Perska miłośćTekst

Z serii: Perska miłość #1
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Perska miłość
Perska miłość
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 62,90  50,32 
Perska miłość
Audio
Perska miłość
Audiobook
Czyta Ewa Abart
34,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ VI

Hassan

Ann wróciła z Londynu z podkrążonymi oczami i zmęczoną cerą.

– A coś ty taka zrypana? – zapytała z przerażeniem Lidka.

– Ach, daj spokój, przez parę dni przypomniałam sobie, jak wygląda normalny świat.

– A trzeźwiałaś tam w ogóle?

– Nawet nie pytaj... A ty jak? Co robiłaś?

Dziewczyna opowiedziała jej o Joannie i sylwestrze.

– A Jassim? Widziałaś go?

– Tak, przyszedł z Helen.

– No tak, przyssała się taka jak pijawka i nie popuści. – Angielka nie owijała w bawełnę. – Money, money, money... – zanuciła. – A był jeszcze ktoś ciekawy?

– No może...

– A kto? Mów! Kuwejtczyk, Polak?

– Nawet nie wiem, ale na pewno nie Polak.

– A jak ma na imię?

– Hassan.

– Ładnie. I co? Opowiadaj.

– Nie wiem. To było tylko kilka chwil... Ale jest to najbardziej zabójczy facet, jakiego w życiu widziałam.

– Umówiłaś się z nim?

– Nie.

– No to cienko! Może go przez tę Aśkę znajdziesz?

– Może...

W następnych tygodniach studentki były bardzo zajęte, bo zdawały kończące semestr egzaminy. Lidce nawet dobrze szło, dostała niezłe oceny. Od czasu do czasu próbowała kontaktować się z Asią, ale niezmiennie jej odpowiadano, że madame jeszcze nie ma w kraju. Liczyła już miesiące do końca stypendium, stęskniła się za domem, męczyły ją też te wszystkie ograniczenia. Żeby nawet musiała się spowiadać, jak wychodzi do sklepu po podpaski! Chciała już wrócić, zastanawiała się nawet, gdzie złoży swoje CV.

Pewnego dnia po powrocie z uczelni od razu, jeszcze w recepcji, zauważyła, że dzieje się coś dziwnego. Dziewczyny biegały podminowane, wszystkie były w czarnych abajach.

– Uważaj! Uważaj!

– Co się dzieje? – W pierwszej chwili pomyślała, że na piętrze wybuchł pożar.

– Mężczyźni! W akademiku są mężczyźni!

– Ale kto? Kucharze? – To byli jedyni przedstawiciele płci przeciwnej, którzy przebywali w sidżn, i to też na ściśle określonym terenie. Może któremuś odbiło i próbował przedrzeć się do pokojów?

– Nie! Szurta! Szurta!32

Lidka przestraszyła się, że przyszli po Ann, która przemyciła z Anglii w plastikowych małych butelkach po szamponach trochę alkoholu. Wbiegła szybko na górę i zobaczyła trzech policjantów, którzy pukali do drzwi.

– Otwórz, natychmiast otwórz! – krzyczeli.

– Zobacz, co za cyrk! – Współlokatorka stanęła obok.

– Jesteś! To dobrze! – Polka odetchnęła z ulgą. – Co to za zamieszanie?

– Jedna studentka zamknęła się w pokoju i od wczoraj nie chce otworzyć. Dlatego abla wezwała policję.

– Ale kto jest w środku? Ta Saudyjka? Nasza nieobliczalna Noor?

– Nie wiem dokładnie, wszystkie pozakrywały się szmatami i zupełnie nie wiadomo, kto jest kto.

Koło mundurowych stała grupka dziewczyn tworzących w abajach czarną plamę. Dyskutowały zażarcie i próbowały coś doradzać policjantom. Również abla przekonywała zamkniętą, aby ta pozwoliła im wejść.

– Ale dlaczego po prostu nie użyją klucza? Przecież maidy zawsze wchodzą, jak nas nie ma.

– Podobno ta w środku napchała czegoś do zamka i nic nie da się tam włożyć. W dodatku zagroziła, że jak spróbują wyważyć drzwi, to wyskoczy przez okno.

Lidka zrozumiała, że okoliczności są naprawdę poważne.

– Ale co dokładnie się stało?

– Nie wiem, zapytam, jak w końcu rozpoznam którąś z zakrytych koleżanek. Większość z nich w ogóle nie chce ze mną gadać.

Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Żadne perswazje nie skutkowały i drzwi nadal pozostawały zamknięte. Studentka zamilkła na dobre i w pokoju panowała cisza. Po dwóch godzinach zdano sobie sprawę z tego, że tą drogą nic się nie zdziała. Policjanci zeszli do recepcji i debatowali z opiekunkami, co dalej zrobić.

Lidka i Ann weszły do swojego pokoju.

– Ale jaja! Tego jeszcze tu nie było! Żebyś widziała ten popłoch, jak Arabki dowiedziały się, że przychodzą tu faceci! Latały jak oparzone, piszczały, szukały czegoś do zakrycia się! Jakby te wymoczki w mundurach nie miały nic innego do roboty, tylko na nie patrzeć! – relacjonowała Angielka.

– Ale co ona odwaliła, że taką szopkę odstawia? Może zaszła w ciążę?

– Jezus! Nawet nie wypowiadaj tego na głos! – odpowiedziała z przestrachem w głosie Ann.

– No co, zdarza się...

– Ale w tym kraju?! Nie widzisz, jak one są pilnowane?!

– A te wszystkie imprezy? – Lidka znowu się pogubiła.

– To są nielegalne, undergroundowe jazdy, jak wszędzie. Seks możesz tu uprawiać wyłącznie ze swoim prawnym współmałżonkiem, w innym przypadku czeka cię kara trzech lat więzienia lub chłosta, sto razów.

– O Boże! – Lidka się przeraziła. – Nie chciałabym być w skórze tej dziewczyny!

– Poczekaj, nie wiadomo, czy na pewno o to chodzi. Ale i tak dobrze, że nie ma tu kamienowania jak w Iranie czy Arabii Saudyjskiej.

– Ann, przestań, nawet nie mogę tego słuchać!

– A co ciekawe, chłoptasie za gejostwo mogą dostać więcej, do siedmiu lat, a jeżeli uwiodą kogoś, kto nie ukończył dwudziestego pierwszego roku życia, to nawet do dziesięciu lat.

– Straszne!

– A teraz dobra wiadomość! – Ann przysunęła się do Lidki. – Za seksualne praktyki między kobietami nic nie grozi. – Zaczęła żartobliwie wodzić ręką po jej nodze. – Tyle zakazów wkoło, a my całkiem na legalu... Nie kręci cię to?

– Ann, skończ z tym, to nawet nie jest śmieszne. Idź lepiej zobaczyć, co z tą nieszczęsną dziewczyną!

Angielka wyszła i długo jej nie było. Lidka nie mogła doczekać się nowych wieści i też dołączyła do stojących na korytarzu studentek. Niestety nic nie rozumiała, mówiły za szybko i w swoich dialektach. Mimo próśb kolejnych koleżanek drzwi do pokoju nadal pozostawały zamknięte. Panowała tam cisza, więc Polce nasunęło się pytanie, czy przebywająca tam osoba jeszcze w ogóle żyje. Nawet sama do niej zapukała i zawołała „halo, halo!”, ale nie doczekała się żadnej odpowiedzi. Nagle pojawiła się Ann i od razu zaczęła mówić:

– Prawdopodobnie jest to Reem z Bahrajnu, ale do tej pory nie wiadomo, o co chodzi. Jeżeli do jutra nie otworzy, to przyjdzie tu lekarz, może nawet psychiatra.

Nazajutrz przy śniadaniu rozmawiano wyłącznie o Reem, która nadal siedziała zamknięta. Lidka nie mogła zrozumieć, dlaczego po prostu nie otworzą drzwi siłą. Jednak Ann wytłumaczyła jej, że nikt tu nie podejmie drastycznych decyzji bez udziału ojca Reem, który jest jej oficjalnym opiekunem. Dziewczyna zaraz po zamknięciu się groziła samobójstwem i wszelkie gwałtowne poczynania ze strony innych osób mogły być zbyt ryzykowne.

Po posiłku studentki pojechały na uniwersytet, mając nadzieję, że po południu wszystko się wyjaśni. Lidka nie mogła się skupić na lektoracie i cały czas zastanawiała się, co skłoniło studentkę do tak drastycznego kroku. Jednak po powrocie z zajęć pierwsze, co rzuciło jej się w oczy, to był olbrzymi kosz pięknych czerwonych róż stojący w recepcji.

– A to co? Dla kogo to?

– Nie wiadomo, posłaniec przyniósł, ale abla nie puszcza pary z ust. – Tym razem nawet Ann nie była zorientowana.

– Może to dla Reem? – do rozmowy włączyła się inna studentka. – Może w ten sposób ktoś chce jej przekazać wiadomość, bo w środku jest liścik.

– No co wy, dziewczyny, przecież dzisiaj są walentynki! Kwiaty mogą być dla każdego, nawet dla mnie – powiedziała z nadzieją Noor.

– A co z Reem? Otworzyła drzwi? – Wokół przepięknych, wydzielających silny aromat kwiatów zbierało się coraz więcej mieszkanek akademika.

– Nie. Podobno była jeszcze raz policja, przyszedł nawet psychiatra, ale nic nie wskórali. Zawiadomili ambasadę, chyba ściągną z Bahrajnu jej rodzinę.

– A ten bukiet to dla kogo? Też bym chciała taki dostać.

– To wy tu obchodzicie walentynki? – zapytała zdziwiona Lidka.

– A nie widziałaś, co się dzieje w sklepach?

– Wielkie czerwone miśki, kwiaty i pełno gadżetów.

– Kubki, czekoladki, nawet specjalne majtki na tę okazję!

– Widziałam! Z czerwonych cekinów, w kształcie serca i z dziurką... No, wiecie gdzie!

Zgromadzone dziewczyny zachichotały.

– A restauracje i kawiarnie oferują wyjątkowy wieczór dla dwojga.

– Wy to macie dobrze! – westchnęła Noor. – U nas w Arabii Saudyjskiej policja obyczajowa ściga za wszystko, co ma czerwony kolor! Kwiaty i czekoladki trzeba kupować po kryjomu.

– A co to za zgromadzenie?! – Abla miała dość kłopotu z Reem, żeby jeszcze słuchać paplania nad głową. – Rozejść się, i to szybko!

Lidka podeszła do blatu, żeby podpisać się po powrocie z uczelni.

– Weź te kwiaty – mruknęła abla.

– Słucham? – Myślała, że opiekunka prosi, żeby przeniosła kosz w inne miejsce, ale przecież od tego są maidy.

– Nie słyszysz?! Weź ten kosz, jest dla ciebie. – Abla nie była w dobrym nastroju. – Wzbudza tylko niepotrzebną sensację!

Polka stanęła zaskoczona, a koleżanki od razu zasypały ją pytaniami: „od kogo to?”, „poznałaś kogoś?”, „jaki on jest?”. Lidka nie wiedziała, co powiedzieć. Sama nie wiedziała, co o tym myśleć. Kto jej mógł przysłać taki podarunek jak dla gwiazdy? Może to Jassim chciał zatrzeć złe wrażenie po ostatnim spotkaniu? Albo Jarek? Tyle czasu nie mieli kontaktu, jest w Niemczech, a tam na pewno są dobre firmy wysyłkowe. Niedługo stypendium się kończy, więc może w ten sposób chce o sobie przypomnieć? Studentki pomogły jej wnieść kwiaty na górę. Już w pokoju Lidka z niecierpliwością otworzyła mały bilecik. „Piękne róże dla pięknej róży. Zapraszam dzisiaj na kolację. Będę o szóstej po południu. Hassan”. Hassan?! Ten Hassan?! Ten wymarzony mężczyzna, którego zazwyczaj każda kobieta widzi gdzieś przelotnie, żeby go później nigdy więcej nie spotkać?!

 

Właśnie z nim będzie miała dziś randkę?! Serce zabiło jej szybciej, nie mogła uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.

– I co, pójdziesz? – spytała Ann.

– Jasne, że pójdę, ale która jest godzina? Jak ja zdążę się przygotować? Ann, ratuj, mam tylko dwie godziny!

– To migiem, szykuj się!

Lidka spojrzała w lustro i zaczęła biadolić:

– Nie, Ann, ja nigdzie nie idę! Czy ty to widzisz?! Wyglądam jak jakaś topielica! A on mnie widział w makijażu i fryzurze odpieprzonych przez zawodowców!

– Ale jak odwołasz spotkanie? Przecież nie masz z nim żadnego kontaktu, więc i tak tu przyjdzie.

– To zejdziesz i mu powiesz, że jestem chora.

– Wiesz co? Głupia jesteś! Spotykasz faceta swojego życia i pozwalasz, żeby taka okazja przeszła ci koło nosa?! Szybko zasuwaj pod prysznic, a ja idę po Noor, ona jest najlepsza w te klocki. – Ann w każdej sytuacji potrafiła znaleźć rozwiązanie.

Kiedy Lidka wyszła z łazienki, zobaczyła, że ich pokój zamienił się w mały salon piękności. Saudyjka zaprosiła jeszcze parę koleżanek, które przyniosły kosmetyki, suszarkę, szczotki i inne potrzebne przybory.

– Ty siadaj, zamykaj oczy, a my robimy cię na bóstwo! – Noor była chyba tak samo przejęta jak ona sama.

Oddała się w ręce współmieszkanek, wierząc, że rzeczywiście potrafią coś zrobić z jej ziemistą cerą i oklapniętymi włosami. Ostatnio skupiła się na nauce i nawet specjalnie nie przywiązywała wagi do swojego wyglądu. Dziewczyny gadały jak nakręcone, śmiały się i jednocześnie robiły Lidce makijaż oraz układały fryzurę. Po godzinie stwierdziły:

– Gotowe!

Polka otworzyła oczy i aż krzyknęła z zachwytu:

– Super! Jesteście chyba lepsze niż te specjalistki u Asi! Chociaż... Nie uważacie, że te kolory są za mocne? Trzeba to chyba trochę zetrzeć... – Wzięła chusteczkę, ale studentki szybko ją powstrzymały.

– Zostaw, przecież to restauracja, na pewno będzie przyćmione światło. Lepiej pomyśl, w co się ubierzesz.

– Nie wiem, chyba nie mam nic odpowiedniego...

– Musimy znaleźć coś czerwonego, w końcu to walentynki.

Po paru chwilach pokój został zawalony stosem różnych ciuchów.

– Przymierzaj, może coś z naszych rzeczy ci podpasuje. – Dziewczyny naprawdę chciały, żeby Lidka wyglądała perfekcyjnie.

Wybrała jedwabną koszulową bluzkę Yves Saint Laurent w rubinowym kolorze i wąską grafitową spódniczkę Diora. Noor pożyczyła jej łańcuszek z białego złota z niewielką czarną perłą oraz odpowiednio dobraną do tego bransoletkę.

– A buty? Co radzicie? – Lidka już zdała się na koleżanki.

Pomyślała, że w tym segregacyjnym świecie, gdzie kobiety większość czasu spędzają we własnym gronie, wytworzyły między sobą jakąś nieuchwytną więź i bliżej nieokreślone porozumienie, które pozwalają im wspierać się nawzajem w różnych sytuacjach. Jakby na dowód tego Saudyjka przyniosła jej klasyczne czarne szpilki Louboutin z charakterystyczną czerwoną podeszwą. Całość prezentowała się niezwykle szykownie.

– No, cudnie! Teraz możesz pokazać się swojemu księciu!

Lidka zeszła na dół. Hassan już stał przy blacie recepcyjnym, rozmawiając z ablą, która promieniała szerokim uśmiechem. Polka pomyślała, że jeszcze nigdy nie widziała opiekunki w tak dobrym humorze. Mężczyzna roztaczał wokół siebie nieodparty urok, któremu trudno było się oprzeć.

– Oczywiście, na pewno studentka wróci na czas – zapewnił.

Kiedy tylko pojawiła się Lidka, Hassan olśniony jej urodą nie mógł oderwać od niej oczu. Wyglądała niezwykle godnie, a jednocześnie kusząco dzięki idealnemu makijażowi oczu smoky eyes, błyskom delikatnej biżuterii i wschodniemu, intrygującemu zapachowi, który w ostatniej chwili rozpyliła na niej Noor. Łączyła szyk Zachodu z tajemniczością Wschodu. Hassan nieznacznie zmienionym głosem przywitał ją, a następnie poprowadził do wyjścia. Przed akademikiem stała czerwona honda civic w wersji cabrio. Mężczyzna otworzył drzwi i zaprosił Lidkę do samochodu. Ruszyli. Dziewczyna ukradkiem spoglądała na wyjątkowo męskie rysy twarzy prowadzącego. Przez moment miała ochotę go dotknąć. Spojrzał na nią głębokim wzrokiem i chęć zapomnienia się w jego szerokich ramionach jeszcze się pogłębiła. Dotarli do Gulf Street, owiewał ich lekki wiatr, który jednocześnie wzbudzał fale na błękitnej tafli morza. Jechali tak w milczeniu. Lidka podziwiała plaże, palmy i zmieniający się urokliwie kolor wody zatoki. Po jakimś czasie dotarli do majestatycznego budynku z napisem „Crowne Plaza”.

– To idziemy do hotelu? – zdziwiła się dziewczyna.

– Tu jest parę naprawdę fantastycznych restauracji. Wybrałem japońską Sakurę, mam nadzieję, że lubisz sushi?

– Tak... chyba tak. – Próbowała tej potrawy najwyżej dwa razy, kiedy po zakończonej pracy jako hostessa mogła poczęstować się jedzeniem, które zostało z cateringu.

Lokaj pomógł jej wysiąść, a kierowca zabrał pojazd do parkowania. Lidka i Hassan przez obrotowe drzwi weszli do środka. Hol był ogromny, na wprost znajdowały się obszerne schody rozchodzące się w pewnym momencie w dwie różne strony. Na stopniach rozsypane były płatki róż.

– Dziś jest wyjątkowa kolacja... dla zakochanych – wyjaśnił mężczyzna, podając dziewczynie ramię.

Weszli na górę i skierowali się do restauracji z japońskimi napisami. Ich przybycie obwieściło uderzenie w gong i rytualne powitanie Irasshaimase33. Ubrana w tradycyjny strój kelnerka zaprowadziła ich do zarezerwowanego stolika. Później podała pachnące, wilgotne ręczniczki do wytarcia rąk. Po chwili przyszła z tacą.

– To nasza specjalna przystawka. – Z gracją postawiła na stoliku przepołowionego już homara. – Wszystkiego najlepszego z okazji walentynek!

Na ozdobnym talerzu widniał czerwony napis „Love”. Cały wystrój wnętrza również nawiązywał do święta zakochanych. W powietrzu unosiły się baloniki w kształcie serc, a rozstawione na stołach świece tworzyły romantyczny nastrój. Wkoło krążył skrzypek grający znany motyw z filmu Love Story. Obsługująca nalała gościom zielonej herbaty i życzyła miłego wieczoru.

– Opowiedz mi coś o sobie – zagaiła Lidka, próbując oddzielić delikatne mięso homara.

– A co chcesz wiedzieć? – Oczy Hassana iskrzyły się dumą, że spędza wieczór z tak atrakcyjną kobietą.

– Wszystko...

– Tak od razu... Pierwszego wieczoru mam ci zdradzić swoje tajemnice? Uwierz mi, że nie mogę.

– Dlaczego? Pracujesz dla jakichś tajnych służb czy co?

– Nie, skąd ci to przyszło do głowy? – Mężczyzna uśmiechnął się zniewalająco. – Po prostu jak ci wszystko powiem od razu, to stanę się nudny i już nigdy się ze mną nie spotkasz.

– A może właśnie tym bardziej będziesz interesujący? – powiedziała zalotnie Lidka.

– Mam nadzieję. Cóż ci powiedzieć... Pochodzę z Syrii, ale moja rodzina mieszka już w Kuwejcie od wielu lat. Pracuję jako menedżer dla jednej z tutejszych dużych firm. Co jeszcze...

– Jakie studia skończyłeś?

– Marketing na uniwersytecie w Londynie. Wystarczy... Teraz twoja kolej! Dlaczego chcesz się nauczyć arabskiego?

Kelnerka przynosiła kolejne dania, a Lidka opowiadała o sobie. Hassan słuchał jej z zainteresowaniem, dlatego długo mówiła o swojej rodzinie, śmierci taty, o tym, jak trudno było jej zdobyć środki na wykształcenie.

– Czyli miałem szczęście poznać nie tylko piękną dziewczynę, lecz także mądrą! – Mężczyzna patrzył na partnerkę z coraz większym podziwem. – Jedz, proszę. Sushi, sashimi, tempura, maki... Wszystko tu jest wyborne!

Rozmowa przebiegała swobodnie, chcieli jak najwięcej o sobie wiedzieć, wspomnienia z dzieciństwa splatały się z wydarzeniami z dorosłego życia. Chwilami milkli, jakby zawstydzeni własną otwartością. Właśnie w tych momentach skrzypek zbliżał się do stolika i poruszająca, sentymentalna muzyka współgrała z rodzącymi się nagle uczuciami. Patrzyli na siebie w blasku świec, coraz bardziej sobą zafascynowani, marząc, aby ten wieczór nigdy się nie skończył. Kelnerka przyniosła duży puchar z kolorowym napojem i dwiema słomkami.

– To napój zakochanych – powiedziała, stawiając go na środku stołu.

Pili powoli, patrząc sobie prosto w oczy, starając się kontrolować rosnące pożądanie.

– A deser? Czego państwo życzą sobie na deser? – Kelnerka wyrwała ich z magicznego świata.

– Tak, deser... Trzeba jeszcze zamówić deser... Czego sobie życzysz? – zapytał Hassan, patrząc na Lidkę zamglonym wzrokiem. Dziewczyna nic nie odpowiedziała, z emocji nie mogła wydobyć z siebie słowa.

– To dla madame... panierowane lody na gorąco. – Hassan przejął inicjatywę. – A dla mnie... może banana split sauté z gorącym sosem karmelowym.

Lidka pomyślała, że zamówiony dla niej osobliwy deser jest jakby odzwierciedleniem tego, co dzieje się w jej sercu. Żar namiętności tuż obok zimnego rozsądku przypominającego jej, że widzi tego mężczyznę dopiero drugi raz w życiu. Wzięła kawałek specjału na łyżeczkę i delektowała się ognistością powierzchni pomieszanej z lodowatym wnętrzem kulek. Ogarnęło ją ekstatyczne doznanie wyrafinowanej przyjemności. Hassan obserwował twarz Lidki owładnięty pragnieniem posiadania jej na zawsze, do końca, wyłącznie dla siebie.

Kelnerka przyniosła rachunek i trzeba było zbierać się do wyjścia. Na zewnątrz restauracji musieli się zatrzymać, bo przejście zostało zablokowane przez gości zmierzających do położonej niżej sali weselnej. U szczytu schodów stała panna młoda. Biały płaszcz z ogromnym kapturem zasłaniał ją tak, że nie widać było nawet twarzy. Towarzyszył jej ubrany w garnitur pan młody. Na stopniach mężczyźni w tradycyjnych diszdaszach i ghutrach śpiewali, rytmicznie klaszcząc. Słychać było dźwięki bębenków i piszczałek.

– Co to jest? – spytała zainteresowana Lidka.

– Zaffa, czyli tradycyjny pochód rozpoczynający uroczystości zaślubin. Ten radosny orszak ma przynieść młodym szczęście i pomyślność.

Para powoli schodziła do sali weselnej. Atmosfera radości udzieliła się wszystkim obecnym w hotelu. W korowodzie widać było głównie mężczyzn.

– A gdzie kobiety? – zapytała Lidka.

– Bawią się osobno, nie chcą, żeby ktoś je widział bez zasłon.

Przy nasilającym się bezustannym aplauzie weselnicy dotarli do niższej kondygnacji. Schody były wolne i Lidka z Hassanem mogli w końcu zejść.

– I co dalej? Jak wygląda wesele? – dopytywała się studentka.

– Dużo się dzieje... Trudno to wszystko opowiedzieć.

Wyszli przed hotel i czekali, aż podstawią im samochód. Goście weselni jeszcze się zjeżdżali. Polka widziała grupki kobiet w czarnych abajach, spod których wystawały czasem rąbki błyszczących sukien czy obcasy wysadzanych kamieniami butów. Niekiedy intrygował brzęk ciężkich złotych bransoletek i naszyjników. Wyczuwało się kuszący zapach egzotycznych zapachów z wiodącą nutą piżma, ambry oraz drzew: agarowego i sandałowego. Lidka zaczynała rozumieć przyciągającą moc, jaka kryje się w tej odseparowanej od mężczyzn kobiecości, której tak mocno strzegły obowiązujące normy, a która jednocześnie wabiła nieodkrytą atrakcyjnością.

Przyprowadzony został ich samochód. W drodze powrotnej Lidka z zainteresowaniem pytała o obyczaje weselne i życie w Syrii. Zapadł już zmrok i uwagę zwracały rozświetlone, kolorowe dekoracje pojawiające się na palmach, krzewach i murach budynków. Było ich mnóstwo, przybierały kształt bukietów kwiatowych, ozdobnych liści, gwiazd i olbrzymich flag kuwejckich. Bogata iluminacja zdobiła też ogrodzenie wokół pałacu emira, ciesząc oczy zmieniającymi się kolorami. Ulicą przejeżdżało mnóstwo pojazdów, z otwartych okien słychać było głośną lokalną muzykę. Lidka miała wrażenie, że cały świat celebruje z nią ten szczególny dla niej dzień.

Przed akademikiem Hassan uważnie na nią popatrzył, jakby rozważał jakąś decyzję, by w końcu powiedzieć:

– Jeżeli jesteś tak bardzo zainteresowana kulturą arabską, to zapraszam cię do Damaszku. Pod koniec miesiąca będzie wesele mojej kuzynki. Pojedź ze mną na parę dni. Z tego, co wiem, na uniwersytecie są wtedy ferie.

Propozycja była tak niespodziewana, że Lidka nie mogła wydobyć z siebie słowa.

– Zastanów się – powiedział miękko Syryjczyk. – Będziesz mieszkać sama w hotelu, ja i tak będę zajęty z rodziną.

Lidka wysiadła. Z nadmiaru wrażeń nawet nie podziękowała za cudowny wspólny wieczór.

Następnego dnia z powodu zbliżających się kuwejckich świąt abla pozwoliła wyprawić studentkom małe przyjęcie w sali telewizyjnej. Kucharze przygotowali przekąski, maidy rozstawiły zimne napoje i nasączone lukrem ciasteczka, a dziewczyny udekorowały salę. Na honorowym miejscu wisiał portret emira, obok flaga Kuwejtu, a w telewizji już transmitowali początek pompatycznych obchodów z pokazami tańców, festynami i zabawami. Wielu uczestników tych wydarzeń, szczególnie dzieci, założyło stroje przypominające kuwejcką flagę w kolorach czerni, bieli, zieleni i czerwieni. Niektórzy mieli w ten sposób pomalowane twarze. Atmosfera ogólnej radości udzieliła się też mieszkankom akademika, niemniej cieniem kładła się wciąż nierozwiązana sprawa Reem.

 

– I co, ona wciąż siedzi w tym pokoju? A co ona tam je i pije? Przecież to już parę dni.

– Może wcześniej zebrała jakieś zapasy.

– A wiadomo już, dlaczego tak zrobiła?

– Nie, zupełnie nie...

W pomieszczeniu zgromadziło się wiele osób, każda chciała coś powiedzieć. Wszędzie kręciły się służące gotowe na każde skinienie. Dziewczyny w luźnych strojach, czasami półleżąc, opierały się jedna o drugą, czesały sobie włosy, podawały sobie nawzajem maleńkie filiżanki z czarną aromatyczną kawą. W powietrzu unosił się wydobywający się z kadzidła dym wzmocniony bogatym, złożonym aromatem oud34. Pojawiły się nawet dwie nargile35 z suszem o smakach winogron i melona. Lidce przyszło na myśl, że tak pewnie kiedyś wyglądały haremy. Ponieważ zamieszanie stawało się coraz większe, głośno zapytała:

– A które dokładnie święta się zbliżają?

– To ty nie wiesz? – Siedząca najbliżej dziewczyna nie rozumiała, jak można pytać o coś tak oczywistego.

– Ona tu jest krótko, więc może jeszcze wszystkiego nie wiedzieć. – Z pomocą pospieszyła jej inna studentka. – Święto Narodowe obchodzone jest dwudziestego piątego lutego36, a Święto Wyzwolenia dzień później37. Ale obchody zaczynamy dużo wcześniej.

– To teraz rozumiem, skąd te wszystkie dekoracje, które wczoraj widziałam.

Dziewczyny natychmiast ożywiły się i zasypały Polkę pytaniami:

– No właśnie, jak randka? A ten Hassan? Gdzie pracuje?

– Świetnie wygląda! I jaki kulturalny! Jaki on jest?

– Nawet ablę zbajerował! A gdzie byliście?

– W Crowne Plaza. – Dziewczyna nie nadążała z odpowiedziami.

– No, no... To musi być bogaty... To pięciogwiazdkowy hotel!

Studentki zaczęły patrzeć na współlokatorkę z zazdrością, że trafił jej się taki wymarzony adorator.

– I co? Jak było?

– Świetnie... – Lidkę znowu ogarnęło pragnienie, aby znaleźć się jak najbliżej tego mężczyzny – ale... mam pewien problem...

– O co chodzi?! Mów!

– On... zaprosił mnie do Damaszku... bo jest Syryjczykiem. Nie wiem... jechać tam czy nie?!

W pokoju zawrzało, z zewsząd posypały się różne opinie:

– Naprawdę?! Niemożliwe?! Jasne, że jedź!

– Ale tak sama pojedzie? Jeszcze nie mężatka?! To nie wypada, ajb38! Nie jedź!

– Ale dlaczego cię tam zaprosił? Turystycznie?

– Nie, na wesele swojej kuzynki – wyjaśniła Lidka.

– To znaczy, że chce cię pokazać całej rodzinie! Musisz jechać, bo pewnie poważnie o tobie myśli!

– Ale sama?! Nie, na pewno nie! – Dziewczynie bidun39 nie mieściła się w głowie taka sytuacja.

– Ale ona jest adżnabija40, więc może robić, co chce!

Nagle ktoś zapytał:

– A ile masz lat?

– Dwadzieścia siedem. – Polka nie wiedziała, co jej wiek ma wspólnego z tematem sporu.

– Ooo, to już ‘ajuza41, lepiej niech jedzie, bo później nikt po nią nie przyjdzie.

– Co to znaczy: nie przyjdzie? – Lidka nie nadążała za ich tokiem rozumowania.

– No, nie zainteresuje się tobą, pod trzydziestkę to już poważny wiek, strasznie trudno wtedy wyjść za mąż.

Polka westchnęła i stwierdziła, że chyba jej nie pomogą przy podjęciu decyzji. Chodziło jej zwłaszcza o bezpieczeństwo wyjazdu do nieznanego kraju, a one zaraz o małżeństwie... Ale biorąc pod uwagę fakt, że w tym segregacyjnym społeczeństwie wszelkie uczciwe kontakty damsko-męskie powinny zmierzać w tym kierunku... Natłok myśli Lidki przerwała Noor, która zdyszana wpadła do sali i od progu zawołała:

– Wiem, już wiem, co z tą Reem...

Ciekawe wieści studentki stłoczyły się wokół przybyłej, ktoś podał jej szklankę wody.

– Czekajcie, nie uwierzycie... – Saudyjka próbowała złapać powietrze między kolejnymi łykami. – Nie uwierzycie, co się stało!

– No to mów wreszcie...

– Reem i jeszcze dwie inne studentki zostały wyrzucone z uniwersytetu!

– Ale jak to? Za co?

– Nawet nie wiem, jak to powiedzieć... – Noor uwielbiała być w centrum zainteresowania.

– No szybko mów, nie daj się prosić!

– Za pornografię! – obwieściła.

– Cooo?! Ale miały jakieś świerszczyki? Czy świńskie obrazki?

– Gorzej! – Noor wiedziała, jak podnosić napięcie.

– Jak gorzej?! Co może być gorszego?! – Dziewczyny aż wstrzymały oddech.

– Za swoje własne zdjęcia! Robiły sobie fotki w samej bieliźnie i rozsyłały! Podobno też do chłopaków! A jedna to nawet...

– Co? No co?

– Nagrała swój własny striptiz!

Tego już było za dużo! Studentki zamilkły zgorszone, nie mogąc sobie nawet wyobrazić takiego bezeceństwa. Lidka przypomniała sobie zwykłe zagraniczne, kobiece czasopisma, które przeglądała w domu Aśki. Wszędzie widziała zamazane czarnym pisakiem fragmenty. Nawet zastanawiała się, czy cenzorzy tak siedzą i przeglądają każdą stronę, żeby wyłapać wszystkie niedozwolone obrazy. Na to wyglądało. Tuszowali kobiety w samej bieliźnie czy kostiumach kąpielowych, ale też nogi powyżej kolan, za głębokie dekolty i nagie ramiona. Na jednym ze zdjęć był świątecznie udekorowany stół z czarnymi grubymi kreskami. Dopiero po dłuższej chwili Lidka zorientowała się, że pod nimi są ukryte kieliszki wina...

Nagle na zewnątrz rozległy się podniesione męskie głosy. Do sali wbiegła abla, cała czerwona, z kluczem w ręku.

– Siedźcie tu, już są w środku, nie zdążycie się ubrać!

– Ale kto? Co się dzieje?

– Przyszli po Reem...

Polka postanowiła iść na górę, nie chciała siedzieć zamknięta nie wiadomo ile czasu. Wyszła i abla przekręciła klucz w zamku. Na zewnątrz zobaczyła czterech policjantów w mundurach, dwóch przedstawicieli ambasady w garniturach i trzech mężczyzn w tradycyjnych ubraniach, którzy z grobowymi minami nerwowo poprawiali ghutry na głowach. Lidkę uderzyło to, że w grupie nie ma ani kobiety, ani lekarza. Po chwili usłyszała mocne walenie.

– Iftahi bab, ja bint! Alhin! Iftahi, ja czalba!42 – To ojciec walił wściekły w drzwi pokoju Reem.

W jego głosie było coś takiego, że Lidkę przeszły ciarki po plecach.

– Iftahi, sari’a! Ammicz wa ahicz ihni! Amouticz, ja kahba! Iftahi!43

Przyzwyczajona do posłuszeństwa wobec ojca Reem otworzyła drzwi. Była kompletnie zakryta, czarna płachta abai bezładnie zwisała na wychudzonym ciele, którym raz po raz wstrząsały silne drgawki. Ojciec brutalnie ją szarpnął i z wyrazem obrzydzenia na twarzy popchnął w stronę wuja i brata. Ci wzięli ją pod ręce i nie zważając na to, że cała drży i słania się na nogach, poprowadzili na dół jak na rzeź.

32 Szurta (arab.) – policja.

33 Japońskie Irasshaimase to tradycyjna formuła, którą wita się gości w restauracji. Znaczy „Jestem tu, gotowy, aby cię obsługiwać”.

34 Oud (arab.) – drewno agarowe. Niezwykle popularne w Kuwejcie, używane zarówno jako wonna mieszanka do palenia jako kadzidło, jak i olejki w perfumach. Olej agarowy, o bogatym, silnym i długo utrzymującym się zapachu, należy do jednych z najdroższych perfumowych składników na świecie.

35 Nargila (arab.) – fajka wodna.

36 25 lutego Kuwejt obchodzi Święto Narodowe na pamiątkę wyzwolenia się w 1961 roku spod protektoratu brytyjskiego. Chociaż deklaracja niepodległości została podpisana 19 czerwca, to już od 1963 roku obchody organizowane są w lutym, ze względu na panujące w czerwcu niekorzystne warunki pogodowe.

37 26 lutego Kuwejt obchodzi Święto Wyzwolenia, upamiętniające oswobodzenie spod okupacji irackiej. 2 sierpnia 1990 roku Kuwejt został zaatakowany i zajęty przez wojska irackie. Po kilku tygodniach bombardowań, 24 lutego 1991 roku, międzynarodowa koalicja pod przywództwem USA rozpoczęła działania lądowe, które w ciągu czterech dni doprowadziły do całkowitego oswobodzenia Kuwejtu.