Czas nadziei

Tekst
Z serii: Heartland #17
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Zapraszamy na www.publicat.pl

Tytuł oryginału

A Season of Hope

Projekt serii

ILONA GOSTYŃSKA-RYMKIEWICZ

Ilustracje na okładce

© Working Partners LTD

© zuzule / fotolia.com

Koordynacja projektu

SYLWIA MAZURKIEWICZ-PETEK

Redakcja

MARIOLA LANGOWSKA-BAŁYS

Korekta

ALEKSANDRA HADA-ŁACHAJCZYK

Redakcja techniczna

ADAM KOLENDA

Copyright © Working Partners Ltd, 2004

Heartland is a trademark of Working Partners Ltd

Polish edition © Publicat S.A. MMXI, MMXIX (wydanie elektroniczne)

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora, w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

All rights reserved.

ISBN 978-83-245-9351-4

Konwersja: eLitera s.c.


jest znakiem towarowym Publicat S.A.

PUBLICAT S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

tel. 71 785 90 40, fax 71 785 90 66

e-mail: wydawnictwodolnoslaskie@publicat.pl

Spis treści

Strona redakcyjna

Dedykacja

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Zapowiedź części 18: „Zacząć od nowa”

Szczególne podziękowania

dla Elisabeth Faith

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Rozdział 1

Jeżeli się nie pospieszycie, nie zdążymy niczego zobaczyć! – zażartowała Lou, rozglądając się po salonie. Telewizor stał tyłem do ściany, odsunięty chwilowo, żeby zrobić miejsce na dodatkowe siedzenia.

– To wcale nie jest śmieszne, Lou. – Amy rzuciła siostrze radosne spojrzenie i popchnęła sofę. – Uff! – jęknęła. – Tak może być. Teraz odwróćmy telewizor.

– Dzięki Bogu, że to już koniec. Mój kręgosłup więcej by nie wytrzymał. – Treg opadł na fotel i spojrzał z rozbawieniem na nowy rozkład mebli. – Ale żadna z was nie zrobi kariery, jeśli chodzi o projektowanie wnętrz!

Amy przewróciła oczami w stronę Joni, która stała przy drugim końcu kanapy, jednak musiała przyznać, że jej chłopak ma rację. Przed starym odbiornikiem telewizyjnym stłoczyli dwie sofy i wielki fotel. Zrobiło się ciasno, ale Amy wiedziała, że każdy chciałby dobrze widzieć ekran.

Lou wróciła do pokoju z tacą pełną chipsów, ciasteczek i puszek z napojami.

– Przepraszam, że przeszkadzam, ale czy ktoś z was mógłby postawić to na ławie? Nie mam jak przejść.

– Ja wezmę – powiedziała Amy i sięgnęła po tacę ponad rozkładanym fotelem dziadka.

W końcu wszystko było gotowe i mogli usiąść przed telewizorem, żeby razem obejrzeć wyczekiwany program informacyjny. W ciągu ostatnich kilku tygodni ekipa telewizyjna śledziła postępy Ryzykanta, konia policyjnego, który zyskał sławę nie tylko dzięki heroicznej akcji ratunkowej podczas tornada, ale i ze względu na odniesione obrażenia. Jego początkowy brak reakcji na stosowane terapie wywołał ogromne zainteresowanie mediów. Teraz, kiedy wreszcie widać było efekty, telewizja przygotowała reportaż, który miał zostać wyemitowany zaraz po wiadomościach regionalnych.

Wszyscy zgromadzili się, żeby obejrzeć program. Oprócz całej rodziny i Trega była z nimi jeszcze Joni, nowa pracownica Heartlandu, przyjechała też partnerka dziadka, Nancy. Scott, narzeczony Lou, a jednocześnie ich ulubiony weterynarz, czekał w gotowości, by przedstawić im profesjonalną opinię na temat programu.

Amy spojrzała raz jeszcze na nowe ustawienie i zmarszczyła brwi.

– Nie sądzicie, że telewizor trzeba przesunąć trochę do przodu?

– Nie! – zawołali w tej samej chwili Treg i Joni. Wtedy do pokoju wszedł dziadek ze Scottem.

Dziadek wydawał się zdumiony bałaganem. Zwykle obie niebieskie sofy stały po dwóch stronach kominka, a telewizor był we wnęce.

– Teraz już wiem, dlaczego tak rzadko oglądamy telewizję – skomentował z uśmiechem.

– Kto wie – odezwał się Scott, siadając i biorąc napój do ręki – jeżeli Heartland zyska większą sławę, być może będziecie musieli zostawić te meble tak, jak stoją!

Dziadek włączył telewizor i usiadł obok Lou i Nancy. Joni zajęła miejsce na fotelu pomiędzy sofami.

Amy była spocona po przesuwaniu mebli, więc szybko związała włosy w kitkę. Zanim usiadła, podała jeszcze napoje Joni i Tregowi.

– Mam nadzieję, że podjęliśmy właściwą decyzję, pozwalając im filmować naszą pracę – powiedziała, kiedy rozległ się sygnał dźwiękowy programu informacyjnego. Ze zdenerwowania czuła ucisk w żołądku.

Treg ścisnął jej dłoń.

– To tylko trema – odezwał się pewnym głosem. – Jestem przekonany, że program będzie świetny.

Amy wzięła do ręki miskę z chipsami i poczęstowała Joni, a potem Trega. Dziewczyna pokręciła jednak głową.

– Ja też nic nie przełknę – przyznała Amy ze zrozumieniem.

Joni zaangażowała się w opiekę nad Ryzykantem, odkąd tylko przyjechała do Heartlandu i zajęła miejsce Bena. Zresztą to ona zasugerowała akupunkturę, bo jej mama stosowała tę technikę w swojej stadninie, w Albercie. To dzięki akupunkturze osiągnęli przełom w leczeniu policyjnego konia.

– Zaczyna się! – zawołała nagle Lou.

Amy spojrzała natychmiast na ekran, a dziadek chwycił pilota i zrobił głośniej. Do kamery uśmiechała się właśnie Kate Rogers, szczupła, ciemnowłosa dziennikarka, którą zdążyli już dobrze poznać. Reporterka opisała krótko historię Ryzykanta. Zaczęła od tego, jak sierżant Garcia bohatersko ocalił dzieci z samochodu na złomowisku i jak Ryzykant został ranny, gdy podczas akcji ratunkowej uderzyły w niego spadające opony.

– Policyjni weterynarze leczyli Ryzykanta konwencjonalnymi metodami – wyjaśniła Kate Rogers. – Nic jednak nie było w stanie złagodzić jego bólu i depresji. Wszystko wskazywało na to, że ten policyjny koń skazany jest na emeryturę. A przynajmniej tak się wydawało do momentu, w którym sierżant Mark Garcia znalazł szczególne miejsce, będące ostatnią deską ratunku dla Ryzykanta – Heartland.

Rumieniec wstąpił na policzki Amy.

– Zabrzmiało trochę melodramatycznie, co? – mruknęła.

– Ciii – powiedziała Lou, bo kamery ukazały teraz Heartland: budynek stajni stojący obok białego domu mieszkalnego. Podwórze wyglądało na nieskazitelnie czyste, a wiszące kosze z żółtymi i czerwonymi kwiatami stanowiły miły akcent kolorystyczny.

– Nieźle – skomentował dziadek. – Wygląda świetnie.

Amy pokiwała głową, tak samo dumna z tego, co zobaczyła. Dziwnie było oglądać w telewizji tak znajome miejsca – zupełnie jakby patrzyła na nie cudzymi oczami!

Kamera ujęła teraz Ryzykanta. Stał na wybiegu treningowym: miał błyszczącą brązową sierść oraz pogodne i skupione spojrzenie.

W tle rozległ się znowu głos reporterki.

– W Heartlandzie konie leczone są rozmaitymi metodami alternatywnymi – usłyszeli, a kamera przybliżyła obraz Amy trzaskającej liną w kierunku Ryzykanta, który posłusznie ruszył w stronę ogrodzenia. Widać było, że stawy ma jeszcze zesztywniałe po kontuzji; nie wyginał też szyi w pełen łuk i biegł krótkim krokiem, ale na polecenie Amy ruszył posłusznie dookoła wybiegu.

– Sierżant Garcia był pewien, że już nigdy nie wyjedzie na patrol z Ryzykantem – ciągnęła Kate Rogers – ale dzięki innowacyjnym metodom leczenia w Heartlandzie wkrótce będą mogli znowu razem pracować.

 

Amy uśmiechnęła się, gdy na ekranie pojawił się sierżant Garcia. Policjant wyglądał na nieco zakłopotanego, a jego wzrok uciekał na boki – dopóki nie zauważył przebiegającego obok Ryzykanta.

W tym momencie dziennikarka poprosiła Trega, żeby wyjaśnił, co dzieje się na wybiegu. Amy słuchała, jak jej chłopak opisuje niesamowitą, bardzo korzystną w leczeniu więź, jaka nawiązuje się dzięki technice join-up.

Treg poruszył się niespokojnie.

– Naprawdę tak brzmię? – zapytał.

– Każdy się dziwi, kiedy słyszy nagranie własnego głosu – powiedział mu Scott.

– Dla mnie brzmisz normalnie – zapewniła go Amy z uśmiechem i znowu spojrzała na ekran.

Widząc, jak Ryzykant spogląda na jej postać stojącą na środku wybiegu, poczuła nagłą falę emocji. Już wcześniej przyglądała się, jak inni stosują join-up, ale widok Ryzykanta stawiającego pierwszy ostrożny krok w jej stronę robił potężne wrażenie.

– To właśnie moment, w którym wiemy, że koń pokłada w nas swoje zaufanie – dokończył cicho Treg na ekranie.

Amy przypomniała sobie, jak wyglądała mama, kiedy po raz ostatni stosowała join-up w jej obecności. Chociaż każda sesja była inna i wyjątkowa, podstawy zawsze wyglądały podobnie. Amy poczuła, że pod powiekami szczypią ją łzy – nie tylko smutku, ale i wdzięczności za wielki dar, jaki mama pozostawiła im w postaci prowadzącego działalność leczniczą Heartlandu. Spojrzała na Lou i dziadka i napotkała ich wzrok. W tej chwili wszyscy jednocześnie pomyśleli o tym, jak daleko zaszli po śmierci Marion Fleming.

Kamera pokazywała teraz Amy stojącą obok sierżanta Garcii po jednej stronie Ryzykanta oraz Trega i Joni po jego drugiej stronie.

– Amy, opowiedz nam o metodach, dzięki którym Ryzykant odzyskał zdrowie – poprosiła serdecznym tonem Kate Rogers.

Przysłuchując się swojej wypowiedzi, Amy ze zdziwieniem stwierdziła, że jej głos brzmi bardzo pewnie. Pamiętała, że okropnie się denerwowała podczas wywiadu, ale kiedy zaczęła opowiadać o leczeniu Ryzykanta, cała trema zniknęła.

– Ryzykant początkowo niechętnie podchodził do techniki join-up. Jego reakcja świadczyła o tym, że nadal odczuwa ból, i dlatego musieliśmy zmienić nasze podejście.

Amy opowiedziała o tym, jak Joni zasugerowała zastosowanie akupunktury – całkowicie nowej techniki, niewykorzystywanej dotąd w Heartlandzie. Kate Rogers wypytała dziewczynę o historię tej metody oraz jej sukces w leczeniu Ryzykanta. Każdy miał okazję wypowiedzieć się przed kamerami, a na końcu reporterka zwróciła się do sierżanta Garcii.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni, że Ryzykant wraca do naszego zespołu – powiedział policjant. – Przygotowaliśmy dla niego program rehabilitacyjny, więc powinien wkrótce znowu patrolować miasto.

– To wspaniała wiadomość – odparła dziennikarka z entuzjazmem. – Jestem pewna, że wszyscy telewidzowie życzą wam powodzenia.

– Dziękuję – powiedział sierżant i odwrócił się, żeby pogłaskać Ryzykanta po nosie. – Nie wierzyłem, że jeszcze będę mógł z nim pracować – przyznał. – Brakuje mi słów, żeby podziękować wszystkim w Heartlandzie za to, co dla nas zrobili. – Głos mu zadrżał, kiedy to mówił.

Amy poczuła ścisk w gardle, a Kate Rogers zamilkła na chwilę, żeby spotęgować efekt, po czym zwróciła się do kamery.

– To już koniec specjalnego wydania wiadomości o tym bohaterskim koniu. Myślę, że w imieniu wszystkich widzów mogę wyrazić radość z tego, iż historia Ryzykanta zakończyła się happy endem.

Rozdział 2

Kiedy tylko program się skończył, wszyscy zaczęli mówić jednocześnie.

– Świetny reportaż. – Lou uścisnęła siostrę serdecznie. – Byłam pod wrażeniem waszych prezentacji. Niezła robota!

Amy oddała uścisk. W tej samej chwili w kuchni rozdzwonił się telefon.

– Odbiorę – powiedziała Lou, puszczając Amy.

– Teraz będzie dzwonić na okrągło – odezwała się Nancy, poklepując dziadka po plecach.

– Ryzykant dobrze wyglądał, prawda? – zapytała Amy.

– Jasne – odpowiedział dziadek. – Na pewno nie zaszkodził naszej reputacji – dodał, po czym pochylił się i ścisnął jej rękę. – Jestem dumny z ciebie, że ujęłaś wszystkich w tym reportażu – powiedział, intensywnie wpatrując się w twarz wnuczki.

Amy położyła dłoń na jego ręce, czując, jak przepełnia ją zadowolenie. Dziadek wstał i zaczął zbierać puste puszki po napojach.

– To dzięki twojej mamie Ryzykant zrobił takie niesamowite postępy – zwróciła się do Joni Amy. – Dzięki temu, że zechciała tu przyjechać i zastosować akupunkturę.

– Bo moja mama to w ogóle niesamowita kobieta – przyznała Joni entuzjastycznie.

– Nie ukrywam, że jestem zszokowany rezultatem. Po tym, co widziałem, sam się zastanawiam nad zdobyciem uprawnień – powiedział Scott z namysłem.

– Mogę dać ci numer do mojej mamy, gdybyś chciał z nią porozmawiać – zaproponowała Joni.

– Świetnie, dziękuję – odparł Scott. – Pójdę sprawdzić, czy Jack nie potrzebuje pomocy w zmywaniu. Lou nie może pomyśleć, że jestem leniwy, bo nie będzie chciała za mnie wyjść.

– A co, wolisz, żeby przekonała się dopiero po ślubie? – zażartowała Amy i zrobiła unik, bo Scott rzucił w nią poduszką.

Treg złapał poduszkę w powietrzu, zanim uderzyła w Amy. Położył ją na sofie i włożył rękę w dłoń dziewczyny, żeby ją uścisnąć.

– Superwywiad – powiedział. – Ryzykant wyglądał świetnie w obiektywie kamery. Joni – dodał, patrząc na dziewczynę – dobrze wypadłaś, zupełnie jakbyś pracowała w Heartlandzie od lat.

– Dzięki, Treg. – Na twarzy Joni pojawił się szeroki uśmiech.

Treg spojrzał na Amy.

– No, ty też nie wypadłaś najgorzej – dodał żartobliwie.

– Dziękuję ci bardzo! – zaśmiała się i wyciągnęła ręce, żeby pomógł jej wstać. – Mam nadzieję, że twój komplement nie uderzy mi do głowy. – Powiedziawszy to, nachyliła się i podniosła z podłogi miskę chipsów. – Joni, zostaniesz na kolacji?

– Dziękuję, ale nie mogę. Ben powiedział, że przyjedzie po mnie wcześniej.

– Szkoda. – Amy się uśmiechnęła. – Ale wiem, że jesteś zależna od Bena, jeśli chodzi o transport. Z drugiej strony Treg by się na pewno ucieszył, gdybyś została – teraz będzie musiał sam słuchać naszych zachwytów nad programem. Nie uda mu się nas uciszyć! – Spojrzała na chłopaka i jej entuzjazm osłabł, gdy zobaczyła, że kręci przecząco głową.

– Przykro mi, Amy, ale ja też nie mogę zostać. Obiecałem, że dzisiaj zjem w domu, z rodzicami. Mama przygotowuje coś specjalnego, bo ojciec wyjeżdża do Pensylwanii. To dla niego wielka wyprawa. Po tym, jak zmieniło się szefostwo firmy, kilka osób wyleciało na bruk i tata naprawdę ma szczęście, że nadal pracuje.

Amy nie była w stanie powstrzymać frustracji. Po południu upiekła sernik cytrynowy z przepisu Lou. Była dumna ze swojego osiągnięcia kulinarnego i chciała zrobić Tregowi niespodziankę – sernik należał do jego przysmaków.

– OK – powiedziała, licząc na to, że ukryje rozczarowanie. Po minie chłopaka widziała, że niezbyt jej się to udało. – I tak pewnie Lou, Scott i dziadek nie dopuszczą mnie do głosu – dodała z wymuszonym uśmiechem.

Wyszła odprowadzić Trega do samochodu, nadal próbując uporać się w duchu z tym, że wieczór nie będzie wyglądał tak, jak sobie zaplanowała. Zanim Treg wsiadł do samochodu, odwrócił się do niej.

– Przepraszam cię, Amy. Wiesz, że chciałbym zostać, ale obiecałem mamie, że wrócę do domu. Dla niej to ważne, żebyśmy przed jutrzejszym wyjazdem taty zjedli rodzinną kolację – wyjaśnił i zawahał się. – Poza tym od czasu wypadku moje relacje z ojcem się zmieniły. Na lepsze – dodał z zadumą.

Amy zmarszczyła brwi. Zależało jej na tym, żeby Treg uszczęśliwił swoją mamę, bo miał z nią dobry kontakt. Jednak jego ojciec – to już zupełnie inna sprawa. Nigdy nie zaaprobował decyzji swojego syna dotyczącej pracy w Heartlandzie i Amy sądziła, że wypadek tylko pogorszył sytuację. Wiedziała, że próbują naprawić swoje stosunki, ale podejrzewała, że stara się to robić głównie Treg. Już miała go zapytać, na czym polegają zmiany, kiedy objął ją czule. Oparła głowę na jego ramieniu i zaczęła się zastanawiać, jak Treg znosi ciągłe marudzenie ojca na temat pracy. Ona mogła zawsze liczyć na wsparcie dziadka i siostry.

– Wiem. Rozumiem – powiedziała, wierząc, że tym razem go nie zawiodła.

– Wiedziałem, że zrozumiesz. – Uśmiechnął się i nachylił, żeby ją pocałować.

Przerwał im dźwięk klaksonu podjeżdżającego samochodu. Amy uśmiechnęła się do Trega i razem zaczekali, aż Ben zaparkuje.

– Cześć! – Amy podeszła do auta i otworzyła drzwi. Ben zsunął okulary przeciwsłoneczne na jasne włosy i przywitał ją uśmiechem od ucha do ucha.

– Zgadnijcie, kto otrzymał propozycję pracy u Nicka Halliwella?

– Naprawdę? To super! – zawołała Amy i uścisnęła Bena. Chłopak opuścił Heartland, żeby zająć się skokami, a miejsce w stadninie Nicka Halliwella było z pewnością ważnym krokiem, jeśli chodzi o przyszłą karierę.

– Gratulacje! – zawołał Treg, wsiadając do swojego pikapa. – To świetna wiadomość – dodał i wystawił rękę przez okno, żeby przybić Benowi piątkę.

– Dzięki – powiedział Ben.

– Muszę już jechać, ale wkrótce się zgadamy, a wtedy wszystko mi dokładnie opowiesz – powiedział przepraszająco Treg i włączył silnik. Ben i Amy pomachali mu, kiedy wyjeżdżał.

– To jak udało ci się dostać do stadniny Nicka Halliwella? – zapytała Amy, myśląc jednocześnie, że praca u kogoś, kto ma taką reputację jak Nick, z pewnością opiera się na silnej rywalizacji. Za plecami rozległy się czyjeś kroki i chwilę później podeszła Joni – w takim momencie, że zdołała jeszcze usłyszeć pytanie.

– Niemożliwe! Dostałeś pracę u Nicka Halliwella? – zapiszczała z radości. – U tego Halliwella? Skoczka o międzynarodowej sławie?

Ben zaśmiał się.

– Wasze zdumienie zaczyna mi trochę uwłaczać – zażartował.

– No przecież wiadomo, że to Nick ma szczęście, że będziesz u niego pracował – zapewniła go Amy.

– Już lepiej – powiedział i oparł się o drzwi samochodu. – Nick zadzwonił dzisiaj, żeby powiedzieć, że jedna z jego podopiecznych odchodzi, bo zakłada własną stadninę – wyjaśnił już poważniejszym tonem. – Oznajmił, że od razu pomyślał o tym, żeby wziąć na jej miejsce Reda i mnie. I oświadczył, że liczy na to, że podzielę się z innymi praktykantami tym wszystkim, czego nauczyłem się w Heartlandzie.

– Tak powiedział? – Amy aż się zarumieniła z radości.

– Jasne. Wychodzi na to, że jednak opłacało się was poznać.

Ben dał Amy kilka lekkich kuksańców w ramię, a ona udała, że mu oddaje, i wybuchnęła śmiechem. Dobry nastrój Bena był bez wątpienia zaraźliwy.

– Przepraszam, że poruszam tak przyziemne tematy, ale kiedy zaczynasz? – zapytała Joni. – Wiedziałam, że to darmowe podwożenie jest zbyt piękne, by mogło trwać wiecznie.

Ben opuścił głowę i spojrzał na Joni ze współczuciem.

– Wiem – westchnął. – Uwierz mi, kiedy pomyślałem, że nie będę cię już mógł podwozić, chciałem odrzucić tę propozycję. Ale Nick mnie przekonał, żebym zaczął od jutra.

– No dobra, czyli czas postarać się o własne cztery kółka – stwierdziła Joni. – Choć muszę przyznać, że fajnie było. Mogłabym wziąć jutro wolne, żeby rozejrzeć się za autem? – zwróciła się do Amy.

– Pewnie. Może zadzwonisz do Trega i poprosisz, żeby z tobą pojechał? Jutro przychodzi Soraya, więc pomoże mi w pracy.

– Jeśli nie masz nic przeciwko temu, to bardzo chętnie – ucieszyła się Joni. Kąciki jej oczu zmarszczyły się lekko, gdy się uśmiechnęła.

– Muszę jechać – powiedział Ben, spoglądając na zegarek. – Mam dzisiaj podjechać do Nicka i podpisać umowę.

– Jeszcze raz gratulujemy! – zawołała Amy, kiedy już siedzieli oboje w samochodzie.

Gdy auto Bena zniknęło za domem, Amy poszła do paszarni. Z wielkim zadowoleniem przyjęła wieści, jakie przekazał jej Ben. Chociaż brakowało im go w Heartlandzie, teraz przekonała się, że to była właściwa decyzja. Rozmyślanie przerwało jej zniecierpliwione rżenie dochodzące z głębi stajni. Najwyraźniej Figaro uznał, że kolacja się spóźnia! Uśmiechnęła się do siebie i zaczęła napełniać siatki sianem.

* * *

Następnego dnia Treg przyjechał wcześnie rano, żeby zrobić jeszcze parę rzeczy przed wyjazdem z Joni po zakup auta. Zaczął od wyprowadzenia koni na pastwiska, a Amy w tym czasie napełniała wiadra wodą.

– Mam zostawić Jaśminę i Figara, żebyście przejechały się z Sorayą? – zawołał, przechodząc obok.

 

– Tak, to dobry pomysł. – Amy odgarnęła włosy z oczu. Na myśl o długiej przejażdżce konnej czuła podekscytowanie. Przypomniała sobie, że chciała zapytać Trega, jak minęła kolacja z rodzicami, ale uznała, że to może poczekać, aż będą mieli więcej czasu dla siebie. – Jedź już – powiedziała, napełniając ostatnie wiadra. – Ja to dokończę.

– Dzięki. Trzeba tylko jeszcze zebrać siatki, reszta jest zrobiona.

Amy szła od boksu do boksu, odczepiając puste siatki po sianie. Figaro przyglądał się jej bacznie, kiedy przechodziła środkiem stajni, i zarżał z niecierpliwością. Przystanęła na chwilę, żeby pogłaskać go po aksamitnym nosie.

– Bystry jesteś. Wiesz, że wyjedziemy na ścieżkę, prawda? Wrócę po ciebie, kiedy przyjedzie Soraya – obiecała, gdy zaczął niecierpliwie trącać jej dłoń.

Weszła do domu, a wtedy okazało się, że Soraya już jest. Razem z Lou ślęczały nad jakimiś broszurami rozłożonymi na kuchennym stole. Nancy też była w kuchni i właśnie zbierała talerze po śniadaniu, żeby zrobić im więcej miejsca.

– Co się dzieje? – zapytała Amy.

– Cześć! – Soraya podniosła wzrok i uśmiechnęła się. – Dopiero weszłam, ale nie mogłam się powstrzymać i musiałam najpierw zerknąć na te katalogi.

– To namioty weselne – wyjaśniła Lou, odsuwając krzesło dla siostry. – Pani Nancy przyniosła.

Amy przyjrzała się jej uważnie, próbując wybadać reakcję Lou na zaangażowanie starszej pani. W pamięci miała jej początkowy gniew na nieproszone rady.

– Są piękne, prawda? – Lou ciągnęła z entuzjazmem i Amy uspokoiła się, widząc, że tym razem jej siostrze nie przeszkadza pomoc Nancy. Najwyraźniej doszły do porozumienia i teraz obie poświęciły się planowaniu jak najlepszego wesela.

– O! Popatrzcie na to! – zawołała Soraya, popychając broszurę w ich stronę.

– To jeden z moich ulubionych! – przyklasnęła Nancy.

Amy spojrzała na zdjęcie dużego białego namiotu, obwieszonego delikatnymi białymi lampkami. Lou wypuściła powietrze z płuc i Amy wyobraziła sobie siostrę w długiej sukni w kolorze kości słoniowej, stojącą pomiędzy wewnętrznymi podporami namiotu.

– Jest śliczny! Byłby idealny na przyjęcie weselne – oświadczyła entuzjastycznie. Jednak coś jej nagle przyszło do głowy.

– Ale mówiłaś chyba, że te namioty są drogie? – zaniepokoiła się.

– Pani Nancy ma znajomości. – Lou mrugnęła okiem.

– Przyjaciel mojego zmarłego męża prowadzi firmę wynajmującą namioty – wyjaśniła kobieta. – Kiedy w rozmowie wspomniałam, że znam kogoś, kto będzie niedługo brał ślub, obiecał mi rabat. Oczywiście – dodała, rzucając spojrzenie na Lou – nie chciałabym, żebyś miała wrażenie, że musisz wybrać namiot akurat od niego.

Lou uśmiechnęła się naprawdę ciepło.

– Są piękne. To wspaniały pomysł.

Nancy uśmiechnęła się w odpowiedzi i pochyliła nad stołem, żeby popatrzeć na zdjęcie trzymane przez Lou.

– Już widzę, jak stoi na trawniku – zaczęła mówić szybko, wyraźnie podekscytowana – może ze słupkami oplecionymi girlandami z bluszczu. Zadzwonię później do Johna, żeby uzyskać potwierdzenie, ale mówił, że mógłby dać dwadzieścia procent zniżki.

– Naprawdę? – Lou aż otworzyła szeroko oczy. – To by oznaczało, że stać nas na większy namiot – dla stu osób! – Lou odsunęła krzesło i wstała. – Chcieliśmy ze Scottem ograniczyć liczbę gości do sześćdziesięciu, będzie wniebowzięty, kiedy usłyszy, że może zaprosić jeszcze czterdzieści osób. On ma tylu znajomych!

Amy rzadko słyszała taki entuzjazm w głosie siostry i kiedy spojrzała w jej niebieskie oczy, poczuła ulgę. Cieszyła się, że tak gładko przebiega planowanie ślubu. Uścisnęła rękę Lou – jak dobrze, że czeka ich wszystkich tak radosne wydarzenie!