Idea Galicji. Historia i fantazja w kulturze politycznej HabsburgówTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

„Zie­mia obie­cana”

Jesz­cze dzi­wacz­niejsi wyda­wali się gali­cyj­scy Żydzi. Krat­ter miał świa­do­mość ich zna­czą­cego udziału w skła­dzie lud­no­ścio­wym pro­win­cji, wyno­szą­cego około dzie­się­ciu pro­cent. Nie­zbyt się jed­nak zain­te­re­so­wał ich obrzę­dami, sku­pia­jąc uwagę na sytu­acji admi­ni­stra­cyj­nej i eko­no­micz­nej. W jego ambi­wa­lent­nym sto­sunku do Żydów zawie­rała się doza nie­skry­wa­nej wro­go­ści ze względu na ich rela­cje gospo­dar­cze ze szlachtą, od któ­rej Żydzi dzier­ża­wili pewne przy­wi­leje eko­no­miczne. „Dzier­żawy obej­mują wszystko, co da się wydzier­ża­wić, chrze­ści­ja­nom czy niechrze­ści­ja­nom, Żydom czy nie-Żydom, świę­tym czy nieświę­tym”, odno­to­wałk54. Szcze­gól­nie ostro potę­piał roz­po­wszech­nione zja­wi­sko dzier­ża­wie­nia przez Żydów prawa do warze­nia i wyszynku alko­holi w mająt­kach lub mia­stach szla­chec­kich. Przy­wi­lej ten — zwany pro­pi­na­cją — według Krat­tera sta­wiał gali­cyj­skich Żydów w pozy­cji ludzi nio­są­cych zgubę chłop­stwu. Opi­sał dzień tar­gowy, w któ­rym pijani chłopi prze­wra­cali się na uli­cach. Opi­sał też ślub, na któ­rym wszy­scy, nie wyłą­cza­jąc mło­dej pary, byli pijani w kościele: „Z tru­dem przy­cho­dzi mi wymy­ślić scenę, w któ­rej god­ność czło­wie­czeń­stwa byłaby bar­dziej upodlona”. Chłop­skie picie odby­wało się jed­nak w żydow­skiej gospo­dzie. Krat­ter rela­cjo­no­wał, jak żydow­scy szyn­ka­rze wabią, poją i oszu­kują klien­tów, posu­wa­jąc się nawet do poda­wa­nia alko­holu dzie­ciom, aby zaszcze­pić im nawyk picia. Odno­to­wał rów­nież rolę żydow­skich alfon­sów w Lem­bergu i szcze­gó­łowo przed­sta­wił ich róż­no­rodną ofertę han­dlową, odzwier­cie­dla­jącą zróż­ni­co­wa­nie samej Gali­cji: chrze­ści­janki i żydówki, Polki i Rusinkik55.

W 1785 roku Józef II pod­jął próbę zmiany poło­że­nia eko­no­micz­nego Żydów poprzez ogra­ni­cze­nie moż­li­wo­ści uzy­ski­wa­nia przez nich dzier­żaw przy­wi­le­jów od szlachty — na przy­kład prawa do zarzą­dza­nia mły­nami czy gospo­damik56. Daw­niej szlachta żądała za te przy­wi­leje astro­no­micz­nych sta­wek, które Żydzi musieli sobie potem odbić na miej­sco­wej lud­no­ści. Poło­że­nie Żydów w tym sys­te­mie zawsze było nie­pewne, a czę­sto roz­pacz­liwe. Wystę­pu­jący w scence teatral­nej Żyd, któ­rego powie­szono z roz­kazu księ­cia w sąsied­niej izbie, nale­żał do jego dzier­żaw­ców. Krat­ter ze współ­czu­ciem odno­to­wał nędzę i mize­rię więk­szo­ści gali­cyj­skich Żydówk57.

Dla Krat­tera moment józe­fiń­ski ozna­czał zgoła mesja­ni­styczne wyba­wie­nie Żydów od nie­szczęść, które zawsze ich tra­piły.

Cała Gali­cja życzy sobie mieć teraz inne sto­sunki z Żydami nio­są­cymi całemu kra­jowi zepsu­cie. Te powszechne pra­gnie­nia dotarły aż do uszu rządu, który gotów jest teraz prze­to­pić [umzu­sch­mel­zen] cały żydow­ski sys­tem, bo nie ma prze­cież Moj­że­sza, który by się uli­to­wał nad swo­imi hebraj­skimi braćmi, wyswo­bo­dził ich spod jarzma despo­ty­zmu i zapro­wa­dził do ziemi obie­ca­nejk58.

Krat­ter impli­cite prze­ma­wiał w imie­niu kształ­tu­ją­cej się gali­cyj­skiej opi­nii publicz­nej: „Cała Gali­cja życzy sobie…” [Ganz Gali­zien wünscht]. Wła­dze habs­bur­skie zare­ago­wały na to rze­kome życze­nie gali­cyj­skiej opi­nii publicz­nej i zapro­po­no­wały „prze­to­pie­nie” [Umsch­mel­zung] sto­sun­ków mię­dzy chrze­ści­ja­nami a Żydami, tak samo jak mię­dzy szlachtą a chłop­stwem. Meta­fora meta­lur­giczna suge­ro­wała, że wykuwa się ni mniej, ni wię­cej tylko sama Gali­cja. Józef miał wyzwo­lić Żydów spod egip­skiego despo­ty­zmu pol­skiej szlachty i zapro­po­no­wać im zie­mię obie­caną na tych samych tere­nach, gdzie od stu­leci miesz­kali, a teraz prze­obra­żo­nych spo­łecz­nie i poli­tycz­nie: w habs­bur­skiej Gali­cji.

Jed­nym z fila­rów prze­to­pie­nia było ogra­ni­cze­nie w 1785 roku moż­li­wo­ści dzier­ża­wie­nia przez Żydów przy­wi­le­jów od szlachty, jed­nak Krat­ter zda­wał sobie sprawę, że nowy prze­pis będzie dla nich nie­zwy­kle dotkliwy eko­no­micz­nie. Autor sza­co­wał, że tysiące rodzin nie będą miały z czego żyć.

To jest dekret, który powi­nien dać przed­smak cał­ko­wi­tego prze­kształ­ce­nia stanu żydow­skiego, na który wszy­scy cze­kają z prze­raź­liwą tęsk­notą, ale jed­no­cze­śnie każdy, Żyd i nie-Żyd, zaczyna się bać, ponie­waż jest to coś zupeł­nie innego, niż można by się spo­dzie­wać! Nie­szczę­śni Żydzi – Bóg wie! – zma­gają się od wie­ków z jakimś prze­kleń­stwem natury i nieba w rela­cjach z resztą ludz­ko­ści, tak że każdy oby­wa­tel, każde spo­łe­czeń­stwo, każda klasa, każdy naród, nawet samo pań­stwo dopusz­cza nie­ludz­kie trak­to­wa­nie Żydów bez wyrzu­tów sumie­nia. W ten spo­sób ludzie sprze­nie­wie­rzają się bra­ter­stwu rasy ludz­kiej [ein gan­zes, mitver-brüdertes Men­schen­ge­schlecht]k59.

Józe­fiń­skie spoj­rze­nie Krat­tera istot­nie miało w sobie pewien wizjo­ner­ski kolo­ryt. Na całym świe­cie Żydzi od wie­ków byli prze­śla­do­wani, ale Gali­cja miała się stać eks­pe­ry­men­tal­nym tere­nem cał­ko­wi­tego prze­isto­cze­nia sto­sun­ków mię­dzy chrze­ści­ja­nami a Żydami. W całej monar­chii habs­bur­skiej nie było pro­win­cji, która lepiej by się nada­wała do reali­za­cji takiego pro­gramu, ponie­waż ni­gdzie indziej nie miesz­kało tylu Żydów. „Cóż za bar­ba­rzyń­skie trak­to­wa­nie! — zakrzyk­nął Krat­ter w odnie­sie­niu do prze­śla­do­wań Żydów. — Czy pań­stwo Żydowi jest winne mniej niż chrze­ści­ja­ni­nowi? Nad jed­nym i dru­gim wstaje słońce”. Wyru­go­wa­nie bar­ba­rzyń­stwa anty­se­mi­ty­zmu stało się zatem ele­men­tem cywi­li­zu­ją­cego spoj­rze­nia Krat­tera na Gali­cję. Jego oświe­cone odru­chy miały zna­leźć speł­nie­nie w paten­tach tole­ran­cyj­nych Józefa II. Od 1781 roku obo­wią­zy­wał patent tole­ran­cyjny doty­czący wyznań chrze­ści­jań­skich, zno­szący rów­nież pewne ogra­ni­cze­nia nało­żone na Żydów, a kolejny z 1789 roku przy­zna­wał Żydom gali­cyj­skim pełną wol­ność wyzna­nia i zawie­rał obiet­nicę rów­no­ści wobec prawa, „zgod­nie z którą Żydom zagwa­ran­to­wane zostaną przy­wi­leje i prawa innych pod­da­nych”k60.

W teo­rii zatem cesarz opo­wia­dał się za czymś, co można by nazwać eman­cy­pa­cją Żydów w monar­chii habs­bur­skiej, ale czę­ściowo prze­czy temu nało­że­nie na nich spe­cjal­nych obcią­żeń finan­so­wych, przede wszyst­kim wpro­wa­dzo­nego w 1784 roku w Gali­cji podatku od sprze­daży koszer­nego mięsa. Zresztą sam Krat­ter przez jakiś czas zaj­mo­wał się jego pobo­rem. Z kolei wspo­mniane ogra­ni­cze­nie moż­li­wo­ści dzier­żawy przy­wi­le­jów od szlachty, cho­ciaż jego zade­kla­ro­wa­nym celem było uwol­nie­nie Żydów od nie­zręcz­nej roli pośred­ni­ków w feu­dal­nej gospo­darce, począt­kowo poskut­ko­wało eko­no­micz­nym prze­miesz­cze­niem i zubo­że­niem Żydów. W 1787 roku wła­dze sfi­nan­so­wały oświe­cony sys­tem nie­miec­kich szkół dla gali­cyj­skich Żydów, zor­ga­ni­zo­wany przez Herza Homerga, żydow­skiego refor­ma­tora z Czech, ale jego pro­po­zy­cje spo­tkały się z nie­ma­łym opo­rem ze strony gali­cyj­skich władz rabi­nicz­nych. Ponadto w 1787 roku Józef zażą­dał od gali­cyj­skich Żydów zastą­pie­nia tra­dy­cyj­nych patro­ni­mi­ków nazwi­skami rodo­wymi, zazwy­czaj nie­miec­kimik61.

Naj­bar­dziej kon­tro­wer­syjne było wpro­wa­dze­nie w 1788 roku poboru do woj­ska dla pod­da­nych żydow­skich, wbrew per­swa­zjom rady wojen­nej cesa­rza. Posu­nię­cie to wzbu­dziło wielką kon­ster­na­cję wśród tra­dy­cyj­nych gali­cyj­skich Żydów. Histo­ryk Michael Sil­ber odno­to­wuje, że Józef II, lek­ce­wa­żąc pro­blemy prak­tyczne z prze­strze­ga­niem sza­batu i ogra­ni­cze­niami żywie­nio­wymi, zajął pryn­cy­pialne sta­no­wi­sko: „Żyd jako czło­wiek i jako współ­o­by­wa­tel [Mitbürger] będzie peł­nił tę samą służbę, do któ­rej zobli­go­wani są wszy­scy inni. […] Będzie mógł jeść, co zechce, a pod­czas sza­batu będzie się od niego wyma­gało tylko nie­zbęd­nej pracy, takiej samej, jaką chrze­ści­ja­nie zobli­go­wani są wyko­ny­wać w nie­dziele”. Potwier­dzona w 1789 roku wol­ność wyzna­nia pocią­gnęła zatem za sobą znaczne koszty spo­łeczne dla tra­dy­cyj­nych gali­cyj­skich Żydów. Pod koniec pano­wa­nia cesa­rza byli oni głę­boko spo­la­ry­zo­wani: z jed­nej strony były oświe­cone zasady gło­szone przez wła­dze habs­bur­skie i żydow­skich refor­ma­to­rów, z dru­giej — tra­dy­cyjne żydow­skie zwy­czaje reli­gijne i spo­łeczne, zwłasz­cza te pod­trzy­my­wane przez coraz bar­dziej wpły­wowy gali­cyj­ski cha­sy­dyzm. Histo­ryk Raphael Mah­ler odno­to­wał, że więk­szość gali­cyj­skich Żydów — podob­nie jak wielu gali­cyj­skich chrze­ści­jan — doświad­czała cesar­skich reform jako prze­śla­do­wańk62.

Jed­nak Krat­ter w myśl józe­fiń­skich zasad miał wizję pro­cesu nad­cho­dzą­cej asy­mi­la­cji spo­łecz­nej: „Za kilka lat Żyd nie będzie już Żydem, czło­wie­kiem, któ­rym musiałby być zgod­nie z prze­pi­sami swo­jej reli­gii; będzie rol­ni­kiem, oby­wa­te­lem pań­stwa, szczę­śli­wym, spo­łecz­nym i nie­odzow­nym dla ludz­ko­ści”. Bal­tha­sar (Bel­sa­zar) Hacquet, uczony z Bre­ta­nii, który w latach osiem­dzie­sią­tych został pro­fe­so­rem we Lwo­wie, uwa­żał, że gali­cyj­scy Żydzi będą musieli zre­zy­gno­wać ze swo­jego cha­rak­te­ry­stycz­nego ubioru, bród, języka hebraj­skiego, sza­batu — „aby ludzie nie widzieli żad­nej róż­nicy mię­dzy Żydem a chrze­ści­ja­ni­nem”. W reto­ryce józe­fi­ni­zmu w Gali­cji miały w przy­szło­ści zostać zatarte róż­nice reli­gijne, a nawet etniczne; Polacy mieli prze­stać być Pola­kami, a Żydzi Żydami.

Krat­ter zapo­wia­dał, że Żydzi zostaną kie­dyś wyzwo­leni ze swo­jego poło­że­nia „naj­niesz­czę­śliw­szej, naj­po­dlej­szej, naj­bez­sil­niej­szej klasy ludzi”, prze­ista­cza­jąc się w „braci swo­ich bliź­nich” i „patrio­tów w łonie ojczy­zny”k63. Tak przed­sta­wiała się praw­dzi­wie rewo­lu­cyjna józe­fiń­ska fan­ta­zja o trans­for­ma­cji spo­łecz­nej w Gali­cji.

 

Krat­ter twier­dził, że pod wła­dzą Habs­bur­gów Lwów staje się „jed­nym z naj­pięk­niej­szych i naj­zna­ko­mit­szych miast cesar­sko–kró­lew­skich ziem koron­nych”k64. Przed nadej­ściem rzą­dów austriac­kich, utrzy­my­wał, we Lwo­wie nie było publicz­nych urzą­dzeń sani­tar­nych: „na ulicę wyle­wano wsze­la­kie nie­czy­sto­ści [Unrath]. Przy desz­czo­wej pogo­dzie trzę­sa­wi­sko było tak głę­bo­kie, że można się było zapaść po pas. […] Kiedy cesarz po raz pierw­szy przy­je­chał do Lem­berga, utknął w środku mia­sta z sze­ścioma końmi”k65. Obraz Naj­ja­śniej­szego Cesa­rza, który ugrzązł w odcho­dach, mógł być prze­sa­dzony czy nawet zali­czać się do kate­go­rii wspo­mnień apo­kry­ficz­nych, miej­skich legend. Jed­no­cze­śnie opo­wieść ta dostar­cza dra­stycz­nego kon­tek­stu dla uwagi rzu­co­nej od nie­chce­nia przez Józefa II w liście z Lem­berga: „Oto jestem mię­dzy Sar­ma­tami, nie do uwie­rze­nia, ile tutaj trzeba zro­bić”. Her­ku­le­so­wym zada­niem habs­bur­skim było ni mniej, ni wię­cej oczysz­cze­nie gali­cyj­skiej stajni Augia­sza.

Przed­sta­wia­jąc stan gali­cyj­skiego szkol­nic­twa, Krat­ter wezwał do two­rze­nia szkół, w któ­rych ucznio­wie „na zawsze oduczy­liby się hanieb­nych przy­war narodu pol­skiego, które pod­ci­nają korze­nie moral­no­ści, zdro­wia i bogac­twa”. Wyra­ził nadzieję, że jeśli naucza­nie będzie przy­naj­mniej czę­ściowo pro­wa­dzone w języku nie­miec­kim, miesz­kańcy „lepiej poznają nasz spo­sób życia i zwy­czaje”, dzięki czemu następne poko­le­nie będzie „mniej pry­mi­tywne i mniej skłonne do pijań­stwa i leni­stwa”. Krat­ter pod­su­mo­wał ten pro­jekt jako „powszechną refor­ma­cję tego ludu”, w wyniku któ­rej ze spo­tka­nia pol­skich przy­war i nie­miec­kich zwy­cza­jów wyłoni się nowy gali­cyj­ski cha­rak­terk66. Cho­ciaż ze swoją nędzą i bra­kiem kana­li­za­cji Lwów pre­zen­to­wał się przy­gnę­bia­jąco, Krat­ter stwier­dził, że kiedy się wej­dzie na Górę Zam­kową i spoj­rzy w dal, Gali­cja wygląda jak ogród Edenu: „Wszel­kie pięk­no­ści, które może mieć dolina, Eden, poja­wiają się tutaj w całej swo­jej kra­sie, w całej natu­rze i w całej ozdo­bie: siel­skie pola zboża, soczy­ste i barwne łąki, stawy, lasy, dale­kie pust­ko­wia, złudne per­spek­tywy, nie­zmie­rzone dale!”. Wpę­dziw­szy się w lite­racką eks­tazę, Krat­ter prze­żył następ­nie dru­zgo­cące roz­cza­ro­wa­nie na myśl o tym, „jak nie­szczę­sny, zde­pra­wo­wany, dziki lud zamiesz­kuje tę kra­inę natury i piękna”k67. Złudne per­spek­tywy i nie­zmie­rzone dale posłu­żyły za dosko­nałe meta­fory pro­jektu habs­bur­skiego w Gali­cji, szy­ku­ją­cej się do powszech­nej refor­ma­cji. Lud musiał zostać prze­obra­żony, aby paso­wał do kra­jo­brazu.

To prze­obra­że­nie doko­ny­wało się przez napływ imi­gran­tów nie­miec­kich, w 1774 roku zachę­co­nych przez wła­dze zwol­nie­niem od podat­ków i służby woj­sko­wej. W 1781 roku, kiedy Józef II rzą­dził już samo­dziel­nie, obie­cał rów­nież tole­ran­cję reli­gijną dla pro­te­stan­tów. W 1786 roku, kiedy Franz Krat­ter opu­bli­ko­wał swoją książkę, w Gali­cji miesz­kało około trzech tysięcy nie­miec­kich rodzin osad­ni­czychk68. Młody Nie­miec miał spore roze­zna­nie w tema­cie, ponie­waż zali­czała się do nich rów­nież jego rodzina — to jest jego dwaj bra­cia, któ­rzy z powo­dze­niem han­dlo­wali we Lwo­wie winem. Ignaz Krat­ter przy­był do Gali­cji nie­długo po austriac­kiej anek­sji, otwo­rzył karczmę i spro­wa­dzał węgier­skie i austriac­kie wina, a póź­niej dołą­czył do niego we Lwo­wie jego brat Johann. Franz Krat­ter posta­no­wił wyra­zić entu­zja­styczny sto­su­nek Niem­ców do Gali­cji ustami swo­jego brata Johanna. „Bóg poka­zał Moj­że­szowi zie­mię obie­caną tylko z oddali — oświad­czył rze­komo Johann — ale mnie zapro­wa­dził na samo miej­sce”. A zatem habs­bur­ska Gali­cja nabrała cha­rak­teru ziemi obie­ca­nej nie tylko dla tam­tej­szych Żydów, ale rów­nież dla osad­ni­ków nie­miec­kich spoza pro­win­cji. Krat­ter opi­sał, jak jego brat Johann unosi kie­li­szek wina i pije za zdro­wie monar­chy, któ­rego kocha „aż do sza­leń­stwa” [bis zur Schwärmerei] — monar­chy, który uczy­nił z Gali­cji habs­bur­ską zie­mię obie­caną: „Vivat! Niech żyje cesarz”k69. Józef odwie­dził zresztą Gali­cję ponow­nie w 1786 roku, tym samym, w któ­rym Krat­ter opu­bli­ko­wał swoją rela­cję, można było zatem oso­bi­ście oddać mu honory.

Według „Wie­ner Zeitung” pod­czas pobytu we Lwo­wie Józef odwie­dzał szpi­tale, klasz­tory oraz kato­lic­kie i unic­kie semi­na­ria duchowne, a także wziął udział w balu na swoją część. Pokło­nić się Józe­fowi przy­była pol­ska magna­te­ria — Czar­to­ry­scy, Potoccy, Lubo­mir­scy — i zapewne rów­nież speł­niła za niego toast, cho­ciaż szlachta i ary­sto­kraci zasad­ni­czo mieli mniej powo­dów niż Krat­ter, aby życzyć cesa­rzowi dłu­giego życiak70. De facto tego życia już nie­wiele mu zostało — zale­d­wie cztery lata — ale sama Gali­cja, którą rewin­dy­ko­wał, wyna­lazł i „prze­to­pił”, miała prze­trwać do XX wieku.

Po kry­tycz­nej ana­li­zie swo­ich listów na temat Gali­cji Krat­ter przy­znał, że nie­które z zawar­tych tam prze­my­śleń mogą się wyda­wać „nie­win­nymi fan­ta­zjami czło­wieka pogrą­żo­nego w bło­gich marze­niach”, jed­nak marze­nia i fan­ta­zje poja­wiały się we wszel­kich roz­wa­ża­niach o Gali­cji. Pro­win­cję trzeba było wycza­ro­wać w wyobraźni; jej two­rze­nie było pracą w toku. „Całość jest bli­ska prze­to­pie­nia”, zdra­dził apo­ka­lip­tycz­nie: Das Ganze is seiner Umsch­mel­zung nahe. Jed­nak choć prze­to­pie­nie wyda­wało się bar­dzo bli­skie, zawsze pozo­sta­wało tuż poza zasię­giem, nie­zisz­czalne, umy­kało naj­lep­szym sta­ra­niom habs­bur­skich refor­ma­to­rów. Krat­ter wyznał, że nie jest do końca zado­wo­lony ze swo­jej rela­cji na temat Gali­cji, ponie­waż nie zawsze udało mu się przed­sta­wić wszyst­kie jej aspekty „w nale­ży­tym upo­rząd­ko­wa­niu” [in gehöriger Ord­nung]k71. Porażka ta była mu z góry prze­zna­czona, ponie­waż w przed­sta­wio­nym przez niego obra­zie nie­po­rzą­dek nale­żał do samej istoty Gali­cji. Roz­wi­chrzona fan­ta­zja lite­racka Krat­tera, podą­ża­jąc za emo­cjo­nalną logiką „burzy i naporu”, ni­gdy nie pod­dała się dys­cy­pli­nie nale­ży­tego upo­rząd­ko­wa­nia. Ide­olo­giczna rewin­dy­ka­cja Gali­cji przez oświe­cone rządy Habs­bur­gów pole­gała wła­śnie na lite­rac­kim zobra­zo­wa­niu nie­upo­rząd­ko­wa­nego zamętu. Krat­ter zwró­cił się do nie­miec­kich czy­tel­ni­ków i wycza­ro­wał obraz Gali­cji, który miał za zada­nie nakło­nić ich do tego, aby razem z auto­rem snuli marze­nia o habs­bur­skiej powszech­nej refor­ma­cji.

Robin­son Cru­soe w Gali­cji

Na swoją publi­ka­cję z 1786 roku Krat­ter rok póź­niej otrzy­mał odpo­wiedź, wpi­su­jącą dys­ku­sję na temat Gali­cji w ducha pole­miki i debaty, który gene­ral­nie cecho­wał kształ­tu­jącą się osiem­na­sto­wieczną sferę publiczną. Według Jürgena Haber­masa wizy­tówką sfery publicz­nej jest kry­tyka, toteż nie należy się dzi­wić, że w następ­nej publi­ka­cji doty­czą­cej Gali­cji Krat­ter został skry­ty­ko­wany, poczy­na­jąc od tytułu: Dre­is­sig Briefe über Gali­zien: oder Beobach­tun­gen eines unpar­they­ischen Man­nes, der sich mehr als nur ein paar Monate in die­sem Königreiche umge­se­hen hat5. Dzieło uka­zało się ano­ni­mowo w 1787 roku w Wied­niu i Lip­sku, a jego auto­rem był uro­dzony w habs­bur­skiej Bruk­seli Alphons Hein­rich Traun­paur Che­va­lier d’Opha­niek72. Jako ofi­cer armii Habs­bur­gów miesz­kał w Gali­cji całe osiem lat, dzięki czemu, jak prze­ko­ny­wał, był bar­dziej wia­ry­godny od Krat­tera, któ­rego wizyta trwała zale­d­wie kilka mie­sięcy.

Przy­pi­su­jąc sobie więk­szy auto­ry­tet wyni­ka­jący z dłuż­szej i lep­szej zna­jo­mo­ści Gali­cji, Traun­paur oskar­żył Krat­tera o nie­rze­tel­ność: „Puste przy­pusz­cze­nia, płyt­kie uwagi, wymy­ślone histo­ryjki, uszczy­pliwe aneg­dotki, nie­uza­sad­nione pro­po­zy­cje…”. Wyra­ził rów­nież pogląd, że za wąt­pli­wej jako­ści spo­strze­że­niami Krat­tera kryje się zamiar zohy­dze­nia Gali­cji. „Nie­do­rzecz­no­ścią jest odma­wiać wszel­kiej war­to­ści całej ogrom­nej kra­inie, zdol­nej do wszel­kich prze­ja­wów kul­tury, tylko dla­tego, że nie zaszła tak daleko, jak jej sąsie­dzi”, sko­men­to­wał Traun­paurk73. W pełni więc zaak­cep­to­wał józe­fiń­ską logikę, zgod­nie z którą zaco­faną Gali­cję nale­żało ucy­wi­li­zo­wać.

Dekla­ra­cja bez­stron­no­ści w tytule książki miała suge­ro­wać, że Krat­te­rem kie­ro­wały oso­bi­ste uprze­dze­nia, a w szcze­gól­no­ści że prze­ja­wiał naro­do­wo­ściową stron­ni­czość wyni­ka­jącą z wro­go­ści do Pola­ków. Traun­paur oświad­czył czy­tel­ni­kom, że sam uznaje „tylko dwie nacje — ludzi dobrych i złych”k74. Przed­sta­wił „histo­rię kraju”, potwier­dza­jąc „dawne rosz­cze­nia” Habs­bur­gów do Gali­cji: „Zie­mie pozy­skane przez Austrię w wyniku roz­bio­rów to zie­mie, które dzi­siaj sta­no­wią odrębne kró­le­stwo pod nazwą Gali­cji i Lodo­me­rii”. Traun­paur miał świa­do­mość, że w austriac­kich rosz­cze­niach do tej pro­win­cji tkwi pewien nie do końca czy­sty zabieg — „pod nazwą Gali­cji” nie brzmi prze­ko­nu­jąco. Wyraź­nie dostrze­gał impe­rialną dyna­mikę wła­dzy, ponie­waż zasu­ge­ro­wał inną nazwę: „Nowe Peru”. Tak bowiem jawiła się ta kra­ina poszu­ku­ją­cym skar­bów osad­ni­kom, któ­rzy przy­byli do Gali­cji po 1772 roku „z każ­dego zakątka cesar­skich ziem”k75. Cho­ciaż stwa­rzano pozory, że Gali­cja powraca do macie­rzy, w isto­cie wyglą­dała jak jakiś kolo­nialny nowy świat, zie­mia obie­cana, która daje moż­li­wość łatwego wzbo­ga­ce­nia się.

Cho­ciaż Traun­paur utrzy­my­wał, że maluje życz­liw­szy por­tret Gali­cji niż Krat­ter, obie rela­cje prze­nika duch józe­fi­ni­zmu. Traun­paur miał kry­tyczny sto­su­nek do ducho­wień­stwa klasz­tor­nego, twier­dząc, że mnisi upra­wiają pogań­ski kult Wenus i Bachusa. Pomimo iż przy­zna­wał, że war­stwy wyż­sze są „ogła­dzone, hojne i uczynne”, nie potra­fił się oprzeć przy­to­cze­niu sen­sa­cyj­nych przy­kła­dów ary­sto­kra­tycz­nych beze­ceństw i gwał­tów: kazi­rodz­twa, deflo­ra­cji chłop­skich dzie­wic na pod­sta­wie ius pri­mae noc­tis i histo­rii pew­nego szlach­cica, który kazał Żydowi wspiąć się na drzewo i kukać, a potem go zastrze­lił, wszystko dla zabawyk76. Traun­paur, jak widać, nauczył się od Krat­tera, jakie dyk­te­ryjki o gali­cyj­skim bar­ba­rzyń­stwie mogą przy­kuć uwagę nie­miec­kiej publiki.

Traun­paur włą­czył do swo­jej książki dzien­nik podróży po Gali­cji rze­komo napi­sany przez innego ofi­cera armii habs­bur­skiej, z pocho­dze­nia Wło­cha. Ten nie­wy­mie­niony z nazwi­ska przy­bysz z Ita­lii podró­żo­wał po całej pro­win­cji i zre­la­cjo­no­wał sze­reg gali­cyj­skich spo­tkań o spo­rym ładunku ale­go­rycz­nym. Pew­nego dnia wyru­szył na prze­chadzkę bez mun­duru, aby brano go za „tego, kim naprawdę jestem — za czło­wieka”, a nie habs­bur­skiego ofi­cera. Tro­chę pre­ten­sjo­nal­nie uznał się za „dru­giego Robin­sona” — to jest odar­tego z wszel­kich nale­cia­ło­ści kul­tury Robin­sona Cru­soe wyrzu­co­nego na nie­znaną wyspę z dala od cywi­li­za­cji. Ten Robin­son nie był jed­nak na swo­jej gali­cyj­skiej wyspie sam. „Rap­tem sobie uświa­do­mi­łem, że trzy­dzie­ści kro­ków przede mną z ziemi ster­czy coś czar­nego. Pod­sze­dłem bli­żej i oka­zało się, że to Żyd, który zapadł w głę­boki sen, a obok niego leżała otwarta książka”. Kiedy Żyd się obu­dził, habs­bur­ski Robin­son zagaił roz­mowę i wyszło na jaw, że jego roz­mówca to miej­scowy rabin. Szybko prze­szli na tematy poli­tyczne:

JA: Co pan powie o cesa­rzu Józe­fie II?

RABIN: A! Pro­szę pana, czy pan go kocha?

JA: Nie­skoń­cze­nie!

RABIN: Jak go uwiel­biam nie mniej niż pan. Opatrz­ność go wybrała i uży­czyła światu.

JA: Jak się panu podoba naród, mię­dzy któ­rym pan mieszka?

RABIN: Uznaję na świe­cie tylko dwie nacje: ludzi dobrych i złych.

JA: Szcze­rze pan wie­rzy w przyj­ście Mesja­sza?

RABIN: Moje obo­wiązki mnie obli­gują, abym wie­rzyłk77.

Roz­mowa ta nadała ton całemu dzien­ni­kowi podróży po Gali­cji, doty­ka­jąc kwe­stii ści­śle zwią­za­nych z ówcze­snymi wyobra­że­niami o tej pro­win­cji: głę­boka wiara w prze­ista­cza­jące moce habs­bur­skiego cesa­rza, oświe­cone zain­te­re­so­wa­nie filo­zo­ficzne znie­sie­niem roz­róż­nień mię­dzy naro­dami oraz mesja­ni­styczne prze­po­wied­nie nasta­nia nowej epoki. Następ­nie Robin­son i rabin roz­ma­wiali o Moj­że­szu Men­dels­soh­nie, oświe­ce­nio­wym filo­zo­fie żydow­skim, który zmarł poprzed­niego roku (1786) w Ber­li­nie oraz nie­miec­kim dra­ma­turgu Got­thol­dzie Eph­ra­imie Les­singu, który na osiem­na­sto­wiecz­nej sce­nie teatral­nej sła­wił Men­dels­sohna w dra­ma­cie Natan mędrzec. Wcie­la­jąc się w habs­bur­skiego Robin­sona, Traun­paur rów­nież zresztą przed­sta­wił gali­cyj­skiego rabina jako podobną postać dra­ma­tur­giczną, gali­cyj­skie uoso­bie­nie Natana mędrca.

 

„Jak trak­to­wano Żydów przed roz­bio­rem Pol­ski?” — spy­tał Robin­son. „Wiecz­nie zno­si­li­śmy ciosy” — odparł rabin i opi­sał sce­na­riu­sze, w któ­rych Żydów chło­stano i bito, aby wymu­sić od nich pie­nią­dze.

JA: Te bestial­stwa prze­mi­nęły.

RABIN: Nasi potom­ko­wie pobło­go­sła­wią tym, dzięki któ­rym prze­mi­nęłyk78.

Dia­log ten wyty­czył wyraźną gra­nicę mię­dzy dawną Pol­ską a nową Gali­cją, daw­nymi bestial­stwami a nową wspa­nia­ło­myśl­no­ścią. Przy­szłe poko­le­nia gali­cyj­skich Żydów, prze­ko­ny­wał rabin, wyka­zu­jąc się nie­ma­łym zmy­słem pro­ro­czym, miały bło­go­sła­wić Habs­bur­gom.

Wło­ski ofi­cer liczył na trwałą i budu­jącą przy­jaźń z rabi­nem, toteż odwie­dził go następ­nego dnia w jego domu. Jed­nak rabin nagle zmarł i Traun­paur mógł tylko współ­czuć wdo­wie: „Nie mogłem się powstrzy­mać przed zmie­sza­niem moich łez z jej łzami, odda­jąc w ten spo­sób cześć pamięci tego racjo­nal­nego i pra­wego Izra­elity”k79. Rabin wysła­wiał wcze­śniej Józefa II jako mesja­ni­stycz­nego zba­wi­ciela Gali­cji, a teraz sam jawił się jako zbaw­cza postać, któ­rej oświe­cona mądrość zwia­stuje tej pro­win­cji nadzieję na przy­szłość. Dzien­nik podróży prze­isto­czył się w ale­go­rię, ponie­waż Gali­cja była czymś wię­cej niż tylko bytem topo­gra­ficz­nym, a mia­no­wi­cie filo­zo­ficzną domeną oświe­co­nej fan­ta­zji.


Gali­zi­scher Jude, Żyd gali­cyj­ski, ilu­stra­cja z: Julius Jan­dau­rek, Das Königreich Gali­zien und Lodo­me­rien und das Herzog­thum Buko­wina, Wien 1884. Ze zbio­rów Pod­kar­pac­kiej Biblio­teki Cyfro­wej.

„Bar­ba­rzyń­skiej dzi­ko­ści pol­skiej szlachty” u Krat­tera Traun­paur prze­ciw­sta­wił cno­tli­wego szlach­cica. Ten wzor­cowy okaz, który nazy­wał się Wiko­fski i miesz­kał z oko­licy Rze­szowa, rów­nież odkrył wło­ski ofi­cer.

Czci swoją ojczy­znę Gali­cję i łączy inte­li­gentny humor z praw­dzi­wie męską urodą oraz naj­szla­chet­niej­szym spo­so­bem myśle­nia. Jego towa­rzy­stwo jest przy­jemne, a w jego domu panuje ład i bez­brzeżna gościn­ność. Nic nie daje się porów­nać z har­mo­nią, w któ­rej żyje ze swoją uro­czą żoną, de domo Miretzką. Gdyby wszy­scy Polacy przy­po­mi­nali tę rzadką parę, pra­gnął­bym zawsze miesz­kać mię­dzy nimik80.

Takie wyróż­nie­nie pary cno­tli­wych szlach­ci­ców suge­ro­wało, że reszta szlachty nie może się z nimi rów­nać, lecz jeden przy­pa­dek dawał nadzieję na przy­szłe odku­pie­nie całej kasty. Naj­bar­dziej ude­rza­jące było wska­za­nie ojczy­zny rze­czo­nego szlach­cica: Gali­cji. Czy­tel­nik mógł wycią­gnąć z tego wnio­sek, że cno­tli­wość tego czło­wieka po czę­ści zasa­dza się na emo­cjo­nal­nym porzu­ce­niu Pol­ski, jego daw­nej ojczy­zny, na rzecz habs­bur­skiej afi­lia­cji poli­tycz­nej.

Spo­tkaw­szy cno­tli­wego Żyda i cno­tli­wego szlach­cica, habs­bur­ski Robin­son doko­nał na swo­jej samot­nej wyspie jesz­cze jed­nego zadzi­wia­ją­cego odkry­cia: odkrył mia­no­wi­cie Encyclopédie Dide­rota i d’Alem­berta, lite­racki totem Oświe­ce­nia. Była to naj­wy­raź­niej ostat­nia rzecz, jaką podróż­nik spo­dzie­wał się zna­leźć w Gali­cji i ostat­nia, któ­rej zna­le­zie­nia ocze­ki­wa­łaby od niego nie­miecka publika. A prze­cież Ency­klo­pe­dia stała na czy­jejś półce z książ­kami. „Głę­boko się jej pokło­ni­łem”, oświad­czył dosyć sur­re­ali­stycz­nie wło­ski ofi­cer. Obec­ność Ency­klo­pe­dii tudzież oka­zów pra­wego juda­izmu i nobli­wej szlachty ale­go­rycz­nie potwier­dzała, że Gali­cja nie jest stra­cona dla Oświe­ce­nia. Hoł­dom dla oświe­co­nego habs­bur­skiego cesa­rza towa­rzy­szyły pokłony przed tek­stami lite­rac­kimi Oświe­ce­nia, a spo­tkany po dro­dze rabin spra­wiał wra­że­nie czło­wieka, który zstą­pił z kart takiego tek­stu — a mia­no­wi­cie Natana mędrca Les­singa. Wyna­le­zioną pod egidą Oświe­ce­nia Gali­cję wyobra­żono jako kra­inę prze­zna­czoną do zba­wie­nia przez oświe­coną trans­for­ma­cję.