Szatan w naszym domu

Tekst
Z serii: Amerykańska
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Mówiłam ci, mamo – odparła Ericka. – Próbowałam ci powiedzieć, ale nie chciałaś słuchać.

– Z całej rodziny tylko pani o niczym nie wie – dodała Paula Davis.

Sandy wróciła do domu i przedstawiła sprawę Paulowi.

– Nigdy w życiu dziewczynek nie tknąłem – odpowiedział.

Chad późno kończył pracę w YMCA, Sandy więc na niego zaczekała.

– Przecież wiesz, mamo, że zawsze się dobrze sprawuję – odparł, gdy powiedziała mu o oskarżeniach wysuwanych przez Erickę.

Zadzwoniła do pastora Johna Bratuna. Słyszał już o wszystkim od obozowych opiekunek. Według Paula Ingrama pastor powiedział jej wtedy, że oskarżenia zapewne są prawdziwe, bo przecież dzieci takich rzeczy nie potrafią wymyślić. Paul i Sandy planowali nazajutrz ruszyć na tygodniowy urlop, który zamierzali spędzić na oregońskim wybrzeżu w wynajętym apartamencie, teraz jednak Sandy nie miała ochoty nawet o tym myśleć. Rano pojechała do domu, w którym mieszkała Julie, i podwiozła ją do szkoły. Po drodze córka potwierdziła, że ojciec i najstarszy brat ją też wykorzystywali. Oświadczyła, że ojciec ostatni raz dopuścił się tego pięć lat wcześniej, gdy miała trzynaście lat.

Wbrew zdrowemu rozsądkowi Sandy zgodziła się udać na zaplanowany urlop, bo pastor powiedział, że taki wyjazd dobrze jej zrobi. W głębi duszy czuła, że powinni zostać w domu i zająć się tymi oskarżeniami od razu, zanim sprawy całkiem wymkną się spod kontroli. Paul jednak chciał jechać – mówił, że potrzebuje czasu, żeby wszystko przemyśleć. Gdy ruszyli w drogę, śledztwo na dobre się rozpoczęło. Jeszcze tego popołudnia psycholożka z miejscowego ośrodka interwencyjnego zabrała Julie na spotkanie z policyjnymi śledczymi – był pośród nich Joe Vukich. Historia, którą dziewczyna im przekazała, różniła się od tej opowiedzianej matce rano w samochodzie. Była też znacznie bardziej szczegółowa. Julie mówiła, że ojciec zaczął ją wykorzystywać, gdy była w piątej klasie. Pracował na nocnej zmianie i czasem zakradał się do pokoju, w którym spały dziewczynki – nagi lub w samych szortach czy dresach. Wchodził do łóżka którejś z nich i odbywał z nią stosunek pochwowy lub analny. Opowiadając to, Julie chowała twarz za zasłoną brązowych włosów. Każdą odpowiedź poprzedzała długa chwila milczenia. Na część pytań dziewczyna w ogóle nie chciała odpowiadać. Śledczy obawiali się, że część zdarzeń mogła ulec przedawnieniu (które w tym czasie wynosiło siedem lat dla napaści na osoby małoletnie), więc skupiali się na wydarzeniach najświeższych. Julie mówiła, że ojciec ostatni raz wykorzystał ją seksualnie trzy lata wcześniej, gdy miała piętnaście lat (a nie pięć lat wcześniej, jak mówiła matce). Joe Vukich spytał, czemu nigdy nikomu o tym nie mówiła. Dziewczyna odpowiedziała, że matka nie chciała jej słuchać.

Wieczorem Joe Vukich i Paul Johnson z wydziału policji przesłuchali Erickę w domu jej przyjaciółki z Kościoła. Vukichowi Ericka wydała się śliczna i niezwykle delikatna. Mówiła, że ojciec zaczął ją wykorzystywać seksualnie, gdy miała pięć lat. Zapytana, kiedy ostatni raz coś takiego się zdarzyło, odparła, że była chyba wówczas w czwartej klasie – sprawa więc zdecydowanie podlegała przedawnieniu. Vukich prosił o więcej szczegółów.

– Kiedyś obudziłam się i wszystko mnie bolało, a łóżko było mokre i lepkie – powiedziała Ericka, po czym wybuchnęła płaczem i pobiegła do łazienki, skąd potem przez dziesięć minut dochodziły jej szlochy. Po powrocie mówiła dalej: – Przed około rokiem czymś mnie zaraził. Mój lekarz jest w Kalifornii, ale tu, w Olympii, też byłam leczona.

Tym razem twierdziła, że ojciec ostatni raz uprawiał z nią seks w roku 1987.

Śledczy wyszli około północy. Uzyskawszy zeznania dwóch ofiar oraz perspektywę wglądu do dokumentacji medycznej, mieli dość materiału, żeby prokuratura mogła wszcząć postępowanie karne.

Ericka zadzwoniła do Kalifornii, do Karli Franko, którą ten telefon bardzo zaskoczył. Dziewczyna powtórzyła jej część swoich zeznań i powiedziała:

– Teraz wszystko zaczyna wypływać. Mają też zeznania Julie.

Gdy Franko spytała, co zdaniem Ericki grozi jej ojcu, dziewczyna odparła, że zapewne utrata pracy. Zważywszy, że jak dotąd sprawę prowadzono w ramach procedur dyscyplinarnych, a nie karnych, mogła rzeczywiście sądzić, że nic więcej się nie stanie.

Joe Vukich ponownie przesłuchał Erickę w długi weekend po Święcie Dziękczynienia. Tym razem stwierdziła, że ostatni raz została wykorzystana pod koniec września, gdy obudziła się i zastała ojca klęczącego przy jej łóżku i dotykającego jej pochwy. Śledczy nie spytał, dlaczego nie mówiła o tym wcześniej – ofiary przemocy seksualnej często ujawniają fakty partiami. Trudno natomiast było nie zauważyć, że w ciągu jednego tygodnia obie siostry podawały bardzo różne daty ostatnich nadużyć. W przypadku Ericki różnica była spora: najpierw mówiła, że do ostatnich incydentów doszło przed dekadą, później, że przed rokiem, a na koniec, że przed dwoma miesiącami.

Sandy próbowała na wyjeździe rozmawiać z mężem o tych oskarżeniach, ale Paul był wyjątkowo powściągliwy. Spędzał dużo czasu na czytaniu Biblii i spacerowaniu po plaży, lecz wciąż nie mógł zebrać myśli. Mówił, że czuje się tak, jakby miał w żołądku wielką bryłę strachu, ciężką i twardą jak kula do gry w kręgle. Sandy siedziała w wynajętym apartamencie i płakała. Paul zapewniał ją, że nic się nie wydarzyło, a ona mu wierzyła, ale i tak była przerażona. W pewnym momencie Paul zasugerował, że córki próbują ich poróżnić – choć żadne z nich nie potrafiło sobie wyobrazić, dlaczego miałyby do tego dążyć.

Kiedy więc szeryf Gary Edwards i Brian Schoening zapukali do drzwi domu Ingramów w poniedziałkowe popołudnie 28 listopada i powiedzieli Sandy, że Paul przyznał się do winy, była w szoku. Kolana się pod nią ugięły i o mało nie zemdlała. Na miękkich nogach przeszła do jadalni i usiadła przy stole. Edwards i Schoening bali się zostawić ją samą; była tak wytrącona z równowagi, że obawiali się, czy nie odbierze sobie życia. Skontaktowali się z pastorem Ronem Longiem, który wraz z Johnem Bratunem wkrótce przyjechał na miejsce. Brianowi Schoeningowi utkwił w pamięci obraz Sandy siedzącej przy stole i dwóch pastorów stojących po bokach. Było mu jej strasznie żal, ale pocieszał się, że przynajmniej udało mu się zabrać całą znajdującą się w domu broń.

Wcześniej nie znał tej kobiety zbyt dobrze, spotykał ją tylko czasem na imprezach gwiazdkowych w biurze szeryfa i na letnich piknikach. Zaskoczyło go, jak głęboko współodczuwa jej ból. Szczególnie zastanawiał go kontrast między jej załamaniem nerwowym a dziwnym, jakby nieobecnym zachowaniem jej męża. To był długi i wyczerpujący dzień, lecz Schoening przekonał się, że w odróżnieniu od większości spraw, jakie dotąd prowadził, tej jednej nie potrafił zostawić w biurze. Tej nocy przyśnił mu się pierwszy z serii koszmarów.

3

Przewodniczący miejscowego oddziału Partii Republikańskiej oskarżony o wykorzystywanie seksualne – następnego ranka taki nagłówek pojawił się na pierwszej stronie gazety „The Olympian”. Zgodnie z obowiązującymi w niej zwyczajami imion ofiar nie podano, lecz Olympia to małe miasto, więc mieszkańcy zainteresowani szczegółami zapewne już je znali, a także słyszeli, że policja przesłuchuje dzieci uczęszczające do domowego przedszkola prowadzonego przez Sandy (natychmiast zresztą przez nią zamkniętego). Pośród ogólnego chaosu zapewne mało kto pamiętał, że 29 listopada to dzień jej czterdziestych trzecich urodzin.

Szeryf Gary Edwards doskonale zdawał sobie sprawę, jakie mu grożą konsekwencje, jeśli opinia publiczna uzna, że kryje on jednego ze swoich ludzi – zwłaszcza że sam pomógł Paulowi przeskoczyć kilka szczebli kariery i powierzył mu stanowisko swojego zastępcy. Postanowił jednak, że nie przekaże sprawy innym instytucjom, tylko wykorzysta własnych śledczych. Miał nadzieję, że uniknie krytyki, jeśli zaprosi do uczestnictwa kilku przedstawicieli innych jednostek policji, zachowując jednak kontrolę nad tym, co się dzieje w jego wydziale. Ta decyzja miała się później okazać jednym z wielu popełnionych błędów. Biuro szeryfa hrabstwa Thurston nie jest zbyt rozbudowaną instytucją – na sto sześćdziesiąt pięć tysięcy mieszkańców przypada siedemdziesięciu trzech funkcjonariuszy. Kryzys rodzinny u jednego z nich wpłynął na wszystkich pozostałych. Nawet jeśli koledzy starali się w sprawie Paula Ingrama zachować pełen obiektywizm, od razu angażowali w nią emocje. Czuli się nie tylko zaskoczeni i zakłopotani, ale też zdradzeni. Nie chodziło wyłącznie o tragedię jednej rodziny, ale także katastrofę dla morale całego wydziału. W pewnym sensie wszyscy byli w tej sprawie ofiarami.

Grupa śledcza powołana przez szeryfa składała się z najlepszych policjantów z hrabstwa. Codziennie rano, a często też po południu, cały zespół spotykał się w sali konferencyjnej w biurze szeryfa, żeby omówić postępy w sprawie i rozdzielić zadania. Toczyło się tam wiele męczących sporów. Wokół stołu siedzieli: Joe Vukich (przystojny brunet o twarzy mimo wąsika wciąż jeszcze nieco dziecięcej), Brian Schoening (wypełniający przestrzeń kłębami dymu z papierosów oraz ochrypłym głosem palacza), Loreli Thompson (specjalistka od przestępstw seksualnych z komisariatu w Lacey) i przez jakiś czas Paul Johnson z komisariatu w Olympii (gdy sprawa zaczęła się przeciągać, zrezygnował z udziału w śledztwie, bo nie mógł sobie pozwolić na całe miesiące nieobecności w codziennej pracy). Hrabstwo Thurston było na tyle małe, że każdy policjant znał pozostałych osobiście lub przynajmniej ich jakoś kojarzył. Funkcjonariusze zebrani w sali konferencyjnej stanowili pełen skład miejscowych śledczych od przestępstw seksualnych. Przywykli do tego, że w sprawach szczególnie trudnych muszą ze sobą współpracować. Z policji stanowej przysłano eksperta, który zainstalował im program komputerowy służący do przechowywania i klasyfikacji ogromnych ilości danych, które wciąż zbierali. Pracę całego zespołu nadzorował najbardziej doświadczony śledczy w biurze szeryfa: sierżant Tom Lynch – twardy, lecz sympatyczny mężczyzna, na którym spoczął obowiązek przeczytania wszystkich protokołów z śledztwa i próby ich zrozumienia. Podobnie jak Joe Vukich i Neil McClanahan (a także Paul Ingram) nosił ciemny wąsik, co w owym czasie należało do policyjnej mody.

 

W zwykłych okolicznościach Tom Lynch sprawowałby pełną kontrolę nad przebiegiem śledztwa, jednak z uwagi na konsekwencje polityczne oskarżeń wobec Ingrama oraz problem wizerunkowy policji prowadzącej dochodzenie w sprawie jednego ze swoich funkcjonariuszy wyższego szczebla nieoficjalnie stery przejął wiceszeryf Neil McClanahan. Zazwyczaj zajmował się raczej sprawami administracyjnymi, więc jego aktywne zaangażowanie w śledztwo stanowiło sytuację niecodzienną i wielu członków zespołu uważało, że wprowadza to niepotrzebne zamieszanie. Choć tylko sporadycznie uczestniczył w przesłuchaniach i rzadko ruszał w teren, jego postrzeganie przebiegu zdarzeń nadało kształt całemu dochodzeniu. Został rzecznikiem sprawy, a gdy się rozrosła i przybrała rozmiary, o jakich nikomu się początkowo nie śniło, czuł się coraz mocniej w nią zaangażowany. Miał osobiste powody: Paul był dla niego nie tylko kolegą z pracy, ale też przyjacielem (a czasem rywalem). Spośród wszystkich policjantów to właśnie chyba Neil McClanahan był najbliższej związany z rodziną Ingramów. Szczególną sympatią darzył Julie – gdy była mała, nazywał ją swoją kumpelą. Po wyznaniach Paula McClanahan nabrał przekonania, że tę przyjaźń zawdzięcza odczuwanemu przez Julie deficytowi wynikającemu z brutalnych nadużyć jej ojca. (Ona sama nie pamiętała, żeby łączyły ją z McClanahanem szczególnie silne więzi, ale gdy się o nich dowiedziała, uznała, że pewnie tak było). Przez cały czas trwania śledztwa McClanahan uważał za swój obowiązek trzymać stronę ofiar.

Rankiem następnego dnia po aresztowaniu Paula Ingrama odwiedził go Richard Peterson, psycholog z Tacomy, który często współpracował z miejscową policją. Był to człowiek o szorstkim, autorytarnym sposobie bycia. Z czasem stał się nieoficjalnym, lecz bardzo ważnym członkiem zespołu śledczego. Najpierw przeprowadził z Ingramem wywiad, żeby ustalić, w jakim stanie psychicznym się znajduje i czy mógłby sobie zrobić krzywdę, gdyby go wypuścić. Gdy zaczęli rozmawiać, Ingram spytał, dlaczego – skoro popełnił tak okropne czyny – żadnego z nich nie pamięta. Peterson odparł, że przestępcy seksualni często wypierają wspomnienia dokonanych aktów, ponieważ są zbyt straszne, żeby je przechowywać w pamięci. Dodał, że Ingram zapewne sam był wykorzystywany seksualnie w dzieciństwie. Może zdołałby sobie przypomnieć tego rodzaju akty dokonywane przez jakiegoś wujka lub nawet ojca? Prawdopodobnie coś takiego mogło się zdarzyć, gdy miał około pięciu lat, bo w takim właśnie wieku były jego dzieci, kiedy zaczął je dręczyć. Ingram odrzekł, że potrafi wydobyć z pamięci tylko jedno wspomnienie poniekąd natury seksualnej: matka powiedziała mu kiedyś, żeby nie drapał się przy ludziach po okolicach krocza. Według jego zeznań (których jednak nie można uznać za niepodważalny zapis faktycznych zdarzeń) psycholog zapewnił go, że wyparte wspomnienia na pewno powrócą, gdy się przyzna do popełnionych czynów. Ingram zauważył, że przecież przyznał się już dzień wcześniej, ale wciąż nie może sobie niczego przypomnieć. Psycholog nie miał na to odpowiedzi. Wówczas Ingram spytał, czy Peterson będzie obecny na popołudniowym przesłuchaniu, które mieli przeprowadzić Brian Schoening i Joe Vukich. Może potrafiłby jakoś odblokować mechanizm wyparcia?

Tego samego dnia Vukichowi przekazano dwa listy, napisane pięć czy sześć tygodni wcześniej przez Julie i adresowane do jej nauczycielki Kristi Webster, która jesienią 1988 roku zauważyła w zachowaniu uczennicy poważną zmianę. Dotychczas pilna i chętna do nauki dziewczyna stała się posępna i roztargniona. Zdawała się z trudem brnąć przez kolejne lekcje, miała wymizerowaną twarz i puste spojrzenie. Wraz z koleżanką narobiły sobie kłopotów, ponieważ prowadziły ze szkolnego telefonu rozmowy zamiejscowe. Julie nigdy wcześniej nie złamała regulaminu, więc pani Webster poprosiła ją, żeby napisała notkę z wyjaśnieniem przyczyn swojego postępowania. Oto jej treść:

Dziwnie się czuję z tym wszystkim. Raz dobrze, raz źle, są też takie dni, że jestem na maksa pogubiona i chcę się wynieść do innego stanu i zaczonć życie od nowa z nowymi przyjaciułmi, co nie wiedzą o mojej przeszłości. Głuwnie myślę nocami bo wtedy się boję. Nie śpię, tylko czekam w pokoju na TATĘ. Nie znosze tego! Nigdy nie polubię seksu. To boli i czuję się potem taka brudna. Jako chrześcijanka powinnam MU pewnie wybaczyć to co mi robił i dalej robi, ale to takie trudne a on mówi, że „jak bendziesz grzeczna to Bóg ci to wynagrodzi”. A jak komuś powiesz to gorzko pożałujesz daję słowo.

Najistotniejsze w tym fragmencie listu było to, że w chwili, gdy Julie go pisała, wciąż była wykorzystywana seksualnie. W dalszej części pojawiły się jednak informacje jeszcze bardziej wstrząsające, które całkiem zmieniły tor śledztwa – Julie przywoływała bowiem osoby spoza rodzinnego kręgu:

Pamiętam że jak miałam cztery latka to urzondzał w domu pokerowe noce i przychodziło dużo facetów, grali z tatą w pokera i się upijali i albo jeden albo dwóch naraz przychodziło do mojego pokoju i mnie wykorzystywali przez całą noc tak się pojawiali i znikali, śmiali się i przeklinali. Bałam się i nie wiedziałam co powiedzieć, z kim rozmawiać. Najdziwniejsze że dzieliłam pokój z Ericką ale jej nigdy nie tknęli bo coś by POWIEDZIAŁA a poza tym nocą zwykle spała na górnym łóżku. I pewnie tata i jego kumple bali się że ono pęknie. A tata zawsze mówił: Trzymajcie się od niej [Ericki] z daleka. Bo ona jest pod opieką lekarza i on coś zauważy.

Już samo wykrycie takiego kręgu pedofilskiego wstrząsnęłoby całym hrabstwem Thurston, ale Joe Vukich zdawał sobie sprawę, że ten list ujawnia coś znacznie bardziej obciążającego. Dobrze wiedział, o jakie pokerowe noce chodziło – Ericka zresztą również o nich wspominała w rozmowie z matką – ale wiedział też, że uczestnikami tych spotkań byli w większości koledzy Paula Ingrama z biura szeryfa. Regularnie bywali u niego główny śledczy Tom Lynch czy wiceszeryf Neil McClanahan. Zresztą sam Vukich także parę razy tam się zjawił, ale imprezy te wydawały mu się dość niewinne. Czy stanowiły jedynie przykrywkę dla ukrytego kręgu przestępców seksualnych wywodzących się z biura szeryfa?

W drugim liście do pani Webster Julie zdawała się całkiem zrozpaczona:

Tak się boję że nie mogę jeść, tyle myśli kłębi mi się w głowie. Trudno to zrozumieć. Przeraża mnie to wszystko i nie wiem czy robię dobrze. Zdaje mi się że to wszystko moja wina że to przeze mnie to ja jestem problemem i nie wiem co się stanie z moją rodziną czy tata pójdzie do wienzienia a mama zostanie sama z Markiem czy to raczej jakoś przejdzie bokiem i nikt nie zrozumie o co mi chodzi. Już nie mam siły.

Choć w sprawę zamieszanych było wielu pracowników biura szeryfa oraz najważniejsi członkowie zespołu śledczego, Joe Vukich i Brian Schoening jeszcze tego samego dnia wrócili do przesłuchiwania Paula Ingrama. Dołączył do nich Richard Peterson, który szybko przyjął postawę nadzorcy. Jego proroctwo się spełniło: jeszcze przed rozpoczęciem właściwego przesłuchania Ingram przyznał, że zaczyna sobie przypominać zdarzenia z dzieciństwa związane z wykorzystywaniem go przez wujka – co przecież psycholog sugerował mu rano.

Przede wszystkim Ingram chciał jednak wyjaśnić zamieszanie związane z tym, że przesłuchiwali go koledzy z pracy. Siedząc w celi, płakał i się modlił, teraz zaś wyraził niepokój, że Schoening i Vukich nie wierzą w jego szczerość.

– Naprawdę chciałbym, żebyście uwierzyli, że mówię prawdę.

– Dlaczego to takie ważne? – spytał Peterson.

– Bo myślę, że Brian mi nie wierzy – powiedział Ingram.

– Ich zadaniem nie jest panu wierzyć – odparł szorstko Peterson – tylko zdobyć jak najwięcej informacji.

– A ja staram się pokazać, że jestem skory do współpracy – wyjąkał Ingram. – Przecież… No… No naprawdę jestem.

Brian Schoening zareagował na to w sposób osobisty i emocjonalny.

– Moim zdaniem… Sam już nie wiem, co czuję. Jeszcze dziś rano zdobyliśmy nowe informacje od Julie. No dobrze, chcę chyba powiedzieć, że… Ona ma dobre powody, żeby te straszne zdarzenia wyprzeć. To dla niej dużo gorsze niż dla ciebie, Paul, bo to ona jest ofiarą.

Joe Vukich dziwił się natomiast, że problemy z pamięcią może mieć policjant, twierdził bowiem, że „gliny mają bardzo pragmatyczne, precyzyjne, konkretne podejście do faktów”.

– Mhm – zgodził się Ingram.

– I dlatego tak trudno nam zrozumieć, że nie możesz sobie tego przypomnieć. Założę się, że gdybyś wrócił do swoich protokołów sprzed dziesięciu lat, pewnie byś mniej więcej pamiętał, co się danego dnia wydarzyło.

– Pewnie masz rację. W wielu sprawach tak by było.

– I tego właśnie nie mogę zrozumieć – ciągnął Vukich. – Przecież Julie mówi o wydarzeniach sprzed miesiąca. To… to coś bardzo rzeczywistego, całkiem świeżego. Oczywiście na pewno trudno o tym mówić.

– Ja tego nie widzę – protestował Ingram. – Jakoś nie mogę sobie tego nawet wyobrazić.

– Dziś rano dzwoniła twoja żona i mówiła, że Chad bardzo się przejął, jest wstrząśnięty i chce ze mną jak najszybciej porozmawiać – oświadczył Schoening. – Nie wiem, co chce mi powiedzieć, ale wygląda na to, że mówimy o całej czwórce twoich dzieci, a może i o piątce. A twoja żona deklaruje, że będzie przy tobie wiernie stała, że wciąż cię kocha… Nie bardzo to rozumiem… Za wszelką cenę usiłujesz się powstrzymać przed wyjawieniem czegoś więcej… Tak jakbyś się niby przyznał, ale w gruncie rzeczy jednak nie.

Peterson poprosił Ingrama o opisanie pożycia seksualnego z żoną, co Ingram chętnie uczynił.

– Wspomagasz się czasem alkoholem? – pytał Peterson.

– Nie, po alkoholu chybaby mnie piekło – odparł zaskoczony Ingram.

– Kiedyś podobno sporo piłeś. – Peterson doprecyzował pytanie. – Słyszałem, że bardzo lubisz piwo.

– A… U mnie to było tak, że… Kupiliśmy starą lodówkę i trzymaliśmy w niej baryłkę piwa. Urządzaliśmy w domu wieczory pokerowe, no i lubiłem też wrócić do domu z popołudniowej zmiany i wypić sobie kufelek czy dwa.

Po wzmiance o wieczorach pokerowych to na nich skupiło się śledztwo.

– Czy piłeś wtedy więcej? – spytał Schoening.

– Nie mogę powiedzieć, żebym nigdy się nie upił – odparł Ingram. – Ale pamiętam, że część chłopaków zalewała się w trupa. Ja to tak przez cztery czy pięć godzin wypijałem może ze cztery piwa.

– A gdzie była wówczas twoja żona? – dopytywał Peterson.

– O ile pamiętam, szła zwykle do łóżka, bo myśmy grali do późna.

– To co to było za towarzystwo? – pytał dalej Peterson. – Koledzy z pracy czy…?

– Tak, przeważnie to byli koledzy z pracy albo ich kumple – potwierdził Ingram. – Zbieraliśmy się tak gdzieś w pięciu czy ośmiu.

Wymienił kilku uczestników – głównie policjantów – z imienia i nazwiska. O dwóch osobach nie wspomniał, co wkrótce miało okazać się znaczące.

– Któregoś wieczoru wygrałem ponad sto dolców, a żona powiedziała, że to nie fair, więc odparłem: „No dobra, to w następny weekend dam im się ograć i to stracę”. No i graliśmy potem i za nic nie mogłem przegrać. To było nie do wiary. Wygrałem ze sto dwadzieścia dolarów i potem przestaliśmy grać.

– Czy dzieci wiedziały o tych wieczorach? – spytał Peterson.

– No pewnie, graliśmy pod ich pokojami.

– A czy ktokolwiek chodził do nich na górę? – spytał Vukich.

– Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek…

– Paul, pytam o to, bo Julie powiedziała mi, że raz czy dwa była podczas tych wieczorów wykorzystywana.

– Mówimy, że wykorzystywał ją ktoś inny niż ty – zagrzmiał Schoening. – Pamięta nawet, że ktoś ją na łóżku związał i że co najmniej dwóch facetów krzywdziło ją na zmianę, podczas gdy trzeci patrzył, zapewne ty.

Ingrama całkiem zatkało.

– Niczego takiego sobie nie przypominam – powiedział w końcu, gdy Schoening naciskał. – Dajcie mi się nad tym zastanowić, może uda mi się jakoś to odtworzyć. Skoro coś takiego się wydarzyło, musiała być sama w łóżku, znaczy w pokoju… Hm…

Przerwy w wypowiedziach Ingrama trwały niekiedy aż dziesięć minut, co tylko zwiększało irytację śledczych. Łapał się za włosy i tak zastygał, pochylony, aż mu drętwiały kończyny, a przesłuchujący go koledzy z niecierpliwością czekali, rozdrażnieni. Schoening próbował go ponaglać. Powiedział, że podczas gdy oni tak sobie rozmawiają, Julie drży o swoje życie.

 

– Ten człowiek wciąż jest na wolności. To jakiś twój kumpel, który tu pracuje lub pracował.

Uwagi Schoeninga miały później poważne konsekwencje, warto więc odnotować leżące u ich podstaw założenia. Wyrażane przez Julie obawy dotyczyły wątpliwości, czy postępuje słusznie, opowiadając swoją historię, i czy zniszczy to jej rodzinę. Jedyną osobą, której wyraźnie się bała, był jej ojciec. Na tym etapie śledztwa żadne materiały nie wskazywały, że mogła się obawiać napaści prześladującego ją potencjalnego zabójcy. Rozważania na temat jej lęku przed jakąś tajemniczą osobą opierały się na wyobrażeniach Schoeninga. Jednak od tego momentu śledztwo toczyło się nowym torem.

– Musimy ją chronić, Paul – warknął ostrzegawczo Vukich.

– Paul, ona jest przerażona – dodał Schoening.

– Tak… Słyszę, co mówicie, ale zaczekajcie chwilę i dajcie mi się zastanowić – błagał Ingram.

– To najwyraźniej ktoś, kto wciąż pozostaje ci bliski – zasugerował Schoening, znów oddalając się od ścisłych faktów. Czyżby usiłował nakierować Paula na swoją własną interpretację zdarzeń?

– Jim Rabie grywał z nami w pokera. Dość blisko się trzymaliśmy – powiedział Ingram, starając się jakoś pomóc w śledztwie.

James L. Rabie, czyli człowiek, który w ramach przyjacielskiej przysługi zakładał mu w domu elektryczność, pracował kiedyś przy przestępstwach seksualnych. To on prowadził dochodzenie w sprawie zgłoszonego niegdyś przez Erickę doniesienia o próbie gwałtu i uznał, że nie warto tej sprawy ciągnąć dalej. W tamtym czasie sprawował funkcję starszego śledczego, którą teraz powierzono Schoeningowi. Wszyscy wiedzieli, że obaj panowie od dawna się nie lubią. Gdy po raz pierwszy poproszono Ingrama o wymienienie kolegów bywających na wieczorach pokerowych, Rabiego nie wymienił.

– Czyli ona mówi właśnie o Jimie? – spytał Vukich.

– Proszę, nie wkładaj mi w usta słów, których nie wypowiedziałem – odparł Ingram. – Jim po prostu… ma takie, powiedziałbym… dziwne upodobania seksualne.

– Co masz na myśli?

– Pojechaliśmy kiedyś po coś do Yakimy, a on kupił jakieś pisemka. Mówił, że pomagają mu skupić się na pracy, gdy się zajmuje przestępstwami seksualnymi. I potem je oglądał. Ja nie. Nigdy takich rzeczy nie robię… Rany, aż mi cierpnie skóra na myśl, że on mógłby mieć coś wspólnego z moimi dziećmi.

– Jak byś się wtedy czuł?

– Wściekłbym się. Byłbym rozgoryczony. Po prostu, rany… – Ingram na chwilę zamilkł. – Próbuję… coś sobie przypomnieć. Aha… Tylko Jim mi przychodzi do głowy…

– Czy na tym obrazie, który teraz widzisz, jest krępowanie sznurami?

– To ty o nich mówiłeś, ja tylko próbuję ustalić, co jest w mojej pamięci – odparł Ingram. – Tak jakby wydaje mi się, że musiała leżeć twarzą do dołu, jakby miała skrępowane ręce i nogi.

– I co jeszcze widzisz? Kto tam jeszcze jest?

– Może jeszcze ktoś, ale… Nie widzę twarzy. Natomiast z jakiegoś powodu wyraźnie widzę Jima Rabiego.

Brian Schoening wyszedł na korytarz, żeby się uspokoić. Spostrzegł go tam sierżant Tom Lynch. Schoening zdawał się tak wzburzony, że Lynch na wszelki wypadek odebrał mu broń.

– To nie Paula bym chętnie ukatrupił – powiedział Schoening. – Tylko Jima Rabiego.

Wracając do pokoju przesłuchań, Schoening minął Petersona, który z niego wychodził, z twarzą zalaną łzami. Pomimo szorstkiego sposobu bycia i sporego doświadczenia w postępowaniu z pokrętną logiką przestępców przytłoczyły go teraz emocjonalnie nie tylko opisywane przez Ingrama obrazy skrępowanego dziecka, ale też szokująca obojętność podejrzanego. Vukich też miał łzy w oczach. Ingram jednak siedział spokojnie i na widok powracającego Schoeninga uśmiechnął się uprzejmie. Schoening pomyślał, że nigdy w życiu nie widział czegoś tak potwornego.

– Paul, czy kiedykolwiek miałeś jakieś doświadczenia seksualne z Jimem Rabiem? – spytał.

– Nie sądzę – odparł Ingram, tym samym zafrapowanym tonem, który doprowadzał już śledczych do białej gorączki. – Bardzo bym nie chciał się dowiedzieć, że jestem homoseksualistą.

– Czy ja dobrze słyszę, że proponowałeś Jimowi stosunki seksualne ze swoją żoną? – spytał Peterson, który właśnie znów zjawił się w pokoju i najwyraźniej źle zrozumiał, o czym była mowa.

– Moją żoną? – zdziwił się Ingram. – Nie, ja… Po pierwsze, moja żona by… No może by mnie nie zabiła, ale byłaby tego bliska.

– A miałeś w ogóle jakieś romanse, Paul? Związki pozamałżeńskie? – spytał Schoening.

Ingram przyznał, że miał kiedyś romans.

– To było mniej więcej wtedy, gdy narodziła się Julie.

Przesłuchanie już dawno się oddaliło od pierwotnych zarzutów wykorzystywania seksualnego. Ponieważ podejrzany nie miał wsparcia adwokata, śledczy i psycholog strzelali na chybił trafił, z nadzieją, że może przypadkiem trafią na jakiś nieznany im jeszcze trop.

– Czy nosiłeś kiedyś bieliznę żony? – pytał dalej Schoening.

– Nie sądzę – odparł Ingram. – Powiedziałbym, że raczej nie.

– A podglądałeś kogoś?

Ingram pamiętał szczegółowo sytuację, która się powtarzała, gdy pracował jako kierownik zespołu sprzątającego w Seattle First National Bank. Codziennie wieczorem w budynku po przeciwnej stronie ulicy pewna kobieta rozbierała się za niezasłoniętą szybą.

– Stawałem przy oknie na piętrze i patrzyłem – mówił. – Trochę nawet tańczyła. Po jakimś czasie doszło do tego, że wszystkie sprzątaczki też się na nią gapiły. W końcu ktoś złożył skargę i policja kazała jej zaciągać roletę.

– Jak sądzisz, czemu takie rzeczy pamiętasz całkiem dokładnie, a nie pamiętasz zdarzeń związanych z twoimi synami i córkami? – spytał Schoening.

Ingram odpowiedział, że nie wie.

– Może to dlatego, że z synami i córkami wiążą się czyny niezgodne z prawem, więc trudno jest ci się do nich przyznać? – spytał Vukich.

– Nie tylko niezgodne z prawem, ale też niemoralne i nienaturalne – odparł Ingram.

– Czy zdarzyło ci się zachęcać synów do wykorzystywania seksualnego córek, patrzeć na to lub w ogóle jakoś w tym uczestniczyć? – spytał Schoening.

– Nie mogę przywołać takiego obrazu. Tylko tak potrafię to opisać.

To pytanie miało się później okazać wielce znaczące dla przebiegu śledztwa, podobnie jak kolejne zadane przez Richarda Petersona:

– Zanim się nawróciłeś, czy kiedykolwiek interesowałeś się czarną magią?

Ingram odpowiedział, że zdarzyło mu się kiedyś przeczytać swój horoskop w gazecie.

– Nie bardzo wiem, o co panu dokładnie chodzi – dodał.

– O coś w rodzaju satanistycznej sekty – wyjaśnił Schoening.

W tym momencie po raz pierwszy w dochodzeniu wspomniano o satanizmie. Potem śledczy twierdzili, że to sam Ingram wcześniej wprowadził taki wątek, ale z przytoczonej tu wymiany zdań jasno wynika, że tematu nie podjął, w każdym razie nie w sposób świadomy. Ingram zdołał sobie jedynie przypomnieć, że kiedyś w dzieciństwie przy okazji obchodów Halloween zawiesił na słupie telegraficznym zawiązany worek, w którym uwięził kota.

W kolejnej godzinie Brian Schoening, Joe Vukich i Richard Peterson zmienili strategię. Zaczęli się koncentrować na poczuciu winy podejrzanego. Atmosfera spotkania zaczęła gęstnieć.

– Czy zdajesz sobie sprawę, jak mocno ucierpiała na tym wszystkim twoja córka? – pytał Peterson, mówiąc o Julie. – Ma osiemnaście lat, jest w ostatniej klasie szkoły średniej i nie może nawet patrzeć na akcesoria ślubne. Uważa, że jest odpowiedzialna za zniszczenie waszej rodziny.

– Że jest brudna – wtrącił Schoening.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?

Inne książki tego autora