Prędzej czy późniejTekst

Z serii: Heartland #12
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa



Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Zapraszamy na www.publicat.pl

Tytuł oryginału

Sooner or Later

Projekt serii

ILONA GOSTYŃSKA-RYMKIEWICZ

Ilustracje na okładce

© Working Partners LTD

© zuzule / fotolia.com

Koordynacja projektu

SYLWIA MAZURKIEWICZ-PETEK

Redakcja

URSZULA HAMKAŁO

Korekta

JANINA GERARD-GIERUT

Redakcja techniczna

ADAM KOLENDA

Copyright © Working Partners Ltd, 2003

Heartland is a trademark of Working Partners Ltd.

Polish edition © Publicat S.A. MMX, MMXIX (wydanie elektroniczne)

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora, w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

All rights reserved.

ISBN 978-83-271-5999-1


jest znakiem towarowym Publicat S.A.

Publicat S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24

tel. 61 652 92 52, fax 61 652 92 00

e-mail: office@publicat.pl, www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu

50-010 Wrocław, ul. Podwale 62

tel. 71 785 90 40, fax 71 785 90 66

e-mail: wydawnictwodolnoslaskie@publicat.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej


Spis treści

Dedykacja

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Zapowiedź części 13. „Czarna godzina”

Specjalne podziękowania dla Lindy Chapman

Dla Tana i Bramble, moich fantastycznych koni.

Nie napisałabym tej książki, gdybym nie musiała się

z wami pożegnać. Ale gdybym mogła wybierać...

Książkę tę dedykuję również Markowi Rashidowi

za jego wspaniałą publikację na temat pracy z końmi

a także Nickowi, Brianowi oraz wszystkim innym

pracownikom przychodni weterynaryjnej Meadow Lane

Veterinary Centre za cierpliwe odpowiadanie na moje

pytania. Wszystkie błędy zrobiłam ja, ale wiele scen

opisanych w Heartlandzie bez ich pomocy nigdy

nie wyszłoby spod mojego pióra.

Dziękuję

Rozdział 1

O piątej rano zadzwonił budzik Amy. Wyłączyła go po omacku. Niemożliwe, żeby już trzeba było wstawać. Położyła głowę na poduszce i zamknęła oczy. Jeszcze tylko dwie minutki, pomyślała.

Obudziła się przerażona jakiś czas później. Która jest godzina? Spojrzała na budzik: za piętnaście szósta! W życiu nie wyrobi się do ósmej!

Wyskoczyła z łóżka i chwyciła leżące na podłodze dżinsy. Ubrała się, związała w kitkę długie, jasnobrązowe włosy, zbiegła po schodach na dół i wyskoczyła z domu.

Wyszczotkować Pioruna. Zapleść mu grzywę. Zanieść sprzęt do samochodu Bena. Wyszorować sześć boksów. W myślach powtarzała listę czynności, które musi wykonać. Zajrzała ponad drzwiami boksu Pioruna i załamała ręce: w nocy zsunęła się derka, którą był przykryty i teraz na jego boku widniała duża plama.

– Dlaczego ja muszę mieć siwego konia! – jęknęła. Przyniosła wodę, szczotki i zabrała się za czyszczenie Pioruna.

Kiedy przywróciła mu przyzwoity wygląd, zajęła się boksami. Błyskawicznie uporała się z boksem Dylana, po czym zaczęła wywozić taczką brudną słomę na gnojownik – biegiem, żeby zaoszczędzić jak najwięcej czasu.

Zanim jednak dotarła na miejsce, pod koło taczki dostał się kamień. Taczka wyślizgnęła jej się z rąk, a brudna słoma i końskie odchody wypadły na ziemię.

– No super! – krzyknęła, sfrustrowana.

– Dobrze się bawisz? – usłyszała za plecami. Odwróciła się na pięcie i zobaczyła Bena Stilmana, jej przyjaciela, a zarazem pomocnika w Heartlandzie. Była tak zapracowana, że nawet nie usłyszała, jak przyjeżdża.

– Wiesz co, Amy? Większość ludzi woli jednak wywalać zawartość taczki na gnojownik, a nie na środek podwórza – zakpił, uśmiechając się do niej.

– To wcale nie jest śmieszne! – zawołała.

Na szczęście Ben zdał sobie sprawę, że lepiej nie kontynuować rozmowy w podobnym tonie.

– Dawaj – powiedział lekko. – Pomogę ci to posprzątać.

Przyniósł miotłę i zaczął zmiatać brudną słomę.

– Dzień źle się zaczął? – zapytał.

– Coś w tym stylu – odparła z rozpaczą w głosie.

– Jeszcze nawet nie zaplotłam Piorunowi grzywy. Zaspałam.

– Nic dziwnego, skoro ciągle tyle pracujesz – powiedział. – Uspokój się. Skończę z Redem, to zabiorę się za Pioruna.

– Dzięki, Ben – powiedziała, czując, że kamień spada jej z serca. – Jesteś kochany.

– Wiem – odparł z uśmiechem. Odłożył szczotkę i razem ruszyli przez podwórze. – Słuchaj Amy, jestem pewien, że Treg nie miałby nic przeciwko sprzątnięciu paru dodatkowych boksów w dniu, w którym ty jedziesz na konkurs. Dlaczego go o to nie poprosisz? – zapytał, kiedy doszli do pierwszej stajni. Budynek miał pomalowane na biało drzwi i był ozdobiony koszami pełnymi kwiatów.

Na myśl o Tregu – jej chłopaku, a zarazem głównym stajennym w Heartlandzie – kąciki ust Amy podniosły się w delikatnym uśmiechu.

– Już mi to proponował, ale i tak jest mi głupio, że jeżdżę na zawody i zostawiam go z całą pracą przy koniach. Nie mogę jeszcze dorzucać mu sprzątania boksów – powiedziała Amy i wzruszyła ramionami. – Dam sobie radę.

– O ile nie zaśpisz – powiedział sucho Ben.

– No właśnie – zaśmiała się Amy.

Sprzątnęła cztery boksy i o siódmej zamiatała właśnie korytarz stajni, kiedy zobaczyła samochód Trega. Jej serce fiknęło koziołka. Odkąd zaczęli chodzić ze sobą – kilka miesięcy wcześniej – ich związek przeżywał lepsze i gorsze chwile. Ostatnio jednak wszystko między nimi układało się doskonale. Treg razem z Amy leczyli konie, natomiast Lou, starsza siostra Amy, zajmowała się interesami. Dziadek obu dziewczyn robił potrzebne naprawy i prowadził dom.

– Cześć – powiedział Treg, wysiadając z auta. – Ale jesteś zorganizowana – dodał z podziwem, rozglądając się po czystym obejściu.

– Szkoda, że nie widziałeś, jak to wyglądało godzinę temu – zaśmiała się. – Żadnej organizacji tu nie było. Ale Ben mi pomógł. Wyczyściłam cztery boksy i przyniosłam wszystkim koniom wodę.

– Świetnie – odparł i pocałował ją. – Ja przygotuję pasze.

Kiedy Treg karmił konie, Amy napełniła siatki sianem, skończyła sprzątanie pozostałych dwóch boksów i zapakowała sprzęt jeździecki do czarnej, eleganckiej przyczepy Bena. W końcu wprowadziła Pioruna do przyczepki, obok Reda.

– Nie chce mi się wierzyć, że to dopiero ósma rano – powiedziała, wsiadając do samochodu. – Czuję się, jakby było już co najmniej południe.

Oparła się o siedzenie i wyjrzała przez okno. W tym czasie Ben uruchomił silnik. Ma całą godzinę nicnierobienia, bo tyle zajmie Benowi dojazd na zawody. Cudownie!

Jednak choć fizycznie odpoczywała, psychicznie było to niemożliwe. Całą drogę myślała o Heartlandzie i koniach, z którymi trzeba popracować. Na szczęście skoki w klasach, w których startowali miały się odbyć dość wcześnie, więc powinni zdążyć pomóc Tregowi w popołudniowych obowiązkach. Mieli bardzo dużo pracy w Heartlandzie. Soraya, najlepsza przyjaciółka Amy, często im pomagała, ale teraz wyjechała na obóz i miało jej nie być do końca lata. Z tego, co pisała w mailach, wynikało, że doskonale się bawi na wakacjach!

Amy sporządziła w myślach listę koni. Najpierw Dylan, niezdarny młody skoczek zajmujący boks obok Pioruna. Potem Solitaire, uparty roczniak, którego mieli nauczyć właściwego zachowania. Oba konie wymagały ćwiczeń tego dnia. A potem Wierzba, młoda klaczka, przerażona na sam widok ludzi – nawet nie zaczęli z nią jeszcze pracować. No i Figaro, kuc Amy, który dochodził do siebie po kontuzji ścięgna i wkrótce będzie wymagał lekkiej jazdy. Miała naprawdę dużo do zrobienia.

 

– Co jesteś taka cicha? – zagaił Ben, przerywając jej rozmyślania.

– Myślę o tym, co jeszcze trzeba zrobić w Heartlandzie – odpowiedziała.

– To nie myśl – powiedział stanowczo. – Teraz powinnaś myśleć o zawodach i o Piorunie.

– Wiem. Tylko... – zaczęła i przerwała, bo nie wiedziała, jak to wytłumaczyć. Uwielbiała jeździć z Piorunem na konkursy, kochała tę atmosferę i adrenalinę, ale niełatwo było jej zostawiać Heartland. Tyle koni potrzebowało jej uwagi i troski. Spojrzała na Bena: on tego nie zrozumie. Lubił pracę w Heartlandzie, ale nie była to jego pasja – Ben żył skokami z Redem. – Nieważne – powiedziała cicho.

– Czyli teraz skupiasz się tylko na zawodach? – zakomenderował.

– Tak jest – odpowiedziała z uśmiechem, odsuwając na bok myśli o Heartlandzie. – Tylko na zawodach.

Kiedy dojechali na miejsce, konkurs już się zaczął. Wszędzie widać było zawodników ćwiczących z końmi i stajennych biegających we wszystkie strony ze szczotkami w dłoniach.

Ben poszedł do namiotu organizacyjnego, żeby się zameldować i zabrać numery startowe. W tym czasie Amy osiodłała Pioruna. Skoki w jej klasie – Junior Jumpers – miały zacząć się za chwilę na drugim parkurze.

– Proszę – powiedział Ben, wręczając jej numer startowy. – Chyba nie ma opóźnień. Powiedzieli, że za dziesięć minut będziesz mogła obejrzeć tor.

– Świetnie – odparła i chwyciła za lejce. – W takim razie zrobię z nim rozgrzewkę.

Znalazła spokojne miejsce za przyczepami. Lubiła spędzić trochę czasu sam na sam z Piorunem, nim wyjadą na gwarny i zatłoczony wybieg treningowy.

Jechała na luźnych lejcach, czując że opuszcza ją napięcie. Piorun był fantastycznym wierzchowcem – wrażliwy, dobrze wytrenowany, posłusznie reagował na najdelikatniejsze nawet wskazówki. Większość koni w Heartlandzie miała za sobą traumatyczne przeżycia i wymagała od Amy maksymalnego skupienia i rozwagi, ale Piorun nie doświadczył nigdy złego traktowania. Amy poklepała go po szyi i pomyślała, że jest szczęściarzem.

– Amy! – usłyszała wołanie Bena. – Czas obejrzeć przeszkody!

Przytrzymał Pioruna, a ona weszła na parkur. Jaskrawo pomalowane płotki wyglądały na masywne i ogromne – miały prawie sto dwadzieścia centymetrów wysokości. Amy nie była jednak zdenerwowana, wiedziała, że Piorun z łatwością je przeskoczy. Podeszła do każdej przeszkody, decydując, w którym miejscu będzie musiała zwolnić, a w którym popędzić Pioruna do przodu. W klasie, w której startowała, konkurs polegał na tym, że każdy koń, który przeskoczył czysto przez wszystkie przeszkody, musiał od razu, bez żadnej przerwy, pokonać na czas dodatkowy skrócony tor.

Amy doszła do przedostatniej przeszkody – dużego, czerwonego muru – i zatrzymała się. Po drugiej stronie zauważyła szczupłą dziewczynę o długich blond włosach, która próbowała właśnie oszacować odległość przed ostatnim płotkiem. Była to Ashley Grant. Amy westchnęła.

Matka Ashley, Val Grant, była właścicielką doskonale prosperującej stadniny Green Briar, w której surowymi metodami przygotowywano do zawodów luksusowe konie i kuce. Ashley jeździła na Magiku. Ten koń nie reagował na stosowane przez panią Grant metody i kilka tygodni temu Ashley w tajemnicy poprosiła Amy o pomoc. Amy zgodziła się, ale teraz czuła się zdradzona i wykorzystana przez koleżankę – Ashley zignorowała jej rady i wróciła do jazdy w stylu swojej matki.

Amy nie miała ochoty na rozmowę z Ashley i już miała minąć ją bez słowa, kiedy ta zwróciła się w jej stronę.

– Amy! – powiedziała Ashley i zarumieniła się lekko. Przez chwilę widać było, że się waha, ale potem jej oczy przybrały swój typowy lodowaty wyraz. – Nie rozumiem, po co tak się przyglądasz tej przeszkodzie – powiedziała. – Przecież nie dojdziesz aż tak daleko.

– Słucham? – Amy uniosła brwi i skrzyżowała ramiona. – Gwoli przypomnienia, Ashley, to ja pokonałam cię ostatnim razem.

– Miałaś farta – odparła Ashley zimno.

– Naprawdę? – zdziwiła się Amy. – W takim razie zobaczymy, jak będzie dzisiaj.

– Ashley! – zabrzmiał ostry głos.

Przy wejściu na wybieg stała Val Grant z groźną miną.

– Pospiesz się! – zawołała do swojej córki. – Trzeba zrobić rozgrzewkę z Magikiem!

– Do zobaczenia później, kiedy będę odbierała niebieską wstążkę – powiedziała Ashley i wymaszerowała z wybiegu.

– Co mówiła? – zapytał Ben, kiedy Amy wróciła do niego i do Pioruna.

– Nic ciekawego. Tylko swoje głupkowate uwagi – odparła Amy, kręcąc głową z niedowierzaniem. – Nie mogę uwierzyć, że pomogłam jej z Magikiem! Naprawdę myślałam, że ona chce się zmienić, ale jest dokładnie taka sama, jak zawsze.

– Chyba nie jest łatwo żyć z taką matką – zauważył Ben.

Amy spojrzała w stronę, gdzie stała Val Grant i dopingowała Ashley.

– Obie są siebie warte – odparła.

– Zapomnij o nich – Ben położył jej rękę na ramieniu. – Powinnaś skupić się na Piorunie i na tych przeszkodach.

– Masz rację – powiedziała. Postanowiła zapomnieć o Grantach – wsiadła na grzbiet Pioruna i wjechała na wybieg treningowy.

Val Grant szła właśnie w kierunku jednej z przeszkód i krzyczała na siedzącą na Magiku Ashley.

– Użyj bata! Chwyć go mocniej za pysk! Pokaż mu, że nie żartujesz!

Amy poprowadziła Pioruna na przeciwległy koniec wybiegu i ćwiczyła, dopóki nie zaczął naprawdę jej słuchać, a wtedy nakierowała go na płotek treningowy. Matka Ashley nadal stała obok przeszkody, a trzymanym w ręku biczem uderzała niedbale o swoje skórzane buty jeździeckie. Piorun dojrzał unoszący się i opadający bat i spłoszył się nieco podchodząc do przeszkody. W rezultacie poderwał się zbyt późno i strącił poprzeczkę przednimi kopytami.

Po skoku uciekł do przodu, potrząsając łbem.

– Przydałoby się, żeby na parkurze skakał lepiej, co Amy? – zawołała Val Grant, podnosząc poprzeczkę. – To mógłby być całkiem dobry koń, gdybyś się za niego zabrała i trochę go podszkoliła.

– Jasne, już się stosuję do tej rady – mruknęła Amy pod nosem, próbując zapanować nad Piorunem. Zwolniła do truchtu i nakazała mu jazdę dookoła wybiegu, dopóki nie poczuła, że się uspokaja. Kiedy przeszkoda była wolna, poprowadziła go cwałem po większym okręgu i nakierowała na płotek. Przeskoczyli czysto bez żadnego problemu.

Val Grant skinęła głową bez uśmiechu.

Amy poklepała Pioruna i zwolniła do chodu. Przed nią były cztery konie, mogła więc pozwolić Piorunowi na krótki odpoczynek.

Wyszła na zewnątrz i poprowadziła go dookoła wybiegu, cały czas obserwując, co dzieje się na parkurze. Właśnie wywołano Ashley z Magikiem. Amy zatrzymała Pioruna, żeby obejrzeć ich występ. Ciekawe, jak Magik będzie skakał, bo na wybiegu treningowym wyglądał na niespokojnego. Kiedy Amy pracowała z nim i Ashley, szybko zdała sobie sprawę, że Magik to bardzo wrażliwy koń. Przy spokojnej jeździe skakał bardzo dobrze, ale jeżeli wywierało się na niego presję albo zmuszało do czegokolwiek, zaczynał wpadać w panikę. Amy udało się przekonać Ashley do zmiany wędzidła i nieużywania bicza i wtedy Magik skakał wspaniale. Jednak na ostatnich zawodach Ashley posłuchała swojej matki i uderzyła Magika. Koń spanikował i skoczył fatalnie. Amy przyglądała się teraz z zainteresowaniem. Była ciekawa, jak Ashley będzie go prowadziła.

Ku jej uldze, Ashley poluzowała lejce, kiedy tylko znalazła się poza zasięgiem wzroku swojej mamy. Magik opuścił nieco łeb i wydawał się spokojny. Rozległ się dźwięk startowy, a Ashley przez chwilę mocowała się z biczem. Wypadł jej z rąk i upadł na ziemię, ale nie zatrzymała się, żeby go podnieść. Pogłaskała Magika po szyi i nakierowała go na pierwszą przeszkodę, uśmiechając się przy tym lekko.

Zrobiła to celowo, pomyślała Amy. Specjalnie go upuściła.

Bez bicza Magik był bardzo spokojny i idealnie pokonał pierwszy płotek.

– Dobrze – mruknęła Amy. Chwilę później uświadomiła sobie, że przecież Magik był jej rywalem – nie powinna mu kibicować! A jednak w głębi duszy wiedziała, że bardziej obchodzi ją szczęście Magika niż konkursy. Wolałaby widzieć, że jest szczęśliwy i przegrać z Ashley, niż wygrać ze świadomością, że jest zestresowany.

Ashley i Magik przejechali czysto zarówno tor główny, jak i dogrywkę; wyjechali z parkuru przy wtórze oklasków. Kiedy opuszczali wybieg, przejechali tuż obok Amy.

Amy zawahała się, ale przypomniała sobie, jak Ashley upuściła bicz i postanowiła zachować się kulturalnie.

– Udana runda, Ashley – powiedziała.

– Dzięki – odparła krótko Ashley, nie zwalniając, po czym podjechała do mamy.

Val Grant, cała w uśmiechach, zaczęła jej gratulować. Zauważyła, że Amy im się przygląda i uśmiechnęła się z wyższością.

– Będziesz miała problem, żeby pobić taki czas, młoda damo – zawołała. – Prawda, Ashley?

Ashley skinęła głową, unikając wzroku Amy.

Amy odwróciła Pioruna.

– Jeszcze się przekonacie – mruknęła pod nosem, po czym zacisnęła zęby i chwyciła za lejce. – Idziemy, Piorun – szepnęła. – Udowodnimy wszystkim, na co nas stać.

Wjechała z Piorunem na parkur, czując, że jeszcze nigdy w życiu nie była tak zdeterminowana, żeby wygrać. Bardzo chciała pokonać Ashley. Piorun wyczuł najwyraźniej jej determinację, bo postawił uszy do góry. Rozległ się dźwięk dzwonka startowego i Amy z Piorunem ruszyli do przodu. Przeszkody przepływały pod nimi i wkrótce skończyli cały tor. Amy usłyszała dzwonek sygnalizujący, że mają kontynuować skoki.

Dotknęła szyi Pioruna koniuszkami palców.

– Damy radę – szepnęła, kiedy minęli bramkę, od której rozpoczynało się odmierzanie czasu.

Piorun przefrunął przez tor, skracając zakręty i skręcając podczas skoków. Gdy cwałowali przez linię mety przy wtórze gromkich braw, Amy zaczęła nasłuchiwać, co powiedzą megafony. Chwilę później zaskrzypiały z informacją.

– Za nami wspaniała runda, dwa czyste tory i Amy Fleming na Letnim Piorunie – ogłosił spiker.

Amy spojrzała na zegar i aż podskoczyła w duchu z radości. Udało jej się! Pokonała Ashley o ponad trzy sekundy.

Ben czekał już na nią pod parkurem.

– Szłaś jak wściekła! – zawołał. – Co w ciebie wstąpiło?

– Coś, co powiedziała Val Grant.

– W takim razie powinnaś jej płacić, żeby przed każdym konkursem coś ci mówiła – zaśmiał się Ben. – Takiego czasu nikt nie pobije!

Ben miał rację – z dwudziestu koni, które skakały po Piorunie, żaden nie uzyskał podobnego wyniku.

Amy wjechała na parkur po odbiór niebieskiej wstążki, uśmiechając się od ucha do ucha.

Ashley zajęła drugie miejsce. Kiedy sędzia przesunął się dalej, wręczając wstążki, Amy zaczęła się zastanawiać, czy Ashley jej pogratuluje. Jednak dziewczyna patrzyła uparcie przed siebie. Amy nie mogła się powstrzymać od komentarza.

– Magik dobrze skakał – powiedziała. – Musiałaś być zadowolona. Jak ci się udało to osiągnąć?

– Dobrze wiesz jak – odpowiedziała sucho Ashley.

– Ale twoja mama chyba nie wie, prawda? – Amy pokręciła głową. – Dlaczego jej nie powiesz, Ashley? Nie możesz upuszczać bicza przed każdym konkursem, bo w końcu zacznie się domyślać.

– To nie takie proste – odparła Ashley.

Amy widziała, że Ashley jest spięta. Przypomniała sobie słowa Bena i zrobiło jej się dziwnie żal dziewczyny. Ben miał rację – ciężka sprawa mieć Val Grant za matkę.

– OK – powiedziała cicho. – Rozumiem.

Ashley spojrzała na nią gniewnie.

– Co rozumiesz? – zapytała. Sędzia odwrócił się w ich stronę, więc ściszyła głos. – Nic nie rozumiesz, Amy! – wysyczała.

Amy poczuła się dotknięta.

– Rozumiem, że trudno jest żyć i pracować z kimś takim, jak twoja mama.

– Mojej mamy to ty do tego nie mieszaj! – wycedziła szeptem rozwścieczona Ashley.

– Uspokój się – Amy wzruszyła ramionami. – Chciałam tylko powiedzieć, że mi cię żal.

Na policzkach Ashley zakwitły dwa jaskraworóżowe rumieńce.

– Tobie? Tobie jest żal mnie? Kiedy moja rodzina jest właścicielem Green Briar, a wy macie zrujnowaną stodołę, dwa błotniste wybiegi i parę szkap! – zielone oczy Ashley rozbłysnęły arogancką dumą. – Zejdź na ziemię, Amy, a swój żal zachowaj dla siebie samej. Ja go nie potrzebuję!

W tej samej chwili podszedł do nich steward.

– Czas na rundę honorową – powiedział radośnie do Amy. – Zaczynamy.

Amy ruszyła z palącymi policzkami i popędziła Pioruna do kłusu. O nie! pomyślała. Już nigdy więcej nie będę pomagała Ashley! Ona i jej matka są siebie warte!

 

Ben klaskał, kiedy wyjechała z parkuru, ale przestał na widok jej wściekłości.

– Co się z tobą dzieje? – zapytał zdziwiony.

– Dwa słowa: Ashley Grant – wycedziła Amy przez zaciśnięte zęby.

Piorun wyczuł jej zdenerwowanie i zarzucił nerwowo łbem. Amy wzięła głęboki oddech.

– Już dobrze – powiedziała, głaskając go. – Nie jestem zła na ciebie.

Amy zauważyła, że podchodzi do nich Nick Halliwell. Uśmiechnęła się zaskoczona i zapomniała chwilowo o Ashley.

Nick Halliwell był skoczkiem i Amy poznała go rok wcześniej, gdy pomagała wyleczyć konia z jego stadniny z lęku przed wchodzeniem do przyczepy. Od tego czasu Nick Halliwell przysłał kilka koni do Heartlandu; teraz mieli u siebie należącego do niego Dylana.

– Amy, moje gratulacje. Świetna runda – powiedział. – Oglądałem wasz występ. Ten koń naprawdę potrafi skakać – dodał i pogłaskał Pioruna po szyi.

Amy uśmiechnęła się zadowolona z pochwały.

– Skąd go masz? – zapytał Nick.

– Tata mi go kupił, kiedy przyjechał do Stanów w interesach. Tata szuka młodych koni sportowych na eksport do Australii i znalazł Pioruna na Florydzie.

– Chyba powinienem poprosić twojego tatę, żeby i dla mnie znalazł konia. Przydałby mi się taki Piorun – powiedział Nick, a potem skinął do Bena. – A jak Red?

– Dobrze, mam nadzieję – odparł Ben. – Za chwilę konkurs w naszej klasie – dodał, patrząc na parkur, na którym właśnie kończono ustawianie poprzeczek. – Pójdę już tam. Spotkamy się przy przyczepie – powiedział do Amy.

– Jasne – powiedziała.

Kiedy Ben odszedł, Nick odwrócił się do Amy.

– Co z Dylanem? – zapytał.

– Dobrze – odparła. Dylan przyjechał do Heartlandu, ponieważ miał kiepską koordynację ruchów i problemy z utrzymaniem równowagi. Razem z Tregiem włożyli wiele pracy w to, by chodził między labiryntem rozłożonych na ziemi poprzeczek i stopniowo poprawiała się jego koordynacja ruchowa. – Pracujemy nad przekraczaniem poprzeczek, coraz lepiej mu idzie. Myślę, że wkrótce będzie można go zabrać.

– To dobrze – Nick pokiwał głową.

Ktoś zawołał go po imieniu, więc pożegnał się.

– Muszę już iść – powiedział. – Ale wkrótce was odwiedzę – to mówiąc poklepał Pioruna i dodał. – Dbaj o tego konia, ma wielki talent.

Nick Halliwell odszedł, a Amy zsiadła z Pioruna i ruszyła w stronę przyczepy, bardzo zadowolona z pochwały. Zanim jednak dotarła do samochodu, zauważyła, że przez trawnik naprzeciwko biegnie Daniel. Zawołała go.

– Cześć! – uśmiechnął się, przystając. Odgarnął brązowe włosy opadające mu na oczy i podszedł do Amy.

– Nie wiedziałam, że też tu dzisiaj jesteś – powiedziała.

Amy poznała Daniela na zawodach. Brał udział w skokach i miał nadzieję, że zostanie przyjęty na ucznia w jednej ze stadnin przygotowujących skoczków, ale plany pokrzyżował mu tragiczny wypadek, w którym stracił swoją klacz, Bursztynkę. Musiał znaleźć pracę i miesiąc temu przyjął posadę stajennego w Green Briar.

– Pomagałem klientowi, który skacze na pierwszym parkurze w klasie amatorów-właścicieli – powiedział. – Co u ciebie? Już skakałaś?

– Tak. W klasie Junior Jumpers. Wygrałam.

Daniel uśmiechnął się.

– A jak poszło Ashley?

– Drugie miejsce – Amy nie mogła powstrzymać triumfalnego uśmiechu.

– Grantowie nie będą zapewne zbyt szczęśliwi z tego powodu – powiedział, unosząc brwi.

– Pewnie nie – zaśmiała się Amy.

Daniel spojrzał na zegarek.

– Należy mi się przerwa. Masz chwilę, żeby pogadać?

– Pewnie. Może kupimy sobie coś do picia i pójdziemy do przyczepy?

– Świetnie – odparł Daniel.

Usiedli na rampie przyczepy, pijąc colę. Piorun skubał trawę.

– Jak tam w Green Briar? – zapytała.

– Nie za dobrze – przyznał. – Na początku byłem zadowolony, że w ogóle mam pracę. Potrzebowałem czegoś, żeby przestać myśleć o Bursztynce...

Amy spojrzała na niego ze współczuciem. Wiedziała, jak ciężko jest po stracie konia, zwłaszcza tak niezwykłego jak Bursztynka.

– Nie wiem – zawahał się. – Myślałem, że chcę pracy, w której nie będę musiał się angażować emocjonalnie, ale jednak... – wzruszył ramionami. – Prawdę powiedziawszy, nienawidzę jej. Dla mnie konie to nie towar, który kupuje się jak najtaniej, żeby potem sprzedać z jak największym zyskiem.

– Domyślam się, że jest ci trudno.

Daniel pokiwał głową.

– Ale najbardziej denerwuje mnie niecierpliwość pani Grant. Wszystko musi być zrobione błyskawicznie. Weźmy na przykład tego konia, którego kupiła dwa tygodnie temu. Jest świetny, wygrywał wielokrotnie w ujeżdżaniu, ale od roku nie ćwiczy, bo jeździec, który na nim jeździł, poszedł na studia. No i od razu został zaprzęgnięty do ostrej pracy. Takie niećwiczone mięśnie powinno się stopniowo odbudowywać, ale pani Grant chce go koniecznie sprzedać przed końcem sezonu – powiedział Daniel i westchnął. – Trudno mi tolerować takie rzeczy.

– Co zamierzasz robić? – zapytała, patrząc na niego z zainteresowaniem.

– Nie wiem – odparł i znowu wzruszył ramionami. – Pewnie będę szukał innej pracy.

– Myślałeś, żeby znowu zacząć się rozglądać, czy jakaś stadnina nie szuka ucznia?

– Cały czas się rozglądam, ale nic nie ma – powiedział, po czym zmienił temat. – Lepiej powiedz mi o sobie. Co słychać w Heartlandzie?

Opowiedziała mu o ostatnich wydarzeniach, a Daniel zamyślił się.

– Wiesz co, może mogłabyś i mnie pomóc? – powiedział. – W Green Briar jest taki jeden młody koń – jest u nas tymczasowo, ma zostać wytrenowany – ale jest niezwykle cichy i wycofany. Właściciel powiedział, że jego towarzysz ze stajni – stary koń hunter – zmarł kilka miesięcy temu i jego zdaniem on po prostu tęskni. Może wiesz, co mógłbym mu podawać?

– Coś z leków kwiatowych doktora Bacha – odparła. – Ale nie widzę go, więc trudno mi powiedzieć, który specyfik konkretnie by mu posłużył. Kilka z nich stosuje się przy tęsknocie i żałobie.

– A nie mogłabyś wstąpić do Green Briar i spojrzeć na niego? Powiedziałabyś mi wtedy, co powinienem zastosować.

– Akurat! – zaśmiała się Amy. – Już widzę, jak Val Grant się cieszy. Mam u niej w stadninie leczyć jej konie? To nie jest dobry pomysł.

– Ona jutro jedzie na cały dzień z klientami na jakieś zawody – odparł Daniel. – Mogłabyś wtedy podjechać. Proszę, Amy. Ten koń potrzebuje pomocy.

Amy zawahała się. Nie potrafiła odmawiać, gdy jakiś koń był w potrzebie.

– Może mogłabym poprosić Lou, żeby mnie podrzuciła na dwadzieścia minut – powiedziała niechętnie.

– Dzięki! – Daniel nie krył radości. Po chwili spojrzał na zegarek. – Muszę lecieć – powiedział, podnosząc się. – Pani Grant na pewno ma już dla mnie listę rzeczy do zrobienia. Do zobaczenia jutro, Amy.

– Zadzwonię do ciebie, gdybym jednak nie mogła przyjechać. W przeciwnym razie będę koło dziesiątej.

– W takim razie do jutra.

Kiedy przyszedł czas na występ Bena, Amy stanęła przy parkurze.

– Spisz się dobrze – powiedziała do masywnego kasztanka, gdy Ben zacieśniał popręg po rozgrzewce. – Powodzenia – dodała, patrząc na Bena.

Wjechali na parkur. Przyglądała się im z niepokojem, ale Red był w szczytowej formie i udało mu się wszystko pokonać czysto w bardzo dobrym czasie.

– Chyba dzisiaj jest szczęśliwy dzień dla Heartlandu – uśmiechnął się Ben, wyjeżdżając z parkuru i poklepał mocno Reda.

Miał rację. Nikomu nie udało się uzyskać lepszego czasu, więc kiedy Ben i Amy wyjeżdżali do domu w południe, w kabinie auta leżały dwie niebieskie wstążki, a w ich kieszeniach spoczywały czeki z wygraną pieniężną.

Amy popatrzyła na niebieskie rozetki.

– Dlaczego każdy konkurs nie może tak wyglądać? – zapytała i westchnęła radośnie.

– Może – odparł. – Ty i ja jesteśmy gwiazdorską parą.

– Gwiazdorską parą, no jasne! – zaśmiała się.

Zapatrzyła się na to, co za oknem, ale myślami wróciła do skoków. W czasie konkursu czuła się fantastycznie – miała wrażenie, że fruną po parkurze. Za dwa tygodnie będą kolejne zawody. Amy nie mogła się doczekać, kiedy znowu poczuje się tak samo.

Krajobrazy mijały za oknem i wkrótce przyjechali do Heartlandu. Kiedy Ben zaparkował przed domem, Amy zobaczyła, że przez podwórze biegnie Lou.

Wyskoczyła z auta i pomachała wstążkami.

– Lou! – zawołała. – Dzisiaj mieliśmy dobry dzień. Piorun i Red wygrali w swoich klasach, a to... – zaczęła szperać w kieszeni i po chwili wyciągnęła wygrany czek – to dla Heartlandu.

– Dobrze – powiedziała Lou z roztargnieniem, spoglądając na czek.

– O co chodzi? – zapytała Amy, marszcząc brwi.

Lou przejechała ręką po swoich krótkich jasnych włosach.

– Figaro – powiedziała. – Jest chory. Chyba ma kolkę.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?