Świąteczne tarapaty w górzystej Snowdonii – część 4

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Świąteczne tarapaty w górzystej Snowdonii – część 4
Świąteczne tarapaty w górzystej Snowdonii – część 4
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 22,98  18,38 
Świąteczne tarapaty w górzystej Snowdonii – część 4
Świąteczne tarapaty w górzystej Snowdonii – część 4
Audiobook
Czyta Monika Chrzanowska
12,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Lilly Emme

Świąteczne tarapaty w górzystej Snowdonii - część 4

Tłumaczenie Eliza Gryglewicz

Saga

Świąteczne tarapaty w górzystej Snowdonii - część 4

Tłumaczenie Eliza Gryglewicz

Tytuł oryginału Jultrubbel i Snowdonia: 4

Język oryginału ze szwedzkiego

Zdjęcia na okładce: Shutterstock

Copyright © 2019, 2021 Lilly Emme i SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726922875

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.

www.sagaegmont.com

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Chloe

Chloe otworzyła ciężkie drzwi wejściowe i pomachała restauratorce, która czekała już na nich w samochodzie. Aktorka umieściła Nelsona w dużym jedwabnym szalu, który zawiązała na sobie, tworząc pewnego rodzaju nosidło. To był najlepszy sposób, by uspokoić kota, gdyż ten czuł się trochę niepewnie. W takim legowisku mógł się zrelaksować i z zadowoleniem śledzić wszystko badawczym wzrokiem.

Na schodach dało się słyszeć ostrożne kroki, a po chwili na dole pojawił się Ethan. Nadał był bardzo wychudzony, ale w końcu miał na sobie spodnie, które dobrze na nim leżały. Chloe musiała znaleźć i kupić ubrania w najmniejszym dostępnym męskim rozmiarze. Ale dzięki temu student miał teraz na sobie nowy granatowy sweter z owczej wełny. Mimo trudności bardzo lubiła rozpieszczać Ethana. Okazywał wdzięczność za każdy, nawet najdrobniejszy gest z jej strony. Domyśliła się, że pochodzi z bogatej rodziny, ale widać też było, że ani ojciec, ani matka nie byli nadmiernie troskliwi, a w domu brakowało ciepła. Nikt nie był w stanie żyć bez miłości, a Chloe aż nazbyt dobrze o tym wiedziała. Rodzice powinni po prostu kochać swoje dziecko, bo kiedy tak się nie dzieje, to ono zaczyna szukać tego uczucia u innych. Tak naprawdę nie było w tym nic skomplikowanego. Jeśli celebrytka poradziłaby sobie teraz dobrze z opieką nad Ethanem, to może mogłaby w przyszłości zrobić to samo dla innych młodych ludzi. Myśl o stworzeniu rodziny zastępczej nie dawała jej ostatnio spokoju.

– Co o tym sądzisz? – zapytał jej podopieczny, robiąc obrót, aby się zaprezentować.

Złapała go w ostatniej chwili, bo prawie by się przewrócił i uderzył o ścianę. Nadal miał problemy z zachowaniem równowagi, ale było nieporównywalnie lepiej niż w dniu, kiedy go poznała.

– Stylowo – odpowiedziała, jednocześnie chwytając Ethana za rękę. – Mój elegancki kawaler na dzisiejszą randkę. Ale nie zapomnij o czapce i szaliku.

– Oczywiście, mamo – stwierdził ze śmiechem.

Chloe od razu cała się rozpromieniła, bo fakt, że ktoś do niej tak powiedział, sprawił jej ogromną frajdę.

– A tak na poważnie, myślisz, że to bezpieczne, żebym wychodził dziś wieczorem?

Po dłuższej chwili zastanowienia odpowiedziała:

– Uważam, że policja raczej nie ma w zwyczaju pojawiać się na uroczystych otwarciach wiejskich pubów – stwierdziła, poprawiając swoje długie włosy. Ostatecznie zdecydowała się ich jednak nie obcinać. Wewnętrzny przymus, aby zawsze wyglądać perfekcyjnie, opuścił ją już jakiś czas temu. Chyba ostatnio bardzo się zmieniła, ale lubiła to swoje nowe wcielenie.

Gdyby nie tajemnica, której cień zawsze na nią padał, zapewne odważyłaby się powiedzieć, że życie układa się jej tak dobrze jak nigdy dotąd. Ethan znajdował się w zupełnie innej sytuacji. Ostatnio był kłębkiem nerwów. W zeszłym tygodniu opowiedział jej o rozmowie telefonicznej, którą odbył z komisarzem policji. Chloe szybko rozwiązała problem, wyłączając, a następnie wyrzucając jego telefon. Tego samego wieczoru zamówiła dla niego nową komórkę, która miała zostać szybko dostarczona. Przecież nie mogli sobie pozwolić na to, żeby policja na okrągło ich prześladowała. W takiej sytuacji jej podopieczny nigdy nie doszedłby do siebie, a ona za nic w świecie nie chciała widzieć w swoim domu obcych ludzi. To była jej twierdza, i tylko dla Ethana mogła zrobić wyjątek. Funkcjonariuszy policji nie dotyczyło to w najmniejszym stopniu.

– Obiecuję ci, że żaden cholerny śledczy z Cambridge dziś wieczór nie zakłóci twojego spokoju. Byłoby zresztą czystym szaleństwem, gdyby ktoś wybierał się w te okolice po tak obfitych opadach śniegu i przy tak mocnym wietrze. Nie dotarłby dalej niż do Kettering, gdzie najpewniej wpadłby w panikę i pędem wrócił do bezpiecznej Anglii – powiedziała, śmiejąc się przy tym złośliwie.

– Ale zawsze można wysłać nakaz aresztowania do miejscowego posterunku?

– Serio? Naprawdę w to wierzysz? Myślisz, że ktoś stąd jest gotowy na taką współpracę? Dopóki walijska policja ma swoją dumę, możemy być spokojni.

– Komisarz, który do mnie dzwonił, mógł również skontaktować się z nimi.

– Za dwa dni są święta, a funkcjonariusze mają ważniejsze sprawy do załatwienia niż ściganie niewinnych ludzi. Uwierz mi. Twój nakaz aresztowania z pewnością wylądował już dawno temu w koszu. Walijscy policjanci siedzą teraz wygodnie w swoich ciepłych biurach, rzucają w siebie papierowymi kulkami i śmieją się z angielskich kolegów, którzy nie mają za grosz rozumu. Na tak słabo zaludnionych terenach stróże prawa nie mają czasu, aby nękać niepotrzebnie młodych studentów.

– Pozostaje mi nadzieja, że masz rację – powiedział Ethan i zapiął ostatnie guziki nowego płaszcza, który Chloe zdążyła kupić mu dosłownie w ostatniej chwili.

Wyglądał tak młodo, elegancko i przystojnie, że aktorka patrzyła na niego z dumą, jednocześnie ciesząc się z metamorfozy, jakiej udało jej się dokonać. Pomyślała, że właściwie mógłby być jej synem, a może nawet wnukiem, choć od razu odsunęła od siebie tę myśl. Miała jeszcze wystarczająco dużo energii i chęci do życia, by zrealizować swój cel, choć ten cały czas pozostawał w sferze marzeń.

– Pospieszcie się – zawołała wyraźnie zestresowana Holly, gdy już od dłuższego czasu musiała na nich czekać. – Mamy masę rzeczy do zrobienia. Pierwsze wydanie, przeznaczona dla mieszkańców domu spokojnej starości jest o czwartej, zaś dla pozostałych gości o siódmej. Nie wiem, czy pamiętam o połowie rzeczy, które muszę jeszcze zrobić. Baptiste powiedział, że...

– Spokojnie – powiedziała Chloe, siadając wygodnie na przednim fotelu.

– Masz ze sobą kota?

Holly gapiła się na Nelsona, wystawiającego głowę z kokonu na brzuchu właścicielki.

– Oczywiście. Za nic w świecie nie chciał zostać sam dziś wieczór – powiedziała Chloe, zapinając pasy bezpieczeństwa. – Poza tym w telewizji nie leci teraz nic ciekawego.

Holly obdarzyła ją długim spojrzeniem, po czym pokręciła głową z niedowierzaniem.

– A co, jeśli przyjdzie mało gości? – zapytała, wciskając mocno pedał gazu. Opony zabuksowały w śniegu.

– Na Boga, chcemy tam dotrzeć w jednym kawałku – krzyknęła Chloe przestraszona, osłaniając ręką Nelsona.

– Tak, tak – potwierdziła właścicielka pubu, jeszcze bardziej przyspieszając.

– Patrz na drogę! – pisnęła wysokim głosem aktorka. – Jesteś dzisiaj zupełnie rozkojarzona, nie powinnaś prowadzić w takim stanie.

– Nic mi nie jest. Widzisz, znowu pada śnieg.

Przed maską samochodu zatańczyły duże płatki białego puchu.

– Może posłuchamy teraz kolęd – niemal krzyknęła Holly, gorączkowo kręcąc gałką radia. Samochód zaczął jechać zygzakiem, gdy tylko kierująca odwróciła wzrok od drogi, a silny wiatr pogarszał sprawę.

– Nie, zaczekaj, może posłuchamy tego utworu, który tak brawurowo wykonywał chór? – zapytała Chloe, zwracając się do Ethana. – Wiesz, o którym mówię, ten z solówką Colina.

– Nie jestem pewien, czy dam radę po raz kolejny słuchać jego głosu.

– Oczywiście, że dasz. Przecież śpiewa w nim jak anioł – powiedziała, uspokajająco kładąc dłoń na ramieniu Ethana. – Mówiłam ci już, nie wierzę w te bzdury, że pozbawiłeś go życia.

– Co? – wrzasnęła Holly, odwracając się gwałtownie do tyłu.

– Ile razy mam powtarzać, patrz na drogę! – ryknęła Chloe, łapiąc za kierownicę w ostatniej chwili, aby uniknąć zderzenia z drzewem.

– Dalej, jazda – zarechotała nerwowo Holly. – O czym właściwie mówicie? Bo nic z tego nie rozumiem.

– Chłopak Ethana zaginął, a policja w Cambridge twierdzi, że to on jest mordercą. Chyba nigdy nie słyszałam czegoś równie głupiego. Czy wyobrażasz sobie, że nasz przyjaciel chodzi i morduje ludzi na prawo i lewo? Jakoś ciężko mi w to uwierzyć – powiedziała Chloe, krzyżując ramiona na piersi. – Mój agent Simon jest na miejscu i próbuje rozwikłać tę zagadkę.

– O Boże! Ethan, czy to prawda? Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?

– Jeśli mogę się wtrącić – Chloe przerwała jej stanowczym głosem. – W ostatnim czasie naprawdę ciężko było ci cokolwiek powiedzieć. Cały czas myślałaś tylko o nowych przepisach na pizzę.

– No dobra, może masz odrobinę racji.

– Dokładnie, tymczasem ja z Ethanem mieliśmy wszystko pod kontrolą. Chcieliśmy ci o wszystkim powiedzieć we właściwym momencie. I chyba okazało się, że ten dzień jest już dziś. To zresztą nic takiego – powiedziała Chloe, poprawiając szminkę, jakby rozmowa toczyła się o pogodzie, a nie o czymś tak poważnym jak morderstwo.

– A jeśli policja ma rację i to jednak ja go zabiłem, a potem tylko wyparłem tę myśl ze świadomości?

 

– Ethan, kochanie, nie wygłupiaj się. Nie wiem, ile razy jeszcze mam to powtórzyć. Gdybyś ty popełnił to przestępstwo, na pewno bym ci o tym powiedziała. Obiecuję – stwierdziła Chloe zdecydowanym głosem. – Poza tym, jak to się stało, że masz wstrząs mózgu?

– Może Colin mnie zaatakował?

– Jeśli uderzył cię tak silnie w głowę, że straciłeś przytomność, to jak potem zdołałeś go zabić i jeszcze ukryć ciało?

– Masz rację, coś tu się nie zgadza. Ale jeśli to nie ja, to kto w takim razie? – zapytał Ethan.

– Tym właśnie zajmuje się Simon. Czasami myślę, że w ogóle mnie nie słuchasz – mruknęła z wyrzutem aktorka.

– Wasza dwójka musi mi jeszcze dużo wyjaśnić, bo nadal nic z tego nie pojmuję – powiedziała Holly, skręcając gwałtownie i tym samym przyprawiając swoich pasażerów niemal o zawał serca.

– Musisz się trochę uspokoić – poradziła jej Chloe. – Jedź trochę wolniej, to wszystko ci opowiem. Chyba że ty chcesz to zrobić, Ethan?

– Wolałbym, żebyś mnie wyręczyła – stwierdził student, zajęty swoją nową komórką.

Celebrytka usłyszała dźwięki świątecznej muzyki dochodzące z tylnego siedzenia. Zapewne zatracił się we wspomnieniach, patrząc jeszcze raz na występ ukochanego. Tymczasem Chloe zrelacjonowała wszystkie minione zdarzenia swojej przyjaciółce.

– To brzmi co najmniej niepokojąco – podsumowała Holly po usłyszeniu całej opowieści. – Ale zgadzam się z główną tezą. Kolejność wydarzeń się nie klei. Nie mogłeś tego zrobić.

W pewnym momencie samochód wjechał z zawrotną prędkością na mały kamienny mostek. Koła wyryły głębokie ślady w śniegu, gdy skręcili ostro w prawo. Chwilę później auto gwałtownie zaparkowało wprost przed wejściem do pubu Harfa i Prosię.

– Tutaj trzeba by jeszcze odśnieżyć. Nie wiem, jak zdążymy się z tym wszystkim uporać – narzekała Holly.

– Tylko spokój może nas uratować. Poprosimy Lucy, żeby zadzwoniła do rolnika, który ma pług śnieżny – powiedziała Chloe, odpinając pasy.

Restauratorka otworzyła drzwi i wyleciała z samochodu jak z procy.

– Pospieszcie się – krzyknęła, nawet nie oglądając się za siebie.

– Tak, tak, już idziemy – zawołała w odpowiedzi Chloe, brnąc przez zaspy śniegu w czarnych kozaczkach. – Dzisiaj to już naprawdę przesadziła z tą jazdą – wymamrotała ciszej do siebie.

Lokal był całkowicie odmieniony. Na stołach pojawiły się eleganckie czerwone obrusy, kwiaty, a w oknach widać było złote gwiazdki. W kącie stała choinka, ozdobiona taką ilością kolorowych baniek, że aktorka wręcz zaniemówiła. Holly pragnęła, żeby pub wyglądał tego dnia niepowtarzalnie, więc wczoraj wszyscy jej przyjaciele bardzo się napracowali, by tak się stało. Jeśli znalazłby się ktokolwiek, kto po wejściu do środka, nie poczułby świątecznej atmosfery, to chyba byłby niespełna rozumu.

Celebrytka była w wyjątkowo radosnym nastroju. Fakt, że mogła pomóc przyjaciółce w tym szczególnym dniu, napełniał ją poczuciem spełnienia. Pocałowała Nelsona w czoło i postawiła go na odnowionej dębowej podłodze. Zaniedbany lokal dostał drugie życie.

Chloe zdążyła jeszcze zająć się starymi obrazami, które wisiały w sali jadalnej. Przetarła ramy, oceniła stan płócien i dla większości z nich znalazła nowe, bardziej wyeksponowane miejsca. Właścicielka pubu wspominała coś o kupnie prac miejscowych artystów, chcąc dać w ten sposób szansę okolicznym twórcom na pokazanie swych dzieł.

Restauratorka miała wielkie plany, które musiała oprzeć o turystów zwiedzających Snowdonię. Chloe była pewna, że przyjaciółce uda się je wszystkie zrealizować. Holly miała wiele cech dobrego przedsiębiorcy, w szczególności takich jak wytrwałość czy energia. Z pewnością bardzo potrzebowała ich na tak głębokiej prowincji. Samo Bach Tref Môr najprawdopodobniej bardzo skorzysta na działalności pubu. Zwyczajnie nie mogło być inaczej.

Po wielu rozmowach Holly zdecydowała się w końcu pozostać przy starej nazwie Harfa i Prosię. Ciężko było wymyślić coś bardziej niespotykanego, a zarazem zapadającego w pamięć, choć trzeba przyznać, że długo próbowali. Chloe rzuciła okiem na stary mosiężny szyld, który nadal wisiał przed wejściem. Właścicielka chciała zamówić nowy, ale nie zdążyła, co według aktorki wyszło tylko na dobre. Oryginalna tablica miała coś w sobie i żal byłoby wyrzucić ją na śmieci. Widniała na niej wielka brzydka harfa ze złota i przednia część świni z przerażającym uśmiechem. Bardzo zastanawiające było, dlaczego zwierzę zostało przecięte na pół. Może na szyldzie po prostu zabrakło miejsca na domalowanie całości. Lub miejscową tradycją było umieszczanie tego typu zwierzęcych wizerunków. Całość wyglądała żenująco, choć z drugiej strony miała pewien swoisty urok.

Mieszkańcy wioski okazali się wspaniali. Nikt dotychczas nie doniósł mediom o jej kryjówce ani nawet nie poprosił o autograf. Nikt też nie zadawał jej wścibskich pytań. Traktowano ją tutaj właściwie jak miejscową, a ona dziękowała swojej szczęśliwej gwieździe, że udało jej się odkupić dworek. Już nigdy go nie opuści. Na zawsze pozostanie jej własnością. Snowdonia i Bach Tref Môr stały się teraz jej nowym domem.

Holly

Za kilka godzin wszyscy pensjonariusze domu spokojnej starości, łącznie z personelem, mieli przyjść do pizzerii.

Ciasto było gotowe i wyglądało doskonale. Składniki nadzienia poporcjowane w osobne pojemniki czekały już od dawna, żeby ich użyć. Dokładnie za kwadrans czwarta planowałam zacząć wypiek.

Wróciłam myślami do kolacji u Baptiste’a. Było dużo lepiej, niż się tego spodziewałam. Jedzenie bardzo mi smakowało, a na towarzystwo też nie mogłam narzekać. Na samo wspomnienie gospodarza robiło mi się cieplej na sercu. Potrafił być bardzo zabawny, gdy tylko trochę bardziej się postarał. Wcześniej zupełnie nie znałam go od tej strony. Jego śmiech słychać było w całym domu. Bambus zachowywał się grzecznie i nie chciał mnie zjeść. Wszystko to sprawiło, że udało mi się bardzo zrelaksować. Postanowiliśmy, że wkrótce powtórzymy ten wieczór. Jednak w ciągu kilku ostatnich dni skupiłam się całkowicie na doprowadzeniu pubu do porządku. Teraz sytuacja wydawała się opanowana i wyglądało na to, że mogę poświęcić chwilkę na odpoczynek i planowanie dalszej przyszłości.

– Szefowo, czas powrócić do rzeczywistości. Czy jest jeszcze coś do roboty? Bo chcielibyśmy w końcu mieć małą przerwę – zapytała Chloe.

Siedziała na stołku barowym i szczerze powiedziawszy, wyglądała na całkiem skonaną. Ethan też nie sprawiał wrażenia człowieka wypoczętego.

– Oczywiście, zrobiliśmy już chyba wszystko co się dało. Teraz trzeba tylko upiec pizzę.

Chloe wstała z krzesła, wzięła swój płaszcz i po cichu wyszła z pubu. Przez moment wydawało mi się, że była bardzo smutna, jakby coś cały czas jej ciążyło. Nadal konsekwentnie odmawiała nam zdradzenia swojego sekretu.

– Czy mogę posłuchać utworu świątecznego, o którym rozmawialiście w samochodzie? – zapytałam Ethana.

– Jasne – odpowiedział, szukając piosenki w swojej komórce. Gdy ją znalazł, pokazał mi cały filmik.

Bożonarodzeniowa muzyka zaczęła się sączyć z głośnika aparatu, a ja nie mogłam powstrzymać uśmiechu, gdy dwunastu młodych mężczyzn w takich samych ubraniach pojawiło się na udekorowanej scenie. Gruba postać – św. Mikołaj z długą białą brodą – nagle wyłoniła się zza choinki. Aż podskoczyłam, a potem szybko spojrzałam na Ethana.

– To Colin – powiedział, a ja od razu zauważyłam, że na jego widok oczy mu się zaszkliły.

Tamten tymczasem śpiewał i poruszał się bardzo wyzywająco. Nie dziwiło mnie, że zespół był taki popularny.

– Często ćwiczycie? – zapytałam.

Na pierwszy rzut oka widać było, że prezentują wysoki poziom i to zarówno pod względem muzycznym, jak i wizualnym. Ciężko mi było pojąć, kiedy właściwie znajdowali czas na studiowanie. Próby chóru musiały im zajmować mnóstwo czasu.

– Spotykamy się trzy razy w tygodniu, przez około dwie godziny za każdym razem – powiedział przygnębiony Ethan.

– To widać. Potrzeba pracy, aby osiągnąć taką perfekcję.

– Tak, ale przydaje nam się taka przerwa od nauki. Człowiek nie jest w stanie wciąż zakuwać – odpowiedział, nie odrywając wzroku od ekranu.

W tym czasie Colin zdążył zniknąć już ze sceny i zobaczyłam, jak Ethan wraz z czterema kolegami buduje bałwana i jedzie sankami po sztucznym śniegu. Zanim zrozumiałam, co się dzieje, na scenę wrócił św. Mikołaj, ale już bez brody i sztucznego brzucha.

– Ojej! Nie byłam na to zupełnie przygotowana – powiedziałam ze śmiechem. – Nawiasem mówiąc, czy Simon odzywał się już do Chloe?

– Obiecała mi, że do niego zadzwoni, jak tylko będzie mieć jakąś wolną chwilę – odpowiedział Ethan, patrząc na drzwi.

Na parkingu widać było, jak aktorka przestępuje z nogi na nogę, paląc papierosa.

– Przepraszam, jeśli byłam dzisiaj trochę roztrzepana, chciałam po prostu jak najlepiej się przygotować na dzień otwarcia.

– Nic nie szkodzi.

– Kurczę, ile on jeszcze ubrań z siebie zrzuci? – zapytałam, patrząc na komórkę. Colin zdejmował właśnie ostatnie z akcesoriów św. Mikołaja.

– Na pewno spodnie zostaną na swoim miejscu. Obiecuję. Tylko się tak wygłupia.

Zachichotałam na widok nagiego do pasa Gwiazdora, który biegał po sztucznym śniegu i usiłował lepić bałwana. – Jesteście niesamowicie utalentowani.

– Dziękuję. Ale wątpię, czy jeszcze kiedyś będę w stanie cokolwiek zaśpiewać. Nie po tym, co spotkało Colina.

– Będziesz jeszcze śpiewał, zobaczysz. Masz niezwykły głos. Szkoda by było zmarnować taki dar.

– Bez Colina wszystko straciło dla mnie sens.

Nie wiedziałam, co mam na to odpowiedzieć, więc spojrzałam przez okno i nagle zobaczyłam, jak Chloe rozmawia z wysokim mężczyzną w czarnym płaszczu. Ethan zainteresowany, co tak przykuło moją uwagę, z zaciekawieniem pochylił się w kierunku szyby. Aktorka wyglądała na poruszoną i w pewnym momencie kopnęła mężczyznę w jego czułe miejsce, klnąc przy tym głośno.

– O Boże! – krzyknęłam. – To on. Wielebny Blade!

Ethan zerwał się z miejsca i najszybciej jak potrafił pobiegł w kierunku drzwi. Widziałam, jak wypadł na zewnątrz i prawie złapał księdza za jego długi płaszcz. Niestety duchowny zręcznie uniknął tego chwytu i szybko jak błyskawica zniknął za rogiem pobliskiego budynku, goniony przez moich przyjaciół. Zbliżyłam się do okna, żeby móc więcej zobaczyć. Na pustym chodniku leżała kolejna koperta. Niech to diabli! Cholerny świr!

Chwiejąc się, wyszłam na zewnątrz, aby podnieść niechcianą korespondencję. To nie mogła być prawda. Nie dzisiaj. Przecież ostatnio nie dostawałam już żadnych listów z pogróżkami. To powinno się było skoczyć dawno temu. A tu nagle powtarza się ta sama historia i na dodatek w dniu otwarcia mojego pubu. Miałam ochotę wrzeszczeć z wściekłości i rozpaczy, ale strach sprawiał, że nie byłam zdolna wydać z siebie głosu. Nie było śladu po Chloe, nigdzie nie widziałam też Ethana, więc pospiesznie wróciłam do lokalu, wpadając prosto w ramiona Baptiste’a.

– Holly? Co się dzieje?

– On tutaj był. Wielebny Blade tu był. Stał dokładnie w tamtym miejscu i oczywiście zostawił dla mnie kolejną wiadomość.

Pomachałam mu listem przed oczami, śmiejąc się przy tym nerwowo, chociaż w głębi duszy czułam się przerażona.

Baptiste chrząknął kilka razy.

– Mogę go przeczytać, jeśli chcesz.

– Nie, zrobię to sama. Muszę stawić temu czoła.

Rozdarłam kopertę jednym zdecydowanym ruchem ręki. Stres ostatnich dni nagle wydał mi się nie do wytrzymania i musiałam zagryźć wargi, żeby w ogóle móc spojrzeć na białą kartkę. Z sekundy na sekundę czułam się coraz gorzej i myśląc, że nie dam sobie z tym rady, przekazałam list Baptiste’owi. Przeczytał go po cichu, a ja śledziłam, jak zmienia się wyraz jego twarzy.

1 Rana może być opatrzona, obelga darowana, ale ten, kto wyjawił tajemnicę, nie ma już nadziei.

Spanikowana zaczęłam się cała trząść. Baptiste przytulił mnie, starając się dodać mi otuchy.

– Oddychaj spokojnie, wszystko będzie dobrze – powtarzał w kółko, trzymając mnie w objęciach. – Wdech, wydech, Holly, powoli i spokojnie, tak jak ja – był tak blisko, że czułam jego oddech na twarzy.

Po chwili usłyszałam, jak wraca Chloe.

– Teraz to ja zadzwonię na policję – powiedziała zdecydowanym głosem po przeczytaniu nowej wiadomości. – To zaszło za daleko – stwierdziła, wybierając numer alarmowy. – Gdzie jest Ethan? – zapytała chwilę później, rozglądając się dookoła.

 

Dokładnie w tym momencie zdyszany student wszedł do pubu.

– Musimy cię gdzieś ukryć, bo będę musiała zadzwonić na posterunek – ostrzegła Chloe.

– Dlaczego Ethan ma się gdzieś chować? – spytał Baptiste, nie wypuszczając mnie z objęć.

– To skomplikowane, ale wkrótce ci to wyjaśnimy – powiedziała aktorka. – Teraz jednak musimy znaleźć mu dobrą kryjówkę. Pomożesz nam?

Baptiste skinął głową. Szybko zrozumiał, że to nie był najlepszy moment na zadawanie pytań. Ja spróbowałam wziąć się jakoś w garść. Nie byłam tu jedyną osobą z problemami. Wszyscy powinniśmy przede wszystkim chronić Ethana.

– Zawiozę cię do kościoła. Tam będziesz bezpieczny – powiedział Baptiste, zakładając kurtkę. – Holly, usiądź sobie i postaraj się nieco ochłonąć. Jeśli nie chcesz sama tego zgłosić, to ja to zrobię.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?