieć swojego. Unosi się gdzieś na obrzeżach mojej pamięci. Utraciłam je tamtej nocy, kiedy przyszedł Zły Człowiek i jego pistolet eksplodował ogniem. A potem straciłam matkę i w tym samym momencie głos.

Widzę obraz. Zamglony, połyskujący na brzegach. Czasami czuję zapach, podobny do zapachu kwiatów. Kiedy indziej obraz rozpływa się, staje się srebrzysty jak księżyc. Słyszę wtedy głos mamy, niski i cichy. Nucenie. Chodząc po domu, piorąc nasze ubrania, mieszając potrawy w garnku, mama zawsze nuciła pod nosem. Czasami ja też próbuję zanucić. Kładę palce na gardle i czekam, aż poczuję wibrację. Pamiętam dźwięki i słowa, wargi, które się poruszały, usta, które mówiły. Ale bez względu na to, jak bardzo skupiam się na nuceniu, jak bardzo pragnę poczuć szczęście mamy w moim gardle, nie wydobywa się z niego żaden dźwięk.

Zły Człowiek przyszedł do nas. Mama kazała mi uciekać, lecz jej nie posłuchałam. I nie ma już naszej dwuosobowej drużyny.

Dziewczyna. Tak mnie teraz nazywają. Dziewczyno, zrób to. Dziewczyno, pozmywaj tamto. Dziewczyno, chodź tutaj. Dziewczyno, zmykaj.

Złych ludzi widzę w postaci czarnych cieni z wąskimi oczami. Mężczyźni czy kobiety, wszyscy wyglądają tak samo: ciemne kształty, między którymi się przemieszczam, przynosząc i sprzątając to czy tamto. Z nisko pochyloną głową przemierzam bezszelestnie korytarze, powłócząc chorą nogą.

Mam bliznę. Długą, przecinającą skroń aż do linii włosów. Opada mi również prawa powieka i kącik ust; moja twarz wydaje się trochę rozpływać. Ale mnie ta blizna nie przeszkadza. W nocy wodzę długo palcami po jej nabrzmiałych brzegach. To moja mama. Jej ostatnia cząstka, którą będę miała w sobie zawsze. Podobnie jak ona miała te wyjątkowe garnki po swojej matce. Nie musisz mieć wielu rzeczy; wystarczy, że masz te właściwe.

„Uciekaj!”, zawołała mama.

Ale jej nie posłuchałam. Odwróciłam się i wyciągnęłam do niej ręce.

Huk wystrzału. Mama pada, ja też.

Zły Człowiek staje nade mną.

Przynieś to, dziewczyno.

Cicha jak myszka, wykonuję polecenia.

MAM SWÓJ POKÓJ. MAŁĄ klitkę z cienką matą do spania i dwoma wytartymi kocami. Śpię w ubraniu, bo kiedyś je zdjęłam i tego żałowałam. Poza tym mogą po mnie zadzwonić. Nie ociągaj się, nigdy się nie spóźniaj. Robię, co każą, i w nagrodę dostaję czasem arkusze białego papieru i moje ukochane kredki. Nie potrafię mówić, czytać ani pisać, ale umiem rysować. Szkice, obrazy, symbole. Kiedy nie zmywam, nie piorę i nie sprzątam, rysuję.

Niektóre rysunki są piękne i chowam je pod swoją matą, ale i tak prędzej czy później znikają. Wyobrażam sobie, jak mroczne bestie ciskają kipiące kolorami kartki w ogień, napawając się swoją władzą, tym, że pozbawiają świat kolejnego promyka światła. Ale ja znów rysuję zieloną trawę, błękitne niebo, czerwone i niebieskie kafelki, a także fontanny, przy których plusku słychać śmiech dzieci, bo wierzę, że choć bestie tego nie słyszą, moje rysunki umieją śpiewać. A potwory mogą karmić płomienie tak długo, jak chcą, bo wszystkie swoje rysunki mam w głowie i potrafię je bez końca odtwarzać.

Dziewczyna musi odnosić drobne zwycięstwa, gdzie tylko się da.

Niektóre rysunki przyprawiają mnie o płacz. A może płaczę już wtedy, gdy biorę do ręki świecowe kredki i kolorowy wosk płacze razem ze mną. Tych rysunków nigdy nie zachowuję. Zamazuję je na czarno, tak mocno, że rozdzieram papier i pęka kredka, którą trzymam w ręce. Mimo to zamazuję dalej, aż podłoga drży od mocy mego bólu.

A potem drę papier na drobne kawałki, takie, które da się połknąć. I wchłaniam z powrotem cały ten smutek w siebie, zmiatając z podłogi pokryte woskiem strzępy, bo nie chcę zostawiać śladów mojego bólu.

Nie chcę, by źli ludzie tyle o mnie wiedzieli.

Ale z ciebie głupia dziewczyna, mówią.

Nie kiwam głową. W ogóle nie reaguję. Niech wierzą w to, w co chcą wierzyć.

Cienie potrafią cię skrzywdzić. Potrafią pozbawić świat promyków światła i wniknąć w każde pęknięcie i szczelinę. Ale żaden cień nie trwa wiecznie.

Przyjeżdżają jacyś ludzie.

Bestie mamroczą natarczywie.

Nadstawiam uszu. Staram się usłyszeć coś więcej. Nie udaje mi się poznać szczegółów, ale coś się zmienia. Odkryto coś w górach i nie jest to dobra wiadomość dla bestii, więc może… więc może jest dobra dla nas?

Przyjeżdżają jacyś ludzie. To jedno jest pewne. I Zły Człowiek się niepokoi.

Muszę bardziej popracować nad sobą. Zakradam się do łazienki i w trakcie krótkiej spędzonej tam chwili wpatruję się w swoje odbicie nad umywalką, uderzam się palcami w wargi, wyciągam język. Poruszajcie się, obracajcie, mówcie. Ściągam usta w ciup i próbuję wypuścić przez nie powietrze. Puf, puf, puf. Przykładam palce do warg, żeby poczuć wydech, ale nic nie czuję.

Przyjeżdżają jacyś ludzie, a ja, po tylu latach, nadal jestem tą samą Głupią Niemową, którą byłam zawsze.

Wiem, co się teraz stanie.

Krzyki w środku nocy. Krzyki dziewczyn, które już nigdy więcej się nie odezwą. Ja też to czuję: coś jest, a potem znika, niczym łza we wszechświecie.

W nocy zawijam się szczelniej w koc w swojej klitce. I czekam, aż otworzą się drzwi. Wiedząc, że wkrótce przyjdzie kolej na mnie. I próbuję, bo muszę próbować. Bo gdzieś w głębi serca jestem córką swojej matki i czuję ją w sobie tak samo mocno jak kulę, która utkwiła w mojej czaszce.

Wyciągam kartki. Próbuję narysować te okropne znaki, które widuję na leżących to tu, to tam dokumentach. Gdybym tylko zdołała ustawić je we właściwym porządku, uformować z nich słowa, zdania, jakieś znaczenie. Są kodem, który rozumieją wszyscy oprócz mnie. Ustawienie ich we właściwej kolejności odblokowuje język, lecz ja najwyraźniej nie daję sobie z tym rady. Znaki mi umykają. Mają własny rozum, nie chcą stać tam, gdzie je stawiam.

Próbuję zacząć od prostych rzeczy. Od imion. Chcę zapisać imiona innych dziewczyn, bo każdy ma przecież jakieś imię. Każdy oprócz mnie, ale pewnego dnia zdołam odzyskać swoje. Do tego czasu mogę przynajmniej zapamiętać imiona tamtych, stworzyć rejestr wszystkich, które zginęły. Może ludzie, którzy tu przyjadą, zainteresują się, może pomogą. Gdybym tylko potrafiła mówić, pisać, choćby zakaszleć.

Próbuję więc zmusić rękę, w której trzymam kredkę, by nakreśliła linię wzdłuż i w poprzek, by odtworzyła kształt tych tajemniczych liter. Bez skutku. Linie się rozłażą. A potem zaczynają tańczyć, podskakiwać na kartce, pokazują, że nimi nie władam, że w ogóle ich nie rozumiem.

W końcu zaczynam rysować. Skomplikowane rozwibrowane obrazy z ukrytymi plamami ciemności. To dziewczyny, które tu były. Puste miejsca, które po nich zostały. Rysuję do późna w nocy.

Tyle mam do zapamiętania. Czuję, jak dom dygocze wokół mnie, i wiem, że jest w żałobie. To tylko dom, wcale nie taki zły. Zwykły stary dom, który nie prosił się o coś takiego.

Dom i ja płaczemy razem. Skończywszy rysować, podnoszę w górę kartkę. Zapamiętuję każdą linię, każdy kolor i zawijas. Tę plamę różu, tamtą smugę zieleni i tamten błękitny uśmiech. I te nowe mroczne cienie.

Przyjeżdżają jacyś ludzie.

Potrzebuję słów, liter, czegokolwiek. Ale mam tylko to. Obrazy mojego bólu. Zaczynam powoli drzeć kartkę na strzępy. Jak najmniejsze. Żeby dały się połknąć. Plamki różu, zieleni i błękitu. Większe plamy czerwieni i czerni.

A potem zaczyna się właściwa praca. Przeżuć i połknąć. Przeżuć i połknąć.

Zjadam wszystko. Nie zostaje żaden ślad po tamtych dziewczynach, żaden ślad mojego oporu. Tylko fragmenty imion, które połknęłam i noszę teraz w sobie razem z ostatnim tchnieniem mojej mamy.

Powinnam mieć lepszy plan.

Powinnam zacząć działać.

Już wkrótce.

Przyjeżdżają jacyś ludzie.

Rozdział 5
KIMBERLY

AGENTCE SPECJALNEJ KIMBERLY QUINCY udało się dopaść wielu morderców, ujawnić fałszerzy sztuki i zwalczyć korupcję na rządowym szczeblu. Jej ojciec, Pierce Quincy, był jednym z legendarnych profilerów Biura, co oznaczało, że miała odpowiednią reputację i pochodzenie. Mimo to kierowanie międzyagencyjnym zespołem roboczym było wyzwaniem szczególnego rodzaju. Próbą zagonienia do zagrody stada lwów.

W pokoju było już kilku jej kolegów i szeryf hrabstwa. A teraz dołączyła do nich policjantka z Bostonu, a razem z nią ofiara porwania oraz komputerowy maniak i pasjonat zbrodni w jednej osobie. Agentkę Quincy lekko to zirytowało, ale śledcza Quincy była pod wrażeniem.

To Kimberly Quincy zidentyfikowała w końcu Jacoba Nessa jako seryjnego porywacza i seksualnego drapieżcę i pokierowała atakiem na motelowy pokój, w którym zaszył się z Florą Dane. W jej karierze było wiele pamiętnych chwil, ale wiedziała, że tamtego dnia nigdy nie zapomni. Tej chwili, kiedy Jacob Ness, krztusząc się i kaszląc od gazu łzawiącego, najpierw zaopiekował się Florą, owijając jej twarz mokrym ręcznikiem. Z czułością. Po czym podał jej swój pistolet. A ona wzięła broń i strzeliła mu prosto w głowę.

A potem odwróciła się i zmierzyła podbiegających do niej antyterrorystów najbardziej pustym spojrzeniem, jakie Kimberly w życiu widziała. Czym innym było czytanie o efektach długotrwałej traumy, a czym innym zobaczenie tego z bliska. Dopiero po godzinie Kimberly udało się sprawić, że Flora zareagowała na swoje imię. Ta godzina, w trakcie której agentka obawiała się, że uratowała nie młodą kobietę, lecz pustą skorupę, była jedną z najdłuższych w jej życiu.

Flora, która wmaszerowała teraz do sali konferencyjnej z wysoko podniesioną głową i wojowniczym błyskiem w oku, nie przypominała w najmniejszym stopniu zakrwawionego upiora, którego Kimberly wyciągnęła wtedy z motelowego pokoju. Agentka wiedziała jednak, że choć dziewczyna może być już silniejsza, nadal jest klinicznym przykładem stresu pourazowego. Rozmawiając wcześniej z D.D. Warren przez telefon, nie była pewna, czy włączenie Flory do tego śledztwa jest na pewno dobrym pomysłem.

 

Z drugiej strony, tej dziewczynie udało się nie tylko przeżyć Jacoba Nessa; ona go gruntownie przestudiowała, dostosowała się do niego, a nawet w pewnym sensie do niego zbliżyła. Była jego dziedzictwem i w nadchodzących dniach cały zespół roboczy będzie prawdopodobnie potrzebował jej opinii, by zrealizować swoje zadanie.

D.D. wskazała Florze i Keithowi dwa krzesła. Sama usiadła u szczytu stołu, tuż obok Kimberly. Wszyscy troje przylecieli do Atlanty krótko po północy, ale nie robili wrażenia zmęczonych. Niedawno wzniesiona siedziba biura terenowego FBI znajdowała się tylko parę kilometrów od Marriotta i poranny dojazd nie zajął dużo czasu.

Kimberly odchrząknęła i rozdała wszystkim obecnym teczki z dokumentami, które przygotowywała całą noc. Członkowie zespołu, w tym również Flora i Keith, po kolei się przedstawili. Jakiekolwiek zdanie mieli inni policjanci o obecności pośród nich dwojga cywilów, byli profesjonalistami i nie dawali nic po sobie poznać.

– Jak wielu z was zapewne wie – przeszła do rzeczy Kimberly – większości seryjnych drapieżców przypisujemy dwie listy ofiar: oficjalną oraz tak zwaną „hipotetyczną”, zawierającą ofiary, które zdaniem policji sprawcy mają na sumieniu, ale których nigdy nie udało im się przypisać, ponieważ często brak jest jakichkolwiek ludzkich szczątków. Stąd statystyki, według których Ted Bundy zabił na pewno trzydzieści kobiet, ale możliwe, że nawet sto. Rozbieżność wynika z tego, że nie udało nam się udowodnić, że popełnił pozostałe zbrodnie. Jeśli chodzi o Jacoba Nessa, który, jak wszyscy wiecie, działał na tym terenie i wpadł ostatecznie w zasadzkę podczas nalotu FBI na motel na obrzeżach Atlanty, przypisaliśmy mu ponad wszelką wątpliwość wiele przypadków gwałtów i zabójstw. Lecz ponieważ zginął, nadal jest tylko podejrzany w sprawach sześciu innych zaginionych kobiet. Wszystkie pasują do jego profilu ofiary i okresu jego działalności. Nie udało się jednak odnaleźć ciała żadnej z nich, dlatego sprawy są nadal otwarte i nie znamy odpowiedzi na wiele pytań. Co prowadzi nas do odkrycia sprzed dziesięciu tygodni, kiedy nieopodal szlaku turystycznego w pobliżu małej górskiej miejscowości Niche w Georgii odkryto fragmenty szkieletu. Antropolożka sądowa zdołała ustalić, że są to szczątki Lilah Abenito, kobiety, którą uważano, choć nigdy nie zostało to udowodnione, za jedną z ofiar Jacoba Nessa. Rozumiemy chyba wszyscy, jak ważna jest dla jej rodziców odpowiedź na dręczące ich pytania. Świadomość, że ich dziecko nie jest tylko pozycją na hipotetycznej liście okrytego złą sławą zabójcy.

Kimberly na chwilę przerwała.

– Oto co wiemy: Lilah była siedemnastoletnią Latynoską. Jej zaginięcie zgłoszono w Alabamie piętnaście lat temu. Dokładnych okoliczności nie udało się ustalić. Jej rodzice przebywali w Stanach nielegalnie i zawiadomili władze dopiero jakiś czas po jej zniknięciu. Ojciec stał na zmywaku w miejscowej knajpie, a matka pracowała w pralni. Ich zdaniem Lilah nie sprawiała żadnych kłopotów wychowawczych. Przykładała się do nauki, nie miała chłopaka. Ze szkoły szła prosto do miejscowego salonu manicure, gdzie pracowała. W dniu zaginięcia w ogóle tam nie dotarła. Rodzice zawiadomili policję czterdzieści osiem godzin później. Niezbyt wnikliwe śledztwo nie przyniosło żadnych efektów.

Kimberly popatrzyła na członków naprędce sformowanego zespołu roboczego, którzy w większości przeglądali teraz skopiowane przez nią w nocy raporty. W teczkach były również wyniki pierwszego dochodzenia. Nie było to ani najgorsze, ani najlepsze śledztwo, z jakim miała do czynienia. Mimo że rodzice stanowczo temu zaprzeczali i w trakcie rozmów z koleżankami Lilah nie wyszły na jaw żadne problemy rodzinne, policja uznała, że dziewczyna po prostu uciekła z domu. Biorąc pod uwagę fakt, że w okolicy grasował seryjny zabójca, śledztwo z punktu widzenia FBI było w najlepszym razie pobieżne.

– Przed piętnastu laty – podjęła Kimberly – media społecznościowe były dopiero w powijakach. W porównaniu z tym, co możemy dziś ustalić na temat nastolatka w tym wieku, o Lilah nie wiemy prawie nic. Rodzice utrzymywali, że była dobrą dziewczyną. Jesienią miała zamiar podjąć naukę w dwuletnim miejscowym college’u i stać się pierwszą absolwentką wyższej uczelni w rodzinie. Tyle że pewnego słonecznego popołudnia zwyczajnie zniknęła. I odnalazła się dopiero dziesięć tygodni temu.

Agentka ponownie przerwała, chcąc, by wszyscy to sobie przyswoili. Była zwolenniczką osobistego podejścia do prowadzonych spraw – nauczyła się tego z pierwszej ręki od ojca profilera. Ofiara musiała być dla nich kimś ważnym – bo Bóg jeden wiedział, ile tygodni i miesięcy będą musieli poświęcić, by oddać jej sprawiedliwość.

– Dlaczego Jacob Ness znalazł się w kręgu podejrzanych? – odezwała się jako pierwsza D.D. Warren.

Kimberly zauważyła, że Flora Dane ma kompletnie obojętny wyraz twarzy, zupełnie jakby rozmawiali o pogodzie. Nie wątpiła jednak, że dziewczyna rejestruje każde słowo.

– Wiek i płeć ofiary pasują do znanych upodobań Nessa. Poza tym w pobliżu miasteczka, w którym zaginęła, jest duży parking dla ciężarówek.

– To znaczy, że do porwania doszło na preferowanym przez Nessa terenie łowieckim – skomentowała D.D.

– Zgadza się.

– Przyczyna śmierci? – zapytała Flora, mierząc agentkę FBI posępnym spojrzeniem.

– Nieznana. Jej ustalenie utrudnia brak jakichkolwiek tkanek miękkich i to, że nadal brakuje wielu kości.

– Nie macie całego szkieletu.

– Zwłoki były płytko zakopane i niestety, padły łupem padlinożerców. Doktor Jackson udało się jednak zidentyfikować złamaną kość gnykową, co może świadczyć o uduszeniu. Z drugiej strony, u tak młodej dziewczyny kość gnykowa często nie jest jeszcze zrośnięta, więc doktor Jackson nie może tego stwierdzić ponad wszelką wątpliwość.

– Ness preferował noże – powiedziała Flora. W tym momencie patrzyli na nią wszyscy członkowie zespołu. Ona wpatrywała się dalej w Kimberly.

– To prawda. Ale pamiętaj, kiedy to było. Jeśli Lilah Abenito rzeczywiście zginęła z ręki Nessa, to jej zaginięcie przed piętnastu laty oznaczałoby, że była jedną z jego pierwszych ofiar.

– Facet bił swoją żonę – przypomniała jej Flora. – Zgwałcił nastolatkę. Lilah nie była jego pierwszą ofiarą.

– Pierwszą ofiarą śmiertelną – sprecyzowała agentka tak samo rzeczowym tonem jak ona.

Rękę podniósł szeryf hrabstwa Mosley.

– Nazywam się Hank Smithers. Czytałem o Jacobie Nessie. Rozumiem, że ta dziewczyna zaginęła w miejscu, w którym prowadził swoje łowy. Ale musimy wziąć pod uwagę dwie lokalizacje. Druga, tam gdzie szczątki zostały odnalezione, jest w moich stronach, na północy. I mówimy tu o górach, nie o autostradzie. Jak to wytłumaczycie?

– Na razie nie mamy wytłumaczenia – przyznała szczerze Kimberly. – To jedno z pytań, na które musimy znaleźć odpowiedź. Tu obecna panna Dane – wskazała głową Florę – zeznając na temat swojego porwania, była przekonana, że początkowo Ness trzymał ją w górskiej chacie. Możliwe, że był w jakiś sposób związany z północną Georgią, z hrabstwem Mosley czy którymś z sąsiednich. Nie udało nam się odnaleźć tej chaty i jak się pewnie domyślacie, bardzo nam na tym zależy.

– Szczątki znaleziono w pobliżu szlaku – wtrącił Keith. Kimberly patrzyła, jak przerzuca dokumenty w teczce. Z tego, co widziała, przejrzał całą jej zawartość w kilka minut. – W jakiej odległości od miejsca, w którym się zaczyna?

– Prawie dwa kilometry.

– Jakie przewyższenie?

– Dwieście metrów. Dalej szlak robi się zdecydowanie bardziej stromy.

Keith popatrzył na Florę.

– Jacob Ness robił na tobie wrażenie piechura? – zapytał. – Bo nie trafiłem na informację, żeby uprawiał jakąś aktywność fizyczną. Nawet w liceum.

– Ten Ness, którego znałam, był tłustym, pozbawionym kondycji ćpunem. Nie potrafię sobie wyobrazić, że osiem lat wcześniej był wysportowany.

– Wleczenie ciała dwa kilometry pod górę to niełatwe zadanie – dodał Keith.

– Zakładacie, że ją niósł – rzuciła Kimberly. – A z tego, co wiemy, Lilah żyła, kiedy ruszyła tym szlakiem.

– Zaprowadził ją w wybrane miejsce i tam zabił – mruknęła Flora. – To bardziej do niego podobne.

– Mógł też mieć pomocnika. – Keith spojrzał na Kimberly, a ta pokiwała powoli głową.

– Musimy pamiętać, czego nie znaleźliśmy w grobie – powiedziała. – Nie było tam ubrania ani butów. Niczego, czym ofiara mogła być skrępowana. Złożone w płytkim grobie ciało było nagie i niezwiązane.

– Ness zabezpieczał się, na wypadek gdyby odnaleziono zwłoki – skomentowała D.D. – Chciał usunąć wszystkie ślady.

– Całkiem możliwe. Ale nie robił tego chyba w przypadku innych znanych nam ofiar?

– Nie, po prostu je porzucał, w zakrwawionych ubraniach i ze wszystkim – odparła Flora.

– To może znaczyć, że Lilah była dla niego kimś szczególnym – włączył się znowu Keith. – Pierwsze ofiary są często osobiście związane ze sprawcą. Ness musiał się dodatkowo zabezpieczać, bo miał się czego obawiać, gdyby ktoś odnalazł ciało.

– Wszystko to są uzasadnione hipotezy – podsumowała Kimberly. – I tym właśnie są: hipotezami. Nie wybiegajmy zanadto do przodu. Choć wiele wskazuje na to, że Jacob Ness jest głównym podejrzanym o porwanie i zabójstwo Lilah Abenito, nie możemy stwierdzić z całą pewnością, że to on jest sprawcą. Właściwie nie wiemy nic na pewno i to jest wielka niesprawiedliwość wobec niej i jej rodziców, którzy po tylu latach nadal wierzą, że córka jakimś magicznym sposobem wróci do domu.

– Czyżby w górach Georgii grasowało więcej seryjnych morderców? – zapytał z przekąsem szeryf Smithers.

– Musimy działać krok po kroku i mieć otwarty umysł – oświadczyła Kimberly.

Odczekała chwilę i gdy żaden z członków zespołu roboczego nie zakwestionował podstawowych zasad postępowania, odchrząknęła i przeszła do kolejnej ważnej części odprawy. To znaczy do zapoznania wszystkich obecnych z treścią dyskusji, którą ona, D.D., Flora i Keith rozpoczęli dziewięć miesięcy wcześniej w Bostonie. I która zaprowadziła ich do raczej zatrważających wniosków.

– Mamy kilka nowych faktów dotyczących przejętego przez nas laptopa Jacoba Nessa. Na pierwszy rzut oka nie było w nim żadnych danych. Dalsza analiza dokonana przez naszych techników wykazała, że Ness postarał się, by były one codziennie automatycznie kasowane… co świadczyło, że był bardziej technicznie zaawansowany, niż wskazywało na to jego wykształcenie. Jednak całkiem niedawno panna Dane i pan Edgar pomogli nam odkryć login i hasło, co dało FBI dostęp do aktywności Nessa w darknecie. Wiemy teraz, że choć w realu był samotnikiem, w sieci szukał wytrwale osób o podobnych do niego chorych instynktach i udzielał się na różnych forach. Pytanie, czy któraś z tych wirtualnych znajomości zaowocowała w realnym świecie.

Kimberly skinęła głową w stronę jednej z koleżanek z Biura, atrakcyjnej trzydziestolatki ze lśniącymi czarnymi włosami.

– Su Chen jest jedną z naszych najlepszych informatyczek – przedstawiła ją. – Rozpracowywała komputer Nessa przez kilka ostatnich miesięcy.

Keith wyprostował się na krześle, jakby chciał stawić czoło rywalce. Kimberly spodobało się wrogie spojrzenie, jakie posłała mu Su, nim wzięła do ręki notatki.

– Zidentyfikowanie loginu i hasła Jacoba Nessa było kluczowe. – Lekki ukłon w stronę Flory i Keitha. – W internetowych forach dobre jest to, że można je przeszukać. Znając login i hasło, możemy prześledzić większą część aktywności online. Niestety, sieć stale ewoluuje. Nie udało mi się zidentyfikować żadnej konkretnej grupy sprzed siedmiu lat.

– Może powinna się pani podszyć w sieci pod Nessa i zaczekać, aż spróbuje się z nim skontaktować jeden z dawnych wspólników? – zapytał Keith.

Kimberly rozumiała, czemu to zaproponował; dziewięć miesięcy wcześniej sam zastosował tę strategię, pomagając w śledztwie dotyczącym innego morderstwa. Prowadząc działalność w sieci, Ness używał na szczęście pseudonimu. Dzięki temu wielu jego znajomych z darknetu nie zdawało sobie sprawy, że był seryjnym zabójcą, który przed wielu laty zginął w trakcie nalotu FBI.

– Prowadzę obecnie wirtualne rozmowy z dwiema osobami – oznajmiła chłodno Su. – Na razie interesują się wyłącznie pornografią, która, jak rozumiem, stanowiła kiedyś temat ich kontaktów z Nessem. Jestem pewna, że jego nagłe pojawienie się po siedmiu latach budzi w innych uczestnikach pewną nieufność, więc nie odniesiemy sukcesu z dnia na dzień. Niemniej jednak wierzę w tę strategię.

 

– Czy mógłbym zbadać ponownie ten laptop? – zapytał Keith.

– Co ma pan nadzieję tam znaleźć? – spytała informatyczka.

– Co dwie głowy, to nie jedna – odparował.

Su Chen przyglądała mu się przez dłuższą chwilę.

– Zobaczę, co da się zrobić – mruknęła w końcu.

Potyczki nerdów, pomyślała Kimberly.

– Jakieś inne pytania? – zapytała.

– Co teraz robimy? – odezwał się szeryf Hank Smithers.

– Jedziemy do Niche. Rozszerzamy teren poszukiwań poza pierwsze znalezisko.

– Pani zdaniem mogą tam być inne szczątki?

– Jacob Ness jest głównym podejrzanym w sprawach pięciu innych zaginionych kobiet. Lilah Abenito nie jest jedyną ofiarą. Znaleziono ją po prostu jako pierwszą.

– Kur…ka wodna – mruknął szeryf, łagodząc w ostatniej chwili cisnące mu się na usta przekleństwo.

– Rzeczywiście możemy natrafić na więcej grobów – potwierdziła Kimberly. – Antropolożka sądowa pracuje poza tym nad zawężeniem domniemanego czasu śmierci. Mielibyśmy dzięki temu krótszy okres do sprawdzenia. A to oznacza, że pomogłoby nam odkrycie dodatkowych fragmentów szkieletu.

Szeryf Smithers pokiwał głową.

– Mogę załatwić psy tropiące i lokalną ekipę poszukiwawczą – powiedział. – Mam ludzi, którzy znają te lasy jak własną kieszeń.

– Doskonale. A zatem niezależnie od tego, co mamy w komputerze, zajmiemy się staroświecką pracą u podstaw – podsumowała Kimberly. – Sprawdzamy akta notarialne. Pokazujemy ludziom zdjęcia Nessa. Piętnaście lat to długi okres.

– Nie w moim hrabstwie – zaprotestował szeryf. – Nie jest może zbyt duże, za to ludzie mają dobrą pamięć. Na pani miejscu – zerknął na D.D. – popracowałbym trochę nad akcentem. I na rany Chrystusa, proszę się nie przyznawać, że jest pani z Północy.

Szczerze mówiąc, Kimberly nie wiedziała, czy facet żartuje, czy mówi serio. Domyślała się jednak, że D.D. ma to głęboko gdzieś.

– Jeśli Ness pojawił się w tych górach, jak się tam dostał? – podjęła. – Czy poruszał się nieznanym nam pojazdem, żeby dostać się do nieruchomości, na której ślad nie trafiliśmy? Czy miał w tym rejonie jakiegoś wspólnika, być może kogoś bliskiego, kto pomógł mu się zadomowić? Musimy pokazać zdjęcie Nessa właścicielom moteli, barmanom, sklepikarzom. Jeśli mieszkał w jakiejś górskiej chacie, musiał przyjeżdżać do miasteczka po jedzenie, alkohol, narkotyki. Wcześniej przeczesywaliśmy całą północną Georgię. Teraz mamy konkretne miasteczko. Miejmy nadzieję, że doprowadzi nas to do przełomu, na który wszyscy czekamy. Jakieś pytania?

Nikt nie podniósł ręki. Kimberly skinęła głową i zamknęła teczkę z dokumentami, dając do zrozumienia, że odprawa dobiegła końca. Kiedy wstawała z krzesła, odezwała się nagle Flora.

– Skąd ta doktor Jackson ma pewność, że zwłoki należą do Lilah Abenito? Powiedziała pani, że szkielet jest niekompletny.

– Poza rozpoznaniem odtworzonej w glinie twarzy ofiary na jednej ze znalezionych kości doktor Jackson udało się odkryć ślad złamania, którego Lilah doznała w dzieciństwie.

– W porządku – mruknęła Flora.

Kimberly zmierzyła ją podejrzliwym spojrzeniem.

– O co ci chodzi? – zapytała.

– Mam zamiar spotkać się z Lilah Abenito. Od tego chyba trzeba zacząć? Od spotkania z ofiarą? – oświadczyła Flora, po czym nie czekając na pozwolenie, wstała i wyszła.