Perska kobiecośćTekst

Z serii: Perska miłość #6
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Perska kobiecość
Perska kobiecość
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 67,30  53,84 
Perska kobiecość
Audio
Perska kobiecość
Audiobook
Czyta Ewa Abart
36,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Copyright © Laila Shukri, 2020

Projekt okładki

Agencja Interaktywna Studio Kreacji

www.studio-kreacji.pl

Zdjęcia na okładce

© Dmytro Buianskyi/Shutterstock.com;

Michal/Adobe Stock.com

Redaktor prowadzący

Michał Nalewski

Redakcja

Maria Talar

Korekta

Maciej Korbasiński

ISBN 978-83-8097-794-5

Warszawa 2020

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

20% rabatu na kolejne zakupy na litres.pl z kodem RABAT20

Rozdział I

Stracona miłość

Piła przez cały lot. Przez cały długi, trwający prawie dziewięć godzin lot z Denpasaru na Bali do Dubaju. Popijała kolejne drinki, później trochę drzemała, a kiedy się tylko ocknęła, prosiła stewardesę o następną porcję alkoholu. Potem sączyła go powoli ze ściśniętym z rozpaczy sercem, wyrzucając sobie, że wyjechała bez słowa, bez pożegnania, a właściwie uciekła od niego, od siebie, od tej miłości szalonej, rozpalonej, rozzuchwalonej. Wracała do Alego, męża, który ją zdradził i zawiódł tak okrutnie, że do tej pory w każdej cząstce jej ciała tkwił ostry opiłek jej zranionej i upokorzonej kobiecości.

Gdyby została na Bali… Dopiła ostatnie krople koktajlu, po czym nacisnęła przycisk wzywający stewardesę. Po chwili pojawiła się atrakcyjna kobieta z ustami pomalowanymi mocną, czerwoną szminką. Przypominała jej Larę, drugą żonę jej męża, kurwę, jak ją w myślach nazywała, sprowadzoną przez niego do ich rodzinnej rezydencji.

– Czego sobie pani życzy? – Stewardesa z zawodowym uśmiechem lekko pochyliła się w stronę pasażerki.

Ty żmijo! Pełne goryczy wyzwisko wypełzło z zakamarków zranionej duszy Joanny, bo w wyjątkowo ładnych rysach kobiety dostrzegła złowieszczy cień bezwzględnej i wyrachowanej Lary. Różnica polegała na tym, że stewardesa odznaczała się naturalną pięknością, zaś pochodząca z Libanu Lara była tworem wielu upiększających operacji i zabiegów.

– Podwójną whisky z colą i lodem – powiedziała chłodnym tonem.

Stewardesa obdarzyła ją szerszym uśmiechem i lekko skinęła głową, dając w ten sposób do zrozumienia, że przyjęła zamówienie, a następnie oddaliła się w głąb samolotu, żeby po niedługim czasie wrócić z przygotowanym drinkiem.

– Proszę bardzo. – Wyciągnęła tackę w stronę Joanny.

– Dziękuję. – Wzięła koktajl i od razu pociągnęła duży łyk, a zaraz potem drugi i następny.

Poczuła rozlewające się po jej ciele przyjemne ciepło. Przymknęła oczy i wróciła pamięcią do upojnych chwil spędzonych ze swoim ukochanym mężczyzną. Richard…

„Bez szampana przyjemność jest tylko iluzją…” – powtórzył za Oscarem Wilde’em, otwierając na plaży rajskiej Bali butelkę wybornego szampana.

Później nalewał złocisty trunek do przyniesionych przez siebie kieliszków, a kiedy biała piana spływała na jej palce, delikatnie ją spijał, rozpalając Joannę do szaleństwa żarem swoich warg.

Richard… Na myśl o tym niezwykle przystojnym, muskularnym mężczyźnie, który swoją uwagą i czułością wzniecił w niej dawno zapomniane gorące uczucia i nieokiełznaną namiętność, jej serce zaczęło gwałtownie bić. Chciała się zerwać z fotela i pobiec do pilota, a następnie błagać, żeby zawrócił samolot, gdyż ona nie może odlecieć tak daleko, najdalej, bo przecież już tęskni, i pragnie, i cierpi…

„Jesteś taka piękna… Taka kobieca… Taka… moja…” – mówił głębokim głosem, zasypując jej twarz gorącymi pocałunkami i namiętnie pieszcząc jej piersi. A ocean szumiał miarowym rytmem, potęgując ich wspólne miłosne upojenie i ekstatyczną rozkosz.

Z trudnym do zniesienia żalem dopiła drinka, odstawiła szklaneczkę i mocno zaciskając dłonie na poręczach fotela, starała się przekonać samą siebie, że jej decyzja powrotu do męża była słuszna.

Sara mnie teraz potrzebuje. Bardzo potrzebuje. Joannie trudno było oderwać myśli od ukochanego mężczyzny, miała jednak wrażenie, że jeżeli zaraz, teraz tego nie zrobi, to pochłonie ją piekło obłąkania. Dlatego skupiła się na swojej córce, która przebywała w klinice psychiatrycznej w Szwajcarii. Sara trafiła tam po traumatycznym małżeństwie zawartym w dalekiej Tunezji bez wiedzy rodziców. Małżeństwie, które wbrew jej woli i rozdzierającej rozpaczy okazało się drogą do tajnego obozu szkoleniowego terrorystów w Algierii. Pod okrutnym okiem zaciekłych zwolenniczek tak zwanego Państwa Islamskiego była tresowana na oddaną jego ideologii dżihadystkę. Wszelkie oznaki braku zaangażowania w intensywnie prowadzone zajęcia propagujące terror przypłacała stosowanymi wobec niej karami, w tym nieustannym nękaniem i bestialskim biczowaniem.

Rodzinie podstępem udało się odbić Sarę, kiedy jej mąż próbował ją przemycić na tereny kontrolowane przez ISIS. Dziewczyna wróciła do rodzinnego domu w Kuwejcie, ale po druzgocących przeżyciach w północnej Afryce nie była w stanie dojść do siebie i wpadła w ciężką depresję. Przez całe dnie leżała w łóżku w swoim pokoju, ledwo co jedząc i w ogóle nie wychodząc na zewnątrz. Joanna ze wszystkich sił próbowała wyciągnąć ją z tego stanu, ale żadne jej działania nie przynosiły spodziewanego rezultatu. Dopiero przyjazd z Polski jej przyjaciółki, Lidki, doprowadził do tego, że Sara zgodziła się na długotrwałe leczenie.

Wydawało się, że do kuwejckiej rezydencji znowu zawita spokój i szczęście. Jednak mąż Joanny po raz kolejny dał jej powody do zazdrości i podejrzenia o zdradę. Bez przerwy zajęty swoimi interesami nie okazywał żonie wystarczająco dużo uwagi i nie obdarowywał taką dawką ciepła i tkliwości, jakich od niego oczekiwała i w tym momencie potrzebowała. Czara goryczy przelała się, gdy przypadkiem zobaczyła go w hotelowym barze z uwieszoną u jego ramienia blondynką. To przypomniało jej horror rozgrywający się w ich domu, gdy rozpanoszyła się w nim jego druga żona. Kiedyś Joanna ogarnięta zżerającą ją zazdrością wtargnęła do sypialni drugiej żony i na własne oczy zobaczyła męża zabawiającego się seksualnie z podsuniętą mu przez nią służącą. Ostrego załamania nerwowego, które przeszła po tym incydencie, o mało nie przypłaciła życiem.

Widok następnej kobiety klejącej się do jej męża popchnął Joannę do spontanicznej decyzji wyjazdu na Bali, gdzie przebywała jej przyjaciółka Angelika ze swoją koleżanką Jennifer – świeżo upieczoną rozwódką. Tam poznała Richarda. Był jednym z dwóch kolegów Jamesa, bliskiego przyjaciela Jennifer, którzy przylecieli z nim na wyspę wesprzeć ją w przełomowym momencie życia. I kiedy całe towarzystwo udało się na pobliską Jawę, nad brzegiem krateru czynnego wulkanu Bromo, który groźnie ryczał i huczał, wyrzucając z siebie gęste kłęby dymu, poczuła ten niepowtarzalny, elektryzujący dreszcz, w momencie gdy…

„Nie bój się” – powiedział Richard, obejmując ją swoim silnym, męskim ramieniem. „Jestem tu”.

A ona… Spojrzała mu prosto w oczy i… zakochała się. Tak mocno, kobieco i prawdziwie jak nigdy przedtem.

Joanna nacisnęła guzik, żeby poprosić stewardesę o kolejnego drinka. Jednak w tej chwili samolot lekko opadł, a następnie zaczął niebezpiecznie drgać. W górze zapaliły się światełka kontrolek nakazujące zapiąć pasy, a głos z megafonu wezwał załogę do zajęcia miejsc.

Samolot wpadł w dość silne, nieprzyjemne turbulencje. Szybko się zniżał, a zaraz potem wznosił, trzęsąc się przy tym zatrważająco. W takich sytuacjach pasażerów dopada mrożący krew w żyłach strach, że wioząca ich kilkusettonowa maszyna nagle runie w dół. Niektórzy gorączkowo myślą o niedoprowadzonych do końca ważnych sprawach, inni łączą się w duszy z bliskimi, a najbardziej przerażeni modlą się, błagając o ratunek.

Sara tam na mnie czeka… Joanna wiedziała, jak kluczowa jest jej obecność na rodzinnej terapii, którą zalecili szwajcarscy lekarze. To był powód, dla którego podjęła tak trudną decyzję o natychmiastowym wyjeździe z Bali. Ona mnie teraz bardzo potrzebuje… Nas wszystkich…

W klinice mieli się zjawić zarówno rodzice, jak i rodzeństwo Sary – młodsza siostra Fatma oraz studiujący w Londynie starszy brat Nadir. Po serii wspólnych sesji terapeutycznych planowano wypisać Sarę do domu.

Lampka sygnalizująca konieczność zapięcia pasów nadal się paliła. Pasażerowie spoglądali na nią z niepokojem i wyczekiwali, kiedy samolot wróci do spokojnego, wyrównanego lotu. Zajęło to paręnaście długich minut, podczas których niepewność skłaniała do głębszych refleksji.

Gdyby Richard był tu teraz przy mnie, to nie bałabym się, Joanna wróciła myślami do ukochanego. Sama jego obecność… Jego czuła troska…

Kiedy na Jawie posuwała się wolno nierówną, wąską ścieżką na szczycie stożka wulkanicznego, drżąc ze strachu, że zaraz runie w kipiącą czeluść krateru, Richard szedł tuż za nią, a gdy tylko spostrzegał jej niepewny krok, spieszył z pomocą, podtrzymując za ramię.

Kocham cię…, wyszeptało jej serce. Tak bardzo cię kocham… Jak jeszcze nigdy nikogo…

Już nigdy mu tego nie powiem… Po policzkach Joanny spłynęły łzy bezgranicznego smutku… Nigdy…

– Aaaaa! – siedząca niedaleko niej współpasażerka krzyknęła przeraźliwie, ponieważ samolot gwałtownie poleciał w dół.

– O Boże! – wrzasnęła kobieta za jej plecami.

– Już nigdy… – szybko wyrzuciła z siebie Joanna, kurczowo zaciskając palce na oparciach.

 

Po dramatycznych sekundach maszyna nieco wyrównała lot, a głos z megafonu oznajmił, że tego typu wstrząsy są normalne nad obszarem, nad którym przelatują. Pasażerowie jednak z niecierpliwością czekali, żeby wreszcie zgasły kontrolki i można było rozpiąć pasy. Kiedy to się stało, wszyscy odetchnęli z ulgą, a Joanna od razu zamówiła kolejnego drinka. Później ukołysana monotonnym szumem silników zapadła w lekką drzemkę. Ocknęła się dopiero wtedy, kiedy koła samolotu dotknęły płyty lotniska.

***

– Piłaś! Znowu piłaś! – Ali przywitał ją tymi samymi pełnymi złości słowami, które skierował do niej po niespodziewanym przylocie na Bali.

Do czego?… Do kogo ja wróciłam?, Joanna zadała sobie w duchu pełne goryczy pytania. Zatęskniła za czułością Richarda.

– Kiedy lecimy do Szwajcarii? – zapytała głośno, tłumacząc sobie, że przede wszystkim musi kierować się dobrem córki.

– Za dwa dni – odburknął.

– Fatma jest już w Dubaju?

– Nie, poleciała do Londynu.

– Przecież w klinice miała się stawić cała rodzina – zauważyła Joanna.

– Fatma przyleci do Szwajcarii z Nadirem. – Ali szybkim krokiem zmierzał w stronę wyjścia. – Poprosiła mnie o parę dni w Londynie, bo chciała zrobić tam jakieś zakupy.

Joanna westchnęła głęboko. Nie była zachwycona perspektywą spędzenia następnych dni tylko z mężem. Dobrze pamiętała ich niedawne burzliwe kłótnie na Bali.

Małżeństwo wyszło na zewnątrz, gdzie czekała już limuzyna. Kierowca otworzył im drzwi i wsiedli do środka. Bagażowy ułożył walizki Joanny w kufrze samochodu i ruszyli do hotelu. Droga przebiegła w milczeniu, ponieważ Ali był wściekły, że żona znowu piła, a Joanna z trudem hamowała łzy, uświadamiając sobie, że jej powrót do męża będzie dla niej dużo trudniejszy, niż się spodziewała.

W hotelowym apartamencie Joanna od razu wyraźnie dała do zrozumienia, że jest wyczerpana długą podróżą. Nie chciała, żeby Alemu przyszło do głowy egzekwowanie swoich łóżkowych praw. Brutalny małżeński gwałt na Bali, którego się wobec niej dopuścił, do tej pory napawał ją odrazą i wstrętem. Wziął ją siłą, mimo jej zdecydowanego oporu, a po wszystkim jeszcze miał do niej pretensje, że się za mało starała.

– Nie mogę się starać, kiedy pieprzysz inne – odpowiedziała obolała psychicznie i fizycznie.

Wtedy, po raz pierwszy podczas trwania ich małżeństwa, uderzył ją mocno w twarz. Na samo wspomnienie piekł ją policzek.

– Jestem wycieńczona tym długim lotem – powiedziała, szarpiąc przy tym nerwowo zamek walizki. – Wszystko mnie boli… Muszę wziąć długą kąpiel… – Wyjęła figi i koszulkę nocną, a następnie poszła do łazienki i dokładnie zamknęła za sobą drzwi.

Wannę wypełniła wodą i pachnącym płynem do kąpieli, po czym zrzuciła z siebie ubranie. Zanurzyła się w aromatycznej pianie, co po wielogodzinnej podróży przyniosło jej prawdziwą ulgę. Przez znajdujące się tuż przy wannie duże okno spojrzała na iskrzącą różnymi kolorami nocną panoramę Dubaju. Patrzyła na wyróżniające się ciekawą architekturą wysokościowce i nowoczesne mosty, które migotały żółtymi, niebieskimi, zielonymi i czerwonymi światłami.

„Polećmy do Stanów już teraz… Nawet jutro…”. W jej głowie zabrzmiały słowa ukochanego, który namawiał ją do rozpoczęcia nowego wspólnego życia. I mimo że zdawała sobie sprawę z olbrzymich trudności, które ją czekają, już była zdecydowana starać się o rozwód. I wtedy nadeszła wiadomość od lekarza prowadzącego Sarę…

Joanna długo siedziała w wannie, nie mogąc powstrzymać rozpaczliwego szlochu. Tęskniła za ukochanym tak bardzo, tak boleśnie… Chciałaby ponownie znaleźć się w jego ramionach i słuchać bicia jego serca. Jego zaklęć miłosnych… Pieścić się i kochać… Do całkowitego zatracenia…

Wyszła z wanny dopiero wtedy, kiedy zorientowała się, że woda jest już prawie zimna. Potem dokładnie wycierała się wielkim miękkim ręcznikiem, przeciągając moment opuszczenia łazienki. Chociaż luksusowy apartament miał dwie sypialnie, obawiała się, że Ali będzie chciał, żeby spali razem.

Założyła figi i zwiewną koszulkę nocną, ale zaraz narzuciła na nią puszysty szlafrok. Ostrożnie uchyliła drzwi łazienki i starając się nie robić hałasu, powoli ją opuściła. W przylegającej do niej sypialni zauważyła śpiącego Alego, więc na palcach przecięła ją, przeszła przez obszerny salon, a znalazłszy się w drugiej sypialni, szybko zamknęła przesuwne drzwi, zrzuciła szlafrok i wsunęła się do łóżka.

W ogromnym łożu jeszcze dotkliwiej odczuła brak Richarda. Na Bali przychodził do jej pokoju, całował ją, rozmawiał z nią, tulił ją, słuchał jej… Był z nią…

„Obiecuję, że będziesz bardzo szczęśliwa” – zapewnił, całując z czułością ślad na jej nadgarstku po nieudanej próbie samobójczej.

Dotknęła opuszkami palców wciąż widocznej szramy. Jego nie było.

Następnego dnia obudził ją natarczywy dźwięk telefonu. Z trudem otworzyła oczy. Najchętniej by się gdzieś zapadła, schowała, zniknęła.

– Halo… – powiedziała zachrypniętym głosem, kiedy po paru sygnałach odebrała.

Odpowiedziała jej cisza.

– Halo! – powtórzyła.

– Cześć, to ja – Angelika, którą zaniepokoił głos Joanny, dopiero teraz się odezwała. – Chciałam się dowiedzieć, jak doleciałaś i jak się czujesz. – Obawiała się, że przyjaciółka znowu zacznie topić swoje smutki w alkoholu.

– Dobrze, wszystko dobrze – machinalnie odpowiedziała Joanna.

– Na pewno, Jo? – Angeliki nie przekonał zdawkowy ton przyjaciółki.

– Na pewno.

– Kiedy lecicie do Szwajcarii?

– Jutro… Czy może pojutrze…

– Wszystko u ciebie w porządku? – dopytywała Angelika wyraźnie zmartwiona.

– Tak… Tak… Tylko… Dopiero się obudziłam. A co tam u was? – Pomyślała o Richardzie.

– Zbieramy się do wyjazdu… Jennifer bardzo ci dziękuje, że tu przyleciałaś w tak szczególnym dla niej momencie życia. To było dla niej ważne… Te wszystkie rozmowy… Zapewnia, że ten wspaniały wspólnie spędzony czas na zawsze pozostanie w jej pamięci. I oczywiście zaprasza cię do siebie, do Nowego Jorku.

– Ja też się cieszę, że ją poznałam… I jej przyjaciół… – Głos Joanny załamał się.

– Posłuchaj, Jo… Richard prosił, żeby ci przekazać…

– Muszę kończyć. – Joanna szybko przerwała rozmowę. – Ali mnie woła – skłamała.

– Jo, poczekaj chwilę…

Joanna rozłączyła się, zanim Angelika zdążyła cokolwiek więcej powiedzieć. Richard… Jej serce zaczęło walić jak szalone. Tęskniła za nim… Pragnęła go… Kochała… Nie… Nie… Nie może o nim myśleć, bo zwariuje. Musi zapomnieć.

Wstała z łóżka, przeszła do przylegającej do jej sypialni łazienki i przemyła twarz wodą. Potem wróciła do łóżka, nakryła się kołdrą i przez parę minut leżała bez ruchu. Nagle się zerwała, pobiegła do pomieszczenia kuchennego, otworzyła lodówkę i wyciągnęła z niej pierwszą lepszą butelkę alkoholu. Już miała ją otworzyć, kiedy w kuchni pojawił się Ali zwabiony hałasem.

– Ani mi się waż! – wrzasnął, wyrywając z jej rąk butelkę.

Popatrzyła na niego nieprzytomnym wzrokiem i szybkim krokiem wróciła do swojej sypialni.

– Pamiętaj, że jutro wylatujemy do Sary! – krzyknął, zanim zasunęła drzwi.

Richard… Nie myśleć o nim… Tylko o nim nie myśleć… Gorączkowo szukała w walizce saszetki z lekami. Zapomnieć… Drżącymi rękoma wyjęła blister z tabletkami uspokajającymi. Było w nim ponad dwadzieścia tabletek. Wziąć wszystkie? Poczuła, że sytuacja ją przerasta. Sara…, pomyślała o czekającej na całą rodzinę córce. Wzięła jedną.

Położyła się do pustego łóżka. Ogromna tęsknota za ukochanym mężczyzną ściskała jej gardło, zalewała smutkiem, wywoływała łzy. Czekając, aż tabletka zacznie działać, próbowała nie poddawać się szarpiącym jej serce i duszę myślom. Najgorsza dla niej była świadomość, że już nigdy więcej go nie zobaczy, nie znajdzie ukojenia w jego ramionach, nie dozna wspólnych, ekstatycznych miłosnych upojeń. Namiętnymi pocałunkami go nie obsypie, w rozkoszy rajskiej się z nim nie zanurzy, miłością kobiecości rozkwitłej, niezwykłej go nie obdarzy. Ocean odwieczną mocą nadal falował, plumerie swym intensywnym, nasyconym aromatem odurzały kochanków, wysokie palmy idyllicznie szumiały, słońce czerwoną tarczą wschodziło i zachodziło, księżyc srebrzyście oświetlał magiczne świątynie. A ich już nie było.

Kiedy tabletka nieco ją uspokoiła, podniosła się i opuściła sypialnię. Ali, zajęty przygotowaniami do wystawy Expo 2020, która miała się odbyć w Dubaju, poszedł już na swoje biznesowe spotkania. Joanna w stojącym w kuchni ekspresie zaparzyła kawę, a następnie z filiżanką w ręku usiadła na wygodnej sofie w salonie. Jej wzrok padł na rozłożoną na stoliku lokalną prasę, którą Ali przeglądał pobieżnie przed wyjściem. Upiła parę łyków gorącego napoju, a potem, żeby oderwać myśli od dręczących ją wspomnień, wzięła do ręki gazetę.

Na stronie tytułowej widniało zdjęcie pierwszego w historii astronauty ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Hazza Al Mansouri, były pilot myśliwca, spędził na orbicie w Międzynarodowej Stacji Kosmicznej osiem dni, co okrzyknięto ogromnym sukcesem.

„Jesteś źródłem dumy dla wszystkich Emiratczyków” – zwrócił się do niego emir Dubaju, szejk Muhammad ibn Raszid al-Maktum w rozmowie, którą przeprowadził z młodym astronautą, kiedy ten jeszcze przebywał na orbicie.

Emir podkreślił, że jest to tylko „pierwszy śmiały krok w kosmos dla Zjednoczonych Emiratów Arabskich”, i wspomniał szejka Zajida1, który zawsze marzył, żeby wystrzelić z pustyni arabski statek kosmiczny.

„Niemożliwe jest dla nas niczym” – emir wygłosił swoją formułę, której hołdował od wielu lat i dzięki której w ostatniej dekadzie doprowadził do błyskawicznego rozwoju Dubaju. „To tylko słowo rzucane przez małych ludzi”.

Szejk Muhammad ibn Raszid al-Maktum z zapałem przedstawił również śmiałą wizję dalszego podboju kosmosu.

„Wszyscy marzą. Ale my ciężko pracujemy, żeby nasze marzenia się spełniły. Naszą następną stacją jest Mars osiągnięty przez naszą sondę Nadzieję. Ja i mój brat, Muhammad ibn Zajid2, wierzymy w naszą zdolność do osiągnięcia tego. Niektórzy wokół nas uważają, że to jest niemożliwe. Ale niemożliwe jest tylko słowem rzucanym przez słabych”.

Joanna z lekką irytacją odrzuciła gazetę na stolik i sięgnęła po filiżankę z kawą.

Wysyła ludzi w kosmos… Chce badać Marsa… A żony nie umie przy sobie zatrzymać…, pomyślała z cierpką ironią, przypominając sobie niedawną ucieczkę księżniczki Hayi bint al-Husajn, jednej z żon władcy Dubaju, która z dwójką nieletnich dzieci znalazła schronienie w pilnie strzeżonej luksusowej posiadłości w Londynie.

Popijała wolno kawę i patrzyła przez panoramiczne okno na widoczne w oddali samoloty, które startowały i lądowały na wielkim dubajskim lotnisku. Liczba osób, które w ciągu roku odwiedzały to wyrosłe błyskawicznie na pustyni zachwycające miasto, sięgnęła już prawie szesnastu milionów.

Mężczyźni…, rozmyślała. Realizują wielkie projekty… Wyznaczają sobie dalekosiężne cele i dążą do ich sfinalizowania wszelkimi sposobami… Sukcesy tylko zwiększają ich nieograniczone ambicje… A obok nich… Żony, dzieci… Kobiety, którym brakuje ich uwagi, troski i miłości… Gdyby tylko zrozumieli, że ich obecność w życiu kobiet i okazywana im przez nich czułość jest równie ważna jak misja na Marsa…

Dokończyła kawę i poszła do kuchni zaparzyć następną filiżankę. Włączyła ekspres i otworzyła lodówkę. Wyciągnęła rękę po małą buteleczkę whisky, ale zaraz ją cofnęła.

Sara…, w jej głowie zadźwięczał dzwonek alarmowy. Sara… Nie mogę jej zawieść…

W koszu zobaczyła wyrzuconą przez Alego butelkę po winie, której zawartość wcześniej wylał do zlewu. Z wielką obawą pomyślała o chwili, kiedy wrócą do Kuwejtu i będzie musiała wieść z nim codzienne małżeńskie życie, z trudem znosząc bijący od niego chłód i zarzucanie jej wiecznymi pretensjami oraz nieustannie towarzyszące jej poczucie samotności.

Z kawą udała się do salonu i zadzwoniła do obsługi, żeby zamówić śniadanie do pokoju. Nie miała ochoty nigdzie wychodzić. Gdyby Richard jej towarzyszył…

Księżniczka Haya odważyła się na ucieczkę z dziećmi od męża… Myśli Joanny wróciły do żony emira. Ale to córka nieżyjącego króla Jordanii i przyrodnia siostra obecnie panującego w tym kraju władcy… Ma za sobą jordańską rodzinę królewską… Pamiętam zdjęcie, które na swoim Twitterze zamieścił jej młodszy brat, książę Ali al-Husajn, już po jej ucieczce. Obejmuje na nim swoją siostrę, mocno ją do siebie przyciągając, co jest wyraźnym sygnałem, że nie pozwoli, aby ktokolwiek wyrządził jej krzywdę… I oczywiście księżniczka Haya jako członek rodziny królewskiej ma olbrzymie możliwości finansowe… Joanna westchnęła ciężko. Nie wszystkie kobiety, które pozostają w nieszczęśliwych związkach, mogą liczyć na takie wsparcie w przypadku rozwodu czy rozstania…

 

„Jo, dobrze wiesz, że jesteś dla mnie najcudowniejszą kobietą, jaką znałem. I to, co nas łączy…”, Joanna przypomniała sobie gorące wyznanie ukochanego i żelazna obręcz boleści ścisnęła jej serce. Już nigdy…

Zadzwonił telefon. Jeśli to znowu Angelika… Spojrzała na ekran aparatu. To była Lidka. Nie była pewna, czy chce z kimkolwiek w tym momencie rozmawiać. Po chwili wahania jednak odebrała.

– Halo – powiedziała grobowym głosem.

– Co się stało?! – przestraszyła się przyjaciółka.

– To koniec… – Joanna nie mogła powstrzymać się od szlochu. – Koniec…

– Asiu… Nie płacz… – Lidka poprosiła ciepło. – Powiedz mi, co się dzieje…

– Koniec z Richardem… – Joanna z trudem wykrztusiła przez łzy.

– Dlaczego? Kiedy ostatnio rozmawiałyśmy, mówiłaś o rozwodzie z Alim…

– Tak, ale… Sprawy się skomplikowały…

– To znaczy?

– Jest szansa, że Sara wyjdzie z kliniki i…

– To bardzo się cieszę! – Lidka wpadła jej w słowo. – Gdy sobie przypomnę, w jakim była stanie, kiedy do ciebie przyjechałam…

– Dziękuję ci za to… To dzięki tobie zgodziła się na leczenie.

– Nie dziękuj. Ty też wspierałaś mnie w najtrudniejszych momentach… – Lidka nigdy nie zapomniała, jak wielką opoką była dla niej Aśka w czasie, kiedy musiała się zmagać ze zdradą męża i szykanami ze strony nienawidzących jej szwagierki i teściowej.

– Dobrze, że możemy na siebie liczyć. – Joanna otarła łzy, myśląc o sile kobiecej przyjaźni.

– Jeżeli tylko teraz mogę coś dla ciebie zrobić…

– Dziękuję… Ale w tej sytuacji… – Głos uwiązł jej w gardle.

– Jesteś w Kuwejcie?

– Nie, w Dubaju.

– Lecisz po Sarę?

– Tak… My wszyscy… Lekarz poprosił, żeby przyjechała cała rodzina.

– To dlatego… rozstaliście się z Richardem?

– Ja wyjechałam… Bez pożegnania… – zwierzyła się Joanna. – Nie byłam w stanie… Gdybym go zobaczyła…

– Rozumiem… – Lidka doskonale zdawała sobie sprawę, jak trudnego wyboru musiała dokonać jej przyjaciółka. – Najważniejsze jest zdrowie Sary – powiedziała, żeby okazać jej swoje wsparcie.

– Tak, z pewnością.

Zapomnieć o nim, zapomnieć… Joanna musiała to sobie ciągle powtarzać, żeby przetrwać.

Nagle rozległo się pukanie do drzwi.

– Przepraszam cię, ale ktoś puka. Muszę kończyć. – Joanna podniosła się z kanapy.

– Mocno uściskaj ode mnie Sarę.

– Na pewno to zrobię.

– I daj znać, gdy opuści klinikę. Dobrze, że z tego wyszła… – Przed oczami Lidki stanął obraz leżącej nieruchomo Sary w jej pogrążonym w półmroku pokoju, który zapewne odzwierciedlał jeszcze większy mrok jej duszy.

– Dobrze, zadzwonię. Do usłyszenia wkrótce.

– Do usłyszenia.

Joanna odłożyła telefon, a następnie otworzyła kelnerowi, który wszedł do pokoju, pchając przed sobą wózek ze śniadaniem.

– Gdzie madame sobie życzy, żeby go postawić? – zapytał.

– Tam, poproszę. – Wskazała miejsce obok sofy.

Mężczyzna zostawił wózek, Joanna dała mu napiwek, a następnie zamknęła za nim drzwi. Usiadła na kanapie i sięgnęła po apetycznie wyglądającego croissanta. Przełknęła parę kęsów, kiedy do apartamentu wpadł Ali.

– Potrzebne mi są dodatkowe dokumenty na następne spotkanie – wyjaśnił, stawiając teczkę na stoliku, a następnie skierował się do swojej sypialni.

Po paru minutach wyszedł z niej z plikiem papierów, które zaczął chować w eleganckiej aktówce. Tuż przy niej, z pierwszej strony gazety pierwszy emiracki astronauta uśmiechał się szeroko. Ubrany w biały skafander z wyeksponowaną na jego rękawie flagą Zjednoczonych Emiratów Arabskich, w hełmie na głowie, podnosił otwartą dłoń w geście pozdrowienia z kosmosu.

– Wielkie osiągnięcie… – Ali był pod dużym wrażeniem lotu Emiratczyka w przestrzeń kosmiczną. – Naprawdę wielkie… – Zamknął teczkę, po czym podniósł gazetę, wpatrując się w zdjęcie pierwszego Araba, który prowadził badania na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. – Wiesz, że on założył tam naszą kandurę3?

– Kandurę? W przestrzeni kosmicznej? – Joanna się zdziwiła.

– Nie wiedziałaś? To zaraz ci pokażę… – Ali położył gazetę na stolik, wyciągnął telefon i po chwili znalazł odpowiednie zdjęcie. – Zobacz. – Wyciągnął aparat w stronę żony.

Na fotografii uśmiechnięty Hazza wyróżniał się na tle pozostałej ośmioosobowej załogi, ubranej w T-shirty i spodnie, tradycyjnym emirackim strojem: białą kandurą i zamotaną wokół głowy hamdaniją4 tego samego koloru, której końce lekko powiewały.

– Nie założył na głowę ghutry5 i agalu6, żeby czasem nie lewitowały w powietrzu. – Ali się uśmiechnął. – Dlatego wybrał mniej formalną hamdaniję, którą można zawiązać.

– W misji biorą udział również kobiety – zauważyła Joanna, patrząc na widoczne na zdjęciu dwie astronautki agencji kosmicznej NASA.

– Hazza zaserwował też członkom załogi tradycyjne dania emirackie. – Ali zupełnie zignorował uwagę żony.

– Sam tam gotował? – Joanna zapytała nieco kąśliwie.

– Tak… Na pewno… W przestrzeni kosmicznej… – Ali się skrzywił. – Przecież wiadomo, że potrawy zostały wcześniej przygotowane i odpowiednio zapakowane przez Space Food Laboratory. Niektóre dania, które Hazza podał kolegom, to…

– I koleżankom – dodała Joanna.

– Co?

– Podał również koleżankom – powtórzyła Joanna. – Kobiety też latają w kosmos. I też tam były…

– Tak, tak… – Ali potwierdził niecierpliwie, bo nie lubił, gdy żona mu przerywała. – Niektóre tradycyjne potrawy to halal7 saluna8, madruba9 i balalit10 – mężczyzna podjął przerwany wątek. – Hazza wziął również ze sobą jedwabną flagę Zjednoczonych Emiratów Arabskich i… – Ali zajrzał do telefonu, żeby przypomnieć sobie interesujące go informacje – historyczne zdjęcie szejka Zajida z tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego szóstego roku z delegacją astronautów programu Apollo… – Przesunął palcem po ekranie. – Wyłonione w konkursie „Wyślij w kosmos” opowiadania, obrazy i poezję… Książkę Moja historia napisaną przez emira Dubaju, w której w pierwszym rozdziale opowiada o ogłoszeniu przez siebie programu szkolenia emirackich astronautów… Egzemplarz Koranu… – wyliczał, zerkając na ekran. – To wszystko poleciało w kosmos – podkreślił z wielką dumą. – A to dopiero początek… Już niedługo pierwszy arabski statek kosmiczny Al-Amal (Nadzieja) zostanie wystrzelony z misją naukową na Marsa – mężczyzna ciągnął z podziwem. – Po dziewięciu miesiącach, po przebyciu sześciuset milionów kilometrów, dotrze na Czerwoną Planetę w dwa tysiące dwudziestym pierwszym roku i w ten sposób uczci pięćdziesięciolecie niepodległości Zjednoczonych Emiratów Arabskich. A za niecałe sto lat… – Ali podniósł głos – …emir Dubaju zapowiedział projekt pod nazwą „Mars 2117”, który ma na celu założenie na tej planecie miasta liczącego sześćset tysięcy mieszkańców! – wykrzyknął z emfazą.

Poszukał czegoś w smartfonie, który po chwili przybliżył do oczu żony.

– Spójrz na to! – Puścił kilkuminutowy film, który zabierał odbiorców na wirtualną wycieczkę po przyszłej marsjańskiej metropolii. – Czy to nie jest wspaniałe?!

„Hello! And welcome on Mars!11. Na imię mam Said i będę twoim personalnym przewodnikiem. W imieniu Zjednoczonego Rządu Marsa chciałbym powitać cię w twoim drugim domu” – holograficzny wysłannik w srebrzystym kombinezonie przywitał gościa, który dotarł na Czerwoną Planetę.

Następnie unoszący się w atmosferze przezroczysty sferyczny pojazd zabrał przybysza w podróż po skolonizowanym przez Ziemian Marsie. Na filmie widać było naturalne pomarańczowoczerwone, nieregularne wzniesienia oraz obiekty wytworzone ręką człowieka: duże, latające środki transportu, przypominające pająki olbrzymie maszyny kroczące po powierzchni planety i wysokie budowle kojarzące się z panoramą Dubaju.

– To Miasto Mądrości – stwierdził Ali, kiedy pojazd wjechał do tunelu, a następnie do zbudowanego pod kopułą pierwszego marsjańskiego miasta. – Tak będzie się nazywać.

Na ekranie pojawiły się szerokie trasy, liczne latające pojazdy, przejeżdżająca w górze szybka kolej, olbrzymie ekrany, strzelista lub falista architektura, zielone drzewa i inne rodzaje roślinności, futurystyczne budynki uniwersytetu i laboratoriów oraz przebywający na Marsie ludzie.