Perska miłośćTekst

Z serii: Perska miłość #1
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Perska miłość
Perska miłość
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 62,90  50,32 
Perska miłość
Audio
Perska miłość
Audiobook
Czyta Ewa Abart
34,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ V

Sylwester

Od czasu wydarzeń na Failace Lidka czuła się zagubiona. Kiedy po weekendzie miała wyjść na uczelnię, przemknęło jej przez myśl, żeby założyć abaję. Po raz pierwszy pomyślała, że może te wszystkie ograniczenia rzeczywiście służą ochronie kobiet. Pamiętała, jak momentalnie dręczyciele odsunęli się od niej, kiedy tylko się zakryła. Jadąc busem na uniwersytet, siedziała w milczeniu, starając się nie patrzeć na mężczyzn. Wyraźnie zadowoleni Pakistańczycy uważali, że to dzięki nim niewierna została sprowadzona na dobrą drogę. Jeden z nich nawet dosiadł się do niej z zamiarem opowiedzenia jej o swojej religii. Zaczął mówić „siostro...”, ale Lidka odwróciła głowę. Mimo wszystko przyjął to za dobry znak, postanawiając, że będzie kontynuował misję jej nawrócenia. Uznał, że kobieta widocznie potrzebuje więcej czasu.

Pamiętając o ostrzeżeniu Jassima, Polka nie towarzyszyła Ann w jej wypadach. Nie chciała spotkać jeszcze raz Ahmeda. Wyobrażała sobie, co mogło się wydarzyć, gdyby Jassim nie stanął w jej obronie. W rozległym mieście duchów, na wyspie, byłaby całkowicie zdana na łaskę swoich oprawców. Mieliby nieograniczone możliwości kręcenia najstraszniejszych, wyuzdanych scen. Byłaby bez żadnych szans na ucieczkę. Wzdrygnęła się na samą myśl o tej sytuacji.

Z koleżanką wychodziła tylko czasami do sklepów. Zbliżało się Boże Narodzenie. Pierwsze święta tak daleko od rodziny. Ku jej zdziwieniu centra handlowe były udekorowane choinkami, czasami można było usłyszeć kolędy po angielsku.

– W końcu to międzynarodowi koalicjanci z USA w roli głównej wyzwolili Kuwejt – wyjaśniała Ann. – Nawet niektórzy muzułmanie ubierają choinkę, traktując ją wyłącznie jako kolorową i świecącą dekorację. Dzieci to uwielbiają.

Postanowiły, że kupią małe drzewko i przystroją je w pokoju. Wybierały ozdoby, a Lidka opowiadała Angielce o polskiej Wigilii, o barszczu, pierogach, rybie i wspólnym śpiewaniu kolęd. Nagle ktoś ją zapytał:

– Jesteś z Polski?

– Tak! – potwierdziła ucieszona, słysząc ojczysty język.

– Cześć! Jestem Aśka. – Krągła blondynka z zaciekawieniem patrzyła na rodaczkę.

– Cześć! Lidka.

– Co tu robisz?

– Jestem na stypendium. Uczę się arabskiego w Centrum Językowym.

– No, no... – Dopiero co poznana kobieta nie kryła podziwu. – To bardzo trudny język. Tyle lat tu jestem i tylko jako tako dogaduję się w kuwejckim dialekcie. Ale nie umiem ani pisać, ani czytać. Kiedyś, gdy moje dzieci poszły już do szkoły, próbowałam się uczyć. Ale nic z tego nie wyszło.

Dopiero teraz Lidka zauważyła dwie kilkuletnie dziewczynki przebierające w świecidełkach.

– To moje córki, Sara i Fatma. – Dzieci zaczęły sprzeczać się o jakiegoś błyszczącego renifera.

Stojąca koło nich służąca w schludnym uniformie próbowała je rozdzielić, ale bez oczekiwanego rezultatu.

– Przestańcie, zachowujcie się. – Matka starała się przywrócić córki do porządku, jednak kłóciły się jeszcze bardziej.

– Idę, bo zaraz tu wszystko wytłuką. Masz, tu jest mój telefon. Zadzwoń, jak będziesz wolna. – Aśka podała Lidce naprędce napisany numer i odeszła.

– Całkiem miła – zauważyła Ann. – Skontaktuj się z nią, kiedy ja wyjadę. Może przez nią poznasz jeszcze innych Polaków.

Lidka zazdrościła Ann, że wyjeżdża na dwa tygodnie do swojego kraju. Jej nie było na to stać, a już naprawdę stęskniła się za rodziną. Z mamą rozmawiała rzadko, połączenia były niezmiernie drogie. Wiedziała tylko, że w domu jak zwykle biednie, ale jakoś idzie z dnia na dzień. Mały siostry rósł, z bratem nie było większych kłopotów. Z Jarkiem już od dłuższego czasu nie miała kontaktu. Najpierw trochę dzwoniła, ale nie mogli się dogadać: ciągle miał do niej pretensje, że wyjechała i go zostawiła. Nie przekonywały go argumenty, że znajomość takiego języka zapewni im lepszą przyszłość. W końcu przestał odbierać telefony, a mama powiedziała, że wyjechał do Niemiec do pracy. Słyszała o tym od znajomej, chłopak nawet nie przyszedł, żeby pożegnać się z matką swojej dziewczyny. Lidka nie wiedziała, co o tym myśleć, ale łudziła się, że pojechał zarabiać pieniądze na ich ślub.

Czasami śnił jej się Jassim. Wracała myślą do tych paru chwil na jachcie, na plaży, i do momentu, kiedy wybawił ją z kłopotów. Wspominała szybką jazdę ferrari, przejażdżkę na skuterze wodnym. Ann powiedziała jej, że widuje go czasem z jedną z Brytyjek, Helen.

Współlokatorka wyjechała i Lidka poczuła się ogromnie samotna. Patrzyła na malutkie świecące drzewko i wyobrażała sobie, co teraz dzieje się w domu. Jak zwykle mama była pewnie zabiegana i zaklinała się, że już na pewno w tym roku nie przygotuje wszystkich potraw, bo to za dużo pracy. Jak zawsze, choć będzie pracować po kilkanaście godzin dziennie, wszystko znajdzie się na stole. Tylko raz siedzieli przy potrawach zrobionych przez sąsiadki. Była to pierwsza Wigilia po śmierci ojca, mama nie miała sił, by cokolwiek przygotować. Próbowała, wchodziła do kuchni, lecz zaraz zalewała się potokiem łez. Lidkę ogarnął głęboki smutek, żałowała, że nie może być teraz w domu i wesprzeć mamy, która zawsze w tym okresie ponownie przeżywała bolesną stratę. Studentka snuła się po akademiku, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Nawet Arabki zauważyły jej gorszy nastrój.

– Co, smutno ci, że Ann wyjechała? To ledwie parę dni, i już tu będzie. A nie masz jakichś innych znajomych? – dopytywały.

Wtedy przypomniała sobie o Joannie. Zadzwoniła. Poznana w centrum handlowym Polka ucieszyła się i powiedziała, że przyśle po nią samochód. W wyznaczonym dniu czekał na nią kierowca w najnowszym modelu mercedesa. Pojechali do dzielnicy luksusowych willi, przed którymi niekiedy można było zobaczyć bentleya lub rolls-royce’a. Wkrótce znaleźli się przed wielką posiadłością, której brama otworzyła się automatycznie. Lidka wysiadła. Czekająca na nią służąca wprowadziła ją do środka. Weszła do obszernego holu, podłogi wyłożone były marmurem, pod ścianami stały złocone konsole z blatami ze szlachetnego kamienia, na ścianach wisiały ozdobne lustra. Na powitanie wyszła Asia w długiej, połyskującej, luźnej sukni.

– Witam. Super, że przyjechałaś. Myślałam, że już nigdy nie zadzwonisz.

Dom był olbrzymi i przypominał pałac. Lidka widziała ogromne drzwi prowadzące do kolejnych pomieszczeń, nie wiedziała, w którą stronę iść.

– Tędy, tędy, proszę, proszę. – Gospodyni wskazywała drogę. – Pójdziemy do małego salonu.

W tym małym salonie zmieściłoby się całe polskie mieszkanie Lidki i pewnie by zostało jeszcze trochę miejsca. Po bokach rozstawione były dwa komplety stylowych mebli wypoczynkowych. Drewno urzekało kunsztem rzeźby, a wspaniałe, tłoczone tkaniny podkreślały piękno wykończenia. Na ścianach wisiały perskie dywany oraz obrazy przedstawiające scenki z życia dawnego Kuwejtu. Asia podłapała wzrok Lidki.

– Wyobrażasz sobie? To kiedyś była mała biedna osada, a teraz szmal im sam z ziemi wypływa. Pewnie słyszałaś, że tu litr wody kosztuje więcej niż litr benzyny.

– Naprawdę? Nie wiedziałam.

– Ale niektóre rodziny, jak mojego męża, były bogate już wcześniej. Wzbogaciły się na handlu.

– To twój mąż jest Kuwejtczykiem?

– Tak. Czego się napijesz?

– Nie wiem. Co proponujesz?

– Soki, może coś gazowanego?

– Colę, jeśli można.

– Dobrze. – Aśka zawołała służącą. – Barti, przynieś colę, a dla mnie sok pomarańczowy.

Hinduska skinęła posłusznie głową, by za chwilę zjawić się z tacą, na której stały zamówione napoje. Obok nich na talerzyku znalazły się małe arabskie ciasteczka z daktylami i pistacjami.

– Proszę, częstuj się. A jak jedzenie w akademiku?

– Nawet dobre, ale ciągle to samo. A ty gotujesz polskie potrawy?

– Rzadko. Mamy świetnego kucharza, on się wszystkim zajmuje.

Nagle do pokoju wbiegły rozwrzeszczane dziewczynki.

– Mamo, ona mówi, że księżniczka ją zaprosiła, a przecież szajcha25 wyraźnie do mnie mówiła.

– Nie, patrzyła na mnie, widziałam.

– Nieprawda, kłamczucha!

– Mamo, powiedz jej coś!

– Cisza! Nie widzicie, że mamy gościa?! Przywitajcie się!

– Dzień dobry!

– Dzień dobry!

– Idą się bawić z księżniczką?! – Lidka nie mogła się nadziwić.

– Tak, parę dni temu byłyśmy na urodzinach wnuczki emira.

– O... wnuczki emira! Byłyście w pałacu?! Opowiedz, jak tam było.

– No cóż, przyjęcie odbyło się w ogrodzie i przypominało karnawał. Około kilkuset gości i mnóstwo różnych atrakcji dla dzieci. Teatr kukiełkowy, wielki, dmuchany zamek do skakania i gry z świetnymi nagrodami do wygrania. Była maszyna do robienia śmiesznych zdjęć, wielka fontanna z czekolady i ludzie przebrani za postacie z ulubionych bajek księżniczki.

– I popcorn, robili go przy nas i mogłyśmy jeść, ile tylko chciałyśmy! – Sara chciała się pochwalić przed nową ciocią.

– A kelnerzy roznosili ciasteczka i lody! – Fatma nie chciała być gorsza.

– Ciociu, ciociu, i jeszcze stał tam samolot! – przechwalały się dziewczynki.

– Samolot?! – zdziwiła się Lidka. – Teraz to chyba przesadziłyście.

– Ani trochę. – Aśka się zaśmiała. – Brat solenizantki, mały książę, interesuje się lotnictwem i chciał pokazać wszystkim swój nowy model. Był na tyle duży, że dzieci myślały, że to prawdziwy samolot.

– I ciociu, jeszcze był pyszny tort!

– Olbrzymi! I ognie na niebie!

– Fajerwerki! No wiemy, było super, ale teraz chcemy z ciocią porozmawiać. Ratna, weź je do swoich pokojów – poleciła opiekunce Aśka.

– Mamo, ale to ja pójdę do księżniczki!

– Nie, ja chcę!

– Już, już, może pójdziecie obie, jutro się dowiem.

 

Dziewczynki wyszły, a ich mama odetchnęła z ulgą.

– Wiesz, to słodkie dzieciaki, ale jak zaczną się sprzeczać, to głowa puchnie.

– Nie martw się, ja z siostrą w ich wieku też się tak kłóciłyśmy. Ale teraz jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, zawsze mogę na nią liczyć. W domu jest jeszcze młodszy brat.

– A ja mam syna, najstarszy z całej trójki. Może napijesz się kawy?

– Poproszę.

Służąca doniosła kawę, orzeszki i knafę26. Kobiety zaczęły rozmawiać o życiu w Kuwejcie. Aśka narzekała na nudę.

– Troje małych dzieci, mąż, kilkusetmetrowy dom, ogród, basen – jak można się nudzić?! – Studentka nie rozumiała. – Przecież to mnóstwo pracy!

– Coś ty, do wszystkiego jest obsługa, dzieci mają nianię, jest dwóch kierowców, ogrodnik, służące do sprzątania.

– No tak... – rzekła Lidka i pomyślała o przepracowanej mamie.

Po niezwykle miłym popołudniu Aśka zaproponowała nowej koleżance wspólnego sylwestra u swoich znajomych. Ta wahała się, nadal mając na uwadze radę Jassima. Ale z drugiej strony miała już dość ciągłego siedzenia w akademiku. Przemknęło jej też przez głowę, że może spotka atrakcyjnego mężczyznę. Gospodyni zapewniała, że zjawią się tam same osoby z wyższych sfer, a do nich na pewno należał Jassim. Czyli jest jakaś szansa...

– Ale jak ja wyjdę na całą noc? Nie puszczą mnie.

– Powiem w naszej ambasadzie, że to ja cię zapraszam, więc nie będzie problemu z dostaniem papierka na wyjście. Masz jakąś sukienkę na tę okazję?

– Nie bardzo, chyba nic odpowiedniego się nie znajdzie.

– Dobra, jeszcze jest parę dni, przyjadę po ciebie i pojedziemy na zakupy.

Lidka podziękowała i wróciła do akademika w dużo lepszym nastroju.

Następnego dnia Aśka przyjechała po nią i udały się razem do nowo otwartej galerii handlowej. Wchodziły do wielu sklepów, studentka przymierzała kolejne sukienki. Kreacje wyglądały tak wspaniale, że trudno było zdecydować się na którąś z nich.

– Proszę, Asiu, pomóż mi, nie wiem, czy lepsza jest ta długa, czy krótka?

– Jak chcesz, ale ja polecam ci tę do samej ziemi. Wyglądasz w niej dużo bardziej elegancko. Pamiętaj, że jeśli tu zaczniesz chodzić w krótkiej kiecce, od razu każdy będzie uważał cię za dziwkę.

– Masz rację... – Lidka nie chciała być potraktowana tak jak na wyspie.

Fioletowa, lekko błyszcząca kreacja ślicznie układała się na wspaniałej figurze dziewczyny. Mieniące się kamienie ozdabiały ramiączka i odcięcie pod biustem. Plecy były odkryte, więc Asia doradziła zakup czarnego, koronkowego bolerka.

– A buty? Torebka? Już kasy nie mam!

– Pożyczę ci, oddasz z następnego stypendium.

– Dobra, pieniądze będą za tydzień, oddam ci zaraz, jak wpłyną na konto.

Wybrały fantastyczne czarne szpilki i małą elegancką torebkę w tym samym kolorze. Zadowolona Lidka ucałowała koleżankę.

– Super. Naprawdę jestem ci ogromnie wdzięczna.

– Proszę bardzo. W sylwestra wyślę po ciebie kierowcę, to razem się wyszykujemy.

Kiedy nadszedł ostatni dzień roku, studentka pojechała do eleganckiego domu. Udostępniono jej gościnny apartament w jednym ze skrzydeł willi.

– Czuj się jak u siebie, masz przygotowaną kąpiel, odpręż się. Jedna ze służących jest do twojej wyłącznej dyspozycji.

Lidka czuła się trochę skrępowana przepychem wnętrza. Królewskie białe łoże zdobiła jedwabna, liliowa pościel udekorowana subtelnymi kryształkami. Pokryty satyną barokowy szezlong zachęcał do wypoczynku. Na toaletce z kryształowym lustrem stały bogato zdobione puzderka i flakoniki. Z sufitu zwisał, rozsiewając wokół łagodne refleksy świetlne, ekskluzywny żyrandol z kryształami Baccarata. Do sypialni przylegała łazienka cała w kolorze czerni i złota, w której na płytkach, sprzętach i akcesoriach można było zobaczyć głowę Meduzy, rozpoznawalne logo Versace. Ubrana w granatowo-biały uniform pokojówka stała i czekała na dyspozycje Lidki.

– Kąpiel przygotowana, madame. Proszę sprawdzić, czy woda nie jest za gorąca. – Służąca chciała, aby gość pani domu był jak najbardziej z niej zadowolony.

– Dziękuję. – Przyjemnie jest mieć swoją służbę.

– Proszę zadzwonić, jak pani będzie mnie potrzebować. Tu jest przycisk.

– Dobrze.

Lidka z rozkoszą zanurzyła się w wannie pełnej piany. Z ukrytych głośników płynęła relaksująca muzyka. Wkoło rozstawione były aromatyczne świeczki. Pomyślała, ile szczęścia ma ta Aśka, że to jest jej codzienne życie. Przedtem była zaledwie stewardesą. Pracowała w Emirackich Liniach Lotniczych i czasami latała specjalnymi kursami z VIP-ami. Według jej opowieści długo trwało, zanim jej aktualny mąż namówił ją na ślub. Nie wiedzieć czemu studentka znowu pomyślała o Jassimie... Czy spotka go dziś wieczorem?

Po kąpieli założyła wcześniej przygotowany niezwykle komfortowy szlafrok. Rękawy i pasek wykończone były złotym wzorem charakterystycznym dla dominującej w łazience firmy. W sypialni czekały na nią butelka gazowanej wody mineralnej i pokrojone wcześniej egzotyczne owoce. Ktoś zapukał do drzwi.

– Można?

– O, cześć, Asiu, jak się czujesz?

– Witaj. Świetnie, a ty?

– Cudownie, właśnie wyszłam z wanny.

– To dobrze. Chodź, makijażystki i fryzjerki już przyszły.

Przeszły długim korytarzem i znalazły się w pomieszczeniu, które służyło za prywatny salon piękności.

– Pomalują nas Libanki, one są w tym najlepsze, korzystają z francuskich wzorów. Ale fryzury lepiej mi robią Brytyjki. Dla Arabek nasze włosy są za cienkie, zupełnie nie dają sobie z nimi rady.

Usiadły i oddały się w ręce specjalistek. Po trzech godzinach były gotowe. Lidka spojrzała w lustro i krzyknęła z niedowierzaniem:

– To ja?

Joanna zaśmiała się.

– Powinnyśmy uczyć się od kobiet Wschodu. One wiedzą, jak działać na mężczyzn. Potrafią czarować jak mało kto. Znam Kuwejtkę, która dwie godziny dziennie poświęca na makijaż, zanim wyjdzie z domu. Mężczyzn, a przede wszystkim męża, trzeba zawsze wabić, to jest ich odwieczny sekret.

Lidka patrzyła na swoje odbicie w lustrze, podziwiając perfekcyjny makijaż, który uwypuklił jej zielone oczy, podkreślił idealnie kształt kości policzkowych i wyeksponował pełny zarys ust. Włosy miała spięte do góry w elegancki kok, tylko z boku seksownie spadały pasma podkręconych pukli. Dziewczyna zerwała się zachwycona i zawołała:

– Asiu, cudnie, cudnie, dziękuję! – Chciała porwać koleżankę w ramiona, ale ta jedynie zaśmiała się i odsunęła.

– Przestań, wariatko, bo zaraz parę godzin roboty szlag trafi! – Niby się złościła, ale jej oczy wyrażały radość, lubiła sprawiać ludziom przyjemność. – Idź teraz się ubierz, ja też się przygotuję i spotkamy się na dole w holu.

Kiedy ubrana Lidka schodziła na dół po marmurowych schodach, czuła się, jakby stąpała po czerwonym dywanie. Pragnienie, aby właśnie dzisiaj Jassim znowu ją zobaczył, odezwało się z podwójną siłą. Był męski... I miły... I opiekuńczy...

– Halo, księżniczko, obudź się! – Głos Aśki wyrwał ją z marzeń. – Gotowa na bal?

– Tak, tak. Oczywiście.

Aśka dokładnie jej się przyjrzała.

– Wiesz co? Czegoś mi tu brakuje, poczekaj...

Wróciła po chwili ze wspaniałą kolią z szafirów.

Lidce odebrało mowę.

– Ale ja nie mogę, przecież to kosztuje fortunę...

– Pożyczam tylko na parę godzin. – Już zapinała na jej nadgarstku bransoletkę do kompletu. – Nie ruszaj się, jeszcze kolczyki... No, teraz jest naprawdę zajefajnie.

Studentka obejrzała się w lustrze i pomyślała, że wygląda jak gwiazda, która idzie na galę filmową.

– Marhaba27. – Nagle pojawił się mąż Asi. – Jestem Ali.

– Marhaba, Lidka.

– A, to ta odważna, która uczy się arabskiego? Pochwalam, może w końcu Asię namówisz, są tu różne kursy. Chodźmy już, samochód czeka.

Niewielkiej postury Ali był ubrany w doskonale leżący garnitur od Armaniego i prezentował się dobrze. Wyszedł pierwszy, kierowca otworzył drzwi nowiutkiego jaguara.

Pojechali i zaledwie po parunastu minutach zatrzymali się przed wspaniałą willą. Inni goście też już podjeżdżali. Lidka miała wrażenie, że uczestniczy w paradzie luksusowych samochodów. Odziani w czarne spodnie i białe koszule służący otwierali drzwi i wskazywali kierunek. Przybyli goście schodzili po rozłożystych schodach i purpurowym dywanie. Ogromna sala była imponująca. Oddzielne przestrzenie wchodziły jedna w drugą, tworząc rozległe, a jednocześnie przytulne miejsca do zabawy. Półokrągłe akwarium, którego szklana ściana sięgała sufitu, zachwycało bogactwem kolorowych małych i dużych ryb oraz wymyślnymi kształtami roślin. W dali widać było stół bilardowy. Na podwyższeniu ulokowano duży zespół muzyczny, gdzie solistka o wspaniałym głosie śpiewała dynamiczny przebój. Obok rozlokował się didżej z nowoczesnym sprzętem. Na dużych ekranach już można było oglądać, jak w innych częściach świata witają nowy rok.

– No, mała, baw się dobrze, ale pamiętaj, że wracamy razem i nocujesz u mnie. Zaręczyłam za ciebie, więc muszę cię pilnować. – Aśka żartobliwie pogroziła Lidce palcem.

Dziewczyna wzięła drinka od roznoszącego napoje kelnera i chodziła powoli, rozglądając się w poszukiwaniu Jassima. Przyćmione światło nie ułatwiało zadania. Dominowało towarzystwo w średnim wieku, doskonale ubrane i reprezentujące wysokie sfery. Czasem widziała grupki młodzieży, ale młodzi ludzie także zachowywali się w stonowany sposób. Żałowała, że nie ma z nią Ann, zawsze czuła się raźniej w jej towarzystwie. Z daleka widziała nową koleżankę, stała z mężem i grupą przyjaciół, wyglądała na bardzo szczęśliwą. Nie chciała jej przeszkadzać, Aśka i tak dużo dla niej zrobiła. W końcu prawie się nie znały, a gdyby nie ona, siedziałaby teraz sama w akademiku i zapewne rozczulałaby się nad sobą. Ominęła podświetlone kolumny i przeszła do następnej części sali. Zobaczyła basen w kształcie koła obramowany palącymi się świecami w kolorze kości słoniowej. Oświetlenia dopełniała spływająca konstrukcja ledowa kojarząca się z łagodnymi falami morza. Za ścianą widać było oranżerię pyszniącą się soczystą zielenią.

Przeszła parę kroków dalej i wtedy zobaczyła Jassima. Stał w towarzystwie kolegów zajęty rozmową. W głowie miała gonitwę myśli; nie wiedziała, co dalej robić. Czy po prostu czekać, aż sam ją zauważy, czy może podejść i się przywitać? Nagle chłopak odwrócił głowę i na nią spojrzał. Zatrzymał na niej wzrok, Lidka uśmiechnęła się, ale miała wrażenie, że jej nie poznał. Pomachała ręką i dopiero po tej zachęcie znajomy podszedł do niej.

– Cześć! To ja, Lidka, nie poznajesz?

– Lidka?! Cudnie wyglądasz! Co u ciebie? Jak nauka?

– Wszystko dobrze, daję radę. A co słychać u ciebie?

– Nic takiego oprócz tego, że rozwaliłem to ferrari i ojciec się wściekł. Powiedział, że na nowe muszę teraz trochę poczekać.

– To rzeczywiście problem – powiedziała z przekąsem, ale chłopak zrozumiał to dosłownie.

– Nie martw się, poczekam, poza tym ojciec na pewno wcześniej zmięknie.

W tym momencie pojawiła się koło nich Brytyjka, która od razu zawisła na ramieniu Jassima.

– Habibi28, tu jesteś, a ja wszędzie cię szukam – zaszczebiotała. – Cześć, jestem Helen.

– My się chyba znamy... Mam na imię Lidka.

– Ach, Lidka... Lidka... – Nie wiadomo było, czy Helen udaje, czy rzeczywiście nie przypomina sobie znajomej.

– Nie pamiętasz? Failaka... – pomógł jej chłopak.

Na wspomnienie samej nazwy studentkę przeszedł dreszcz.

– Aaa, ta Lidka... Wystraszona Poleczka... Do tej pory jak jest nudno, to puszczają to nagranie. – Brytyjka nachyliła się do jej ucha. – Co, przyznaj się, zwieracze nie wytrzymały?

Głos przypominający syk węża wywołał niechciane wspomnienia i Lidka odruchowo się odsunęła.

– Uuu! – Helen udawała, że ją straszy.

Zaczęło się robić nieprzyjemnie i Lidka spojrzała na Jassima, mając nadzieję, że znów stanie w jej obronie. Ten jednak tylko spytał:

– Jesteś tu sama?

– Nie, z koleżanką.

– Z Ann?

– Nie, z Joanną, to moja rodaczka, wyszła za mąż za Kuwejtczyka. O! Właśnie idą.

Lidka z ulgą zauważyła, że para zmierza w ich stronę.

– To w niezłe towarzystwo się wkręciłaś! Ten jej mąż to jeden z większych tuzów w kraju.

 

Małżeństwo podeszło i Aśka powiedziała:

– Widzę, że spotkałaś znajomych.

– Tak... – zaczęła niepewnie studentka.

Helen pociągnęła Jassima i szybko powiedziała:

– Miło było poznać, ale przepraszam, my musimy już iść. Też na nas czekają.

Kiedy odeszli, Aśka zaproponowała:

– Może pójdziemy potańczyć? Już tam wszyscy szaleją na parkiecie.

– Dziękuję, może za chwilę.

Lidka patrzyła na szmaragdową, migoczącą taflę basenu i na odbijający się w niej blask świec. Stała tak zamyślona, kiedy nagle owiał ją mocny, intrygujący zapach męskiej wody. Odwróciła się i zobaczyła niezwykle przystojnego, wysokiego mężczyznę witającego się z jej koleżanką. Po chwili nieznajomy wyciągnął do niej rękę:

– Shukri. Hassan Shukri.

Podała mu dłoń. Ujął ją delikatnie, a ona, zupełnie nie wiedząc czemu, przedstawiła się:

– Laila...

– Laila? – Patrzył na jej blond włosy i europejską urodę.

– Laila... to znaczy Lidka... Laila na lekcjach arabskiego na uniwersytecie.

– Taka piękna blondynka i zna arabski? Toż to prawdziwy skarb! – zachwycił się.

Zmieszana Lidka nieznacznie spuściła głowę. Hassan patrzył na jej idealną figurę, śliczną twarz, biżuterię, która podkreślała jej delikatność i urodę.

– Madżnun Laila29 – wyszeptał.

– „Duch mój złączył się z jej duchem, zanim zostaliśmy stworzeni...”30 – zaczął recytować Ali.

– Daj mi jeden powiew, tchnienie od ukochanej...31 – Hassan wciąż oczarowany wpatrywał się w dziewczynę.

Po chwili otrząsnął się i powiedział:

– To wiersz innego poety, ale też piękny.

Znudzona Aśka powiedziała:

– To wy tu sobie gadu-gadu, a ja idę tańczyć.

– Poczekaj! – Jej mąż już ją doganiał. – Idę z tobą.

Lidka i Hassan stali przez chwilę bez słowa, ich oddechy przyspieszyły. Polka spojrzała w oczy mężczyzny i zobaczyła bezgraniczne uwielbienie. Ogarnął ją jakiś dziwny spokój, jakby nagle byli zupełnie sami, a cały świat się zatrzymał. Wtedy ktoś pociągnął ją za rękę, to korowód rozbawionych ludzi zapraszał wszystkich do zabawy. Do wężyka włączono też Hassana, oddzielało ich kilku gości, ale porwał ich wir radości, krążyli wokół basenu, kolumn, akwarium, by śmiejąc się, w szybkim tempie wbiec po schodach na górę. Właśnie wtedy wybiła północ i niebo rozświetliło się tysiącem sztucznych ogni. Wszyscy składali sobie życzenia, niedaleko Lidka widziała czule objętych Asię z mężem. Znowu poczuła pociągający, męski zapach.

– Szczęśliwego nowego roku! – Hassan patrzył na nią poważnie. – Życzę ci, żebyś była szczęśliwa.

– Szczęśliwego nowego roku! – Lidka nie wiedziała, co dalej dodać, przecież dopiero go poznała.

– Życzę ci, żebyś z sukcesem zakończyła kurs! I spełnienia wszystkich marzeń! – Asia już całowała koleżankę.

– To mi powinnaś życzyć spełnienia wszystkich marzeń – powiedział Hassan, nie mogąc oderwać wzroku od Lidki.

Kelnerzy roznosili po lampce szampana, studentka powoli sączyła wyśmienity trunek i zastanawiała się, co jej przyniesie następny rok. Pomyślała o Jarku, co teraz robi, czy jeszcze o niej myśli, i o domu rodzinnym, gdzie ze względu na różnicę czasu jeszcze czeka się na magiczną dwunastą. Z całego serca chciała, żeby najbliższe miesiące przyniosły jej bliskim same radości.

– Chodź, wracamy do domu. – Asia wyrwała ją z zamyślenia.

– Teraz?! Jest jeszcze bardzo wcześnie!

– Ali chce już iść spać, po południu mamy samolot, wylatujemy do Londynu.

– Aha, dobrze. – Lidka nie miała wyboru.

– Do widzenia! – Uśmiechnęła się do Hassana.

– Do zobaczenia! – Mężczyzna pożegnał ją pewnym siebie wzrokiem.

Lidka otworzyła oczy i przez moment myślała, że śni. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że to gościnna sypialnia Asi. Usłyszała delikatne pukanie do drzwi.

– Proszę!

– Pani pyta, czy madame zje z nią posiłek, czy mam podać śniadanie do pokoju. – Głos służącej był niezwykle grzeczny, wręcz uniżony.

– Tu... to znaczy nie... Oczywiście, że zaraz przyjdę. Proszę dać mi pół godziny.

– Dobrze, powtórzę. – Maid dyskretnie się wycofała.

Po kąpieli Lidka dołączyła do Joanny, która siedziała sama w jednej z jadalni. Wkoło krzątała się służba.

– Jeszcze raz wszystkiego dobrego na nowy rok! – Asia jak zwykle była pełna energii. – Siadaj, siadaj, tu są świeżo wyciskane soki, pomarańcza, kiwi, truskawka, wybieraj, co chcesz!

– Dziękuję! A ty od rana pięknie wyglądasz! – Dziewczyna zwróciła uwagę na profesjonalny makijaż koleżanki i dopiero co ułożone włosy.

– No, kochana, podróż z mężem, trzeba się postarać!

– Na długo lecicie?

– Tak naprawdę to nie wiem, ale chyba zejdzie nam ponad miesiąc. Ali prowadzi biznesy na całym świecie.

– Czyli podróż nie tylko do Anglii?

– Nie, przyznam się, że nawet nie wiem, gdzie dokładnie, ale na pewno na trasie jest Portugalia, Frankfurt, Nowy Jork... W drodze powrotnej Dubaj...

Ta to ma życie! – pomyślała Lidka. Tylko pozazdrościć! A głośno zapytała:

– A znasz tego... Jak mu tam... Hassana?

– Wiesz co? On mówi, że nas zna, ale ja go jakoś nie kojarzę. Mąż też go sobie nie przypomina. Ale wiesz... Na tylu przyjęciach bywamy... Ali ma dużo spotkań w interesach. Może po prostu nie pamiętamy. A co, spodobał ci się?

– Nie. Tak tylko pytam... Ciekawa jestem, czym się zajmuje.

– Nie ściemniaj! – Asia się roześmiała. – Trudno, żebyś się nie podjarała. Ciacho jak mało kto! Wygląda bardziej jak Włoch. Zajebiście przystojny, trzeba przyznać!

– Prawda?! I tak fantastycznie zbudowany! W dodatku ma w sobie jakąś tajemnicę... Jak stoi koło ciebie, to tak jakby nikt i nic więcej nie istniało.

– Ty, mała, uważaj, tylko mi się tu nie zakochaj! Żeby z tego nie było jakichś kłopotów.

– Nie, no coś ty, ja tylko tak...

Ale samo wspomnienie poznanego mężczyzny spowodowało, że Lidka chciała nagle gdzieś biec i go szukać, pytać o niego, aby jeden raz, jeszcze raz znaleźć się tak blisko niego, żeby poczuć ten intrygujący zapach, spojrzeć w jego ciemne oczy, dotknąć jego dłoni...

Do jadalni wszedł kierowca.

– Madame, samochód czeka – powiedział.

– Dobrze, to ja muszę lecieć. Skontaktuję się, jak wrócę. – Asia wstała od stołu.

– To miłej podróży, naprawdę za wszystko ogromnie ci dziękuję.

– Nie ma za co. Dokończ spokojnie śniadanie, kierowca cię później odwiezie.

Lidka została przy bogato zastawionym stole.

– Kawy, madame? Może mleczka? Cukier? Czy woli madame herbatę? – Służąca dostała wyraźne polecenie, żeby dobrze zajmować się gościem.

– Tak, poproszę kawę, czarną, łyżeczka cukru. Tylko proszę przynieść do sypialni. – Studentka postanowiła nacieszyć się ostatnimi chwilami w tym pięknym domu.

– Oczywiście.

Wróciła do pokoju i ponownie zapadła w sen w królewskim łożu.

25 Szajcha (arab.) – tytuł używany w odniesieniu do kobiet z rodziny panującej.

26 Knafa (arab.) – słodki arabski przysmak.

27 Marhaba (arab.) – witaj.

28 Habibi (arab.) – kochanie, też: ukochany.

29 Madżnun Laila (dosł.: człowiek oszalały z miłości do Laili) – przydomek poety arabskiego Kajs ibn al-Mulawwaha (zm. ok. 700 r.). Historia opowiada o odwzajemnionej miłości Kajsa do Laili, której ojciec nie godzi się na małżeństwo z ukochanym i daje ją za żonę komuś innemu. Kajs, oszalały z bólu, spędza resztę życia, błądząc samotnie po pustyni i układając wiersze o swojej nieszczęśliwej miłości.

30 Cytat z poezji Dżamila (zm. ok. 701 r.), który opiewa swą miłość do Busajny.

31 Parafraza poezji Dżamila. W oryginale: „Daj mi jeden powiew, tchnienie od Busajny”.