Perska niepewność

Tekst
Z serii: Perska miłość #7
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Perska niepewność
Perska niepewność
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 69,90  55,92 
Perska niepewność
Perska niepewność
Audiobook
Czyta Ewa Abart
37,90  27,67 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Z tego, co mówił, chciał was zabrać nie tylko w miejsca, które zazwyczaj zwiedzają turyści, ale też w inne… Takie rzadziej odwiedzane…

– Świetny pomysł! – Z czułością pomyślała o ukochanym. – I Sarze na pewno też się spodoba.

– A właśnie… Sara… Jak ona się czuje?

– Jest jakaś taka zamyślona… Melancholijna… I często mówi, że tęskni za Bali.

– Bali… Jest pełna magii… Ja też za nią tęsknię… Trudno się nie zakochać w tej wyspie.

– To prawda.

– A Fatma?

– Chciałaby już wrócić do Kuwejtu. Tam ma swoje koleżanki… Szkołę… Dodatkowe zajęcia…

– Miejmy nadzieję, że sytuacja w Zatoce Perskiej szybko się ustabilizuje i wszystko będzie jak dawniej.

– Miejmy taką nadzieję…

– Zastanowię się nad tym przylotem do Londynu.

– Dziękuję. Gdybyś rozmawiała z Richardem, to powiedz mu, że ja… – Głos Joanny się załamał. – No wiesz…

– Wiem. Będziemy w kontakcie.

– Dobrze. Do usłyszenia.

– Do usłyszenia.

Richard… Mój kochany mężczyzna… Niezmierzona tęsknota rozdzierała serce i duszę Joanny. Spotkamy się… Wszystko się ułoży… Będzie dobrze…, przekonywała samą siebie.

Kilka dni później uwagę Joanny przykuły pojawiające się w mediach niepokojące wiadomości z Chin. Sara też się tym zainteresowała i przyszła do matki, żeby o tym porozmawiać.

– Mamo, słyszałaś o Wuhanie?

– Tak, podobno pojawił się tam jakiś dziwny wirus – Joanna odpowiedziała z niepokojem. Martwiła się o Richarda, ponieważ Angelika nadal nie mogła się z nim skontaktować.

– Tajemnicza choroba, która daje objawy podobne do zapalenia płuc – uzupełniła Sara. – I podobno coraz więcej ludzi w Wuhanie jest chorych.

W tym momencie do apartamentu Joanny weszła Fatma.

– Rozmawiacie o Wuhanie? – zapytała zaaferowana, słysząc ostatnie zdanie.

– Tak – potwierdziła Sara.

– Oglądałam parę filmików na YouTubie na ten temat.

– I czego się z nich dowiedziałaś? – zainteresowała się Joanna, która bez przerwy myślała o Richardzie. Żywiła nadzieję, że w tak ogromnym kraju jak Chiny nie znalazł się akurat w Wuhanie.

– To podobno wirus odzwierzęcy, bo większość chorych pracowała na tak zwanym mokrym targu – odpowiedziała Fatma. – Sprzedawali tam owoce morza i trzymane w klatkach żywe zwierzęta, w tym również dzikie, z przeznaczeniem do konsumpcji. Niektóre z nich zabijano i ćwiartowano na miejscu, dlatego mówi się o tym miejscu „mokry targ”.

– Pamiętam, jak… – Sara chciała powiedzieć „Richard”, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język, bo przecież siostra nie wiedziała o kochanku mamy i jej planach odejścia od ojca – …ktoś mówił, że w Chinach je się „wszystko, co się rusza”.

– I to prawda, bo CNN przedstawiło materiał z targu w Wuhanie nakręcony na początku grudnia dwa tysiące dziewiętnastego roku, na którym widać przetrzymywane w ciasnych klatkach, i to czasami po kilka sztuk, niedźwiedzie, węże, jenoty, jeżozwierze i inne dzikie zwierzęta… – relacjonowała Fatma. – I to wszystko miało się znaleźć na talerzu… – Skrzywiła się z niesmakiem.

– W Chinach są jeszcze inne „specjały”. – Sara przypomniała sobie, jak Richard opowiadał o tym, co widział na ulicznych stoiskach. – Grillowane skorpiony, suszone meduzy, smażone w woku rybie głowy i cykady, pieczone jaszczurki…

– Czyli same świństwa… – podsumowała Fatma.

– Skrzepy świńskiej krwi oni dodają do tofu – Sara wpadła siostrze w słowo.

– Och, dziewczyny, przestańcie już! – Joanna przywołała córki do porządku. – Bo odbierzecie mi apetyt na najbliższych kilka dni.

– Mówimy tylko, że bliski kontakt człowieka z dzikimi zwierzętami może być przyczyną wielu chorób – wytłumaczyła Fatma. – Podkreślali to w materiałach filmowych, odnosząc się do tego nowego wirusa.

– Dobrze, że on jest tylko w Chinach – Sara wyraziła swoje zdanie.

– A my takich „rarytasów” nie jemy, więc nam nic nie grozi – Fatma poparła siostrę.

Nie wiedziały, jak bardzo się myliły. Niedługo po tej rozmowie zanotowano przypadki choroby COVID-19, jak ją potem nazwano, wywołanej nowym koronawirusem SARS-CoV-2 w Pekinie, Szanghaju oraz południowo-wschodniej prowincji Guangdong. Zauważono, że wirus przedostał się również poza teren Chin, bo pierwsze przypadki chorych na COVID-19 zarejestrowano w Tajlandii, Japonii i Korei Południowej.

Narodowa Komisja Zdrowia Chin ogłosiła dwudziestego stycznia dwa tysiące dwudziestego roku możliwość przenoszenia nowego wirusa z człowieka na człowieka.

A później na świecie już nic nie było takie jak przedtem.

ROZDZIAŁ II
Kruche jak życie

Późnym rankiem Joannę obudził telefon od Angeliki.

– Halo… – odebrała na wpół rozespana.

– Cześć, Jo. Śpisz jeszcze?

– Nie… – zaprzeczyła, ale jej mało przytomny głos mówił coś innego.

– To może zadzwonię później?

– Nie, nie… Już się budzę… Co u ciebie?

– Mamy tu pierwsze przypadki.

– Czego?

– Tej nowej choroby z Wuhanu.

– Naprawdę?

– Tak, chyba to nawet pierwsze w Europie.

– W Paryżu?

– W Paryżu też, ale przedtem odkryto chorobę u kogoś w Bordeaux.

– Dużo ludzi jest zakażonych?

– Na razie znane są trzy przypadki.

– Wiadomo, skąd u tych osób ta choroba?

– Właśnie wróciły z Chin…

– Chiny… – Joanna głęboko westchnęła. – Dodzwoniłaś się do Richarda?

– Nie…

– Bardzo się o niego martwię – zwierzyła się przyjaciółce.

– Na pewno to tylko problemy z połączeniem – Angelika chciała podtrzymać ją na duchu. – A on sam miewa się znakomicie.

– Kiedy widzę, co się tam dzieje… – Przed oczami Joanny stanęły filmiki, które podsyłała jej Fatma. – To wszystko jest takie dziwne… Aż trudno uwierzyć…

– Co masz na myśli?

– Te obrazki z Wuhanu… Puste ulice… Puste stoiska i półki w sklepach, bo ludzie porobili zapasy jedzenia… Przepełnione poczekalnie w szpitalu… Poddenerwowani pacjenci w maskach… I całkowity lockdown jedenastomilionowego miasta… Jakbym oglądała jakiś film science fiction… – Joanna podzieliła się swoimi odczuciami.

– Chcą zatrzymać rozprzestrzenianie się tej nowej choroby… – podkreśliła Angelika. – Dlatego nikomu nie wolno wyjeżdżać i wjeżdżać do Wuhanu, a ludzi w zasadzie zamknięto w domach. Ten nasz pierwszy pacjent z Bordeaux, będąc w Chinach, przejeżdżał przez Wuhan i prawdopodobnie tam się zaraził.

– A co, jeżeli Richard jest w tym mieście? – Joanna nie mogła wyzbyć się tej przerażającej myśli. – Mówią, że to śmiertelna choroba, podobno prawie trzydzieści osób w Chinach już na nią zmarło.

– Dlatego podejmowane są tak drastyczne środki. Na pewno wkrótce przyniosą oczekiwane rezultaty i niedługo wszyscy o niej zapomną – Angelika była dobrej myśli.

– Tylko żeby do tego czasu Richard się z nią nie zetknął… – Joanna obawiała się o zdrowie ukochanego.

– Chiny są bardzo duże… Nie sądzę, żeby Richard był akurat w Wuhanie.

– Obyś miała rację… – Joanna bardzo chciała w to wierzyć. – Proszę, zadzwoń zaraz do niego.

– Codziennie dzwonię po parę razy – zapewniła przyjaciółka.

– Dziękuję… – Joanna była jej bardzo wdzięczna. – Co z twoim przyjazdem do Londynu?

– Może uda mi się wpaść do ciebie w przyszłym tygodniu.

– Byłoby wspaniale! – Joanna się ucieszyła.

– Trzymajmy kciuki, żeby się udało.

– Jak najbardziej.

– To do zobaczenia wkrótce.

– Do zobaczenia.

Jednak Angelika nie przyleciała do Londynu ani w następnym tygodniu, ani w żadnym kolejnym. Sytuacja związana z nową chorobą wywołaną koronawirusem zmieniała się dynamicznie z dnia na dzień, co nie sprzyjało jakimkolwiek podróżom.

Pod koniec stycznia zarejestrowano pierwsze jej przypadki w Wielkiej Brytanii, a Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła, że w wyniku rozprzestrzeniającej się epidemii COVID-19 występuje stan zagrożenia dla zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym. Niebezpieczna choroba zaczęła błyskawicznie ogarniać kolejne regiony, co zmusiło rządy poszczególnych krajów do podejmowania zdecydowanych działań w celu jej zatrzymania. Zostały wdrożone odpowiednie procedury, żeby wykryć jak największą liczbę chorych, którzy stanowili potencjalne źródło zakażenia, a także w dużym stopniu ograniczono kontakty międzyludzkie, aby zapobiec transmisji koronawirusa na szeroką skalę. Pomimo to sytuacja pogarszała się z każdym tygodniem.

Materiały filmowe z Wuhanu pokazywały, jak pierwsze zamknięte miasto radziło sobie ze śmiertelną chorobą.

„Życie jest tak kruche…” – wyznał jeden z jego mieszkańców. „Boję się… Zmierzyłem sobie temperaturę i miałem trzydzieści siedem i pół… Byłem zgubiony… Przyszedłem do szpitala… Muszę wyjść z niego żywy…” – ze strachem mówił następny.

Transport publiczny zarówno lokalny, jak i dalekobieżny został wstrzymany i wielu ludzi utknęło w Wuhanie, nie mogąc się z niego wydostać. Całkowity lockdown został ogłoszony zaledwie dwa dni przed chińskim Nowym Rokiem, który jest najważniejszym świętem spędzanym tradycyjnie w gronie najbliższej rodziny. Tuż przed zawieszeniem komunikacji tysiące ludzi tłoczyło się na głównej stacji kolejowej, mając nadzieję, że dotrze do swoich bliskich. Nie wszystkim to się udało.

„Widziałam autobusy i metro, które stanęły dziś rano” – jedna z mieszkanek opowiadała z przejęciem. „Dużo ludzi nie mogło wrócić do domu. Bardzo im współczuję”. Z trudem hamowała łzy.

Wielu pracowników, którzy dojeżdżali do pracy do miasta, zostało zmuszonych w nim zostać, ze względu na brak odpowiedniego transportu.

„W nocy padało, więc skierowaliśmy się w stronę publicznego schroniska. Ponieważ deszcz był bardzo intensywny, znaleźliśmy tymczasowe schronienie. Kiedy deszcz trochę osłabł, ponownie ruszyliśmy do miejsca przeznaczenia. Niestety po drodze dowiedzieliśmy się, że schronisko jest już pełne i nikogo nie przyjmują”. Smutny głos mężczyzny dobitnie wskazywał na to, jak ciężka jest dla niego ta nagła sytuacja.

 

Ostatecznie on i jego koledzy znaleźli schronienie w podziemnym parkingu, gdzie koczowało już dużo innych przyjezdnych robotników.

Szpitale były przepełnione, a pracownicy służby zdrowia przeciążeni. Dodatkowym utrudnieniem była odzież, która musiała szczelnie zakrywać całe ciało każdego, kto miał bezpośredni kontakt z chorymi. Lekarze i pielęgniarki, zanim znaleźli się na wyizolowanym oddziale, mieli obowiązek zakładać dwie warstwy specjalnych kombinezonów ochronnych, kilka par rękawiczek, maski, gogle i ochraniacze na buty.

„Moja twarz jest poraniona…” – skarży się pracująca w szpitalu kobieta na jednym z filmów. „Jest na niej bardzo dużo pęcherzy… Muszę używać gazy, bo inaczej nie mogłabym założyć ani maski, ani gogli”. Pokazuje grube warstwy gazy przymocowane do twarzy, które zabezpieczały ją przed dalszymi zranieniami. „To naprawdę boli”.

Podczas sześciogodzinnego dyżuru pracownicy nie mogli jeść, pić, a nawet korzystać z toalety.

„Szpital zaopatrzył nas w pampersy dla dorosłych” – mówi kobieta ubrana w niebieski kombinezon z kapturem, który razem z maską i goglami chroni jej twarz i głowę.

„Czy masz je założone dzisiaj?” – pyta reporter realizujący materiał filmowy.

„Nie”.

„Czy kiedykolwiek je założyłaś?”

„Tak”. Kobieta kiwa potakująco głową.

„Czyli dziś musisz się powstrzymywać, jeżeli miałabyś prawdziwą potrzebę pójścia do toalety?”

„Kombinezon ochronny kosztuje ponad trzysta juanów8” – wyjaśnia kobieta. „Robimy wszystko, żeby je oszczędzać”.

Praca na oddziałach z chorymi na COVID-19 była bardzo wyczerpująca, bo dzwonki przy łóżkach służące do wzywania pomocy odzywały się bez przerwy.

„Po sześciogodzinnym dyżurze dużo pielęgniarek musi wdychać tlen” – wyznała jedna z nich.

Lekarze pracowali prawie non stop i po dwa tygodnie nie wracali do swoich domów. Jeden z nich powiedział o uciążliwej wysypce, której dostał na całym ciele od noszenia odzieży ochronnej.

„Gdy jesteś zajęty, nie masz czasu czuć swędzenia” – podkreślił, pokazując klatkę piersiową w czerwonych, nieregularnych plamach. „Ale po wzięciu prysznica uczulenie staje się bardzo dokuczliwe”.

Pielęgniarki zostawały w szpitalu, gdzie mogły się przespać w pokojach socjalnych na bardzo wąskich łóżkach. Spały po dwie na jednym.

„Skłamałabym, mówiąc, że się nie boję” – zwierza się młoda kobieta w masce na twarzy. „Cały czas myślę o moim dziecku i rodzicach. Jestem ich jedynym dzieckiem i gdyby coś mi się stało, jak mogliby sobie z tym poradzić…” W jej oczach pojawiają się łzy. „I moje dziecko jest jeszcze bardzo małe… Co by się z nim stało?” – pyta smutno, zdając sobie sprawę z tego, że codziennie staje w obliczu śmiertelnej choroby.

Jedynym kontaktem z małym synem były wideotelefony.

„Mogę tylko powiedzieć mojemu synkowi, żeby czekał na mamusię i tatusia. Kiedy epidemia się skończy…” Silne emocje powodują, że kobieta przerywa i płacze. „…wtedy wezmę go na zewnątrz, żeby się pobawił…” Mimo że na twarzy ma maskę, to wyraz jej mokrych oczu i zmarszczone czoło wyrażają wielki ból. „Przepraszam” – usprawiedliwia się, że pokazała swoje osobiste uczucia przed kamerą9.

Do Wuhanu zjechało kilkadziesiąt tysięcy pracowników służby zdrowia z szesnastu prowincji, żeby pomóc w walce z nową chorobą. Ze względu na dużą liczbę chorych w niecałe dwa tygodnie został wzniesiony z gotowych elementów dwupiętrowy szpital na tysiąc łóżek, nad którym pieczę przejęła wojskowa służba medyczna. Niektórzy lekarze mieli doświadczenie w zwalczaniu wirusów SARS10 i eboli.

W celu pomieszczenia wciąż przybywających zakażonych lub odizolowania tych, którzy mieli z nimi kontakt, wykorzystywano również duże budynki takie jak hale wystawiennicze lub sportowe. Na początku lutego wirusem zainfekowanych było już ponad dwadzieścia tysięcy ludzi, a kilkaset zmarło.

Najbardziej wstrząsające były kręcone z ukrycia krótkie filmiki, które władze Chin najchętniej usunęłyby z oczu międzynarodowej opinii publicznej, a które obrazowały prawdziwy dramat mieszkańców dotkniętego zarazą kraju.

Na jednym z nich widać mężczyznę, który osłabiony chorobą pada wprost na twarz na twardy chodnik. Przypadkowi przechodnie podbiegają do niego, żeby mu pomóc. Na innym nad leżącym na ulicy nieruchomym człowiekiem pochyla się policjant. Obok stoi ambulans, a ratownicy w pośpiechu wyciągają z niego nosze.

W krótkich migawkach pojawił się również wysoki wał usypany z piasku i kamieni na szerokiej drodze prowadzącej do Wuhanu.

„To jest już trzecia droga” – tłumaczy kobieta w komentarzu. „Wszystkie drogi do Wuhanu są zamknięte”.

Niektórzy mieszkańcy próbowali opuścić strefę objętą kwarantanną, ale policja im na to nie pozwoliła. Zrobione potajemnie ujęcia pokazywały siły policyjne wyposażone w duże tarcze, które odpychają napierających ludzi. W tle rozlegały się syreny policyjne.

Do utarczek z policją doszło również w prowincji Fujian w południowo-wschodnich Chinach, gdzie mieszkańcy nie chcieli dostosować się do obowiązującej izolacji. Na nagraniu słychać głośne krzyki i widać części drewnianych mebli, którymi zdesperowani ludzie rzucali w stronę sił porządkowych.

Jeden z filmów przedstawiał przepełniony szpital w Wuhanie, w którym pacjenci leżeli w wąskich korytarzach na mało wygodnych łóżkach na kółkach, zazwyczaj służących tylko do przewożenia chorych. Na zewnątrz placówki w otwartym samochodzie pogrzebowym widać było zamknięte worki z ciałami zmarłych ułożone jedne na drugich.

Filmujący z ukrycia mężczyzna podzielił się wrażeniami z wizyty w szpitalu, w którym leczeni byli zakażeni koronawirusem. Wchodząc do środka, policzył, że zaledwie w ciągu pięciu minut pracownicy lokalnego krematorium wynieśli osiem ciał.

W szpitalnej sali zobaczył młodego mężczyznę, który był tak poruszony, że aż nie mógł oddychać. Wciągał powietrze, ale jego wypuszczenie sprawiało mu wyraźną trudność. Okazało się, że jego ojciec właśnie umierał. Mężczyzna trzymał przy uchu telefon, ale nie był w stanie normalnie rozmawiać.

„Podszedłem do maszyny, która podtrzymywała przy życiu ojca mężczyzny. W zasadzie było już po wszystkim. Poruszała się tylko nieznacznie w górę i w dół. On w zasadzie był martwy. Poruszała się nieznacznie… W zasadzie był blisko śmierci…”

Kiedy mieszkaniec Wuhanu opuszczał szpital, ponownie zobaczył ludzi, którzy przenosili ciała zmarłych pacjentów. Jeden z nich krzyczał:

„Worki na ciała! Worki na ciała!”

Trudno było nawet policzyć, ile ciał wynoszą.

„Wygląda na to, że wielu chorych umiera w szpitalach w Wuhanie” – stwierdził jego mieszkaniec. „Jednak te media… Media o tym nie informują…”11

Relacja dwudziestodziewięcioletniej mieszkanki Wuhanu, która była leczona w prowizorycznym szpitalu, tylko potwierdziła, że władze nie przedstawiają całej prawdy o aktualnej sytuacji.

„Możesz szukać w całym mieście i nie znajdziesz ani jednej maseczki” – mówiła podczas wideorozmowy z reporterami Sky News12. „Nikt nie wie, kiedy epidemia się skończy. Wszyscy są przerażeni i przestraszeni. Desperacko myślą, że wszyscy umrzemy… W każdym szpitalu są tak wielkie braki w zaopatrzeniu, że lekarze płaczą. W innym wywiadzie błagałam reporterów, żeby opisali, jak naprawdę to wygląda. Odmówili mi. Powiedzieli, że nie będą publikować takich wiadomości. Jeżeli ktokolwiek odważy się napisać coś negatywnego w swoim artykule, straci pracę… Słyszałam od lekarzy, że niektóre szpitale przyjmują po stu pacjentów dziennie. A tego samego dnia oficjalne wiadomości w Wuhanie podały, że wszystkich chorych jest zaledwie czterystu. Jednak chorzy ludzie tacy jak my, którzy przebywają w prowizorycznych szpitalach, dokładnie wiedzą, jak wygląda prawdziwa sytuacja…”

Inne przejmujące filmy pokazywały chińskie rodziny, które policja na siłę wyciągała z mieszkań, żeby odbyły kwarantannę.

Rozpaczliwe krzyki sfrustrowanych, zamkniętych w domach ludzi. Lekarzy, którzy byli tak zmęczeni po wielogodzinnym dyżurze, że dosłownie padali nieprzytomni na szpitalną podłogę. Jeden z nich rozbił sobie w ten sposób głowę i stracił przednie zęby. Pielęgniarki, które traciły przytomność, bo przez dziewięć godzin pracy nic nie jadły i nie piły. Napierającą kolejkę do sklepu w Szanghaju, w której ludzie bili się i szarpali. Walczyli rozpaczliwie o dostęp do maseczek ochronnych. Koszmarny obraz zarazy.

„Życie jest tak kruche…”, Joanna, po obejrzeniu materiałów filmowych, powtórzyła w myślach za mieszkańcem zamkniętego miasta.

Przed oczami stanęły jej pełne wrażeń chwile, kiedy razem z Angeliką i Sarą zwiedzała Chiny.

Byłyśmy tam przecież zaledwie parę miesięcy temu…, wspominała. Płynęłyśmy statkiem po rzece Huangpu Jiang, podziwiając wspaniałą panoramę Szanghaju. Zachwycałyśmy się jego niezwykle ciekawą architekturą, tak różnorodną po obu stronach rzeki… Historyczną, jeszcze z czasów kolonialnych, i współczesną, która zadziwiała futurystycznymi kształtami i cieszyła oko migającymi, kolorowymi napisami i neonami… To było przecież tak niedawno… A teraz raptownie wszystko się zmieniło… I przestraszeni ludzie w Szanghaju biją się o maseczki…

Od Richarda nadal nie było żadnych wiadomości i to spędzało jej sen z powiek. Zaraza rozprzestrzeniała się, w związku z czym, gdziekolwiek przebywał teraz w Chinach, nie był bezpieczny. Wiedziała, że Stany Zjednoczone, podobnie jak i inne kraje, ewakuowały swoich obywateli, ale gdyby wrócił do domu tą drogą, na pewno już dawno skontaktowałby się z Angeliką.

Ogarnął ją straszliwy lęk, że mógł zachorować i leży teraz gdzieś w jakimś prowizorycznym szpitalu odizolowany i samotny. Żałowała, bardzo żałowała, że przyleciała z Alim do Londynu, mogła mu powiedzieć na Bali, że odchodzi, albo po prostu wsiąść z Richardem w samolot i odlecieć do Stanów. Tylko że wszystko odbyło się tak szybko…

Zaczęła też ponownie żałować, że tak zapamiętale walczyła o utrzymanie swojego małżeństwa, kiedy Ali przyprowadził do rezydencji drugą żonę.

Co to mi dało?, rozważała rozgoryczona pewnego wieczoru, który jak zwykle spędzała sama w apartamencie. Tylko pasmo upokorzeń i bólu… Wtedy… Ali był tak zafascynowany Larą… Gdybym go od razu poprosiła o rozwód, może by się na niego zgodził… A nawet gdyby się wahał, Lara pewnie by go tak naciskała, że w końcu by ustąpił. Przecież od samego początku ta żmija robiła wszystko, żeby się mnie pozbyć… Gdybym wtedy…

Podeszła do lodówki i wyjęła z niej małą butelkę czerwonego wina. Nalała trunek do dużego kieliszka i z przyjemnością pociągnęła kilka sporych łyków. Wiedziała, że jak mąż wyczuje od niej alkohol, zrobi jej wściekłą awanturę. Ale było jej już w tym momencie wszystko jedno…

 

I co z tego, że w końcu przekonał się, jaka to cyniczna, zimna i wyrachowana suka?, rozważała dalej po odstawieniu kieliszka. I ją w końcu rozwiódł i wyrzucił z rezydencji? Co z tego? Nasze małżeństwo i tak zaczęło się rozpadać… Przypomniała sobie, jak w Dubaju przypadkowo zobaczyła Alego w barze z uwieszoną na jego ramieniu kobietą z ordynarnymi blond doczepami i wyraźnie zmienionymi przez zabiegi rysami twarzy. Pewnie tutaj w Londynie też prowadza się z jakąś sztuczną pokraką…, pomyślała. Ciągle go nie ma i nie odwiedza mnie w sypialni…

Sięgnęła po butelkę wina i opróżniła ją, wlewając resztę zawartości do kieliszka.

Gdybym na Bali uciekła z Richardem…, podniosła kieliszek do ust i upiła kilka łyków. Teraz byłabym wolna…

Nagły powrót Alego do apartamentu dobitnie jej przypomniał, że nie jest wolna.

– Wiesz, że nienawidzę, kiedy pijesz! – wrzasnął, gdy tylko zobaczył ją z kieliszkiem w ręku.

A ile ja rzeczy nienawidzę?, pomyślała od razu. Nienawidzę, kiedy krzyczysz… Kiedy nie słuchasz, co mówię… Kiedy jesteś w stosunku do mnie zimny… Arogancki… Kiedy w ogóle nie obchodzi cię, co ja czuję…

Wściekły podszedł do niej i spojrzał na nią ze złością.

– Wylej to natychmiast!

Nienawidzę, kiedy mi rozkazujesz…

– Powiedziałem ci, żebyś to wylała!

Nienawidzę, kiedy ciągle się kłócimy…

– Wylejesz czy ja mam to zrobić? – wycedził przez zęby.

Wstała z ociąganiem i przeszła do aneksu kuchennego. Poszedł za nią, żeby sprawdzić, czy na pewno zrobi to, co jej polecił. Z przykrością wylała resztki wina i postawiła kieliszek na blacie.

– Zadowolony? – Odwróciła się w jego stronę.

– Nie!

– Nie?! – wzburzyła się.

– Nie!

Nienawidzę tego twojego protekcjonalnego tonu…

– Nie! – powtórzył dobitnie. – Bo gdybym nie wrócił, pewnie byś to dopiła! I sięgnęła po następną butelkę!

– Bo ty doskonale wiesz, co ja bym zrobiła! – stwierdziła ironicznie.

– Tak, wiem!

– Ciekawe skąd!

– Bo cię dobrze znam!

– Tylko tak ci się wydaje, że mnie znasz!

Nienawidzę, kiedy mnie oceniasz…

– Trudno cię nie znać po tylu latach wspólnego życia!

Mnie też się wydawało, że cię znam… A jednak przyprowadziłeś do domu drugą żonę, zupełnie się ze mną nie licząc. Czy byłeś mężczyzną, którego znałam?

Nienawidzę, kiedy mnie ranisz…

– W ogóle mnie nie znasz! – wykrzyczała mu prosto w twarz.

Czy znał jej delikatność i wrażliwość?

– Głupoty gadasz!

Słowa, słowa, słowa… Kłujące… Krzywdzące…

– Jak możesz do mnie tak mówić?!

– Bo mnie ciągle denerwujesz!

– Ja cię denerwuję?!

– Tak, ty mnie denerwujesz! Bez przerwy!

– Nigdy się nie dogadamy… – Wyminęła go, wróciła do salonu i usiadła na kanapie.

Po chwili się pojawił i zaczął przemierzać salon w jedną i drugą stronę.

– Jeżeli będziesz piła, to się nie dogadamy.

– Przecież nie piję!

– A co robiłaś przed chwilą?

– Pierwszy kieliszek od paru dni.

– To takie osiągnięcie? – zapytał zjadliwie.

– Mogę od czasu do czasu się odprężyć.

– Nie znasz innych sposobów?

Znam… Oczywiście, że znam…, odpowiedziała w duchu. Można porozmawiać na ciekawy temat… Pójść na spacer… Przytulić się z czułością… Tak, jak robiłam to z Richardem. Tylko z tobą nie da się tego robić… Zupełnie się nie da…

– Ta rozmowa prowadzi donikąd. – Wstała i skierowała się w stronę swojej sypialni.

– Nie wychodź! – Zagrodził jej drogę. – Jeszcze nie skończyliśmy!

Chyba już dawno skończyliśmy…

– Daj mi spokój! – Zrobiła dwa kroki w bok, żeby go obejść.

– Jak ty się zwracasz do męża! – huknął oburzony, ponownie stając tuż przed nią.

– Daj mi przejść!

Miała dość tej beznadziejnej kłótni. I Alego.

– Powiedziałem ci, że jeszcze nie skończyłem! – Nie ruszył się z miejsca.

– Przepuść mnie!

– Usiądź i zostań, dopóki nie skończę!

Znowu mi rozkazuje…

– Jutro mi to powiesz – powiedziała na odczepnego.

– Nie będziesz mi mówić, co mam robić!

– A ty możesz mi mówić, co mam robić?!

– Jestem twoim mężem!

To znaczy, że mam wszystko znosić?

– To jeszcze nie upoważnia cię do takiego zachowania!

– Jakiego zachowania?

– Takiego… nieprzyjemnego.

– Ja jestem dla ciebie nieprzyjemny?

– A nie jesteś?

– Jak śmiesz tak do mnie mówić?! – Twarz Alego stężała.

Joanna zaczęła szybciej oddychać. Czy kiedyś się z tego wyzwoli? Zatęskniła za troską i czułością Richarda. Wiedziała, że cokolwiek teraz odpowie, da Alemu powód, żeby kontynuował tę koszmarną kłótnię. A tego nie chciała.

– Idę spać.

Ominęła go szybkim krokiem i poszła wprost do swojej sypialni. Jeszcze bardziej rozwścieczony udał się za nią.

– Co ty sobie w ogóle wyobrażasz?! – stanął tuż przy łóżku, na którym usiadła. – Wychodzisz bezczelnie w środku rozmowy!

To ma być rozmowa? Widziała jego gniewne spojrzenie. Wykrzywioną w złości twarz. I zaciśnięte pięści. Wyglądał tak, jakby miał zaraz się na nią rzucić. Pobić ją. Zgwałcić. Tylko po to, żeby udowodnić, jaką ma nad nią władzę.

– Posłuchaj… – Chciała tylko, żeby opuścił jej sypialnię. – Jestem zmęczona… Chcę już iść spać…

– Zmęczona? – Zaśmiał się drwiąco. – Czym ty jesteś zmęczona? Mieszkasz w hotelu z pełną obsługą, masz swoje służące… – Zrobił ruch w jej stronę. Instynktownie się cofnęła.

Wyjdź stąd!, krzyczało całe jej ciało. Nie wyartykułowała tego, bo bała się, że go jeszcze bardziej rozjuszy. A wtedy może się stać brutalny. Tak jak kiedyś.

– Nie powinnaś być zmęczona… – zniżył głos i zaczął się do niej zbliżać.

Odsunęła się, ale zdawała sobie sprawę, że nie ma żadnych szans. Nie ma dokąd uciec. Serce w popłochu biło jej coraz szybciej.

Wyciągnął rękę w jej stronę. Dotknął jej ramienia. Wzdrygnęła się. Spojrzał na jej wyeksponowane w sukience z dekoltem pełne piersi. Usiadł obok niej i złapał za jedną z nich.

– Na pewno nie jesteś zmęczona… – Przysunął się bliżej.

– Jestem zmęczona! – Zerwała się z łóżka.

Jej ciało się zbuntowało. Ona się zbuntowała. Mimo wszystko. Nie chciała tego robić wbrew sobie.

– Jesteś moją żoną! – Ali dał jej do zrozumienia, że ma wobec niego określone obowiązki. Obowiązki, z których nie miał zamiaru rezygnować.

– To nie znaczy, że możesz mnie… – chciała powiedzieć „gwałcić”, ale nie dokończyła, bo zadzwonił telefon Alego.

Mężczyzna nie zareagował na jego dźwięk, tylko ruszył w kierunku Joanny.

– Telefon dzwoni – powiedziała, mając nadzieję, że zdoła odwrócić uwagę męża od siebie.

– Niech dzwoni.

– Może to coś ważnego.

– O tej porze? Nie sądzę. – Znowu był przy niej.

Telefon nie milkł.

– Skoro ktoś się tak dobija o tej porze, to znaczy, że jednak coś ważnego. – Joanna nadal próbowała odciągnąć męża od siebie.

– Za chwilę przestanie dzwonić – stwierdził Ali, ale tak się nie stało.

Sygnały dźwięczały natarczywie i w końcu mężczyzna niezadowolony poszedł do salonu odebrać telefon.

– Zaraz tu wrócę – powiedział, opuszczając sypialnię.

Joanna z jego rozmowy wywnioskowała, że ktoś pilnie chce się z nim zobaczyć. I już czeka w hotelu na dole.

– Muszę wyjść. Spotkanie biznesowe. Ten koronawirus wszystko stawia na głowie – powiedział, zaglądając do sypialni. – Czekaj tu na mnie.

Wyszedł, a Joanna, do cna wyczerpana przygnębiającą sprzeczką, rzuciła się na łóżko. Jej ciałem wstrząsnęły silne dreszcze. Po policzkach spłynęły gorzkie łzy. Czuła się upokorzona i bezradna. Wiedziała, że dopóki będzie z Alim, takie sytuacje będą się powtarzać. Znalazła się w pułapce, z której będzie jej się bardzo trudno wydostać.

Z niepokojem nasłuchiwała, czy mąż wraca. Skulona zastanawiała się, jak chronić swoje ciało. Przed niechcianym dotykiem… Przed dotkliwymi uciskami niepożądanych pieszczot… Przed wymuszonym współżyciem… Przed przejmującym bólem… Seks bez miłości…

Przypomniała sobie, jak Richard zwierzył jej się kiedyś z kolejnej przypadkowej, erotycznej przygody, po której chciał jak najszybciej uciec… Od tej kobiety… Od wrażenia oblepiającego go brudu…

„Myłem się i myłem, jakbym chciał ściągnąć z siebie skórę. A z nią… Ten brud… I od tej pory… Unikam przypadkowego seksu…”

Seks z mężem nie jest przypadkowy. Jednak może być niechciany.

„Seks możesz uprawiać z każdą i nic z tego nie wynika. Ale prawdziwie kochać się możesz tylko z tą jedyną”13 – wyznał Richard, patrząc na nią czule.

Wróciła myślami do pewnej ciepłej balijskiej nocy na plaży nad oceanem. Ukochany przyniósł perlistego szampana, nalał pieniący się trunek do kieliszków, a kiedy biała piana spłynęła na jej dłoń, spił go delikatnie z jej palców. Czuła żar jego warg.

Później całowali się, pieścili, kochali. Namiętnie. Namiętnością najśmielszą. Wpadli w euforyczny trans, który zaprowadził ich na szczyty miłosnego upojenia.

Seks, kiedy się kocha… Kiedy miłość rozbudza, rozgrzewa, rozpala… Rozlewa się w sercach, duszach i ciałach… I każde westchnienie, uniesienie jest jej wyrazem… Rozkoszą największą. Jedyną. Ofiarowaną. Jemu i sobie. Nam przez miłość stworzoną i naznaczoną. Tylko nam.

Przepełniona tęsknotą ocierała łzy z policzków. Tak bardzo w tym momencie chciałaby się znaleźć w silnych ramionach ukochanego. Słuchać jego kojącego głosu. Czuć jego miłość. I odnajdywać w tym wszystkim wytchnienie i ukojenie.

Targana wspomnieniami długo nie spała. Kiedy Ali wrócił ze spotkania, była już głęboka noc. Ku jej zadowoleniu nie przyszedł do jej sypialni. Słyszała, jak siada w salonie i otwiera swój komputer. Widocznie utrudnienia w prowadzeniu biznesu spowodowane epidemią koronawirusa były na tyle poważne, że musiał pilnie czymś się zająć. Zasnęła dopiero nad ranem, marząc o spotkaniu z ukochanym.

Następnego dnia obudziła się całkowicie rozbita. Po głowie tłukła jej się tylko jedna myśl: im dłużej będzie tkwić w małżeństwie z Alim, tym bardziej będzie cierpieć. Jednocześnie doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak trudne będzie odejście od męża. Gdyby Ali dowiedział się o jej romansie, uznałby to za wielki dyshonor. Wtedy znalazłaby się w ogromnym niebezpieczeństwie. A na to nie mogła pozwolić. Odniosła wrażenie, że kiedykolwiek zaczyna myśleć o rozwodzie, od razu wpada w jakieś błędne koło.

Ze smutkiem pomyślała o losie tych wszystkich nieszczęśliwych kobiet, które z takim trudem muszą walczyć o swoje prawa i szczęście. Nawet księżniczka Haya, córka nieżyjącego króla Jordanii i przyrodnia siostra obecnie panującego w tym kraju władcy, spotkała się ze straszliwymi groźbami, kiedy weszła w konflikt ze swoim mężem, emirem Dubaju. Sąd w Londynie, w którym księżniczka po ucieczce od męża złożyła wniosek o ochronę i ustanowienie kurateli nad niepełnoletnimi dziećmi, ustalił, że na zlecenie emira, szejka Muhammada ibn Raszida al-Maktuma, była przez kilka miesięcy mocno zastraszana. Grożono jej, że zostanie uprowadzona i porzucona na pustyni, oraz straszono ją odbezpieczonym pistoletem, który dwukrotnie znalazła na swojej poduszce. Przytoczono też wymowne słowa wiersza, który po ucieczce żony napisał sam emir: Nie obchodzi mnie, czy jesteś żywa, czy martwa.

8300 juanów chińskich to równowartość ok. 170 złotych.
9Na podstawie materiału filmowego telewizji CGTN Documentary The lockdown: One month in Wuhan zamieszczonego w serwisie YouTube.
10Wirus SARS lub SARS-CoV-1 – należy do rodziny koronawirusów i wywołuje ciężki ostry zespół oddechowy (SARS). Uważa się, że wirus ten pochodzi od zwierząt, być może od nietoperzy, a na ludzi przeniósł się prawdopodobnie pośrednio przez cywety. Pierwsze przypadki choroby SARS wśród ludzi odnotowano w Chinach w 2002 roku. Do lipca 2003 roku zainfekowanych zostało na całym świecie ponad 8000 ludzi, z czego 774 zmarło.
11Na podstawie materiału Local Resident Records Shocking Video in Coronavirus Hospital in China zamieszczonego w serwisie YouTube.
12Na podstawie materiału telewizji Sky News COVID-19: Inside Wuhan’s coronavirus hospital zamieszczonego w serwisie YouTube.
13Laila Shukri, Perska zmysłowość, op. cit., str. 193.