Pierrota bolą kopytkaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Fotografia na okładce – Alexia Khruscheva/Istockphoto

Redakcja – Agata Mikołajczak-Bąk

Korekta – Justyna Sell

Opracowanie komputerowe wnętrza – Elżbieta Baranowska, Hanna Polkowska

Realizacja komputerowa okładki – Michał Pańczak

Edycja materiału ilustracyjnego – Marek Nitschke

© Publicat S.A. MMXIV (wydanie elektroniczne)

All rights reserved

Wydanie I elektroniczne

ISBN 978-83-245-2079-4

Papilon – znak towarowy

Publicat S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: papilon@publicat.pl

www.publicat.pl

Wykorzystanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora, w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie jest zabronione.

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Spis treści

1. List do Mikołaja

2. Wielki dzień

3. Kucyki czy warkoczyki?

4. Jak zaczarowany

5. Za dużo trawy

6. Kapelusz magika

7. Toksyny atakują

8. Jaka ładna kałuża

9. Śmiech to zdrowie

10. Chłopcy nic nie rozumieją

11. Rozmowy przy kraniku

12. Propozycja

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20


Mela przez cały tydzień czekała na sobotę. Liczyła dni, zerkała przed snem w kalendarz. Od piątkowego poranka liczyła nawet godziny.

– Też mi niespodzianka – wydęła wargi jej przyjaciółka, Kasia, gdy Mela zwierzyła jej się z tego liczenia. – Chyba każdy czeka na sobotę, prawda? Sobota to najfajniejszy dzień w tygodniu. Można spać do południa, oglądać telewizję, robić z mamą ciasteczka...


– Spać do południa? – Mela zrobiła wielkie oczy. Co za strata czasu! Sobotę trzeba przecież wykorzystać co do minuty. – Jutro jadę do stajni już o ósmej! – powiedziała rozpromieniona. – Mama obiecała, że będę mogła zostać tam przez cały dzień.

– No tak. Znowu te twoje kucyki – westchnęła Kasia, ale Mela nie usłyszała ani słowa.

Dzwonek wzywający na trzecią lekcję zagłuszył jej przyjaciółkę. Trzeba było ustawić się parami i wejść do klasy.


– Wyjmijcie długopisy. A ty, Alu, rozdaj wszystkim te karteczki – powiedziała wychowawczyni do blondynki w pierwszej ławce.

– Ojej!

– Nie!

– Tylko nie to!

– Kartkówka?

– W piątek? Chyba nie ma pani serca!

Dzieci jęczały jedno przez drugie.

Nauczycielka uniosła rękę, uciszając wszystkich. A potem wyjaśniła spokojnie:

– Nie mówiłam nic o kartkówce. Źle mnie zrozumieliście. Dziś będziemy pisać listy do Mikołaja.

– Do Mikołaja? W maju? – Kuba z tylnej ławki aż poderwał się z miejsca.

– Wyślemy je do Finlandii pocztą żółwiową – szepnął Jacek, siedzący za Melą.

Dziewczynka nie wytrzymała i parsknęła śmiechem. Nauczycielka jednak wcale nie była zła. Sama zaczęła się głośno śmiać.

– Zapomnieliście? Przecież mówiłam wam w zeszłym tygodniu, że napiszemy listy do chorego chłopca. Do Mikołaja właśnie. Leży w szpitalu i bardzo się nudzi. I marzy o tym, żeby dostać chociaż jeden list.

– Dostanie ich osiemnaście! – zawołała Mela, zachwycona pomysłem.

– Zgadza się. – Pani pokiwała głową. – Możecie pisać, o czym chcecie. O szkole albo o swojej rodzinie. O tym, gdzie jedziecie na wakacje. Co będziecie robić w weekend. I nie zapomnijcie o pięknym udekorowaniu swoich listów rysunkami.


– Narysuję kwiatki! – postanowiła Ala z pierwszej ławki.

– A ja rycerzy! – Kuba od razu wiedział, co będzie na jego kartce.

– A ja naszą szkołę! – Kasia sięgnęła po żółtą kredkę.

Bo przecież ściany ich szkoły były żółte jak skrzydła kanarka.

– A ja oprócz kwiatków narysuję jeszcze plażę! Ale to na osobnej kartce. – Ala miała wiele pomysłów. – I białe mewy fruwające nad plażą...

– A ja swój portret! – zdecydował Jacek.

– Czyli autoportret, tak? – podpowiedziała mu pani.

Mela nie odzywała się ani słowem. Nie chciała, żeby Kasia znowu przewracała oczami. Wiedziała przecież dokładnie, że narysuje kucyka. Potrzebowała tylko ołówka i czarnej kredki do pokolorowania plamek na jego białej sierści. Nie musiała patrzeć na żadne zdjęcie. Doskonale wiedziała, jak wygląda Pierrot. Mogła rysować go nawet z zamkniętymi oczami.

Ale najpierw list.

Przycisnęła długopis do dużej, błyszczącej kartki, którą podała jej Ala, i zaczęła pisać:


– O nie! – Kasia zajrzała Meli przez ramię. I oczywiście przewróciła oczami. – Nie mów, że piszesz do chorego chłopca o tych swoich kucykach?

– O jednym kucyku – uśmiechnęła się Mela. – Kiedy Mikołaj wyzdrowieje, może zechce przyjechać do naszej stajni i poznać Pierrota? To najłagodniejszy kucyk na świecie. Na pewno woziłby Mikołaja bardzo, bardzo ostrożnie...



Na parkingu o tej porze było jeszcze pusto. Mela spojrzała w prawo, na plac, o którym myślała od poprzedniej soboty, od kiedy pani Olga, jej trenerka, uznała, że jest już gotowa.

Dziewczynka zerknęła na ustawione przeszkody. Było tak cicho, że trudno było uwierzyć, że po dziewiątej zapanują tu gwar i ruch.

„To dziś. Naprawdę dziś. To jest ten dzień, kiedy po raz pierwszy będę skakać przez przeszkody!” – Dziewczynka aż zadrżała, myśląc o tym, co czeka ją za kilka godzin.

– Córeczko, baw się dobrze! Przyjadę po osiemnastej, tak jak się umawiałyśmy z panią Olgą. – Mama pomachała Meli i ruszyła w stronę samochodu.


– Pa, mamo. – Dziewczynka przesłała w stronę auta szybkiego całusa. Nie mogła się doczekać spotkania z Pierrotem. Czy on też czuje, że to ich wspólny wielki dzień? Czy wie, co mają na dziś zaplanowane?

– Wszystko wzięłaś? – upewniła się raz jeszcze mama.

Mela zatrzymała się i najspokojniej, jak umiała, wyrecytowała całą listę:


– Sztylpy mam, sztyblety mam, bryczesy mam na sobie, kamizelkę mam, kask mam, rękawiczki mam...

– A chusteczki do nosa? – Mama, jak to mama, niczego nie odpuszczała. – A kanapki? A wodę mineralną? Zapakowałaś je? Na pewno?


Mela aż trzęsła się z niecierpliwości. Tak chciała być już w stajni u Pierrota! Wiedziała jednak, że mama nie odjedzie, dopóki nie upewni się, że jej ukochana córeczka nie będzie głodna i spragniona.

Dziewczynka posłusznie zajrzała więc do plecaka i oświadczyła:

– Mam trzy kanapki, jabłko, batonika i dużą butelkę wody.

– No to biegnij! – Mama wreszcie była zadowolona. Wsiadła do samochodu i włączyła silnik. – Pani Olga na ciebie czeka.

 

– O, już jesteś! – Jakby na potwierdzenie jej słów koło Meli pojawiła się trenerka w zielonych bryczesach i swetrze w kolorze miodu. – Gotowa? Dziś twój wielki dzień...


– Wiem – odpowiedziała dziewczynka, spuszczając wzrok.

Nagle poczuła, że wcale nie jest gotowa. Że Pierrot nie uniesie się w powietrze ani na centymetr.

– Spokojnie. – Pani Olga od razu zobaczyła, że Mela bardzo się denerwuje. – Przeszkody muszą poczekać do popołudnia. Na razie masz sporo pracy w stajni.

– Całe szczęście – jęknęła Mela.

Czyszcząc kucyki, sprzątając w boksach i karmiąc ukochanego Pierrota, zawsze czuła się znakomicie. Uwielbiała też pomagać trenerce w pracy z przedszkolakami, które pierwszy raz siedziały w siodle. Przypominała sobie wtedy swoją pierwszą wizytę w stajni, cztery lata temu, swój strach, czy kucyk ją polubi, czy będzie umiała na niego wsiąść i czy nie spadnie od razu, gdy tylko zwierzak zrobi pierwszy krok.



– Pierrot, mój Pierrot – szeptała Mela, czyszcząc i czesząc kucyka.

Tak naprawdę wcale nie należał do niej. Jej rodzice nie zarabiali wiele. Od kiedy tata stracił poprzednią pracę i poszedł do nowej, na pół etatu, nie mieli pieniędzy nawet na to, żeby płacić za zajęcia Meli w szkółce jeździeckiej. Chcieli już zrezygnować, ale pani Olga znalazła rozwiązanie.


– Mela może pomagać w stajni – zaproponowała jej rodzicom. – Przyda się tutaj w soboty, gdy jest największy ruch, a w zamian za pracę będzie jeździć na Pierrocie.

– Za darmo? – upewnił się tata.

Trenerka pokiwała głową.

– Ale przecież ona jest jeszcze mała... Będzie pani przeszkadzać, a nie pomagać – powiedziała mama.

Ale pani Olga roześmiała się tylko.

– Mela ma świetny kontakt z kucykami – zapewniła rodziców. – Będzie pomagała przy sprzątaniu, karmieniu... Może mi towarzyszyć przy oprowadzaniu maluchów na kucykach. Naprawdę, bardzo mi się tu przyda.

– Mamo, tato! Mogę? Błagam, zgódźcie się! – Mela była gotowa obiecać wszystko, żeby tylko przychodzić do stajni w każdą sobotę. – Będę odrabiała wszystkie lekcje od razu po powrocie ze szkoły. Będę codziennie sama ćwiczyć matmę, i to przynajmniej przez godzinę. I jeszcze...

– Dobrze, już dobrze. – Mama zaczęła się śmiać i machać rękami na znak, że już wystarczy tych obietnic. – Spróbujemy i sprawdzimy, czy pani Olga faktycznie będzie miała z ciebie pożytek...

Od tamtej rozmowy minął już prawie rok. I pani Olga była naprawdę zachwycona swoją małą pomocnicą.

– Kiedy ja mówię przedszkolakom, że kucyki są fajne i łagodne, trochę mi nie wierzą – opowiadała rodzicom Meli. – Ale kiedy mówi im to Melcia, strach znika. Bardzo, bardzo mi się przydaje.

W tę majową sobotę Mela też miała mnóstwo pracy. Czyściła z panią Olgą trzy kucyki, a jednemu, który jechał z właścicielką na zawody, nawet zaplatała grzywę.

– Robisz mu warkoczyki? – zapytała mała dziewczynka, która przyszła do pani Olgi na pierwszą lekcję jazdy.


– Koreczki – uśmiechnęła się promiennie Mela. – Widzisz? Konikom, które jadą na zawody w ujeżdżeniu, koniecznie trzeba odsłonić szyję. Sędziowie muszą ją dobrze widzieć. Robię mu więc takie kucyki, jeden przy drugim, z nich plotę warkoczyki, a potem każdy z nich starannie zawijam w taki...

– W taki koreczek – uśmiechnęła się pani Olga. – Nasza Melcia jest prawdziwą mistrzynią! Wszyscy chcą, żeby to ona plotła końskie grzywy.

Mela aż zaczerwieniła się z zadowolenia, kiedy to usłyszała.

– Wezmę Pierrota na spacer, dobrze? – zapytała szybko, żeby nikt nie zauważył rumieńców.


– Dobrze, zabierz go na pastwisko. Tam już jest pani Iwonka, pomoże ci w razie czego – podpowiedziała pani Olga. A kiedy Mela z kucykiem przekraczała próg stajni, zawołała: – Tylko przyprowadź go niebawem z powrotem. Nie chcę, żeby zjadł za dużo trawy! I nie chodź z nim za budynek, tam pan Janek jeszcze nie zdążył skosić...

Ale tego Mela już nie usłyszała.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?