Twardziel

Tekst
Z serii: Hollywood Heat #2
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Rozdział 1


Heather Wainwright pokręciła słomką w umalowanych malinową szminką, pełnych ustach. Mrożona dietetyczna mocha zamieniła się już w rozwodnione espresso.

– Mam się zatrzymać i kupić jeszcze jedną? – spytała Lexie, zezując na nią znad kierownicy BMW Active Hybrid, a jej krótkie czarne włosy zafalowały lekko.

– Nie. Po prostu następnym razem kup większą.

Heather wrzuciła pusty kubek do uchwytu przed sobą i odłożyła słomkę. Obgryzała paznokieć kciuka, czując jakiś niepokój, którego źródła nie potrafiła określić. Ostatnio zdarzało się to tak często, że powinna była się już do tego przyzwyczaić.

Powinna była. Oto słowa klucze. Ten niepokój coraz bardziej przeszkadzał jej w codziennych zajęciach.

Na niektórych planach filmowych dorobiła się już reputacji rozkapryszonej primadonny. Może powinna posłuchać rady Lexie i zrobić sobie wakacje. Jej status w Hollywood był na tyle silny, że mogłaby pozwolić sobie na przerwę, nie obawiając się o losy swojej kariery.

Westchnęła. Nawet gdyby chciała odpocząć, nie mogła. Nie teraz. Kalendarz na następne półtora roku miała już niemal całkowicie wypełniony różnymi projektami. Zresztą choćby mogła się wykręcić z niektórych zobowiązań, nie chciała tego. Wyglądałoby to, jakby się poddała, a Heather nigdy się nie poddawała.

– Przynajmniej miałaś kilka dni wolnego. – Lexie najwidoczniej odgadła powód westchnienia Heather. – Może nie powinnam była cię w to wciągać. Miałabyś pełne trzy tygodnie luzu.

– Nie, w porządku. – Zabrzmiało to trochę żałośniej, niżby chciała. Owszem, reszta wolnego bardzo by jej się przydała, ale nigdy nie przepuszczała okazji, aby wspomóc Partnerstwo na Rzecz Sztuk Miejskich, a Lexie dobrze o tym wiedziała. Właśnie dlatego była najlepszą asystentką, jaka kiedykolwiek pracowała dla Heather – rozumiały się jak mało kto. Po dwóch latach współpracy Lexie stała się bardziej jej przyjaciółką niż pracownicą. – Przepraszam, że tak marudzę. Chcę to zrobić.

Heather wróciła do Los Angeles pięć dni temu, po zakończeniu sześciotygodniowych zdjęć w Kolorado. Ledwo wyszła z lotniska i wsiadła do samochodu – nie zdążyła nawet zapiąć pasów – a Lexie już przekazywała jej dobre i złe wieści. Dobre były takie, że produkcja jej następnego filmu została znacznie opóźniona, dzięki czemu aktorka zyskiwała trzy tygodnie wolnego. To oznaczało, że będzie mogła odpocząć, a co więcej, że będzie miała czas, by wziąć udział w corocznym Festiwalu Sztuk 24-godzinnych, czyli imprezie charytatywnej wspierającej działalność Partnerstwa na Rzecz Sztuk Miejskich. Heather starała się uczestniczyć w niej za każdym razem i była niepocieszona, sądząc, że w tym roku jej się to nie uda.

Zła wiadomość była taka, że konferansjerka festiwalu, aktorka Rosie Barrett, miała niedawno wypadek na planie filmowym i złamała nogę w trzech miejscach – uraz był na tyle poważny, że wymagał operacji. Sponsor imprezy, MountFilms, musiał w ostatniej chwili znaleźć zastępstwo i wtedy Lexie zaproponowała kandydaturę swojej szefowej, nie pytając jej o zdanie.

Heather wystawiła łokieć przez okno i rzuciła gniewne spojrzenie siedzącej za kierownicą asystentce.

– Ale przypomnij mi, dlaczego uznałaś, że z chęcią zajmę miejsce Rosie?

Teraz to Lexie westchnęła.

– Bo uwielbiasz Sztuki Miejskie. No i jesteś wygadana. To idealne zadanie dla ciebie. – Zerknęła we wsteczne lusterko, unikając przeszywającego spojrzenia Heather. – Ciesz się, że nie wrobiłam cię w ten wywiad, o który nagabują mnie ludzie od Jenny Markham.

– Gdybyś to zrobiła, wyleciałabyś z pracy. – Jenna Markham była krzyżówką dziennikarza śledczego z Barbarą Walters. Wygrzebywała najmroczniejsze sekrety z najgłębszej przeszłości swojej ofiary, a potem zmuszała ją do wypłakiwania się na antenie. Heather udało się ukryć przed światem większość swoich tajemnic. Nie zamierzała trąbić o nich podczas jakiegoś obnażającego wywiadu.

– Widzisz? Wiem o tym. I dlatego jej odmówiłam. A Sztukom Miejskim przyklasnęłam. Bo ich działania chcesz wspierać. – Lexie przygryzła dolną wargę. – Zresztą, chociaż nadal uważam, że powinnaś odpocząć, to jednak przyznaję, że niekoniecznie teraz. Lepiej, żebyś nie rozpamiętywała wyprowadzki Collina.

Heather uniosła ręce w geście irytacji.

– Nie rozpamiętuję jego wyprowadzki! To rozstanie wcale mnie nie załamało. Nic mi nie jest. Ile razy mam ci to jeszcze powtarzać?

– Nie przeszkadza ci, że sypiał z inną od Bóg wie kiedy? I że teraz się do niej wprowadza?

Heather opuściła ręce na kolana i wzruszyła ramionami.

– Ech. – Nie potrafiła wytłumaczyć tego, co czuła do Collina Satchela, z którym raz się kochała, raz rozstawała. Choć po jego wyprowadzce Heather została sama w swoim ogromnym domu w Bel Air, nie czuła się bardziej samotna, niż kiedy mieszkali razem. Ich związek był oparty tylko na seksie i odgrywaniu hollywoodzkiej superpary w mediach. A zresztą seks wcale nie był aż taki świetny…

– Ja też sypiałam z innymi facetami – przyznała się Heather. – Co tak patrzysz? Zdjęcia się ciągną, więc bywam napalona. – Nie żeby któryś z jej kochanków dał jej to, czego potrzebowała. Nawet seks z Collinem zawsze był taki sobie. Więc co niby straciła?

– Cóż, nawet jeśli naprawdę nic ci nie jest, w co wątpię, prasa orzeknie inaczej. Chyba że wyjdziesz do świata, pokażesz, że masz się świetnie bez niego. Prowadzenie tej imprezy to znakomita okazja.

– Masz rację, masz rację… – Heather potrafiła improwizować na zawołanie, a zagadać mogłaby każdego. Więc skąd to wahanie na myśl o prowadzeniu festiwalu?

Uznała, że pewnie chodzi o wagę tej imprezy. Ze wszystkich organizacji, które wspierała, ta naprawdę wiele dla niej znaczyła. To właśnie występy na scenie pomogły jej przetrwać dzieciństwo, a przecież celem Partnerstwa na Rzecz Sztuk Miejskich było utrzymanie edukacji artystycznej w podrzędnych szkołach. Obawiała się, że nie sprosta temu zadaniu, że bardziej zaszkodzi, niż pomoże.

Jednak to wydarzenie wymagało konferansjera i pomyślano właśnie o niej. A wycofanie się w tej chwili na pewno zachwiałoby sukcesem przedsięwzięcia.

– Masz rację – powtórzyła. – Ale musisz mi napisać wszystkie wystąpienia, Lex. A jeśli trzeba będzie zrobić coś jeszcze, to ty się tym zajmiesz.

– Oczywiście. To moja praca. Zresztą jedyna dodatkowa impreza to ta dzisiejsza. Nieoficjalna, nic wielkiego.

Właśnie jechały na tę „dzisiejszą imprezę”, o której wspomniała Lexie – był to wieczorek dla wszystkich ludzi pracujących za kulisami. Będą tam przedstawiciele MountFilms i Sztuk Miejskich, a także szefowie obsługi technicznej. Heather musiała tylko wypić parę drinków, pośmiać się z kiepskich dowcipów i uśmiechnąć do kilku zdjęć. Potem się ulotni i będzie wolna aż do oficjalnego rozpoczęcia następnego wieczoru o dziewiątej.

– O której to się zaczęło? – Na desce rozdzielczej wyświetlała się godzina 19:27.

– O siódmej. Więc jesteś wystarczająco spóźniona.

Heather nigdy nie zjawiała się nigdzie punktualnie, co również przyczyniło się do jej statusu primadonny. Wcale nie chciała robić wielkiego wejścia, jak twierdzono w pismach plotkarskich. Po prostu gdy się spóźniała, nie musiała samotnie czekać. W grupie bezpieczniej. Fani nie czuli się tak onieśmieleni i chętniej podchodzili do niej, gdy była otoczona przez innych, a tak działo się właśnie wtedy, gdy zjawiała się jako ostatnia.

– Mam z tobą wejść? – spytała Lexie, gdy zbliżały się do Drebs, gdzie odbywało się spotkanie.

– Nie. – Heather pochyliła się do przodu, próbując ocenić, czy uda jej się dostać się do tego wystrzałowego baru, unikając fanów i prasy. Spotkanie miało być kameralne, ale wieść o nim musiała się rozejść. W niewielkiej grupce przy drzwiach dostrzegła już kilka aparatów. Może z Lexie u boku łatwiej byłoby się przebić. – Tak. – Ale czy wtedy nie będzie wyglądała bardziej jak primadonna? – Nie – zdecydowała ostatecznie.

Lexie zachichotała, najwyraźniej zgadując, jaki proces myślowy zaszedł w głowie siedzącej obok niej aktorki.

– Będę na parkingu. Nie oddam samochodu parkingowemu, na wypadek gdybyś chciała szybko się stąd ulotnić. Może być?

– Tak, dzięki. – Heather opuściła osłonkę przeciwsłoneczną i zerknęła w lusterko. Wyglądała dobrze, nawet w tym zwykłym makijażu. Nawet mimo tego, że do ułożenia swoich długich ciemnoblond włosów nie użyła żadnych preparatów. Prezentowała się chyba wystarczająco skromnie, by założywszy okulary przeciwsłoneczne, przemknąć się niezauważona. Choć szczerze mówiąc, okulary przeciwsłoneczne wieczorem musiały się wydać podejrzane każdemu, kto polował na celebrytów.

– Rozpoznają cię – powiedziała Lexie, podjeżdżając do parkingowego. – Ale będzie dobrze. Wyskakuj z samochodu, gdy tylko parkingowy otworzy ci drzwi. Nie zatrzymuj się i nie rozdawaj autografów. Wejdź do środka, omiń hostessę i idź prosto do prywatnej części. Wiesz gdzie.

Heather była wdzięczna za te słowa otuchy. Odetchnęła głęboko, gdy parkingowy otworzył drzwi.

– W razie czego pisz – zawołała Lexie, gdy Heather wysiadła z bmw.

– To ona! – krzyknął ktoś, gdy tylko zatrzasnęły się za nią drzwi. Ożywiony gwar świadczył, że już ją rozpoznano. Usłyszała swoje imię.

Wrzawa robiła się coraz większa. Heather nie była w stanie zrozumieć poszczególnych słów. Tłum napierał na nią, zewsząd wyciągały się ku niej ręce trzymające długopisy i chusteczki. Próbowała się przecisnąć między nimi, ale utknęła.

 

Cholera. Trzeba było wziąć ze sobą ochroniarza.

Odwróciła się, żeby kazać Lexie zostać, ale asystentka była już za daleko, by dostrzec jej zmagania z tłumem.

Ogarnęła ją panika.

Drzwi do baru otworzyły się z impetem i w jej stronę wyciągnęła się czyjaś ręka. Heather chwyciła ją, zanim spojrzała, do kogo należy, i pozwoliła, by silne ramię bezpiecznie wciągnęło ją do środka.

– Tak mi przykro, Heather – powiedział Patrick Atlas, kierownik z MountFilms i jej wybawiciel. – Ktoś zawiadomił prasę.

Zdusiła niepokój, który już prawie nią zawładnął, i zmusiła się do uśmiechu.

– Bez obaw. Jestem do tego przyzwyczajona.

Patrick pocałował ją w policzek i poprowadził w głąb baru, do prywatnej części, cały czas trzymając ją za rękę. Niechętnie przyznała przed sobą, że ten kojący dotyk był jej bardzo potrzebny. Nie powinna była pozwolić, aby tłum tak dał jej w kość.

Idąc za Patrickiem, Heather patrzyła na tył jego głowy. Poznali się, gdy zaangażowała się w działalność Festiwalu Sztuk 24-godzinnych. Często jej nadskakiwał, mimo że zawsze odprawiała go z kwitkiem. Teraz była wdzięczna, że ma przed sobą znajomą twarz – a raczej znajomą brązową czuprynę – choć zwykle była bardziej powściągliwa w jego towarzystwie, nie chcąc go prowokować. Był atrakcyjny, zamożny i wpływowy, ale w jego uroku było coś zbyt gładkiego. Słodkie słówka i delikatne pieszczoty nie były w stanie rozbudzić jej pożądania. Szczerze mówiąc, sama nie była pewna, co właściwie ją podnieca, wiedziała jednak, że na pewno nie Patrick.

Mężczyzna otworzył drzwi prowadzące do prywatnej sali restauracyjnej i wskazał wielki, prostokątny stół stojący na środku.

– Zająłem ci miejsce na końcu, obok mojego – oświadczył. – Powiem hostessie, że są już wszyscy, i zaraz wracam. Och, kelnerka już tu była. Zamówić ci jakiegoś drinka?

Najchętniej wypiłaby kufel piwa, ale w następnym filmie miała wystąpić w kostiumie kąpielowym, więc dodatkowe kalorie były wykluczone.

– Poproszę kieliszek różowego wina.

– Oczywiście.

Usłyszała, jak zamyka drzwi, i rozejrzała się po sali tętniącej gwarem i pobrzękiwaniem kieliszków i butelek. W środku znajdowało się ze trzydzieści osób, wiele z nich Heather znała. Zauważyła kilku członków zarządu Sztuk Miejskich siedzących na drugim końcu stołu.

Przez dłuższą chwilę stała, wpatrując się w ich grupkę, sama pozostając dla nich niewidoczna. Zwykle to ona znajdowała się w centrum uwagi, więc ta sytuacja wydała jej się dziwna, wręcz surrealistyczna. I zaskakująco przyjemna. Jakby znalazła się w raju.

Z doświadczenia wiedziała jednak, że raj nigdy nie trwa zbyt długo. Neil Phillips, koordynator spektakli, zobaczył ją i skinął w jej stronę, z powodu czego kilka osób siedzących obok niego uniosło głowy.

– Heather! – zawołał, a gdy się zbliżyła, wstał, aby ją uściskać. – Słyszałem, że zastąpisz Rosie.

– Nikt nie mógłby jej zastąpić – odparła.

– Oprócz ciebie.

Heather posłała mu pierwszy szczery uśmiech tego wieczoru. Spośród wszystkich ludzi, z którymi pracowała na scenie i w filmie, Neil należał do nielicznego grona tych, którzy umieli dostrzec kobietę kryjącą się za fasadą „trudnej” gwiazdy. Zawsze dodawał jej otuchy i pewności siebie, a ona darzyła go szacunkiem i podziwem.

Gdy usiadł, przywitała się z jego asystentami i kilkoma innymi osobami, w których rozpoznała członków ekipy technicznej. Potem z ludźmi ze Sztuk Miejskich. Dopiero po tych wszystkich uprzejmościach ruszyła w stronę pustego krzesła.

– Proszę mi pozwolić. – Mężczyzna siedzący obok wstał, aby podsunąć jej krzesło.

– Dziękuję. – Usiadła i spojrzała na niego, gdy zajmował swoje miejsce. Zatkało ją.

Boże, ależ on był przystojny.

Nie był typem gwiazdorskiego lalusia, jak faceci, z którymi pracowała, lecz dobrze zbudowanym mężczyzną o surowej urodzie. Ciemnoblond włosy opadały mu na wysokie czoło, eksponując jasnobłękitne oczy, które błyszczały w półmroku sali. Zgadywała, że jest w jej wieku – trzydziestu trzech lat, które naprawdę skończyła, a nie dwudziestu dziewięciu, które podawano we wszystkich notkach biograficznych w internecie. Ale wtedy się uśmiechnął i w kącikach jego oczu pojawiły się zmarszczki, sugerujące, że może być starszy albo że często się uśmiecha. Tak czy owak, dzięki nim był jeszcze przystojniejszy.

Wzrok Heather, jakby obdarzony własną wolą, prześliznął się po jego twarzy z zadbanym kilkudniowym zarostem, zatrzymując się na T-shircie opinającym masywną klatkę piersiową i imponujące bicepsy. Jego muskuły były wyraźnie widoczne nawet pod ubraniem. To był silny facet – taki, który bez wysiłku mógłby podnieść kobietę i zarzucić ją sobie na ramię. Taki, który albo fanatycznie ćwiczy, albo zachowuje doskonałą formę dzięki wykonywanej pracy.

Taki, który w sypialni byłby prawdopodobnie trochę dziki. Nie za bardzo. Tyle, ile trzeba.

Na tę myśl aż zacisnęła uda.

Na twarz wypłynął rumieniec. Dlaczego o tym pomyślała? Co prawda nie była z nikim od… Szybko próbowała policzyć. Podczas zdjęć do jej ostatniego filmu usiłowała poderwać Micah Prestona, który jej partnerował, ale nie był zainteresowany romansem, więc była skazana na sześciotygodniową abstynencję. A wcześniej Collin kręcił plenery we Włoszech. A jeszcze wcześniej ona miała zdjęcia w Australii…

Cholera. To już ponad osiem miesięcy. Nic dziwnego, że była napalona.

– Głowi się pani, co ja mam z tym wszystkim wspólnego. – Głęboki męski głos rozlał się ciepłem po całym jej ciele, jakby właśnie wypiła kieliszek merlota.

– Proszę? Och, przepraszam. Rzeczywiście. – Skwapliwie skorzystała z jego domysłu, aby wyjaśnić, dlaczego się na niego gapi. – Hmm… – Udała, że się zastanawia, wciąż zbyt oszołomiona jego urodą, aby móc pozbierać myśli.

– Nie zdradzę tego, dopóki pani nie zgadnie. Jeśli właśnie na to pani czeka.

– Nie. Chociaż to nie fair, że pan wie, kim jestem, a ja nie mam pojęcia, z kim rozmawiam.

Jezu, flirtowała! Z nieznajomym!

Żaden problem. Flirtowała ze wszystkimi. Nie mógł jednak wiedzieć, że tym razem naprawdę myśli to, co obiecywał jej uwodzicielski ton.

– Kto mówi, że wiem, kim pani jest?

Otworzyła usta, ale nic nie powiedziała. Założyła tak, bo przecież wszyscy ją znali. No i zrobiła z siebie idiotkę.

Roześmiał się.

– Żartuję. Nawet gdybym nigdy nie słyszał o Heather Wainwright, domyśliłbym się, że jest pani tą aktorką-konferansjerką. Emanuje pani urokiem gwiazdy.

Czy on się z niej podśmiewa? Nie była pewna. Ale sposób, w jaki kąciki jego ust wędrowały w górę, zdawał się potwierdzać jej podejrzenie. Nikt nigdy nie stroił sobie z niej żartów. Wszyscy się kłaniali, nadskakiwali jej i się podlizywali. Jego wyraźna obojętność wobec zasad panujących w Hollywood sprawiała, że aż ją połaskotało w brzuchu. Czyżby trema? Kiedy ostatnio czuła coś takiego przy mężczyźnie?

Próbując zignorować to łaskotanie w środku, odparowała:

– A pan emanuje… – Jeszcze raz obrzuciła go wzrokiem. Emanował seksem. Czystym, ostrym, męskim seksem. Ale przecież próbowała odgadnąć, jaka jest jego rola w Festiwalu Sztuk 24-godzinnych, a nie sprecyzować, jakie uczucia w niej budzi. Zresztą na pewno dobrze wiedział, co chciała powiedzieć.

– Czym?

– Nie jestem pewna.

– Niczym złym, mam nadzieję.

– Nie. To coś dobrego. – Zdecydowanie dobrego. I właśnie powiedziała to na głos.

Choć przez większość rozmowy patrzyli na siebie, teraz wbił w nią wzrok tak intensywnie, że musiała spuścić oczy. Jej policzki płonęły.

– Pomyślmy… – Omiotła spojrzeniem otaczające ich twarze, próbując dojść do siebie. – Siedzi pan z Neilem. Przypuszczam więc, że należy pan do ekipy.

Boże, błagam, niech on nie będzie z ekipy technicznej.

W przeciwnym razie nie mogłaby dalej z nim flirtować. Absolutnie.

Nie żeby była zarozumiała. Chociaż… owszem, właśnie dlatego. Była bardzo zarozumiała. Nie był to może powód do dumy, ale ta cecha doprowadziła ją do punktu, w którym obecnie się znajdowała. Akceptowała ją w sobie choćby z tego jednego względu.

Jednak ten facet promieniował czymś więcej niż technicy. A poza tym Heather wypatrzyła już wszystkich członków tej ekipy, więc niby czym, u licha, miałby się zajmować? Na pewno nie wyglądał na kogoś ze Sztuk Miejskich. Cała ta grupka współczesnych hipisów tłoczyła się razem po jednej stronie stołu.

Może był pracownikiem gospodarza tej imprezy – Broad Stage. I zajmował się na przykład koordynacją wolontariuszy.

Jednak jego wyrzeźbione ciało i pewność siebie w zachowaniu świadczyły o czymś innym. Nie siedział przy biurku. Widać było w nim siłę i władzę. Na pewno pracował z Patrickiem. Bez wątpienia.

– Jednocześnie siedzi pan przy ludziach Patricka. I ma pan markowe dżinsy i T-shirt. Powiedziałabym, że należy pan do kierownictwa MountFilms.

– Wyglądam według pani na kierownika? Czemu nie. – Zaśmiał się. – Ale to moja była dziewczyna wybierała te ciuchy. Chyba lepiej nie wyciągać wniosków na ich podstawie.

– Była dziewczyna? – Cholera, to nie było zbyt subtelne.

– Tak. Była. Jestem singlem. – Upił łyk piwa, a sposób, w jaki jego usta ułożyły się wokół butelki, podziałał na Heather wręcz hipnotyzująco. – Podobnie jak pani, jeśli wierzyć temu, co czytam w kolejce w spożywczym.

– Jestem totalną singielką. – Równie dobrze mogła zaprosić go do łóżka. Co ona wyprawia? Nic o nim nie wiedziała. Nic poza tym, że jest sexy. SEXY.

Wyciągnął rękę, jakby czytał w jej myślach.

– Seth Rafferty.

Podała mu swoją, a jego zdecydowany uścisk sprawił, że poczuła błogość rozlewającą się po całym ciele: w górę ramienia i w dół, do ciepłego punktu między udami.

– Miło mi pana poznać.

Przytrzymał jej dłoń dłużej, niż było to konieczne, muskając kciukiem gładką skórę.

– Może to zabrzmi banalnie, ale cała przyjemność po mojej stronie.

– Świetnie, poznałaś Setha.

Heather cofnęła rękę, a Patrick, zająwszy miejsce po jej drugiej stronie, postawił przed nią kieliszek wina.

– Zamówiłem przy barze, żebyś nie musiała za długo czekać na kelnerkę.

Jego wyjaśnienie, gdzie zniknął i skąd ma dla niej wino, ledwo dotarło do świadomości Heather. Całą uwagę skupiła na jego pierwszym zdaniu: był zadowolony, że poznała to apetyczne ciacho siedzące obok. Mogła uznać to za potwierdzenie swoich przypuszczeń, że ten facet należy do ekipy Patricka. Czyli nie jest z obsługi technicznej. Dzięki ci, Panie.

– Tak, właśnie się poznaliśmy. – Spuściła głowę, bojąc się, że znów się czerwieni.

Nawet jeśli Patrick zauważył jej rumieniec, nie dał tego po sobie poznać.

– Powiedziałeś jej? – spytał Setha.

– Hmm… Nie. – Seth kręcił się na krześle. – Zostawiłem to tobie.

Heather zmarszczyła brwi zdezorientowana niejasną wymianą zdań obu mężczyzn.

– No cóż – rzekł Patrick z rozjaśnionymi oczami. – Heather, w tym roku zrobimy coś więcej. Wiesz, że wszystkie sztuki grane podczas tej imprezy zostały napisane i przygotowane w ciągu dwudziestu czterech godzin. W tym roku nie tylko będziemy wyświetlać tło, ale także użyjemy dekoracji. Wszystkiego, co da się skonstruować w ciągu dwudziestu czterech godzin.

Heather jeszcze bardziej zmarszczyła brwi. Dekoracje? Niby jak to ma wyglądać? Coś w stylu tych programów o remontach, w których stolarz musi coś zbudować w ściśle określonym czasie? A nawet gdyby to był dobry pomysł, kto miałby…

O Boże. Nie.

Już wiedziała, zanim Patrick zdążył coś dodać. Wiedziała i chciała się zapaść pod ziemię.

– Seth się tym zajmie. Niesamowite, prawda?

Nie było w tym nic niesamowitego. Seth wcale nie był z MountFilms ani ze Sztuk Miejskich. Nie był też z Broad Stage. Mimo wszystko okazał się członkiem ekipy technicznej.

Heather Wainwright, hollywoodzka gwiazda największego formatu, bezwstydnie flirtowała ze stolarzem.