Grzeszne gierkiTekst

Z serii: Seksowny duet #2
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


1
Elizabeth

– Jesteś mężatką! – wykrzyknęła moja babcia Nana, gdy weszłam do lobby hotelu. Przytulając mnie, pękała ze szczęścia, tak samo jak jej córka Becky, która już czekała, by również mnie wyściskać.

Zamrugałam szybko, próbując powstrzymać łzy frustracji. Część z nich mogłaby znaleźć ujście jako wyraz emocji, jednak czułam, że tama w każdej chwili może pęknąć. Moja rodzina na pewno zorientowałaby się, że coś jest nie tak.

Musiałam się wziąć w garść.

Skupiłam się na głosie Nany i jej zapachu – ciepłym, znajomym i dobrym – i próbowałam zapomnieć o wojnie toczonej z nowym mężem.

Gorzej było z matką, która od razu domyśliła się, że jest źle.

– Co się dzieje? – wyszeptała mi do ucha, biorąc mnie w objęcia.

Od odpowiedzi uratowała mnie Lee Ann Gregori, specjalistka od organizacji ślubów.

– Elizabeth! – zawołała. – Czekamy na ciebie!

Spojrzałam ponad ramieniem matki. Czekali na mnie fotograf i mój mąż, Weston King. Stali nieopodal, choć równie dobrze mogli się znajdować na innym kontynencie.

W teorii ceremonia, która odbyła się niecałe pół godziny wcześniej, zbliżyła nas do siebie, lecz słowa, które wypowiedział przed chwilą – „Nie mogę jechać z tobą” – stworzyły między nami przepaść.

Starłam zabłąkaną łzę z policzka i uściskałam mamę.

– Wszystko w porządku – skłamałam. Po pięciu miesiącach udawania powinnam być mistrzynią kłamstwa, jednak dziś było to trudniejsze niż kiedykolwiek. Może dlatego, że sama już nie wiedziałam, co udaję, a czego nie. Ślub był w końcu prawdziwy. Dla nas obojga, jak się okazało.

Ale związek? Z tym było gorzej.

Jednak jeśli chciałam przekonać mojego kuzyna Darrella, że to wszystko nie było szaradą, musiałam udawać, że w związku też jest dobrze.

Ruszyłam przed siebie z uniesioną głową i uśmiechem na ustach. Nikt oprócz mamy nie mógł się zorientować w sytuacji.

– Zdjęcie z choinką w tle byłoby super – zasugerowała Lee Ann, a fotograf przyklasnął jej pomysłowi i ustawił mnie i Westona w odpowiednim miejscu. Zrobił kilka ujęć w różnych pozach. Nie byłam w stanie spojrzeć Westonowi w oczy, więc zmusiłam się, by skupić wzrok na jego nosie i brwiach. Wiedziałam, że to, co ujrzę w jego oczach, mi się nie spodoba.

On również wydawał się skrępowany.

– Są jacyś sztywni, nie uważasz? – wyszeptał fotograf do Lee Ann.

– Po prostu starają się, żeby było uroczyście – usprawiedliwiła nas Lee Ann. Biedaczka pewnie nie wiedziała, co o nas myśleć, ponieważ ciągle się sprzeczaliśmy.

Może Weston także go usłyszał, bo nagle się wyluzował i do następnego zdjęcia przytulił mnie i pocałował. Frustracja i złość na niego za traktowanie mnie jak emocjonalne jojo sprawiły, że chciałam go odepchnąć. Nie potrafiłam jednak mu się oprzeć. Nigdy. Zarzuciłam mu ramiona na szyję i zatraciłam się w pocałunku. Powtarzałam sobie, że na pewno później mi wszystko wyjaśni. Przecież chce ze mną być, a ja chcę być z nim. Coś wymyślimy.

Kiedy się odsunął, popatrzyłam na niego, szukając w jego twarzy potwierdzenia, jednak w jego oczach było coś obcego, odległego.

– Westonie? Nadal możemy coś wymyślić…

– Nie teraz. – Pokręcił głową.

– A my gdzie mamy stanąć? – zapytał znajomy głos zza pleców fotografa.

Oderwałam wzrok od Westona i zorientowałam się, że do naszych rodzin dołączył kuzyn Darrell. Zebrali się do zdjęć grupowych.

To dla niego zorganizowaliśmy tę całą farsę. Gdyby nie obawa, że podważy ważność małżeństwa, pobralibyśmy się z Westonem potajemnie w urzędzie miasta.

Co oznaczało, że zapewne Weston znów odgrywał rolę. Na pewno zobaczył Darrella i zaimprowizował ten pocałunek na jego użytek.

Cóż, przynajmniej w tym aspekcie mogłam na niego liczyć.

A jeśli chodzi o to, co go trzymało w Nowym Jorku i nie pozwalało mu wyjechać ze mną do Francji – liczyłam na to, że powie mi o tym później. Mogła to jednak być złudna nadzieja – w końcu nigdy wcześniej się przede mną nie otwierał. Nawet nie wyjaśnił mi, o co chodziło w jego napiętych stosunkach rodzinnych.

Lepiej było nie liczyć na zbyt wiele.

Zdjęcia grupowe łatwiej dało się znieść. Choć nadal stałam z Westonem i czułam ciepło jego ciała, obecność mojej rodziny pomogła mi szczerze się uśmiechnąć.

Wkrótce sesja zdjęciowa dobiegła końca.

– Idziemy! – wykrzyknęła Lee Ann, wciąż w roli sierżanta. – Według planu pora na przyjęcie weselne.

Weston podążył za nią, pragnąc oderwać się od swoich namolnych rodziców. Darrell chwycił mnie za łokieć, nim zdążyłam uciec. Włosy stanęły mi dęba na karku. Ostatnim razem, gdy ze mną rozmawiał, był bardzo niemiły. Nie spodziewałam się, że dziś będzie inaczej. Zaskoczył mnie jednak, mówiąc:

– Elizabeth, muszę powiedzieć, że niespodzianką dla mnie jest wasza szczerość. Ty i King wydajecie się naprawdę kochać. Na waszym filmiku porno z klubu ciężko było to stwierdzić.

Okazało się, że nie byłam w nastroju na to, tak samo jak na jego wyżywanie się na mnie. Poczułam się jak oszustka bardziej niż wtedy, gdy oskarżył mnie o rozstawianie nóg na filmiku, który określił jako porno. Zresztą wtedy to było udawane.

Dziś jednak Darrell był moim najważniejszym gościem. Jeśli nie uda mi się go oszukać, reszta się nie liczyła.

Westchnęłam i spojrzałam na niego.

– Co muszę zrobić, by cię przekonać, że jestem naprawdę szczęśliwa z Westonem? – Mój ton nie świadczył o tym, że byłam szczęśliwą panną młodą, ale na swoje usprawiedliwienie miałam fakt, że kuzyn nagabywał mnie nawet w dzień mojego ślubu.

– Poczekajmy, aż się urządzicie i dojdzie do skutku przekazanie firmy w twoje ręce – odparł Darrell. – Dziś daliście niezły popis.

Zemdliło mnie. Ostatnia rozmowa z Westonem rozwiała moje nadzieje na urządzenie się razem.

Ale przecież nigdy tego nie zakładałam. Wszystko szło zgodnie z planem, choć czułam się jak ofiara wypadku komunikacyjnego.

– Nie masz powodu do zmartwień – odrzekłam ze sztucznym uśmiechem. Obróciłam się na pięcie i ruszyłam na poszukiwanie mojego męża.

Po wejściu na salę zmusiłam się, by zapomnieć o stawce, o jaką toczyła się gra, i dręczących mnie pytaniach. Weston i ja rozdzieliliśmy się, aby porozmawiać z gośćmi. Mimo że nie taki był plan, okazało się, że dobrze się złożyło. Łatwiej było mi zapomnieć o wszystkim bez niego u boku. Zapomnieć o tym, jak nagle wyznał mi uczucia podczas ceremonii zaślubin. O tym, jak zapewnił mnie później o ich szczerości. I jak powiedział, że nie możemy żyć razem.

Wszystko szło dobrze do momentu, gdy podeszłam do Jepsona Arndta, starego przyjaciela mojego ojca i skarbnika Dyson Media – firmy, którą wkrótce miałam przejąć.

– Jestem niezwykle ciekaw twoich planów związanych z firmą – zagaił, sprawiając, że znów poczułam się podenerwowana. Czy byłam gotowa na tego typu pytania? I na przejęcie firmy? Weston szkolił mnie już od paru miesięcy, jednak nadal wielu rzeczy nie wiedziałam. Jepson miał ponad pięćdziesiąt lat i olbrzymie doświadczenie. Teraz miałam zostać jego szefową, choć byłam o ponad połowę młodsza od niego, a moje jedyne doświadczenie wynikało z lekcji i testów Westona. Jakim cudem myślałam, że dam sobie radę?

Arndt postanowił jednak zmienić temat.

Na znacznie gorszy.

– Nie chcę ci w dzień ślubu zawracać głowy sprawami biznesowymi. Zostawmy to sobie na inną okazję. Może spotkamy się wkrótce w cztery oczy? Zostajesz w kraju, czy przeprowadzisz się do Francji jak twój ojciec?

– Ja… My… – Nie byłam na to przygotowana. Owszem, spodziewałam się, że ludzie będą pytać o miesiąc miodowy, ale nie o to, co dalej. Weston i ja nie planowaliśmy żadnego „dalej”. Oczywiście zakładaliśmy powrót do Nowego Jorku, gdzie zaczęłabym proces przejmowania firmy. W pewnym momencie wyjechałabym do Francji. Weston zostałby w Stanach, a ja poinformowałabym wszystkich, że dołączy do mnie później.

Co byłoby kłamstwem, gdyż zamiast tego wzięlibyśmy rozwód.

Teraz jednak nie byłam już niczego pewna. Bo jeśli Weston nie pojedzie do Francji… Czy była szansa, że zostanę z nim tu, w Nowym Jorku?

– Wystawiam mieszkanie na sprzedaż – odpowiedziałam, bo przynajmniej tego byłam pewna. Nawet jeśli nie opuściłabym Nowego Jorku, Weston chciał mieszkać bliżej biura.

Jezu, nie byłam w stanie uwierzyć, że w ogóle rozważam alternatywną przyszłość. Przyszłość, w której zrezygnowałabym z marzeń, by być z nim. Nie miałam pojęcia, co będzie dalej – i nienawidziłam tego uczucia.

– To nie planujesz przeprowadzki do Francji? – spytał Jepson.

Odwróciłam się, by spojrzeć na Westona, ponownie zastanawiając się, czemu nie chciał jechać ze mną i czy dam radę go przekonać.

To, co zobaczyłam, sprawiło, że poczułam się, jakbym dostała pięścią w brzuch.

Weston tańczył otoczony małym tłumem gości. Nie zatańczyliśmy jeszcze nawet swojego pierwszego tańca, ale nie o to chodziło. Tańczył z Sabriną Lind, swoją byłą dziewczyną i obecną pracowniczką.

Czy to dlatego nie chciał ze mną jechać? Bo musiałby ją opuścić?

Poczułam, że brakuje mi tchu. Byłam o nią zazdrosna od wielu miesięcy, a Weston tylko podsycał to uczucie. Sabrina przyszła na ślub z Donovanem, a ja wiedziałam, że on chce ją dla siebie, co jednak nie oznaczało, że Weston nic do niej nie czuje. I vice versa. Wiedziałam, że Donovana nie obchodzą uczucia innych.

Nie mogłam się przyjrzeć uważnie twarzy Westona, ale doskonale widziałam, jak Sabrina się do niego klei. Do mojego męża. Jakby był ostatnią deską ratunku.

 

Cóż, dla mnie też był.

Poczułam się sfrustrowana. Zakłopotana. Wkurzona. Ponownie miałam wrażenie, że tama zaraz pęknie i poleją się łzy.

– Tak, przeprowadzę się do Francji – odpowiedziałam, bo czułam potrzebę bezpieczeństwa i oparcia w planach na przyszłość. – Przepraszam cię na chwilę, Jepsonie.

Nie obchodziło mnie, co sobie pomyśli ten gigant będący częścią imperium, które miałam przejąć. Zdrada, jaką popełnił Weston King, przyćmiewała wszystkie inne emocje.

Musiałam stąd uciec.

Szybko jednak przekonałam się, że nie ma ucieczki dla panny młodej. Oczy zebranych były skupione na mnie od momentu rozpoczęcia uroczystości. Nie mogłam nawet spokojnie iść do łazienki, bo po drodze każdy chciał mi pogratulować, skomplementować mnie i życzyć mi szczęścia.

A ja chciałam tylko mieć chwilę spokoju.

Rozejrzałam się i dostrzegłam parawan rozstawiony w kącie pomieszczenia. Wcześniej oddzielał część sali, w której miało się odbyć wesele, od części ceremonialnej. Musiał mi wystarczyć.

Ukryłam się za nim i w końcu zostałam sama.

Skierowałam się ku niewielkiemu podestowi, ustawionemu teraz pod ścianą. Jeszcze niedawno składaliśmy sobie na nim przysięgę. Weston patrzył mi w oczy i wyznał, że odmieniłam jego życie na lepsze. Nazwał mnie swoim domem.

Skoro byłam dla niego domem, czemu sama czułam się teraz bezdomna?

Pozwoliłam łzom popłynąć. Tylko kilku. Nawet nie byłam pewna, czemu płaczę. Powodów było wiele. I nie było żadnego.

Poczułam się po prostu zmęczona.

Zmęczona udawaniem, że moje uczucia do Westona nie są prawdziwe. Zmęczona zgadywaniem, co on myśli i czuje. Usprawiedliwianiem się sama przed sobą. Zamartwianiem się, czy mój plan się powiedzie i co przyniesie przyszłość. Czy mój ojciec wyraziłby aprobatę. Zazdrością o Sabrinę. Butami na wysokim obcasie. Mężczyznami, którzy sprawiali, że wątpiłam w siebie i swoje miejsce na świecie.

Byłam królową.

To było moje należne miejsce.

Z królem czy bez, niezależnie, co będzie. Musiałam o tym pamiętać.

– Elizabeth?

Podskoczyłam z wrażenia, spoglądając na mówiącego i jednocześnie próbując zakryć twarz, by zetrzeć łzy.

– Clarence – odezwałam się drżącym głosem. – Ja…

Znalazł się przy mnie, nim zdążyłam zdecydować, co chcę powiedzieć.

– Czemu płaczesz? Co się stało?

– Potrzebowałam trochę oddechu – odparłam, spychając uczucia w głąb duszy. – Tłum mnie nieco przytłoczył. – Nie mogłam na niego spojrzeć. Zorientowałby się, że kłamię.

– To mi wygląda na coś poważniejszego, Bitsy. Znam cię, zapomniałaś?

W końcu odważyłam się na niego popatrzeć. Był tak samo atrakcyjny jak w szkole średniej. Szeroki w barach, z mocno zarysowaną szczęką. Jego ciemne, zaczesane do tyłu włosy i jasnobrązowe oczy nie były może nadzwyczajne same w sobie, ale całość stanowiła miły widok, zwłaszcza podkreślona muszką w stylu Henry’ego Cavilla.

Ale mimo że nadal wyglądał dobrze, to nie było już to samo. Oboje się zmieniliśmy.

– Nie znasz mnie wcale. Upłynęły całe lata. – Od naszego zerwania minęło dokładnie siedem lat. W tym czasie nie widywaliśmy się niemal w ogóle. Zmieniłam się nie do poznania.

– A ja myślę, że nadal znam – odpowiedział czule i wyciągnął dłoń, by otrzeć mi łzy. – Opowiedz, co się stało.

Przez chwilę rozważałam tę możliwość. Chciałam mu o wszystkim opowiedzieć. Nie dlatego, że cokolwiek do niego czułam, ale z tego powodu, że okazał się miły, czuły i był przy mnie. A ja pragnęłam z kimś porozmawiać.

Ale tą osobą nie był Clarence Sheridan. Chciałam czegoś więcej, niż tylko wypłakać się komuś na ramieniu. Pragnęłam Westona Kinga.

A wyznanie tego staremu znajomemu nic by mi nie dało.

– To naprawdę nic takiego. Po prostu mi smutno, że mój ojciec nie mógł być ze mną w dniu mojego ślubu.

– O rany, oczywiście. Co ja sobie myślałem? Zmarł jakiś rok temu, prawda? Słyszałem o jego odejściu. Tak mi przykro… – Pogłaskał mnie po ramieniu. Próbował mnie pocieszyć, lecz jego dotyk był jak papier ścierny. Niemiły i niechciany.

– Dzięki, nie sądziłam, że tak się rozkleję. – Teraz, kiedy to powiedziałam, naprawdę poczułam smutek z powodu ojca. – Ale nie myślmy już o tym. Muszę się pozbierać. Zmienić temat.

– Okej. – Wstał i popatrzył na mnie. – Rany, jesteś mężatką! Nie mogę w to uwierzyć!

Nagle pożałowałam, że nie rozmawiamy już o moim ojcu.

– Ano jestem. – Trochę mi zajmie, nim sama w to uwierzę. Pewnie aż do rozwodu.

– Pięknie wyglądasz jako panna młoda. Powalająco. Weston King jest szczęściarzem.

„Powiedz to jemu” – pomyślałam.

– Dziękuję – odpowiedziałam.

Clarence nagle spoważniał.

– Na pewno wszystko w porządku? – Zapomniałam już, jaki czasem bywał uparty.

– Na pewno. To był długi dzień. Nic jeszcze nie jadłam. Muszę już wyjść do gości. Może porozmawiamy innym razem?

– Jasne. Ale jeśli tylko masz jakiś problem, zawsze możesz ze mną pogadać, Elizabeth. Wiesz o tym, prawda?

– Oczywiście. – Pokiwałam głową. – Doceniam to.

– Serio. – Nie odpuszczał. – Obiecaj, że w razie czego się odezwiesz.

– Obiecuję. – Zmusiłam się do uśmiechu po raz milionowy tego dnia, po czym machnęłam ręką w kierunku sali. – Naprawdę muszę już iść, bo ludzie zaczną się niepokoić.

– Jasne, idę z tobą.

Clarence podał mi ramię. Już miałam je ująć, ale się zawahałam.

– Co z moim makijażem…?

– Unieś głowę. – Przetarł mi kącik oka kciukiem. – Już, idealnie.

Byłam daleka od ideału.

Byłam mężatką.

I nigdy w życiu nie czułam się tak samotna.

2
Weston

Była najpiękniejszą kobietą na sali.

Najpiękniejszą kobietą na świecie.

Cały wieczór nie potrafiłem oderwać od niej wzroku na dłużej niż dwie minuty. Natychmiast więc zauważyłem, kiedy zniknęła.

A dziesięć minut później ta najpiękniejsza z kobiet – moja żona – wyłoniła się zza parawanu pod rękę ze swoim pieprzonym ekschłopakiem. Wpatrywał się w nią maślanym wzrokiem, a mnie natychmiast pociemniało w oczach.

Ten dzień zdecydowanie nie układał się tak, jak sobie to wyobrażałem.

Z początku byłem nerwowym wrakiem w związku z informacją, że mam syna. Ale gdy zobaczyłem Elizabeth zmierzającą ku mnie, poczułem, że wszystko zaczyna nabierać sensu – choć od kilku tygodni miałem spore wątpliwości.

Jej pochodowi towarzyszyła piękna melodia grana na wiolonczeli. W tamtej chwili nie liczyło się dla mnie to, że miałem jej mniej do zaoferowania niż ona mnie, że pochodziłem z pokręconej rodziny i nie potrafiłem być tak bezinteresowny i szlachetny jak ona. Samo przebywanie z nią wynosiło mnie na nowy, lepszy poziom.

Moje nazwisko, King*, zawsze wydawało mi się niesmacznym żartem, póki ona nie stanęła u mego boku. Przy niej czułem się jak król życia.

Byłem w niej zakochany.

Stanowiła dla mnie początek nowej drogi. Nie chciałem, by ta droga kiedykolwiek się skończyła. Gdyby tak się stało, gdyby Elizabeth odeszła, gdyby nie czuła do mnie tego samego – to byłby mój koniec. Ale gdy trzymałem jej dłoń w trakcie ceremonii, nie martwiłem się jej odejściem. I nie trzymałem się jej tak kurczowo tylko dlatego, że czułem, iż potrzebuję jej, by być dobrym ojcem dla Sebastiana. To udawane wesele nagle stało się dla mnie najprawdziwszą rzeczą pod słońcem. Elizabeth była dla mnie prawdziwa, a wieści o synu sprawiły, że musiałem się pogodzić z własnymi uczuciami.

Wypowiedziałem je więc na głos, w obecności rodziny i przyjaciół, szczerze i otwarcie.

Wiedziałem, że jej przysięga także była szczera.

Gdy zaślubiny dobiegły końca, myślałem, że zaczynamy nowe, wspólne życie.

Jakim cudem, kurwa, zapomniałem o Francji?

Odruchowo powiedziałem, że nie mogę z nią wyjechać. Nadal miałem w głowie słowa Callie dotyczące naszego syna – że mogę być obecny w jego życiu, ale tylko na pełny etat. A jak miałbym tego dokonać, mieszkając niemal na drugim końcu świata?

Nie mogłem go stracić – nie po tym, jak dopiero się o nim dowiedziałem.

Ale nie mogłem też stracić jej. Nie miałbym dla niego domu. Bez niej nie mógłbym zostać takim ojcem, jakim chciałem być.

Może udałoby się to jakoś poukładać, tak by Elizabeth nie musiała rezygnować z marzeń, a ja z relacji z synem, lecz nie dało się tego omówić w trzydzieści sekund na uboczu podczas wesela. To musiało zaczekać, choć toczyła się we mnie wojna emocjonalna między nimi dwojgiem. Starałem się ich jakoś pogodzić, jednak czułem, że sytuacja wymyka mi się spod kontroli.

Najgorszy z tego wszystkiego był wyraz twarzy Elizabeth i jej błagalny ton. Nienawidziłem sytuacji, w której nie mogłem jej wszystkiego wyjaśnić, ale też nie chciałem zrzucać jej na głowę takiej bomby. Nie dziś. Musiałem zaczekać na lepszy moment.

Ukryłem więc Sebastiana głęboko w sercu, razem z Elizabeth, i skupiłem się na przetrwaniu tego dnia. Dzisiaj najważniejsze było oszukać Darrella. Byliśmy tak blisko celu – nie mogliśmy pozwolić, aby zorientował się, że coś jest nie tak.

Byłem z siebie całkiem zadowolony. Po sesji fotograficznej rozdzieliliśmy się, by rozmawiać z gośćmi. Flirtowałem ze starszymi paniami, z uśmiechem przyjmowałem żarciki kolegów kawalerów. Kiedy Sabrina przestraszyła się jednego z gości, ponieważ omyłkowo wzięła go za kogoś innego, uspokoiłem ją, prosząc do tańca. Nie z nią chciałem dziś tańczyć, ale była dobrą przyjaciółką i miłą dystrakcją.

Musiałem trzymać się z dala od Elizabeth. To przez nią robiłem się impulsywny i uczuciowy i za dużo mówiłem. Rozpraszała mnie i odwracała moją uwagę od celu. Sprawiała, że chciałem, aby to był nasz dzień. Pragnąłem zdjąć jej podwiązkę, pokroić razem tort i zatańczyć z nią pierwszy taniec, ale wszystkie te tradycje weselne pominęliśmy, gdyż nie było to prawdziwe wesele.

Teraz jednak byliśmy prawdziwą parą.

Trudno mi było z nią przebywać, wiedząc, że może nam nie wyjść. Zależało mi na niej.

Nie miałem jednak zamiaru pozwolić temu dupkowi Sheridanowi przystawiać się do niej. Była moja. Koniec kropka.

Pomaszerowałem ku nim szybkim krokiem.

– Gdzie byłaś? – zapytałem, spoglądając na nich oboje. Elizabeth popatrzyła na mnie wielkimi oczyma, jakby złapana na gorącym uczynku. Czy to oznaczało, że coś się między nimi wydarzyło?

– Ja… potrzebowałam zaczerpnąć świeżego powietrza – odparła, rumieniąc się.

– Widziałem, jak znika, i poszedłem sprawdzić, czy wszystko w porządku – dodał dupek. – Byłeś zajęty… innymi gośćmi. – Co za palant. Jakby wiedział, co się między nami dzieje.

A może tak właśnie było? Może kontaktowali się ze sobą w ciągu tych kilku tygodni, od kiedy odświeżyli znajomość? W końcu miała jego numer telefonu – sam jej go podałem. Na ile minut zniknęła? Ile czasu mogło jej zająć wyznanie mu, że to wszystko nie było prawdą, że ją oszukałem?

Ale ja wcale jej nie oszukiwałem. I nie miałem takiego zamiaru. Przenigdy.

To po prostu nie był dobry moment na wyjaśnianie jej tego.

Objąłem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie zawłaszczającym gestem.

– Porozmawiajmy. – Może i chwila nie była najlepsza, ale musiałem jej coś powiedzieć, by ją zatrzymać, zanim ucieknie do kogoś innego. Prześliznęła się wzrokiem po sali i zebranych gościach.

– Teraz nie możemy.

Faktycznie nie było szans przedrzeć się przez salę. Nagle mnie olśniło.

– Chodź ze mną. – Pociągnąłem Elizabeth na parkiet, gdzie mogliśmy być tylko we dwoje. Wziąłem ją w ramiona; pragnąłem, by została tam na resztę wieczoru.

– Westonie, nie mam ochoty tańczyć – wycedziła przez zęby, uśmiechając się przy tym sztucznie.

– Nic mnie to nie obchodzi. Muszę natychmiast cię przytulić. – Na moment ją zatkało. Pociągnąłem ją na parkiet i przytuliłem. Oparłem głowę przy jej uchu z zamiarem wyznania jej… czegoś. Nie wiedziałem tylko, co dokładnie powiedzieć. Było tego tyle… Nawet jej jeszcze nie powiedziałem, że ją kocham. A teraz miałem ogłosić, że mam dziecko? Czy nadal będzie mnie chciała? Nie wiedziałem, jakie jest jej zdanie w kwestii dzieci. Nawet nie ustaliliśmy jeszcze, w jakim kraju zamieszkamy.

– Widziałam, jak tańczysz z Sabriną – odezwała się, nim miałem szansę cokolwiek powiedzieć.

Natychmiast się spiąłem. Kolejny problem, który sam sobie ściągnąłem na głowę. Tyle czasu podsycałem zazdrość Elizabeth o Sabrinę. A przecież nic się między nami nie wydarzyło od dnia, gdy Elizabeth wkroczyła do biura Reach i mojego życia.

– Wolałbym tańczyć z tobą – odrzekłem, czując, że to nie wystarczy. Nie byłem jednak pewien, czy wypada mi opowiadać o przeszłości Sabriny.

– Nie wiem, co cię zatrzymało – wysyczała Elizabeth. – Wystarczyło poprosić.

– Przecież nie chciałaś pierwszego tańca.

 

– Ustaliliśmy to dawno temu, tak samo jak standardową przysięgę. – Odchyliła głowę, by na mnie spojrzeć. – Czuję się przy tobie jak na kolejce górskiej. Raz ci zależy, raz nie. Skąd mam wiedzieć, co jest prawdą?

W jej głosie słyszałem mieszaninę emocji. Pragnąłem tylko to wszystko wyprostować.

– I dlatego zwróciłaś się o pocieszenie do Clarence’a? – Bycie dupkiem przychodziło mi aż za łatwo.

– A ty tańczyłeś z Sabriną – przypomniała mi.

– Na oczach wszystkich, a nie we dwoje w ciemnym kącie. Kiedy skończyliśmy, nie miała wypieków. – Im dłużej o tym myślałem, tym bardziej popadałem w słuszny gniew. Nie podejrzewałem Elizabeth o zdradę. Za bardzo była przywiązana do zasad. Ale nie podobało mi się to, że poleciała do Clarence’a, a nie do mnie.

– Kleiła się do ciebie przez cały czas. Czy to dlatego nie chcesz wyjechać z Nowego Jorku?

– Nie mogę uwierzyć, że… – Urwałem, gdyż zauważyłem, że wielu gości zaczęło na nas popatrywać. I to nie dlatego, że się spieraliśmy. Raczej udało nam się dobrze kryć. Może po prostu przyglądali się młodej parze?

Elizabeth również zorientowała się w sytuacji.

– O cholera.

– Po prostu tańczmy dalej.

– Dokończymy tę rozmowę później – podkreśliła cichym głosem, po czym uśmiechnęła się szeroko. Była niesamowicie dobra w udawaniu, ale ja coraz skuteczniej potrafiłem ją przejrzeć. Co dziwne, jej prawdziwy uśmiech nigdy nie był tak jasny.

Oddałbym wszystko, żeby go teraz ujrzeć.

Minęły całe lata, nim Lee Ann przyzwała nas do siebie.

– Musicie zrobić wielkie wyjście przed resztą gości. Czas się pożegnać.

– Dzięki Bogu. – Elizabeth westchnęła z ulgą. Lee Ann uniosła brew.

– Bolą mnie stopy – wytłumaczyła się moja żona i choć byłem pewien, że to prawda, wiedziałem, że nie jest to prawdziwy powód jej ulgi.

– Jasne, rozumiem – odparła Lee Ann, chociaż sama miała szpilki wyższe niż buty Elizabeth. Chyba nigdy nie skarżyła się na obolałe stopy. Taka była cena elegancji.

Sam preferowałem szczerość Elizabeth, mimo że w tej chwili była ona nie na miejscu. Próbowałem się do niej uśmiechnąć, ale nie zauważyła tego. Może i lepiej. Byłem nadal wkurzony naszą kłótnią, Clarence’em oraz własnymi problemami i niemożnością ich rozwiązania.

Elizabeth podeszła do rodziny, żeby się pożegnać. Większość moich znajomych już się rozeszła – Donovan i Nate urwali się wcześniej ze względu na swoje towarzyszki. Nie miałem ochoty oglądać swoich rodziców, lecz wypadało się z nimi pożegnać.

– To naprawdę wspaniała kobieta – odezwała się matka, gdy pozwoliłem jej się wyściskać. – Mam nadzieję, że będziemy mieli okazję ją lepiej poznać.

Przez większość wieczoru udawało mi się trzymać emocje na wodzy, jednak na myśl o przyszłości z Elizabeth, wywołaną słowami matki, poczułem ukłucie w sercu.

– Ja też – odparłem.

Matka pojaśniała. Popełniłem błąd, dając jej nadzieję na poznanie Elizabeth, choć miałem na myśli raczej to, że sam pragnąłem przyszłości z nią. Ale nie dało się już cofnąć moich słów. Mama miała łzy w oczach na samą myśl, że będzie mogła spędzić ze mną czas.

– Och, Westonie, nie masz pojęcia, jak za tobą tęskniłam. – Ponownie mnie uścisnęła. – Kiedyś sam będziesz miał syna i zanim się zorientujesz, on też dorośnie. I gdy będziesz się z nim żegnał na jego ślubie, zrozumiesz, co czuję. – Mama płakała teraz otwarcie.

Ścisnęło mnie w krtani; obawiałem się odpowiedzieć, by samemu się nie załamać. Nagle uświadomiłem sobie, że ja też tęskniłem za matką. A poza tym miałem już syna. Jej wnuka.

Nawet go jeszcze nie poznałem. Straciłem tyle czasu – dwa lata z jego życia. A napięte stosunki z rodziną miałem już od siedmiu lat. Ile jeszcze lat odbiorę matce?

Dziś jednak nie miałem do tego wszystkiego głowy.

– Kocham cię, mamo – wyszeptałem niepewny, czy mnie w ogóle usłyszała. Uściskałem też ojca, lecz gdy odeszli, nie czułem, by cokolwiek zostało naprawione. Nadal zionęła między nami przepaść, choć przez chwilę rozpostarliśmy nad nią most.

Mój drużba Brett, przyjaciel z koledżu, ogłosił nasze wyjście. Rozległy się oklaski i okrzyki. Czułem się jak gwiazdor. Wziąłem Elizabeth za rękę i pomachałem wszystkim, a potem ruszyłem ku windom i apartamentowi dla nowożeńców.

Gdy tylko zamknęły się za nami drzwi windy, Elizabeth puściła moją dłoń i skrzyżowała ramiona na piersi.

A więc tak miała wyglądać reszta wieczoru.

Przewróciłem oczami i wcisnąłem przycisk najwyższego piętra. Jechaliśmy w milczeniu, napięcie narastało nieznośnie. Byłem przyzwyczajony do iskrzenia między nami i poczucia, jakbym siedział na bombie zegarowej na środku pola bitwy. Czemu więc spodziewałem się, że teraz będzie inaczej?

Dziwne było to, że czułem się z tym komfortowo. A jeszcze dziwniejsze, że mnie to podniecało.

Zaraz po wkroczeniu do apartamentu bomba o imieniu Elizabeth eksplodowała.

– Jesteśmy już sami, więc mów wprost. Wiedziałeś, że wyjadę do Francji. Skoro chciałeś być ze mną, zdawałeś sobie sprawę, że będzie się z tym wiązała przeprowadzka. Czy nie jesteś w stanie choćby przemyśleć swojej decyzji? Chodzi o Sabrinę? O Reach? O Donovana? Bo jeśli to pieprzony Donovan cię powstrzymuje…

Chwyciłem ją za nadgarstki, by przestała wymachiwać rękami, i wykręciłem jej ręce delikatnie za plecy, po czym przerwałem jej gorącym pocałunkiem, odcinając tlen. Puściłem ją dopiero wtedy, gdy się rozluźniła.

– Elizabeth, jestem zmęczony. Nie mam dzisiaj ochoty o niczym rozmawiać.

Zdjąłem frak i rzuciłem go na biurko, a następnie zająłem się spinkami do mankietów.

– Myślę, że obojgu nam przydałoby się spuścić nieco ciśnienia.

Elizabeth wytrzeszczyła na mnie oczy z niedowierzaniem.

– Myślisz, że będziemy teraz uprawiać seks?

Rozbawił mnie jej ton. Jakby to było coś obrzydliwego, na co nie miała ochoty, chociaż przed chwilą całowała mnie tak samo namiętnie jak ja ją.

Ale ja też umiałem grać. Wzruszyłem ramionami.

– Cóż, ja mam zamiar kogoś dziś przelecieć. Jeśli chcesz być tym kimś, lepiej się rozbieraj.

To jej zamknęło buzię. Zawahała się przez kilka sekund, po czym zaczęła mocować z zamkiem u sukni. Znajdował się na plecach, więc nie było jej łatwo, ale nie zamierzałem jej pomagać. Na widok tych zmagań natychmiast stwardniałem. W końcu słuchała mojego polecenia. Bała się, że naprawdę znajdę kogoś innego.

Jakbym mógł znaleźć kogokolwiek, kto by jej dorównał.

Nie spuszczając z niej wzroku, rozpiąłem kamizelkę i odrzuciłem ją w ślad za frakiem. Poluzowałem krawat, podczas gdy Elizabeth w końcu udało się rozpiąć suwak. Suknia opadła na podłogę. Pod spodem miała gorsetowy stanik bez ramiączek i koronkowe majtki do kompletu – bielizna była biała, dziewicza, a jednak nieskromna.

Jezu, wyglądała jak wizja z mokrego snu.

I była moją żoną.

Ta myśl spowodowała, że mój penis stwardniał jak żelazny pręt. Zacząłem się pocierać przez spodnie.

Elizabeth przyglądała mi się tak samo uważnie. Zdawała sobie sprawę, jak na mnie działa, i podobało jej się to. Wiedźma. Nienawistny anioł. Uśmiechnęła się kącikiem ust, sycąc się moim cierpieniem. Sięgnęła za plecy, by rozpiąć stanik.

– Zostaw – nakazałem.

– A mogę chociaż zdjąć buty? – zapytała ironicznie.

– Nie ma mowy. – Wiedziałem, że bolą ją stopy, ale to też mnie podniecało, bo cierpiała tak samo jak ja.

Zależało mi na tym, żeby jej cierpienie było jeszcze większe.

Cierpiała, ale też czuła rozkosz.

Tak jak ja. Nie chciałem już nigdy czuć się inaczej.

Odpiąłem szelki i rozpiąłem rozporek. Majtki miałem wilgotne z podniecenia. Mój kutas domagał się cipki Elizabeth, jednak nie zamierzałem go jeszcze wyjmować.

Chciałem, by mnie o to błagała.

Rozejrzałem się, szukając odpowiedniego miejsca.

– Chodź – nakazałem i ruszyłem ku ławie stojącej pod oknami. Elizabeth przyglądała mi się zaciekawiona. Włączyłem lampę i rozsunąłem zasłony. Chciałem, żeby każdy w budynku naprzeciwko mógł na nas patrzeć.

– Ty i te twoje okna na całą ścianę – skomentowała zachrypniętym głosem.

Ona też je lubiła.

– Mam je zasłonić z powrotem? – zapytałem, podwijając rękawy i szykując się na kolejny krok mojego planu.

– Nie, jeśli to cię kręci. – Wzruszyła ramionami.

– Połóż się na ławie.

Wykonała moje polecenie z lekką niepewnością, jakby obawiała się, że zrobi coś nie tak.

– Płasko, na plecach. I rozłóż jak najszerzej nogi.

Przyjrzałem jej się, wyobrażając sobie, co zobaczyłaby osoba, która by nas obserwowała – piękna rudowłosa panna młoda rozłożona jak uczta dla męża. Ława okazała się w idealnym dla niej rozmiarze – od głowy aż do końca pośladków. Jej cipka była w perfekcyjnej pozycji.

Patrzyłem na nią, pocierając się przez spodnie.

– Jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie – skomentowałem, bawiąc się sobą przez majtki. Obróciła ku mnie głowę, wydymając lekko usta i trzepocząc rzęsami. – Wyglądałaś tak seksownie, gdy czekałaś na mnie przed zaślubinami. Byłem wkurzony, że ktokolwiek oprócz mnie może na ciebie patrzeć.