Twardziel

Tekst
Z serii: Hollywood Heat #2
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 2


Sławy niespecjalnie interesowały Setha Rafferty’ego. To byli po prostu ludzie. Pracował wśród nich. Nic ekscytującego. Ich gówno śmierdziało tak samo, jak każde inne. Ze względu na swoje zajęcie codziennie spędzał w ich pobliżu sporo czasu, a choć właśnie ta część jego pracy najbardziej ciekawiła znajomych i krewnych, on sam już dawno się na nią uodpornił.

I dlatego nie był przygotowany na Heather Wainwright.

Po raz pierwszy zauważył ją, kiedy weszła do prywatnej sali restauracyjnej. Stała samotnie, przyglądając się grupie siedzącej przy stole, nie wiedząc, że zwróciła jego uwagę. Była ładna, jasne. No dobra, była cholernie piękna. I seksowna. Miała długie, smukłe nogi, zakryte sięgającą do kolan spódnicą, a jej piersi ładnie odznaczały się pod bluzką bez rękawów. Ale była megagwiazdą – taki wygląd był w tym środowisku standardem.

A jednak było w niej coś jeszcze, czego Seth się nie spodziewał – wrażliwość, którą rzadko widywał u innych aktorek. Zakłopotanie z powodu jej pozycji w świecie. Łagodność, której zachowanie w Hollywood było, jego zdaniem, prawie niemożliwe.

Wszystko to nagle zniknęło, gdy przedstawiono ją siedzącym przy stole. Seth przyglądał się spod oka, jak witała się z nimi, przybrawszy minę celebrytki.

Ale kiedy usiadła obok niego i zaczęli rozmawiać, w jej oczach znów ujrzał tamte iskierki, drobinki kruchej duszy, które tak skrzętnie ukrywała przed innymi. Pragnienie, by zrzucić maskę pewnej siebie seksbomby i pozwolić, by ktoś inny przejął kontrolę.

A on niejedno mógłby z nią – dla niej – zrobić, gdyby mu się oddała. Na tę myśl zrobiło mu się ciaśniej w spodniach.

Nie chodziło tylko o pociąg seksualny. Dobrze mu się z nią rozmawiało, chociaż nie mówili o niczym istotnym. W jej tonie było coś, co pozwalało mu czuć, że mógłby rozmawiać z nią bez końca. O niczym. A już na pewno mógłby bez końca patrzeć w głębię jej czekoladowych oczu.

Przygotowany na to czy nie, Seth Rafferty uległ czarowi Heather Wainwright.

Wtedy odkryła, czym on się zajmuje – a raczej sądziła, że to odkryła – i wszystko się zmieniło. Zniknęła żartobliwa iskierka w jej oku, kolor odpłynął z twarzy, a uśmiech zmienił się w zniesmaczony grymas.

Seth poczuł zawód.

– I co o tym myślisz? – spytał Patrick niecierpliwie, ciekaw reakcji Heather na nową formułę imprezy.

– Hmm… – odparła, jakby się zastanawiała, w jakie słowa ubrać odpowiedź. Ale Seth wyczuł, że ta zwłoka w najmniejszym stopniu nie dotyczyła formuły. Kobieta nie mogła przełknąć informacji, że jej rozmówca nie należy do kierownictwa MountFilms. Że zadawała się z kimś stojącym niżej od niej.

Lekko pokręcił głową, próbując otrząsnąć się ze swojej wcześniejszej fascynacji, odkrywszy z niesmakiem, że to jedna z tych aktorek. Ma tak wielkie ego, jak głosi jej reputacja. Szkoda.

Znał ten typ. Należała do niego Erica, jego była dziewczyna, a właściwie była narzeczona. Zaczęło jej na nim zależeć dopiero wtedy, gdy okazało się, że zajmuje ważną pozycję. To mu się nie podobało, więc po rozstaniu z nią zmienił swoje podejście do kobiet. Odtąd angażował się emocjonalnie tylko w relacje z tymi, które go lubiły, nie mając pojęcia, jak zarabia na życie.

Po kilku westchnieniach i trzech łykach wina odezwała się wreszcie:

– Szczerze mówiąc, Patricku, ten pomysł wydaje mi się okropny. – A kiedy już zaczęła mówić, nie wiedziała, kiedy skończyć. – Pomyśl tylko, dekoracje? Podczas Festiwalu Sztuk 24-godzinnych? Po co? Właśnie ich brak, ten impresjonizm całej sytuacji, stanowi o pięknie tej imprezy. Po co to zmieniać? Niby jak dekoracje miałyby ją udoskonalić?

Patrick uniósł brwi.

– No cóż, po prostu…

– Bez urazy, Seth. – Ledwo rzuciła na niego okiem, a on poczuł podniecenie, słysząc swoje imię z jej ust. – Na pewno świetnie macha pan młotkiem i czym tam jeszcze. Ale… to po prostu… nie na miejscu.

Wzruszył ramionami, nie ośmieliwszy się odezwać. Był zbyt zbulwersowany i wkurzony – i podniecony – by coś powiedzieć. Czego by nie powiedział, wpakowałby się w kłopoty.

– Przykro mi, że tak uważasz, Heather.

Seth uśmiechnął się szyderczo w duchu, słysząc w głosie Patricka szczerą skruchę. Przecież to on tutaj rządzi. Po co próbuje ugłaskać jakąś zadzierającą nosa aktorkę? Powinna dostać porządne lanie.

Na myśl o jej mlecznej skórze, zaróżowionej od uderzeń jego dłoni, musiał się poprawić pod stołem.

Spokojnie, chłopcze. Ona nie jest tego warta.

– Czy Rosie o tym wie? – Heather wyzywająco wysunęła wargę.

Gdyby zrobiła to, zwracając się do niego, Seth najpewniej przylgnąłby do niej ustami i lekko ją ugryzł.

Nie jest tego warta, pamiętasz?

– Tak. I była zdecydowanie za. – Patrick pociągnął łyk, a raczej haust, martini. – Szczerze mówiąc, Heather, jesteś pierwszą osobą, która zgłasza sprzeciw.

– Może pytasz niewłaściwych ludzi. Z pewnością ktoś taki jak Seth będzie tym pomysłem zachwycony, bo, cóż, budowa dekoracji to jego domena.

Budowa dekoracji wcale nie była domeną Setha. Już nie. Skończył z tym wiele lat temu, ale z jakiegoś powodu nie chciał, aby Heather o tym wiedziała. Gdyby poznała jego prawdziwe zajęcie, prawdopodobnie by się uspokoiła i odprężyła. Może nawet znów zaczęłaby flirtować.

Ta myśl napawała Setha obrzydzeniem. Głównie dlatego, że uprzytomniła mu, do czego to flirtowanie mogło doprowadzić. A cytując Heather, było to „po prostu nie na miejscu”. Miał swoje zasady. Nie potrzebował Heather Wainwright. I nie czuł potrzeby pieprzenia się z gwiazdą.

Nie, lepiej, aby uważała go za stolarza, który w jej świecie jest nikim. Dzięki temu łatwiej będzie trzymać ją z dala od jego świata. Nie przepadał za tak rażącym snobizmem.

Patrick o mały włos nie puścił farby.

– Właściwie Seth zajmuje się tym w szerszym zakresie – powiedział. – Wiesz, że jest…

Seth przerwał mu w pół zdania.

– Może na pani opinię mają wpływ kwestie osobiste.

Poderwała głowę i rzuciła mu mordercze spojrzenie.

– Nie wiem, co pan chciał przez to powiedzieć, ale na moją opinię ma wpływ jedynie fakt, że zajmuję się tą imprezą od pięciu lat w Nowym Jorku, a wcześniej miałam z nią do czynienia przez trzy lata w Los Angeles. I zawsze była niesamowita w swej niezmienionej formie. Nie rozumiem, po co naprawiać coś, co nie jest zepsute. Ale pan pewnie lubi to robić.

Założyła ręce na piersiach, uwydatniając w ten sposób dekolt, a on skorygował swoją wcześniejszą opinię – jej biust zdecydowanie nie był standardowy.

Ale to nie miało znaczenia. Ładne cycki nie przysłonią jej zarozumialstwa.

– Patricku, przepraszam, że przeszkadzam. – Janice Shafer, jego asystentka z MountFilms, wychyliła się zza niego. – Mamy mały problem z aktorką stypendystką Sztuk Miejskich. Może powiesz nam, co o tym sądzisz?

– Przepraszam was na chwilę – powiedział Patrick do Heather, a Seth wyczuł w jego głosie ulgę i wdzięczność za ten pretekst do zakończenia rozmowy. Odwrócił się razem z krzesłem w stronę Janice i siedzącego obok niej przedstawiciela Sztuk Miejskich.

Seth słuchał jednym uchem wyjaśnień tego ostatniego, że nastolatka, która miała śpiewać w trakcie spektakli, zgłosiła jakiś problem z gitarą i być może nie będzie mogła wystąpić w sobotę, więc potrzebne będzie jakieś zastępstwo.

Jego uwaga skupiała się na siedzącej obok blond piękności i na tym napięciu, którym promieniowało jej ciało. Poczuł rosnącą irytację. Wkurzał się na siebie, że dał się jej tak omotać i przez chwilę uwierzył, że widzi w niej coś innego. A do tego denerwował go jego wacek, najwyraźniej wciąż bardzo zainteresowany tą kobietą, mimo całej jej małostkowości.

Jednak im więcej o tym myślał, tym większą złość do niej czuł. Czy ona naprawdę była aż tak płytka? A może jednak źle ją odbierał?

Nie powinien nic mówić. Lepiej było dać sobie spokój.

Ale musiał się tego dowiedzieć.

– Nie chodzi o te dekoracje, prawda? – powiedział cicho, aby tylko ona usłyszała jego słowa. – Chodzi o to, że flirtowała pani z kimś, kto je buduje.

Heather rozdziawiła usta ze zdumienia.

– Ja wcale nie… – Ściszyła głos do szeptu. – Nie flirtowałam.

– Właśnie, że tak. – Serio? Jak ona może się tego wypierać?

– Nieprawda. – Dźgnęła palcem wskazującym w stół, jakby chciała podkreślić, że ma rację. – Rozmawiałam z panem tak samo, jak z każdym innym. Po prostu jestem urocza.

– Nie aż tak bardzo.

– Jestem bardzo urocza. – Obróciła się w jego stronę, coraz wyraźniej rozzłoszczona. – Jak pan śmie? – syknęła. – Nic pan nie wie. Nie zna mnie pan.

Chciał powiedzieć, że ją zna. Że zna ten typ kobiet. Zarozumiałych i aroganckich. Oczekujących, że cały świat padnie do ich stóp, a kiedy tak się nie dzieje, żądają wyjaśnień. Czy nie tak właśnie potraktowała przed chwilą Patricka?

Nie mógł jednak zmusić się do takiej szczerości. To byłoby zbyt okrutne.

Mimo to nie chciał przerywać rozmowy. Jeszcze nie teraz. Nie w momencie, gdy sobie z nim pogrywała.

– Wiem, że dzisiejszego wieczoru nie flirtowała pani z nikim innym.

Zatrzepotała rzęsami.

– Obserwował mnie pan? Ma pan na moim punkcie obsesję? – Sapnęła gniewnie. – Typowe.

– I wiem, że ludzie raczej nie uważają pani za uroczą… – To był cios poniżej pasa. Wszyscy w Hollywood doskonale wiedzieli, że reputacja była często stekiem bzdur. Ale Seth był porządnie wkurzony.

– Ależ… Chyba pan w to nie wierzy…!

 

Osiągnął swój cel – była wytrącona z równowagi i bezbronna. Wystarczyło ją dobić.

– I czy to nie zabawne, że cały urok wyparował, gdy tylko odkryła pani, czym się zajmuję? Gdy się okazało, że flirtuje pani z facetem z ekipy technicznej.

– Nie mam nic przeciwko ekipie technicznej.

– Widocznie chodzi tylko o stolarzy.

Przewróciła oczami.

– Boże, to śmieszne. Odwraca pan kota ogonem, żeby dowieść jakiejś bezpodstawnej tezy. Ja sprzeciwiam się dekoracjom, a pan bierze to do siebie. Nie pachnie to egocentryzmem?

Pieprzyć uprzejmość. Ona zaatakowała pierwsza.

– Przyganiał kocioł garnkowi. Nie pachnie to zarozumialstwem?

– Dupek.

– Jędza.

Jej oczy płonęły oburzeniem. Odsunęła krzesło i wstała, po czym uciekła w kąt, ściskając w dłoni telefon.

Seth z jednej strony poczuł się lepiej, bo powiedział, co miał do powiedzenia, ale z drugiej strony gorzej, gdy w pobliżu zabrakło jej ciepła. I choć przed chwilą chciał jej dopiec słowami, co zresztą mu się udało, teraz zapragnął pójść za nią i wziąć ją w ramiona.

Co to, do cholery, miało znaczyć?

Po raz drugi tego wieczoru pokręcił głową. Nie miał dla niej współczucia. Kiedyś był nikim, wszystko osiągnął sam. Nie było mu łatwo i nikomu nie życzył tego, co przeżył, ale nigdy nie wyrzekł się swoich korzeni. Właśnie dlatego tak wielkie wrażenie robiło na nim Partnerstwo na Rzecz Sztuk Miejskich. Reprezentowali tych, dla których los był mniej łaskawy, i dawali dzieciakom szansę zaistnienia poprzez sztukę. W młodości to właśnie sztuka pozwoliła mu przetrwać. I to dlatego zwrócił się do tej organizacji i zaproponował, że ufunduje dekoracje. W ten sposób mógł się odwdzięczyć i stać się częścią tej misji.

Heather Wainwright była przeciwieństwem tego, co miał nadzieję tu osiągnąć. Kiedyś popełnił ten błąd z Ericą, próbując ukrywać swoją przeszłość, ale dostał nauczkę. Teraz wolał uchodzić za robotnika niż inteligenta.

Pociągnął spory łyk piwa i postanowił, że w tym przedsięwzięciu pozostanie anonimowy. Musiał przekonać do tego pomysłu Patricka. Zdaje się, że właśnie kończył rozmowę. Jeden z przedstawicieli Sztuk Miejskich zaoferował, że znajdzie sklep muzyczny i ufunduje gitarę na potrzeby tej imprezy. Problem rozwiązany.

W dogodnej chwili Seth przesiadł się na krzesło Heather i zagaił:

– Hej, Patricku. – Odczekał, aż mężczyzna ostatecznie zakończył pogaduszkę i odwrócił się do niego. – Chciałem cię prosić o przysługę.

– Wal śmiało.

Seth pochylił się do przodu i zniżył głos.

– Wolałbym, abyś nikomu nie mówił, że to ja ofiarowałem materiały na dekoracje ani że to był mój pomysł. Wolałbym, aby wszyscy myśleli, że jestem stolarzem.

Patrick uniósł brwi.

– No, no. Bogaty, a do tego skromny?

– Nie chodzi o skromność. – Nie chciał zgrywać bohatera. To już byłaby przesada. Ale nie mógł też wyjaśnić Patrickowi, co zaszło między nim i Heather. – Wiesz, jak to jest. Gdyby wszyscy wiedzieli, czym się zajmuję, każdy chciałby, żebym go zatrudnił i tak dalej. Lepiej być dyskretnym.

Patrick skinął głową.

– Kapuję. I szczerze mówiąc, ułatwia mi to sprawę. Bo choć trudno mi się przyznać, nadal nie wiem, czym właściwie zajmuje się scenograf filmowy.

Seth stłumił śmiech.

– Nie przejmuj się. Niewielu ludzi to wie. – A widząc, że Patrick czeka na wyjaśnienie, dodał: – Odpowiadam za oprawę wizualną. Kostiumy, dekoracje, makijaż, całą estetykę filmu.

– Nieźle. Kawał roboty. Mówi się, że może będziesz nominowany do Oscara.

– Nie robię sobie nadziei – odparł, mimo że podobno był faworytem.

Choć Oscar byłby czymś bardzo ekscytującym, i bez niego czuł się dowartościowany. Uwielbiał swoją pracę. Była jedną z dziesięciu najlepszych profesji w przemyśle filmowym, a on przeszedł przez wszystkie szczeble kariery zawodowej od stolarza przez dekoratora planu i kierownika artystycznego aż do scenografa. Kochał każdy aspekt tej pracy. Uwielbiał współpracować z reżyserem, uzgadniać, jak ostatecznie będzie wyglądał cały film, a potem tworzyć każdy jego szczegół. Lubił nadzorować projekty planu i kostiumów, a także współpracować z operatorem filmowym przy realizacji jego wizji.

Chętnie dobierał i zatrudniał ludzi, z którymi mógł osiągnąć zamierzony cel – charakteryzatorów, kostiumografów. Stolarzy.

– No cóż, trzymam kciuki – powiedział Patrick. – Chciałbym zobaczyć, jak wygrywasz. Mógłbym mówić, że cię znam. I nie martw się, ani mru-mru…

Słysząc chrząknięcie, Seth podniósł wzrok. Za plecami jego rozmówcy stała Heather z rękami założonymi na piersi i gniewnym spojrzeniem w oczach. Czy słyszała ich rozmowę?

– Siedzi pan na moim miejscu.

Nie, raczej niczego nie usłyszała. Przypuszczał, że gdyby było inaczej, nie omieszkałaby rzucić mu tą informacją w twarz.

Uniosła brwi, jakby próbując skłonić go do odpowiedzi.

– Tak, siedzę na pani miejscu. – Wrócił na swoje krzesło. – A teraz już nie.

Heather usiadła, a Seth zauważył, że minimalnie się od niego odsunęła.

Nie przeszkadzało mu to. On też nie chciał siedzieć obok niej. Im szybciej skończy się ten wieczór, tym lepiej.

Gwiazda zdawała się podzielać jego opinię.

– Patricku, wychodzę za dwadzieścia minut. Jeśli mam być obecna podczas prezentacji, to lepiej już zaczynajcie.

Wszystko pod jej dyktando. Primadonna pełną gębą.

Patrick zerknął na zegarek.

– Tak, dobry pomysł. – Wstał i aby zwrócić uwagę obecnych na sali, postukał łyżką w swoją szklaneczkę z drinkiem.

Seth niezbyt uważnie słuchał, jak Patrick się przedstawia i wita wszystkich przybyłych. Potem przyszedł czas na kolejne prezentacje, poczynając od Heather.

Skromnie wspomniała o swoich doświadczeniach związanych z Festiwalem Sztuk 24-godzinnych i nie wyliczała tytułów filmów i programów telewizyjnych ze swoim udziałem. Nie musiała. Wszyscy wiedzieli, kim jest Heather Wainwright.

Gdy usiadła, zebrała gromkie brawa. Tylko Seth nie klaskał. Nie dlatego, że chciał jej dopiec, po prostu nie mógł się zmusić, by docenić ją za cokolwiek.

Teraz on wstał, aby się przedstawić.

– Jestem Seth Rafferty. Uczestniczę w tym wydarzeniu po raz pierwszy. Zbuduję dekoracje, które w tym roku będą tu czymś nowym. – Napotkał spojrzenie Neila Phillipsa, jedynej osoby na sali, która wiedziała, czym naprawdę zajmuje się Seth. – Zajmuję się planami filmowymi od prawie dwudziestu lat. I to by było na tyle.

Nie skłamał. Nie powiedział, że od dwudziestu lat buduje plany filmowe, tylko że się nimi zajmuje. A Neil skinął głową na znak, że zrozumiał, o co mu chodziło. Nie wyda go.

Seth usiadł zadowolony z siebie. Było nieźle. Heather będzie go unikała, bo jest tylko stolarzem, więc będzie mógł się skupić na pracy.

Po prostu parę razy sobie strzepie, aby wybić sobie z głowy jej wydatne usta i zapach kwiatów pomarańczy, ale przecież nie będzie pierwszym facetem, który sobie ulży, fantazjując o Heather Wainwright.

Z jakiegoś powodu ta myśl znów go poirytowała.

Tak, czekało go kilka parszywych dni.

Rozdział 3


Heather siedziała w bmw na miejscu pasażera i patrzyła przez przyciemnioną szybę, jak pewien obiecujący reżyser i jego asystent wchodzą do Broad Stage. Tuż za nimi szedł scenarzysta, którego też rozpoznała.

– Jest za pięć dziewiąta. Zdaje się, że przywlokłam cię tu za wcześnie – powiedziała Lexie. – Mam zrobić kółko?

– Nie. Chcę być punktualnie. Ale nie za wcześnie. Posiedzimy tu kilka minut. Przynajmniej dopóki nie pojawi się jeszcze ktoś z aktorów. – Heather zdawała sobie sprawę z tego, jak to brzmi: jak zasady gry. Po raz enty pożałowała, że musi w nią grać.

Ale zaraz potem po raz enty przypomniała sobie, że właśnie takiego życia kiedyś pragnęła. Sława i bogactwo miały swoją cenę.

– Nie mówiłaś mi jeszcze, jak poszło ci wczoraj wieczorem. – Lexie wcisnęła guzik, aby odchylić oparcie fotela. – Teraz mamy kilka minut.

Heather jęknęła. Kiedy wczoraj wyszła z Drebs, nie była w nastroju do rozmów. Po spotkaniu z Sethem Raffertym czuła się podminowana i sfrustrowana. Seksualnie sfrustrowana. Do tego stopnia, że nawet jej ulubiony różowy wibrator nie zdołał jej zaspokoić.

Ponad dwadzieścia cztery godziny później jej gniew zelżał, za to niepewność jeszcze wzrosła. Może rozmowa coś zmieni? Pytanie tylko, od czego zacząć.

– Było okropnie. – Seth okazał się inny, niż początkowo sądziła. Uświadomiła to sobie, gdy Patrick wypalił z tym idiotycznym obwieszczeniem. – Zmieniają formułę. Dodali dekoracje, które mają zostać zbudowane w czasie trwania imprezy.

– Może wyjdzie ciekawie.

Heather rzuciła Lexie wymowne spojrzenie, jakby chciała zapytać: „Mówisz poważnie?”. Ale w zaciszu samochodu, w towarzystwie jedynie asystentki pozwoliła sobie na głębszą refleksję:

– Może i wyjdzie ciekawie. Ale to niepotrzebne.

– No i…?

Lexie pracowała dla Heather od tak dawna, że umiała rozpoznać, kiedy jej pracodawczyni coś ukrywała. Czasami wynikała z tego jakaś korzyść. A czasami wręcz przeciwnie.

– Facet, który buduje te dekoracje, to dupek.

– Serio?

– Nazwał mnie jędzą.

– Bez powodu?

– Powiedzmy. – Wcale nie bez powodu. Właśnie dlatego nie chciała o tym mówić. Bo prawdopodobnie zasłużyła sobie na to, co jej zaserwował, ale nie chciała się do tego przyznać.

Przycisnęła twarz do szyby, przypominając sobie, jak pociągający wydawał jej się Seth przed… no cóż – przedtem. I jaką chrapkę miała na niego również potem. Choć ze wszystkich sił udawała, że tak nie jest.

– A do tego jest bardzo, ale to bardzo seksowny.

– Och.

Gwałtownie odwróciła się, by spojrzeć na Lexie.

– A co to niby miało znaczyć?

Lexie wzruszyła ramionami, bawiąc się kolczykiem w nosie.

– Miało znaczyć „och”. – Heather nie spuszczała wzroku z przyjaciółki, więc ta westchnęła. – Miało znaczyć, że rozumiem twoją frustrację. Jest przystojniakiem, ale ty nigdy nie zadałabyś się z takim facetem.

– Czyli jakim? – Heather wstrzymała oddech, trochę się bojąc, a trochę mając nadzieję, że Lexie wytknie jej płytkość.

– Z dupkiem.

– Racja – przytaknęła, biorąc to kłamstwo za dobrą monetę. – Właśnie o to chodziło.

– O cóżby innego?

Oczywiście, że Lexie wcale nie to miała na myśli, mówiąc o takim facecie. Chodziło o to, że Heather nigdy nie umówiłaby się z jakimś robotnikiem. Uważała, że to poniżej jej poziomu. I gdyby Lexie starczyło odwagi, by to powiedzieć, Heather nie mogłaby zaprzeczyć.

Była tak cholernie małostkowa, że sama ledwo to wytrzymywała.

Ale co mogła poradzić, skoro tak właśnie czuła? Liczne cięgi, które zebrała od losu, naznaczyły jej duszę, a zarozumialstwo było ceną za pozostawienie tej części życia za sobą. Heather niewiele mówiła na temat swojej przeszłości, ale zdradziła swojej asystentce to i owo. Choć nie musiała niczego wyjaśniać, nagle poczuła gwałtowną potrzebę, by zyskać akceptację swoich uczuć i może choć trochę je zrozumieć.

– Wiesz, co mi powiedział ojciec, kiedy wyrzucił mnie z domu? – Heather patrzyła prosto przed siebie, bojąc się intymności kontaktu wzrokowego. – Miałam szesnaście lat. Powiedziałam mu, że jest śmieciem. A on na to: „Śmieć spłodził śmiecia, laleczko. Tym zawsze byłaś i tym zawsze pozostaniesz”.

To wspomnienie sprawiło, że zapiekły ją oczy. Matka spiła się wtedy do nieprzytomności i leżała na zdezelowanej małej kanapie przykrytej zniszczoną narzutą w kolorze musztardowym, a naćpany koką ojciec śmierdział nieświeżym żarciem i potem – zawsze wracał przesiąknięty tym zapachem, gdy kończył zmianę na zmywaku w miejscowej restauracji. Heather wróciła późno z domu kultury, gdzie grała w przedstawieniu, a on zwymyślał ją, że nie wysprzątała domu. Kazał jej rzucić szkołę, dać sobie spokój z tym „całym komedianctwem” i znaleźć porządną robotę.

W odwecie powiedziała mu, że nie zamierza zrezygnować ze swojej przyszłości tylko dlatego, że jej rodzice to zwykłe śmieci.

Wyśmiał ją. Powiedział, że nigdy niczego nie osiągnie.

A potem kazał jej pakować manatki i się wynosić.

Tak też zrobiła. I nigdy nie oglądała się za siebie.

Cóż, może czasem to robiła. A raczej miała się na baczności. Musiała, bo przeszłość dopadała ją od czasu do czasu, a dzięki czujności przynajmniej była na to przygotowana.

 

Heather przygryzła wargę, zanim z oczu pociekły jej łzy, i zdziwiła się, gdy na udzie poczuła pocieszający dotyk dłoni Lexie.

– Nie jesteś śmieciem – powiedziała jej przyjaciółka. – Nigdy nie byłaś. I nawet gdybyś poszalała z gościem, który przypominałby ci o kempingach, to nie znaczyłoby, że spełnia się przepowiednia twojego ojca.

– Wiem. – Ale czy Heather nie uważała, że tak właśnie by było? Że jeśli nie wzniesie się ponad swoją przeszłość w każdej sferze życia, dowiedzie, że ojciec miał rację? Nawet teraz, mimo jej sukcesów i pieniędzy, zawsze czuła, że wystarczy jeden błąd, by znów znaleźć się tam, skąd przyszła. – Wiem – powtórzyła. – Choć sama nie wiem. Wiesz?

– Wiem.

Heather znów spojrzała przez okno i zobaczyła znajomego aktora wchodzącego do Broad Stage.

– Jest Matt Shone. Powinnam teraz wejść.

Sięgnęła po swoją wielgachną torebkę, ale pasek zaczepił się o klamrę pasa bezpieczeństwa i cała zawartość wysypała się na podłogę samochodu.

Heather zaklęła i zaczęła wpychać wszystko z powrotem do torebki. To był wyraźny znak, że powinna częściej przeglądać jej zawartość. Bo czy naprawdę potrzebuje trzech opakowań gumy do żucia i błyszczyku do ust o czterech różnych smakach? Nie wspominając już o jakichś papierkach, śmieciach i kwitach parkingowych.

Zacisnęła dłoń na opakowaniu tabletek antykoncepcyjnych – pustym – i znów zaklęła.

– Co znowu? – spytała Lexie, przyświecając jej komórką.

Heather uniosła foliowe opakowanie.

– Miałam dzisiaj kupić następne i zapomniałam. Skoczysz? – Powinna była zacząć nowe opakowanie wczoraj. Może przedwczoraj. Nie była pewna. Ostatnio stosowała antykoncepcję głównie po to, by regulować swój cykl, bo nie miała okazji do uprawiania seksu.

– Oczywiście. Do twojej apteki w Bel Air?

– Tak. Nie masz nic przeciwko? – Heather zrobiło się głupio. Podróż samochodem tam i z powrotem zajmie ponad godzinę. – Przepraszam.

Lexie wzruszyła ramionami.

– Nie ma sprawy. Rejestrację załatwisz sama?

Heather zastanowiła się przez chwilę.

– Jakoś dam sobie radę. Tylko wróć, żeby zabrać mnie stąd po tych prezentacjach, czyli koło jedenastej.

– Do zobaczenia o jedenastej.

– Świetnie. – Heather otworzyła drzwi i wysiadłszy z samochodu, przewiesiła sobie torebkę przez ramię.

– Nie daj się nazywać jędzą – zawołała za nią Lexie.

Heather przewróciła oczami, ale się uśmiechnęła, nim zatrzasnęła za sobą drzwi.

Przy wejściu do Broad Stage przywitała ją inspicjentka, którą pamiętała z poprzednich lat, choć nie mogła przypomnieć sobie jej imienia. Och, Vera. Tak, na pewno. Potwierdzał to identyfikator na kieszonce na piersi.

Vera pomogła jej załatwić rejestrację. Najpierw zrobiła jej zdjęcie na czarnym tle, które miało się znaleźć w programach, a potem razem ułożyły krótką notkę biograficzną. Następnie dokumenty dla związku zawodowego aktorów, które wypełniłaby za nią Lexie, gdyby akurat nie była w drodze do Bel Air. Heather jakoś przez to przebrnęła, ale musiała poprosić o nowy formularz, kiedy przypadkowo wpisała swój prawdziwy rok urodzenia, a nie ten, który figurował w jej aktach. Żałosne, jak bardzo była uzależniona od swojej asystentki.

Przez cały ten czas Heather zerkała na ludzi kręcących się po teatrze. Choć nigdy by się do tego nie przyznała, rozglądała się za Sethem. Według harmonogramu miał tu być wcześniej, więc prawdopodobnie krążył gdzieś za kulisami. Mimo to miała nadzieję, że pojawi się znienacka w westybulu. Rozpaczliwie chciała go zobaczyć. Przekonać się, czy ten dziwny pociąg, który do niego czuła, naprawdę był tak silny, jak zapamiętała, czy też to wyobraźnia spotęgowała jego moc.

Jednak widziała tylko rejestrujących się scenarzystów, reżyserów i aktorów z towarzyszącymi im inspicjentami.

Po zakończeniu formalności Vera oprowadziła kilkoro aktorów po scenie, informując, jak będzie wyglądała ich praca przez najbliższe dwadzieścia cztery godziny.

– Za dziesięć minut zaczną się prezentacje. Będą tu wszyscy i każdy z was zostanie przydzielony do scenarzystów i reżyserów. Po sześć osób. Po prezentacjach scenarzyści będą mieli całą noc na napisanie swoich sztuk, każda ma mieć około piętnastu stron, na piętnaście minut. Umieszczą w nich odniesienia do waszych prezentacji, więc jeśli jest coś, co naprawdę chcecie zrobić na scenie, a czego jeszcze nie robiliście, warto o tym wspomnieć.

Heather szturchnęła biodrem Angie, jedną z aktorek.

– Wiem, że zawsze chciałaś dać mi klapsa. Teraz masz szansę.

Wszyscy się roześmiali.

– Dokładnie tak – potwierdziła Vera. – Scenarzyści mają oddać skończony tekst do szóstej rano. Reżyserzy przyjadą o siódmej. Spotkają się ze swoimi zespołami o ósmej, aby omówić szczegóły techniczne, ruch na scenie, a w tym roku także dekoracje.

Na dźwięk tego ostatniego słowa serce Heather zabiło żywiej, a w myślach pojawił się obraz Setha. Reszta słów Very ledwo docierała do jej świadomości.

– O dziewiątej zaczynają się próby. Potrwają cały dzień, aż do rozpoczęcia spektakli jutro o siódmej wieczorem. O dziewiątej będzie po wszystkim. A potem imprezujemy.

– A co się stanie z dekoracjami po przedstawieniach? – spytał Matt Shone.

Dobre pytanie. I kolejny dowód, że cały ten pomysł to marnotrawstwo środków.

Ale odpowiedź Very zaskoczyła Heather.

– W przyszłym miesiącu pójdą pod młotek na aukcji na rzecz Sztuk Miejskich. Nawet sobie nie wyobrażacie, ile ludzie są w stanie zapłacić za krzesło, na którym siedziała Heather Wainwright.

Heather uśmiechnęła się słabo. To była prawda – różne śmieci, których się pozbywała, zarabiały krocie na eBayu. Sprzedaż dekoracji to świetny pomysł. Wręcz doskonały. Może jednak zbyt pochopnie oceniła całą tę koncepcję.

Oczywiście dobrze wiedziała, że przyczyną jej rozterek była nie sama koncepcja, lecz tamten facet. I całkiem słusznie jej to wytknął.

– A co z rekwizytami, które ze sobą przynieśliśmy? – Matt po raz pierwszy brał udział w tym wydarzeniu i zadawał mnóstwo pytań. Był młodszy od Heather i nie obracał się w jej kręgach, ale spotkała go już kilka razy.

Oderwała myśli od Setha.

– Wspomnij o nich podczas prezentacji – poradziła Mattowi. – Scenarzyści jakoś włączą je do sztuk. To szalenie zabawne.

– Co ty przyniosłaś?

– Hmm… Dowiesz się razem ze wszystkimi.

Rekwizyty były jej ulubioną częścią prezentacji. Kiedyś przyniosła strój klauna, kapelusz Chiquita Banana i wielkiego drewnianego łosia. W tamtej sztuce musiała go obściskiwać. To był hit wieczoru. W tym roku przyniosła futrzane kajdanki – gadżet mało ekstrawagancki jak na sceniczne rekwizyty, ale dobry scenarzysta mógłby zrobić z nimi coś niesamowitego.

Tyle że jakoś nie mogła sobie przypomnieć, aby je widziała, gdy zbierała swoje rzeczy rozrzucone w samochodzie.

Wymknęła się i zeszła do westybulu na tyłach teatru. Z rosnącymi obawami przetrząsnęła zawartość torebki, a gdy nie znalazła tego, czego szukała, poczuła panikę.

Cholera!

Wyjęła telefon z bocznej kieszonki torebki i zadzwoniła do Lexie. Nie czekając, aż usłyszy pogodny głos asystentki, wypaliła:

– Zostawiłam w samochodzie moje kajdanki?

– Co?

– Kajdanki. Mój rekwizyt na dzisiaj. Wypadły mi z torebki?

– Nie widzę… – Heather słyszała, jak Lexie kręci się w fotelu, i w duchu modliła się, aby przez te poszukiwania nie spowodowała wypadku. – Och… Zaraz. Tak, są tutaj. – W mgnieniu oka zrozumiała problem. – Cholera! Mogę ci je przywieźć, ale to zajmie pół godziny.

– Za późno. Zaczynają za dziesięć minut. Będę musiała znaleźć coś innego.

Rozłączyła się i zaczęła na nowo przetrząsać torebkę, tym razem szukając czegokolwiek, co zastąpiłoby zgubę. Ale wszystko było zwyczajne i nieciekawe. Nic, co publiczność mogłaby dostrzec ze swoich miejsc.

Przeszło jej przez myśl, aby w ogóle zrezygnować z rekwizytu. Co by się stało? Wyrzuciliby ją? Przecież była konferansjerką.

I właśnie dlatego nie mogła wystąpić bez żadnego gadżetu… Miała być profesjonalistką, aktorką podziwianą przez wszystkich nowicjuszy. Rekwizyt był niezwykle istotny. Musiała coś znaleźć.

Zajrzała do pobliskiej toalety. Nic. Nawet przepychacza. Potem rozejrzała się po pustym stanowisku ochrony przy tylnym wyjściu. Też nic. Może znajdzie coś w małym koszu na śmieci pod biurkiem. Postanowiła zajrzeć tam w ostateczności, ale jeszcze nie porzuciła nadziei na coś lepszego.