Uciekłam z arabskiego burdeluTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Uciekłam z arabskiego burdelu
Uciekłam z arabskiego burdelu
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 67,30  53,84 
Uciekłam z arabskiego burdelu
Audio
Uciekłam z arabskiego burdelu
Audiobook
Czyta Ewa Abart
36,90  26,94 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Copyright © Laila Shukri, 2020

Projekt okładki

Sylwia Turlejska

Agencja Interaktywna Studio Kreacji

(www.studio-kreacji.pl)

Zdjęcie na okładce

© andresr/iStockphoto.com

Redaktor prowadzący

Michał Nalewski

Redakcja

Maria Talar

Korekta

Maciej Korbasiński

Anna Godlewska

ISBN 978-83-8234-564-3

Warszawa 2020

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Rozdział I

Piekło miłości

Dopiero teraz mogę o tym opowiedzieć. Po latach milczenia przyszła pora na dokończenie historii Julii, pięknej Polki, którą czarujący Tarek cynicznie w sobie rozkochał, żeby później sprzedać do jednego z wielu burdeli w Dubaju.

Każda zawiedziona miłość boli. Oplata serce i duszę czarną wstęgą złamanych obietnic i otacza płomieniami żarliwych kłamstw, a potem rozbija na drobne kawałeczki wspólnie przeżytymi chwilami, tymi najwspanialszymi i tymi najstraszniejszymi.

Kiedy jednak mężczyzna, któremu w porywach największej miłości i najgorętszej namiętności oddałyśmy swoje ciało, bezwzględnie sprzeda je obcym, okrutnym i nienasyconym w zaspokajaniu swoich lubieżnych chuci, rozpada się nie tylko dusza i serce – rozpada się cały świat.

Pierwszy raz zobaczyłam Julię na jachcie szejka podczas wyuzdanej orgii, w której kobiety i mężczyźni bez żadnych zahamowań zatracali się w rozpasanych praktykach seksualnych. Znalazłam się tam przypadkowo, za sprawą Kate, mojej koleżanki z dawnej pracy, z którą przyjechałam służbowo do Dubaju rozkręcać dopiero co tam założoną filię naszej firmy. Później nasze drogi się rozeszły, ponieważ ja wyszłam za mąż i przestałam pracować, a Kate… Tak naprawdę nie wiem, co się z nią działo przez te parę lat, kiedy nie miałam z nią żadnego kontaktu. Zadzwoniłam do niej w przypływie desperacji – siedziałam osamotniona, mimo licznej służby, bo mój mąż, wymierzając mi straszliwą karę, zabrał dzieci i pozostawił w opustoszałym pałacu na bliżej nieokreślony czas.

Po paru tygodniach ciężkiego otępienia obudziłam się pewnego ranka, zadając sobie gorzkie pytania na temat mojego życia.

Co ja w ogóle robię? Jak ja żyję? Gdzie jest dawna Izabela? Gdzie mogę ją znaleźć?, przelatywało przez moją głowę, jak gdybym od nowa musiała określić swoją tożsamość.

„Isabelle…” Tak nazywał mnie mój mąż, Salim. Wyszeptał moje imię, kiedy na pustej plaży niespodziewanie mi się oświadczył. Powiedział je cicho łamiącym się, pełnym przejęcia głosem, gdy podszedł do mnie w sypialni luksusowego hotelu w Wenecji, urządzonej z ozdobnymi elementami rokoko w stylu osiemnastowiecznego pałacu, podczas naszej pełnej ekstatycznych, miłosnych uniesień nocy poślubnej. I wypowiedział je, kiedy wzburzony – jego zdaniem – moim niewłaściwym zachowaniem, nakazywał mi, jak mam odpowiednio postępować.

„Isabelle, twój głos…” – na szyi nabrzmiały mu żyły – „jest bardzo kobiecy… i nadzwyczaj zmysłowy… twój głos… jest bardzo prowokujący, więc…” – przełknął ślinę – „…kiedy mówisz, to uwodzisz… tak, bardzo uwodzisz…” – powtórzył dobitnie. „Dlatego…” – spojrzał na mnie twardo – „dlatego nie wolno ci rozmawiać z mężczyznami!”1.

To był pierwszy raz, kiedy dojmująco odczułam chorobliwą zazdrość Salima, która przez następne lata stała się przekleństwem mojego małżeństwa. Wróciliśmy wtedy z podróży do Europy i mój mąż znienacka zostawił mnie samą. Pojawił się w domu po trzech dniach, a gdy zapytałam o powód jego nieobecności, zrobił mi awanturę. Miał pretensję o parę zdań, które grzecznościowo wypowiedziałam, i to jadąc z nim, zapytana przez kierowcę taksówki w Lizbonie o wrażenia z podróży po jego mieście.

Później takie sytuacje powtarzały się, aż do tej najpotworniejszej, kiedy Salim, po brutalnym gwałcie małżeńskim, opuścił mnie, zabierając dzieci i nie kontaktując się ze mną przez dłuższy czas. To właśnie wtedy, kiedy ocknęłam się z wywołanego traumatycznym przeżyciem letargu, zapragnęłam odnaleźć gdzieś dawną siebie – czy prawdziwą siebie? – która w dużej mierze mogła decydować o swoim życiu. Dlatego zadzwoniłam do Kate, która kojarzyła mi się z intensywną pracą, poznawaniem nowych ludzi i odkrywaniem uroków dynamicznie rozwijającego się Dubaju.

„Spotkajmy się, zabawimy się…” – zaproponowała dawno niewidziana koleżanka. Mnie przez myśl nawet nie przeszło, że ta zabawa oznacza erotyczne trójkąty i czworokąty, obsceniczne zmagania mężczyzn, żeby równocześnie osiągnąć orgazm pod wpływem oralnej stymulacji zapewnianej przez kolejne kobiety, oddawanie moczu na twarze i w otwarte usta uczestniczek orgii w celu osiągnięcia satysfakcji, publiczny onanizm i wiele innych lubieżnych aktywności seksualnych, na których opisanie nawet trudno znaleźć słowa.

W pewnym momencie na jachcie dopadł mnie ktoś z tyłu i zanim zdążyłam zareagować, błyskawicznym ruchem podwinął mi sukienkę, ściągnął majtki i przyciągnął do siebie moje pośladki.

„Cholera!” – krzyknęłam po polsku, co w międzynarodowym towarzystwie przyciągnęło uwagę Julii.

Podbiegła do mnie i kurczowo ściskając za rękę, zaczęła rozpaczliwie prosić: „Pomóż mi, błagam cię, ja tu nie chcę być, oni mnie tu uwięzili, błagam cię, ja nie chcę tego robić!”.

Wtedy dwóch mężczyzn zdecydowanym krokiem podeszło do niej, siłą odciągnęło ode mnie, z impetem rzuciło na podłogę, a potem zaczęło ją bestialsko bić i kopać. Mnie udało się uciec z tej orgiastycznej imprezy, ale żałosne błaganie mojej rodaczki sprawiło, że później postanowiłam ją odnaleźć i pomóc jej wydostać się z burdelowego piekła.

* * *

Najtragiczniejsze jest to, że od czasu, kiedy opisałam wstrząsającą historię Julii, nadal tysiące kobiet i dziewcząt są podstępnie zwabiane do Dubaju, a następnie sprzedawane i zmuszane do prostytucji. W lokalnych mediach wciąż pojawiają się smutne historie ofiar handlu ludźmi.

Szesnastolatce z Bangladeszu kobieta należąca do gangu obiecała uczciwą, lukratywną pracę w Dubaju. Kiedy dziewczyna zgodziła się na wyjazd, pośredniczka wyrobiła jej sfałszowany paszport, który zawyżał jej wiek, oraz wizę do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Na lotnisku w Szardży przejął ją mężczyzna, który najpierw kilkakrotnie ją zgwałcił, a później zmusił do prostytucji, aby w końcu sprzedać za osiem tysięcy dirhamów2 innym członkom gangu do burdelu w Dubaju.

„Powiedział mi, że jeśli chcę wrócić do swojego kraju, muszę im zapłacić. Przymuszali mnie do prostytucji” – wyjawiła dziewczyna, którą ostatecznie uwolniła policja.

Po paru miesiącach upodlającej pracy jako prostytutka nastolatka dostała od jednego z oprawców telefon, aby w nagłych przypadkach mogła do niego zadzwonić. Dziewczyna wykorzystała okazję i skontaktowała się z dubajską policją, która namierzyła apartament, gdzie zorganizowany był nielegalny burdel.

„Następnego dnia policja poprosiła mnie, abym zadzwoniła do oskarżonego i zwabiła go, żeby przyszedł do mieszkania” – zeznawała dziewczyna. „Zadzwoniłam więc do niego i powiedziałam, że jestem chora. Kiedy stręczyciel dotarł na miejsce, policja aresztowała go razem z dwoma innymi mężczyznami, z którymi wspólnie prowadził dom publiczny”.

Dramat nieletnich dziewcząt, które wbrew swojej woli pod wpływem zastraszania i szantażu sprzedają swoje ciała, zawsze porusza mnie do głębi. Za każdą relacją z wykrycia odrażającego procederu handlu ludźmi kryją się pełne cierpienia i niewyobrażalnego bólu noce, dnie, godziny, minuty, które przeżywają wykorzystywane i maltretowane ofiary.

Podczas nalotu na jeden z nocnych klubów w Dubaju policja odkryła, że wśród kilkunastu pracujących tam tancerek, których obowiązkiem było również świadczenie gościom usług seksualnych, aż cztery były niepełnoletnie. Okazało się, że zostały bezdusznie zwabione z Bangladeszu do Zjednoczonych Emiratów Arabskich rok wcześniej, w wieku zaledwie piętnastu i szesnastu lat.

„Zgodziłam się pracować jako tancerka, ponieważ moja rodzina jest biedna i potrzebuje pieniędzy” – jedna z ofiar na łamach „Gulf News” wyznała, jakimi motywami się kierowała. „Cztery dni po przyjeździe do kraju wzięli nas do nocnego klubu i powiedzieli nam, że będziemy pracowały tam jako tancerki. Jednocześnie poinformowali mnie, że będę miała trzy nielegalne relacje seksualne z klientami w miesiącu”.

W Zjednoczonych Emiratach Arabskich zarówno prostytucja, jak i seks pozamałżeński są nielegalne, w związku z czym grożą za to grzywny i kary więzienia, a w przypadku cudzoziemek również deportacja. Zmuszanym do nierządu kobietom często trudno jest udowodnić, że wykonywały nielegalny proceder pod przymusem, co ułatwia ich dręczycielom stosowanie wobec nich szantażu.

Więzione i brutalnie wykorzystywane seksualnie nastolatki często nie mogą sobie poradzić z fizycznym i psychicznym horrorem, przez który muszą przechodzić. Nie zawsze udaje im się skontaktować z policją lub krewnymi, którzy mogliby je uwolnić z sideł gangów handlujących nieletnimi.

Siedemnastoletnią Banglijkę odebrał na lotnisku w Dubaju mężczyzna, który od razu zawiózł ją do mieszkania, w którym zgwałcił ją aż pięć razy. Kiedy rozpaczliwie płakała z przeraźliwego bólu, oprawca zagroził jej, że jeśli nie przestanie, to ją zabije. Następnie zawiózł ją do innego apartamentu, w którym zmusił ją do przyjmowania klientów. Zdesperowana dziewczyna poprosiła jednego z nich o możliwość skorzystania z jego telefonu i zadzwoniła do swojego brata w Bangladeszu. Od niego dostała numer kobiety w Dubaju, która miała jej pomóc wydostać się ze szponów handlarzy ludźmi.

 

Nastolatka skontaktowała się ze wskazaną kobietą, która rzeczywiście przyczyniła się do jej odbicia. Zastosowała fortel polegający na zaoferowaniu przetrzymującemu ją mężczyźnie kupna nastolatki za dwa i pół tysiąca dirhamów. Kiedy handlarz ludźmi się na to zgodził, powiadomiła policję, która schwytała go na gorącym uczynku. Akcja ta doprowadziła do aresztowania również pozostałych członków gangu.

Podobnych historii lokalna prasa przytacza bardzo dużo. Na mnie przerażające wrażenie zrobiły losy nieletniej dziewczynki, którą zmuszanie do prostytucji doprowadziło do choroby psychicznej. Szesnastolatka została zwabiona przez szajkę do Dubaju pod pretekstem zatrudnienia w gabinecie kosmetycznym, a jej paszport oraz inne dokumenty związane z podróżą i pracą zostały sfałszowane, jak to zazwyczaj bywa w takich przypadkach, żeby zawyżyć jej wiek.

Po przylocie do Dubaju nastolatce zabrano paszport, a następnie zawieziono ją do mieszkania, gdzie została zamknięta i zmuszana do handlu swoim ciałem. Po pewnym czasie policjanci otrzymali sygnał od informatora o więzionej nieletniej, udali się więc do wskazanego przez niego apartamentu.

„Zidentyfikowaliśmy ją na podstawie opisu policyjnego informatora” – opowiadał jeden z oficerów biorących udział w akcji. „Zauważyliśmy, że nie wyglądała dobrze, ponieważ rozmawiała ze sobą, podnosząc do góry wzrok i śmiejąc się bezradnie, a potem nagle – modląc się”.

Policja znalazła paszport i bilet lotniczy ofiary pod poduszką w łóżku głównego oskarżonego. Mężczyzna zaprzeczył, że zmuszał dziewczynę do prostytucji, i utrzymywał, że jest tylko jego współlokatorką.

„Biłem ją i wiązałem, bo mnie denerwowała i nie chciała jeść” – zeznawał.

W mieszkaniu znajdowała się również kobieta, która podczas prowadzonego śledztwa ujawniła, że nastolatka po ciężkich przeżyciach nie mogła chodzić i poważnie zachorowała. Stwierdziła również, że od jednego z członków szajki słyszała, iż nieletnia została zmuszona do uprawiania seksu ze stu dwudziestoma mężczyznami.

Kobieta, przebywająca w Dubaju nielegalnie, tłumaczyła się, że nie zgłaszała tego na policję, ponieważ bała się głównego oskarżonego, który groził doniesieniem na nią do odpowiednich władz.

Sporządzony na potrzeby sprawy raport medyczny wykazał, że zmuszana do prostytucji nieletnia jest chora psychicznie i cierpi na zaburzenia lękowe, fobie i nadmierne pobudzenie nerwowe3.

Szesnastolatka, podobnie jak pozostałe wspomniane wcześniej ofiary, również pochodziła z Bangladeszu, w którym – jako jednym z nielicznych krajów muzułmańskich – prostytucja jest legalna po ukończeniu osiemnastego roku życia. Jednak w rzeczywistości do prostytuowania się zmuszane są dziewczynki czasami tak małe jak dwunastolatki, a nawet młodsze.

W niewielkim, ubogim Bangladeszu znajduje się dwadzieścia miasteczek burdeli, w których otwarcie oferuje się seks za pieniądze. Do największych z nich należy Daulatdia, gdzie z około dwóch tysięcy prostytuujących się osób ponad połowa to dzieci, które zostały sprzedane lub się tam urodziły. Do burdelu trafiają nawet siedmioletnie dziewczynki, które poddawane są szokującemu procederowi „hodowli” nieletnich prostytutek. Ponieważ klienci wolą prostytutki o pełniejszych kształtach, dzieciom podawany jest codziennie deksametazon, silny lek sterydowy, który hodowcy bydła dosypują do paszy, żeby zwiększyć masę zwierząt, a co za tym idzie zwielokrotnić swoje dochody.

Faszerowane sterydami dziewczynki spędzają swoje dzieciństwo w przypominającym slumsy miasteczku burdelu, gdzie na wąskich uliczkach walają się śmieci, a wśród nich zużyte kondomy, niedopałki papierosów, resztki rozkładającego się jedzenia, oraz zalegają cuchnące ludzkie i zwierzęce odchody. Tysiące mężczyzn, którzy codziennie odwiedzają Daulatdię, preferują uprawianie seksu z nieletnimi, a w celu zwiększenia swojej przyjemności seksualnej, zażywają specyfiki wzmacniające ich potencję i przedłużające stosunki nawet do dwudziestu minut. Dzieci cierpią w milczeniu, a pierwsze spotkania z klientami wspominają jako serię gwałtów. Przerażające zjawisko „hodowli” nieletnich prostytutek opisałam szczegółowo w jednej ze swoich poprzednich powieści4.

Tragiczną sytuację zmuszanych do prostytucji dzieci dostrzegła również reporterka, która na łamach brytyjskiego dziennika „The Guardian”, we wstrząsającym artykule pod wymownym tytułem Żywe piekło młodych dziewcząt uwięzionych w burdelach Bangladeszu, przedstawiła usłyszane przez siebie historie.

„Sprzedane przez handlarzy ludźmi, od lat uwięzione i gwałcone wiele razy dziennie… to życie dziesiątek tysięcy nieletnich dziewcząt w Bangladeszu”5 – zaczyna swój zatrważający materiał.

„Po pięciu latach pobytu w burdelu Labonni przestała marzyć o uratowaniu. Od kiedy w wieku trzynastu lat sprzedano ją madame, klienci obiecywali jej pomoc w ucieczce. Żaden tego nie zrobił. Z czasem ich twarze zaczęły się zacierać, więc nie pamiętała dokładnie, kto odwiedził ją wcześniej ani ilu mężczyzn przyjęła danego dnia. Zwykle był to jeden klient na godzinę, zaczynając od dziewiątej rano.

«Czasami budzę się i nie wiem, dlaczego jeszcze nie umarłam» – wyznała przetrzymywana dziewczyna.

Teraz, w wieku dziewiętnastu lat, Labonni mówi, że zrezygnowała z życia – i śmierci – w Mymensingh6, burdelowej wiosce w centrum Bangladeszu. Tutaj siedemset do tysiąca kobiet i dziewczynek pracuje w handlu seksem – często wbrew swojej woli” – możemy przeczytać w artykule.

Porażające dane mówią, że ponad czterdzieści milionów ludzi na świecie żyje w jakiejś formie współczesnego niewolnictwa, w tym seksualnego, które polega na użyciu przymusu, uprowadzeń, oszustw lub siły w celu czerpania korzyści z wykorzystywania seksualnego ofiar. Niewolnictwo seksualne obejmuje również przymusowe małżeństwa nieletnich i dramatyczna historia Labonni jak w soczewce skupia cierpienie milionów dziewczynek na całym świecie, które pod presją są wydawane za mąż lub sprzedawane jako prostytutki7.

Ceremonia ślubna dwunastoletniej Labonni odbyła się dokładnie w dniu, w którym dostała pierwszej miesiączki. W wieku trzynastu lat uciekła od brutalnego męża, zostawiając sześciomiesięczną córkę.

„Nie wiedziałam, dokąd idę” – zwierzała się. „Pomyślałam, że znajdę pracę w fabryce odzieży”.

Na dworcu w Dhace do zapłakanej Labonni podeszła kobieta, która zaoferowała jej jedzenie i miejsce na nocleg. Po dwóch dniach dziewczynka została sprzedana za mniej więcej sto osiemdziesiąt funtów do burdelu, z którego zabroniono jej wychodzić.

Opisana w artykule rzeczywistość burdelowej wioski przeraża okrucieństwem szczególnie dlatego, że sprzedawane są w nim ciała nieletnich dziewczynek.

„Dziewczęta tak młode jak dwunastolatki śpią po pięć w pokoju, a ich łóżka są oddzielone tylko poszarpanymi zasłonami. Muzyka płynie z głośnych zestawów dźwiękowych, a domowej roboty alkohol leje się z plastikowych butelek, żeby uśmierzyć ból. Mężczyźni bez koszul przemykają zaułkami w poszukiwaniu dziewczyn. Dziesięć minut seksu będzie ich kosztować czterysta taka8 – ale te pieniądze trafiają głównie do kieszeni osób prowadzących burdel”.

„Madame, która mnie kupiła, powiedziała mi, że muszę ją spłacić” – Labonni opowiada bezbarwnym głosem. „Przekupiła policję, mówiąc, że mam osiemnaście lat [wiek uprawniający do zarejestrowania pracownika seksualnego], i powiedziała, że jestem jej winna ponad dziewięćset czternaście funtów. Potem skonfiskowała mój telefon i zamknęła mnie w sypialni. Powiedziała, że skrzywdzi mnie, gdybym próbowała uciec”.

Po dwóch, trzech tygodniach Labonni zrezygnowała z prób ucieczki.

„Oni zawsze cię znajdą” – dodaje rozgoryczona.

Kiedy czytałam ten artykuł, łzy bezsilności cisnęły mi się do oczu. Wiedziałam, że podobny los jest udziałem tysięcy dziewczynek nie tylko w Bangladeszu, ale również w Indiach, Pakistanie, Sri Lance i na Filipinach – krajach, które są największymi rynkami handlu ludźmi. Autorka artykułu pisze, że Labonni „z dnia na dzień stała się chukri, czyli zniewoloną pracownicą seksualną – uwięzioną w burdelu aż do czasu, kiedy spłaci setki funtów sfabrykowanych długów”.

Słowo chukri oznacza dziewczynę sprzedaną starszej kobiecie, która płaci za jej utrzymanie, jedzenie, ubranie, kosmetyki i inne potrzeby życiowe, a w zamian za to zabiera wszystkie dochody uzyskane z jej pracy jako prostytutki. Swoją niewolniczą pracą dziewczyna ma spłacić przypisany jej „dług”, którego uregulowanie może nastąpić dopiero po latach albo i nigdy. Czasami dziewczynie udaje się uciec albo wykupić za pożyczone pieniądze z tego niewolniczego systemu, ale zazwyczaj trafia ona do innego burdelu, żeby dalej zarabiać na życie jako prostytutka. System chukri rozpowszechniony jest przede wszystkim w Bengalu Zachodnim w Indiach, ale termin ten używany jest również w odniesieniu do zniewolonych prostytutek w sąsiednim Bangladeszu.

Labonni kilkakrotnie próbowała popełnić samobójstwo.

„Pewnego dnia spróbuję jeszcze raz” – mówi, siedząc na betonowej podłodze celi, która służy jako sypialnia; numery jej klientów są wyryte na ścianie. Tymczasem dziewczyna codziennie się tnie.

„Tak głęboko zakorzenione problemy ze zdrowiem psychicznym są powszechne wśród zniewolonych pracownic burdelu w Bangladeszu i utrudniają im zaczęcie nowego życia, nawet gdy ich «długi» zostają spłacone” – zauważa autorka reportażu.

Chociaż po sześciu latach uwięzienia w burdelu i prostytuowania się pod przymusem Labonni spłaciła swój „dług widmo”, nadal pracuje w tym samym miejscu jako prostytutka. W ciągu długich lat upokorzenia i bólu zarobiła dla swojej madame, która dzięki niej i innym zniewolonym dziewczynkom pławi się w luksusie, czterdzieści sześć i pół tysiąca funtów. Dziewczyna spłaciła swój początkowy „dług” w wysokości dziewięciuset czternastu funtów ponad pięćdziesiąt razy.

Handel ludźmi jest obok handlu narkotykami i bronią najbardziej dochodowym nielegalnym biznesem na świecie. Przynosi zajmującym się tym procederem profity o łącznej wartości stu pięćdziesięciu miliardów dolarów rocznie, z czego prawie sto miliardów generuje komercyjne wykorzystanie seksualne. Ogromne pieniądze zarobione na ogromnym wyzysku i nieszczęściu przede wszystkim kobiet i dziewcząt.

Kiedy Labonni dowiedziała się, że nie ciąży już na niej przypisane jej zadłużenie, i tak nie była w stanie opuścić miejsca, w którym spotkała ją tak potworna krzywda. Reporterka w swoim artykule podkreśla, że jej siła psychiczna uległa wyczerpaniu przez koszmarne lata znęcania się nad nią.

„Czuję się bezwartościowa” – Labonni mówi sama o sobie. „Moja córka nawet nie wie, że jestem jej mamą”.

Pomimo spłaty zadłużenia dziewczyna nadal zobowiązana jest oddawać burdelmamom połowę swoich tygodniowych zarobków, około siedemdziesięciu ośmiu funtów, w zamian za prąd i udostępnienie jej miejsca pobytu.

„Przez całe moje życie ludzie mówili mi, żebym uprawiała seks, aby oni mogli na tym zarabiać. Ile teraz ja muszę zarobić, żeby uwolnić się od tego życia?” – Labonni zadaje gorzkie pytanie.

Jej ucieczką od straszliwej rzeczywistości są wideorozmowy z córką, która mieszka z jej starszą siostrą w Dhace.

„Nie mogę jej tu wychowywać i to mnie boli, ale wiem, że jest szczęśliwa” – mówi Labonni. „Pewnego dnia, gdy będzie wystarczająco dorosła, chciałabym, żeby wiedziała, że jestem jej prawdziwą mamą”.

Dziewczyna, żeby poradzić sobie z przeraźliwym cierpieniem, codziennie się okalecza, i nie jest w tych aktach autoagresji, które mają na celu zredukowanie stresu, w miasteczkach burdelach odosobniona. Sprzedane kobiety i dziewczyny często stosują różne formy samookaleczeń, a kiedy już zupełnie nie mogą znieść burdelowego piekła – targają się na swoje życie. Liczba samobójstw w ostatnich latach wzrosła tak gwałtownie, że największe miasteczka burdele musiały założyć na swoich obrzeżach prywatne cmentarze.

„Nigdy nie było tak wielu śmierci jak teraz” – mówi prostytutka, która wiele lat temu została sprzedana do burdelu w Daulatdii.

 

Obecnie zajmuje się pogrzebami – myje każde ciało zmarłej prostytutki, a następnie prowadzi dwunastu strażników z burdelu poprzez chaszcze okalające cmentarz. Na końcu recytuje krótką modlitwę nad grobem.

„Przez jakiś czas przywiązywaliśmy kamień do ich szyi, a później wrzucaliśmy ciała do stawu. Jednak czasami wypływały na powierzchnię, więc musieliśmy znaleźć ziemię, żeby je chować” – zdradza burdelowe sekrety.

„W Mymensingh nie ma takiego cmentarza, ale nie wynika to z braku potrzeby miejsca pochówku” – autorka reportażu stwierdza ponuro.

Ciała wyprowadzane są o zmroku na wieś, gdzie chowane są w nieoznaczonych grobach w świetle pochodni. Nie można ich pogrzebać na publicznych cmentarzach, ponieważ piętno, którym naznaczone są prostytutki, na to nie pozwala.

„Oto bezwstydne, złe kobiety” – taka jest powszechna opinia na ich temat. „Jeżeli dziewczyna się zabije, ludzie mówią, że to jest dobry sposób pozbycia się jej – to po prostu szybsza droga dostania się do piekła”.

A może raczej wyzwolenia się z piekła?, przeleciało mi przez głowę, kiedy to przeczytałam, bo przypomniałam sobie, jak Julia zwierzyła mi się, że w pewnym momencie burdel stał się dla niej „najczarniejszą z najczarniejszych czeluści piekieł”.

Przebywająca w Mymensingh Labonni ma stałego klienta o imieniu Muhammad, trzydziestoletniego, żonatego kierowcę autobusu z pobliskiego miasta, który odwiedza ją codziennie od ponad czterech i pół roku, od kiedy skończyła czternaście lat.

„Wszystkie dziewczyny tutaj są bezradne” – mówi Muhammad. „Nie możesz sprzedać chłopca do burdelu, ale możesz sprzedać dziewczynkę, ponieważ ma ona konkretną wartość pieniężną”.

Mężczyzna nie czuje się winny, że płaci za seks z nastolatką i do tego ofiarą handlu ludźmi.

„Jestem zakochany w Labonni. Jestem w siedemdziesięciu procentach pewien, że pewnego dnia ją uratuję” – deklaruje, a przysłuchująca się temu Labonni nie podnosi wzroku.

„Nie wierzę już w to, co mężczyźni mi mówią” – zwierzy się później. „Oni wszyscy kłamią”.

* * *

Gdyby Julia kierowała się taką regułą…, pomyślałam z żalem. Jednak uwierzyła Tarkowi i przyjęła jego zaproszenie na dwutygodniową wycieczkę do Dubaju, która potem zamieniła się dla niej w najstraszniejszy horror.

Jednym z najbardziej zatrważających przeżyć było dla Julii odkrycie, że w burdelu, w którym została uwięziona i zmuszona do prostytucji, pracują dla swoich oprawców również małe dziewczynki. Należała do nich pochodząca z Indii przepiękna Anisza, która wyróżniała się śliczną buzią, pełnymi, ładnie zarysowanymi ustami, zgrabnym noskiem, ciemnymi lśniącymi włosami, zawiniętymi do góry długimi rzęsami i ogromnymi czarnymi oczami. Została porwana w swojej rodzinnej wiosce w drodze do szkoły. Kiedy Julia zobaczyła ją po raz pierwszy, Anisza mogła mieć zaledwie dziesięć lub jedenaście lat.

Przerażające dane mówią, że w Indiach co roku ginie około sześćdziesięciu tysięcy dzieci, co oznacza, że codziennie co dziesięć minut znika jedno dziecko. Część z nich pada ofiarą handlu ludźmi i nigdy nie zostaje odnaleziona.

„Niektóre są uratowane. Niektóre popełniają samobójstwa. Niektóre tracą nadzieję. Niektóre uciekają. Niektóre nadal są zaginione i nie można ich wyśledzić. Bywa, że są torturowane, molestowane, gwałcone, a czasem mordowane. Scenariusz związany z handlem ludźmi w Indiach jest zawsze niepokojący. Jest to tak niesprawiedliwe, że wielu z nich nie może wyśledzić nawet policja. Ofiary przymusowej prostytucji często cierpią na depresję i inne problemy psychiczne, które zostają im jak blizna do końca życia”. Taki wstęp zamieszcza portal internetowy Think Change India, który na swojej stronie przedstawia losy porwanej dziewczynki zmuszonej do prostytucji. Historia przedstawiona jest słowami samej ofiary, co spowodowało, że niejednokrotnie podczas czytania łzy leciały mi po policzkach. To JEST niesprawiedliwe. Jest niesprawiedliwe i oburzające, że w dwudziestym pierwszym wieku dzieci spotyka tak okrutny los.

Zwierzenia dziewczynki płynące wprost z głębi jej pokiereszowanego serca, duszy i ciała wstrząsają, poruszają do bólu i przerażają. Dlatego postanowiłam przytoczyć je w całości, żeby w jej przeraźliwej opowieści świat dostrzegł bezmiar zła i cierpienia, które codziennie są udziałem małych, niewinnych dziewczynek.

„Zostałam porwana w wieku dwunastu lat i byłam prostytutką do siedemnastego roku życia. Zostałam porwana z parku w pobliżu mojego domu tuż po moich dwunastych urodzinach – ostatnim przyjęciu urodzinowym, jakie kiedykolwiek miałam.

Obudziłam się w środku czegoś, co kojarzyło mi się z ciężarówką. Moje oczy były zakryte, ręce i nogi związane, a usta zakneblowane. Pamiętam, jak uderzałam o zimne, twarde ściany jadącego pojazdu.

Następnym razem, gdy odzyskałam przytomność, byłam w obskurnym pokoju. Kilka kobiet umyło mnie i nakarmiło. Za każdym razem, kiedy wołałam o pomoc, zasłaniały mi twarz poduszką. Później zdałam sobie sprawę z tego, że robią to dlatego, ponieważ nie chciały, żebym została pobita przez szefa za bycie uciążliwą. Byłam młoda, więc przetrzymywali mnie w jednym z pokoi «deluxe».

Moje dziewictwo zostało sprzedane szejkowi w dużym bungalowie. Gwałcił mnie przez kilka dni, a może tygodni. W końcu zostałam zgwałcona przez wszystkich jego towarzyszy, kiedy już mu się znudziłam. Mężczyźni przychodzili i robili ze mną, co tylko chcieli. Czasami nie mogłam spać z powodu udręki, czasami z fizycznego bólu. Czasami budziłam się, a mężczyzna już był we mnie. Czasami przychodził lekarz, żeby zrekonstruować moją błonę dziewiczą. Pamiętam to dobrze, ponieważ to oznaczało, że ponownie zostanę wysłana jako «dziewica» do bungalowu jakiegoś szejka.

Człowieczeństwo przetrwało we mnie tylko dzięki kobietom, które przychodziły do mnie codziennie, żeby mnie nakarmić i pomóc mi się wykąpać. Były smutne, kiedy na mnie patrzyły. Czasami miały łzy w oczach. To mnie uspokoiło, że cokolwiek się dzieje, to jest złe. Że nie jestem zwierzęciem. Że mój ból jest prawdziwy i przynajmniej mogę go zobaczyć.

Pewnego dnia obudziłam się w innym pokoju. Płakałam godzinami… a może dniami lub tygodniami… Przyzwyczaiłam się wcześniej do wygody mojego pokoju. Teraz nie byłam już otaczana przez życzliwe mi kobiety, których ciche dłonie dotykające mojej twarzy sprawiały, że czułam się jak żywa istota. W tym nowym pokoju, z nowym szefem, uczono mnie przebierania się, makijażu i tańca. Zostałam przeszkolona do świadczenia szeregu usług, które mój szef kazał mi ćwiczyć z nim, na nim. Tutaj szejkowie przestali przychodzić. Zastąpili ich mężczyźni w formalnych koszulach i spodniach.

Byłam jak robot. Niczego nie czułam. Nie miałam nawet ochoty zatrzymać tego ani się zbuntować. Tylko wykonywałam czyjeś polecenia.

Pewnego dnia kobieta ubrana w sari w kolorze khaki przywróciła mi świadomość. Energicznie potrząsała mną i pytała o moje imię. Zupełnie nie mogłam zrozumieć, co się dzieje. Nie pamiętałam, jak się nazywam. Zaczęłam płakać i po raz pierwszy od porwania kobieta w bawełnianym garniturze podeszła do mnie i mnie przytuliła. Powiedziała, że są tu po to, żeby mnie uratować.

Zostałam wsadzona do furgonetki z innymi kobietami i zawieziona na komisariat policji. Uświadomiłam sobie, że jestem w Bombaju. Później powiedziano mi, że zostałam porwana pięć lat temu i pierwsze kilka lat spędziłam w Hajdarabadzie.

Umieszczono mnie w domu pomocy. Musiałam rozmawiać z psychiatrą, uczestniczyć w zajęciach i ostatecznie stawić się na egzaminy. W tym czasie musiałam nauczyć się spać z dala od mojego pokoju «deluxe». To piekło stało się moim życiem. Czułam się nieswojo, kiedy nie byłam penetrowana przez nieznajomego przez wiele dni. Nauczyłam się żyć moim nowym, niewygodnym życiem, ale za to godnym i normalnym. Dowiedziałam się, że byłam poddana wielu niebezpiecznym aborcjom, w związku z czym nie będę już w stanie urodzić dziecka. Mój nadgarstek został kiedyś skręcony i złamany przez klienta. Ponieważ nie był odpowiednio leczony przez lata, już się nigdy poprawnie nie zrośnie.

Z pomocą lekarzy przypomniałam sobie adres z dzieciństwa. Kiedy członkowie pomagającej mi organizacji pozarządowej próbowali skontaktować się z moimi rodzicami, dowiedzieli się, że moja mama zmarła z powodu niewydolności wielu narządów, ponieważ przestała jeść i pić zaraz po moim zniknięciu. Mój ojciec wkrótce po śmierci mamy popełnił samobójstwo.