Bloki w słońcuTekst

Z serii: Reportaż
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

W serii ukazały się ostatnio:

Pin Ho, Wenguang Huang Uderzenie w czerń. Morderstwo, pieniądze i walka o władzę w Chinach

Liao Yiwu Pociski i opium. Historie życia i śmierci z czasów masakry na placu Tiananmen

Marcin Wójcik W rodzinie ojca mego

Frances Harrison Do dziś liczymy zabitych. Nieznana wojna w Sri Lance

Zbigniew Parafianowicz, Michał Potocki Wilki żyją poza prawem.

Jak Janukowycz przegrał Ukrainę

Peter Hessler Dziwne kamienie. Opowieści ze Wschodu i z Zachodu

Jenny Nordberg Chłopczyce z Kabulu. Za kulisami buntu obyczajowego w Afganistanie

Magdalena Kicińska Pani Stefa

Andrzej Muszyński Cyklon

Swietłana Aleksijewicz Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka (wyd. 2)

Filip Springer Miedzianka. Historia znikania (wyd. 3 rozszerzone)

Aleksandra Łojek Belfast. 99 ścian pokoju

Paweł Smoleński Izrael już nie frunie (wyd. 4)

Peter Pomerantsev Jądro dziwności. Nowa Rosja

Swietłana Aleksijewicz Cynkowi chłopcy (wyd. 2)

Katarzyna Surmiak-Domańska Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość

Jean Hatzfeld Englebert z rwandyjskich wzgórz

Marcin Kącki Białystok. Biała siła, czarna pamięć

Bartek Sabela Wszystkie ziarna piasku

Anna Bikont My z Jedwabnego (wyd. 3)

Martin Schibbye, Johan Persson 438 dni. Nafta z Ogadenu i wojna przeciw dziennikarzom

Swietłana Aleksijewicz Wojna nie ma w sobie nic z kobiety (wyd. 2)

Dariusz Rosiak Ziarno i krew. Podróż śladami bliskowschodnich chrześcijan

Piotr Lipiński Bicia nie trzeba było ich uczyć. Proces Humera i oficerów śledczych Urzędu Bezpieczeństwa (wyd. 2 popr. i rozszerz.)

Paweł Smoleński Zielone migdały, czyli po co światu Kurdowie

Wolfgang Bauer Przez morze. Z Syryjczykami do Europy

Cezary Łazarewicz Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka

Elizabeth Pisani Indonezja itd. Studium nieprawdopodobnego narodu

Beata Szady Ulica mnie woła. Życiorysy z Limy

Rana Dasgupta Delhi. Stolica ze złota i snu

Ed Vulliamy Wojna umarła, niech żyje wojna. Bośniackie rozrachunki (wyd. 2)

Andrzej Brzeziecki, Małgorzata Nocuń Armenia. Karawany śmierci

Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz Zabić smoka. Ukraińskie rewolucje

Anna Sulińska Wniebowzięte. O stewardesach w PRL-u

Anjan Sundaran Złe wieści. Ostatni niezależni dziennikarze w Rwandzie

Ilona Wiśniewska Hen. Na północy Norwegii

Mur. 12 kawałków o Berlinie pod red. Agnieszki Wójcińskiej (wyd. 2 zmienione)

Iza Klementowska Szkielet białego słonia

W serii ukażą się m.in.:

Piotr Nesterowicz Każdy został człowiekiem

Dariusz Rosiak Żar. Oddech Afryki (wyd. 2 zmienione)

Lidia Pańków

Bloki w słońcu

Mała historia Ursynowa Północnego


Wszelkie powielanie lub wykorzystanie niniejszego pliku elektronicznego inne niż autoryzowane pobranie w zakresie własnego użytku stanowi naruszenie praw autorskich i podlega odpowiedzialności cywilnej oraz karnej.

Projekt okładki Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka

Projekt układu typograficznego Robert Oleś / d2d.pl

Fotografia na okładce © by Włodzimierz Witaszewski

Wybór zdjęć Katarzyna Bułtowicz

Copyright © by Lidia Pańków, 2016

Copyright © for the map by GeoServices

Opieka redakcyjna Łukasz Najder

Redakcja Tomasz Zając

Korekty Anna Strożek / d2d.pl, Agata Czerwińska / d2d.pl

Redakcja techniczna i skład Robert Oleś / d2d.pl

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

Zrealizowano w ramach stypendium Miasta Stołecznego Warszawy,

Dzielnicy Ursynów Północny


ISBN 978-83-8049-312-4

WYDAWNICTWO CZARNE sp. z o.o.

czarne.com.pl

Redakcja: Wołowiec 11, 38-307 Sękowa

redakcja@czarne.com.pl

Wołowiec 2016 · Wydanie I

Spis treści

Seria

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Motto

Pasmo

Reżyser

Antymoderniści

Miasto

Rzeźba terenu

Małpi gaj architektury

Fabryka domów

Heca

Wzgórze północne

Reforma

Rejsy

Śródmieście

Kolorowe szybki

Plener

Popielniczki

Ogródek na skarpie

Dziewczyna z pudłami

Sacrum i profanum

Kafle i schrony

Ocienione podwórka, bloki w słońcu

Wigwamy

Koktajle i kompilacje

Błyskawice

Klubowicze

Trawy

Albumy i korespondencje

Azyl

Krajobraz świadomego współistnienia

Źródła fotografii


Żywotne miasta są obdarzone cudowną, naturalną umiejętnością wyrażania, obmyślania i wynajdywania tego, co jest im potrzebne do zwalczania stojących przed nimi trudności.

Jane Jacobs, Śmierć i życie wielkich miast Ameryki, przeł. Łukasz Mojsak

Kiedy drzewa się sadzi i przycina, nie zwracając uwagi na szczególne miejsca, które mogą one tworzyć dla potrzebujących drzew ludzi, równie dobrze mogłoby tych drzew nie być.

Christopher Alexander, Język wzorców. Miasta, budynki, konstrukcja, przeł. Aleksandra Kaczanowska, Karolina Maliszewska, Małgorzata Trzebiatowska

Z ursynowskich lat pozostały nam może trzy fotografie. W tym jedna małoformatowa odbitka, która to się gubi, to wyskakuje z wypchanego rodzinnymi zdjęciami zielonego pudełka. Kiedy znika, uruchamiamy pamięć czarno-białego obrazu. ­Każdy plecie własne wątki, które tylko czasem szczęśliwie gdzieś się ­zbiegną. Rodzice wcale nie powiedzą więcej niż my, trzy siostry.

Tyle wiemy: zdjęcie przedstawia zimowy spacer na rozległy teren Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Start na Symfonii, średnio długiej ulicy, która rozwidlając się, biegnie na wschód Ursynowa Północnego. Nie jest tak znacząca jak zamaszysta Koncertowa, oplatająca pewnymi ramionami niemal całą kolonię mieszkaniową tego fragmentu osiedla, ani tak strategiczna jak przelotowa Béli Bartóka łącząca równą kreską oś dzielnicy z alejami granicznymi. Ale Symfonii jest nasza, skleja epizody kawałka rodzinnej historii. Istnieje między nami na długo, zanim będziemy dość duże, żeby zrozumieć, że jest coś takiego jak „symfonia” i „symfoniczność”.

 

Połacie śniegu, rozmazane sylwetki, płaski teren zagarnia dół kadru. Wszystko nieostre, standard odbitki przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Tylko biel bije w oczy, więc może to środek zimy stulecia 1978/1979, której mrozy tak dotknęły mieszkańców ledwo co postawionych bloków?

Grupa brnie przez zaspy, zostawia za sobą kubikowe domy, tnie pole, które może już kryje wykopy, fundamenty, zapowiedź nowego. Mało tu punktów orientacyjnych, zima potęguje pustkę krajobrazu miejskich peryferii, śnieg wygładza chropowatość terenu. Kawałek ursynowskiego świata się zarysował, reszta nabiera kształtu. W tę część Warszawy urbaniści i architekci dopiero wkręcają trybiki i śrubki. Pustka się zapełnia. Trwają zasiedlenia.

Na fotografii mężczyzna w ciężkim palcie i wielkiej czapie, obok dziewczynka i dwie mniejsze, wszystkie okutane w ortalionowe kombinezony. My, siostry, jesteśmy już zanurzone w osiedlowym życiu. Pierwsza zima na nowym. Czekają nas jeszcze dwie, potem nagła wyprowadzka do domu z ogródkiem na drugą stronę rzeki i miasta.

Przez lata będziemy spekulować, jak by to było – zostać. Targować się – kto pamięta więcej.

Jak dotąd nie wiemy, skąd wzięła się w rodzinnych zbiorach zimowa odbitka. Kto pstryknął?

Fotograf na tyle bliski, że zadbał, by ta jedna klatka z filmu mogła do nas trafić.

A potem zobaczę inne zdjęcia, z innych rodzinnych albumów Ursynowa, bo wszyscy mają coś w rodzaju naszego zielonego pudełka. Ujęcia z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, podobnie nieostre, puste w porównaniu ze współczesnymi kadrami.

Nikogo nie trzeba namawiać. Ci z pierwszych zasiedleń chętnie wyciągają błyszczące klasery, popękane odbitki, niektóre sklejone pożółkłą taśmą, włożone do zeszytów albo szkatułek bez wyraźnej chronologii.

Dunikowskiego: Joanna ze spacerówką pośrodku koniczynowej łąki, kawałek za osiedlem. Joanna przed klatką schodową w kwiecistym kimonie i z koszem zakupów. Jej siostra Agnieszka w czarnych szarawarach i fioletowej koszuli pozuje na dachu czteropiętrowca. Ręce w kieszeniach, jest tu tylko gościem z Berlina, umie odnaleźć piękno surowej architektury, brzydotę ignoruje.

Puszczyka: Wojtek w golfie i trampkach prowadzi trzech synów na drewniany plac zabaw. Spokojny i elegancki, jakby to była sesja okładkowa do bluesowej płyty. Świetna kompozycja, bo wyszła spod ręki profesjonalnego fotografa.

Ulica Zamiany ekologicznie: zagony truskawek i kapusty pod klatką schodową.

Koński Jar w portrecie grupowym: szkolny maraton na trawiastym pieszociągu – bieg otwiera, trochę zbyt pompatycznie, jeździec na białym koniu.

Szorstkie elewacje bloków, bezład ogródków, obwieszone praniem balkony, stoliki pod drzewami, przytachane w plener domowe krzesła.

Polegiwanie pod owocowymi krzewami, pogawędki na betonowych schodkach, partyjka brydża w przestronnej loggii.

Dźwig budowlany kłapie dziobem nad malutkim domkiem ukrytym w sadzie, na dalszym planie bloki w układach linearnych.

Kompozycje z chylących się płotów, zwałów gruzu, prętów, hałd ziemi.

Które to lata, ursynowiacy odgadują po wzroście dzieci. Po znikających szyldach. I po tym, jak bardzo urosły drzewa.

Dla drugiego pokolenia nie ma żadnego „przed”, tu się wychowali.

Młodzi siedzą i stoją na fotografii zdominowanej przez Kopę Cwila, już porośniętą gęstą trawą. Grupa w jaskrawych T-shirtach i sportowych bluzach. Zachód słońca, światło gaśnie, kolory wskazują, że to już zdjęcie cyknięte „małpką”. Mogłaby to być scena z E.T. – tyle tu czekania.

Pasmo
Ogrodnik

O mały włos, a Ursynów byłby Ameryką. Albo Waszyngtonem. Z zamiarem nadania takich nazw nosi się Julian Ursyn Niemcewicz, kiedy na jesieni 1822 roku dopina kupna niewielkiej posiadłości leżącej na skraju skarpy wiślanej, między Służewem i Natolinem, w odległości kilkunastu kilometrów na południe od Warszawy. Z dziesięcioletniej emigracji w Stanach Zjednoczonych Julian Ursyn wraca do Europy przekonany, że jest „przybranym Amerykaninem”. Teraz spełnia wreszcie pielęgnowane od lat marzenia o ziemiańskim życiu w skromnym folwarku. Urodzony na Polesiu pisarz i wolnomularz widział swoje dojrzałe lata w „wiejskiej zagrodzie” z łąkami, wodą, bydłem i drobiem. Już gospodarzy, ale o Ameryce nie zapomina. Obchodzi rocznicę niepodległości 4 lipca, próbuje hodować wiewiórki na mięso. Eksperymentuje z ogrodnictwem: nowe nasiona do upraw drogą morską przez Atlantyk przysyła mu żona, poślubiona w 1800 roku Susan Kean, z domu Livingston. Sprowadza do folwarku bogate zbiory biblioteczne, litografie, medale i manuskrypty. W dniu podpisania aktu przez rejenta Julian Ursyn ma sześćdziesiąt pięć lat, chce dożyć na swoim starości. To się akurat nie uda, w 1831 roku, po upadku powstania listopadowego znów wyruszy na emigrację, do Londynu, z misją dyplomatyczną, zwodząc otoczenie i carskie władze planowaną kuracją w zdrojowisku w Bad Ems. Ostatnie lata spędzi w Paryżu.

Na wymarzone nazwy folwarku, „Ameryka” i „Waszyngton”, w końcu się nie decyduje. Boi się, że mogłyby rozdrażnić urzędników. Pada na bezpieczniejszy „Ursinów”. Lepszy, mniej ckliwy niż zastana nazwa majątku: Rozkosz – pokłosie romansu pierwszej właścicielki, Izabeli Lubomirskiej z Czartoryskich, z francuskim szambelanem Józefem Maisonneuve.

Drugi raz Ursynów zostaje wyodrębniony na mapie pod zespoły osiedli. Nazwa, która wcześniej opisywała ziemiański majątek, od teraz odnosi się do przyszłościowego, ekspansywnego pasma mieszkaniowego. Niemcewiczowski folwark znajdzie się na wschodnim krańcu dzielnicy. W 1921 roku ostatni właściciel majątku, hrabia Edward Raczyński, odda pałac i ogród Ministerstwu Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Po wojnie rozlokuje się tu i rozrośnie na okolicznych działkach kampus Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Od drugiej połowy lat sześćdziesiątych Ursynów to ziemia obiecana dla urbanistycznych spekulacji.

Kiedy w 1970 roku architekci i urbaniści rysują projekt na ogłoszony przez Stowarzyszenie Architektów Polskich konkurs numer 461 (temat: opracowanie planu szczegółowego zagospodarowania przestrzennego „Ursynów Północny”), nie mają czasu na badanie przeszłości. Zadanie jest prestiżowe, ale po wygranym konkursie zwycięzcy muszą od razu przejść do realizacji! Zakładane szybkie tempo inwestycji i czasy, w których najgłośniej wybrzmiewa hasło problemu mieszkaniowego, zmuszają, żeby od razu wziąć się do pracy.

Ostatni modernizacyjny skok Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej nie sprzyja nastrojom sentymentalnym.

Naświetlenie

Konkurs numer 461 ogłoszony przez Stowarzyszenie Architektów Polskich ma charakter otwarty. Wśród celów, które formułuje oficjalny dokument SARP-u, są między innymi:

– uzyskanie koncepcji planu szczegółowego rozwiązania funkcjonalno-przestrzennego planowanego zespołu mieszkaniowego;

– uzyskanie przykładowych modelowych rozwiązań strukturalnych zespołów mieszkaniowych z pokazaniem zasad zabudowy.

Granice:

Opracowaniem w skali 1:2000 objęty jest teren Ursynowa Północnego ograniczony:

– od zachodu ulicą Puławską, od północy […] ulicą Rzymowskiego, od wschodu ulicą Na Skraju SGGW, od południa […] ulicą Poleczki.

Powierzchnia terenu – około 220 hektarów.

Założenia:

Perspektywiczna liczba mieszkańców, przy wskaźniku 24 metrów kwadratowych powierzchni mieszkaniowej na jednostkę, została określona na około 40 000 mieszkańców.

W projekcie należy uzyskać nie mniej niż 960 000 metrów kwadratowych powierzchni mieszkalnej, co przy założonej powierzchni opracowania i wskaźniku etapowym da gęstość 860 mieszkańców na jeden hektar netto.

Wymagane:

– plan szczegółowy z pokazaniem zasady zabudowy (skala 1:2000);

– opracowanie schematu funkcjonalnego zespołu osiedli Ursynów Północny i sugestie zagospodarowania pozostałych części pasma Ursynów–Natolin (skala 1:10000);

– opracowanie dowolnie wybranego fragmentu zabudowy mieszkaniowej w uproszczonej problematyce planu realizacyjnego z zastosowaniem wybranej technologii budowlanej wielkopłytowej: R (Rataje), W 70 (system otwarty), monolit (technologia budownictwa monolitycznego betonowego).

– opracowanie w skali 1:2000 (na kalce) bilansu terenów z zaznaczeniem podziału na jednostki strukturalne.

Trio

Grupa, która pod kierownictwem Ludwika Borawskiego startuje do konkursu, zawiązuje się w sposób organiczny. Zaczyna się od charyzmatycznego studenta Jerzego Szczepanika-Dzikowskiego, pseudonim Dzik, współredaktora kolumny studenckiej „Wykusz” w „Architekturze”, i entuzjasty Andrzeja Szkopa, który kręci się po wydziale Politechniki, przyjaźni z młodszymi i lubi trzymać rękę na pulsie.

Kiedy pojawia się temat Ursynowa, pracownia Ludwika Borawskiego, kojarzonego z rekonstrukcją pałaców na warszawskiej Starówce i utrzymującego się z prywatnych zleceń, siedzi nad projektem sanatorium w Busku-Zdroju. Borawski choruje na białaczkę, pobyty w szpitalu odrywają go od deski kreślarskiej. Ale bez niego wszystko stanie – reszta to młodziki. Tylko on umie złożyć ich brawurowe pomysły do kupy, opracować je w czytelny sposób.

Andrzej Szkop:

– Borawski to był dość szalony człowiek. Niezindoktrynowany przez państwowe biura projektów, otwarta głowa. Nastąpił dziki niefart, że zdarzyła się ta choroba.

Osłabiony Borawski pomaga im przede wszystkim w opisach technicznych, monitoruje ciągłość koncepcji.

Szkopa ściąga nieco młodszy Jerzy Szczepanik-Dzikowski, by koordynował stronę warsztatową i kreślarską.

Andrzej Szkop:

– Dzik zwerbował mnie któregoś dnia koło wydziału. Bodaj na rogu Pięknej z Marszałkowską. W kawiarni Uśmiech, gdzie wieczorem bywała dyskoteka, zamówiliśmy po piwie i zaczęliśmy gadać. Dzik powiedział, że Ludwik idzie do szpitala. Wyłoniła nam się idea, zaczęliśmy majstrować, już tam, na serwetkach. Mieliśmy na ten konkurs miesiąc, może półtora.

Towarzystwo myśli i kreśli w piwnicznym lokalu na Żoliborzu. Poza Borawskim to sami studenci. Autorów jest trzech: Ludwik Borawski, Jerzy Szczepanik-Dzikowski, Andrzej Szkop. Trio ojców patronów legitymizuje wygrany projekt. W dokumentach pokonkursowych znajdą się nazwiska reszty: Ludwika Borawska, Barbara Gorczyca, Julian Cywiński, Joanna Golde, Leszek Kraus, Olgierd Jagiełło, Wanda Mikuła, Ludmiła Lautersztajn, Danuta Raczyńska. Część z nich przejdzie do zespołu po śmierci Borawskiego i będzie realizować te prawdziwe, zatwierdzone „założenia techniczno-ekonomiczne”.

„Architektura” zamieści portrety trójki nad werdyktem jury: Ludwik Borawski w kwadratowych okularach w czarnych oprawkach, sztywny kołnierzyk, pod krawatem. Lekki uśmiech, rozbawiona mina, spoziera w dół. Szczepanik-Dzikowski w pomiętej koszuli, z rozwianą czupryną, sporą brodą. Pewny siebie. Szkop śmieje się frontalnie, pokazuje zęby, rozczochrany, rozpięty guzik lekkiej kurtki, pod nią półgolf.

Grunty

Co tu było wcześniej, można zobaczyć w galerii fotografii rodziny Pytków na stronach portalu ursynow.org.pl. Krajobraz południowego Mazowsza: skromne zagrody, klockowe domy pod spadzistymi dachami, chylące się płoty z prześwitami. Wyboiste drogi gruntowe kończące bieg w zagajnikach. Równina pól i łąk poszatkowana kępami drzew. Kapliczki na rozdrożach skryte pod koronami topoli i lip. Tutejsze wsie i folwarki były naprawdę stare, założone między XV i XVIII wiekiem: Dawidy, Dąbrówka, Grabów, Gucin Gaj, Imielin, Jeziorki, Kabaty, Moczydło i Powsin.

Ich nazwy przewijają się przez historyczne mapy gruntów wilanowskich i terenów chylących się ku skarpie wiślanej. Dokumenty spisane są po łacinie, rosyjsku, polsku.

Na ziemiach, które krążą między rodami Lubomirskich, Czartoryskich, Potockich i Branickich, uprawia się przede wszystkim zboża i ziemniaki. W sadach wiosną zakwitają wiśnie, czereśnie, mirabelki. Duma okolicy to sady śliwkowe i jabłeczne. Gospodarze wożą plony na mokotowskie rogatki i dalej, wzdłuż Puławskiej, by rozstawić się na miejskich targowiskach. Z czasem własność ulega rozdrobnieniu: w XIX wieku parcele dzierżawione przez rolników nie są już „kluczem wilanowskim” i przynależą do różnych właścicieli okolicznych gruntów.

 

[^] W 1978 r. pozostałości Ursynowa gospodarczego, w tym chaty kryte strzechą, sąsiadują z nową zabudową. Z czasem większość domów zostanie zlikwidowana

Ale wciąż czekają na geograficzne uznanie w jednej nazwie. Gospodarstwa rozwijają się, umacniają, kiedy po sąsiedzku transport dóbr rolniczych przyspieszy linia grójeckiej kolejki wąskotorowej sunącej z placu Unii wzdłuż Puławskiej i kończącej bieg w Górze Kalwarii. Wagony wożą przede wszystkim towary, bo cegielnie z Imielina, Dąbrówki i okolic Baniochy zaopatrują południową Warszawę w budulec.

W czasie II wojny światowej, kiedy stacją końcową tej linii kolejowej jest Dworzec Południowy, pociąg służy także do szmuglu, między innymi starannie skrywanych w wagonach prosiaków.

Prucie

Wśród architektów znajdą się tacy, którzy powiedzą, że wiejski teren chwytał za serce. Że zrobili spis gospodarstw i chałup, chodzili za kierownictwem budowy, pokazywali palcem, przesądzali: te, które nie kolidują z planami wykopów pod zbrojenia, pasy kanalizacji i fundamenty, muszą zostać. Ocalone domy, wetknięte pomiędzy bloki, będą romantycznymi wysepkami niszczonego ładu.

Andrzej Szkop szuka kompromisu:

– Zabudowa była znikoma, częściowo nieskanalizowana, głównie w północnej części. Kombinowaliśmy, jak jej nie usuwać, jak ominąć istniejące gospodarstwa.

Szkop jest absolutnie pewny, że pod względem przyrodniczym zastanym gruntom szkody nie wyrządzono. Jego zdaniem ziemie rolne nie miały w sobie nic szczególnego. „Wybitnymi” nazywa obszary o znaczeniu historycznym – Las Kabacki mający od 1938 roku status „dóbr państwowych” i malowniczy natoliński park przypałacowy ze starodrzewiem. Naruszenia ich granic pod budowę całego ursynowskiego pasma nikt w tamtym momencie nie rozważał.

Fotografia otwierająca projektowe dossier Ursynowa Północnego w pierwszym numerze „Architektury” z 1975 roku jest jednak obrazem obwieszczającym radykalne nowe. Żadnych chałup ani zagajników. Zamiast nich grudy gliniastej ziemi i wygolony do zera teren. Tak prowokacyjnie rozpoczyna się prezentacja założeń techniczno-ekonomicznych budowanego dla trzydziestu ośmiu tysięcy mieszkańców Ursynowa Północnego.

Ci mniej romantyczni z zespołu podpisaliby się pod takim właśnie obrazem początku: błoto, woda, grząsko. O jakie ślady historii walczyć?

Zdegradowana podmiejska wieś bez żadnej infrastruktury.

Stare domy znikną. Próchniejące drewno czy solidna cegła. Koparki rozprują żyzną ziemię. Teren zmieni się w morze błota, potem wjadą dźwigi na szynach. Puste pole obrośnie żurawiami. Wozy transportowe dowiozą prefabrykowane płyty. Będą jechać po wyboistych drogach, też wyłożonych z płyt na gliniastym gruncie. Rozmokłe, kleiste leje przestraszą samych architektów. Opowie mi o tym Włodzimierz Witaszewski, jeden z członków zespołu projektowego powołanego do realizacji konkursowej wygranej. Pokaże fotografie, te z samego początku, na których są tylko trzy niekompletne bloki, dzioby dźwigów i nieregularne ślady opon na improwizowanych trasach.


[^] Wiosną 1976 r. trwa montaż bloków przy przyszłej ulicy Wiolinowej. ­Zasiedlenia rozpoczną się rok później, mimo problemów technicznych

Na późniejszych zdjęciach domów jest więcej, drogi prowadzą do klatek schodowych, ale wciąż brak punktów orientacyjnych. Wreszcie seria o początkach osiedlowego życia i markowe obrazy Witaszewskiego – kolejka przed sklepem o zamglonym świcie, lodowisko i śnieżna zima uchwycone z wyższego piętra na NRD-owskiej kliszy ORWO. To przez te fotografie ciągle ktoś puka do pracowni Witaszewskiego. Ich skany opublikował portal ursynow.org.pl, krążą po sieci, rozbudzają sentymenty i instynkty śledcze. Teraz, po niemal czterdziestu latach, projektanci mogą odetchnąć i śmiać się razem z ursynowskimi fanami, badaczami osiedlowej topografii i amatorami historii najnowszej. Nie zawalili. Osiedle stanęło. Ale wtedy, w punkcie startowym, Witaszewskiego przeszedł dreszcz, kiedy patrzył na leje, wąwozy, sterty płyt i rur w księżycowym pejzażu.