Najlepsze amerykańskie opowiadania kryminalne 2010Tekst

Autor:Lee Child
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

„Opowiadania to taki rodzaj prozy, w którym autor rezygnuje ze wszystkiego, co podczas lektury pomijają czytelnicy” – powiedział kiedyś mistrz powieści detektywistycznej Elmore Leonard. Właśnie takie są utwory wybrane i opracowane przez Lee Childa do tego zbioru. Są wśród nich opowiadania mniej znanych autorów, ale i tych z wielkimi nazwiskami, jak Dennis Lehane czy nawet Kurt Vonnegut.

Wszystkie są perełkami w swoim gatunku, a łączy je jedno: zbrodnia. I w przeciwieństwie do klasyków kryminałów, które skupiają się na odpowiedziach na pytanie „kto?” i „jak?”, te częściej koncentrują się na „dlaczego?”.

20 NAJLEPSZYCH OPOWIADAŃ WYBRANYCH PRZEZ JEDNEGO Z NAJLEPSZYCH AUTORÓW POWIEŚCI SENSACYJNYCH TO COŚ, CZEGO NIE MOŻE PRZEOCZYĆ ŻADEN PRAWDZIWY FAN LITERATURY KRYMINALNEJ!


LEE CHILD

Brytyjski pisarz, od 1998 r. mieszkający w Nowym Jorku. W 2009 r. wybrany na prezesa stowarzyszenia Mystery Writers of America, a w 2020 r. zasiada w kapitule Nagrody Bookera. W Wielkiej Brytanii studiował prawo, potem pracował w teatrze i telewizji Granada. Zwolniony po 18 latach w wyniku restrukturyzacji, zainwestował w karierę literacką. W 1997 r. ukazała się jego pierwsza powieść – Poziom śmierci. Zdobyła Anthony Award za najlepszy debiut kryminalny i zapoczątkowała serię thrillerów ze wspólnym bohaterem, byłym żandarmem wojskowym Jackiem Reacherem, do której należą m.in.: Echo w płomieniach, Siła perswazji, Jednym strzałem (zekranizowane jako Jack Reacher z Tomem Cruise’em w roli tytułowej), Elita zabójców, Jutro możesz zniknąć, 61 godzin, Czasami warto umrzeć, Ostatnia sprawa, Nigdy nie wracaj (Tom Cruise ponownie wcielił się w Reachera w ekranizacji tej powieści), Zmuś mnie, Sto milionów dolarów czy Nocna runda.

leechild.com

OTTO PENZLER

Właściciel księgarni The Mysterious Bookshop w Nowym Jorku. Laureat prestiżowej Edgar Poe Award za książkę The Encyclopaedia of Mystery and Detection oraz Ellery Queen Award za wkład wniesiony w promowanie literatury kryminalnej.

Tego autora

Jack Reacher

POZIOM ŚMIERCI

UPROWADZONY

WRÓG BEZ TWARZY

PODEJRZANY

ECHO W PŁOMIENIACH

W TAJNEJ SŁUŻBIE

SIŁA PERSWAZJI

NIEPRZYJACIEL

JEDNYM STRZAŁEM

BEZ LITOŚCI

ELITA ZABÓJCÓW

NIC DO STRACENIA

JUTRO MOŻESZ ZNIKNĄĆ

61 GODZIN

CZASAMI WARTO UMRZEĆ

OSTATNIA SPRAWA

POSZUKIWANY

NIGDY NIE WRACAJ

SPRAWA OSOBISTA

ZMUŚ MNIE

STO MILIONÓW DOLARÓW

ADRES NIEZNANY

NOCNA RUNDA

CZAS PRZESZŁY

ZGODNIE Z PLANEM

oraz

NAJLEPSZE AMERYKAŃSKIE OPOWIADANIA KRYMINALNE 2010

(współautor)

Tytuł oryginału:

THE BEST AMERICAN MYSTERY STORIES 2010

Copyright © Houghton Mifflin Harcourt Publishing Company 2010

Introduction copyright © Lee Child 2010

All rights reserved

The Best American Mystery Stories™ is a trademark of

Houghton Mifflin Harcourt Publishing Company

Polish edition copyright © Wydawnictwo Albatros Sp. z o.o. 2020

Polish translation copyright © Jan Kabat 2014

Redakcja: Ewa Pawłowska

Zdjęcie na okładce: UbjsP/Shutterstock

Projekt graficzny okładki: Mariusz Banachowicz

ISBN 978-83-8215-152-7

Wydawca WYDAWNICTWO ALBATROS SP. Z O.O. Hlonda 2a/25, 02-972 Warszawa www.wydawnictwoalbatros.com Facebook.com/WydawnictwoAlbatros | Instagram.com/wydawnictwoalbatros

Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że publiczne udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych – jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

Przygotowanie wydania elektronicznego: Michał Nakoneczny, hachi.media

Opowiadania te są fikcją literacką, a nazwiska, postaci i wydarzenia w nich zawarte stanowią wytwór wyobraźni autorów. Wszelkie podobieństwa do prawdziwych wypadków, miejsc akcji, a także osób, żyjących czy zmarłych, są przypadkowe.

Spis treści

Przedmowa

Wprowadzenie

Gary Alexander Charlie i piraci (Charlie and the Pirates)

R.A. Allen Szmaragdowe wybrzeże (The Emerald Coast)

Doug Allyn Wcześniejsza Gwiazdka (An Early Christmas)

Mary Stewart Atwell Maynard (Maynard)

Matt Bell Połów (Dredge)

Jay Brandon Ława przysięgłych (A Jury of His Peers)

Phyllis Cohen Sprawiedliwość w każdym calu (Designer Justice)

John Dufresne Dźwigaj swój krzyż (The Cross-Eyed Bear)

Lyndsay Faye Przypadek szaleństwa pułkownika Warburtona (The Case of Colonel Warburton’s Madness)

Gar Anthony Haywood Pierwsza zasada to… (The First Rule Is)

Jon Land Zabijanie czasu (Killing Time)

Dennis Lehane Pies (Animal Rescue)

Lynda Leidiger Powiedzcie mi (Tell Me)

Phillip Margolin Dom na Sosnowym Zboczu (The House on Pine Terrace)

Chris Muessig Uprzedzenie (Bias)

Albert Tucher Zasady rodem z Bismarck (Bismarck Rules)

Kurt Vonnegut Klub Eda Luby’ego (Ed Luby’s Key Club)

Joseph Wallace Zestaw na zamówienie (Custom Sets)

Mike Wiecek Złomiarz (The Shipbreaker)

Ryan Zimmerman Krew i ziemia (Blood and Dirt)

Notki o autorach

Przypisy

1  Okładka

2  O książce

3  Strona tytułowa

4  O autorach

5  Tego autora

6  Strona redakcyjna

7  Nota

8  Spis treści

 

9  Przedmowa

10  Wprowadzenie

11  Gary Alexander. Charlie i piraci

12  R.A. Allen. Szmaragdowe wybrzeże

13  Doug Allyn. Wcześniejsza Gwiazdka

14  Mary Stewart Atwell. Maynard

15  Matt Bell. Połów

16  Jay Brandon. Ława przysięgłych

17  Phyllis Cohen. Sprawiedliwość w każdym calu

18  John Dufresne. Dźwigaj swój krzyż

19  Lyndsay Faye. Przypadek szaleństwa pułkownika Warburtona

20  Gar Anthony Haywood. Pierwsza zasada to…

21  Jon Land. Zabijanie czasu

22  Dennis Lehane. Pies

23  Lynda Leidiger. Powiedzcie mi

24  Phillip Margolin. Dom na Sosnowym Zboczu

25  Chris Muessig. Uprzedzenie

26  Albert Tucher. Zasady rodem z Bismarck

27  Kurt Vonnegut. Klub Eda Luby’ego

28  Joseph Wallace. Zestaw na zamówienie

29  Mike Wiecek. Złomiarz

30  Ryan Zimmerman. Krew i ziemia

31  Notki o autorach

32  Przypisy

Przedmowa

Co roku, kiedy zasiadam do napisania słowa wstępnego do nowego wydania Najlepszych amerykańskich opowiadań kryminalnych, przychodzą mi do głowy dwie rzeczy. Po pierwsze: czy mogę napisać o czymś, o czym nie napisałem przy okazji poprzednich edycji? Po drugie: czy ktoś to w ogóle czyta, czy też (postępując mądrze) przechodzi od razu do opowiadań?

No cóż, na wypadek gdyby ta książka wpadła w ręce niezorientowanego czytelnika, oto kilka uwag, o których należy pamiętać.

 Kryminał to bardzo szeroki gatunek literacki, obejmujący każdą opowieść, w której przestępstwo (zazwyczaj morderstwo) albo groźba przestępstwa (tworząca suspens) stanowią główny wątek fabuły albo temat. Opowiadania detektywistyczne to jeden z podgatunków, podobnie jak wydarzenia opowiadane z punktu widzenia przestępcy, powieści suspensu (nieuchronne zło, którego sprawcą jest człowiek), powieści szpiegowskie (przestępstwa wobec państwa, których skutkiem jest więcej ofiar niż w przypadku pojedynczego morderstwa), a także literatura opisująca procedury policyjne, czerpiąca z historii, opierająca się na humorze, zagadkach, działaniach samotnego detektywa, określana jako noir, i tak dalej.

 Jeśli ktoś spodziewa się tutaj głównie opowiadań detektywistycznych, to będzie zawiedziony. Już prawie nikt nie pisze wybitnych historii, opartych wyłącznie na dedukcji; obserwacja ukrytych tropów i wskazówek, które wykorzystuje genialny detektyw, odeszła do lamusa. Głównym elementem współczesnych opowiadań detektywistycznych jest w większości przypadek, łut szczęścia albo intuicja detektywa (tajniaka, funkcjonariusza policji albo amatora, który może się oderwać od codziennych zajęć – gotowania, uprawiania ogródka, szydełkowania, pisania, strzyżenia czy też zakupów).

 Współczesna literatura kryminalna skupia się głównie na odpowiedzi na pytanie „dlaczego” zamiast „jak” lub „kto”. Tym samym większość historii opiera się na analizie psychologicznej – dokonywanej przez detektywa, samego czytelnika czy też bohatera opowieści.

 Granica między literaturą kryminalną a klasyczną zatarła się niemal całkowicie. Tacy autorzy kryminałów, jak Elmore Leonard, Robert B. Parker, Dennis Lehane, George Pelecanos, James Ellroy i inni z pewnością tworzą dzieła literackie. Tacy wybitni pisarze, jak Joyce Carol Oates, Michael Chabon, Paul Auster, Jonathan Lethem, Salman Rushdie i inni mają w swoim dorobku również opowiadania oraz powieści detektywistyczne i kryminalne.

 Niniejszy zbiór obejmuje najlepsze opowiadania kryminalne opublikowane w roku 2009. Czytelnik może je nazwać kryminalnymi, detektywistycznymi czy po prostu określić je jako klasyczną prozę, i za każdym razem będzie miał rację. Celem tego wydania, jak każdego z poprzednich (a jest to czternasta edycja) było zebranie najlepszych historii kryminalnych roku; sądzę, że się nam to udało – kolejny raz.

Piszę tu w liczbie mnogiej, mając na myśli moją koleżankę po fachu, Michele Slung, która czyta co roku tysiące opowiadań, by wyszukać te najbardziej wartościowe; Nata Sobela, najlepszego agenta literackiego na świecie, który dzięki bezbłędnemu wyczuciu i smakowi literackiemu potrafił wskazać dziesiątki pierwszorzędnych utworów spośród zarekomendowanych; licznych redaktorów magazynów literackich, którzy przedłużają mi subskrypcję i niejednokrotnie wskazują rzeczy godne uwagi; i oczywiście Lee Childa. Jest powodem do zdumienia i jednocześnie wdzięczności, że Child, autor licznych bestsellerów w Stanach Zjednoczonych, Anglii i Bóg wie, gdzie jeszcze, pomimo licznych zajęć i obowiązków zgodził się przeczytać pięćdziesiąt opowiadań, które wybrałem w tym roku jako najlepsze (lub które podobały mi się najbardziej), i dokonał ściślejszej selekcji, wskazując dwadzieścia najwybitniejszych. Nie wspominając już o napisaniu doskonałego i oryginalnego wstępu.

Do sukcesu tej serii przyczynili się także w sposób niezwykle ważny, choć nie bezpośrednio, poprzedni wspaniali redaktorzy, którzy poświęcili tyle uwagi i czasu tym corocznym edycjom: nieżyjący już Robert B. Parker, Sue Grafton, Evan Hunter (Ed McBain), Donald E. Westlake, Lawrence Block, James Ellroy, Michael Connelly, Nelson DeMille, Joyce Carol Oates, Scott Turow, Carl Hiaasen, George Pelecanos i Jeffery Deaver.

Ponieważ oddaję się niemal obsesyjnym poszukiwaniom i lekturze każdego opowiadania kryminalnego, jakie opublikowano, prześladuje mnie paranoiczny lęk, że mogę przeoczyć jakąś wartościową rzecz, jeśli więc jesteś autorem, redaktorem lub wydawcą albo natrafiłeś na coś godnego uwagi, przyślij mi książkę, magazyn, a nawet pojedyncze kartki z tekstem na adres: The Mysterious Bookshop, 58 Warren Street, New York, NY 10007. Jeśli dany utwór ukazał się najpierw w wersji elektronicznej, należy przesłać wydruk. Koniecznie dołącz informacje pozwalające skontaktować się z autorem. Materiały dotąd niepublikowane nie będą ze zrozumiałych względów brane pod uwagę. I żadne nie będą zwracane. Jeśli nie masz zaufania do poczty, dołącz do korespondencji zaadresowaną i opatrzoną stemplem kartę.

Opowiadanie musi być napisane przez amerykańskiego albo kanadyjskiego autora i opublikowane w Stanach Zjednoczonych lub Kanadzie w roku kalendarzowym 2010. Im wcześniej je otrzymam, tym chętniej je rozpatrzę. Z powodów znanych jedynie tumanom (bez obrazy), którzy czekają do Bożego Narodzenia z przesłaniem opowiadania opublikowanego minionej wiosny, co zdarza się każdego roku, zgrzytając zębami, czytam stosy opowiadań, podczas gdy moja żona i przyjaciele przystrajają choinkę i cieszą się świętami. Jeśli zamierzasz tak zrobić, to byłoby dobrze, żebyś dostarczył mi coś naprawdę dobrego, bo przystąpię do lektury z wściekłością, nad którą ledwie panuję. W związku z napiętym planem wydawniczym ostateczny termin nadsyłania prac upływa 31 grudnia. Jeśli twoje opowiadanie trafi do mnie dwadzieścia cztery godziny później, nie będę go czytał. Naprawdę.

O.P.

Wprowadzenie

Wydaje się, że wszyscy wiedzą, czym jest opowiadanie, ale teoretyczna dyskusja dotycząca tego gatunku jest dość ograniczona. Definicja, daleka od jednoznaczności, wywodzi się z dwóch źródeł: pierwszym jest Edgar Allan Poe, który powiedział, że traktuje powieść podejrzliwie i woli coś, co można przeczytać za jednym razem; drugim jest Mark Twain, który oświadczył – mając na myśli list, nie powieść – Przepraszam, że jest tak długi; nie miałem czasu go skrócić.

Niektórzy przypisują ten drugi cytat Pascalowi, ale jest bardzo prawdopodobne, że zdanie to padło właśnie z ust Twaina, autora licznych powiedzonek. Tak czy inaczej, sens w obu przypadkach jest oczywisty i sprzeczny z tym, co automatycznie się nasuwa: nadanie historii krótkiej formy wymaga więcej czasu i wysiłku niż jej rozwinięcie w dłuższą opowieść. W świetle stworzonej przez Poego koncepcji „jednego razu”, opowiadanie upodabnia się do wypieszczonego klejnotu, którym koneser potrafi się zachwycać, tak jak smakosz zachwyca się doskonałym winem albo wyrafinowanym daniem.

Nie jestem tego taki pewien.

Kwestionując na początek Poego: jego słowa są pełne interesowności. Żadna forma literacka nie odznacza się wyższością nad jakąkolwiek inną formą. Wszyscy pisarze miotają się w głębi duszy. Wszyscy próbujemy zarobić na chleb powszedni i stworzyć coś, co się sprzeda. Niepodważalna według Poego koncepcja „utworu na jeden raz” była podyktowana wymogami ówczesnego rynku wydawniczego. Poe starał się odpędzić widmo głodu, pisząc dla periodyków, których za jego życia było mnóstwo i których liczba bezustannie rosła. Wierzcie mi, gdyby mógł sprzedawać tysiącstronicowe powieści, robiłby to i dzisiaj byłby znany jako ktoś, kto głosi ich wyższość nad krótkimi formami. Jednak rynek potrzebował niewielkich kawałków literatury, więc Poe je dostarczał. Charles Dickens jechał na tym samym wozie, ale on po prostu dzielił swoje (tysiącstronicowe) powieści na mniejsze kawałki, które drukowano w odcinkach, ku wielkiemu zachwytowi czytelników, głównie dlatego że chcieli się dowiedzieć, co będzie dalej. Artur Conan Doyle plasuje się gdzieś pośrodku; kanon pod hasłem Sherlock Holmes to z pewnością seria opowiadań, ale Sherlock Holmes to także jedna, niepodzielna całość, uwielbiana i wzbudzająca zachwyt swoim całokształtem, nie zaś epizodycznym charakterem, jakby rzecz istniała pod postacią gigantycznej powieści, niezależnie od swej chaotycznej historii wydawniczej.

I teraz, by zakwestionować założenie kryjące się w słowach Twaina: gwarantuję z całym przekonaniem, że żadne opowiadanie w niniejszej antologii nie zabrało autorowi więcej czasu niż jego powieści. Nawet w przybliżeniu. A jednak każde zdanie jest starannie opracowane i wygładzone; tak, każde z opowiadań było czytane i poprawiane, ponownie czytane i poprawiane – ale tak też się dzieje z każdym zdaniem i rozdziałem w powieści, które są znacznie dłuższe od opowiadań; wysiłek w obu wypadkach jest proporcjonalny i porównywalny.

A zatem, czy opowiadania w tym zbiorze nie są cudownie wypieszczonymi klejnotami, którymi koneser może się cieszyć jak wykwintnym posiłkiem czy winem? No cóż, owszem, jednak nie z powodów, które są uważane za pewnik.

Opowiadania pozwalają na odrobinę swobody. Prezentowani tu autorzy, jako powieściopisarze, są w pewnym stopniu ograniczeni w tym, co piszą; chodzi zarówno o względy ekonomiczne, jak i oczekiwania. Jednak na współczesnym rynku wydawniczym opowiadania nie są obarczone ryzykiem finansowym, nie podlegają też ograniczeniom, jakie narzucają oczekiwania czytelników. Tak więc autorzy mogą pisać o różnych rzeczach i, co więcej, mogą to robić na różne sposoby.

Powieści są plecione na wzór naszyjników, z długiej sekwencji pomysłów, które łączą się z sobą niczym klejnoty i węzły; opowiadania mogą zawierać tylko jedną myśl. Powieści muszą brać za cel całe spektrum poruszanych zagadnień; opowiadania mogą się ograniczyć do szybko zadawanych ciosów, a główna myśl może być jedynie zasugerowana (jak w słynnym pięciowyrazowym opowiadaniu Ernesta Hemingwaya: Na sprzedaż. Dziecięce buty. Nienoszone). Do pewnego stopnia znikomość głównego tematu – czy skąpa wiedza na jego temat – staje się cnotą. Byłem kiedyś w luksusowym butiku na Madison Avenue w Nowym Jorku. Sprzedawano tam pióra, notatniki i temu podobne rzeczy. Jakaś kobieta poprosiła, żeby pokazano jej kilka filofaxów – niewielkich skórzanych kołonotatników. Pokazano jej dwa. Zadzwoniła ze swojej komórki i oznajmiła: „Mają niebieskie i zielone”. Wysłuchała odpowiedzi i oznajmiła: „Wcale nie jestem pasywnie agresywna!”.

 

No cóż, niemożliwe, by ten podsłuchany incydent mógł zainspirować kogoś do napisania powieści. Za mało materiału. Ale mógłby zainspirować do opowiadania. Każdy pisarz ma w głowie szufladę z etykietką „Wspaniałe pomysły, których nie mogę wykorzystać w powieści”. Można jednak wykorzystać je w opowiadaniach.

Podobnie każdy pisarz ma w głowie szufladę z etykietką „Wielkie głosy, których nie mogę…” i „Wielkie postaci, których nie mogę…”, i „Wielkie scenariusze, których nie mogę…”, i tak dalej. Pisarze specjalizujący się w gatunku noir mogą odczuć w pewnym momencie pokusę, by spróbować czegoś weselszego, a ci od książek dla dorastających dzieci mogą zatęsknić za czymś dozwolonym od lat osiemnastu albo obwarowanym jeszcze ostrzejszymi restrykcjami. Rynek opowiadań pozwala rozwinąć te skrzydła. Często rezultatem jest wyczuwalne między wierszami wrażenie świeżości, entuzjazmu, nowatorstwa i radości ze strony autora. Wy także odniesiecie to wrażenie i być może pozwoli nam ono pełniej, lepiej zrozumieć, czym jest opowiadanie – w dzisiejszej kulturze przynajmniej: obcowaniem z prawdziwym mistrzostwem, jak w baseballu… długi męczący sezon dobiega końca i wszyscy czekają na celny rzut.

Gary Alexander
Charlie i piraci
Z „Alfred Hitchcock’s Mystery Magazine”

Imię jego: Juan Gama. Pod takim mianem występuje. Nie jest Latynosem, ale jego skóra ma śniady odcień dzięki syryjskiej krwi ze strony matki. Ujdzie, w każdym razie jeśli chodzi o tego wścibskiego gringo, który zwie się Charlie i siedzi przy sąsiednim stoliku.

– Historia Campeche jest niezwykła – mówi Charlie Peashooter, obok słodkiej bułeczki i soku pomarańczowego leży otwarty przewodnik. – Jedyne prócz kolumbijskiej Cartageny miasto w obu Amerykach otoczone murem, który miał odstraszać piratów. Z pewnością wie pan o tym, señor. Przepraszam, jeśli nudzę.

Juan uśmiecha się blado i przytakuje głową, starając się udawać, że angielski to dla niego obcy język. Siedzą w La Parroquia, kawiarence pod gołym niebem przy Calle 55. Jajka i kawa na śniadanie to domowa rutyna, do której przywykł. Wie, że rutyna i schematyczne zachowania mogą być niebezpieczne, ale sześć miesięcy w Campeche przytępiły jego czujność.

Leżące na półwyspie Jukatan nad Zatoką Meksykańską Campeche odpowiada wielkością Tacomie i Shreveport. Jest tropikalne i malownicze, poza tym mało kto je odwiedza. Juan Gama przypuszcza, że zwykle przebywa tu około pięciuset przyjezdnych, w tym różnej maści europejscy gringos. Gdyby doszli do wniosku, że uciekł na południe od granicy, to przeszukiwaliby gorące miejsca w rodzaju Acapulco czy Cancún, gdzie można zaszaleć w większym stylu.

Juan Gama skończył właśnie dwadzieścia cztery lata. Choć jest ubrany tylko w podkoszulek i szorty, udaje mu się zachować nieco niechlujny wygląd. Jego okulary w drucianych oprawkach są brudne, a kręcone czarne włosy rozczochrane. Jest chudy i odrobinę niezgrabny, utył też około siedmiu kilogramów, głównie w pasie. Od lat nie czuł się tak rozluźniony.

– Pirat – powtarza i udaje, że to słowo sprawia mu trudności.

– Zgadza się – potwierdza Charlie, zaglądając do przewodnika. – Proszę posłuchać: angielscy, holenderscy i francuscy piraci plądrowali regularnie Campeche od chwili jego założenia w szesnastym wieku. Dziewiątego lutego tysiąc sześćset sześćdziesiątego trzeciego roku połączyli swe siły i zabili wszystkich mężczyzn, kobiety i dzieci. Po tej napaści kolonialne władze hiszpańskie postanowiły otoczyć miasto murem. Zamiar ten zrealizowano w ciągu następnego półwiecza i wyeliminowano zagrożenie. Od tej pory każdy atak piracki był odpierany.

Nie wszystkie kobiety zostały zamordowane, w każdym razie jeśli wierzyć Teresie, dziewczynie Juana, która ma bzika na punkcie tego tematu. Teresa po prostu wie, że pewna jej antenatka przeżyła – piękność, którą zniewolił kapitan piratów. Prześladuje ją wewnętrzny konflikt z powodu pirackiej krwi, która płynie w jej żyłach, i tego, co uczyniono z jej przodkami.

Juan nadal kiwa głową, uśmiechając się przy tym.

Charlie zainicjował rozmowę i się przedstawił. Jest starszy od Juana o dziesięć lat. Szczupły, muskularny i opalony, w eleganckich spodniach i pulowerze, ma proste i białe zęby. Przedziałek we włosach jest równiutki niczym promień lasera. Miła powierzchowność świadcząca o prywatnej edukacji, choć nos wydaje się zbyt długi, a bruzdy nosowe zbyt wyraźne, by człowiek ten mógł uchodzić za hollywoodzkiego przystojniaka. Uśmiecha się często, a niebieskie oczy unikają bezpośredniego kontaktu. Mówi barytonem o doskonałej dykcji i pachnie wodą kolońską.

Charlie emanuje niewymuszoną sympatią. Traktuje Juana jak gospodarz popularnego programu telewizyjnego swojego gościa.

– Tak. Bardzo ciężkie czasy – mówi Juan, znów skupiając się na jajkach.

– W rzeczy samej. Definicja piractwa jest obecnie odmienna i bardziej złożona. Jeden ze słowników określa ją jako bezprawne wykorzystanie czyjegoś wynalazku, dzieła albo koncepcji. Odnosi się to głównie do kwestii naruszania praw autorskich. Te firmy produkujące oprogramowanie dosłownie szaleją, prawda? Oczywiście, sens pojęcia „piractwo” jest jeszcze szerszy. Dotyczy na przykład metodycznej manipulacji przy grach losowych na terenie trzech stanów. Manipulacji wartej dwa miliony dolarów.

Juan Gama wypuszcza z dłoni widelec i podnosi wzrok.

Charlie Peashooter uśmiecha się zniewalająco.

– Sądziłeś, Juanie, że przyślą jakiegoś osiłka, który połamie ci palce?

Juanowi Gamie dosłownie odebrało mowę.

– Spokojnie. Tak robiło się kiedyś, za dawnych czasów. Proszę, dokończ swój posiłek. Potem pogadamy.

• • •

– Jestem konsultantem – wyjaśnia Charlie, kiedy spacerują malecon, czyli bulwarem biegnącym wzdłuż Zatoki Meksykańskiej. – Zrozum to, Juanie. Przysłano mnie tu w celu negocjacji, rozwiązania tego problemu. Jestem rozsądnym człowiekiem, a moi zleceniodawcy to rozsądni ludzie. Ot i wszystko.

Idą pod gorącym bezchmurnym niebem. Woda ma wyrazisty odcień stłumionej zieleni, niczym oranżada z limonki.

– Jak mnie znalazłeś?

– Będę mówił do ciebie „Juan”, jeśli nie masz nic przeciwko temu.

– Nie mam.

– Wyszkoliłeś brygadę facetów potrafiących liczyć karty, i to na skalę dotąd nieznaną. Szliście jak burza i zgarnialiście pieniądze, zanim kasyna zdążyły sobie uświadomić, co się stało. To byli twoi kumple z korporacji studenckiej, starzy przyjaciele z lat szkolnych?

– Nie. Chłopaki z akademika, niektórzy wciąż się uczą – mówi Juan.

– Wynagrodzenie?

– Pięćdziesiąt procent minus koszty przelotu, wyżywienia i hotelu.

– Zarobić i zwiać, że się tak wyrażę. Istny blitzkrieg. Szkoliłeś ich i wymieniałeś tak szybko, że znikali, zanim ktokolwiek zdążył puścić w obieg ich zdjęcia. Twój system był druzgocąco prosty i skuteczny. Krupierzy od blackjacka, którzy widzieli już wszystko, jak im się zdawało, ani razu się nie połapali. Chapeau bas, szanowny panie.

– Hm, dzięki. Ale jak mnie znaleźliście?

– Wszystko zależy od zasobów, jakimi się dysponuje. Każdy się złożył i główkował. Ustalenie twojego miejsca pobytu było prawdziwym wyzwaniem.

– Liczenie kart nie jest przestępstwem, sam wiesz. Jeśli ktoś się orientuje, jakie karty zostały w podajniku, to szanse przechodzą z kasyna na gracza. To wszystko.

– Kwestia etyki.

Juan Gama wybucha głośnym śmiechem.

– Och, przyznaję, że to hipokryzja, ale tak już jest – zapewnia Charlie. – Tak czy owak, moi zleceniodawcy chcą odzyskać swoje pieniądze.

Juan jest bliski zwymiotowania posiłku. Przystaje i bierze głęboki wdech.

Charlie kładzie mu dłoń na ramieniu i uśmiecha się przyjaźnie.

– Juanie, proszę, spróbuj się odprężyć. Wszystko będzie dobrze. Gangsterzy pokroju Bugsy’ego, Moe Greena czy Williego Szpikulca już od dziesiątków lat nie robią w tym interesie.

Juan wzdryga się w duchu.

– Chodzi ci o negocjacje?

– Właśnie. Ludzie, którzy prowadzą w dzisiejszych czasach kasyna, wywodzą się z dużych korporacji. Są pokłosiem konglomeratów rozrywki i hierarchii plemiennej. Rozumieją, że przetrącone kolana nie wpływają dodatnio na bilans. Pojmują znaczenie kompromisu i decyzji biznesowych.

Juan kiwa ponuro głową.

– Podział pół na pół zapewnił ci około miliona dolców. Wygląda na to, że żyjesz konserwatywnie. Z drugiej strony nie oczekujemy, że odłożyłeś wszystko co do grosza.

– Zgadza się.

– Odliczamy to, co zapłaciłeś tym swoim chłopakom. Jestem upoważniony pozostawić ci dziesięć procent. Na czysto. Oddasz nam dziewięćdziesiąt procent z miliona, a resztę sobie zatrzymasz. Tutaj to oznacza, że jesteś ustawiony na całe życie. Traktują to oszustwo jako czesne za naukę, której im udzieliłeś. Co ty na to, koleś?

– Hm. Tak. Okay.

– Kiedy?

Juan wpatruje się w wodę oceanu.

– No cóż, nie trzymam tej forsy w walizce pod łóżkiem.

Charlie parska śmiechem.

– Aha. Zagraniczne banki?

– Wielki Kajman – improwizuje Juan.

– Specjalizowałeś się w statystyce, zanim porzuciłeś uczelnię bez dyplomu, Juanie. Genialny, choć niezaangażowany student. Cieszę się, że to właśnie ja przywracam spokój i poczucie stabilności twojemu życiu.

– Doceniam to, Charlie.

– Jak myślisz? Kiedy?

– Może jutro.

– Powiedzmy, że jutro, i to definitywnie. Dzięki cudom elektroniki możemy dokonać transakcji z prędkością światła. Potrzeba jedynie dobrej woli. Podczas śniadania w La Parroquia. Ja stawiam. – Charlie wręcza mu karteczkę. – Numer konta. Mówisz, że sprawa jest załatwiona. Ja dzwonię i uzyskuję potwierdzenie. A potem żyjesz długo i szczęśliwie.

– Okay.

Charlie wskazuje wodę.

– Dzisiaj jest dziewiąty lutego. Cóż za zbieg okoliczności.

– Hm?

– Rocznica masakry, totalnej grabieży. – Charlie zatacza ręką łuk w stronę lądu, ku bramie, czyli kamiennemu monolitowi wzniesionemu przez człowieka. Mur po tej stronie dawno już zniknął. Stoją na ziemi, którą naniesiono w latach pięćdziesiątych. – Znajdujemy się na poziomie morza. Przed wzniesieniem fortyfikacji piraci przybijali po prostu do brzegu i wkraczali na ląd. Tragedia, tragedia, tragedia.

Juan myśli o piratach Teresy. Opowieść Charliego musi zawierać jakiś morał, ale nie pyta, co to takiego.

– Juan Gama to hiszpański odpowiednik Johna Doe, innymi słowy przeciętnego zjadacza chleba – ciągnie Charlie. – Naiwnie proste, ale ma w sobie coś sympatycznego i figlarnego.

Juan nie znajduje słów, patrzy tylko na swoje stopy.

– Niestety, żyjemy w dorosłym świecie, Juanie – dodaje Charlie.

• • •

Charlie siedzi na brzegu łóżka. Jest wczesny wieczór, a on obserwuje ciemniejący horyzont i morze, coraz żywotniejsze. Charlie znajduje się na poziomie czwartego piętra, być może bezpośrednio nad miejscem, w którym piraci odwalali swoją robotę. Ten hotel cieszył się popularnością podczas spekulacyjnego boomu naftowego na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Teraz jest nadgryziony zębem czasu, niezupełnie czysty i prawie pusty.

Charlie nie ma nic przeciwko temu. Nie przepada za ludźmi i lubi się cieszyć swoją prywatnością.

Składa automatycznego colta .25, rozkłada i powtarza wszystko od nowa do chwili, aż każda ruchoma część broni pokryta jest cieniutką warstwą smaru. Ściera jej nadmiar i podziwia ten mechaniczny wytwór ludzkiej wyobraźni, który pasuje doskonale do jego dłoni.

Przeszmuglowanie broni nie stanowiło najmniejszego kłopotu. No problema. Klienci Charliego przewieźli go do Monterrey na pokładzie prywatnego odrzutowca. Tutaj przybył czarterem.

Podchodzi do okna i podnosi nabój ku gasnącemu światłu. W domowym warsztacie Charlie wydrąża fabryczną amunicję, aż ołowiane ścianki stają się niemal przezroczyste.

Nikt nie potrafi działać z tak bliska jak ja, myśli z dumą. Nikt. I Charlie ma rację. Sympatia, jaką budzi, pozwala mu załatwiać sprawę z bliska. Wszyscy lubią Charliego. Nawet najbardziej podejrzliwa ofiara nie ma zwykle pojęcia, co ją czeka.

Zimna stal przy uchu. Natychmiastowa świadomość zdrady. Jeden strzał o niskiej prędkości pocisku, niewiele głośniejszy od klapsa, kanał słuchowy jako naturalny tłumik. Bulgot dobywający się z ust, gałki oczne uciekające w górę niczym rolety, potem nicość. Nie ma bałaganu, nie ma sprzątania.

Specjaliści medycyny sądowej, którzy usuwali pociski z papkowatych mózgów jego ofiar, twierdzą, że kule przypominają pająki. Jest to jedyny pewniak w legendzie Charliego Peashootera, który posługuje się damską bronią i nigdy nie chybia.