Idea Galicji. Historia i fantazja w kulturze politycznej HabsburgówTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

„Nie bez bole­ści serca”

Julian Ursyn Niem­ce­wicz, pol­ski dra­ma­turg i pamięt­ni­karz, podró­żo­wał w 1783 roku do Gali­cji (nota­bene, jego przy­jazd do Lwowa zbiegł się z jedną z cesar­skich wizyt Józefa). Niem­ce­wicz tak wspo­mi­nał swoją podróż: „Z Podola uda­li­śmy się do Gali­cji, daw­niej Rusią Czer­woną zwaną, nie bez bole­ści serca widząc tę tak piękną kra­inę ode­rwaną od Kró­le­stwa Pol­skiego”k148. Nawet w swo­jej pamięt­ni­kar­skiej retro­spek­cji Niem­ce­wicz uznał, że nazwę „Gali­cja” należy opa­trzyć wyja­śnie­niem, odsy­ła­ją­cym do wcze­śniej­szego geo­gra­ficz­nego okre­śle­nia obszaru, który mniej wię­cej pokry­wał się z tą pro­win­cją. Sen­ty­men­talna boleść wyra­żała nie­ro­ze­rwalny zwią­zek Gali­cji z Pol­ską, który dla pol­skiego patrioty miał ni­gdy nie prze­mi­nąć, mimo ode­rwa­nia pro­win­cji od Rze­czy­po­spo­li­tej w latach sie­dem­dzie­sią­tych i cał­ko­wi­tej likwi­da­cji Pol­ski w latach dzie­więć­dzie­sią­tych. Ano­ni­mowy poeta z 1792 roku chciał wyra­zić to samo poczu­cie oddzie­le­nia od Pol­ski, które pozwa­lało mu jed­nak na­dal czuć się Pola­kiem przy jed­no­cze­snej akcep­ta­cji toż­sa­mo­ści gali­cyj­skiej.

Ano­ni­mowy Gal­li­cyan odno­to­wał w swoim wier­szu, że przez dwa­dzie­ścia lat żył jako pod­dany cesa­rza habs­bur­skiego, a jest rze­czą nie­wąt­pliwą, że dwa­dzie­ścia lat wcze­śniej, czyli w momen­cie pierw­szego roz­bioru w 1772 roku, było nie do pomy­śle­nia, aby kto­kol­wiek uwa­żał się za Gali­cja­nina. Przed 1772 rokiem Gali­cja nie ist­niała i habs­bur­skie dąże­nia do legi­ty­mi­za­cji anek­sji drogą odnie­sień do śre­dnio­wiecz­nego Księ­stwa Halicko-Wło­dzi­mier­skiego pod­kre­ślały tylko abso­lutną sztucz­ność tej kon­struk­cji geo­po­li­tycz­nej. Jako wytwór habs­bur­skiej wyobraźni impe­rial­nej Gali­cja została po pro­stu wymy­ślona jako nazwa, aby uza­sad­nić zagar­nię­cie tej pro­win­cji i ją okre­ślić.

Hasło Józefa z 1773 roku — altri guai! — miało w następ­nych deka­dach sym­bo­li­zo­wać ide­olo­gię Habs­bur­gów w Gali­cji. Józef ziden­ty­fi­ko­wał zwią­zane z nią liczne pro­blemy i dążył do reform, nato­miast tacy józe­fiń­scy pisa­rze i publi­cy­ści jak Krat­ter, Traun­paur i Kor­tum opi­sy­wali pro­ces roz­woju, który ich zda­niem miał pro­wa­dzić od zaco­fa­nia Pol­ski przez postęp w Gali­cji do cywi­li­za­cji Europy. Silne uwy­dat­niano rze­komo pol­skie rysy Gali­cji — okru­cień­stwo i cie­mię­ży­ciel­stwo szlachty, znę­kane i zapi­ja­czone chłop­stwo, fana­tyczny i zabo­bonny rzym­ski kato­li­cyzm czy obec­ność obcego żywiołu żydow­skiego — aby uza­sad­nić i upra­wo­moc­nić rządy Habs­bur­gów z ich pro­gra­mem oświe­co­nych reform józe­fiń­skich. „Całość jest bli­ska prze­to­pie­nia”, uznał Krat­ter, ale cho­ciaż cel był bli­ski, nie dało się go do końca zre­ali­zo­wać, ponie­waż Gali­cja z defi­ni­cji była dzie­łem w toku.

W 1797 roku pań­stwa zabor­cze — Rosja, Prusy i Austria — pod­pi­sały tajne poro­zu­mie­nie, które słu­żyło temu, aby nazwa „Pol­ska” już ni­gdy się nie poja­wiała: „Zawie­ra­jące ze sobą układ potęgi podej­mują zgodne posta­no­wie­nie, aby ni­gdy nie uży­wać w tytu­łach swych monar­chów nazwy ani też okre­śle­nia Kró­le­stwo Pol­skie, które ma zostać odtąd na zawsze znie­sione”k149.

Reali­zu­jąc tę świa­domą seman­tyczną stra­te­gię eli­mi­na­cji, Habs­bur­go­wie dys­po­no­wali już nową nazwą i jej desy­gna­tem, objąw­szy w 1772 roku w posia­da­nie Kró­le­stwo Gali­cji i Lodo­me­rii. Po 1795 roku koniecz­nego i wystar­cza­ją­cego wyja­śnie­nia dla nazwa­nia nowo naby­tych tery­to­riów Gali­cją Zachod­nią, admi­ni­stra­cyj­nie oraz ide­olo­gicz­nie pokrewną Wschod­niej, dostar­czyła logika syme­trii. Wysu­nąw­szy w prze­szło­ści rosz­cze­nia do nazwy „Gali­cja”, Habs­bur­go­wie mogli teraz dopa­so­wać jej kształt tery­to­rialny do bie­żą­cych realiów poli­tycz­nych.

Bliź­nia­cze filary Gali­cji Zachod­niej i Wschod­niej miały się ostać tylko czter­na­ście lat, ponie­waż w 1809 roku zostały zbu­rzone przez Napo­le­ona. Po kapi­tu­la­cji Wied­nia cesarz Fran­cu­zów prze­ka­zał więk­szość Gali­cji Zachod­niej stwo­rzo­nemu dwa lata wcze­śniej Księ­stwu War­szaw­skiemu. Gali­cja Wschod­nia w 1809 roku na jakiś czas zna­la­zła się we wła­da­niu napo­le­oń­skiej armii pol­skiej księ­cia Józefa Ponia­tow­skiego. Czo­łową posta­cią władz habs­bur­skich we Lwo­wie w tym new­ral­gicz­nym momen­cie był nie kto inny, jak tylko Ernst Kor­tum, który po odno­wie­niu rzą­dów Habs­bur­gów otrzy­mał Order Świę­tego Ste­fana w nagrodę za wierną służbę dyna­stii. „Dzień 15 grud­nia 1809 roku przej­dzie do anna­łów Lwowa, ponie­waż sto­lica powró­ciła pod życz­liwe i łaskawe rządy cesa­rza austriac­kiego”, czy­tamy w jed­nej z rela­cji histo­rycz­nych opu­bli­ko­wa­nej dwa­dzie­ścia lat póź­niej po pol­sku. „O godzi­nie dzie­wią­tej rano radni miej­scy, cechy rze­mieśl­ni­cze z ich sztan­da­rami oraz miej­ska mili­cja z turecką [jan­czar­ską] muzyką zebrali się na rynku i prze­szli pod rogatki miej­skie, gdzie cze­kali na przy­by­cie wojsk cesar­skich”k150. W 1809 roku przy­wró­ce­nie Gali­cji było już oko­licz­no­ścią, która doma­gała się całej gamy cere­mo­nial­nych rytów, a dla nie­któ­rych Gali­cjan rów­nież reak­cji emo­cjo­nal­nej. Habs­bur­ski arcy­książę Fer­dy­nand zwró­cił się do nich w tym roku sło­wami „Wy, wierni Gali­cjanie” [euch getreue Gali­zier], a także nazwał ich „młod­szymi braćmi” w habs­bur­skiej rodzi­nie, do któ­rej dołą­czyli w 1772 rokuk151.

W 1809 roku uka­zał się rów­nież w Wied­niu napi­sany po łaci­nie trak­tat bota­niczny o rodzi­mej roślin­no­ści Gali­cji: Pri­mi­tiae flo­rae Gali­ciae Austria­cae utriu­sque Wil­li­balda Swi­berta Jose­pha Got­tlieba von Bes­sera. Tytuł wymie­niał „obie” czę­ści Gali­cji, Wschod­nią i Zachod­nią, cho­ciaż Gali­cję Zachod­nią w tym samym roku zli­kwi­do­wano i przy­łą­czono do Księ­stwa War­szaw­skiego. Księga trak­to­wała Gali­cję jako jedną całość, a podział na dwa tomy nie opie­rał się na kry­te­rium geo­gra­ficz­nym, lecz na Lin­ne­uszow­skiej sys­te­ma­tyce roślin: tom pierw­szy doty­czył monan­drii-polian­drii, defi­nio­wa­nych liczbą prę­ci­ków. W per­spek­ty­wie histo­rycz­nej naj­bar­dziej zaska­kuje poczu­cie abso­lut­nej oczy­wi­sto­ści, z jakim autor uznał Gali­cję, wymy­śloną dopiero w 1772 roku, za spójne tery­to­rium sta­no­wiące jed­no­litą pod wzglę­dem bota­nicz­nym kra­inę. Bes­ser odno­to­wał prze­szkody dla two­rze­nia kolek­cji bota­nicz­nych w Gali­cji: Kar­paty, „naj­okrop­niej­sze lasy” [sylva­rum hor­ri­dis­si­ma­rum], „zdra­dliwe mokra­dła” [palu­dum nin­fi­da­rum]. Zło­żył hołd Józe­fowi II, a także Fran­cisz­kowi II jako cesar­skim patro­nom nauki na Uni­wer­sy­te­cie Lwow­skimk152. Zbie­ra­jąc okazy roślin i pisząc spra­woz­da­nia bota­niczne, Bes­ser nie wąt­pił w poli­tyczną, geo­gra­ficzną i bota­niczną real­ność Gali­cji, która w 1809 roku miała już histo­rię się­ga­jącą całe poko­le­nie wstecz.

Gali­cja miała powró­cić w 1815 roku, po kon­gre­sie wie­deń­skim, z pew­nymi mody­fi­ka­cjami tery­to­rial­nymi. Jed­nak pona­po­le­oń­skie przy­wró­ce­nie Gali­cji nie ozna­czało powo­ła­nia nowego tworu poli­tycz­nego, lecz sta­no­wiło potwier­dze­nie cią­gło­ści z póź­no­osiem­na­sto­wieczną monar­chią habs­bur­ską. W 1772 roku wyna­le­zie­niu Gali­cji towa­rzy­szyła fik­cyjna rewin­dy­ka­cji pro­win­cji, któ­rej korona węgier­ska nie zdo­łała kilka stu­leci wcze­śniej utrzy­mać. W 1815 roku wystar­czyło się­gnąć zale­d­wie dekadę wstecz do nazwy i tery­to­rium, które obro­sło w monar­chii habs­bur­skiej histo­ryczną tkanką auten­tycz­no­ści kul­tu­ro­wej i poli­tycz­nej. W 1792 roku poeta Gal­li­cyan wspo­mi­nał, że on i jego syno­wie od dwu­dzie­stu lat byli pod­da­nymi monar­chii habs­bur­skiej. W 1815 roku mógłby się już wypo­wia­dać jako gali­cyj­ski dzia­dek.

1 Mimo że osta­tecz­nie zamiesz­kał w Mię­dzy­bożu, który był już za Zbru­czem, to jest naj­bar­dziej koja­rzony z tym pierw­szym mia­stecz­kiem. [wróć]

2 Ogólne zarzą­dze­nie dla całej spo­łecz­no­ści żydow­skiej Kró­le­stwa Gali­cji i Lodo­me­rii. [wróć]

3 Opis Kró­le­stwa Gali­cji i Lodo­me­rii. [wróć]

4 Listy o obec­nym sta­nie Gali­cji, rzecz o sta­ty­styce i wie­dzy o ludziach. [wróć]

5 Trzy­dzie­ści listów o Gali­cji albo obser­wa­cje czło­wieka bez­stron­nego, który rozej­rzał się w kró­le­stwie dłu­żej niż tylko kilka mie­sięcy. [wróć]

6 Magna Charta Gali­cji albo zba­da­nie skarg gali­cyj­skiej szlachty narodu pol­skiego na rząd austriacki. [wróć]

Uwagi nad rzą­dem Gali­cyj­skim. Przy­czyny, dla któ­rych do tego stop­nia nik­czem­no­ści pro­win­cya ta przy­szła, a nako­niec spo­soby jakie­miby los tego kraju popra­wić można, [War­szawa] 1790. [wróć]

8 Tak zwa­nym Ślą­sku austriac­kim, w Biel­sku, mie­ście gra­nicz­nym z Gali­cją. Kor­tum był zatem ewan­ge­li­kiem-Austria­kiem, a nie Niem­cem-Pru­sa­kiem. [wróć]

Uwagi nad Rzą­dem pol­skim, oraz nad odmianą czyli reformą onego, pro­iek­to­waną. Przez J. Jakoba Russo, oby­wa­tela Gene­weń­skiego, z fran­cuz­kiego na oyczy­sty język prze­ło­zone mie­siąca Grud­nia dnia 20. r. 1788, War­szawa 1789. [wróć]

10 Histo­ria Ukra­iny i ukra­iń­skich Koza­ków jak rów­nież Kró­le­stwa Hali­cza i Wło­dzi­mie­rza. [wróć]

 

11 Neu­este phy­si­ka­lisch-poli­ti­sche Reisen in den Jah­ren 1788 und 1789 durch die Daci­schen und Sar­ma­ti­schen oder Nördlichen Kar­pa­then [Naj­now­sze podróże przy­rod­ni­czo-poli­tyczne w latach 1788 i 1789 po Kar­pa­tach Dac­kich i Sar­mac­kich, zwa­nych rów­nież Pół­noc­nymi], Nürnberg 1790. [wróć]

12 Donie­sie­nia geo­gra­ficzno-histo­ryczne o Gali­cji Zachod­niej albo nowo naby­tych pro­win­cjach austriacko-pol­skich. [wróć]

2. Gali­cja przy­wró­cona

2. Gali­cja przy­wró­cona

Poli­tyka Met­ter­ni­cha i kome­die Fre­dry

Wpro­wa­dze­nie: „nie­pew­ność posia­da­nia”

W 1811 roku, kiedy Napo­leon roz­wa­żał inwa­zję na Rosję, która miała się oka­zać jego neme­zis, i mobi­li­zo­wał pol­skie woj­ska Księ­stwa War­szaw­skiego, Kle­mens von Met­ter­nich mar­twił się w Wied­niu o to, co pozo­stało z habs­bur­skiej Gali­cji. Gali­cja Zachod­nia została dwa lata wcze­śniej przy­łą­czona do Księ­stwa War­szaw­skiego, a Napo­leon cie­szył się wśród Pola­ków tak wielką estymą, że Habs­bur­go­wie w żad­nej mie­rze nie mogli być pewni gali­cyj­skiej lojal­no­ści. Met­ter­nich dosko­nale zda­wał sobie sprawę, że Gali­cja służy Napo­leonowi jako jeden z naj­waż­niej­szych punk­tów naci­sku do utrzy­ma­nia soju­szu z Austrią. „Klu­czo­wym moty­wem, który kie­ro­wał naszym postę­po­wa­niem, pod­su­nię­tym przez [Napo­leona] — stwier­dza Met­ter­nich w liście do cesa­rza Fran­ciszka — była nie­pew­ność posia­da­nia Gali­cji po przy­wró­ce­niu Kró­le­stwa Pol­skiego”. Napo­leon dobit­nie to pod­kre­ślał: „Mówił o moż­li­wo­ści powstań, które w trak­cie następ­nej wojny mogłyby wybuch­nąć w naszej gali­cyj­skiej pro­win­cji — i które on mógłby zechcieć poprzeć w inte­re­sie swo­ich pol­skich sojusz­ni­ków”. Nie­pew­ność posia­da­nia pogłę­biali od wschodu Rosja­nie: ruchy ich wojsk ozna­czały, że „pew­nego dnia, w okre­ślo­nych oko­licz­no­ściach, bez naszej zgody może nastą­pić oku­pa­cja Gali­cji”k153. W roku 1811, roku decy­du­ją­cych kam­pa­nii wojen napo­le­oń­skich, ist­niały wszel­kie powody do scep­ty­cy­zmu w kwe­stii przy­szło­ści Gali­cji jako pro­win­cji habs­bur­skiej.

Cho­ciaż Habs­bur­go­wie rzą­dzili Gali­cją od pierw­szego roz­bioru Pol­ski w 1772 roku, a jej pozy­ska­nie przed­sta­wiano jako pra­wo­mocną „rewin­dy­ka­cję” śre­dnio­wiecz­nych domen węgier­skich, w 1811 roku Met­ter­nich nie bawił się w dys­ku­sje o legal­no­ści, które w obli­czu napo­le­oń­skich gróźb uży­cia siły na nic by się nie zdały. Kanc­lerz szy­ko­wał się na moż­li­wość utraty Gali­cji i w duchu oświe­co­nego rzą­dze­nia posta­wił te same prag­ma­tyczne pyta­nia, które w poprzed­nim poko­le­niu mógłby zadać książę Kau­nitz: „Co Napo­leon rozu­mie przez ekwi­wa­lent Gali­cji?” oraz „Jaki przy­rost tery­to­rium, lud­no­ści i docho­dów jest ekwi­wa­lentem, który cesarz Fran­cu­zów pro­po­nuje nam za Gali­cję?”k154. Póź­no­osiem­na­sto­wieczne poko­le­nie józe­fiń­skie dostar­czyło nie­zbęd­nej wie­dzy admi­ni­stra­cyj­nej na temat Gali­cji — wie­dzy, która pozwo­liła oce­nić war­tość tej pro­win­cji pod wzglę­dem tery­to­rial­nym, lud­no­ścio­wym i docho­do­wym. Met­ter­nich był gotów ją prze­han­dlo­wać, a z zacho­wa­nych doku­men­tów wynika, że naj­chęt­niej wymie­niłby śród­lą­dową Gali­cję na napo­le­oń­skie Pro­win­cje Ili­ryj­skie, łącz­nie z adria­tyc­kim wybrze­żem Dal­ma­cji. Z dru­giej strony eko­no­miczne zain­te­re­so­wa­nie Met­ter­nicha budził pod­ziemny wymiar Gali­cji: kanc­lerz liczył na to, że uda mu się unik­nąć odda­nia kopalni soli w Wie­liczcek155.

Na sku­tek spraw­nych dzia­łań dyplo­ma­tycz­nych Met­ter­ni­cha i osta­tecz­nej klę­ski Napo­le­ona po kon­gre­sie wie­deń­skim w 1815 roku Habs­bur­go­wie dostali zarówno Gali­cję, jak i Dal­ma­cję. Pod wła­da­nie Austria­ków nie wró­cił jed­nak Kra­ków, który prze­kształ­cono w na wpół nie­za­leżną Rzecz­po­spo­litą Kra­kow­ską – Wolne, Nie­pod­le­głe i Ści­śle Neu­tralne Mia­sto Kra­ków — pod „pro­tek­to­ra­tem” Austrii, Prus i Rosji. Ponadto więk­szość Gali­cji Zachod­niej (otrzy­ma­nej przez Austrię w 1795 roku w ramach trze­ciego roz­bioru) przy­dzie­lono teraz do Kró­le­stwa Kon­gre­so­wego pod rzą­dami cara. Przy­wró­cona w 1815 roku Gali­cja z grub­sza pokry­wała się z pier­wotną Gali­cją z 1772 roku, lecz na­dal była dzie­łem w toku: po 1846 roku przy­łą­czono do niej Kra­ków, nato­miast w 1849 roku wydzie­lono z niej admi­ni­stra­cyj­nie Buko­winę.

Gali­cja Met­ter­ni­cha ni­gdy bez­piecz­nie nie spo­częła na osiem­na­sto­wiecz­nych fun­da­men­tach ide­olo­gicz­nych dyna­stycz­nej rewin­dy­ka­cji, jak chciała tego Maria Teresa, ani oświe­co­nego mesja­ni­zmu reali­zo­wa­nego przez Józefa. Jed­nak pod­czas pano­wa­nia Fran­ciszka II, który żył do 1835 roku, habs­bur­ska Gali­cja stop­niowo odno­wiła swoją legi­ty­ma­cję w pona­po­le­oń­skim kon­tek­ście ide­olo­gicz­nym, głę­boko nasy­co­nym kon­ser­wa­ty­zmem doby Met­ter­ni­cha. „Nie­pew­ność posia­da­nia”, wyraź­nie dostrze­gana pod­czas napo­le­oń­skiego antraktu, póź­niej zna­la­zła odbi­cie w ide­olo­gicz­nej ambi­wa­len­cji doty­czą­cej natury i toż­sa­mo­ści samej pro­win­cji. Poli­cja i cen­zura, atry­buty reżimu Met­ter­ni­cha i Fran­ciszka II na wszyst­kich habs­bur­skich zie­miach, okre­ślały ogra­ni­cze­nia kształ­tu­ją­cej się sfery publicz­nej w Gali­cji, kiedy dzien­ni­ka­rze o umiar­ko­wa­nych ambi­cjach podej­mo­wali kwe­stię mie­rzal­nej war­to­ści pro­win­cji — tery­to­rium, lud­ność, dochody — i jed­no­cze­śnie szu­kali emo­cjo­nal­nego poczu­cia toż­sa­mo­ści.

Nie­pewna natura gali­cyj­skiej toż­sa­mo­ści była przed­mio­tem napię­tych nego­cja­cji. Rodząca się rywa­li­za­cja mię­dzy pol­skimi a ruskimi rosz­cze­niami naro­do­wymi do gali­cyj­skiej prze­strzeni kul­tu­ro­wej spra­wiła, że po 1815 roku powstały pod­ręcz­niki szkolne w języku ruskim, a w latach trzy­dzie­stych opu­bli­ko­wano poematy naro­dowe Ruskiej Trójcy. Gali­cyj­scy refor­ma­to­rzy żydow­scy, tacy jak Joseph Perl, dążyli do soju­szu z wła­dzami habs­bur­skimi, chcąc pod­wa­żyć wpływy reli­gijne cha­sy­dy­zmu w Gali­cji. Jed­no­cze­śnie pro­wa­dzono sko­or­dy­no­wane dzia­ła­nia na rzecz współ­pracy mię­dzy prze­ni­ka­ją­cymi się gdzie­nie­gdzie obsza­rami kul­tury nie­miec­kiej i pol­skiej w Gali­cji, zwłasz­cza na Uni­wer­sy­te­cie Lwow­skim, oraz dążono do wyar­ty­ku­ło­wa­nia wspól­nej kul­tury gali­cyj­skiej na takich forach publicz­nych jak „Gazeta Lwow­ska” i „Pamięt­nik Gali­cyj­ski”. Duchowny ruski Iwan Ław­row­ski chciał stwo­rzyć słow­nik rusko-pol­sko-nie­miecki jako swego rodzaju summę języka gali­cyj­skiego, a Met­ter­nich zada­wał sobie pyta­nie, czy wła­dze mogą metodą syn­tezy „stwo­rzyć praw­dzi­wych Gali­cjan” ze swo­ich pod­da­nych.

Franz Xaver Wol­fgang Mozart, syn wiel­kiego kom­po­zy­tora, miesz­ka­jący w Gali­cji, uwa­żał się za przed­sta­wi­ciela kul­tury wie­deń­skiej na pro­win­cji, nato­miast Józef Mak­sy­mi­lian Osso­liń­ski jed­no­znacz­nie repre­zen­to­wał w Wied­niu zarówno pol­ską kul­turę naro­dową, jak i gali­cyj­skie kwe­stie pro­win­cjo­nalne. Stwo­rze­nie przez niego Biblio­teki Osso­li­neum we Lwo­wie było waż­nym insty­tu­cjo­nal­nym kro­kiem w stronę kul­tu­ro­wej odbu­dowy pona­po­le­oń­skiej Gali­cji. Posta­cią wiel­kiego for­matu w kul­tu­rze gali­cyj­skiej lat dwu­dzie­stych i trzy­dzie­stych XIX wieku był dra­ma­to­pi­sarz Alek­san­der Fre­dro, któ­rego wysta­wiane we Lwo­wie kome­die o gali­cyj­skim życiu odzwier­cie­dlały nie­które z ide­olo­gicz­nych napięć tam­tej­szej toż­sa­mo­ści. W 1835 roku pewien pol­ski kry­tyk potę­pił Fre­drę za pisa­nie „nie­na­ro­do­wych” dra­ma­tów i zarzut ten można uznać za ści­śle zwią­zany z jego gali­cyj­skimi afi­lia­cjami. Gali­cja pona­po­le­oń­ska, odre­stau­ro­wana i pod­le­ga­jąca impe­rial­nej poli­tyce Met­ter­ni­cha i Fran­ciszka II, była rów­nież Gali­cją z pro­win­cjo­nal­nych kome­dii Fre­dry, a kon­ser­wa­tyzm poli­tyczny z wielką trud­no­ścią mie­ścił w sobie sprzeczne i wybu­chowe żywioły kul­tu­rowe tej pro­win­cji.

„Armia fran­cu­sko-gali­cyj­ska”

Za pano­wa­nia Józefa II, w okre­sie rela­tyw­nej wol­no­ści od cen­zury, w 1787 roku powo­łano w Gali­cji „Lem­ber­ger Zeitung”, publi­ku­jący wia­do­mo­ści po nie­miecku. W 1811 roku, kiedy pośród napo­le­oń­skiej zawie­ru­chy Met­ter­nich usi­ło­wał wyli­czyć „ekwi­wa­lentną” war­tość Gali­cji, zaczął się uka­zy­wać pół­u­rzę­dowy dzien­nik w języku pol­skim, zaty­tu­ło­wany „Gazeta Lwow­ska”. Jego zało­ży­cie­lem i redak­to­rem naczel­nym był Franz (po pol­sku Fran­ci­szek) Krat­ter, naj­praw­do­po­dob­niej inna osoba niż autor listów o Gali­cji z lat osiem­dzie­sią­tych, który miał się dobrze i w 1811 roku na­dal miesz­kał w Gali­cji. Obaj męż­czyźni o tym samym imie­niu i nazwi­sku byli przy­pusz­czal­nie kuzy­nami, pierw­szy przede wszyst­kim pisa­rzem, dra­ma­tur­giem i dyrek­to­rem teatru, a drugi habs­bur­skim urzęd­ni­kiem i redak­to­rem gazety. W pol­sko­ję­zycz­nym pro­spek­cie z 1811 roku redak­cja napi­sała, że „każdy kraj ma gazety zgod­nie ze swo­imi potrze­bami, tylko Gali­cja ich nie ma”, i obie­cała publi­ko­wać „wszystko, co może być szcze­gól­nie uży­teczne dla Gali­cji”. Ówcze­sne cza­so­pi­smo wie­deń­skie odno­to­wało poja­wie­nie się „pol­skiej gazety zaty­tu­ło­wa­nej »Gazeta Lwow­ska« (»Lem­ber­ger Zeitung«), która naresz­cie zaspo­kaja pilną potrzebę liczą­cego ponad trzy miliony dusz narodu”k156. Ow­szem, Gali­cjan były trzy miliony, lecz ten „naród”, jak go nazwano, nie skła­dał się wyłącz­nie z Pola­ków i nie był zbyt naro­dowy w swoim cha­rak­te­rze. Nowa gazeta — reda­go­wana przez habs­bur­skiego urzęd­nika z nie­miec­kim nazwi­skiem i pocho­dze­niem — dążyła do ugrun­to­wa­nia toż­sa­mo­ści Gali­cji wobec pol­skiej opi­nii publicz­nej w okre­sie, kiedy samo ist­nie­nie pro­win­cji wisiało na wło­sku.

Pro­fil naro­dowy „Gazety Lwow­skiej” kom­pli­ko­wała potrzeba pogo­dze­nia roz­pa­la­ją­cych naro­dowe nadzieje wia­do­mo­ści o Napo­le­onie z pra­wo­moc­no­ścią habs­bur­skich rzą­dów impe­rial­nych w Gali­cji. W 1812 roku, kiedy Grande Armée Napo­le­ona szy­ko­wała się do inwa­zji na Rosję — zapo­cząt­ko­wa­nej na daw­nych zie­miach pol­skich z udzia­łem stu tysięcy pol­skich żoł­nie­rzy — Polacy z nadzieją myśleli o nie­pod­le­gło­ści. Moment ten został unie­śmier­tel­niony w roman­tycz­nym poema­cie epic­kim Pan Tade­usz Adama Mic­kie­wi­cza, napi­sa­nym w latach trzy­dzie­stych w Paryżu. Gali­cyj­skie spoj­rze­nie na napo­le­oń­ską inwa­zję, wyra­żone w 1812 roku na łamach „Gazety Lwow­skiej”, zawie­rało skłę­bioną i burz­liwą mie­szankę nadziei, fru­stra­cji, nie­pew­no­ści i lęków władz habs­bur­skich, które sfi­nan­so­wały tę gazetę, oraz pol­skiej publicz­no­ści, która ją czy­tała.


Widok mia­sta Lem­berga (Lwów, Lviv). Nad miej­skim kra­jo­bra­zem góruje wieża ratu­szowa na rynku. Wieża zawa­liła się w 1826 roku i odbu­do­wano ją w 1835 roku. Ilu­stra­cja z: Julius Jan­dau­rek, Das Königreich Gali­zien und Lodo­me­rien und das Herzog­thum Buko­wina, Wien 1884. Ze zbio­rów Pod­kar­pac­kiej Biblio­teki Cyfro­wej.

W pierw­szych mie­sią­cach 1812 roku „Gazeta Lwow­ska” publi­ko­wała zagra­niczne wia­do­mo­ści z Księ­stwa War­szaw­skiego i napo­le­oń­skiego Paryża — te same wia­do­mo­ści, które mar­twiły w Wied­niu kanc­le­rza Met­ter­ni­cha — nato­miast jed­no­stajny stru­mień mniej dra­ma­tycz­nych mate­ria­łów kra­jo­wych, ze Lwowa, z Wied­nia oraz z innych kra­jów koron­nych, skła­dał się na gali­cyj­skie wia­do­mo­ści dnia. Pro­gno­zom pogody dla Lwowa towa­rzy­szyły mie­sięczne pod­su­mo­wa­nia odczy­tów baro­me­trycz­nych i nie­sprzy­ja­ją­cych warun­ków atmos­fe­rycz­nych: w stycz­niu 1812 roku odno­to­wano sie­dem­na­ście dni opa­dów śniegu i szes­na­ście dni mgły. Uro­dziny cesa­rza Fran­ciszka II uczczono w lutym obec­no­ścią na rynku bata­lionu gre­na­die­rów, dywi­zji huza­rów i miej­sco­wej mili­cji. Po połu­dniu guber­na­tor, hra­bia Peter von Goëss, wydał ban­kiet, pod­czas któ­rego wznie­siono uro­czy­ste toa­sty za cesa­rza i cesa­rzową, a wie­czo­rem zaśpie­wano w teatrze miej­skim cesar­ski hymn Haydna — publicz­ność wołała Vivat!. Guber­na­tor dodat­kowo uświet­nił uro­dziny cesa­rza dat­kami na dobro­czyn­ność i ogło­sze­niem zwy­cięzcy kon­kursu na trak­tat doty­czący uspraw­nie­nia gali­cyj­skiego rol­nic­twa. Rela­cjo­no­wane na łamach „Gazety Lwow­skiej” uro­dziny cesa­rza posłu­żyły zatem do udra­ma­ty­zo­wa­nia dyna­stycz­nego momentu gali­cyj­skiej toż­sa­mo­ści, rze­komo entu­zja­stycz­nego sto­sunku miesz­kań­ców do rze­komo dobro­czyn­nego habs­bur­skiego cesa­rzak157. Jak na iro­nię — uro­czy­sto­ści we Lwo­wie odby­wały się w tym samym cza­sie, kiedy w Wied­niu Met­ter­nich myślał o prze­han­dlo­wa­niu Gali­cji za Dal­ma­cję.

 

Kon­kurs na trak­tat o uspraw­nie­niu rol­nic­twa się­gał korze­niami do józe­fiń­skiego pro­jektu roz­woju Gali­cji, który był z kolei zwią­zany z oświe­ce­niową wizją zaco­fa­nia jako cechy defi­niu­ją­cej Europę Wschod­nią w porów­na­niu do Zachod­niej. „Gazeta Lwow­ska” opu­bli­ko­wała nie­które tek­sty, na przy­kład: „Iakich środ­ków i iakiego prze­my­słu używa Naród angiel­ski do kul­tury swéy ziemi, tudzież do wydo­sko­na­le­nia swych pło­dów, i iak­by­śmy go wtéy mie­rze naśla­do­wać mogli?”. W arty­kule tym pie­czo­ło­wi­cie wyli­czono, że „w naszym Kraiu”, czyli w Gali­cji, jest 310 758 wołów i 527 519 krów, sta­ran­nie uni­ka­jąc jakich­kol­wiek wzmia­nek o mię­dzy­na­ro­do­wym kry­zy­sie, który prze­ta­czał się wów­czas przez Europęk158. Nie wspo­mniano o tym, że w walkę z Napo­le­onem, któ­rego kam­pa­nie roz­bu­dzały w tym cza­sie w Pola­kach nadzieje na nie­pod­le­głość, głę­boko zaan­ga­żo­wała się Anglia. Licze­nie krów można w jakimś sen­sie uznać za gali­cyj­skie lekar­stwo prze­pi­sane Pola­kom na gorączkę naro­dową.

W lutym 1812 roku „Gazeta Lwow­ska” opu­bli­ko­wała arty­kuł o tym, jak przed nadej­ściem wio­sny zdo­być uspraw­nione narzę­dzia rol­ni­cze. Rekla­mo­wano zwłasz­cza urzą­dze­nia do zbioru ziem­nia­ków, mię­dzy innymi spe­cja­li­styczne radło ziem­nia­kowe. Infor­ma­cję tę skie­ro­wano do „miło­śni­ków wyższéy kul­tury” w momen­cie, kiedy zbiory ziem­nia­ków nie­ko­niecz­nie zaj­mo­wały naj­wię­cej miej­sca w ser­cach i umy­słach Gali­cjank159. W marcu „Gazeta Lwow­ska” sła­wiła gali­cyj­skie sza­rytki, zało­żony we Fran­cji zakon opie­ku­jący się ludźmi ubo­gimi: „Insty­tuty Sióstr miło­sier­dzia (soeurs de la charité), były od dawna przy­iem­nym i rado­śnym przed­mio­tem do uwag dla każ­dego przy­ia­ciela ludz­ko­ści”. Redak­to­rzy mieli na myśli zwłasz­cza jed­nego kon­kret­nego przy­ja­ciela ludz­ko­ści i przy­po­mnieli, że cesarz Józef II odwie­dził w 1783 roku Lwów i szcze­gól­nie pochwa­lił Sio­stry Miło­sier­dzia. „Gazeta Lwow­ska” z roz­rzew­nie­niem wspo­mi­nała „tego Wiel­kiego i o dobro ludz­ko­ści tak tro­skli­wego Monar­chę” — nie musząc nic mówić o jego ogól­nej wro­go­ści do więk­szo­ści innych zako­nów dzia­ła­ją­cych w monar­chii habs­bur­skiejk160.

Jesz­cze bar­dziej dobitną afir­ma­cją Gali­cji była opu­bli­ko­wana w lutym przez „Gazetę Lwow­ską” nagro­dzona roz­prawa geo­lo­giczna Samu­ela Bre­detzky’ego Rzut oka na struk­turę ziemi galicyiskiéy. Bre­detzky był ewan­ge­lic­kim pasto­rem, który słu­żył we Lwo­wie spo­łecz­no­ści nie­miec­kiej. Napi­sał po nie­miecku rela­cję z podróży po Węgrzech i Gali­cji, opu­bli­ko­waną w 1809 roku w Wied­niu, a w 1812 roku, który był zara­zem rokiem jego śmierci, wydał w Brnie Hist. stat Bey­trag zum deut­schen Kolo­nial­we­sen in Europa, nebst einer kurzen Beschre­ibung der deut­schen Ansie­de­lung in Gali­zien1. W roz­pra­wie, która uka­zała się na łamach „Gazety Lwow­skiej”, prze­ana­li­zo­wał gali­cyj­skie warunki geo­lo­giczne, ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem ich rela­cji do jako­ści gleby. Jego opis wska­zy­wał, że Gali­cja ma jed­no­lity cha­rak­ter geo­lo­giczny, a nawet prze­zna­cze­nie rol­ni­cze: „Natura prze­zna­czyła Gali­cyę na kray zbo­żowy”k161. Poję­cie prze­zna­cze­nia Gali­cji było z pew­no­ścią zaska­ku­jące w obli­czu tego, że pro­win­cję stwo­rzono jako cał­ko­wi­cie sztuczną rewin­dy­ka­cję na potrzeby roz­bioru Pol­ski w 1772 roku oraz że w tym samym cza­sie roz­pa­try­wano w Wied­niu jej roz­człon­ko­wa­nie lub likwi­da­cję w zamian za obszary o ekwi­wa­lent­nej war­to­ści.

W marcu 1812 roku „Gazeta Lwow­ska” z entu­zja­zmem dono­siła o przy­go­to­wy­wa­niu nowego alma­na­chu na 1813 rok, Alma­na­chu poezy­inego dla Gali­cyi. Miał mieć dwie wer­sje, pol­sko­ję­zyczną i nie­miec­ko­ję­zyczną: „tym spo­so­bem zbiiemy po czę­ści ten zarzut, że w naszym Kraiu tak mało dotąd w umie­ięt­no­ściach postą­piono”. Pomy­ślany jako ripo­sta na zarzuty zaco­fa­nia alma­nach przy­go­to­wy­wał pro­fe­sor Wacław Hann, który pra­gnął oba­lić rów­nież „tak czę­ste i bez­grun­towne zda­nia o ubó­stwie lite­ra­tury polskiéy”k162. W maju 1812 roku zapo­wiedź publi­ka­cji alma­na­chu dotarła do Wied­nia, a wstęp Hanna opu­bli­ko­wano w cza­so­pi­śmie poświę­co­nym sztuce i lite­ra­tu­rze monar­chii habs­bur­skiej: „Intel­li­gen­zblatt zu den Anna­len der Lite­ra­tur und Kunst in dem österreichischen Kaiser­thum”. Autor oświad­czył, że pol­sz­czy­zna jest „bodaj czy nie kró­lową wszyst­kich języ­ków sło­wiań­skich”, odrzu­ca­jąc tym samym wyobra­że­nie, że „Gali­cja nie ma lite­ra­tury”. Tego samego roku to samo cza­so­pi­smo zasu­ge­ro­wało w swo­ich „donie­sie­niach z Gali­cji”, że „pod­sta­wową prze­szkodą dla austriac­kiej Gali­cji jest mno­gość uży­wa­nych tam języ­ków”k163. Hann przed­sta­wił teraz pomysł na poko­na­nie tej prze­szkody.

Hann pra­gnął, aby gali­cyj­scy Niemcy i Polacy nawza­jem znali swoją poezję. Twier­dził, że alma­na­chy już wcze­śniej posłu­żyły za narzę­dzia „oświe­ce­nia” w kra­jach nie­miec­kich, mię­dzy innymi w Austrii: „O gdyby po téy iutrzencę, rów­nie i na galicyiskiém nie­bie wkrótce iasny, nie bla­skiem rażą­cego, ale przy­iem­nym pro­mie­niem dobro­czyn­nego słońca oświe­cony zaia­śniał dzio­nek!”k164. Sam pro­fe­sor Hann był obda­rzony pewną wraż­li­wo­ścią poetycką, u zara­nia euro­pej­skiego Roman­ty­zmu odwo­łu­jąc się do ducha Oświe­ce­nia. Reklama alma­na­chu koja­rzyła się tro­chę z masoń­skimi meta­fo­rami świa­tła i oświe­ce­nia, jakby zain­spi­ro­wał ją Cza­ro­dziej­ski flet Mozarta, który Bogu­sław­ski wysta­wił zresztą w latach dzie­więć­dzie­sią­tych we Lwo­wie. Alma­nach Hanna potwier­dzał, że Gali­cja była kra­jem nie­miec­kiej i pol­skiej poezji, a jej pro­win­cjo­nalna toż­sa­mość opie­rała się na wza­jem­nych rela­cjach mię­dzy tymi dwoma języ­kami i lite­ra­tu­rami.

W ciągu następ­nego poko­le­nia gali­cyj­scy Rusini mieli pod­wa­żyć zało­że­nie, że do okre­śle­nia toż­sa­mo­ści kul­tu­ro­wej tej pro­win­cji wystar­czą poezja pol­ska i nie­miecka. Tym­cza­sem jed­nak „Gazeta Lwow­ska” wychwa­lała przy­go­to­wy­wany alma­nach, odno­to­wu­jąc, że „Gali­cyi szcze­gól­nie tylko na spo­sob­no­ści i zachę­ce­niu bra­kuie, aby się z innemi mogła rów­nać Kra­iami”k165. Na początku XIX wieku fun­da­men­tem kon­cep­cji Gali­cji na­dal była oś zaco­fa­nie–roz­wój. W tym samym wyda­niu, które zapo­wia­dało alma­nach, „Gazeta Lwow­ska” opu­bli­ko­wała rów­nież tekst wygło­szo­nego w Wied­niu przez Met­ter­ni­cha prze­mó­wie­nia o zna­cze­niu patrio­ty­zmu. Kanc­lerz miał oczy­wi­ście na myśli patrio­tyzm austriacki w ramach monar­chii habs­bur­skiej. Tym­cza­sem „Gazeta Lwow­ska” pie­lę­gno­wała patrio­tyzm pro­win­cjo­nalny, para­dok­sal­nie świa­domy zaco­fa­nia Gali­cji w odnie­sie­niu do innych kra­jów koron­nych, ale pra­gnący osią­gnąć postęp, dosta­tek i oświe­ce­nie.

Rok 1812 był rokiem, kiedy los mię­dzy­na­ro­dowy miał roz­strzy­gnąć o przy­szło­ści napo­le­oń­skich ambi­cji pod­boju Europy, przy­ćmie­wa­jąc pro­win­cjo­nalne prze­zna­cze­nie Gali­cji jako kra­iny zboża, ziem­nia­ków i poezji. W 1812 roku „Gazeta Lwow­ska” zamiesz­czała roz­ma­ite wia­do­mo­ści o księ­ciu Ada­mie Kazi­mie­rzu Czar­to­ry­skim. W latach dzie­więć­dzie­sią­tych nale­żał on do pol­skich refor­ma­to­rów na Sej­mie Czte­ro­let­nim w War­sza­wie, lecz w 1812 roku był gali­cyj­skim magna­tem, mar­szał­kiem polo­wym armii habs­bur­skiej ude­ko­ro­wa­nym habs­bur­skim Orde­rem Zło­tego Runa. „Gazeta Lwow­ska” dono­siła w kwiet­niu, że Czar­to­ry­ski hoj­nie zaopa­truje armię Habs­bur­gów w Gali­cji ziem­nia­kami ze swo­jego majątku w Sie­nia­wie. W maju redak­cja znowu go pochwa­liła, tym razem za wyka­za­nie się wzo­ro­wym gali­cyj­skim duchem: Czar­to­ry­ski roz­dał gło­du­ją­cym chło­pom z Sie­niawy zboże, aby zre­kom­pen­so­wać im kiep­skie zeszło­roczne zbiory — nazwano go zatem „prawdziwém dobro­dziey­stwem dla cier­pią­cey ludz­ko­ści”. Czar­to­ry­ski był jed­nak rów­nież obecny poli­tycz­nie w Księ­stwie War­szaw­skim i w lipcu 1812 „Gazeta Lwow­ska” cyto­wała tego rze­ko­mego Gali­cja­nina, jak z try­buny mar­szałka Sejmu w War­sza­wie prze­ma­wia języ­kiem poli­tycz­nym, który był zupeł­nie obcy Gali­cji: „Rodacy do Roda­ków wycią­gaią ręce; oyco­wie synów, syno­wie oyców, bra­cia braci, na łono wspól­ney i ied­ney wzy­waią Oyczy­zny”k166. Czar­to­ry­ski zapo­wia­dał więc rychłe odro­dze­nie się pań­stwa pol­skiego pod egidą Napo­le­ona, a w pod­tek­ście wzy­wał swo­ich roda­ków, aby wycią­gnęli do sie­bie ręce ponad gra­ni­cami podzie­lo­nej mię­dzy zabor­ców Pol­ski, brat do brata, z War­szawy do Gali­cji. Jeżeli rze­czy­wi­ście ist­niała tylko jedna wspólna pol­ska ojczy­zna, to zna­cze­nie Gali­cji było ide­olo­gicz­nie nie­pewne i Czar­to­ry­ski, mimo Orderu Zło­tego Runa i hoj­nego daru ziem­nia­cza­nego, spra­wił, że Gali­cja na moment stra­ciła sens.