Perska miłośćTekst

Z serii: Perska miłość #1
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Perska miłość
Perska miłość
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 62,90  50,32 
Perska miłość
Audio
Perska miłość
Audiobook
Czyta Ewa Abart
34,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ IV

Wyprawa jachtem

Od czasu party na pustyni Lidka była w imprezowym nastroju. Ciągle nagabywała koleżankę, czy ktoś ich gdzieś nie zaprasza. Odnosiła wrażenie, że Kuwejt ma jej jeszcze mnóstwo do zaoferowania, musi jedynie odkryć te możliwości. Poznała już przedsmak luksusowych zakupów, wyrafinowanego jedzenia i fantastycznej zabawy z ciekawymi ludźmi. Czas płynie szybko, za parę miesięcy wróci do swojej szarej rzeczywistości, więc musi dobrze wykorzystać swoje pięć minut. Chodząc, nuciła ulubione przeboje, czasami nawet tańczyła w pokoju. Denerwowało ją, że nie mogła normalnie wyjść do jakiegoś klubu czy na dyskotekę i się zabawić. Energia ją roznosiła i ciągle pytała Ann, czy nie ma nowego zaproszenia.

Pewnego razu wzięła płytę z nagraniami do uniwersyteckiego busa i dała kierowcy, żeby włączył. Ten z oporami i niechętnie włożył CD do odtwarzacza. Popłynęły hity, dziewczyny zaczęły śpiewać i ruszać się w rytm piosenki. Nagle usłyszały z tyłu szepty haram, haram17. To studenci z Pakistanu, oburzeni zachowaniem kobiet, próbowali przywrócić je do porządku. Podniesionymi głosami zażądali, żeby natychmiast wyłączyły muzykę i zachowywały się przyzwoicie. Rozsierdzona Lidka nawet nie chciała o tym słyszeć.

– A kim oni są, żeby mi mówić, co mam robić?! Ani mi brat, ani swat, a będą mi tu rozkazywać!

Ann próbowała załagodzić sytuację.

– Daj spokój, posłuchamy tego w akademiku, nie ma sensu się kłócić.

– A co ja takiego, do kurwy nędzy, robię?! – Polkę poniosły nerwy. – Ja tylko słucham muzyki! I to jest ten grzech?!

– Niestety, dla niektórych tak. – Angielka przebywała już wystarczająco długo w tej części świata, żeby zdawać sobie sprawę z niektórych realiów.

To stwierdzenie rozwścieczyło Lidkę jeszcze bardziej.

– To zaraz kolesie się przekonają, co to naprawdę znaczy niedobra dziewczyna!

Wstała, zwiększyła głośność muzyki i zaczęła prowokująco wyginać się w ich stronę. Studenci odwrócili głowy, żeby nie patrzeć na tańczącą.

– Co, strach was obleciał? No, jedziesz, jedziesz! – zachęcała, kręcąc biodrami tuż przed ich nosem.

Nagle jeden z siedzących zerwał się gwałtownie i Lidka instynktownie odsunęła się, bo miała wrażenie, że zaraz ją uderzy. Ale ten tylko pogardliwie na nią spojrzał, splunął jej w twarz i powiedział „europejska dziwka”. Lidka była tak zszokowana tym, co się stało, że zastygła bez ruchu. Pakistańczyk podszedł do odtwarzacza CD, wyłączył muzykę i jak gdyby nigdy nic wrócił na swoje miejsce, popchnąwszy po drodze oniemiałą dziewczynę. Nikt nie stanął w jej obronie, a kierowca z wyraźną satysfakcją na twarzy zaczął szybciej jechać.

– Ann, czy ty to widziałaś? Trzeba to natychmiast gdzieś zgłosić!

– Nie żartuj, komu chcesz się poskarżyć? Przecież taniec w miejscach publicznych jest zakazany! To ciebie oskarżą o niemoralne zachowanie i to ty będziesz miała kłopoty! Zostaw to, nie warto, tak dobrze ci idzie, szkoda tych paru miesięcy nauki.

– No proszę cię, przecież ja nic nie zrobiłam...

Lidka długo nie mogła ochłonąć po przykrym wydarzeniu, zwłaszcza że uszło to sprawcy na sucho. Nagle zatęskniła za Jarkiem, za ich cotygodniową potańcówką, kiedy chłopak był z niej dumny, że tak seksownie się rusza. Nawet jak po pewnym czasie Angielka przybiegła z wiadomością, że mają zaproszenie na jacht, straciła już entuzjazm.

– No chodź, przecież chciałaś gdzieś wyjść, a to wycieczka prywatnym jachtem na Failakę.

– Failakę?

– To wyspa niedaleko, niektórzy mają tam swoje domki wypoczynkowe, możemy popłynąć, będzie fajnie.

– A kto nas zaprasza?

– Kuwejtczycy, tak naprawdę nie znam ich dobrze, widziałam ich parę razy na jakichś imprezach, ale to tutejsze dziane towarzystwo, jachty, szybkie samochody, samoloty, te klimaty... Coś słyszałam, że jeden z nich ma prywatny odrzutowiec, bo chcieli raz na spontana lecieć na dyskotekę do Bahrajnu, ale chyba przeszkodziła im pogoda. Zastanów się... Ja się wybieram.

– A kiedy to będzie?

– Pojutrze, w piątek od rana, więc mamy dużo czasu.

W wolny dzień Ann od rana starała się obudzić Lidkę.

– Wstawaj, śpiochu, zaraz po nas przyjadą, ubieraj się szybko.

Kiedy koleżanka była gotowa, już dawno minęła umówiona godzina.

– Chodź szybko na dół, jesteśmy grubo spóźnione – poganiała Ann.

Po zejściu zobaczyły w holu czekającego na nie Kuwejtczyka.

– A ten po co tu wlazł? Teraz wszyscy będą wiedzieć, z kim wychodzimy.

Abla z kwaśną miną wpisała do księgi dane mężczyzny, który wyjaśnił, że bierze dziewczyny na zorganizowaną wycieczkę. Wyszli na zewnątrz, gdzie tuż przy bramie czekały dwa samochody.

– Cześć, mam na imię Jassim, pojedziesz ze mną – zaprosił chłopak, otwierając drzwi czerwonego ferrari.

Oszołomiona Lidka wsiadła, a Ann znalazła się tuż obok w białym porsche. Koledzy równocześnie przycisnęli gaz i maszyny z ogromnym przyspieszeniem wyrwały do przodu. Polkę wcisnęło w siedzenie i pojazd, parę razy skręciwszy gwałtownie, szybko dotarł do Gulf Street, głównej ulicy ciągnącej się wzdłuż morza. Tu zaczęły się prawdziwe wyścigi. Przy dźwiękach amerykańskiego rapu i ryku silników auta rozpędzały się na prostej i po przekroczeniu dwustu kilometrów na godzinę studentka bała się nawet patrzeć na prędkościomierz. Jakby tego było mało, samochody podjeżdżały blisko siebie, czasem jeden drugiemu dawał fory, pozwalając się wyprzedzić, by za chwilę z niesamowitą szybkością się doganiać i znowu wyprzedzać. Niekiedy karoserie dzieliła dosłownie grubość włosa i wtedy kierowcy otwierali okna, krzyczeli coś do siebie, śmiejąc się głośno, a już po chwili wciskali gaz do dechy, naprawdę ze sobą rywalizując. Asfalt wprost uciekał sprzed oczu przerażonej dziewczyny, a wrażenie potęgował fakt, że auto miało niskie zawieszenie. Nagle Lidka zobaczyła czarne porsche i w pierwszej sekundzie pomyślała, że z powodu prędkości coś się stało z jej oczami. Ale zaraz zorientowała się, że to następny samochód, który dołączył do zabawy. Droga była pusta, i zdarzało się, że auta jechały slalomem, albo nagle zatrzymywały się z piskiem pośrodku drogi, robiąc pół obrotu, aby za sekundę pomknąć dalej, prześcigając się wzajemnie. W ten sposób towarzystwo dojechało do przystani jachtowej, gdzie czekała reszta uczestników wycieczki.

Lidka wysiadła na miękkich nogach.

– Żyjesz? – spytała ze śmiechem Ann.

– Ledwo, ledwo.

– No, to poznałaś następny popularny tu sposób zabawy.

Grupa przy brzegu składała się z Kuwejtczyków, dwóch młodych Brytyjek, które Ann znała z widzenia, paru filipińskich ślicznych dziewczyn i hinduskich służących. Ci ostatni zaczęli wnosić na okazały jacht bagaż, prowiant i napoje. Goście też weszli na śnieżnobiały, rozległy pokład i usiedli na wygodnych kanapach. Od razu obsługa podała zimne napoje, przystawki i drinki. Zawył silnik, łódź wyruszyła z mariny i rozpryskując błękitną wodę, wypłynęła na zatokę. Brzeg oddalał się i dopiero teraz Lidka zobaczyła fantastyczną panoramę Kuwejtu. Strzeliste, metaliczne budynki, mieniąc się, odbijały promienie słońca. Najwyższe sięgały nawet czterdziestu i więcej pięter, a każdy z nich wyróżniał się nieszablonową architekturą. Zachłysnęła się tym widokiem, z przyjemnością popijając kolorowego drinka. Patrzyła na rozbryzgującą się pod kadłubem białą pianę, wiatr rozwiewał jej włosy. Mężczyźni pozdejmowali koszulki, widać było wyrobione na siłowni mięśnie. Chociaż nie było szczególnego upału, Brytyjki też pozbyły się bluzek, zostając w samych górach od kostiumów. Wystylizowane na Europejki blond Filipinki kręciły się wkoło, próbując wzbudzić zainteresowanie bogaczy. Jassim przysiadł się do Lidki.

– Co, nowa w Kuwejcie? I jak ci się podoba?

– Fajnie jest, ale za mało rozrywek.

Chłopak wybuchnął śmiechem.

– To trzymaj się naszego towarzystwa, złotko, niektórzy tu lubią naprawdę hardcorową jazdę. Spójrz na te sexy lale!

Obecne dziewczyny ze szklankami w ręku tańczyły na pokładzie. Wkoło nich podrygiwali rozochoceni chłopcy.

– Chodź się pokiwać, bo podróż trwa krótko, zaraz będziemy na miejscu – zachęcił Jassim.

Rzeczywiście już po niedługim czasie dobili do wyspy. Zeszli na brzeg i udali się do dużej modernistycznej willi. Za olbrzymią przeszkloną ścianą rozciągał się wspaniały widok na cudowną piaszczystą plażę i rozłożyste palmy. Kolorowe leżaki z czystymi ręcznikami i dające cień parasole zachęcały do odpoczynku.

Jassim nie odstępował Lidki.

– Chcesz spróbować przejażdżki na skuterze wodnym? Tylko załóż coś odpowiedniego. W sypialni w szafie są ciuchy, możesz coś sobie wybrać.

We wskazanym miejscu dziewczyna znalazła mnóstwo damskich ubrań, w tym minisukienki i spódniczki oraz bieliznę erotyczną. Wybrała krótkie spodenki i kolorowy stanik od kostiumu kąpielowego.

– Gotowa? To chodź, moja śliczna. Tylko to załóż. – Mężczyzna podał jej kamizelkę ratunkową.

Wsiedli na skuter wodny, odpalili i szybko ruszyli. Otoczyły ich szmaragdowe fale, słońce już nieźle grzało, nie wiadomo skąd rozbrzmiały mocne uderzenia rocka. Lidka mocno obejmowała wspaniale zbudowanego Kuwejtczyka, czuła jego rozgrzane ciało, z daleka widziała fantastyczny zarys miasta. Inni też skorzystali z wodnej rozrywki i kilka skuterów tuż obok siebie mknęło naprzód, zostawiając na wodzie spienione smugi.

Chwilo, trwaj! – pomyślała Lidka, stwierdzając, że chociażby dla tego momentu warto było przyjechać do Kuwejtu.

Później zgłodniali uczestnicy wycieczki zjedli na plaży przygotowany przez obsługę lunch. Okazało się to niezwykle przyjemne, kiedy służący starali się ze wszystkich sił, żeby każdy był zadowolony. Błyskawicznie sprzątali brudne naczynia i stawiali nowe, przynosili następne potrawy i napoje, pytali, czy nie potrzeba czegoś więcej. Po obfitym posiłku większość wycieczkowiczów chciała odpocząć, więc część rozłożyła się na plaży, a reszta weszła do willi.

 

– Spokojnie, prawdziwa zabawa dopiero się zacznie – powiedział Jassim do studentek i zapadł w drzemkę.

– I jak, fajnie? – spytała Ann.

– Jasne, super, oby tak dalej. – Lidka nawet nie była zmęczona.

Do dziewczyn zbliżył się Ahmed, właściciel porsche.

– A wy nie odpoczywacie?

– Szkoda życia na odpoczynek – stwierdziła Angielka, kokieteryjnie patrząc mu prosto w oczy. – A co, masz jakąś ciekawą propozycję?

– Może chcecie obejrzeć wyspę?

– Pewnie, z przyjemnością.

Pojechali wzdłuż wybrzeża, rozkoszując się wspaniałą pogodą. Nagle, nie wiadomo skąd, pojawiło się stado kilkudziesięciu wielbłądów. Widok był doprawdy niecodzienny, nie dość, że Lidka jeszcze nigdy na żywo nie widziała wielbłąda, to ze zdjęć zawsze kojarzyła je z pustynią. A teraz te jednogarbne, wyniosłe zwierzęta dumnie kroczyły nad brzegiem morza, niekiedy spoglądając w jej stronę.

– Wielbłądy? Tutaj? – zdziwiła się.

– Tak, są jeszcze konie – wyjaśnił Ahmed.

Po paru minutach zbliżyli się do ogrodzenia, za którym truchtały wierzchowce. Uwagę przykuwał zwłaszcza jeden, o białej maści, kłusujący wzdłuż balustrady.

– Tylko nam księcia brakuje! – Lidka się zaśmiała.

– Myślę, że jak dobrze poszukać, to niejeden się tu znajdzie! – odpowiedziała jak zwykle pewna siebie Ann i z nadzieją spojrzała na kolegę.

Jechali dalej, kiedy Ahmed zupełnie niespodziewanie zapytał:

– Wierzycie w duchy?

– W duchy? Dlaczego o to pytasz? – nie rozumiały studentki.

– Bo zobaczycie teraz nawiedzone miejsce. – Zatrzymał samochód i poprosił, żeby wysiadły.

Ich oczom ukazało się opustoszałe osiedle kilkuset piętrowych willi, w których straszyły czarne otwory okien i skrzypiące drzwi. Ulice były zupełnie puste, wiatr podnosił tumany piasku i jęczał złowieszczo. W szeregu stały niezamieszkałe domy, otoczone sypiącymi się murkami i zardzewiałymi bramami. Gdzieniegdzie widać było doszczętnie zniszczone samochody. Wzdłuż alei ciągnęły się popsute lampy uliczne, a opuszczone budynki szkoły i meczetu potęgowały wrażenie grozy. Wkoło nie było żywego ducha. Ogromny, odrapany basen przerażał pozbawioną wody głębią.

– O Boże! A co to jest? Dla kogo to wszystko? – Lidka miała dziwne wrażenie, że wirujący piasek przybiera formę niekształtnych postaci.

Coś zazgrzytało i zupełnie niepasująca do ponurego otoczenia kolorowa huśtawka zaczęła się powoli bujać.

– O matko, co to?! – wyrwało się studentce.

– To nic, to wiatr – powiedział Ahmed, ale był dziwnie poważny.

Nawet zwykle rozgadana Ann milczała.

– Wchodzimy? – zapytał Kuwejtczyk, zatrzymując się przed odrapanym murem. Z dala ziała czeluść pozbawionego drzwi pomieszczenia. Dziewczyny zaczęły niepewnie iść, ale Angielka po zbliżeniu się do ogrodzenia powiedziała stanowczo:

– Ja nie idę!

– A co? Strach cię obleciał? Najwyżej parę duchów zaliczysz. – Ahmed już prawie wchodził do środka.

– Stój! – krzyknęła przerażona Ann. – Spójrz na to!

Dopiero teraz Lidka spostrzegła, że na zewnętrznej ścianie widnieje jakiś napis po arabsku. Nie znała na tyle języka, żeby go zrozumieć.

– Co to znaczy? – wyszeptała.

– Spróbuj sama przeczytać, ja się boję.

– Lll... aaa – literowała. – La, czyli nie...

– Dobrze, a dalej?

– Ttt... ddd... dż, a może h, naprawdę nie wiem, te znaki są tak podobne.

– Tadhul... la tadhul... Nie wchodź! – pomogła jej koleżanka.

Na dole były jeszcze dwa inne wyrazy.

– Bajt... Dom... – Tym razem Polka sobie dobrze poradziła.

– Maskun... Nawiedzony... – dokończyła Ann. – Nawiedzony dom.

– Nie wchodź! Nawiedzony dom – powtórzyła Lidka i dreszcz przeszedł jej po plecach.

Dziewczyny stanęły niezdecydowane, kiedy nagle Lidka spostrzegła wyłaniającą się z wnętrza białą postać.

– Aaaaaaaaa! – krzyknęła i co sił w nogach pobiegła w stronę samochodu.

Gonił ją charczący, ciężki oddech, jakby ktoś chciał pokazać, że nie chce być niepokojony. Dopadła samochodu, ale pojazd był zamknięty. Mocno zamknęła oczy i zacisnęła rękami uszy, żeby nie słyszeć rzężącego dźwięku. Nagle serce jej stanęło, bo wyraźnie poczuła czyjś dotyk na ramieniu.

– Lidka! Dobrze się czujesz? Co ty wyprawiasz? – To Ann dogoniła koleżankę.

– Ja tam kogoś widziałam! Naprawdę! Uwierz mi! – tłumaczyła nadal roztrzęsiona Lidka.

– Dobrze, już dobrze, chodź. – Dziewczyny wsiadły do otwartego przez Ahmeda pojazdu.

Wracali w milczeniu, po trzech kwadransach dotarli do nadmorskiej willi. Tam zabawa na plaży trwała już w najlepsze, przybyło też gości. Od razu podszedł do nich jeden z mężczyzn.

– Ta jest dobra – powiedział Ahmed, ruchem głowy wskazując Lidkę. – Tak się zestrachała, że o mało co nie popuściła w majtki.

Ignorując uwagę pod adresem koleżanki, Ann jak zwykle była bezpośrednia i rzekła:

– Niezła biba! Coś nas ominęło?

– Jeszcze wszystko przed nami. – Kuwejtczyk wyjął z kieszeni jointa. – Któraś ma ochotę?

Ann szybko wzięła skręta.

– Ty pewnie nie chcesz? – zapytała koleżankę.

– Nie, dziękuję. – Polka dawno obiecała sobie, że nigdy nie dotknie żadnego takiego gówna.

Ann szybko znalazła poznane na jachcie Brytyjki, a Lidka usiadła przy dopiero co rozstawionym barze. Naraz koło niej pojawił się Jassim.

– Co pijesz?

– Dżin z tonikiem – odpowiedziała.

– I jak przejażdżka? Udała się? Jakaś taka blada jesteś.

Dziewczyna opowiedziała mu o zdarzeniu w mieście duchów.

– No tak, to jego stary numer. Ahmed zawsze robi sobie jaja i straszy, szczególnie nowych. Z tobą wyjątkowo mu się udało. A chociaż znasz historię tego miejsca?

– Nie.

– To pozostałość po inwazji Iraku na Kuwejt. W sierpniu tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego roku te irackie psy zdobyły Failakę i tysiące Kuwejtczyków musiały opuścić to wielkie osiedle, zostawiając cały swój dobytek. Irakijczycy splądrowali porzucone wille, wynosząc i wywożąc, co się dało. Rok później Amerykanie odbili wyspę, ale mieszkańcy już nigdy nie wrócili do swoich domów. Nie widziałaś pozostałości po ostrzale?

Dopiero teraz Lidka uświadomiła sobie, że wyrwy w ścianach mogły pochodzić od kul. Przypomniała też sobie, że po drodze mijali porzucony czołg, wóz opancerzony i działa przeciwlotnicze.

– Rzeczywiście – przytaknęła.

– Wielu naprawdę wierzy, że to miejsce jest nawiedzone. Istnieje dużo opowieści na ten temat. Osobiście znam ludzi, którzy zarzekali się, że widzieli tam zjawy. Ja nie lubię z tego żartować. W każdej bajce jest ziarnko prawdy.

Dziewczyna dokończyła drinka i postanowiła iść do sypialni, gdzie zostawiła swoje rzeczy. Towarzystwo rozbawiło się na całego, korzystając z darmowych drinków, wybornego jedzenia i pięknej, piaszczystej plaży. Jak zwykle najnowsze zachodnie hity mieszały się z lokalnymi przebojami, zachęcając wszystkich do tańca. Było dużo alkoholu i już tworzyły się pary, które bez żenady obściskiwały się i całowały. Słońce chyliło się ku zachodowi, złota kula otoczona pomarańczowo-czerwoną aureolą odbijała się w morzu, tworząc prześliczny pejzaż. Lidka wzięła głęboki oddech, rozkoszując się widokiem i morską bryzą. Ominąwszy tańczących, weszła do pogrążonej w mroku willi. W salonie party też się rozkręciło, jedni pili, inni tańczyli, a niektórzy z rozszerzonymi źrenicami pajacowali, śmiejąc się niekontrolowanie w stanie euforii. Polka szybko wspięła się po schodach na górę, jej zgrabny tyłek w krótkich, opiętych spodenkach przyciągnął wzrok młodych mężczyzn. Jeden z nich podążył za nią, tuż za nim pojawił się następny. Lidka otworzyła drzwi sypialni i zamarła. Ubrany w błyszczące szarawary Hindus pieprzył od tyłu Filipinkę w stroju pokojówki. Obok stał Kuwejtczyk, jedną ręką filmując scenę telefonem komórkowym, drugą stymulując swój wyraźnie już pobudzony członek. Widząc Lidkę, wysapał:

– No dawaj, dołącz do nich... Rozkładaj nogi... Trójkącik jakiś... – Jego członek wyraźnie się powiększył.

Z paru stron mrugały światełka wszędzie rozmieszczonych kamer. Lidka odwróciła się, ponieważ chciała jak najszybciej stamtąd wyjść, ale w drzwiach stanęło dwóch innych imprezowiczów.

– A ty dokąd? Słyszeliśmy, że brakuje ci tu rozrywek, to teraz masz szansę, pokaż, co umiesz...

– Ale ja nie o tym mówiłam... – Dziewczyna próbowała przejść przez drzwi, ale mężczyźni brutalnie ją zatrzymali.

– Stój, dziwko! Przyjechałaś tu, żeby się zabawić, to voilà, proszę bardzo, ale my też chcemy coś z tego mieć!

– Nie chcę! Zostawcie! Chcę stąd wyjść! Puśćcie mnie! – Lidka zaczęła się szarpać, ale jej wysiłki jedynie pogarszały sytuację. Mężczyźni zaczęli ją bezczelnie dotykać, wszędzie czuła ich spocone, brudne dłonie.

Nagle do pokoju wszedł Ahmed.

– O, nasza zastraszona mała cipeczka! Jak się wyrywa! Mówiłem, że jest dobra! Zobaczcie, jakie ma wielkie przerażone oczy! Jak gazela w potrzasku!

Para na łóżku skończyła i z zadowoleniem przyglądała się, jak Arabowie okrutnie bawią się Europejką. Zdarli jej stanik. Lidka bezskutecznie próbowała zasłaniać piersi.

– Jakie cycki ma! Dużo większe i ładniejsze niż Filipinki! Nawet Brytyjki przebija!

Lidka zaczęła przeraźliwie krzyczeć, co w jeszcze większym stopniu rozjuszyło oprawców.

– Co ty, kurwa, myślisz, że ta cała zabawa to za frajer?! Ty wiesz, ile tu na czarnym rynku kosztuje butelka whisky czy dżinu?! Fortunę! – wrzeszczał najbliżej stojący Arab.

– Chodźcie, przewieziemy ją do miasta duchów i tam damy czadu! – Ahmed coraz bardziej się nakręcał. – Ona naprawdę się boi! Nie tak jak te zblazowane Brytyjki, które się pieprzą na prawo i lewo, z kim popadnie. Nudne są! A tu porno horror czy horror porno nakręcimy! O, tak! Przebijemy wszystkich! Bierzcie ją!

Mężczyźni wykręcili ręce półnagiej dziewczynie, chcąc wyprowadzić ją do samochodu. W tym momencie w drzwiach stanął Jassim.

– Pojebało was?! Przez te krzyki psujecie całą zabawę!

– Bo ta mała polska kurwa stawia opór! To po co tu przyjechała?! Chyba wiedziała, w co się pcha!

– Wiedziała, nie wiedziała, ale teraz przestało ją to bawić! – Jassim patrzył na pełną udręki twarz Lidki. – Puśćcie ją natychmiast, mało dup tu macie?

Kuwejtczycy zaczęli się kłócić, przekrzykując się nawzajem podniesionymi głosami. Lidka nic z tego nie rozumiała, lecz czuła, że do oprawców nie przemawiają żadne argumenty. Resztką sił wykrztusiła, że dochodzi dziewiąta i jeśli nie zjawi się w akademiku o oznaczonej porze, to zaczną jej szukać.

– Przecież spisali wasze dane – przypomniała.

Wtedy Jassim się wkurzył. Wrzeszczał, powtarzając słowo maszakil18.

– Maku muszkila19 – wydzierał się w odpowiedzi Ahmed, zalewając kolegę potokiem słów, z czego wybijał się wyraz wasta20.

Nieprzyjemna przepychanka trwała jeszcze trochę, w końcu Jassim rzucił:

– Puść ją, bo nie zabiorę cię na tę zajebistą coroczną imprezę w Londynie za tydzień.

Dopiero to przemówiło do Ahmeda. Nie będzie poświęcał superparty, gdzie różnokolorowe laski z całego świata są gotowe na wszystko, dla jednej dziwki.

– Dobra, bierz ją, ale niech mi szybko znika z oczu. Barra, barra!21 Wynoś się, głupia polska kurwo!

Mężczyźni uwolnili Lidkę, która nadal robiła wszystko, żeby zakryć swój biust. Jej stanik został gdzieś wyrzucony, nie wiedziała też, gdzie się podziały porzucone tu po przyjeździe jej ciuchy. Tymczasem Jassim przyniósł skądś czarną abaję i podał dziewczynie, żeby ją założyła. Kiedy to zrobiła, molestujący ją wcześniej mężczyźni instynktownie odsunęli się od niej i mrucząc coś do siebie, opuścili pokój. Jassim dał jej również szal do zakrycia włosów. Dziewczyna, nie wiedząc nawet czemu, zasłoniła też sobie twarz. Od razu poczuła się lepiej, nie była już bezpośrednio obserwowana przez zgromadzonych świadków obrzydliwego zdarzenia. Kuwejtczyk z troską powiedział:

– Chodź, już czas na wasz powrót, musimy znaleźć Ann.

 

Angielka szalała z licznym towarzystwem na plaży. Młodzi śmiali się, popychali, obryzgiwali wodą, skakali. Całkowicie zakryta Lidka podeszła do koleżanki i powiedziała:

– Idziemy, musimy jechać do sidżn.

Ann w pierwszej chwili zupełnie nie zrozumiała, o co chodzi, nie poznając współlokatorki. Dopiero po paru sekundach załapała i wybuchnęła histerycznym śmiechem.

– Lidka! Aleś się odpieprzyła! Skąd to masz?! Ściągaj to, bo wyglądasz jak wrona!

Ale Polce nie było do śmiechu.

– Proszę, chodź już, zaraz dziewiąta.

– Zabawa dopiero się rozkręca, nie pękaj, załatwię to później z naszym konsulem.

Do rozmowy włączył się Jassim i powiedział:

– Motorówka już czeka.

Ociągając się, dziewczyna opuściła imprezę. Podjechali do małej przystani. Lidka z wdzięcznością powiedziała do Kuwejtczyka:

– Szukran dżazilan22.

– Piękny język – powiedział z zachwytem chłopak. – La szukran ‘ala wadżib23.

Na pożegnanie dodał poważnie:

– Słuchaj, to jest naprawdę mały kraj. Pewne rzeczy dzieją się wyłącznie w określonych kręgach. Radzę ci unikać imprez, bo zawsze możesz natknąć się na Ahmeda. A znając go, nie daruje ci, że mu przy wszystkich odmówiłaś. Nie mogę jechać z wami, odwiezie was służący, na drugim brzegu czeka na was samochód. Uważaj na siebie. Ma’a as-salama24.

– Ma’a as-salama. – Tyle już Lidka pamiętała z kursu.

Przez całą drogę powrotną Ann podśpiewywała rozbawiona, śmiała się do łez z ubioru koleżanki, była chyba trochę na haju. Przyjechały po dziewiątej, ale ze względu na wolny piątek kolejka do podpisów była wyjątkowo długa. W pokoju Angielka padła na łóżko i szybko zasnęła.

Lidka natomiast myślała, jak dużo zdarzyło się w jednym dniu. Zdała sobie sprawę z tego, że niewiele wie o życiu, że jest jeszcze zbyt dziecinna i naiwna. Do tej pory w jej otoczeniu byli ludzie, którzy najbardziej martwili się o to, jak przeżyć następny miesiąc. Ona sama musiała czekać kilka lat, zanim po maturze, kosztem wielu wyrzeczeń swoich i swojej rodziny, zdołała uzbierać na czesne na licencjat. A tu tym ludziom nie wystarczają najnowsze auta za kilkaset tysięcy euro, jachty i zakupy w najdroższych światowych sklepach. Ciągle poszukują nowych, podnoszących adrenalinę wrażeń. Zabawa, tyle razy już słyszała to słowo. Przyjemność, rozrywka, ubaw. Przekraczane są kolejne granice, aby przeżycia były jak najbardziej ekscytujące. Dziewczyna naciągnęła kołdrę na głowę, czując, że ten wielki świat ją przytłoczył.

17 Haram (arab.) – grzech.

18 Maszakil (arab.) – problemy.

19 Maku muszkila (dialekt kuwejcki) – nie ma problemu.

20 Wasta (dialekt) – wykorzystanie koneksji do załatwienia jakiejś sprawy.

21 Barra (dialekt) – na zewnątrz; tu: wynoś się!

22 Szukran dżazilan (arab. lit.) – dziękuję bardzo.

23 La szukran ‘ala wadżib – nie ma za co; dosłownie (arab. lit.): nie dziękuje się za obowiązek.

24 Ma’a as-salama (arab. lit.) – do widzenia.